mister1
11.07.09, 09:00
W poniedzialek wyruszamy z Cairns do Ravenshoe.W niedziele
robilismy ostatnie zakupy zwiazane z zaprowiantowaniem naszej ekipy-
lub raczej, robilem je ja.Gospodarze
upieraja sie przy jedzeniu amerykanskich puszek SPAM'u,ktorych ja
nie mam zamiaru jesc.Goska twierdzi,iz Ona nie wierzy w te
zdrowa zywnosc, ale zapytana czemu kupuje jajka tylko u
jednej,rekomendowanej Niemki,unika ryb
wietnamsko/tajlandzkich karmionych,w klatkach
rzecznych,genetycznie zmodyfikowana kukurydza, jak
rowniez i wybielanego czosnku chinskiego,
milczy.Przywiozlem z Sydney 1.5kg sledzi
marynowano/wedzonych,ale odmowilem przywiezienia kielbasy
tlumaczac Im, iz przemysl miesny w Australii uzywa
rocznie wiecej antybiotykow i steroidow niz cala jej ludnosc,ale
widze ,ze mi nie wierza.Ich sprawa.W kolejce supersamowej
gosc przede mna ma w nosie mala, srebrna podkowe.
Wyglada podobnie do usmarkanego dziecka,a jest po
trzydzestce.Zastanawiam sie,jak ja bym wygladal z taka
podkowa w nosie,ale jakos nie czuje potrzeby dziurawienia
sobie nosa,nawet dla najpiekniejszej,
srebrnej podkowy.Jedziemy przez przepiekny las
tropikalny, gdzie wilgoc chmurna miesza sie z wilgocia lesna tworzac
przewonne zapachy lesne przeplatane wilgotnoscia
ziemna.Wspinamy sie pod gore kilkadziesiat kilometrow
lagodnie pochyla droga.Jest chlodno,a zapachy dzungli
przypominaja mi polskie lasy po deszczu.Odwiedzamy kilka
mniejszych i wiekszych okolicznych wodospadow, i
przemykamy sie w poblizu miejsca odwiedzanego przez
UFO.Kilka miejscowych rodzin zmienilo miejsce
zamieszkania ze wzgledu na zbyt czeste, nocne wizyty gosci z innego
wymiaru.Dzieci byly szczegolnie podatne na te
nocno/komunikacyjne sesje z kosmitami,a rodziny, nie
wiedzac co zrobic, i obawiajac sie czegos strasznego,zmienily
miejsce zamieszkania.Nocujemy na bezplatnym, duzym i
ladnym kempingu z dostepem do malego,cieplego strumienia.W nocy na
ten kemping
przyjezdzaja jacys mlodzi goscie, i w lekkim deszczyu,2
mlodziencow i dziewczyna graja, gdzies z godzine, w pilke
nozna.Rano ,skoro swit ,tez grali.Jacys niesamowici
fudbolowcy.Poranna kapiel w cieplym strumieniu
przepieknie odswierza i czysci.Stoje po kolana w cieplej,
strumiennej
wodzie,a male rybki probuja swoich depilacyjnych
zdolnosci praktykujac na moich lydkach.Ciekawe,iz traktuja mnie
raczej jako kogos do oskubania niz potencjalnego wroga.Na
kempingu musimy czekac do poludnia,suszac mokre namioty,ktore kolo
11-tej ladnie podeschly w przefiltrowanyn slonku i
wietrze.Wyruszamy do Mt Surprise,miejsca czarnej
papugi,topazow i roznorodnosci zlotonosnej ziemi.Po
drodze przemykamy przez Innot Hot Springs,malutenka miejscowosc
slawna z goracych zrodel.Woda ma w tamtych
okolicach temerature pomiedzy 80 a 90 stopni C , i
jak sie wskoczy w zle miejsce to mozna sie ugotowac.
Czerwonoskorzy musieli miec duzy kontak z goracymi
zrodlami. W pierwszej polowie XX wieku butelkowano te wode i
wysylano do Europy ze wzgledu na jej wartosci lecznicze. Teraz juz
sie tego nie robi.Moze ona nie jest juz taka zdrowa ? Mt
Surprise wita nas rogatkowa, blaszana papuga pomalowana na
czarno,zebysmy jej czasem nie pomylili z jakas inna.Po
300 metrach widzimy taka sama papuge tylko po drugiej stronie
ulicy.Skrecamy z bitej drogi udajac sie do okolic
slawnych z topazow.Zatrzymujemy sie na jedynym,platnym kempingu z
ciepla woda,toaletami i niesamowita roznorodnoscia
ptasia. O'Brien's Creek z malymi rozlewiskami przyciaga okolo
120 rodzajow roznych ptakow.Krzyk jest tak niesamowity,jakby
te ptaki toczyly wieczna wojne ptasiego przekrzykiwania.
Zostajemy tam kilka dni.
Buzia [b]Zbyszek [/b]