lucy_cu
18.04.07, 10:29
Pojawiają na wszystkich forach. Porównuje się wzrost, wagę, ilość zębów,
umiejętności dzieci itepe.
U nas też. Akurat Magda pyta o wagę dzieci (tu pozdrowienia dla Magdy i
uwaga: absolutnie się ani nie śmieję, ani w ogóle nic do tego nie mam-
wiadomo, zwłaszcza w pierwszej ciąży człowiek się emocjonuje każdym gramem i
w ogóle każdym szczegółem i to jest jak najbardziej ok :-) ).
Zastanawiam się natomiast nad Waszym stosunkiem do takich porównań. Uważacie
je za reprezentatywne w jakiś sposób, przejmujecie się, jeśli Wasze dzieci są
lżejsze/niższe/mniej potrafią od większości? Tudzież cieszycie się bardzo,
jeśli w tych porównaniach wypadają korzystnie?
Bo ja mam tak- w ciąży przy usg lekarz mi oczywiście wagę podaje, ale ja
jakoś zupełnie nawet nie próbuję ustalać, czy dziecko jest duże, czy małe:
pytam tylko nieodmienie, czy wszystko jest ok. Po uzyskaniu odpowiedzi
twierdzącej o wadze niemal natychmiast zapominam.
Moim dzieciom sprawdzam wagę i wzrost co jakiś czas- zerkam nawet na siatki,
żeby sprawdzić, czy trzymają swoje kanały centylowe. I tyle. Tzw. "reszta
świata" mnie nie obchodzi. Emilka od zawsze jest mikruską, Zenon średniakiem,
Witek zawsze był duży- to mnie obchodzi. Gabaryty ich kolegów ze szkoły czy
przedszkola są poza zasięgiem moich zainteresowań.
To samo z umiejętnościami- jedno dziecko jest specem od układania klocków,
drugie od rysowania. Jedno chodzi w dziewiątym miesiącu życia, inne w
osiemnastym. No i ok.
"Dzieciowe" wątki porównawcze na forach omijam szerokim łukiem, bo one moim
zdaniem nic nie wnoszą- zawsze z każdego wynika, że dzieci są różne i
rozwijają się w różnym tempie. Poza tym wątek obejmuje zbyt małą grupę
dzieci, żeby się pokusić o wyciąganie jakiejś wiążącej średniej czy normy.
Jak dla mnie jest to tylko i wyłącznie informacja, że np. pani X ma dziecko
duże, a pani Y dziecko- miniaturkę. ;-)
Popularność porównawczych wątków oraz podsłuchiwane w poczekalniach czy na
placach zabaw rozmowy matek sugerują nieodparcie, że człowiek ma jednak jakąś
potrzebę porównywania. Bo ma chyba, prawda?