Miałam "upatrzoną" świadkową, moją. Pomyślalam,
że znamy się tyle lat, wszystkie (WSZYSTKIE

((
inne koleżanki, przyjaciółki są daleko za granicą
albo przynajmniej w tak odległych miastach jak Lublin,
więc ona jest jak znalazł - w Poznaniu,
zna mnie na wylot. A ona oznajmiła mi dzisiaj, że..
bierze dziekankę na 2 lata i wyjeżdża do pracy

((
Nie zdążyłam nawet jej zaproponować, a teraz to już zupełna klapa

Jakiś fatalny ten mój dzień,
zgubiony dowód, nie wpisał mnie dziekan na listę studentów,
nie zaliczył roku (bo zrobiłam ZA DUŻO fakultetów),
a promoro uznał, że widzi mnie pierwszy raz w życiu (!!!)
Brrrr. Nic tylko spać

((
Jutro miałam zacząć drugi kierunek,
ale podobno moje dokumenty nie dotarły do władz wydziału

Ani świadka, ani dowodu do zaklepania terminu,
ani studiów, promotor zły, jeszcze mi tylko
brakuje wielkiego pryszcza na środku czoła
i powodzi w domu i chyba osiagnę dno

((