Dodaj do ulubionych

pro memoria wspomnisz bracie!

19.05.03, 10:37
Chciałbym „niemieckim” historykom Śląska, przypomnieć, że kiedyś istniał
dla „niemieckiego” Ślązaka raj.
Nie było na mapie Polski i Czech.
Cały Śląsk należał do Cesarstwa Niemieckiego (zdecydowana większość) i
Cesarstwa Austro-Węgierskiego (smutne resztki posiadanej niegdyś całości).
Wszędzie byli Niemcy, niemieckość, niemczyzna.
Wszystko było cacy.
Aż tu, masz ci los, cesarz Wilhelm II nie mógł ścierpieć, że nie będzie
największym władcą w dziejach Prus i Niemiec. Napiął się, nadął się, że o
mało kirys na piersi nie pękł. Wąs nastroszył jeszcze bardziej. I zabrał się
za czynienie wokoło wojny , jak to w zwyczaju Prusak ma, kiedy chce zostać
uznany za wielkiego.
Nie zastanowił się, nie pomyślał. Ledwie Rosja ogłosiła mobilizację, szybko
potraktował to jako cassus belli i wypowiedział wojnę. Wiedział, że ledwie
żołnierz niemiecki pomaca stopą terytorium Belgii, będzie miał wojnę z
Anglią. Ale co tam. Keine angst....
W tym czasie, na naszym spokojnym, pracowitym i nie wadzącym nikomu Śląsku,
zarząd prowincjonalny związku kombatanckiego Kyffhäuserbund wzywał do
walki „przeciwko słowiańszczyźnie, rosyjskiej podkulturze”...
I wojna – baty
II wojna – klęska
Ale nie wszyscy upadli na duchu. Dalej walczą...
Obserwuj wątek
    • slezan Re: pro memoria wspomnisz bracie! 19.05.03, 14:16
      A może nasz dyżurny obrońca polskości przypomni, kto komu wypowiedział wojnę w
      1914 roku i w jakiej kolejności.
      A i jeszcze jedno - gdzie to kajzerowska armia dostała owe baty w I wojnie
      światowej, bo jakoś pamięć mnie zawodzi.
      To tylko tak gwoli ścisłości. Nasze wspaniałe forum odwiedza także szkolna
      dziatwa - szkoda byłoby, gdyby żadnej nauki z tych wizyt nie wyniosła, poza
      cenną wiedzą o tym, że kajzer nosił wąsa i kirys.
    • Gość: Dejavu RASowy dyzurny... IP: *.kennisnet.nl 19.05.03, 15:32
      byt napisał:


      >....... W tym czasie, na naszym spokojnym, pracowitym i nie wadzącym nikomu
      Śląsku,zarząd prowincjonalny związku kombatanckiego Kyffhäuserbund wzywał do
      > walki „przeciwko słowiańszczyźnie, rosyjskiej podkulturze”...
      > I wojna – baty
      > II wojna – klęska
      > Ale nie wszyscy upadli na duchu. Dalej walczą...


      I tak nasz etatowy(platny w BMW-ach!) piewca niemieckosci moze juz zaczac tu
      wszystkim stawiac-pod warunkiem wszakze ,ze pierwszy lyk pojdzie za zdrowie
      Sokratesa.Szkolnej dziatwie podpowiemy tez-zeby przypadkiem nie pomylila sobie
      kajzera z Walesa(ten wasik!-)iz ten pierwszy mial jeszcze -oprocz wymienionych
      atrybutow-niezwykle dziecinna lewa raczke.Nie sprawdzil sie wprawdzie,jako
      cesarz(zaleta Hohenzollernow),ale okazal sie byc niezlym drwalem,wyrabujacym z
      zapalem holenderskie lasy.Naturalnie dopiero po zlozeniu cesarskiego etatu,nie
      zawsze bowiem"cysorz klawe zycie ma".Gdyby nie wtracal sie do bijatyki miedzy
      Franzem a Miszka ,to pewna rzeka we Francji nie wzielaby swego imienia od
      zaiste Marnej prestacji armii w pikelhaubach,co mozna juz podciagnac pod
      branie batow.Chociaz uczciwie trzeba przyznac,ze skala nie dorownywaly one
      ciegom jakie w 20 lat pozniej oberwal Wehrmacht.Z owych dwoch awantur miejmy
      nadzieje,ze wielbiciele parademarsza wyciagna nauke(jak ta dziatwa nasza z
      wizyt na tym Forum)i nie podda sie zatrutej pruskiej atmosferze Berlina,a
      przeciez Bonn bylo takie przytulne.
      P.S.Dobrze poinformowane zrodla na razie szepcza,ze podobno i Pullach pakuje
      manatki z mysla przeprowadzki gdzies na Lichtenberg.Czuj duch!

      • wilym Re: RASowy dyzurny... 21.05.03, 10:51
        > I tak nasz etatowy(platny w BMW-ach!) piewca niemieckosci moze juz zaczac tu
        > wszystkim stawiac-pod warunkiem wszakze ,ze pierwszy lyk pojdzie za zdrowie
        > Sokratesa.Szkolnej dziatwie podpowiemy tez-zeby przypadkiem nie pomylila
        sobie
        > kajzera z Walesa(ten wasik!-)iz ten pierwszy mial jeszcze -oprocz
        wymienionych
        > atrybutow-niezwykle dziecinna lewa raczke.Nie sprawdzil sie wprawdzie,jako
        > cesarz(zaleta Hohenzollernow),ale okazal sie byc niezlym drwalem,wyrabujacym
        z
        > zapalem holenderskie lasy.Naturalnie dopiero po zlozeniu cesarskiego
        etatu,nie
        > zawsze bowiem"cysorz klawe zycie ma".Gdyby nie wtracal sie do bijatyki miedzy
        > Franzem a Miszka ,to pewna rzeka we Francji nie wzielaby swego imienia od
        > zaiste Marnej prestacji armii w pikelhaubach,co mozna juz podciagnac pod
        > branie batow.
        Armia w pikelhaubach dotrala nad owa rzeke, ktorej to nazwa nie ma nic
        wspolnego z pieknym jezykiem Reja i Kochanowskiego, reprezentowanym m.in w
        Niskich Krajach przez egzemplarze z nadmiarem uzywajace slowek na "k" i im
        podobnych. Sam doswiadczylem i tylko mialem satysfakcje, ze my nie z tego
        samego pnia!
        A co do owej armii to o zadnych batach mowy byc nie moze-prali sie nawzajem, bo
        przez 4 lata siedzieli w jednym i tym samym miejscu-w krainie praprodzkow
        przyjaciela Iraku, Jacka Chiraca.

        Chociaz uczciwie trzeba przyznac,ze skala nie dorownywaly one
        > ciegom jakie w 20 lat pozniej oberwal Wehrmacht.Z owych dwoch awantur miejmy
        > nadzieje,ze wielbiciele parademarsza wyciagna nauke(jak ta dziatwa nasza z
        > wizyt na tym Forum)i nie podda sie zatrutej pruskiej atmosferze Berlina,a
        > przeciez Bonn bylo takie przytulne.

        Bonn jest nadal przytulne, a jesli chodzi to ciegi to zauwaz, ze ow Wehrmacht
        rozprawil sie z jedzacymi zaby w ciagu niecalego miesiaca; trzem armiom dojscie
        od normandzkich plaz do Zaglebia Ruhry zajelo ponad pol roku!

        > P.S.Dobrze poinformowane zrodla na razie szepcza,ze podobno i Pullach pakuje
        > manatki z mysla przeprowadzki gdzies na Lichtenberg.Czuj duch!

        Niskie Kraje dobrym urzadzeniem slyna-patrz wiec bys w pracy nie ucierpial z
        powodu forumomanii-rezydencie!
        • Gość: Dejavu kamuflaz przed Pullach... IP: *.kennisnet.nl 21.05.03, 13:04
          wilym napisał:

          ... Armia w pikelhaubach dotrala nad owa rzeke, ktorej to nazwa nie ma nic
          wspolnego z pieknym jezykiem Reja i Kochanowskiego,

          Trawersujac Millera moznaby powiedziec,ze nie jest wazne, gdzie armia
          dociera,wazne jest gdzie konczy.I tak pewna armia dotarla nawet nad Wolge i
          wszystko na nic ,skoro skonczyla nad Sprewa!

          ... reprezentowanym m.in w Niskich Krajach przez egzemplarze z nadmiarem
          uzywajace slowek na "k" i im podobnych. Sam doswiadczylem i tylko mialem
          satysfakcje, ze my nie z tego samego pnia!

          Ladnie to sie tak nowych rodakow wypierac?Bez czerwonego paszportu owe
          egzemplarze nawet z gorki do Niskich Krajow by nie wjechaly.W tut.zargonie
          nazywa sie ich "Poolseduitsers" i sam odzegnuje sie od nich jak od
          zarazy,chociaz z tym pniem roznie u nich bywa.No,ale ktoz by sie oparl powabom
          DM ?


          .... to zauwaz, ze ow Wehrmacht rozprawil sie z jedzacymi zaby w ciagu
          niecalego miesiaca; trzem armiom dojscie od normandzkich plaz do Zaglebia
          Ruhry zajelo ponad pol roku!

          Tylko,ze o tempie natarcia decydowaly Armie Trzech,a nie OKW.Dosc dodac,ze
          takiego Pattona prawie 3 tygodnie trzymano na smyczy i to w decydujacej fazie
          kampanii,kiedy tylko III Armia sama mogla zajac Ruhre.No,ale wtedy Monty nie
          moglby niczym w Europie blysnac,a apetyt po polknieciu Rommla mial wielki.Nawet
          laik przyzna,ze podstawa wyjsciowa natarcia Aliantow bylo...morze, podczas gdy
          Wehrmacht siedzial dobrze wkopany w ziemie i bunkry.
          Na kampanie francuska lepiej spuscic zaslone milczenia,biorac pod uwage morale
          i przygotowanie logistyczne zabojadow cala impreza powinna zabrac Niemcom gora
          10-14 dni.Jezeli dywizje francuskie wyrzucaly karabiny do przydroznych rowow,a
          jedynymi ktorzy walczyli byli Anglicy i Polacy ,to nie ma wiele powodow do
          satysfakcji.


          Niskie Kraje dobrym urzadzeniem slyna-patrz wiec bys w pracy nie ucierpial z
          > powodu forumomanii-rezydencie!

          Wlasnie z powodu i dzieki owemu "dobremu urzadzeniu" moge tutaj rezydowac,a
          nie,jak tu sie sugeruje- pracowac!Natomiast pracuja na mnie akcje i
          obligacje,ale to juz inna historia.Byc moze forum to stanie sie dla mnie dobra
          odskocznia do kariery politycznej,Wyobrazasz sobie,jakie poruszenie nastapiloby
          w calych Katowicach (i nie tylko) po ukazaniu sie moich plakatow wyborczych
          podpisanych: "Dejavu"?
          • wilym Re: kamuflaz przed Pullach... 21.05.03, 18:23
            Gość portalu: Dejavu napisał(a):

