senna7 Re: Pojęcia nie mam co zrobić. 30.05.07, 14:44 Przepraszam, enter był szybszy niż ja :)) Słuchajcie, szlag mnie trafia i nie wiem jak rozwiązać sytuację. mianowicie od miesiąca mieszka u mnie brat mojego M. Zaznaczę że mieszkanie jest moje, o czym M coraz częściej mi przypomina z wyrzutem jakby to była moja wina że się chłopina swojego nie dorobił, a nie m,oja zasługa że mamy gdzie mieszkać. Opłaty za mieszkanie ja robię, od miesiąca sama robie zakupy i gotuję dla 3 osób dorosłych i mojego dziecka. M w tym czasie 4 razy zrobił zakupy... :(( Skończyła mi się kasa w tym miesiącu, pensje dostane za pare dni :(( Brat przyjechał na dwa miesiące. Mój M mówił ze zatrzyma się u nas pare dni. Po trzech tygodniach przycisnięty do muru oznajmił ze spedzi z znami całe dwa miechy ::))) Mam 3 pokojowe mieszkanie 45 metrowe... Wkurzam sie poniewarz: - zostałam sama z gotowaniem, praniem, sprzątaniem i zakupami. - nikt mi nie pomaga. - Moj M spi do 11, robi pieprznik bo sie spieszy, wraca z pracy około 21 i odpoczywa - bo zmeczony. Ma pracę która nigdy nie pochłaniała mu tyle czasu co teraz... - to ja zajmuję się jego bratem. - M nie ma czasu dla mnie i dla mojego dziecka od miesiąca. - nie sypiamy ze sobą od miesiąca bo: brat, zmęczenie albo jesteśmy pokłuceni. - jak się upije, jest dla mnie bardzo niemiły. - coraz częściej się upija - wczoraj były moje imieniny - nie złozył mi zyczeń a o 22 wyszedł bez słowa z domu zostawiając mnie ze swoim bratem i swoja mamą ( ja ją zaprosiłam na imieniny). - Jak chciałąm porozmawiać - powiedział że go wkurzaja moje pretensje i chce zakończyć rozmowę. - jak się na niego wkurzę - bez wzgledu na to czy słusznie czy nie - obraża się i karze mnie tygodniowym milczeniem. - nie robi w domu ABSOLUTNIE NIC poza uzywaniem wanny, kibla, naczyń i komputera. Jeśli się wkurzę i dobitnie powiem że ma coś zrobić - np. umyć naczynia lub zabrać pranie z suszarki - olewa i nie robi. Jak się juz w widoczny sposób wkurwie, obrażony umyje tylko swoje naczynia lub złoży tylko swoje ciuchy. - Po ostatniej kłutni, i jego unikach rozmowy powiedziałam ze mam dość i więcej nie poproszę go o rozmowę, tym samym jeśli chce być wporządku wobec siebie, rozmowy zacząć nie mogę. Zbliża mi się okres, jak tak dalej pójdzie, krew się poleje... - Odpowiedz Link Zgłoś
s.dominika Re: Pojęcia nie mam co zrobić. 30.05.07, 14:53 No nieźle Jedyne co mi się nasuwa to: wywal obu na zbity pysk. Postaw ultimatum: albo każdy dokłada się do wszystkiego (kasa) i uczestniczy w życiu domu (sprząta - i to nie tylko po sobie, ale wszędzie tam, gdzie żyją (kibel czy wannę też niech myją)- albo wypad. No nie da się inaczej. Nie daj się dziewczyno. Co ty sprzątaczka jesteś. I jeszcze żywiciel podstawowy rodziny? To jest przegięcie co ten twój M robi. Ja nie wiem czy to twój mąż, czy nie? Jak mąż to trochę gorzej, jak nie - to sprawa otwarta i łatwa. Odpowiedz Link Zgłoś
senna7 Re: Pojęcia nie mam co zrobić. 30.05.07, 15:02 nie mąż. Brat przyjechał z odległych krajów, jest dla mnie bardzo miły i jest gościem stąd nie oczekuję że będzie mi odkurzał mieszkanie czy prał nasze rzeczy, nie chce go stawiać w niezręcznej sytuacji bo mój M nie umie lub nie chce się zorganizować... :((( Wiem ze musze coś zrobić, tylko że ostatnia deklaracją (już nie zaproponuję rozmowy) zamknęłam sobie najprostrzą drogę do rozwiązania problemu. Ponieważ M często karze mnie milczeniem, chodze za nim i prosze o rozmowę kilka razy az mu foch przejdzie. Taki mam charakter, nie umiem nie wyjasniać tego co mnie boli. Tym razem chciałam być dzielna i zrobić coś dla siebie - nie upokarzać się kolejnym żebraniem o uwagę... Odpowiedz Link Zgłoś
