mister1
23.07.12, 14:29
Ostatnio ogladalem piekny program o wyprawie do Delty Okawango,w Botswanie.Dwoch gosci-kamerzysta i fotograf,Roger Horrocks,razem z Didier Noirot'em,bylym kamerzysta Jacques Cousteau-zdecydowalo sie zejsc pod wode w rozlewiskach Delty Okawango, i sfotografowac z bliska krokodyle w ich wodnym srodowisku.Rzeka Okawango,ktora czasami rozlewa sie w gigantyczne rozlewiska-o obszarze ponad 50 tys km2,a normalnie kolo 15 tys km2 - jest jedyna rzeka na swiecie plynaca na suchutenka pustynie-w tym przypadku, Kalahari-a nie zawilymi sciezkami prosciutenko do morza.Podczas pory mokrej w srodkowo/poludniowej Afryce,gigantyczne ilosci wody,z opadow monsunowych,plyna sobie powolutenku-ze wzgledu na maly spadek terenu-przez kilka miesiecy nawadniajac cos to tu to tam,aby po ponad tysieczno/kilometrowej podrozy rozlac sie-czasami- na olbrzymiej czesci terenu Botswany,terenu o powierzchni calej Holandii,lacznie z belgijska czescia Walonii .Po kilku miesiacach-od czasu poczatkowego, deszczykowego opadu-srodkowosc afrykanska jest juz przyzwoicie sucha,ale w Botswanie woda ma przyjemnosc w rozlewaniu sie i nasaczaniu tego,co ogolnie przypomina roslinna gabkowosc.Na tych rozlewiskach rosna sobie gigantyczne pola papirusowe,a pod tymi poletkami zyje sobie roznorodnosc wodna,z krokodylkami wlacznie.Zejsc pod takie poletko papirusowe-z zamiarem podgladania krokodyla,pomimo czystosci wodnego rozlewiska-musi byc zrobione z latareczkami halogenowymi,w celu eleganckiego ujecia tych groznych gadow,jak rowniez w celach bezpieczenstwa.Obaj goscie sa doswiadczonymi kamerzystami,kamerujacymi w roznych,swiatowych srodowiskach wodno/jakichs-tam,ale po raz pierwszy zdecydowali sie ujac krokodyla w bezposrednim kontakcie; kamera za kamera czlowiek,a przed kamera krokodylek w bliskosci najblizszego,swiatowego rekordu.Te afrykanskie krokodyle sa porownywane do tych najwiekszych na swiecie, slono/wodnych-australijskich krokodyli-i niczym im,w dzikosci pozerania jedzeniowej ofiary,nie ustepuja. Obaj opowiadali ciekawie o swoich przygotowaniach od tej wyprawy,o swoim strachu bez tej mlodzienczej bufonady bezkontaktowego doswiadczenia,a takze o srodkach bezpieczenstwa.Zastanawiali sie nad materialami wybuchowymi-wybuchajacymi przy dotknieciu agresywnie atakujacego atakera-nozami i innymi szpikulcami,ale w rzeczywistosci nurkowali bez zadnych zabezpieczen twierdzac,ze schodzac pod wode w pokojowym celu,tworza inna energie,ktora nie wymaga noza czy bomby,zeby cos zobaczyc, i to cos sfotografowac.Jest zupelnie inna sprawa nurkowac w otwartym morzu,z dziennym swiatlem i mozliwoscia szybkiego wynurzenia sie w razie niebezpieczenstwa,a nurkowaniem z krokodylami pod papirusowymi polami w srodowisku nienaturalnego,czlowieczego przebywania.Zastanawialem sie z przyjacielem czy zszelibysmy pod wode w takich warunkach,i musze uczciwie przyznac,ze nawet by nam do glowy nie przyszlo,zeby nurkowac z krokodylami.Ich komentarze byly bardzo rozsadne i niezanudzajace widza wielowarstwowoscia niewidzianej jeszcze nowosci.Stwierdzili,ze wszyscy zyjemy w jakims strachu przed smiercia,czy chcemy sie do tego przyznac czy nie,ale niezbyt wiele osob zyje, przezywajac swoje zycie tak,jakby tego chcialy.Oni chcieli przezyc tych kilka tygodni swojego zycia,zyjac pelnia strachowo/przygodowej przezywalnosci.Sfotografowali troche tych krokodyli w ciekawych ujeciach bliskosci mniejszej niz metr,a pewnego dnia zdecydowali sie zejsc pod wode w nocy,kiedy krokodyl lubi zapolowac sobie na smakowita,nocna kolacje,zapolowac bardziej grupowo i impaktowo niz za dnia.Wialo dosyc wyraznie obawa nocnego spotkania z nimi,ale nie zrezygnowali i nie odplywali zbyt daleko od lodzi.Po kilku tygodniach filmowania,kiedy wody Okawango zaczely lekko podsychac,postanowili jednoglosnie poplynac grupowo w ostatki glebszej,czystej wody i zatrzymali sie w ciut wiekszym,rozlewiskowym korytarzu deltowego rozgalezienia.Tam-zapewne za duchowa zaplanowoscia krokodylowej duszy- spotkali przedziwnego krokodyla,ktory ani Ich nie unikal,ani sie Ich nie bal.Wygladalo na to,ze czekal na Nich z niepokojem nieznalezienia sie w ujeciach kadrowosci filmowej.Kiedy zeszli pod wode i zobaczyli dosyc pokaznych rozmiarow swietosc egipska,swietosc czekajaca na Nich i prowadzaca Ich prosciutenko w podpapirusowkowe legowisko,zdecydowali sie wziac druga kamere i -po chwilowym zastanowieni-podazyc szlakiem krokodylowej przewodnikowosci, filmujac go z kilku stron jednoczesnie.Ta dziwna swietosc egipska pozwala fotografowac sie w niespotykanym do tej pory nigdzie na swiecie, bezagresywnym ludzko/krokodylowym zblizeniu . Zaatakowani,nie mieliby zadnych szans na przezycie w tym podpapirusowym swiecie.Zreszta,podczas programowych wypowiedzi,Obaj twierdzili,ze jezeli Ich zycie ma sie zakonczyc-z jakichs niebianskich przyczyn- w krokodylowej paszczy,to chyba tak Obaj planowali zanim znalezli sie na tej przepieknej planecie.Przezyli,ale wygladalo to wszystko dosyc niesamowicie,jak rowniez zaskakujaco/interesujaco.Co jest najdziwniesze w tym calym dokumencie,ktory byl nominowany na najlepszy film dokumentalny w 2011,to to,ze Oni obaj byli filmowani przez trzeciego kamerzyste,o ktorym nie ma najmniejszej wzmianki w calym tym wspanialym filmie, a ktory,filmujac tych filmujacych, musial byc jakos w wiekszym stopniu narazony na atak krokodylowy niz ta pozostala grupa.Pewni nurkowie australijscy twierdza,ze pierwszym gosciem,ktory fotografowal krokodyle w ich naturalnym srodowisku byl Izraelczyk,Amos Nachoum. Z moich poszukiwan wynika,iz Amos z partnrem byli uzbrojeni w jakies dzido/szpikulce i troche walczli z krokodylem,a tamci nurkowali bez jakichkolwiek sprzetow obronnych.Moze wlasnie dlatego nie byli atakowani???
Buzia Zbyszek
P.S. Ladnych kilka lat temu pojechalismy z Erykiem i Goska do polnocnej Kwinslandii, do Zatoki Karpentarii-Gulf of Carpentaria. Polska poszukiwaczka przygod,Krysia Pawlowska,zastrzelila tam-w drugiej polowie XX wieku- najwiekszego krokodyla,jaki byl kiedykolwiek zastrzelony w calym tym naszym,wspolczesnym swiecie.Sama zatoka znana jest z niesamowitych pradow morskich,szczegolnie podczas przyplywo/odplywow,ktore moga osiagac-w niektorych rejonach-ponad 11 metrow wysokosci. Najwieksze polowania na krokodyle w latach 50/60-tych zeszlego stulecia,odbywaly sie w tamtych rejonach, a sama okolica Zatoki Karpentarii znana jest z duzych ,moczarowych rozlewisk rozciagajacych sie ladnie na 30 km w glab ladu, rozlewisk,ktore obfituja w roznorodnosc ptaszno/zwierzeca,z krokodylami slono/wodnymi wlacznie.Szarancza,kiedy tam dotarlismy, pozzerala w tamtych rejonach wszystkie korony palm kokosowych,pozostawiajac tylko popodgryzane kokosy,korony palm o takiej twardosci wlokna,ze nawet zelazno/zebny mialby trudnosci z przegryzieniem tego cholernego lyka.W miasteczku Karumba ( czyt. Karamba) zakempingowalismy sie na jedynym wolnym miejscu kempingowym,ze wzgledu na zorganizowane tam zawody rybno/lowne,zawody majace ujawnic najszczesliwszego wedkarza w zlowieniu najpiekniejszego okazu barramundi,przewspanialej smakowo miejscowej rybki. Majac ze soba lodeczke plaskodenkowke,zdecydowalismy sie uruchomic te blaszanke Eryka,i tez cos zlowic na te Jego dziwna,7-mio czlonowa,rosyjska wedke.Silnik troche nie dopisywal,co wprawialo Eryka-mechanika w podly nastroj,ale pozniej ten silniczek jakos sie rozgrzal,i pomknelismy w tej naszej blaszance na otwarta zatoke po swieza barramund'ke,wsrod tych wyczynowo/szybkich,zawodowych polawiaczy.Patrzono sie na nas z zaciekawieniem-gdyz bylismy jedynym "blaszankowcem' w okolicy-wiec zeby nie byc juz obiektem miejscowej obserwacji,zdecydowalismy sie na nierozstawienie naszego ostatniego nabytku rurkowo/plociennego/zadaszenia,majacego chronic nas od cholernie goracego,tropikalnego slonca.Chyba brak tego zadaszenia plocienneg spowodowal nasza czasowa slepote w slonecznej,bezdaszkowej operacji.Po zarzuceniu -w zatokowy Otmet- pokaznej kotwicy,oddalismy sie temu dziwnemu rybkowaniu-na bezrobaczkowe haczyki-nie lowiac nawet przyslowi