            > wilym napisał:
            >
            > ... Armia w pikelhaubach dotrala nad owa rzeke, ktorej to nazwa nie ma nic
            > wspolnego z pieknym jezykiem Reja i Kochanowskiego,
            >
            > Trawersujac Millera moznaby powiedziec,ze nie jest wazne, gdzie armia
            > dociera,wazne jest gdzie konczy.I tak pewna armia dotarla nawet nad Wolge i
            > wszystko na nic ,skoro skonczyla nad Sprewa!
            Dokonujesz uniku taktycznego, choc spodziewalbym sie po tobie raczej szarzy
            na "Lotnej"



            > ... reprezentowanym m.in w Niskich Krajach przez egzemplarze z nadmiarem
            > uzywajace slowek na "k" i im podobnych. Sam doswiadczylem i tylko mialem
            > satysfakcje, ze my nie z tego samego pnia!
            >
            > Ladnie to sie tak nowych rodakow wypierac?Bez czerwonego paszportu owe
            > egzemplarze nawet z gorki do Niskich Krajow by nie wjechaly.W tut.zargonie
            > nazywa sie ich "Poolseduitsers" i sam odzegnuje sie od nich jak od
            > zarazy,chociaz z tym pniem roznie u nich bywa.No,ale ktoz by sie oparl
            powabom
            >
            > DM ?
            Ja sie rodakow nie wypieram. Ci ktorych spotkalem mowili czysto "po polskiemu",
            z tym wyjatkiem ze uzywali telegraficznego "k" miast "stop". Z tego co mowili
            pochodzili gdzies z okolic Kutna :-)))


            >
            > .... to zauwaz, ze ow Wehrmacht rozprawil sie z jedzacymi zaby w ciagu
            > niecalego miesiaca; trzem armiom dojscie od normandzkich plaz do Zaglebia
            > Ruhry zajelo ponad pol roku!
            >
            > Tylko,ze o tempie natarcia decydowaly Armie Trzech,a nie OKW.Dosc dodac,ze
            > takiego Pattona prawie 3 tygodnie trzymano na smyczy i to w decydujacej fazie
            > kampanii,kiedy tylko III Armia sama mogla zajac Ruhre.No,ale wtedy Monty nie
            > moglby niczym w Europie blysnac,a apetyt po polknieciu Rommla mial
            wielki.Nawet
            >
            > laik przyzna,ze podstawa wyjsciowa natarcia Aliantow bylo...morze, podczas
            gdy
            > Wehrmacht siedzial dobrze wkopany w ziemie i bunkry.
            > Na kampanie francuska lepiej spuscic zaslone milczenia,biorac pod uwage
            morale
            > i przygotowanie logistyczne zabojadow cala impreza powinna zabrac Niemcom
            gora
            > 10-14 dni.Jezeli dywizje francuskie wyrzucaly karabiny do przydroznych
            rowow,a
            > jedynymi ktorzy walczyli byli Anglicy i Polacy ,to nie ma wiele powodow do
            > satysfakcji.
            Znowu unik panie Dejavu!
            >
            > Niskie Kraje dobrym urzadzeniem slyna-patrz wiec bys w pracy nie ucierpial z
            > > powodu forumomanii-rezydencie!
            >
            > Wlasnie z powodu i dzieki owemu "dobremu urzadzeniu" moge tutaj rezydowac,a
            > nie,jak tu sie sugeruje- pracowac!Natomiast pracuja na mnie akcje i
            > obligacje,ale to juz inna historia.Byc moze forum to stanie sie dla mnie
            dobra
            > odskocznia do kariery politycznej,Wyobrazasz sobie,jakie poruszenie
            nastapiloby
            >
            > w calych Katowicach (i nie tylko) po ukazaniu sie moich plakatow wyborczych
            > podpisanych: "Dejavu"?
            Masowe harakiri? bo na spazmy jasnowlosych dziewic raczej nie licz!
    • byt Re: pro memoria wspomnisz bracie! & #35 2 19.05.03, 17:02
      A może nasz dyżurny obrońca polskości przypomni, kto komu wypowiedział wojnę w
      1914 roku i w jakiej kolejności.
      A i jeszcze jedno - gdzie to kajzerowska armia dostała owe baty w I wojnie
      światowej, bo jakoś pamięć mnie zawodzi.
      To tylko tak gwoli ścisłości. Nasze wspaniałe forum odwiedza także szkolna
      dziatwa - szkoda byłoby, gdyby żadnej nauki z tych wizyt nie wyniosła, poza
      cenną wiedzą o tym, że kajzer nosił wąsa i kirys.



      1).
      Brarbara W. Tuchman, Sierpniowe salwy
      Z rozdziału 8 Ultimatum w Brukseli
      Wizyta Króla Belgów Alberta w Berlinia.