malgoska13 Re: Pojęcia nie mam co zrobić. 31.05.07, 07:17 spróbuj pomilczeć, jest przyzwyczajony, że to Ty za nim gonisz i błagasz to teraz nie się sytuacja odwróci. Odpowiedz Link Zgłoś
senna7 Re: Pojęcia nie mam co zrobić. 30.05.07, 14:56 Jeszcze: - jesli go poproszę o zrobienie czegoś dla domu lub dla mnie ii mojego dziecka, odpowiada że oczywiście zaraz się tym zajmie. Po czym zapomina. Kiedy mu o tym przypomnę, obraża się, ale nadal nie robi. Jak już robie mu wyżuty że przecież obiecał, robi mi awanturę że mogłam to zrobić sama, a wogóle to ja miałam nie palić, a palę... :(( Paliłam, palę i będę paliła. Był czas kiedy faktycznie chciałam zucić palenie, ale kórto po wprowadzeniu tego w życie, mój M zrobił wieeeeeeeeeelkie świństwo, obrzydliwe, i cały plan z zuceniem nie wypalił;))) Zresztą M też pali... to raczej taka forma obrony, próba pokazania że ja też nie jestem idealna. Smieszne jest tylko ze słysze to przy każdej okazji... 500 razy nawali i 500 razy mi powie ze to moja wina bo pale, więc nie mam prawa się czepiać. :((( Odpowiedz Link Zgłoś
s.dominika Re: Pojęcia nie mam co zrobić. 30.05.07, 15:23 Przeczytaj sobie sama na spokojnie, co tu nam napisałaś. Moim zdaniem wniosek jest jeden. Daj se z nim siana. Po co ci pasożyt, który niszczy ci zdrowie i rujnuje ci nerwy. Powiedz, że ma się z bratem wyprowadzić i tyle. Zero sentymentów. Jak tego teraz nie zrobisz - to będzie gorzej. Następny krok to cię zacznie bić. Dziewczyno - wystaw mu walizki i tyle. No chyba że go beznadziejnie kochasz - to może być trudniej. Chyba nie wierzysz że on się zmieni?? Odpowiedz Link Zgłoś
senna7 Re: Pojęcia nie mam co zrobić. 30.05.07, 15:32 KOcham go beznadziejnie i nie wierzę że może się zmienić. Chcę wytrzymać jeszcze ten miesiąc do wyjazdu jego brata i powiedzieć żeby się wyprowadził. A do tego czasu mogę nie wytrzymać .... Odpowiedz Link Zgłoś
ciociapolcia Re: Pojęcia nie mam co zrobić. 30.05.07, 15:37 Senna myślisz, że można takiego kochac "mimo wszystko"? Ile lat to ma trwać? Odpowiedz Link Zgłoś
senna7 Re: Pojęcia nie mam co zrobić. 30.05.07, 15:52 Kochać mozna największego drania... mimo wszystko... Nie chcę żeby to trwało dłużej. Zwykle było tak ze potrafiłam zapanować nad naszymi relacjami. Jestem cholernie tolerancyjna i podkładam siebie dla dobra innych. Taki mam charakter. Jak qupia cieszę się że mogę kogoś wyręczyc z trudnego zadania albo komus pomóc... Dopiero teraz widzę że najblizsza mi osoba bezczelnie i z premedytacją to wykorzystuje :((( Często trzeba czasu żeby pozbawić się złudzeń. Mi klapki opadają baaardzo powoli niestety. szukam rozwiązania optymalnego, żeby przetrwać ten miesiąc jaki mi zostaje z klasą, przynajmniej w oczach mojego dziecka. Nie chce tez ranic niewinnego brata M, to z nim nie ma przeciez nic wspolnego. Qrwa, czuje się zaszczuta we własnym domu... i realnie patrząc to moja wina... : ((( sama się ugotowałam. Piekło jest wydrukowane dobrymi intencjami, a ja mam tam prywatna aleję z pomnikiem wystawionym na cześć mojej głupoty :)))))) Odpowiedz Link Zgłoś
sirionna Re: Pojęcia nie mam co zrobić. 30.05.07, 16:25 Ale 'wdepłaś' dziewczyno. Jak mogłaś na to pozwolić? Mam nadzieje, że wytrwasz w swoim postanowieniu i MIMO WSZYSTKO zakończysz ten toksyczny związek. Trzymamy kciuki! Silna bądź! PS Dominika nie ma różnicy czy to mąż czy niemąż. Walizki za drzwi wystawia się tak samo! Tylko mąż troche więcej kosztuje :) Odpowiedz Link Zgłoś
yvona73pol Re: Pojęcia nie mam co zrobić. 30.05.07, 17:02 dokladnie i ament.... wykorzystywanie finansowe, moralno-emocjonalne, co ty z tego masz? nawet seksu nie bardzo... a jak jest, sama sobie odpowiedz... taki zajebisty ze wart reszty? nie sadze.... egoista w zyciu = egoista w lozku, proste rownanie.... czasy sluzacych i dozgonnych malzenstw/zwiazkow sie skonczyly, definitywnie; pokaz mu to; to, ze on nosi spodnie nie czyni go automatycznie zajebistym i niezastapionym Odpowiedz Link Zgłoś
to-wlasnie-ja Re: Pojęcia nie mam co zrobić. 30.05.07, 18:22 Czytam, czytam i nie wierze. Senna- przyznaj sie, Ty musialas zrobic cos baaaaardzo zlego i ten Twoj M. to na pokute, prawda? Odpowiedz Link Zgłoś
senna7 Re: Pojęcia nie mam co zrobić. 30.05.07, 20:36 dziękuję dziewczyny :))) nie wiedziałąm że to wygląda tak zle... nie widziałam tego, potrzebuję spojżenia z zewnątrz :((( jak sie siedzi w gównie po uszy bardzo długo, można go niezauważyć :((( Jestem zdruzgtana - napawdę żyję z gościem który jeździ po moich emocjach jak na łysej kobyle, bez skrupułów :((( Zastanawiam się tylko czy znajdę tyle siły żeby wytrwać w postanowieniu rozstania. ten face potrafi, jak mu się grunt pali pod nogami, sięgnąć gwiazd i przekonać mnie że beze mnie żyć nie potrafi, a ja sę łapię na słodkie słowa :(( Nic w życiu nie zrobiłam złego, to nie kara tylko nieświadomy konsekwencji wybór - dopero teraz widzę że on się niczym nie różni od mojego byłego męża który zadręczał mnie i nasze dziecko, znęcał się nad nami psychicznie. Myślałam że tym razem będzie inaczej, a zafundowałam sobie dokładnie to samo :(( Psychologia ma na ten temat ciekawą teorie podświadomego wyboru partnera opartego na niezdrowych relacjach z rodzicem :((( jestem książkowym przykładem:( Odpowiedz Link Zgłoś
sirionna Re: Pojęcia nie mam co zrobić. 30.05.07, 20:57 Tak myślałam, że to już twoja druga wpadka :)) Bądź silna i nie załamuj się. A jak będziesz miała jakieś chwile słabości to wal do nas jak w dym :) Zawsze się tu znajdzie ktoś, kto podtrzyma cię na duchu i utwierdzi cię w słuszności podjętej decyzji!!! A teraz silna bądź!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
ciociapolcia Re: Pojęcia nie mam co zrobić. 30.05.07, 22:03 Senna, ja chyba jestem w podobnej sytuacji i w sumie nie umiem podjąć żadnych decyzji. Radzić mi jest łatwo, ale kiedy patrze na swje życie... Ech. Odpowiedz Link Zgłoś
senna7 Re: Pojęcia nie mam co zrobić. 30.05.07, 22:59 strsznie mi przykro :((( zdaję sobie sprawe jak musi ci być ciężko... obawiam się że jedynym rozwiązaniem jest rozstanie. Chociaż z drugiej strony, dla jednych zwiazek to trwanie, dla innch rozstania i powroty, jeszcze dla innych gonienie króliczka... jedne jest pewne - permanenty smutek nie jest moim stanem naturalnym, a od miesiąca mój M nie daje powodów do innych uczuć :(( Jeżeli też tak masz, uciekaj szybciuto, bo im dalej w las, tym więcej drzew i trudniej się z nich wyplątać... kiedyś ktoś kto jest moim autorytetem powiedział: gówno to gówno, nie ważne ze jest miękkie, ciepłe i miłe w dotyku - śmierdzi i trzeba się z niego wyplątać :)) Jesli możesz, zmień swój związek. Jeśli nie, nie inwestuj w niego dłużej siebie, bo tylko na tym tracisz.. Mi też jest łatwo radzic, a sama w obliczu własnych poblemów jestem bezradna :)) Odpowiedz Link Zgłoś
to-wlasnie-ja Re: Pojęcia nie mam co zrobić. 30.05.07, 22:13 Senna - potrafisz, naprawde. Spojrz- bedac sama swietnie dajesz sobie rade. A ze poznalas nastepnego egoiste, trudno, widac tego kwiatu pol swiatu. Zostaw trutnia , zeby dac sobie szanse na poznanie kogos naprawde wartosciowego. Nie daj sie zwiesc jego slodkim slowkom, bo jak mu sie bedzie pod tylkiem palilo to wszystko Ci powie. A ile to warte widzisz chocby w dniu swoich urodzin. Nawet na jednego kwiatka go nie bylo stac. Jakby mu naprawde na Tobie zalezalo, to mialabys bukiet , jakis drobiazg, moze nawet uroczysty obiad lub kolacje. W koncu pracuje, prawda ? A potem swiece ,cudowny seks, te sprawy...A on sobie po prostu poszedl w cholere nawet bez zyczen. Czy po to bralas rozwod zeby kolejny po Tobie jezdzil? Zostaw go, pozyj sobie spokojnie z dzieckiem, powoli sie rozejrzyj i jestem pewna, ze niedlugo spotkasz kogos z kim warto budowac wspolna przyszlosc. A jakby co to wal do nas :) Potrzymamy za reke, otrzemy lezki i wirtualnie usciskamy :) Odpowiedz Link Zgłoś
senna7 Re: Pojęcia nie mam co zrobić. 30.05.07, 23:09 słuchaj, najbardziej okrutne jest to że ja prawdopodobnie dostałam bukiet - stoi w pokoju wielki pęk kwiatu. Domyślam się że jest dla mnie. jak wróciłam z pracy miałam odkurzone i umytą podłoge... Myślę jednak że nie zrobił tego dla mnie. Myślę że zobił to dla siebie. Teraz przecież nie mogę powidzieć że mnie zupelnie olał - są kwiaty, posprzątał przecież- jest dobry, nie mam powodu żeby się czepiać, a jeśli jestem nadal niezadowolona, to go niesprawiedliwie krzywdzę... Ja pierdo... to jest manipulacja!!! odwalenie czegoś na odpierdol się... postawił wiecheć kwiatów bez słowa - teoretycznie dla mnie, praktycznie uwazam że nie sa dla mnie. nie czuję żebym je dostała. Umył podłogę i odkurzył, ale mieszka tu, łaski nie robi, to nie jest czynnośc która wymaga poswięcenia, ja to robie praktycznie codziennie i nikt z tego powodu nie pieje z zachwtu... Czy może się mylę i jednak powinnam być wdzięczna? Odpowiedz Link Zgłoś
malgoska13 Re: Pojęcia nie mam co zrobić. 31.05.07, 07:20 żartujesz chyba z tą wdzięcznością, niech taki będzie wdzięczny przez rok bez przerwy...założe się, że przejdzie mu za pare dni ta wdzięczność, po tym co tu piszesz to kawał chama sory... Odpowiedz Link Zgłoś
senna7 Re: Pojęcia nie mam co zrobić. 30.05.07, 22:50 dziękuję :)) kiepsko u mnie z siłą. Należę do tej grupy kobiet które panicznie boją się samotności i dają się kzywdzić dla zludzenia że nie są same. Paradoksalnie cierpią najczęściej z powodu samotności w związku :(( Dlatego łapie się na obietnice bez pokrycia, wybaczam rzeczy niewybaczalne i łudzę się że od dziś będzie inaczej... pewne będę tu częstym gościem, ot takie szczęście w nieszczęściu :))) Odpowiedz Link Zgłoś
yvona73pol Re: Pojęcia nie mam co zrobić. 31.05.07, 02:36 senna, sama widzisz, ze widzisz ;))) ze tak powiem - co sie dzieje, manipulacja i egoizm to najgorsza rzecz... pewnie za te umyta podloge chcialby fanfarow i oklaskow przez miesiac, jejku, jaki jestes misiu dzielny.... bohater normalnie.... a ty, senna, co, lezysz i pachniesz? watpie.... taka podloge umylas setki razy, i nikt nawet tego nie zauwazyl.... wywal dziada i badz glucha na wszelkie lamenta i slodkosci, za kazdym razem przywolaj do siebie obrazy, gdy cie zawiodl, pokazal swoje prawdziwe oblicze i intencje - mowie ci, litosc i mietkosc przechodzi jak reka odjal.... jesli nie dla siebie, zrob to dla tak zwanego dobra dziecka - nie chcesz chyba, zeby powielilo twoje bledy? Odpowiedz Link Zgłoś
askastar Re: Pojęcia nie mam co zrobić. 31.05.07, 06:49 senna powodzenia musze Ci powiedziec,ze takie posty jak Twoje, i rady daja mi wiele do myslenia. mam wielka nadzieje,ze i mnie zmusza do dzialania. Wlasnie, jak to ciezko cos zrobic kurka:-( Odpowiedz Link Zgłoś
senna7 Pierwsze koty za płoty :) 31.05.07, 12:17 Wczoraja powiedziałąm M że skończyły mi się pieniądze i proszę żeby robił zakupy. Powiedział że jak potrzebuję, to mi da. Opowiedziałam że nie potrzebuje, nie chcę pieniędzy, chcę żeby robił zakupy. Qrwa, dwóch chłopów w domu a ja zapierdalam z siatami na czwarte pietro bo się winda notorycznie psuje... Niedoczekanie!!! nie wiem skąd u mnie taka rozkoszna asertywność :))) Strasznie mi z tym dobrze dziś :))) Co prawda powiedziałam to około 17.00, o 21 spytałam czy mam z czego zrobić dziecku śniadanie... To sreberko zaproponował zebym zrobiła mu liste :) A gówno!!! byłam zajęta, listy nie zrobiłam - powiedziałam żebym sprawdził czego nie ma i to kupił. Zacisnął szczęki, ale poszedł :)) Ma coś zrobić a i tak stara sie mnie zaangazować (wykorzystać?) w każdej kwestii - zrobie zakupy ale zrob liste i je potem rozpakuj, odkurze ale wyjmij i umyj i schowaj odkurzacz, zrobie dziecku kolacje ale ty posprzataj po mnie... Jak ja zapierdalam to w całokształcie, bez podziału - ja gotuję, ja zmywam gary. On gotuje, ja zmywam gary i robie zakupy... Ale trochę się zapędziłąm bo ostatni posiłaek przygotował dwa miesiące temu. Ciekawe czy jak wrócę z pracy będę miała z czego zrobić obiad...? Wkurza mnie taka sytuacja - sam nie wpadnie na pomysł ze trzeba coś zrobić. Jak go poproszę, zapomni, muszę ciągle o tym myśleć, przypominać, pilnować, w końcu egzekwować narażając się na niezadowolenie i milczące kary albo zrobić sama. Nie mam żadnej pomocy chyba że aferę wykręce - wtedy jest zrobione połowicznie, za to foch na tydzień... Mi to baaaardzo przeszkadza :((( uważacie że słusznie??? Dopytuję się, bo bardzo się pogubiłam i wkręcona w manipulację emocjami straciłam umiejętność prawidłowej oceny sytuacji... Dla przykładu: chciałam kupić rowery. Powiedziął że nie, ja się nie znam, on to zrobi, znajdzie, wybierze i wtedy kupię. Po dwóch tygodniach i 4 dniach mojego dopytywania co dwa dni o tą kwestię, zasugerowałam że może jednak sama to zrobie, wkurzona dodałam ze skoro przez trzy tygodnie nie moze się tym zając, to niech mi powie, zrobie to sama, nie chcę czekac w nieskończonośc (w końcu jak sie ma pieniądze na kupno roweru to kwetstia góra dwóch dni - jednego sie szuka modelu i telefonicznie sprawdza ceny, drugiego jedzie i kupuje!)to mi M zrobił awanture(!!??!!) ze nie trzy tygodnie tylko dwa i 4 dni :))) I uwaga, zblizam się do morału - nie ważne ze obiecał i nawalił czyt. olał lub co kto chce, ważne że ja sie pomyliłam w kwesti tygodni :))) Czy to nie jest aby zwalanie odpowiedzialności i winy na niewinna ofiarę wiary w niespełnione obietnice?? A na koniec usłyszałam nieśmiertelne - ty też obiecałaś nie palić... ;)))))) Powiedzcie mi - czy ja jestem przewrazliwiona?? Może jednak jestem wredna i zołza?? przez to ciągłe wbijanie mnie w poczucie winy za to ze mam pretensje o nicnierobienie, zgubiłam pewnośc że mam rację i dopadają mnie wątpliwości czy aby nie powinnam przeprosic... chociaż nawet w swoim zagubieniu nie rozumiem za co - nie obraziła, nie krzyczałam, nie biłam, nie zrobiłam świństwa. Jedno co to nie miałam miłego tonu głosu. Dodam tylko że nie robiłysmy z dzieckiem tajemnicy z tego że bardzo chcemy kupic te rowery i nie mozemy sie doczekac... Juz je kupiłam - wybrałam, pojechałam wynegocjowałam cene i mam. M słowem nie skomentował zakupu, za to my jezdzimy od tygodnia :) Ide zajarac :))) Odpowiedz Link Zgłoś