yvonne79
23.01.09, 20:02
Ale miałam dzisiaj dzień...
Nastawiłam pranie jak zwykle. Siedzę sobie z dzieckiem w pokoju i słyszę, że
pralka kończy wirowanie. Nagle przeraźliwy trzask. Idziemy do łazienki, a tam
smród, dym, pełno wody na podłodze i do tego pralka się pali... Normalnie mnie
zmroziło! Postawiłam dziecko przed łazienką i pilnowałam, żeby tam nie weszła,
a ja próbowałam ugasić palącą się pralkę. Dobrze, że pomyślałam aby najpierw
odłączyć ją od prądu... Potem chlusnęłam wodą kilka razy, a tu nadal się pali.
Poleciałam do sąsiada zapytać, czy ma gaśnicę, ale go nie było. Na szczęście
udało mi się ugasić ogień wodą. Najpierw musiałam przewrócić pralkę, bo paliło
się z tyłu i nie miałam tam dojścia. Potem wystarczyły 3 kubki wody i po
pożarze. Sąsiadka zabrała na chwilę moje dziecię do siebie, a ja zajęłam się
sprzątaniem i wietrzeniem, bo śmierdzi do tej pory, a to już 8 godzin po
zajściu. No i oczywiście mąż był w delegacji, żeby było ciekawiej ;)