wojtek56
14.12.09, 11:29
Dałem się wczoraj zaprowadzić do jednej z galerii handlowych, żeby nałykać się
świątecznego nastroju. I wiecie co?! Rzeczywiście było świątecznie! Co
kilkadziesiąt metrów choinki, udekorowane w pastelowe bombki. Rzęsiście
oświetlone korytarze. Ludzi dużo, ale sunących raczej powoli, jakby z
rozmysłem. Miałem wrażenie, że i oni przyszli głównie po to, aby się atmosfery
nałykać.
Bo dotąd nie lubiłem Świąt. Nie lubiłem spędów rodzinnych. Od wielu wielu lat
wręcz takich spotkań unikałem. W te dni uprzytomniałem sobie jeszcze bardziej,
ze właściwie to rodziny w sensie duchowym nie miałem.
I to się zmieniło. Wystarczył rok, a moje pojęcie RODZINY zmieniło się
diametralnie. Można się kochać, poświęcać sobie mnóstwo czasu, spędzać razem
wiele wieczorów. Dzwonić codziennie, dopytując się o wszystko i dzieląc się
ważnymi informacjami i nieistotnymi drobiazgami. Do sióstr i braci, do mamusi,
siostrzenic, wujków, cioć... Zacząłem dostrzegać w tym sens. I kiedy
przedwczoraj siedziałem na kolejnej uroczystości rodzinnej (16 osób!) dotarło
do mnie jak nigdy przedtem, jak ważne jest podtrzymywanie więzi z
najbliższymi. Wtedy mniej straszne są nałogi czy choroby, bardziej cieszą
wszelkie sukcesy. Taki tygiel wielu charakterów, pokoleń, oczekiwań, emocji.
Wiem, pewnie dla Was to oczywistość...
Kochane CUsNSianki! Życzę Wam świątecznie, aby każda z Was czerpała z życia
to, co najsmakowitsze. A jeżeli chwilowo wydaje się Wam, że źródełko szczęścia
jakby przyschło, to nie traćcie czasu na rozpamiętywanie i narzekanie, tylko
nos do góry, wdech i przed siebie marsz! No chyba że tęsknota za starymi
znajomymi przyciśnie, to wpadnijcie tu czasem. Wtedy każdy pretekst dobry...