Gość: D.B.
IP: *.dip.t-dialin.net
14.11.03, 17:44
Rok 1918/19 w powieści tarnogórzanina
Roberta Kurpiuna
Zachęcony artykułem Przemysława Nadolskiego: Robert Kurpiun - zapomniany
pisarz”, - opublikowanym w “Montes Tarnovicensis - Tarnowskie Góry” z 21
grudnia 2000 r., wystarałem się przez miejscową bibliotekę, o jego
powieść “Am Abgrund. Das Jahr 1919 in einer oberschlesischen Grenzstadt.
Nach Tagebuch blaettern” (Nad przepaścią. Rok 1919 w pewnym przygranicznym
górnośląskim mieście. Według kart dziennika.)
Dlaczego wybrałem z jego dość bogatej twórczości właśnie tę powieść? Bo owym
przygranicznym miastem w którym R.Kurpiun wówczas żył i o którym pisze,
są “moje” Tarnowskie Góry.
Akcja powieści zaczyna się w końcu października 1918 r., a kończy w lutym
1920 r. Tragiczny czas. Powojenna klęska Niemiec, czas głodu i anarchii
wewnętrznej. Nieustanne strajki, organizowane głównie przez skrajną lewicę,
pogłębiały ogólną biedę. Najbardziej cierpiały przemysłowe miasta, zdane
tylko na bardzo skromne przydziały żywnościowe. Znacznie niższe niż te z
czasów drugiej wojny światowej i te z czasów Gierka i Jaruzelskiego. Do tego
galopująca inflacja i rozpanoszenie się różnych band, jak np. ta Hajoka z
Zabrza, przed którym wszyscy drżeli. Jednym słowem opis tego czasu jest
wstrząsający.
A oto co Robert Kurpiun zanotował na kartach swego dziennika na temat
ówczesnego, m.in. tarnogórskiego, ruchu na rzecz samodzielności, czy też
wręcz niepodległości, Górnego Śląska.
We fragmencie “Gold und Blut” (Złoto i krew) z 9.12.1918 r. na str. 101
autor pisze, że przybywszy, po tygodniowej nieobecności, do miasta (Tarn.
Gór), jego dzieci, które przybyły na dworzec aby go powitać, poinformowały
go, że w mieście obwieszczono utworzenie niemiecko-polskiej Śląskiej
Republiki. R. Kurpiun nie mógł po prostu w to uwierzyć, zwłaszcza że sam był
zaangażowany w propagandę po stronie niemieckiej.
I rzeczywiście, na skrzyżowaniach wszystkich ulic były naklejone żółte
plakaty, które w niemieckim i polskim języku zwracały się do czytelników
następującymi słowy:
“Oderwać się od Berlina, od ministra kultury Hoffmana, który chce zniszczyć
kościół i modlitwę szkolną znieść, wszystko katolickie i chrześcijańskie
zlikwidować.
Śląsk ma zostać osobną republiką, wolną od Prus, lecz w ramach Rzeszy, a
język polski jako drugi urzędowy”.
Organizatorzy tego przedsięwzięcia, - jak pisze Kurpiun, liczyli na to, że
pozyskają dla niego nie tylko “pruskich” Górnoślązaków, lecz
i “austriackich”, z okolicy Cieszyna i Bielska i zapobiegną jego przejściu
we władanie polskie.
I dalej pisze, że plan ten zawierał w sobie coś ponętnego, sugestywnego.
Pociągał on nawet niemiecko-protestanckie środowiska. Brak mu było jednak
podwalin. Nie miał zwłaszcza żadnego finansowego zaplecza, oraz
zdecydowanego kierownictwa, które byłoby w stanie porwać za sobą wszystkich
Ślązaków. Dlatego też chyba skończyła się na owych żółtych plakatach, które
swym zasięgiem niewiele Tarnowskie Góry przekroczyły.
Dwadzieścia dni później, 28 grudnia 1918 r., we fragmencie
zatytułowanym “Ciemne Boże Narodzenie” R.Kurpiun wraca do problemu “Wolnego
Górnego Śląska”. Stwierdza, że opinia publiczna rozdziela się, szuka po
omacku, aby również dla Górnego Śląska jakieś ratujące wyjście znaleźć. To
tłumaczy według niego, wzrastającą propagandę na rzecz, tym razem już
niezależnego “Górnośląskiego Wolnego Kraju”. Tzn. niezwiązanego z Rzeszą,
całkiem niepodległego, na wzór Szwajcarii.
Ulotka agitująca za nim, napisana w obu językach była wkładana do różnych
zwłaszcza centrowskich, czyli katolickich gazet. I Robert Kurpiun ją bez
skrótów cytuje, a ja w dosłownym tłumaczeniu czytelnikowi przekazuję:
“Górnoślązacy! Wolności, Wolności, woła dzisiaj każdy na świecie! -
Górnoślązacy! Godzina wolności i dla was wybiła. Do teraz pogardzano wami. W
Prusach uznawano nas często za obywateli drugiej klasy. W Polsce śmiali się
pogardliwie z nas, zwłaszcza wtedy, kiedyśmy po śląsku mówili.