      W listopadzie 1913 roku król Albert został zaproszony do Berlina, podobnie jak
      jego wuj dziesieć lat wcześniej. Kajzer wydał na jego cześć królewski obiad,
      na stole przybranym fiołkami i nakrytym dla 55 gości, wśród których znajdował
      się minister wojny generał Falkenhayn, minister cesarskiej marynarki admirał
      Tirpitz, szef sztabu, generał Moltke i kanclerz Bethmann-Holweg. Ambasador
      belgijski, baron Beyens zauważył, że w czasie całego obiadu król był niezwykle
      poważny. Po obiedzie Beyens obserwował go podczas rozmowy z Moltkem
      i widział, że w miarę słuchania twarz Alberta stawał się coraz bardziej
      ponura. Wychodząc szepnął Beyensowi: „Niech pan przyjdzie jutro o dziewiątej.
      Musimy porozmawiać”.
      Rano poszedł wraz z Beyensem pieszo przez Bramę Brandenburską wzdłuż rzędów
      lśniących biały marmurem posągów Hohenzollernów w heroicznych pozach, okrytych
      właściwie całunem porannej mgły, aż do Tiergarden gdzie mogli porozmawiać „bez
      przeszkód”. Albert powiedział, że podczas dworskiego balu, na początku wizyty,
      doznał pierwszego szoku, gdy kajzer wskazał mu generał (a był to von Kluk)
      wyznaczonego do „przewodzenia marszowi na Paryż” . A ponadto, przed obiadem
      poprzedniego wieczora, kajzer wziął go na osobistą rozmowę i wylał potok słów
      w histerycznej tyradzie przeciw Francji. Powiedział, że Francja nigdy nie
      przestał go prowokować. W rezultacie wojna z Francją jest nie tylko
      nieunikniona, ale nawet bliska. Prasa francuska traktuje Niemcy złośliwie,
      ustawa o trzyletniej służbie wojskowej jest świadomie aktem wrogim i cała
      Francja gorzeje nieugaszonym pragnieniem dokonania rewanżu. Usiłując zatamować
      ten zalew słów Albert powiedział, że zna Francuzów lepiej; odwiedza Francję
      corocznie i może zapewnić kajzera, że Francuzi nie są agresywni, lecz
      szczerze pragną pokoju. Na próżno; kajzer utrzymywał, że wojna jest
      nieunikniona.
      Po obiedzie Moltke podjął znów ten sam refren. Wojna z Francją już
      nadchodzi. „Tym razem musimy zrobić z tym koniec. Wasza Królewska Mość nie
      jest w stanie wyobrazić sobie nieodpartego entuzjazmu, który ogarnie Niemcy
      Owego Dnia”. Armia niemiecka jest niezwyciężona; nic nie jest w stanie
      powstrzymać furor teutonicus; straszliwe zniszczenia będą znaczyć jej pochód;
      nie może być wątpliwości co do zwycięstwa.
      Zaniepokojony tym, co było zarówno motywacją tych zaskakujących wyznań, jak i
      ich treścią, Albert mógł jedynie wnioskować, że ich intencją było zastraszenie
      Belgii, aby dojść z nią do porozumienia. Niewątpliwie Niemcy podjęły już
      decyzję; uważął, że należy ostrzec Francję. Polecił Beyensowi powtórzyć
      wszystko Julesowi Cambonowi, ambasadorowi francuskiemu w Berlinie, i
      zobowiązać go do przekazania sprawy w najpoważniejszym tonie prezydentowi
      Poincarèmu.


      2).
      Wojna sie siama pseglała.
      Kajzer w listopadzie 1918 roku nie uciekł do Holandii, tylko nagle wyjechał
      nikomu nic nie mówiąc. A w Holandii oddał się swoim ulubionym zajęciom.
      Wreszcie mógł rąbać drewno ile dusza zapragnie.

      3).
      Dla dziatwy szkolnej mały cytacik Wilhelma II: „Nienawidzę Słowian. Wiem, że
      to grzech. Nie powinniśmy nikogo nienawidzić. Lecz ja nie umiem pozbyć się
      nienawiści do nich”.
      • Gość: Patriota Re: pro memoria wspomnisz bracie! & & #35 35 2 IP: *.dip.t-dialin.net 19.05.03, 20:37
        O jaki brzydki folksdojcz - ten cesarz ! Jak to mozna nielubic Slowian. W koncu
        im Europa zawdziecza wszystko (a Niemcy szczegolnie)!Nie nalezy zapomniec przy
        tym ze Slowianie to pseudonim okupacyjny uszczesliwiaczy swiata i okolicy spod
        znaku Pista Kolodzieja (oraz k...i zlodzieja).
        Ale brzydki Cesarz jest juz pod ziemia. I dobrze mu tak - niewdziecznikowi !
        Za to my jego potomkow ogolimy z ich BMW i Mercedesow. Pro memoria!
        Pyrsk !
        • slezan Re: pro memoria wspomnisz bracie! & & & #35 35 19.05.03, 21:13
          Uważam, że nic nie tłumaczy nienawiści Jego Wysokości do Słowian, zwłaszcza, że
          wielu z nich było jego poddanymi, a władca powinien swych poddanych darzyć
          miłością.
          Nie otrzymałem natomiast odpowiedzi na moje niewinne pytania, bo za taką trudno
          uznać holenderski bełkot (to po trawie czy po haszu?). Nie chce mi się prawde
          mówiąc szperać po literaturze, będę więc wdzięczny, jeżeli autor wątku
          zareaguje.
        • Gość: facio Re: pro memoria wspomnisz bracie! & & & #35 35 IP: *.proxy.aol.com 19.05.03, 21:15
          Gość portalu: Patriota napisał(a):

          > O jaki brzydki folksdojcz - ten cesarz ! Jak to mozna nielubic Slowian. W
          koncu
          >
          > im Europa zawdziecza wszystko (a Niemcy szczegolnie)!Nie nalezy zapomniec
          przy
          > tym ze Slowianie to pseudonim okupacyjny uszczesliwiaczy swiata i okolicy
          spod
          > znaku Pista Kolodzieja (oraz k...i zlodzieja).
          > Ale brzydki Cesarz jest juz pod ziemia. I dobrze mu tak - niewdziecznikowi !
          > Za to my jego potomkow ogolimy z ich BMW i Mercedesow. Pro memoria!
          > Pyrsk !

          Gratuluje !!
          Naprawde, szczerze gratuluje. Takiej durnoty i prymitywizmu dawno nie czytalem.
          Skonczyles tylko Grundschule czy moze az Realschule ?
        • Gość: Dejavu madrej glowie.... IP: *.kennisnet.nl 20.05.03, 10:55
          Niewiarygodne!Nasza wyrocznia delficka- otwarcie szydzaca z forumowicza
          targanego watpliwosciami czy Istebna i Szczyrk to aby jeszcze Slask- ten
          archetyp zrodla wiedzy historycznej musi poszperac w literaturze!Percepcja tez
          na rowni pochylej, czytelne alegorie jawia sie "holenderskim belkotem"
          odebranym zapewne jako dalekie echo odglosow rabania pniakow na holenderskiej
          depresji przez jego (juz nie tak wysoka) wysokosc Wilhelma II.Ale najwiekszy
          regres daje sie zauwazyc w retoryce,a to juz budzi niesmak.Z argumentami z
          trawiasto-haszyszowego gatunku staczamy sie bowiem do poziomu Jagrow,Splahsow
          czy innych GOSCI,ktorych styl jest raczej blizszy lopacie niz subtelnym
          sztychom wyrafinowanego fechmistrza.Czyzbym musial sie juz pogodzic ze strata
          rownowaznego intelektualnie towarzysza zabawy,czy tez zjawisko ma charakter
          przejsciowy wynikajacy z niekontrolowanej irytacji?
          • byt Wilhelm II dalej cytowany 20.05.03, 11:09
            Kajzer kiedy dowiedział się, że Anglia i Rosja wypowiedzą mu wojnę lamentował:

            „I pomyśleć, że Jerzy i Nicky mogli mnie tak zdradzić! Gdyby moja babcia żyła
            nigdy by się na to nie zgodziła”.

            Osoby: Jerzy (Jerzy V król Anglii)
            Nicky (Mikołaj II cesarz Rosji)
            babcia (Wiktoria królowa Anglii)
            • slezan Re: Wilhelm II dalej cytowany 20.05.03, 11:26
              byt napisał:

              > Kajzer kiedy dowiedział się, że Anglia i Rosja wypowiedzą mu wojnę lamentował:
              >
              > „I pomyśleć, że Jerzy i Nicky mogli mnie tak zdradzić! Gdyby moja babcia
              > żyła
              > nigdy by się na to nie zgodziła”.
              >
              > Osoby: Jerzy (Jerzy V król Anglii)
              > Nicky (Mikołaj II cesarz Rosji)
              > babcia (Wiktoria królowa Anglii)

              Cytowanie kiepskiej literatury nie zastąpi wiedzy historycznej, o którą
              niezmiennie się dopominam. Czy owo szlachetne łaknienie zostanie wreszcie
              zaspokojone?
              • Gość: Dejavu cytaty zle i dobre. IP: *.kennisnet.nl 20.05.03, 16:06
                slezan napisał:

                > Cytowanie kiepskiej literatury nie zastąpi wiedzy historycznej, o którą
                > niezmiennie się dopominam. Czy owo szlachetne łaknienie zostanie wreszcie
                > zaspokojone?

                Sam kiedys chcialem przekonac lawke w parku do swoich racji i.....braklo mi
                argumentow.Ale jestem optymista owa lawka laknie WIEDZY!

                P.S.Na dzisiaj wiecej alegorii juz nie bedzie...
              • byt Re: Wilhelm II dalej cytowany 21.05.03, 09:22
                slezan napisał:

                > byt napisał:
                >
                > > Kajzer kiedy dowiedział się, że Anglia i Rosja wypowiedzą mu wojnę lamento
                > wał:
                > >
                > > „I pomyśleć, że Jerzy i Nicky mogli mnie tak zdradzić! Gdyby moja ba
                > bcia
                > > żyła
                > > nigdy by się na to nie zgodziła”.
                > >
                > > Osoby: Jerzy (Jerzy V król Anglii)
                > > Nicky (Mikołaj II cesarz Rosji)
                > > babcia (Wiktoria królowa Anglii)
                >
                > Cytowanie kiepskiej literatury nie zastąpi wiedzy historycznej, o którą
                > niezmiennie się dopominam. Czy owo szlachetne łaknienie zostanie wreszcie
                > zaspokojone?

                Arystokracja niemiecka przed I wojną światową kopiowała angielski styl życia.
                Angielski gentleman był wzorem do naśladowania. W 1911 w Berlinie pewien
                brytyjski generał zauważył, że na obiedzie wydanym na jego cześć, wszyscy
                spośród czterdziestu Niemców mówią płynnie po angielsku, nie wyłączając
                Bethmann-Hollwega i Tirpitza.

                Niektórzy zamiłowanie do angielszczyzny posunęli tak daleko, że ożenili się z
                Angielkami (książęta von Pless, Blücher, Münster). Ten cytacik pochodzi z
                pamiętnika Evelyn Blücher wydanego pt. Angielska żona w Berlinie. To nie
                koniec atrakcji. Niedawno ukazały się w Polsce pamiętniki Daisy von Pless.
                Ciekawe, co Stokrotka pisze o Śląsku...

          • slezan Re: madrej glowie.... 20.05.03, 11:13
            Rozumiem, że odwołanie do apollińskich tradycji wskazuje na źródła wiedzy
            Szanownego Interlokutora. To rozgrzesza mnie z haszyszowo-trawiastych
            odniesień, gdyż jak wiadomo wiedzę tajemną Pytia przekazywała wśród
            halucynogennych oparów. Osobiście preferuję bardziej banalne metody poznawcze,
            jak np. szperanie w literaturze.
            Warunkiem zrozumienia alegorii jest wspólnota kulturowa jej autora i odbiorcy.
            Domyślam się, że zakłócenie komunikacji spowodowane jest mą przynależnością do
            kręgu zachodnioeuropejskiego. Nie ukrywam jednak, że egzotyka ma dla mnie
            nieodparty urok i nawet jeżeli problemy ze zrozumieniem będą się powtarzać,
            proszę o więcej wymyślnych alegorii.
            Wracając do tematu - dialog w mym kręgu kulturowym polega między innymi na tym,
            że rozmówcy odpowiadają wzajmenie na swoje pytania. Koledzy zachowują się
            natomiast jak Stan Tymiński lub Andrzej Lepper - bez względu na treść pytania
            wypowiadają te same kwestie. Szczególy z zycia Jego Wysokości są i owszem,
            barwne, ale nadają się raczej na vie romancee.
            • bolek5 Re: madrej glowie.... 20.05.03, 12:12
              Witam!

              slezan napisał:

              > (...) Warunkiem zrozumienia alegorii jest wspólnota kulturowa jej autora i
              odbiorcy.
              > Domyślam się, że zakłócenie komunikacji spowodowane jest mą przynależnością
              do
              > kręgu zachodnioeuropejskiego. Nie ukrywam jednak, że egzotyka ma dla mnie
              > nieodparty urok i nawet jeżeli problemy ze zrozumieniem będą się powtarzać,
              > proszę o więcej wymyślnych alegorii.

              Wow! Ale zasunąłeś! Jak sam Silesius albo co najmniej biskup Thietmar. Już
              widzę przed oczami duszy ten wysoko zadarty nos zachodnioeuropejski ;D
              Co do samego sporu: z mojej zachodnioazjatyckiej perspektywy wygląda on na spór
              o pietruszkę. Niepotrzebnie prowadzisz go tak, jakby był to spór o fakty.
              Faktów nikt nie kwestionuje. Armia niemiecka wycofywała się całkiem składnie,
              ale społeczne zaplecze nie wytrzymało ciężarów wojny. Pomimo względnie dobrego
              stanu armii państwo niemieckie otrzymało potężny cios. Rewolucja przecież nie
              wzięła się znikąd, chyba że wierzysz, iż wszystkiemu winien jest Radek, który
              uciekł z zaplombowanego wagonu wiozącego Lenina do Rosji. Biorąc pod uwagę
              ciężkie warunki traktatu pokojowego, na które Niemcy musieli przystać,
              termin "baty" wcale nie jest taki nieadekwatny dla określenia całości sytuacji.
              Prawdą jest skąd inąd, że jest to słowo silnie naładowane emocjami. Używając go
              nie tyle opisujemy fakty historyczne, ile nasz do nich stosunek. Nie mam
              żadnego sentymentu do wilhelmińskich Niemiec i dlatego mnie to słowo nie razi.
              Ty masz i dlatego przeciwko użyciu tego słowa protestujesz. Ot i cały problem.
              Spieramy się głównie o emocje, odczucia i gusty. Twoi przodkowie, Rzymianie,
              patrzą na to z góry i pukają się w czoło, bo przecież "de gustibus non
              disputandum est". Zapomniałeś?

              Pozdrawiam

              Bolek
              • slezan Re: madrej glowie.... 20.05.03, 12:22
                bolek5 napisał:


                > Wow! Ale zasunąłeś! Jak sam Silesius albo co najmniej biskup Thietmar. Już
                > widzę przed oczami duszy ten wysoko zadarty nos zachodnioeuropejski ;D

                Pozwoliłem sobie na odrobinę zadęcia, wczuwając się w klimat wątku;-) A na swój
                nos spojrzę teraz z innej perspektywy.

                > Co do samego sporu: z mojej zachodnioazjatyckiej perspektywy wygląda on na
                spór
                >
                > o pietruszkę. Niepotrzebnie prowadzisz go tak, jakby był to spór o fakty.

                Więc niech Szanowni Interlokutorzy jasno to powiedzą. Post inicjujący wątek
                zawiera pewne fałszywe sugestie.

                > Faktów nikt nie kwestionuje.

                Chciałbym podzielać Twój optymizm;-)

                > Armia niemiecka wycofywała się całkiem składnie,
                > ale społeczne zaplecze nie wytrzymało ciężarów wojny. Pomimo względnie
                dobrego
                > stanu armii państwo niemieckie otrzymało potężny cios. Rewolucja przecież nie
                > wzięła się znikąd, chyba że wierzysz, iż wszystkiemu winien jest Radek, który
                > uciekł z zaplombowanego wagonu wiozącego Lenina do Rosji. Biorąc pod uwagę
                > ciężkie warunki traktatu pokojowego, na które Niemcy musieli przystać,
                > termin "baty" wcale nie jest taki nieadekwatny dla określenia całości
                sytuacji.

                Ale nie w odniesieniu do poczynań armii. Przypomnę, że na jednym z dwóch
                frontów państwa centralne odniosły zdecydowane zwycięstwo. Polityczna klęska
                nie ulega wątpliwości.
                >
                > Prawdą jest skąd inąd, że jest to słowo silnie naładowane emocjami. Używając
                go
                >
                > nie tyle opisujemy fakty historyczne, ile nasz do nich stosunek. Nie mam
                > żadnego sentymentu do wilhelmińskich Niemiec i dlatego mnie to słowo nie
                razi.
                > Ty masz i dlatego przeciwko użyciu tego słowa protestujesz. Ot i cały
                problem.

                Pewnie i mam, choć raczej umiarkowany.

                > Spieramy się głównie o emocje, odczucia i gusty. Twoi przodkowie, Rzymianie,
                > patrzą na to z góry i pukają się w czoło, bo przecież "de gustibus non
                > disputandum est". Zapomniałeś?
                >

                Moi przodkowie to ci, którzy Rzymianom poderżnęli gardła i przebrali się w ich
                togi. Obawiam się, że żadna łacińska sentencja nie przeszłaby im przez gardło;-)

                Pozdrawiam
                slezan
                • bolek5 Re: madrej glowie.... 20.05.03, 12:48
                  slezan napisał:

                  > Moi przodkowie to ci, którzy Rzymianom poderżnęli gardła i przebrali się w
                  ich
                  > togi. Obawiam się, że żadna łacińska sentencja nie przeszłaby im przez
                  gardło;-
                  > )


                  Miałem oczywiście na myśli przodków w znaczeniu - by tak rzec - memetycznym a
                  nie genetycznym.

                  Pozdrawiam

                  Bolek
              • Gość: Dejavu pomrocznosc jasna? IP: *.kennisnet.nl 20.05.03, 13:48
                bolek5 napisał:

                > Witam!
                >
                > slezan napisał:
                >
                > > (...) Warunkiem zrozumienia alegorii jest wspólnota kulturowa jej autora i
                > odbiorcy. Domyślam się, że zakłócenie komunikacji spowodowane jest mą
                przynależnością do kręgu zachodnioeuropejskiego.

                >
                >... Wow! Ale zasunąłeś! Jak sam Silesius albo co najmniej biskup Thietmar. Już
                > widzę przed oczami duszy ten wysoko zadarty nos zachodnioeuropejski ;D

                Zostawmy w spokoju obrazy ogladane przez dusze, a pochylmy sie na moment nad
                ostatnim zdaniem Bolkowego peanu.Skoro moj zadarty nos jest
                zachodnioeuropejskiej prowieniencji,a z drugiej strony Slezan calkowicie
                wyklucza zdolnosc komunikowania sie ze mna z powodu(jak sie domysla) swojej
                rzekomej(potomek podrzynaczy cywilizowanych gardel!) przynaleznosci do
                wlasnie "kregu zachodnioeuropejskiego" ,to w koncu kto u kaduka z dwojga z nas
                w tym kregu pozostaje i czy "Wow-wypowiedz" Slezana nie byla,co sie juz
                zdazylo, zwykla galopada mysli.
                • bolek5 Re: pomrocznosc jasna? 20.05.03, 14:23
                  Witam!

                  Gość portalu: Dejavu napisał(a):

                  > Zostawmy w spokoju obrazy ogladane przez dusze, a pochylmy sie na moment nad
                  > ostatnim zdaniem Bolkowego peanu. (ciach resztę - jeśli można)

                  Sam nie wiem co powiedzieć. Tamten post był utrzymany w tonie ironicznym.
                  Wytknąłem w nim Ślężanowi niczym nie uzasadnione zarozumialstwo i myślę, że
                  zrozumiał moją intencję, nawet jeżeli nie przyjął do wiadomości zarzutu.
                  Generalnie nie można nas, Polaków, wyrzucić z europejskiej rodziny kulturowej.
                  Faktem jest, że Niemcy w najlepszym razie traktują nas jak młodszego i niezbyt
                  rozgarniętego braciszka, który nie zna swojego miejsca i krnąbrnie odmawia
                  jedzenia najzdrowszej niemieckiej kaszki. Trudno - my też mamy o nich swoje
                  przesądy. Myślę, że brakuje Ci do całej sprawy niezbędnego dystansu, choć z
                  drugiej strony wierzę, że w Katowicach znacznie trudniej utrzymać taki dystans,
                  niż tu u mnie - we Wrocławiu.

                  Pozdrawiam

                  Bolek
                  • slezan Re: pomrocznosc jasna? 21.05.03, 18:19
                    bolek5 napisał:

                    > Witam!
                    >
                    > Gość portalu: Dejavu napisał(a):
                    >
                    > > Zostawmy w spokoju obrazy ogladane przez dusze, a pochylmy sie na moment n
                    > ad
                    > > ostatnim zdaniem Bolkowego peanu. (ciach resztę - jeśli można)
                    >
                    > Sam nie wiem co powiedzieć. Tamten post był utrzymany w tonie ironicznym.
                    > Wytknąłem w nim Ślężanowi niczym nie uzasadnione zarozumialstwo i myślę, że
                    > zrozumiał moją intencję, nawet jeżeli nie przyjął do wiadomości zarzutu.
                    > Generalnie nie można nas, Polaków, wyrzucić z europejskiej rodziny
                    kulturowej.
                    > Faktem jest, że Niemcy w najlepszym razie traktują nas jak młodszego i
                    niezbyt
                    > rozgarniętego braciszka, który nie zna swojego miejsca i krnąbrnie odmawia
                    > jedzenia najzdrowszej niemieckiej kaszki. Trudno - my też mamy o nich swoje
                    > przesądy. Myślę, że brakuje Ci do całej sprawy niezbędnego dystansu, choć z
                    > drugiej strony wierzę, że w Katowicach znacznie trudniej utrzymać taki
                    dystans,
                    >
                    > niż tu u mnie - we Wrocławiu.
                    >
                    > Pozdrawiam
                    >
                    > Bolek

                    Traktujesz moje wypowiedzi bardziej serio niż na to zasługują;-) Podobnie jak
                    przynależność (czyjąkolwiek) do kręgu kultury zachodnioeuropejskiej. To miło,
                    że macie swoje zdanie lub przesądy o Niemcach, a Niemcy o Was. Choć z tą kaszką
                    to nieładnie.
                    • bolek5 Re: pomrocznosc jasna? 26.05.03, 20:19
                      Witam!

                      slezan napisał:

                      > (...) Choć z tą kaszką
                      >
                      > to nieładnie.

                      Chyba polubię Twoje poczucie humoru ;)

                      Pozdrawiam

                      Bolek
            • Gość: Dejavu Re: madrej glowie... czII. IP: *.kennisnet.nl 20.05.03, 13:22
              slezan napisał:

              > Rozumiem, że odwołanie do apollińskich tradycji wskazuje na źródła wiedzy
              > Szanownego Interlokutora. To rozgrzesza mnie z haszyszowo-trawiastych
              > odniesień, gdyż jak wiadomo wiedzę tajemną Pytia przekazywała wśród
              > halucynogennych oparów. Osobiście preferuję bardziej banalne metody poznawcze,
              > jak np. szperanie w literaturze. Warunkiem zrozumienia alegorii jest
              wspólnota kulturowa jej autora i odbiorcy. Domyślam się, że zakłócenie
              komunikacji spowodowane jest mą przynależnością do kręgu achodnioeuropejskiego.
              Nie ukrywam jednak, że egzotyka ma dla mnie nieodparty urok i nawet jeżeli
              problemy ze zrozumieniem będą się powtarzać, proszę o więcej wymyślnych
              alegorii. Wracając do tematu - dialog w mym kręgu kulturowym polega między
              innymi na tym, że rozmówcy odpowiadają wzajmenie na swoje pytania. Koledzy
              zachowują się natomiast jak Stan Tymiński lub Andrzej Lepper - bez względu na
              treść pytania wypowiadają te same kwestie. Szczególy z zycia Jego Wysokości są
              i owszem, barwne, ale nadają się raczej na vie romancee.



              Rozumiem,ze Szanowny Oponent chcialby-zreszta jak kazdy tutaj- blysnac na gali
              i nie ma w tym mentalnym banale nic zlego.Wysoce nagannna jest jednak chec
              kreowania na sile fikcyjnego swiata, geograficznie umiejscowionego na Zachodzie
              a mentalnie jednak dryfujacego gdzies hen, na kresach Europy
              Wschodniej.Wynikajaca z tego socjotechnicznego zabiegu megalomania typu;" JA
              naleze do kregu zachodnioeuropejskiego" jawi sie po prostu
              tragikomicznie,chociaz przyznam,ze jako wolnomyslicielowi dostarcza mi ona
              wiele powodow do malych radosci.Wolnomysliciele bowiem sa realistami,a wartosc
              logiczna ich wypowiedzi okreslana jest stopniem zgodnosci z panujaca
              rzeczywistoscia.Mozna wiec sie nawet golic przy swietle wlasnej aureoli,ale
              nie oznacza to jeszce patentu na wiedze absolutna,co delikatnie juz
              sugerowalem proponujac toast za zdrowie Sokratesa.Skoro wiec wybiera sie
              sarkazm,jako orez,to trzeba pozostawac-jak te wrony- konsekwentnym,niezaleznie
              od pozostajacego dla niektorych kultowym totemem-zeby nie powiedziec:kompleksem-
              kregu kulturowego.
              • slezan Re: madrej glowie... czII. 21.05.03, 18:28
                Zachód pozostaje chyba dla Szanownego Adwersarza złotym cielcem, skoro niewinna
                sugestia o braku wspólnego kodu kulturowego spotakła się z takim mężnym
                odporem. Wprawdzie przy okazji pomyliły się nieco kierunki świata, ale to
                szczegół - w końcu, jak twierdzą niektórzy, przestrzeń to jedynie dyspozycja
                naszego umysłu.
                Swoją drogą, obie reakcje zastanawiają. Ciekaw jestem, czy gdyby Niemcowi ktoś
                zasugerował, iż nie należy do kultury zachodnioeuropejskiej, wzbudziłoby to
                podobne emocje? Macie pole do popisu - z zainetersowaniem przyjrze się reakcjom
                np. ballesta. Potraktujmy to jako niewinny eksperyment.
      • Gość: Dejavu kulisy konca. IP: *.kennisnet.nl 20.05.03, 11:19
        byt napisał:


        Wojna sie siama pseglała. Kajzer w listopadzie 1918 roku nie uciekł do
        Holandii, tylko nagle wyjechał nikomu nic nie mówiąc. A w Holandii oddał się
        swoim ulubionym zajęciom.Wreszcie mógł rąbać drewno ile dusza zapragnie.

        Kajzer bedac bezradnym w obliczu chaosu ogarniajacego cale Niemcy po prostu
        abdykowal.Nie obylo sie tez bez zakulisowych naciskow bliskiego mu
        otoczenia.Krotko mowiac,tak -zadawaloby sie- monolityczny twor,jakim bylo
        cesarstwo niemieckie zaczal sie po prostu rozsypywac.Proces ten zostal
        niewatpliwie zapoczatkowany kompletnym fiaskiem ostatniej decydujacej ofensywy
        niemieckiej nad Marna.Odwrot armii niemieckich zaczal po tym nabierac
        lawinowego charakteru i Niemcom nie pozostalo nic innego jak tylko
        skapitulowac. Reasumujac trzeba podkreslic,ze Wilhelm II nie dorosl do roli
        ani wladcy ani stratega wojskowego i rzeczywiscie ponad to wszystko
        najbardziej sobie cenil ...stolarke.



        • slezan Re: kulisy konca. 20.05.03, 11:28
          I co w tym złego? Harrison Ford też lubi podłubać w drewnie.
          • Gość: Dejavu hobby sie lubi IP: *.kennisnet.nl 20.05.03, 13:25
            slezan napisał:

            > I co w tym złego? Harrison Ford też lubi podłubać w drewnie.

            Nie sadze.Stolarz to jego wlasciwy zawod ,ktorym sie paral zanim zostal aktorem.
            • Gość: Zefel Re: hobby sie lubi IP: *.pppool.de 22.05.03, 01:32
              Jo tyz bol stolorzym, nim zech zostol (przibranym) fotrym
              Ponboczka
    • Gość: mesco Re: pro memoria wspomnisz bracie! IP: 139.18.15.* 22.05.03, 18:02
      i bydlonagle tu pisze o jakis elementach slowianskich w tzw. kulturze slaskiej.

      Raz tak, raz siak, w zaleznosci od humoru

      byt napisał:


      zarząd prowincjonalny związku kombatanckiego Kyffhäuserbund wzywał do
      walki �przeciwko słowiańszczyźnie, rosyjskiej podkulturze�...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka