nordwest11
06.08.05, 21:49
Wydaje mi się, że Przystanek dość jednoznacznie był przepojony ideologią New
Age (pojawienie się doktora o nazwisku Capra to był już wyraźny sygnał). Nie
jest to oczywiście zarzut, dużo sympatii do tego serialu zachowałem do tej
pory, ale to co kiedyś zachwycało, dziś wydaje mi się mocno schematyczne:
ludy tubylcze (dobre) kontra biali Amerykanie (źli)
intuicja (dobra) kontra racjonalizm (zły)
matriarchat (dobry) kontra patriarchat (zły)
- typowymi postaciami patriarchatu są Maurice i Joel, zaś matriarchatu -
RuthAnn i Maggie. Odnoszę wrażenie że postać Hollinga została wprowadzona
celowo jako wzór mężczyzny pasującego do New Age - jest jurny,
niekwestionowalnie męski, a jednocześnie typowo "przystankowy". Podobnie
postać Shelly - miała zapewne pokazać, że pozytywnym wzorem w New Age może
być także blondynka interesująca się konkursami piękności, a nie tylko
wyemancypowana feministka jak Maggie czy chodzące uosobienia Matki-Ziemi jak
RuthAnn czy Marylin.
Już za czasów pierwszej emisji mocno zniesmaczył mnie odcinek historyczny, w
którym pojawiły się postacie Roslyn i Cicely. To już był propagandowy NewAge
pełną gębą.
Co o tym sądzicie?