A dzisiaj co się dzieje kochani rodacy! Teraz chcą nas z miłości prawie
udusić. Dawny hakatysta woła: Kochany, dobry Górnoślązaku! Zostań przy nas
Prusakach. Wybudujemy Ci piękny domek z własnym ogródkiem, każdy będzie mógł
według upodobania w swej ojczystej mowie się uczyć, śpiewać, grać, modlić
się i błagać. Współziomkowie (!) z nowopowstającej Polski wołają:
Bratankowie przychodźcie do nas, myśmy was zawsze tak cenili i kochali! U
nas dostaniecie po dwie krówki i 20 morgów pola, słoniny i omasty. Żyć
będziecie jak robaki w mięsie.
Skądże naraz ta wielka miłość ze wszystkich stron?
Dlatego nas tak kochają, ponieważ nasz drogi Górny Śląsk jest tak bogaty w
skarby. Tych skarbów Niemcy nie chcą utracić, a Polacy chcą je zdobyć.
Widzisz nie Ciebie, nie do twego serca odnosi się ta miłość, lecz przede
wszystkim do skarbów naszej ziemi.
Górnoślązacy, czy chcemy nadal wydawać je na łup innym, czy po to chcemy
nadal w ciężkiej pracy za dnia i nocy je w głębokich szybach wydobywać,
twarde wapienne kamienie łamać, kurz cementowy wdychać, przy żarzących
piecach umierać z gorąca?
Czy rolnik ma swe płody, które wydarł z ziemi tak jak to było przed wojną,
za parę fenigów sprzedawać, po to aby inne kraje ich kulturę podnosiły,
podczas gdy nam się protekcjonalnie parę okruchów zostawi?
- Czy macie, Górnoślązacy, nadal z Waszymi licznymi rodzinami mieszkać w
wysokich, śmierdzących familokach, stłoczeni w jednym lub dwóch pokojach?
Czy nasze dzieci mają być dalej uczone w szkołach, w których ani słowa w
macierzystej mowie nie usłyszą, z których teraz jeszcze religię i krzyże
chce się usunąć? Czy my Górnoślązacy powinniśmy się do tych państw
przyłączyć, które nasz katolicki kościół prześladują, do państw, które są
przez bezbożników kierowane?
W Prusach ministerstwo kultury już zapowiedziało rozdział kościoła od
państwa. W Warszawie kieruje nowopowstającym państwem Piłsudski, człowiek o
tych samych, wrogich kościołowi przekonaniach.
Wierzący górnośląski ludzie! Chcesz Twoje doczesne i wieczne życie na kilka
setek lat w tak nieszczęśliwe ręce powierzyć? Przenigdy!
Przebudźcie się Górnoślązacy! Pokażcie waszą siłę, w czasie wojny wykazaną
całemu światu znaną, odwagę. Weźcie pod uwagę, że jesteśmy wystarczająco
dojrzali, aby się samodzielnie rządzić w niepodległym kraju!
We własnym samodzielnym państwie, wszystkie górnośląskie bogactwa będą w
pierwszej kolejności Wam służyły. Wtedy będziemy mogli sami dla nas domy
budować, szkoły organizować, w których dzieci będą uczone w języku matki,
szkoły w których krzyż będzie mógł nadal zdobić ścianę i w których młodzież
będzie wychowywana w duchu kościoła w chrześcijańskiej wierze i obyczajach,
aby się jeszcze bardziej nie zepsuła. W tym wolnym państwie będzie się mógł
kościół, wspomagany przez rząd, jak najwspanialej rozwijać. W tym
niezależnym kraju nie wolno będzie, zarówno kościołów i klasztorów, jak i
osób prywatnych wywłaszczać.
Sprawiedliwość i chrześcijańska miłość powinny w nim panować, ku radości
wszystkich.
Górnoślązacy, chcecie tego? - Tak, my tego chcemy z całego serca! Lecz czy
to jest możliwe?. Jeżeli to jest w Szwajcarii realne, to jest to tym
bardziej możliwe w tak bogatym kraju przemysłowym jak Górny Śląsk.
Będziemy prosili Wilsona (prezydenta USA - dopisek mój) człowieka
sprawiedliwego, aby nam do tego dopomógł. A my wszyscy w czasie plebiscytu
oddamy nasz głos na rzecz samodzielnego górnośląskiego kraju”.
Koniec tekstu tej, rozpowszechnionej w grudniu 1918 r., ulotki.
Robert Kurpiun podsumowuje ten fragment jego powieści “Nad przepaścią”,
następująco:
“A więc kościelne państwo Górny Śląsk! Karty zostały odkryte. Wiele błędów i
ziarnko prawdy. I znowu przykład człowieka, który