Dodaj do ulubionych

Dolnoślązacy

27.05.11, 09:57
"ŚLĄZACY Z DOLNEGO BIEGU ODRY

Kim są Dolnoślązacy

Dolnoślązakami określa się mieszkańców regionu Dolnego Śląska lub - potocznie - obecnego województwa dolnośląskiego. Dzisiejsi Dolnoślązacy należą w większości do polskiej grupy narodowościowej, która zasiedliła tereny Dolnego Śląska 60 lat temu, w wyniku zmiany granic Polski po II wojnie światowej. Wcześniej Dolny Śląsk zamieszkiwała autochtoniczna, zgermanizowana ludność słowiańska. Większość tych mieszkańców została pod koniec wojny, w obawie przed zbliżającym się frontem, ewakuowana na zachód, w głąb Niemiec lub przesiedlona tam po wojnie.

Można powiedzieć, że historia z "wymianą" mieszkańców powtórzyła się. Zanim Śląsk zaludnili Słowianie, zamieszkiwali go celtowie oraz wschodnio-germańskie plemiona Wandalów i Silingów. Ci pierwsi znani Ślązacy opuścili Śląsk, udając się na zachód Europy i do Afryki. Na ich miejsce ze wschodu nadciągneli Słowianie i utworzyli własną społeczność. Słowiańscy Piastowie władali Śląskiem przez wieki, stopniowo tracąc suwerenność, czy to na rzecz Królestwa Polskiego, Królestwa Czeskiego, albo Cesarstwa Niemieckiego. Ostatni Piastowie byli już w większości całkowicie zgermanizowani w kulturze, mowie i wierze. Podobnie jak ich poddani.

Przesiedlenia autochtonicznych Dolnoślązaków po II wojnie światowej nie odbyły się w ciągu jednego roku. Pozostali jeszcze Niemcy i nowoprzybyli Polacy długo nadal mieszkali obok siebie. Wyjazdy do zachodnich Niemiec, coraz rzadziej w obawie przed "odwetem za wojnę", a częściej dla lepszego życia, miały miejsce aż do upadku komunizmu w Polsce. Tak z Dolnego, jak i Górnego Śląska wyjeżdżały całe rodziny - byli to nie tylko Niemcy, ale też słowiańscy Ślązacy, na tyle długo zamieszkali w Śląsku, by móc udowodnić swoje "niemieckie pochodzenie". Jednak wiele rodzin dolnośląskich, należy uznać, że również o wielowiekowych, sięgających piastowskich czasów, korzeniach, pozostało jeszcze w Dolnym Śląsku.

Na temat Ślązaków istnieje wiele mitów. Jednym z największych jest...
że nie ma już Dolnoślązaków
W ten mit zdaje się też wierzyć również wielu Ślązaków z Górnego Śląska. Podręczniki szkolne i filmy historyczne jawią nam przedwojenny Dolny Śląsk jako całkowicie zgermanizowany, zamieszkały przez kolonistów niemieckich lub Ślązaków, którzy wyzbyli się swojej słowiańskości, przyjmując kulturę niemiecką już od czasów piastowskich. W części jest to prawda. Germanizacja Dolnego Śląska postąpiła o wiele dalej niż w Górnym Śląsku. Jednak śląskość zachowała się w Dolnym Śląsku do tej pory. Pomimo tego, że dialekty dolnośląskie są już obecnie wymarłe, wciąż żyją jeszcze w swoich miejscowościach potomkowie rodowitych Dolnoślązaków.
Uważa się, że wszyscy Niemcy i zgermanizowani Ślązacy opuścili Dolny Śląsk z końcem II wojny światowej, najpierw uciekając przed Armią Czerwoną, a później w masowych wysiedleniach za nową niemiecką granicę. Nie jest to jednak prawda. Dolnośląskie miasta i wsie nie opustoszały całkowicie w oczekiwaniu na nowych mieszkańców - Polaków przesiedlanych ze wschodnich terenów odebranych po wojnie Polsce. Wizja Dolnego Śląska niczym z filmu "Sami swoi" o kresowiakach Pawlakach i Kargulach jest fałszywa. Niemcy po wojnie długo jeszcze stanowili na Dolnym Śląsku mocną społeczność. Nawet krótko po wojnie polskie władze organizowały dla pozostałych tu Dolnoślązaków festiwale kultury niemieckiej. Wrocław, dawna śląska stolica, który nazywany jest "Drugim Lwowem", został tylko w kilku procentach zamieszkały przez dawnych lwowiaków. Więcej pozostało we Wrocławiu Dolnoślązaków, jednak to nie oni zostali po wojnie elitą miasta.
Informacje: ZobaczSlask.pl

Z forum internetowego:
Kiedyś w tramwaju linii 3 byłem świadkiem takiego zdarzenia. Jeden z pasażerów spytał, czy może się na pl. Wróblewskiego przesiąść na 12. Ten drugi odpowiedział "Ja". Na to pierwszy:
"Nie odpowiadaj mi jakbyś był na Śląsku". Ten drugi:
"To gdzie jestem?". To pytanie pozostało bez odpowiedzi.
Nasi samorządowcy zawalili wiele tylko z pozoru błahych spraw. Po pierwsze nie zadbali o to, aby to nasze województwo
nazywało się "Śląskie". Śląsk Dolny, to właśnie Śląsk Właściwy. Ten z Katowicami to tylko Śląsk Górny.
cancro 2007.07.05, Forum Historicum"


źródło: ŚląskWrocław.info
Obserwuj wątek
    • pieronski_hanys dolnośląscy górale - dla arn7 27.05.11, 10:00
      Dolnośląscy górale zaśpiewali na Festiwalu Tradycji - Gazeta Wrocław

      "Janicki z Czarnego Boru to jeden z 24 zespołów, które w weekend wystąpiły na II Festiwalu Tradycji Dolnego Śląska. Przez dwa dni na deskach Opery Wrocławskiej prezentowały się najlepsze zespoły pieśni i tańca oraz zespoły śpiewacze z całego regionu.

      Janicki powstały sześć lat temu. Kontynuują tradycje tzw. szerokiego Podhala, jego zwyczaje, stroje, gawędy i gwarę oraz humor góralski, muzykę i taniec. Zespół tworzy ponad 20 osób. To potomkowie górali, którzy przybyli tutaj po wojnie z okolic Łącka i Nowego Targu.

      - Mieszkam na Dolnym Śląsku, ale jo jest góral - mówi o sobie Jarosław Janik, kierownik zespołu. - Nawet zapowiedziałem rodzinie, by nie ważyła się pochować mnie inaczej niż w góralskich portkach.

      Janicki występują w tradycyjnych podhalańskich strojach. Wykorzystują instrumenty tworzone na Podhalu lub kupowane na Słowacji, m.in.: trombity, fujary i dudy podhalańskie. Śpiewają głównie oryginalne teksty pochodzące z tamtego regionu. Rocznie dają około 150 występów.

      - Często jesteśmy przyjmowani jak gwiazdy rocka - śmieje się Janik. - Cieszy nas duże zainteresowanie, bo występujemy po to, by kultura naszych ojców nie została zapomniana.

      Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław"


      Nie wiem, czy to mieszkańcy autochtoniczni, czy przyjechali po II wojnie światowej, niemniej istnienie dolnośląskich górali to fakt.
      • pieronski_hanys a jednak jest się z czego pośmiać 27.05.11, 10:22
        Pamiętam, że czytałęm gdzieś o dolnośląskich góralach - i nie był to ten artykuł, bo wczytując się w treść, jest się jednak z czego pośmiać:

        "Janicki powstały sześć lat temu. Kontynuują tradycje tzw. szerokiego Podhala, jego zwyczaje, stroje, gawędy i gwarę oraz humor góralski, muzykę i taniec. Zespół tworzy ponad 20 osób. To potomkowie górali, którzy przybyli tutaj po wojnie z okolic Łącka i Nowego Targu."

        Nie są to więc autochtoniczni górale dolnośląscy.
      • pieronski_hanys dolnośląscy górale autochtoniczni 27.05.11, 10:28
        Lech Rugała: Górale karkonoscy - rzeczywistość czy mit?

        "Niektórzy regionaliści z terenu Dolnego Śląska lansują pogląd, że II wojna światowa spowodowała wysiedlenie z regionów podkarkonoskich po obu stronach granicy niemieckich górali karkonoskich, przez co zanikła jakaś rzekomo istniejąca tam góralska kultura ludowa. Nie można jednak zgodzić się z takim przedstawieniem sprawy. Dla Niemców Śląsk przez całe wieki był zahukaną prowincją nękaną ustawicznie przez wojny i migracje ludności, które uniemożliwiały wytworzenie się i przetrwane w regionach górskich Sudetów takich ludowych tradycji jak na przykład u podnóża Tatr. Uniemożliwiała to niejednorodność narodowa, duże zróżnicowanie grup etnicznych, wyznaniowych i społecznych.

        W regionie karkonoskim osiedlali się m.in. czescy protestanci, Tyrolczycy i różne grupy ludnościowe szukające spokoju i schronienia przed religijną nietolerancją, a w późniejszych okresach po prostu pracy. Nie zawsze ich nadzieje w nowej "ojczyźnie" się spełniały. Ciągłe wojny przetaczające się przez te tereny i związana z nimi budowa fortyfikacji oraz intensywny rozwój różnorakich gałęzi przemysłu wykorzystujących bogactwa naturalne Sudetów, działalność leczniczo-uzdrowiskowa i silne wpływy kulturowe "z zewnątrz" oraz wiele innych czynników nie sprzyjało tworzeniu się tu odrębnej kultury góralskiej, której w innych krajach przejawem były jednolite stroje ludowe, muzyka, taniec, zwyczaje obrzędowe, budownictwo itp..

        W pewnych okresach Polska, a zwłaszcza jej sąsiednia dzielnica - Wielkopolska była dla mieszkańców Śląska niedoścignioną oazą spokoju, tolerancji i dostatku. To szczególnie w okresie wojen husyckich, a później podczas wojny 30-letniej czy wojen śląskich ludność emigrowała ze Śląska i osiedlała się w sąsiedniej Wielkopolsce. Tu zakładali wsie i nowe miasta, gdzie mogli gospodarować na swoim, bezpiecznie wyznawać własną religię, budować własne świątynie i odprawiać nabożeństwa. W ich miejsce na Śląsk przybywali nowi uchodźcy, m.in. zakładając kościoły ucieczkowe, ale nie było im dane zaznać dłużej spokoju...

        Ci przybysze, którzy osiedli w Wielkopolsce, nie musieli dzielić losu takich wyznawców jak na Śląsku, np. schwenkfeldystów, których wszystkie małżeństwa zawarte w duchu schwenkfeldyzmu uznawano za nieważne, a także zakazano małżeństw mieszanych z luteranami. Osoby odmawiające wykonywania zakazów były torturowane i stawiane pod pręgierzem. Okna ich domów zabijano deskami i szukano zakazanych książek z modlitwami i pism. Tych najbardziej opornych karano więzieniem. Wypuszczano ich kiedy byli już załamani fizycznie i duchowo, wysyłano ich nawet na galery. Wydano także zakaz chowania zmarłych w święconej ziemi, czyli odmówiono pochówku w duchu chrześcijańskim co dotychczas dotykało tylko kryminalistów i samobójców. Wywędrowali do Saksonii, ale i tu nie zaznali zbyt długo spokoju. Ostatecznie wyemigrowali do Ameryki Północnej...

        Jak wyglądał autentyczny "góralski" folklor w najbardziej górskim regionie Sudetów oddaje znany fragment wrażeń Mieczysława Orłowicza z jego wycieczki w Karkonosze na początku XX w.: "Myliłby się ten, kto idąc w Karkonosze spodziewał się, że zazna tu spokoju. Bynajmniej. Były to góry najbardziej hałaśliwe, jakie widziałem w życiu. (...) Zanim doszło się do schroniska ukrytego przeważnie w lesie, dodawały ducha do dalszego marszu napisy w rodzaju: "jeszcze 10 minut do najbliższego pilznera" - jeśli działo się to po stronie austriackiej - i odwrotnie: "jeszcze 10 minut do najbliższego piwa bawarskiego", o ile chodziło o stronę niemiecką. (...) Połowa Niemców przychodziła tu na całe niedziele, żeby wykrzyczeć się do spuchnięcia gardła, wypić po kilkanaście halb piwa, o ile możliwości prosto z lodowni i zjeść po kilka par parówek, albo po kilka porcji gulaszu. Niewielki procent Niemców, chcąc zaimponować przechodniom mijanym na trasie wycieczki swoim obyciem z górami, wdziewał na niedzielne wędrówki kostiumy tyrolskie, które tygodniami chowane były w szafie jako przeznaczone do wdziewania na bale kostiumowe czy maskowe w Berlinie lub Dreźnie. Ludzie szanujący obyczaje górali w sposobie noszenia tego ubioru, który zostawiał dużą lukę między krótkimi skórzanymi spodenkami a wełnianymi sztylpami na łydkach, odsłaniając nagie kolana. Część wszakże nie mogła znieść nagości prawdopodobnie ze względu na ochronę kolan, które lada wiaterek narażał na reumatyzm i wciągała na kolana kalesony, stające się z każdą godziną bardziej brudne, tak że pod koniec dnia robiły wrażenie bardzo nieestetyczne. Owe brudne kalesony stały się niemal symbolem berlińczyka w tyrolskim kostiumie w Karkonoszach". M. Orłowicz: "Moje wspomnienia turystyczne", Ossolineum Wrocław 1970, str. 520-521.

        Tak więc twierdzenie, że kłamstwem jest jakakolwiek mowa o polskich góralach karkonoskich jest o tyle prawdziwe, że takim samym kłamstwem jest twierdzenie o istnieniu jakichś niemieckich górali karkonoskich. Ci niemieccy "górale" w obcych tu strojach bawarskich przed 1945 r. byli tak samo wyrazem obcego elementu kulturowego, jak polscy górale w kapeluszach z muszelkami i spodniach z parzenicą, fotografujący się w Karpaczu z przyjeżdżającymi tu po 1945 r. polskimi kuracjuszami. Polska ludność zamieszkująca obecnie Sudety to w znakomitej większości potomkowie przesiedleńców po II wojnie światowej. Ta ludność jest wypadkową podobnej zbieraniny emigrantów z różnych stron, tak jak większość mieszkańców tych ziem przed wojną."


        ciąg dalszy - Klub Sudecki z Poznania



        • pieronski_hanys dolnośląscy górale autochtoniczni - sprostowanie 27.05.11, 10:42

          Małe sprostowanie: autor tekstu stara się dowieść, że górale dolnoślący nie istnieli ze względu na duże migracje ludności na terenach Dolnego Śląska. Tekst jest jednak na tyle ciekawy, że warto go przeczytać w całości. Jest też kilka zdjęć.
          • pieronski_hanys dolnośląscy górale autochtoniczni - sprostowanie2 27.05.11, 10:45
            A może inaczej: dowodzie, że mieszkańcy gór z Dolnego Śląska nie wykształcili unikalnych cech, charakterystycznych dla górali z innnych miejsc:

            "A przecież wiele ziem górskich w Europie zamieszkiwały grupy etniczne, które żyły przez wieki w pewnej "izolacji", co spowodowało wytworzenie w niektórych regionach specyficznej odmienności. Grupy te cechowały specjalne stroje, wzory zdobnicze, zwyczaje, lokalny dialekt, muzyka, tradycja i wiele innych całkowicie odmiennych cech wyróżniających tą ludność w sposób bardzo wyraźny. Owo zróżnicowanie występowało nawet w samych tylko Alpach, a przecież Karpaty, góry Skandynawii, Szkocji, Grecji, południa Włoch czy Pireneje to też miejsca, gdzie tradycje miejscowych górali znajdują swój specyficzny wyraz. W Karkonoszach jednak nie zachował się żaden wyraźnie widoczny folklor góralski. Wystarczy spojrzeć na poniższe archiwalne zdjęcie przedstawiające karkonoskich mieszkańców - górali z Úpy pod Śnieżką, wykonujących pracę tragarzy. W ich ubiorach nie widać jakichkolwiek cech nawiązujących do jakichś miejscowych tradycji. Zwyczajne "kosmopolityczne" ubiory Europejczyków z tamtego okresu.

            Mieszkańcy tych gór na przełomie XIX i XX w. nie wyróżniali się niczym szczególnym od pozostałych mieszkańców Śląska i nie tworzyli odrębnej kultury góralskiej."
            • arnold7 Re: dolnośląscy górale autochtoniczni - sprostowa 27.05.11, 10:55
              Chodzenie w strojach jak ze skansenu nie musi byc wyroznikiem kultury mieszkancow gor. Za to na Podhalu w tamtych czasach nie bylo zelektryfikowanych linii kolejowych.

              A o Liczyrzepie slyszales?



        • kammakmiz Re: dolnośląscy górale autochtoniczni 27.06.13, 12:17
          Jeśli chodzi o rdzennych mieszkańców dolnośląskich gór (nie z Karkonoszy, ale z Ziemii Kłodzkiej, którą nie wszyscy wliczają do Dolnego Śląska, aczkolwiek na przykładzie tradycji tych ludzi widać, że to Ślązacy), polecam spojrzeć: www.domskowronki.goscinnawies.pl/, www.niedziela.pl/artykul/33907/nd/Skowronki-z-roza (żeby nie było nie byłem tam nigdy, a znalazłem przypadkiem...
      • arnold7 Re: dolnośląscy górale - dla arn7 27.05.11, 10:37
        "Kontynuują tradycje tzw. szerokiego Podhala, jego zwyczaje, stroje, gawędy i gwarę oraz humor góralski, muzykę i taniec"

        sorry, ale to pasuje do Dolnego Slaska jak Marysin Dwor do Katowic:)
        • pieronski_hanys Re: dolnośląscy górale - dla arn7 27.05.11, 10:40
          Śląsk był zawsze tolerancyjny dla róznych kultur. Czyżbyś uważał inaczej? Im większa różnorodność, tym większe bogactwo tego regionu.

          A czy nie pasuje? Nie wiem, nie było mnie na tym występie.
          • arnold7 Re: dolnośląscy górale - dla arn7 27.05.11, 10:48
            Nie mam nic przeciwko temu, ale to nie ma nic wspolnego z tradycja Dolnego Slaska.

            • pieronski_hanys Re: dolnośląscy górale - dla arn7 27.05.11, 10:52

              Współczesność będzie kiedyś tradycją. Wydaje mi się, że część osób z forum nie jest w stanie zaakceptować faktu, że Śląsk lezy w większości w Polsce i jest pod wpływem polskiej kultury - szeroko rozumianej. Czy to źle, czy dobrze? - każdy oceni sam. Ja uważam, że i dobrze i źle - jak w każdej kulturze, są wady i zalety.

              A co do górali z Podhala, sam nie lubię cepeliady, ale tego występu nie oceniam, bo go nie widziałem, ani nie słyszałem.



              Przeczytaj wyżej linkowany artykuł. Bardzo ciekawe opracowanie, autor dość skutecznie potwierdza to, o czym metaforycznie pisałeś - nie było na Dolnym Śląsku odrębnej, górskiej kultury ludowej z własnymi, unikalnymi strojami, rzeźbami, wierzeniami. Byli kosmpolityczni górale - mieszkańcy gór Dolnego Śląska.
              • arnold7 Re: dolnośląscy górale - dla arn7 27.05.11, 11:02
                pieronski_hanys napisał:


                > Przeczytaj wyżej linkowany artykuł. Bardzo ciekawe opracowanie, autor dość skut
                > ecznie potwierdza to, o czym metaforycznie pisałeś - nie było na Dolnym Śląsku
                > odrębnej, górskiej kultury ludowej z własnymi, unikalnymi strojami, rzeźbami, w
                > ierzeniami. Byli kosmpolityczni górale - mieszkańcy gór Dolnego Śląska.

                Wszystko bylo - stroje, wierzenia i rzezby, a nawet literatura:

                portal.d-nb.de/opac.htm?query=Woe%3D118750208&method=simpleSearch
                • arnold7 Re: dolnośląscy górale - dla arn7 27.05.11, 11:05
                  Liczyrzepa, obraz Moritza von Schwinda:

                  [img]https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/d/d5/Moritz_von_Schwind_008.jpg/220px-Moritz_von_Schwind_008.jpg[/img]

                  rzezba

                  [img]https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/3/3b/R%C3%BCbezahl.jpg/450px-R%C3%BCbezahl.jpg[/img]

                  • arnold7 Re: dolnośląscy górale - dla arn7 27.05.11, 11:07
                    I ciekawostka:

                    Humphrey Carpenter w biografii z roku 1977 napisał, że w roku 1911 J.R.R. Tolkien wracając z wakacji w Szwajcarii do Anglii zakupił kilka kartek pocztowych z reprodukcjami obrazów. Wśród nich znalazła się praca niemieckiego artysty Madlenera „Der Berggeist” (Duch Gór), przedstawiająca starszego mężczyznę siedzącego na skale, pod sosną. Miał on białą długą brodę, ubrany był w kapelusz z szerokim rondem i długi płaszcz. Rozmawiał z białym młodym jelonkiem, który obwąchiwał jego wyciągniętą rękę. Wyglądał na osobę z dużym poczuciem humoru i empatią, pozwalającą zrozumieć inne istoty. W tle widoczne były wysokie skaliste góry. Tolkien pieczołowicie zachował tę pocztówkę, a na papierze, w który była zapakowana dużo później napisał „Origin of Gandalf" (Pierwowzór Gandalfa). Przedstawione na pocztówce skaliste góry to samo serce krainy Ducha Gór, Śnieżka. Według legendy Ducha Gór miał on w swym władaniu całe Karkonosze. Do dziś w tym regionie jest określany jako strażnik bogactw naturalnych i skarbów Karkonoszy.
                    • arnold7 Re: dolnośląscy górale - dla arn7 27.05.11, 11:10
                      I jeszcze legendy:

                      ingeb.org/ballads/rubezahl.html
                      • pieronski_hanys trzeba cie czesciej prowokowac 27.05.11, 11:26
                        Ciebie to, chopje, trza prowokować, żebyś wziun i napisoł trocha ło Ślonsku, zamiast ło "skur*** synie polskim".
                        • arnold7 Re: trzeba cie czesciej prowokowac 27.05.11, 11:30
                          O tamtym to napisal pan Greiner, ja tylko cytowalem:)
                          • pieronski_hanys Re: trzeba cie czesciej prowokowac 27.05.11, 11:45
                            Ale dałeś cytat jako tytuł wątku. Wyobraź sobie teraz Polaka, który wchodzi na to forum i chce poczytać o Śląsku, trafia na taki wątek. Wątpie, że będzie czytał, uzna, że to ksenofobiczne, zapatrzone w siebie kółko wzajemnej adoracji. Zresztą ostatnio sam odnoszę takie wrażenie...

                            Arnold, masz wiedzę o Śląsku, szkoda że nie chcesz się nia dzielić częściej.
                            • arnold7 Re: trzeba cie czesciej prowokowac 27.05.11, 11:54
                              pieronski_hanys napisał:

                              > Ale dałeś cytat jako tytuł wątku. Wyobraź sobie teraz Polaka, który wchodzi na
                              > to forum i chce poczytać o Śląsku, trafia na taki wątek. Wątpie, że będzie czyt
                              > ał, uzna, że to ksenofobiczne, zapatrzone w siebie kółko wzajemnej adoracji. Zr
                              > esztą ostatnio sam odnoszę takie wrażenie...

                              Jak ktos chce poczytac, to i tak poczyta, a prowokacja to jedna ze sztuczek marketingowych:).

                              >
                              > Arnold, masz wiedzę o Śląsku, szkoda że nie chcesz się nia dzielić częściej.
                              >
                              >
                              Brak czasu, jestem zawalony robota.

                              • pieronski_hanys Re: trzeba cie czesciej prowokowac 27.05.11, 12:08
                                > Jak ktos chce poczytac, to i tak poczyta, a prowokacja to jedna ze sztuczek mar
                                > ketingowych:).

                                Wiem, ale chyba przeceniasz inteligencję użytkowników internetu ;).

                                Zajrzyj do wątku o uznaniu etnolektu śląskiego językiem regionalnym, bo tam słowa typu "skur*** Rada Języka Polskiego" same cisną się na usta.
                      • arnold7 Re: dolnośląscy górale - dla arn7 27.05.11, 11:50
                        Stroj karkonoski:

                        [img]https://freepages.genealogy.rootsweb.ancestry.com/~bgwiehle/schlesien/img/riesen.jpg[/img]

                        [img]https://www.mattern-online.info/schlesien2/assets/images/Tracht179Bild.jpg[/img]

                        i z Gor Sowich

                        [img]https://www.mattern-online.info/schlesien2/assets/images/Tracht180Bild.jpg[/img]
                        • arnold7 Re: dolnośląscy górale - dla arn7 27.05.11, 12:04
                          I jeszcze hymn:

                          Das Riesengebirgslied

                          Blaue Berge, grüne Täler,
                          mitten drin ein Häuschen klein.
                          Herrlich ist dies Stückchen Erde
                          und ich bin ja dort daheim.
                          Als ich einst ins Land gezogen,
                          hab´n die Berg mir nachgesehn,
                          mit der Kindheit, mit der Jugend,
                          wußt´ selbst nicht, wie mir geschehn:
                          O mein liebes Riesengebirge,
                          wo die Elbe so heimlich rinnt,
                          wo der Rübezahl mit seinen Zwergen
                          heute noch Sagen und Märchen spinnt.
                          Riesengebirge, deutsches Gebirge,
                          meine liebe Heimat du!
                          Ist mir gut und schlecht gegangen,
                          hab gesungen und gelacht,
                          doch in manchen bangen Stunden
                          hat mein Herz ganz still gepocht.
                          Und mich zog´s nach Jahr und Stunde
                          wieder heim ins Elternhaus,
                          hielt´s nicht mehr vor lauter Sehnsucht
                          bei den fremden Leuten aus.
                          O mein liebes Riesengebirge ...
                          Teuere Heimat, Vater, Mutter,
                          und ich liege an ihrer Brust
                          wie voreinst in Kindheitstagen,
                          da vom Leid ich nichts gewußt.
                          Wieder läuten hell die Glocken,
                          wieder streichelt ihre Hand,
                          und die Uhr im alten Stübchen
                          tickt wie grüßend von der Wand:
                          O mein liebes Riesengebirge....
                          Und kommt´s einstens zum Begraben,
                          mögt Ihr Euren Willen tun,
                          nur das eine, ja das eine:
                          Laßt mich in der Heimat ruhn!
                          Wird der Herrgott mich dann fragen
                          droben nach dem Heimatschein,
                          will ich stolz und deutsch und deutlich
                          vor dem Himmelstore schrein:
                          Bin aus dem lieben Riesengebirge

                          Text: Othmar Fiebinger; Melodie: Vinzenz Hampel

                          www.mp3-center.org/download_mp3/riesengebirgslied.html
              • rico-chorzow Re: dolnośląscy górale - dla arn7 27.05.11, 19:07
                pieronski_hanys napisał:.........

                powies sobie bialo-czerwona flage i kleknij przed nia.
    • pieronski_hanys jak to jest z tymi Dolnoślązakami? 27.05.11, 10:03
      Jak to jest z tymi Dolnoślązakami? Znacie jakichś? Interesujecie się ludnością autochtoniczną Dolnego Śląska? Czy rodzina mieszkająca na Dolnym Śląsku od okresu powojennego może nazywać siebie: " rodziną dolnośląska, Dolnoślązakami"?
    • pieronski_hanys miłośnicy Śląska z Dolnego Śląska 27.05.11, 10:16
      Dwa stowarzyszenia:

      Stowarzyszenie Miłośników Śląska Silesia Restituta

      Stowarzyszenie Wielki Śląsk


      Jest to bardzo pozytywne zjawisko występujące na Dolnym Śląsku. Mieszańcy autochtoniczni i przybyli po II wojnie światowej odkrywają korzenie Śląska i dzielą się nimi z użytkownikami internetu. Bez zakłamania, bez kłamliwej propagandy, za to z otwartością i tolerancją.
      • algomas Re: miłośnicy Śląska z Dolnego Śląska 27.05.11, 22:53
        www.jelcz-laskowice.republika.pl/placzekhist.htm#Jelcz

