09.03.06, 11:47
jestem co prawda dopiero po odcinku 210, ale widze coraz wiecej podobienstw
LOST do Solaris Stanislawa Lema. Pojawianie sie znajomych istot (ojciec
Jacka, czarny kon, Walt) to raz, a ten czarny dym ktory przeswietla swiadomosc
to dwa. Kto wie, moze tworcy serialu kiedys sie przyznaja, ze Lem byl dla nich
baza pomyslow do serialu.
Poza tym sam klimat ksiazki Solaris (chociaz rzecz dzieje sie w kosmosie) jest
dosc zblizony - w obu przypadkach jest wielka zagadka i chodzenie wokol niej.
Nie odnosi sie to niestety do filmu - ani w rezyserii Tarkowskiego ani
Soderbergh'a.

dla tych, ktorzy jeszcze nie siegneli po Lema krotkie streszczenie:

Psycholog Kelvin przybywa na stację orbitalną badającą tajemnicę planety
Solaris, której powierzchnię pokrywa ocean o nieznanej na Ziemi „plazmowatej”
strukturze i zaskakujących właściwościach.

Którejś nocy Krisa budzi Harey, jego kochanka, która 20 lat wcześniej,
porzucona przez niego, popełniła samobójstwo. Jest ciągle młoda, piękna,
kochająca i... prawie nieśmiertelna. Dwaj pozostali naukowcy nie mają tego
"szczęścia", otrzymując "dary" wydobyte z najwstydliwszych zakamarków ich
umysłów. Marzenia skrywane nawet przed samym sobą, stają się dla nich
rzeczywistością. Dostają w prezencie ucieleśnioną swoją małość i podłość.
Obserwuj wątek
    • monikate Re: solaris 09.03.06, 17:16
      A wiesz, że o tym samym pomyślałam, kiedy tylko zaczęłam oglądać LOST?!
    • mama_helenki Re: solaris 09.03.06, 21:50
      Jednak w "Solaris" był jakiś mistycyzm (wspaniałe opisy Oceanu) oraz sporo
      refleksji na temat (nie)kompetencji nauki w zakresie poznania. A "Lost" to
      tylko (?) opowieść przygodowa w egzotycznej scenerii. Z mnóstwem zagadek i
      komplikacji, misterną siecią powiązań, sprytnymi aluzjami, ale raczej bez
      głębszego sensu, bez tego "jądra", dla ktorego fabuła byłaby tylko tym, czym
      ciało dla duszy - formą, symbolem. W "Zagubionych" jest chyba wyłącznie fabuła,
      świetna, efektowna, ale nic więcej. Tak mi się niestety wydaje.

      Na początku, jak usłyszałam, że jeden z głównych bohaterów to John Lock,
      myślałam że to nazwisko jest jakąś wskazówką, wytrychem. Jestem już przy 2x14 i
      nie zauważyłam, żeby tak miało być. Nawet refleksyjność Locka jest jakaś taka
      amerykańska, metaforyczna, efektowna i dosyć płytka zarazem.

      Lubię ten serial, ale nie przeceniałabym go. Chciałabym się mylić...
      --
      gg 4790738

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka