dziś dostałam 4 informacje od przyjaciółek, że jednak
nie będą mógły przyjechać. to dużo jak na 1 dzień - i
dużo jak na 40 zaproszonych... w to miejsce mogę zaprosić
znajomych rodziców, bardzo ich lubię, ale jednak zawsze
smuci odmowa

dodatkowo moja mama stwierdziła, że jak nie będzie takiego
ustawienia stołów i usadzenia, jak mi opisała, to ona nie
będzie siedzieć, tylko chodzić, bo niczego innego nie toleruje..
a tam naprawdę jest i ładniej i duuużo wygodniej i luźniej
z okrągłymi stolikami po 6 osób. i co jest az tak strasznego
w tym, że cała rodzina nie siedzi przy jednym stole? tylko
przy dwóch okrągłych, obok siebie.. i dlaczego tak bardzo
nie chcą rodzice siedzieć koło nas? zaciskam wargi, żeby
nie dać się wpędzić w żadne szantażowanie, ale tyle mnie to
nerwów kosztuje. a jakiś miesiąc temu sądziłam, że już nie
będzie się o co pożreć i mamy spokój. taaa..
nie dość, że ja chora, to jeszcze M się rozłożył na jakąś
grypoanginę, ludzie mi się wykruszają, a mama mnie szantażuje.
co za dzień, pomocy!!!!