        Tymczasem władze pruskie stopniowo i nieustannie nasilały akcję germanizacyjną.
        Walka w obronie języka polskiego na Śląsku przybierała bardzo różnorodne formy.
        Na szczególną uwagę zasługuje działalność Jerzego Samuela Brandtkie,
        nauczyciela języka polskiego w jednej z wrocławskich szkół, potem (od 1804 r.)
        rektora szkoły Św. Ducha we Wrocławiu, a następnie (od 1811 r.) dyrektora
        Biblioteki Jagiellońskiej w Krakowie, dokąd powołały go władze Księstwa
        Warszawskiego. Przez wiele lat prowadził polemikę z historykami niemieckimi i
        czeskimi na temat polskości Śląska. Namawiał wrocławskiego wydawcę Bogumiła
        Korna do drukowania dzieł polskich, a sam opracował "Nowy elementarz polski." O
        Śląsku pisał, że to odwieczna "polska ziemica." Starał się też udowodnić,
        że "prawdziwy Polak będzie rozumiany wszędy przez polskiego Szlązaka." Nikt
        wcześniej nie protestował tak mocno przeciw naruszaniu praw śląskich Polaków do
        nauki w ojczystym języku. Po raz pierwszy Brandtkie przedstawił niezbite dowody
        związku gwary śląskiej z mową polską na przykładzie gwary ludowej mieszkańców
        Laskowic Minkowic i Przycowa (Przeczowa? - wsi leżącej koło Bierutowa). Zawarł
        je między innymi w rozprawie pt.: "Wiadomości o języku polskim w Szląsku i o
        polskich Szlązakach."

        Mimo ogromu pracy nad uporządkowaniem zbiorów Biblioteki Jagiellońskiej,
        Brandtkie utrzymywał kontakty z wrocławskimi uczonymi, wydawcami i
        przyjaciółmi. Chętnie przyjeżdżał na wakacje do Laskowic, do pastora Baucha.
        Prawdopodobnie właśnie tam poznał Baltazara Działasa (Dziallasa), młodszego
        syna zagrodnika, rzeźnika z Piekar. Działas około 1801 r. uczył się w szkole w
        Piekarach, a następnie po ukończeniu seminarium nauczycielskiego w 1809 r.
        objął posadę nauczyciela w Ratowicach. Przypuszczalnie wtedy rozpoczął
        gromadzenie materiałów do opracowania "Słownika gwary dolnośląskiej." Pracę tę
        zlecił mu najprawdopodobniej Brandtkie. Działas z mową śląską spotykał się
        codziennie, dlatego potrafił wychwycić jej cechy charakterystyczne i udowodnić
        powiązanie z językiem polskim. Gwara dolośląska należała do dialektów
        mazurzących. "Śląski Polak mówi (...) - cz jak zwykłe -c, - sz jak - s, - ź i -
        ż jak czyste - z, - ą i - ę na końcu wyrazu jest czytane tak samo jak w środku
        (...) - ł nie jest zupełnie słyszalne, np. człowiek - cowiek, łaska - uaska,
        członek - conek, chwała - chwoa." Tak wyglądało to w zdaniach: "Przy wsyskim,
        co cynią, rozmyślay, co za koniec ta rzec weźnie" albo: "Maó i módy cowiek
        nazywa się dziecięciem." Podwrocławscy chłopi mówili też: kazalnica, gorzouka,
        kacmorz (karczmarz), kobua (klacz), na przek (na ukos, na bakier), nosyiek
        (naszyjnik), siarpie (bandaż), skora (kora), wiecerzo (wieczerza), satka
        (chustka), bednorz albo módy gburski karlus (młody kmiecy chłopak).

        Z czasem nazwy polskie lub śląskie dosłownie tłumaczono na język niemiecki np.:
        czerwona rzepa (burak) - rote Rübe, brunatny kul (jarmuż) - braun Kohl. W
        okresie germanizacji zastępowano nazewnictwo i słownictwo polskie niemieckim
        np: naparstek - śl. fingierut - po niemiecku Fingerhut albo biurko - śl.
        śreibtiś - po niemiecku Schreibtisch i powoli eliminowano język polski z
        codziennej mowy polskich Ślązaków.

        Działalność Brandtkiego, Działasa i wielu innych zaangażowanych Polaków nie
        obroniła mowy śląskiej przed germanizacją, nie przekonała też niemieckich
        uczonych o powiązaniach Ślązaków - Polaków z polską macierzą. Świadczy jednak o
        silnym poczuciu świadomości i odrębności narodowej. Dla tych ludzi Polska była
        Ojczyzną.

        Możemy sobie jedynie wyobrazić, jakim wielkim oparciem dla Polaków musiała być
        wiara i język polski, skoro w 1824 r. zdesperowani przedstawiciele wielu
        okolicznych gmin, wystąpili z petycją90 do sprawującego urząd we Wrocławiu
        ewangelickiego radcy konsystorialnego91 Gassa, by zaprotestować przeciw
        zamiarowi ograniczenia liczby nabożeństw polskich w kościele parafialnym w
        Laskowicach. 11 grudnia 1824 r. w Piekarach petycję podpisali: w imieniu gminy
        Piekary - Mateusz Wieczorek, Filip Krusz, Gotfryd Tinzmann i Karol Riebz, w
        imieniu gminy Laskowice - Daniel Pohlit, Daniel Henschel, Jan Urban oraz Jan
        Malgut, w imieniu gminy Chwałowice - Maskos i Jan Głuwka, w imieniu Jelcza -
        Jerzy Dziallas i Konrad Mazur, w imieniu Dziupliny - Gotfryd Treska i Jana
        Lebe, w imieniu Dębiny - Gotlieb Reichel i Baltazar Ekert. Prośbę motywowano
        tym, że język niemiecki, w jakim odbywają się pozostałe nabożeństwa, zna
        niewiele rodzin. Grożono poza tym odwołaniem się do wyższej instancji.
        Odpowiedź była niemal natychmiastowa. Już 15 grudnia Gass przekazał sprawę
        władzom, pisząc równocześnie, że gmina jest w dwóch trzecich polska, a jej
        mieszkańcy, zwłaszcza kobiety zajmujące się głównie gospodarstwem domowym, nie
        znają języka niemieckiego. Na koniec stwierdził, że zbyt mały i stary kościół
        nie pozwala na przeprowadzenie żadnych zmian, ale z chwilą ukończenia budowy
        nowego i większego kościoła, nabożeństwa będą odbywać się tylko w języku
        niemieckim. Radca Gass nadmienił, iż obecnie nauczyciele niemieccy uczą tego
        języka w szkołach oraz częściowo prowadzą w nim naukę konfirmacji.(2
        20 listopada 1825 r. podobną petycję sporządzili chłopi z Ratowic. Pisali, że
        nie znają języka niemieckiego, ponieważ "w Ratowicach mówiło się dawniej
        wyłącznie po polsku, a i w szkołach tak uczono." Jak zaznaczyli, uczą się
        języka niemieckiego dopiero od trzech lat, czyli od czasu, kiedy zatrudniono
        tam nauczyciela Hilbinga. Wspomniane podanie kończyło się wzruszającymi
        słowami: "Prosimy przeto jak najpokorniej, aby jednak zezwolono nam
        najłaskawiej, żeby dotychczasowe nabożeństwa w języku polskim mogły i na
        przyszłość odbywać się co niedziela, abyśmy w naszym ołtarzu mogli mieć wciąż
        jeszcze sposobność do doskonalenia się."
        Znamy także wypowiedź pastora Baucha, tego samego, który poinformował parafian
        w grudniu 1824 r. o ograniczeniu polskich nabożeństw. W korespondencji z
        superintendentem Müllerem w Oławie w 1825 r. tak pisał: "W całej parafii nie
        znam mężczyzny, który wcale nie zrozumiałby języka niemieckiego, ale możliwe
        jest, że 50 - 60 kobiet wcale go nie zrozumie. Poza tym jest około 200 osób,
        które w życiu publicznym posługują się niemieckim, ale nie potrafią zrozumieć
        żadnego niemieckiego kazania. Jeżeli ograniczenie polskich nabożeństw zostanie
        jeszcze na kilka lat odwleczone, to w następstwie tego powtórzą się stare
        prośby o nieograniczanie polskich nabożeństw. Gdyby w czasie polskich
        nabożeństw wprowadzić opłatę za miejsca w kościele, a w czasie niemieckich nie,
        jak to było dotychczas, to wtedy wielu opuściłoby wkrótce polskie nabożeństwa i
        chodziło tylko na niemieckie." Jak łatwo się domyślić, pomysł Baucha spotkał
        się z aprobatą superintendenta i władz prowincji we Wrocławiu. Teraz
        nabożeństwa polskie odbywały się po niemieckich (o godz. 10,00) w każde dwie
        niedziele pod rząd, a w trzecią niedzielę polskich mszy wcale nie było.
        Przebiegły pastor nie docenił jednak polskich chłopów. Przeliczył się, bo nie
        wziął pod uwagę, że nawet dla najuboższego człowieka są rzeczy święte i
        wartości cenniejsze od pieniędzy.

        Ludność Jelcza i Laskowic oraz okolicznych miejscowości w okresie
        międzywojennym w zasadzie nie mówiła już po polsku. Wcześniej, bo pod koniec
        XIX wieku zatraciła też poczucie więzi narodowej z Polakami. Przyczyniły się do
        tego: systematyczna, rygorystycznie prowadzona germanizacja, udział w życiu
        politycznym i gospodarczym Niemiec oraz konieczność skoncentrowania uwagi na
        elementarnej potrzebie człowieka - jak przetrwać. O etnicznie polskim
        pochodzeniu i trwałości tej grupy społecznej świadczą nazwiska. Nie sposób
        jednak dokonać dokładnego zestawienia nazwisk mieszkańców Jelcza i ok
        • algomas Re: miłośnicy Śląska z Dolnego Śląska 27.05.11, 23:00

          Powiat Sycowski
          W 1871 r. ludność powiatu sycowskiego liczyła 52 195 osób, z tego Polacy
          stanowili 57 proc., Niemcy 41 proc., Czesi i Żydzi 2 proc. W pierwszych latach
          XX w. sytuacja się zmieniła – zdecydowanie najwięcej było już Niemców.

          Gross Wartenberg(Syców)-Polacy stanowili w 1900 roku 41,8% mieszkancow

          Wójcice, podobnie jak Laskowice Oławskie, Dębina, Nowy Dwór, Biskupice
          Oławskie, Chwałowice (dawniej Źródłowice), Minkowice Oławskie, Kopalina, Stary
          Otok, Ratowice i Stary Górnik - to miejscowości, w których żywioł polski był
          szczególnie silny, pomimo zakrojonej na dużą skalę akcji germanizacyjnej i
          kolonizacyjnej władz pruskich. Poprzez różnego rodzaju sankcje, zwłaszcza
          ekonomiczne, a także represje, szykany i naciski, wywierane zarówno przez
          Kościół, jak i szkołę, starano się wymusić na rdzennej ludności polskiej, aby
          porzuciła mowę swych przodków, rodowód i polską tradycję historyczną. Z opisu
          stosunków etnograficznych na Śląsku, sporządzonego pod koniec XVIII wieku przez
          geografa śląskiego Fryderyka Alberta Zimmermanna (1745 - 1815), dowiadujemy
          się, że w Wójcicach, podobnie jak w Kopalinie, mówiono po polsku i po
          niemiecku.

          Większość mieszkańców Wójcic przynależała wówczas do ewangelickiego zboru
          Minkowice - Bystrzyca, uczestnicząc w polskich nabożeństwach. Pod koniec
          sierpnia 1810 roku, władze wrocławskiej prowincji podjęły próbę likwidacji
          polskich nabożeństw w Minkowicach Oławskich, z tymczasowym utrzymaniem
          nabożeństw w obu językach tylko w Bystrzycy. Wtedy nastąpił protest wiernych z
          Wójcic. Minkowicki pastor Jan Benjamin Kutsch ostrzegał przed realizacją tego
          projektu, donosząc, że “większość takiej na przykład Kopaliny, Wójcic, Celiny,
          czy Bystrzycy, nie rozumiejąc niemieckiego, straciłaby wszelką pociechę i
          naukę, jaką czerpie z kazań. Co gorsza, zagrozili, że nie będą brać udziału w
          budowie kościoła, a nawet nie będą do niego uczęszczali. A to mogłoby
          doprowadzić do zmniejszenia dochodów parafii o dwie trzecie”!

          Więcej Polaków
          Po ponownym zbadaniu sprawy wyszło na jaw, że liczba Polaków w parafii
          minkowicko - bystrzyckiej była po prostu przytłaczająca. Sporządzający
          specjalny raport radca rządowy we Wrocławiu von Jordan zawarł klauzulę: “W celu
          wyniszczenia języka polskiego i związanej z nim ciemnoty, barbarzyństwa i
          niemoralności - przez które gminy polskie wyróżniają się bardzo niekorzystnie w
          stosunku do niemieckich - należy zastosować tylko jeden środek: solidną naukę
          niemieckiego w szkole”!
          Władzom prowincji nie pozostało nic innego, jak odłożyć w czasie swój plan i
          zgodzić się na przywrócenie w parafii dawnego porządku nabożeństw, według
          którego w jedną niedzielę miały być głoszone kazania w języku niemieckim, w
          drugą zaś - po polsku.

          Ten porządek utrzymał się aż do śmierci pastora Kutscha w 1826 roku. Do 1828, w
          parafii Minkowice Oławskie odbywały się nabożeństwa wyłącznie po polsku.
          Zaprzestano stosowania tej praktyki po osobistej interwencji landrata
          oławskiego Emanuela Hoverdena.

          Po objęciu w 1837 roku minkowicko-bystrzyckiego zboru przez pastora Augusta
          Ferdynanda Winklera, nabożeństwa polskie odprawiano regularnie w każdą
          niedzielę. Od roku 1875 już tylko co dwa tygodnie, na przemian w Bystrzycy i
          Minkowicach. W połowie 1881 roku, 82-letni pastor musiał złożyć swój urząd i
          przejść do domu emerytowanych duchownych ewangelickich we Wrocławiu. W
          pierwszym półroczu tylko dwa razy odbyło się nabożeństwo w języku polskim,
          głównie dla wiernych z Wójcic i Kopaliny. Na jego dwa ostatnie kazania przybył
          komplet wiernych, a ponad stu Polaków przystąpiło do komunii świętej. Zastępca
          Winklera zaniechał odprawiania polskich nabożeństw, chociaż w wielu domach
          język polski był wciąż obecny.

          Germanizacja
          Przebywający tutaj w 1881 roku kaliski adwokat i bojownik o polskość tej ziemi
          Alfons Parczewski (1849-1933) zaobserwował coraz większy upadek i zamieranie
          języka polskiego, pisząc o germanizacji powiatu olawskiego na łamach
          Miesięcznika Geograficzno-Etnograficznego “Wisła”: “W samym Miękinowie
          (Minkowicach Oławskich) starsi ludzie mówią jeszcze po polsku, ale język polski
          przestał już być mową potoczną ludności. W roku 1887 spotykane przeze mnie na
          wsi dzieci zrozumieć mnie już po polsku nie mogły; z pewnością nie mogą też
          rozumieć dziadów swych i starszego pokolenia ojców i matek, gdy się do nich w
          języku przodków swych odzywają. Tylko w Kopalinie (Rodeland) i Wójcicach
          (Steindorf), jeżeli nie we wszystkich, to w wielu domach mówią po polsku i
          język polski jest jeszcze potocznym między rodzicami, w Wójcicach w większym
          stopniu, mniej w Kopalinie”. Ten sam autor stwierdził: “Są to smutne, ostatnie
          szczątki tego, co jeszcze przed stu laty było w pełni sił i życia w powiecie
          olawskim”.
          Niektórzy urzędnicy pruscy uważali, że germanizacja przebiega zbyt wolno.
          Prezydent sądu nadziemskiego we Wrocławiu G. L. F. Hundrich wyraził to w 1843
          roku, w sprawozdaniu dla rządu pruskiego. Poza, głębokim oburzeniem, pozytywnie
          ocenił nasilenie germanizacji. Na liście miejscowości, w których używano
          jeszcze języka polskiego w życiu prywatnym, znalazły się oprócz Wójcic także:
          Laskowice Oławskie, Kopalina, Minkowice Oławskie, Piekary, Jelcz, Ratowice,
          Czernica, Gajków, Kamieniec Wrocławski, Nadolice, Dziuplina, Chwałowice,
          Dębina, Otok, Bystrzyca oraz Siedlce, Sobocisko i Piskorzów.

          Z danych odnoszacych się do 1867 roku wiadomo, że większe skupiska ludności
          polskiej były nadal w Jelczu, Dębinie, Laskowicach, Nowym Dworze i Wójcicach.
          Mniejsze zaś w Minkowicach Oławskich, Wojnowicach, Bystrzycy Oławskiej,
          Siedlcach, Sobocisku, Wierzbnie i Brzezimierzu. Taki stan rzeczy zdołał się
          utrzymać do końca XIX wieku.
          • arnold7 Re: miłośnicy Śląska z Dolnego Śląska 27.05.11, 23:06
            A gdzie teraz sa ci "Polacy"?
            • rico-chorzow Re: miłośnicy Śląska z Dolnego Śląska 28.05.11, 04:27
              arnold7 napisał:

              > A gdzie teraz sa ci "Polacy"?

              I tych Polakow,Polacy wygnali,albo wymordowali.
              • knefel7 Re: miłośnicy Śląska z Dolnego Śląska 28.05.11, 10:01
                rico-chorzow napisał:

                > arnold7 napisał:
                >
                > > A gdzie teraz sa ci "Polacy"?
                >
                > I tych Polakow,Polacy wygnali,albo wymordowali.


                Gwara dolnośląska w powiatach wrocławskim i oławskim (okolice Oławy, Jelcza-Laskowic, Piekar, Ratowic, Miłoszyc) przetrwała do lat 1866-1888, ulegając następnie całkowitej germanizacji. Około roku 1900 jedynymi enklawami, gdzie 25-50% procent ludności posługiwało się językiem polskim, były okolice Kątów Wrocławskich i Gniechowic.

                pl.wikipedia.org/wiki/Gwary_dolno%C5%9Bl%C4%85skie
                • arnold7 Re: miłośnicy Śląska z Dolnego Śląska 28.05.11, 10:44
                  Obecnie jezyk slaski ulega polonizacji i zanika.

                  • knefel7 Re: miłośnicy Śląska z Dolnego Śląska 28.05.11, 10:49
                    arnold7 napisał:

                    > Obecnie jezyk slaski ulega polonizacji i zanika.
                    >

                    Raczej slazakowcy na sile go germanizuja i udziwniaja.


                    www.opoka.org.pl/biblioteka/P/PS/gn201115-slask.html

                    że istnieje język śląski...

                    Bzdura na resorach! Istnieje gwara śląska, ale stworzenie z niej jednego słownika jest niewykonalne. Bo to są trzy różne typy gwar, a to, co dzisiaj słyszymy w Katowicach czy Chorzowie, nie jest żadną gwarą, tylko żargonem. Niektórzy sobie wyobrażają, że im więcej włożą niemieckich słów do swojej gwary, tym będzie ona lepsza. Nieprawda! Owszem, w gwarze śląskiej są germanizmy, ale nie do tego stopnia. Za moich chłopięcych czasów nie było „omy”, opy” czy „onkla”. Była „starzynka”, „starzyczek”, „ujec”.

                    • arnold7 Re: miłośnicy Śląska z Dolnego Śląska 28.05.11, 11:18
                      O, jezykoznawca sie znalazl. Tacy sami kiedys uwazali, ze polski to gwara jezyka rosyjskiego:)

                      Opa, Oma, Onkel, Strarzik, Starka, Ujek - wszystkie te formy sa i byly uzywane na Slasku.

                      • knefel7 Re: miłośnicy Śląska z Dolnego Śląska 28.05.11, 11:34
                        arnold7 napisał:

                        > O, jezykoznawca sie znalazl. Tacy sami kiedys uwazali, ze polski to gwara jezyk
                        > a rosyjskiego:)
                        >
                        > Opa, Oma, Onkel, Strarzik, Starka, Ujek - wszystkie te formy sa i byly uzywane
                        > na Slasku.
                        >


                        Ano sie znalazl jezykoznawca:-)
                        Proszę ode mnie nie wymagać udowodnienia, że może śląszczyzna jest odrębnym językiem, nie żądać jej kodyfikacji, bo to jest nonsens. Naiwność połączona z fanatyzmem - mówi językoznawca prof. Jan Miodek w rozmowie z Teresą Semik.

                        Wsłuchuje się pan profesor w głosy Ślązaków?
                        Nie ma tygodnia, żeby ktoś ze Śląska nie dzwonił do mnie.

                        Ale zachowuje pan powściągliwość w sprawie aspiracji części Ślązaków do stworzenia odrębnego języka.
                        Oczekiwanie ode mnie, że ja powiem: "Tak, śląszczyzna nadaje się do kodyfikacji w piśmie" jest takim samym zadaniem, jakie by postawiono matematykowi żądając udowodnienia, że czasem dwa razy dwa jest pięć. Nie udowodnię, i na tym moglibyśmy ten wywiad zakończyć.

                        Można tłumaczyć Biblię na śląski, a "Ojcze nasz..." - nie?
                        Można w żartach przetłumaczyć nawet Biblię i powiedzieć: "Archanioł Gabryjel przyfurgoł do frelki Maryjki i Jej pedzioł, co bydzie miała karlusa, kierymu nado imie Jezus...". Można przy tym rechotać ze śmiechu, jak rechoczą moi koledzy z Warszawy, Wrocławia czy Poznania, kiedy im takie śląskie zdania wygłaszam.

