Dodaj do ulubionych

hunta, żożoba

IP: 213.134.152.* 10.03.05, 14:04
Niektóre słowniki podają dwie formy - żożoba oraz jojoba (roślina
tropikalna, także olejek z owej rośliny stosowany w produkcji kosmetyków),
jednak nie podają sposobu czytania drugiej z nich - czy [żożoba] (według
francuskich reguł), czy [dżodżoba] (według angielskich), a może [hohoba]
(według hiszpańskich)? Jeśli jojoba to w polszczyźnie czytana wyłącznie
[jojoba]!
Skoro jednak autor uważa, że zamieszczone hasło powinno być czytane
zgodnie z obcymi zasadami, to powinien wyjaśnić sposób czytania, aby uniknąć
nieporozumień. Inaczej należy uznać, że słownik ma poważną wadę, ponieważ nie
rozstrzyga ważnych kwestii, a nawet może wprowadzić w błąd. I jeszcze pół
biedy, kiedy słowniki mają obie formy i przy jojoba odsyłają do żożoba.
Jednak w kilku znanych słownikach zamieszczono wyłącznie hasło jojoba. Jeśli
autorzy popierają wymowę [jojoba], to poradnik spełnia swoją rolę, ale jeśli
mają na myśli inną wymowę (np. [żożoba], co jest wysoce prawdopodobne, jednak
nie jest pewne), to niepodanie sposobu wymowy jest skandalem! I tak,
Ortograficzny słownik języka polskiego (Wilga 2001, A. Markowski) oraz - w
ślad za nim - Onet Wiem deklinuje jojoba - tę jojobę, tą jojobą; tych jojob,
tym jojobom, zatem dociekliwy czytelnik ma zagadkę - jak należy czytać
omawiane słowo, natomiast mniej dociekliwy przeczyta... [jojoba], zwłaszcza
że owe słowniki nie zawierają wyrazu żożoba.
Internetowa Wikipedia podaje - Olej jojoba to olej roślinny, otrzymywany
z nasion krzewu jojoba. Ponieważ olej uzyskany z nasion rzepaku (słonecznika,
soi) określamy jako olej rzepakowy (słonecznikowy, sojowy), zatem produkt z
nasion żożoby można określić jako olej(ek) żożobowy (obok uznanej i krótszej
nazwy wspomnianej na wstępie - żożoba).
Słowniki zamieszczają wyraz jadeit (minerał z grupy piroksenów; używany
jest do wyrobu przedmiotów ozdobnych). Jeśli podają sposoby wymawiania
wybranych terminów, a przy minerale nie zamieszczono takiego sposobu, to
oznacza, że czytamy według polskich reguł. Sprawa jest bardziej
skomplikowana, kiedy w poradnikach nie zamieszczono żadnych wyjaśnień co do
sposobu czytania wszystkich niejednoznacznych (o "wysoce prawdopodobnej
rozbieżności pomiędzy zapisem a wymową") haseł, zatem w przypadku owego
piroksenu sposób czytania nie jest oczywisty. Niepewność pogłębia zdanie z
fachowego czasopisma Kopaliny, gdzie wpleciono wątek francusko- oraz
anglojęzyczny - Podobne własności do nefrytu posiada jadeit (żadeit) o
składzie chemicznym glinokrzemianu sodu. Oba te minerały bywają określane
wspólną nazwą dżady (jade).
Mamy również językowo dziwne (dla Polaków) słowo junta [hunta] (hiszp. -
połączenie, związek, zebranie) stosowane przez przeciwników politycznych w
znaczeniu pejoratywnym, oznaczające władzę przejętą przez armię (zwykle w
Ameryce, ale poza USA i Kanadą; w latach osiemdziesiątych również wobec
rządów PRL). Skoro czytamy [hunta], to i tak powinniśmy pisać. Gdyby jednak
sięgnąć głębiej, czyli do łaciny (iuncta), to moglibyśmy czytać [junta] i
takoż pisać, zwłaszcza że istnieje szereg słów przejętych z tego archaicznego
języka, pisanych i wymawianych j, np. dysjunkcja. Można byłoby dopuścić obie
formy, jednak przy fundamentalnej zasadzie obowiązującej w naszym języku -
pisownia powinna być zbieżna z wymową (z szeregiem niereformowalnych
odstępstw, choćby weekend), czyli - (albo) hunta [hunta] albo junta [junta],
co trąca zresztą zagadnieniem o nazwie... dysjunkcja. Prawdopodobnie jedynie
trąca, bowiem podczas głębszych rozważań logicznych może się okazać, że
pierwszy warunek albo (w nawiasach) sprowadza owe dociekania ku problemowi
znanemu w logice (jednak!) jako alternatywa rozłączna.
Omawiane wcześniej słowniki deklinują junta - tę juntę, tą juntą; tych
junt, tym juntom, nie mają jednak słowa hunta i ponownie czytelnik rzuca
monetą w kwestii wymowy...
Co ciekawe, pewien słownik jest niekonsekwentny w sprawie zapisu sposobu
wymowy, bowiem proponuje czytać [hunta], ale... [chochoba].
Po rozważaniach

obce słowa
junta [hunta] oraz jojoba [żożoba]
postuluję przyjąć do słownika języka polskiego
jako
hunta oraz żożoba
i takoż czytanych
Podczas pisania coraz popularniejszych ogólnopolskich dyktand, powinien
obowiązywać zakaz umieszczania w tekstach niepolskich słów. To są dyktanda z
naszego języka, zatem niedopuszczalna jest praktyka przemycania nazwisk, nazw
geograficznych, terminów muzycznych oraz wielu innych słów, które nie
spełniają wspomnianych kryteriów . Uczestnicy owych igrzysk mają popisywać
się znajomością języka ojczystego. Jeśli "poloniści" chcą ocenić umiejętności
pisania niepolskich wyrazów urządzając dyktanda z języka niby-polskiego, to
powinni wyraźnie przestrzec chętnych, że będzie to turniej ze znawstwa języka
polskawego... Owszem, zwykle podawane są tytuły (poważnych!) słowników, na
których oparto teksty, ale to właśnie one (również!) zawierają niepolskie
wyrazy! I koło niezrozumienia idei dyktanda z języka polskiego się zamyka!
Wszystkie poważne przedsięwzięcia podlegają specjalnym procedurom, zatem
także organizatorzy dyktand powinni bazować na ustalonych zasadach
dotyczących zakresu dyktandowego słownictwa. I takie zasady powinna opracować
Rada Języka Polskiego oraz Towarzystwo Miłośników Języka Polskiego. Przy
okazji - osoby prywatne przesyłające swe uwagi lub propozycje językowe nie
mogą liczyć na odpowiedź oddanych polszczyźnie gremiów... Dlaczego? Ano (z
pisma RJP z 16 sierpnia 2004) - Ustawa o języku polskim zobowiązuje nas do
udzielania opinii i porad językowych oraz wydawania ekspertyz o używaniu
języka polskiego organom państwowym i samorządowym oraz towarzystwom
naukowym, a także podległym im instytucjom, wymienionym w ustawie. Dlatego
nie możemy odpowiadać na Pańskie listy.
A zatem (o paradoksie!) - nim Ustawa weszła w życie, osoby niezrzeszone
mogły liczyć na odpowiedzi Rady, jednakże patriotyczny zapis, który powstał w
ferworze walki o przetrwanie języka polskiego, spowodował... zurzędniczenie
słynnej RJP i wypadnięcie osób prywatnych z orbity jej zainteresowań...
Liczę, że RJP oraz inne instytucje, w tym Towarzystwo Miłośników Języka
Polskiego, miłujące nasz język ojczysty (w nazwach, statutach, publikacjach,
wzniosłych przemówieniach), przychylnie przyjmą niniejsze pismo i jego
argumentację.
Na internetowej witrynie zapisano - Celem TMJP jest krzewić rozumną
miłość języka polskiego, opartą na znajomości jego zasad, rozwoju i znaczenia
oraz na rozumieniu zjawisk językowych w ogóle.
Niepokoi ów zapis - wysoce profesjonalni interpretatorzy mogą snadnie
każdego pomysłodawcę wykluczyć z grona językowych dyskutantów... Pod koniec
lat osiemdziesiątych, rząd PRL zachęcał opozycję do dyskusji nad losem
Polski, jednak tylko jej... konstruktywną frakcję. A konstruktywność
propozycji opozycji była oceniana wyłącznie przez jedną ze stron - rządową...

Wysłano 24 września 2004 do Rady Języka Polskiego oraz do Towarzystwa
Miłośników Języka Polskiego.



Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka