bj32
22.06.07, 17:39
Mam takie zjawisko w domu. Moje urocze dzieciątko cztery dni temu w
sklepie "Wszystko po 5,-" zobaczyło karabin. Niepierwszy to karabin, który
ujrzała, ale dotąd nie było problemu, bo bardziej interesowały ją trzepaczki
i puzzle. I było fajnie, bo mąż jest wrogiem militarnych zabawek. Ja nie
jestem, bo sama sie wychowałam na pistoletach na kapiszony i korki i jakoś na
bandytkę nie wyrosłam. A tym razem Anka dostała szału i od pierwszego
wejrzenia zakochała się w narzędziu zbrodni. Odmówiłam zakupu, bo obrażone
dziecko mniej mi przeszkadza, niż awantura z mężem. Ale ona cały czas o tym
karabinie nudziła. Pojechała do babci i babcię próbowała [bezskutecznie]
namówić. A jeszcze babcia ubrała ją w komplet "moro" i już całkiem zima...
No i dzisiaj rano Ania przystąpiła do ataku na tatusia. poprosiła grzecznie,
facet odmówił stanowczo, to spojrzała na niego z taką rozpaczą i żalem, że
mało nie ryknęłam śmiechem. I wiecie co? acuś mówi do mnie głosem
grobowym "Kup jaj ten karabin... Kup, tylko niech ona tak na mnie nie patrzy."
No i kupiłam. Dziecko rozsądnie mierzy wyłącznie do gołębi i przedmiotów
martwych, całe szczęśliwe i radosne jak pierwiosnek.
A jak Wy, koleżanki drogie, zapatrujecie się na "broń"?