                        www.dziennikzachodni.pl/fakty24/384010,jan-miodek-dyskusja-o-jezyku-slaskim-w-pismie-jest-zenujaca,id,t.html?cookie=1


                        PIEŚNI
                        Ludu polskiego w Górnym Śląsku
                        z muzyką

                        zebrał i wydał
                        Juliusz Roger
                        dr.med
                        Wrocław
                        H. Skutsch (Dawniej Schletter)
                        1863

                        pl.wikipedia.org/wiki/Juliusz_Roger


                        Rudolf Virchow w
                        Mitteilungen uber die in Oberschlesien herrschende Typhus - Epidemie (Berlin
                        1848 r.) : "Cały Górny Śląsk jest polski. Gdy tylko przekroczysz Stobrawę,
                        wtedy bez znajomości języka polskiego nie potrafisz porozumieć się z ludnością
                        wiejską i biedniejszą częścią mieszczan. Niewiele też pomoże tłumacz. Jest to
                        powszechne zjawisko na prawym brzegu Odry". Natomiast Leipziger Allgemeine
                        Zeitung w 1841 r. zanotował: "W większej części Górnego Śląska, szczególnie w
                        powiatach Bytom, Koźle, Kluczbork, Niemodlin, Lubliniec, Opole, Racibórz,
                        Olesno, Rybnik, Strzelce Opolskie i Toszek-Gliwice, cały właściwie lud nie
                        tylko, że jest polskiego pochodzenia, ale i dziś jeszcze w większej części
                        mówi się po polsku i to przeważnie wyłącznie po polsku".-
                        • arnold7 Re: miłośnicy Śląska z Dolnego Śląska 28.05.11, 16:05
                          Ty masz zdarta plyte, a ja mam swierze zymelki. Nie starzynki:)

                          Niemcy to masa normalnych ludzi i kupa gowna pogardzajaca Slowianami, a Polakami szczegolnie. Przypinajaca czasami nam latke Polakow kupa gowna. Ale niektorzy Polacy to jeszcze wieksza kupa gowna, bo przypinaja nam latke Niemcow. Idzcie sie pobawic do jednej piaskownicy, a od nas sie odwalcie, a moze nawet sie w tym gownie razem potopcie.
                          Swiat bez takich Niemcow i takich Polakow bedzie zdecydowanie lepszy.





                        • rico-chorzow Re: miłośnicy Śląska z Dolnego Śląska 28.05.11, 16:23
                          Pewnie jezyk polski,to ten jedyny,ktory opanowal swiat.
                          • arnold7 Re: miłośnicy Śląska z Dolnego Śląska 28.05.11, 17:14
                            A nawet wszechswiat.
          • rico-chorzow Re: miłośnicy Śląska z Dolnego Śląska 28.05.11, 04:24
            algomas napisał:

            >
            > Powiat Sycowski
            > W 1871 r. ludność powiatu sycowskiego liczyła 52 195 osób, z tego Polacy
            > stanowili 57 proc., Niemcy 41 proc., Czesi i Żydzi 2 proc. W pierwszych latach
            > XX w. sytuacja się zmieniła – zdecydowanie najwięcej było już Niemców.

            A ile procent Slazacy?
            • knefel7 Dyc te Slonzoki walcyuy uo jynsyk slonski!:-) 28.05.11, 09:55
              rico-chorzow napisał:

              > A ile procent Slazacy?


              Jerzy Treska (ur. 1780 - zm. ?) – chłop (wolny zagrodnik) z Nowego Dworu pod Wrocławiem, który w 1826 stanął na czele protestu około pięcu tysięcy polskich ewangelików z okolic Wrocławia przeciwko ograniczeniu nabożeństw polskich w kościele luterańskim.

              Zajmował się wytłaczaniem i sprzedażą oleju.

              Po przedstawieniu petycji protestacyjnej w sądzie we Wrocławiu, Jerzy Treska został aresztowany przez pruską policję w 1826 r. Na przesłuchaniu miał powiedzieć: "Moim językiem ojczystym jest język polski, i choć znam język niemiecki, jak większość tutejszych Polaków, polskie słowo boże jest dla nas bardziej zrozumiałe i bliskie. (...) Nowy porządek nabożeństw krzywdzi ludność polską, stawiając ją w gorszym położeniu od Niemców, a petycję złożyłem po naradzie ze wszystkimi parafianami, w ich imieniu". Władze pruskie udzieliły mu nagany, jednak o jego dalszych losach nic nie wiadomo. Protesty Polaków dały chwilowe zaprzestanie represji i procesu likwidacji języka polskiego na Dolnym Śląsku, mimo krwawego stłumienia protestów w 1834/36 r. przez armię pruską.

              W 1881 roku w Laskowicach, parafii Jerzego Treski, odprawiono ostatnie nabożeństwo w j. polskim, przez Polaka, odchodzącego na emeryturę - pastora Augusta Winklera.

              pl.wikipedia.org/wiki/Jerzy_Treska


              Baltazar Działas (ur. w Piekarach pod Oławą w 1787, zm. w Siedlcach pod Oławą w 1870 roku) – pisarz i nauczyciel dolnośląski. Nauczał w szkole w Ratowicach pod Oławą.

              Był autorem unikalnego "Słownika gwary dolnośląskiej" spisanego w latach 1809-1824 z inspiracji Jerzego Samuela Bandtkiego (1768-1835). Dzieło to jest jedynym zapisem wymarłych gwar polskich z okolic Wrocławia. Działas odesłał 12 sierpnia 1824 słownik do Krakowa, gdzie jest do tej pory przechowywany w Bibliotece Jagiellońskiej.

              pl.wikipedia.org/wiki/Baltazar_Dzia%C5%82as
              Robert Fiedler (ur. 13 marca 1810 - zm. 1877) – ewangelicki pastor i folklorysta, który pełnił posługę w okolicach Międzyborza.

              Był również miłośnikiem miejscowego dialektu śląskiego, zwalczanego wówczas przez władze pruskie jako słowiańskiego. W obronie dialektu napisał petycję do synodu we Wrocławiu, w której dowodził, że na terenie jego posługi ludzie nie znają języka niemieckiego. Zebrał też i opisał sporą ilość pieśni w miejscowym dialekcie.

              pl.wikipedia.org/wiki/Robert_Fiedler


    • uwaga-1 Re: Dolnoślązacy 21.08.13, 21:10
      Proszę (o ile można ) o wyrozumiałość , próbuje pomóc 6 letniemu Filipkowi z Katowic liczy się czas dlatego zdecydowałem się do was "zapukać" o POMOC , jestem obcą osobą dla Filipa (Filip Kubis z Katowic), który jest bardzo chory , to świetny dzieciak !
      Pomóżcie w miare możliwości , proszę ! (nawet po 1zł)

      link : www.siepomaga.pl/f/fundacja-siepomaga/c/941

      info : TVS : www.tvs.pl/44925,dramatyczna_walka_o_zycie_5letniego_filipa_kubisia_eksperymentalna_terapia_kosztuje_80_tyseuro.html

      TVP :
      tvp.info/informacje/ludzie/maly-filip-walczy-z-neuroblastoma/11691476

      Pozdrawiam , Krzysiek
      z pomorza :)
      www.siepomaga.pl/f/fundacja-siepomaga/c/941
      _________________
      Krzysiek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka