Dodaj do ulubionych

Do podusi :)

09.09.09, 20:45
No więc tak!Zanim rozpocznę opowieść o samej wyprawie na Krym musimy cofnąć
się w czasie.Jest rok 2000n.e.Pracuję jako kierowca i trafia się kurs do
Kijowa,to co tam przeżyłem tak głęboko utkwiło mi w pamięci,że musiałem tam
jeszcze wrócić bo nie było innej rady!Edi musi to wszystko zobaczyć!!!!!
Nadszedł rok 2005 wreszcie wychodzimy na prostą po zakupie własnej chatki i
jej remoncie .Ponieważ naszą pasją jest turystyka postanawiamy zakupić
motocykl, który temu zadaniu sprosta ,a jednocześnie będzie w przystępnej
cenie.Dwa lata,powtarzam dwa lata trwała moja choroba o nazwie Yamaha FJ 1200
.Nie mogłem spać ,a do toalety chodziłem z jedną gazetą i czytałem po raz
tysięczny jeden i ten sam artykuł o wymarzonym motorku..Jest 11 marca 2007
godz. 3.00 ,całą ekipą 4rech chłopa jedziemy pod Poznań w celu nabycia
efjoty..Jesteśmy tak wszyscy podjarani,że jedziemy ok.35km tylko na światłach
pozycyjnych.U gościa wchodzę do garażu i po prostu mnie zamurowało: stała taka
niewinna w kąciku,wysoka blondynka o niebieskich oczach,zgrabna,silna,wszystko
na swoim miejscu i na dodatek pełnoletnia:) i mówi weź mnie teraz!!!! :)
(Nawiasem to tyle z erotyki droga Joanno)Następne dwa miesiące trenuje i
dopasowuję się do sprzęta.Jeżdżę sam wieczorami bo Edi nie chce mieć rąk jak
orangutan:) Ale jest ok.dobrze się rozumiemy z efjocią :D
Obserwuj wątek
    • efjot1200 Re: Wyjeżdzamy 09.09.09, 21:39
      Tak więc wiecie dlaczego Ukraina.Na bajzlu w Katowicach kupuję kufry po czym
      wymieniam olej i obydwie opony.Mniej więcej wszystko gra więc spokojnie można
      planować trasę.Docelowo chcemy dotrzeć na Krym i specjalnie w tym celu kupujemy
      przewodnik turystyczny..Nadchodzi ten dzień czyli ok 1 czerwca 2007 bo dokładnie
      nie pamiętam.Wstajemy w czas rano i wyjeżdżamy o 6.00.Kierunek z Sosnowca
      obieramy na Kraków-Tarnów-Rzeszów-Korczowa.Jest bardzo zimno,4-ry dni wcześniej
      lało ,a my gonimy front atmosferyczny i wcześniej czy później go dogonimy. Do
      granicy nic ciekawego,masa świateł i tirów.Na granicy dają znać osobie emocje
      ,pomny przygód z przed siedmiu lat,ale dostajemy do wypełnienia taliończik i za
      15 minut jesteśmy już po Ukraińskiej stronie:)Pierwsze kilometry spoko,drogi są
      dobre ale to tylko w strefie przygranicznej.Troszeczkę dalej np. taki "śpiący
      policjant" u nich występuje potrójnie i jest taki wysoki ,że Ził-y muszą
      zredukować do jedynki aby go przejechać.Wsie przygraniczne bardzo biedne,asfalt
      z poważnymi ubytkami ale ten klimat ech.....
      Kierujemy się na Lwów mając zamiar go ominąć obwodnicą i właśnie zaczęło lać,lać,lać
    • efjot1200 Re: Lwów-Chmielnicki 10.09.09, 20:43
      Chcemy ominąć Lwów ale nic z tego!Za sprawą zaparowanej szybki mijam zjazd na
      obwodnicę i jedziemy o centrum.Lwów wygląda jak ze starych filmów,drogi z kocich
      łbów,tramwaje i dostojnie sunące Wołgi i Moskwicze.Wszystko spoko tylko te całe
      masy wody płynące koleinami dają nam popalić i psują atmosferę.Przejeżdżające z
      naprzeciwka samochody pokrywają nas żółtą breją:D Trzeba się pytać o drogę bo
      inaczej nie da rady,taki mętlik.Po jakimś czasie wyjeżdżamy z tej aglomeracji
      ale nadrabiamy ze 60km.Kierujemy się na Tarnopol gdzie zaczyna tak lać,że nie da
      się jechać!W tym momencie muszę się przyznać,że nie mamy strojów
      przeciwdeszczowych i pływamy w butach i skórkach.Zatrzymujemy się na przydrożnym
      straganie i popuści.Stragan był z rybami więc śmierdzi jak diabli,ale co robić:)
      Troszeczkę przestaje więc z chlupiącymi butami siadamy na efjocię i w
      drogę.Zaczyna się ściemniać więc zatrzymujemy się w motelu tuż przed miastem
      Chmielnicki. Mamy do dyspozycji pokoik ,lodówkę pełną wódki,prysznic i stróża
      motorka z małym pieskiem.Zrobiliśmy grubo ponad siedem stów!W łazience jest
      elektryczna suszarka więc z nadzieją wieszam skórkę ,że wyschnie do rana ale nic
      z tego:D
    • efjot1200 Re: Przedsmak Krymu 10.09.09, 21:32
      Rano wstajemy nie wyspani,tyle tylko,że nie pada i robi się coraz cieplej:D Z
      przyjemnością tankujemy benzynkę 92 oktan i pozwalamy obsłudze z stacji paliw
      zrobić sobie zdjęcia na efjoci.Kierujemy się na Winnicę podziwiając po drodze
      ogromne plantacje słoneczników sięgające po sam horyzont. Następnie jedziemy
      przez Umań,Perwomajsk,Mikołajew,Cherson,łooooo jakie to hektary !!!!!,a jeszcze
      nie koniec.Całą drogę umilają nam patrole milicji (DAI) polujące z lornetkami na
      delikwentów przekraczających w polach białe linie.Około godz 22.00 meldujemy się
      w Armiańsku.Jest to przesmyk na Półwysep Krymski,gdzie oczywiście nie zabrakło
      posterunku milicji i znaku STOP!Nie radzę się na nim nie zatrzymać (KS na
      miejscu)Robimy nocne foty i wycieńczeni kierujemy się na Krasnopieriekopsk,a
      potem w stronę Półwyspu Tarchankut w nadzieji na szybki nocleg.Ale tam to tylko
      pustkowia i nic więcej,podpierając oczy zapałkami jadę i jadę.Żywej duszy nie
      uświadczysz na takim pustkowiu mijamy tylko wystraszonego faceta w Moskwiczu 410
      z napędem 4x4.Licznik dzienny pokazuje przebieg ponad 900km DOSYĆ!!!!! Nie mogę
      dalej! to zaczyna robić się nie bezpieczne!
      • efjot1200 Re: Dwa dni odboju 10.09.09, 22:49
        Z Krasnopieriekopska do miejscowości Cziernomorskoje jest jakieś 120km.Tam myślę
        dojechać ,ale jestem tak zmachany,że odpuszczam i szukamy noclegu w
        Mieżwodnoje.Nagle robi się jakaś cywilizacja ,sporo młodych ludzi na ulicy po
        mimo późnej pory ok 24.00 .Pytam o nocleg ,ale nic nie rozumieją za to są
        sympatyczni i powiadają,że Kaczyńskie to mutanty he he.Kierujemy się do wsi tam
        za to ciemno i głucho .Przy jednym domku pali się światło więc podjeżdżamy ,
        gospodyni jak nas zobaczyła to uciekła.Po jakimś czasie wyszła zaciekawiona i
        nawiązaliśmy rozmowę.Odstąpiła nam swój pokój wraz ze swoim kotkiem za skromną
        w/g nas opłatą.Dlaczego uciekła?,a potem oddała swój pokój dowiecie się jutro.
        • draka00 Re: Dwa dni odboju 11.09.09, 11:46
          > nic nie rozumieją za to są
          > sympatyczni i powiadają,że Kaczyńskie to mutanty he he.
          :) :) :)
    • efjot1200 Re: Klify 11.09.09, 21:07
      Wstajemy rano,dopiero teraz widać gdzie trafiliśmy,czyli do bardzo spokojnej
      wsi:) Nasza gospodyni jak się okazało Nadjeżda i ma ok. 40 lat.Zadaje nam masę
      pytań jak jest w Polsce? i cała nasza dyskusja to w zasadzie porównywanie
      standardów życia,cen czy pogody.Razem z Nadjeżdą mieszka Oksana która
      przyjechała tu na urlop z Kijowa.Od Oksany dostajemy ksywkę "Artisty
      Małacy".Tego dnia mamy w planie zobaczyć klify czyli Balszoj Atliesz (podobno
      tzn. wielki ogień)Zostawiamy toboły i luzem jedziemy.Trafiamy po drodze na
      dzikie pola namiotowe nad brzegiem morza(to ta cywilizacja widziana w
      nocy).Niektórzy mają pirackie flagi na namiotach .Jedziemy przez stepy ,w koło
      tylko brązowy kolor i specyficzny zapach,którego u nas nie uświadczysz.Z
      tankowaniem nie ma problemu w każdym miasteczku jest rondo (po ichniemu kalco),a
      na nim 4-ry stacje.Naszym celem jest Alienowka,tam kończy się asfalt i resztę
      jedziemy szutrem.Kilka kilometrów ale się udaje:) Stajemy na skraju klifu:D Z
      wysokości 60m patrzymy na morze,zero chmurki i ten wiatr we włosach Edi:D
      Byliśmy sami,daleko od domu niby bezradni i tacy malutcy,ale czuliśmy się jak
      Władcy Świata!
    • efjot1200 Re: Słone jezioro 11.09.09, 22:22
      Wracamy do wsi,po drodze zakupy i tak np. paczka fajek kosztuje 85gr,a pół litra
      3,50zł.W domu czeka na nas poczęstunek,są to 2 kukurydze i talerz
      słonecznika.Jest biednie ale nie odmawiamy.Rozmawiamy do późna w nocy ,a furorę
      w śród miejscowych dzieci robię wierszykiem cyt: ałfawit urze my znajem,urze
      piszem i czytajem i wsie bukwy pa pariadku bez aszibki nazywajem:D Normalnie
      podbiłem ich serca!!!!!:D :D :D Planujemy następny dzień i dostajemy prikaz od
      Oksany zobaczyć słone jezioro.Rano toaleta,może to dziwne ale w domu wody nie
      ma,tylko na podwórku .Trzeba myć zęby na klęczki przy małym kraniku,a np. taki
      prysznic to z beczki na dachu!!!!!:D Zapomniałem napisać ,że obowiązuje tam
      święte prawo:w butach do domu nie wchodzimy.Następnego dnia wypoczywamy więc
      idziemy nad to słone jezioro,a tam o rany! sami murzyni!Chyba coś się nam robi z
      oczami,ale nie to turyści wysmarowani błotem ze słonego jeziora(to była słynna
      atrakcja Oksany)Potem idziemy nad morze bo to tylko przez ulicę i już.Na brzegu
      dużo wodorostów i czarnych kamieni.Generalnie cały Krym jest prorosyjski,a my
      kupiliśmy pomarańczowy namiot czyli znak "pomarańczowej rewolucji"jak się
      okazało.Jak to dobrze,że mamy kwaterę:D Winien Wam jeszcze jestem wyjaśnienie
      dlaczego Nadjeżda uciekła,a potem wróciła .Otóż jest bardzo religijna i po
      chwili namysłu stwierdziła ,że Bóg nas zesłał.
      • ishka Re: Słone jezioro 12.09.09, 14:18
        miałeś nie przerywać w interesujących momentach ;P
    • efjot1200 Re: Krym stepowy 12.09.09, 15:40
      Ten odcinek jest dedykowany dla Ciebie Ishka specjalnie o tak nie typowej porze:)
      Wyruszamy z rana,pożegnanie z Nadjeżdą jest bardzo przykre :( Jak odjeżdżamy
      wykonuje ręką w powietrzu znak krzyża .Mam świeki w oczach Edi pewnie też.Dziś
      za cel obieramy Ałusztę i tam planujemy rozejrzeć się za noclegiem.Droga biegnie
      przez stepy,asfalt dobry w lekko czerwonawym kolorze.Pierwsza po drodze jest
      Eupatoria.Tu mam chrapkę ominąć kolejkę do czerwonych świateł i dobrze,że tego
      nie robię bo czaiła się milicja.Potem Saki i dojeżdżamy do Symferopola.Tu panuje
      spory ruch,a wiecie żeby skręcić gdzieś na drodze czteropasmowej trzeba wiedzieć
      kiedy zmienić pas!Mam stresa:(,wychodzimy jednak na ostatnią prostą do
      Ałuszty.Coś zaczyna mi piszczeć klamka sprzęgła,zatrzymuję się,ściągam
      siedzenie,wyciągam klucze i kopię.To przez te deszcze coś zaczęło się
      zacierać!Wtem słyszymy pisk opony,jakiś bajker bo tak tu mówią na motocyklistów
      zatrzymał się by udzielić pomocy.Znowu gadka skutkiem czego dowiadujemy się o
      zlocie w Sudaku.Smaruję rączkę i jedziemy.Droga za sprawą trolejbusów staje się
      nieciekawa .Zaczynają się Góry Krymskie i znowu posterunek milicji w
      strategicznym miejscu(strach koło takiego jechać)Zjeżdżamy w dół do Ałuszty i
      stwierdzamy,że tu jest za dużo ludzi i jedziemy w bardziej kameralne
      miejsce.Kierujemy się więc do Sudaku:D Za Ałusztą robimy małą przerwę na
      poboczu,schodzimy rozprostować kości ,a tu podjeżdża motorek i gość mówi do nas
      CZEŚĆ WAM!!!!!:D
    • efjot1200 Re: Sudak 12.09.09, 18:10
      Nasz nowy kolega to Walerii,Białorusin z Brześcia.Jedzie na zlot do Sudaku z
      ekipą na sowieckich bokserach ale,że dysponuje Hondą Pan European wypuszcza się
      nieco do przodu i czeka na resztę.Ma dosyć sporą przewagę więc dla zabicia czasu
      jedzie z misją znalezienia dla nas noclegu,będzie naszym przewodnikiem i
      tłumaczem:)Droga z Ałuszty do Sudaku jest superancka pod względem widoczków!ale
      Walerii tak popyla,że nie ma okazji zrobić zdjęć.Wjeżdżamy do Nowego
      Świata,jest tam spory wybór miejsc noclegowych,ceny w dolarach ale dla nas za
      drogo.Mały rekonesans po okolicy i nowy pomysł Waleriego na nocleg.W tym celu
      udajemy się troszeczkę za Sudak na camping Kapsiel.Oooo tam nam się podoba:spoko
      plaża i nocleg w domku za spoko kaskę.Tu Walerii nas zostawia ale wróci za 2
      dni.Idziemy do kuchni coś zjeść,a tu w jadłospisie daniem dnia jest "kasza c
      kostkoj" zamawiam co innego ,a i tak dostaję kostkę:( Wspomnieć należy też o
      toaletach zbiorowych w barakach gdzie w podłodze powycinane są tylko dziury ale
      za to można obserwować co robi sąsiad lub z nim pogadać bez krępacji.Niektórzy
      twardsi załatwiając swoje potrzeby jedli kanapki!:D Niezłe co!prysznic też
      niczego sobie ,kilka boksów bez zasłonek z czymś w rodzaju kanału odpływowego
      biegnącego środkiem.Ostatni stał w wodzie za kostki z mydlinami po czterech
      chłopa!Należy wspomnieć jeszcze o "diskotieka biec cziełowieka" ,czyli muzyka
      grała ale nikt się nie bawił.Nic dziwnego jak grali takiego hita jak Suzana:D
    • efjot1200 Re: Bajker na Dnieprze 12.09.09, 19:26
      Mała errata :niektóre literki "c" należy czytać jako "s" dotyczy się to
      Polsko-Ukraińskich tłumaczeń;)Pełni wrażeń idziemy spać,snujemy plan na dzień
      następny.Rankiem wracamy na drogę do Ałuszty by zrobić na spokojnie
      zdjęcia.Nawet zjeżdżam z asfaltu i jadę po górach które są golutkie jak kolano i
      nawet bez większych kamyczków!Po drodze mijamy nadjeżdżającą z przeciwka grupę
      skuterów i chyba ETZ,kiwamy łapkami i na razie tyle.Wracamy na camping i po
      przyjeździe okazuje się,że mamy nowego sąsiada,który też przyjechał na zlot
      swoim Dnieprem przerobionym na czopera.Rankiem dolewam oleju do efjoci i
      nawiązuję rozmowę z kolegą z Dniepra ,który zaciekawiony pyta się czy mój motor
      "bierjot masło" więc ja,że tak 150gram na 2000km ,na to on "to nie bierjot
      masła".Jego Dniepr ze zrolowanym zamiast siedzenia kocem bierze 1l masła na
      1000km.Zaprasza nas na zlot ,który ma się zacząć o godz.19.00 do rana.Szok my
      mamy całkiem inne plany!Udajemy się do Sudaku zrobić zdjęcia Twierdzy (na której
      z resztą miał odbyć się ten zlot)by skosztować kwasu ukraińskiego prosto z
      cysterny (dobrego na upał)i zatankować.No i w drogę na podbój Krainy Koniaków i
      Krymu Nieznanego:D
      • ishka Re: Bajker na Dnieprze 12.09.09, 19:39
        ehhhhh Krym! Nam się marzy właśnie taka wyprawa...
        Efjot, dawaj, dawaj!
        Dlaczego następne wakacje są dopiero za rok?!?!?!
    • efjot1200 Re: Krym Nieznany 12.09.09, 21:47
      Przepiękne tereny,winnice na wzgórzach,Słoneczna Dolina i znaki podziurawione z
      broni maszynowej lub kierunkowskazy z kartonu malowane kredkami.Bardzo długie
      proste i całkowity brak ludzkości to uroki Krymu Nieznanego.Za Teodozją
      kierujemy się na Lenino i Przylądek Kazantyp (bardzo chcemy zobaczyć Morze
      Azowskie)Przy drodze pola naftowe,ale wystarczy zjechać z drogi jesteśmy w
      dziewiczym raju:D Ziemia co prawda tak spalona od słońca,że porobiły się szpary
      w które można wcisnąć dłoń ale te zatoczki po prostu miodzio:D I jakieś stada
      ptaków chyba kormoranów podpowiada Edi.W drodze powrotnej czas na posiłek więc
      kupujemy u babuszki przy drodze gruszki.Jak się okazuje babuszka była kiedyś w
      Katowicach ale najlepszy motyw jest taki,że miała taki kalkulator jakie będą u
      nas za 8 lat:D Po przyjeździe jesteśmy tak wyczerpani,że nie mamy ochoty na zlot
      w nocy:(Idziemy się kąpać ,a potem szukam dobrej duszy co by miała ładowarkę do
      akumulatorków bo moja padła.Chodzę po campingu i nagle strzelam karpia,te
      skutery ,które widzieliśmy po drodze były na naszym polu i w dodatku były na
      Poznańskich blachach ,a ETZ to była 150-tka,Niestety nie ma żywej duszy i krążę
      tam przez jakiś czas ale na próżno .
    • efjot1200 Re: Nowe znajomości 12.09.09, 22:47
      Rano idę przez pole i ryczę "Polacy są tu jacyś!" Uff jest odzew:)Jak się
      okazuje to skuterowcy widziani wczoraj.Jechali z Poznania na Krym 7 dni z
      przygodami i to przez Mołdawię.Odnoszę wrażenie,że przywódcą stada jest Madzia
      vel Her Flick z Poznania (nawiasem szukam z nią kontaktu)Dzielimy się wrażeniami
      i jest bardzo miło.Madzia opisuje potem nasze spotkanie na łamach czasopisma
      "Skuter" Za ich radą rodzi się plan drogi powrotnej przez Mołdawię.Zalecają
      tylko ominięcie Republiki Naddniestrzańskiej.Przyjeżdża Walerii by się z nami
      pożegnać.Dostaję od niego naklejkę ,którą z dumą przyklejam na efjoci (do wglądu
      przy najbliższej okazji.Opuszczamy nasz camping plany przecież napięte,czeka
      Jałta.Jedziemy sobie i po drodze widzimy na poboczu 6-śc motorków,machamy
      łapkami,potem my stoimy ,a oni machają i tak kilka razy.Wybraliśmy drogę przez
      Jałtę na górę Ai-Petri ,a potem do Bakczysaraju zobaczyć skalne miasto Czufut
      Kale.Po przejechaniu przez centrum Jałty wspinamy się serpentynami na
      wys.1200m.n.p.m stajemy na tarasie widokowym,a tam podjeżdżają mijane przez nas
      motory.Tablice dziwne jakieś!.Okazuje się,że to ekipa Mołdawskich
      bajkerów.Przywódcą całej formacji jest Sierjoga na Goldasie 1800.Normalnie nie
      jesteśmy w stanie uwierzyć ale mamy zaproszenie do Kiszyniowa.No teraz trzeba
      tam jechać to już sprawa honorowa!Dostajemy nr.tel. do Sierjogi i instrukcję,że
      jak będziemy w Kiszyniowie mamy zatrzymać pierwszego lepszego bajkera i on nam
      pomorze zadzwonić.
    • efjot1200 Re: Mały Saszka 13.09.09, 19:18
      Nasze drogi tu się na jakiś czas rozchodzą gdyż Sierjoga z ekipą zanim pojedzie
      do domu ma jeszcze zaliczyć Sewastopol,a my nie.Jedziemy dalej do
      Bakczysaraju,tu zatrzymuję młodego chłopca na skuterze i pytam o drogę.Chłopiec
      ma na imię Saszka i jest bardzo uczynny.Nie potrafiąc wytłumaczyć nam jak mamy
      trafić do Czufut Kale pilotuje nas jak najdalej się da.Przed samym skalnym
      miastem jest zakaz ruchu i płatne parkingi.Ale Saszka widać zna się ze
      strażnikami i po chwili jedziemy pod zakaz,Saszka trąbi na turystów rozganiając
      ich na boki jak gęsi.Trochę czuję się nieswojo z tego powodu.Podjeżdżamy pod
      same kasy,za fatygę daję mu 20 Hrywien.Jest bardzo zadowolony i podczas naszego
      zwiedzania pilnuje nam motorka:)Za dodatkową fatygę dostaje jeszcze breloczek z
      Tyskiego.Dowiadujemy się jeszcze,że jego marzeniem jest Jawa 350.Na koniec
      prosimy Saszkę o o pomoc w znalezieniu hotelu.Saszka myśli! styki mu się palą!
      po chwili ma plan!Zanim jednak zaprowadził nas pod hotel przystanął pod Pałacem
      Hana i powiedział,że tu jeszcze nie mamy zdjęć.Hotel jednak znajduje się w
      nieciekawej dzielnicy więc prosimy Saszkę aby wyprowadził nas z miasta w stronę
      drogi nad morze(mamy zamiar znowu nocować na kwaterach)Saszka znając wszystkie
      zakamarki swojego miasta pilotuje nas do drogi wylotowej.Wpadam na pomysł aby w
      podzięce przewieźć Saszkę na efjoci.Daję mu kask,siadamy i ruszamy.Daję ostro w
      palnik!!!Saszka dzielnie się trzyma krzycząc jak na kolejce górskiej(krzyk z
      przerażenia) Nie spodziewał się takiego przyśpieszenia i przeciążeń :D
      Wracamy,Saszka zsiada(trzeba mu rozpiąć kask bo sam nie daje rady)Po czym
      otumaniony nie jest w stanie powiedzieć ani słowa,a kolana trzęsą mu się jak
      galareta :)Daję Wam słowo,że tego spotkania z Polakami nie zapomni do końca życia:D
      • goha66 Re: Mały Saszka 13.09.09, 22:27
        efjot1200 napisał:

        > Daję Wam słowo,że tego spotkania z Polakami nie zapomni do końca życia:D

        ... dalej proszę :)
    • efjot1200 Re: Dzień w Raju 14.09.09, 19:29
      Tego samego dnia udaje się nam jeszcze dotrzeć nad morze w okolice Mikołajewki
      (Zatoka Kalamicka)Zaczyna się ściemniać ale znowu mamy szczęście:D Mamy
      wspaniałego gospodarza,poczęstunek i prawdziwy prysznic.Panuje tu taka miła
      atmosfera,że zostajemy tu na dwie noce.Kupujemy zapasy piwa Krym i i cały dzień
      pluskamy się w morzu na dodatek w niebanalnej scenerii.Wieczorkiem kolacyjka u
      gospodarza i pogaduchy.Rankiem,punkt 6.00 wyjeżdżamy ,nie ma żartów jeśli chcemy
      dojechać na Mołdawię.Tak więc przemierzamy bezkresne połacie wraz z poznanymi po
      drodze nowymi kompanami.Chłopaki Dnieprzaki byli na zlocie w Sudaku i jadą do
      domu,a mają jakieś 1300km.Jak widać dla chcącego nic trudnego:) Prędkość
      przelotowa to 90km/h całkiem nieźle jak na ruska!Po 300km wspólnej jazdy
      odbijamy w Mikołajewie na Odessę.Za Odessą pozostał kawałeczek do
      granicy.Wreszcie stajemy w kolejce.
    • efjot1200 Re: Strach ma wielkie oczy 14.09.09, 20:40
      Na granicy obieramy taktykę na Greka:) co odnosi sukces,pogranicznicy sami
      noszą nam papierki i pokazują co i jak.Między granicą Ukraińską ,a Mołdawską
      jest kilkukilometrowy pas ziemi niczyjej.W żadnym razie nie wolno się tam
      zatrzymać!!! W kantorze wymieniamy kaskę,nerwy popuściły więc nieśmiało
      zapuszczamy się dalej.Wioski z naszych obserwacji malowane na niebiesko,do tego
      tradycyjne ławeczki przed domkami.Oznakowanie dróg nieco pokręcone więc przed
      każdym kierunkowskazem mała debata.Drogi szerokie ale bez białych linii i
      pobocza.Z tankowaniem nie ma problemu,stacji jest sporo.Ruch minimalny więc
      tniemy podziwiając dość częste pomniki traktorów i ogromne ilości studni i
      kapliczek.Ponieważ czas znaleźć lokum kotwiczymy się niedaleko Kiszyniowa w
      motelu ze studnią oczywiście.Z racji znowu przejechanych siedmiu stówek plany
      dotyczące dnia następnego ustalane są przy piwku w niecodziennej pozycji na
      brzuchu w dodatku na dywanie.Standard pokoju jest ekstra ,a my na podłodze:)
      Jest jednak jeden mały mankamencik ,woda z prysznica śmierdzi jak zgniłe
      jajeczko:D :D :D
    • efjot1200 Re: Motorlife MC 15.09.09, 21:07
      Rankiem nieśpieszno udajemy się do centrum,samochodów sporo ale bajkerów jak na
      lekarstwo.Podjeżdżam więc przed warsztat samochodowy,pokazuję wizytówkę Sierjogi
      i tłumaczę o co chodzi.Gość bez niczego wyciąga tel.i dzwoni następnie pokazuje
      nam dokąd mamy dojechać.W każdym bądź razie mamy jasny
      przekaz:(kalco,kań,muż,coś tam coś tam:D)Po naszemu to będzie :na rondzie będzie
      facet na koniu z czymś w ręce!tam będzie na nas czekał Sierjoga.Stawiamy się na
      miejscu,podjeżdża Goldas.Przywitanie i jedziemy pooglądać miasto.Zrobił się
      korek na rondzie więc Sierjoga nic sobie z tego nie robiąc jedzie pod
      prąd...hm...my też...Po obejrzeniu z grubsza miasta jedziemy do głównej siedziby
      klubu Motorlife MC .Sierjoga jest jego założycielem ,a siedziba to warsztat
      naprawy motocykli.Wystrój wnętrza z epoki wczesnej komuny np. plakaty z
      dyktatorami (dla jaj oczywiście)W warsztacie i przyległych garażach spora ilość
      wszelkiej maści sprzętów ,w tym skutery i kłady.Jest też specjalnie zrobione na
      okazję zlotów łózko szpitalne z silnikiem spalinowym,pościel we flagę
      Amerykańską,bak z nocnika ,silnik od skutera,lusterka,światła,rejestracja no i
      podusia pod głowę:D Mam okazję przejechać się tym łóżkiem naprawdę odlot :D
    • efjot1200 Re Maraton 16.09.09, 20:55
      Wreszcie nadszedł ostatni jak się później okazało dzień naszej tułaczki.Jeszcze
      nie wiem,że przyjdzie mi jechać dzień,noc i dzień z małymi przerwami na
      odpoczynek.Rankiem Sierjoga wykonał kilka tel.do kolegów mieszkających w innych
      miastach Mołdawii.Uprzedza ich ,że w razie problemów mają nam udzielić pomocy!
      Zostajemy wyprowadzeni poza granicę Kiszyniowa i tu znowu ten niemiły moment
      pożegnania .Sierjoga kupuje nam na drogę wodę do picia i wręcza Mołdawskie
      "peelki" pokazując na kufer (tak się zaczęło),a ja odpinam swój breloczek od
      kluczy z efjoci i daję w zamian.Kilka niedźwiadków i jedziemy z myślą,że po
      drodze załapiemy się na jeszcze jeden nocleg.Dystans do przebycia to ok. 1000km
      więc nie jest źle .Podziwiamy sobie uroki Mołdawii która w rejonach przez które
      przejeżdżamy przypominała nasze Bieszczady.Średnia prędkość bardzo spada za
      sprawą żwirku na każdym zakręcie i źle opisanych kierunkowskazów.Generalnie
      kierujemy się na Balti-Edinet-Briceni.Na granicy przymusowy postój za sprawą
      Ukraińskich celników(czytaj biurokracji)
      • draka00 Re: Re Maraton 16.09.09, 21:04
        efjot1200 napisał:

        > Wreszcie nadszedł ostatni jak się później okazało dzień naszej
        >tułaczki.Jeszcze
        > nie wiem,że przyjdzie mi jechać dzień,noc i dzień

        Czy Ty mógłbyś tak jakoś bez budowania napięcia? A jak już
        zbudowałeś, to mógłbys zaspokoić naszą ciekawość od razu tzn.
        dzisiejszego wieczoru?
    • efjot1200 Re: Ostatnia prosta 16.09.09, 21:39
      Draka,o co ta draka już piszę :D
      Po przekroczeniu granicy kierujemy się na Kamieniec Podolski bardzo gorąco
      polecamy to miasteczko i zamek.Wrażenie ogromne!!! Szukamy noclegu ponieważ
      nastaje zmierzch.Niestety nic po drodze ciekawego się nie trafia :( Efjocia ma
      słabe światło więc w nocy to już w ogóle pyrkanie (pyr,pyr,pyr):) Przymusowo
      robię przerwy co 50km i tak do rana.Coraz bardziej słabnę i mam problemy z
      utrzymaniem motoru.Robię przerwę dwu godzinną ale nie śpię.(miały być takie
      fajne wakacje ,a tu męczarnia) :D :( No i niestety noclegu nie było więc co
      począć. Zaczyna świtać ,wracają nieco siły,do granicy nie daleko.Na granicy
      niespodzianka czyli wszędobylskie mrówki.Odbębniamy cztery godziny mimo
      ominięcia kilkukilometrowego korka .Wreszcie ostatnia prosta to tylko 300km,damy
      radę:) W Olkuszu niespodzianka - deszczyk.:D Do domciu docieramy późnym
      popołudniem.Całą wycieczkę nie myłem motoru ,teraz jest okazja zrobić zdjęcia
      błota i much.:D :D :D Padamy jak w/w muchy i śpimy 2 dni hrrr....hrrr...hrrr
      • draka00 Re: Ostatnia prosta 16.09.09, 21:43
        Ufff...
        No to i ja mogę spać spokojnie :)
    • efjot1200 Re: Podsumowanie 16.09.09, 21:58
      Ludzie bardzo mili i serdeczni
      Benzyna tania i ogólnie dostępna
      Drogi niezłe
      Żarcie tanie
      Dużo słońca
      Piękne morza
      Widoki zapierające dech w piersiach
      Mity o Ukrainie obalone
      Ukrainki ech......(Edi mnie za to zabije :D)
      POLECAMY!!!!!!!!!!
      KONIEC



      P.S
      Z Sierjogą utrzymujemy kontakt do tej pory:)
      • goha66 Re: Podsumowanie 17.09.09, 07:57
        efjot1200 napisał:
        > KONIEC


        ... dzię-ku-je-my ! :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka