No może i nikogo to nie obchodzi, ale w sobotę idę z M. po Starym naszym Rynie wybadać sytuację i wybrać restaurację z ogródkiem na nasz poślubny, kameralny wieczorek. Acchhhhh ale jak ja bym chciała, żeby były tańce! A może by tak potajemnie poprosić koleżanki, żeby - mimo nieplanowania tańców - same jakoś wyskoczyły na parkiecik i troche byśmy się pogibały? A eMowi snu bym z powiek nie spędzała planowaniem tańców na przyjęciu, bo on tańca boi się przeraźliwie, z racji jego sposobu tańczenia, który przyznaję, typowy nie jest

)))
Jak fajnie naprawdę zacząć poszukiwanie... A termin zaklepujemy w przyszłym tygodniu!!!!

))