rzulw
31.01.04, 16:43
Przyszła zrobić ksero. Jak zobaczyłem ile przyniosła gazet, to się załamałem.
No ale cóż... jestem w pracy, to do roboty (zwłaszcza, że szefo jest :P).
Okazało się, że pani ma dokładny spis stron do kserowania i łądnie poukładane
gazetki. Gorzej było ze mna, a na koniec z nami (bo i szef się przyłączył do
"kserowania"). Masakra... (mamy nową kserokopiarkę w sensie 'inną niż do tej
pory') za ciemno, krzywo, podwójne strony do góry nogami..
W końcu pani wzieła sprawy w soje ręce
- Panowie pozwolą - powiedziawszy to, odsuneła nas od maszyny i sama zaczęła
sobie kserować. Szło jej to gładko i szybko jakby robiła to całymi dniami.
- Kiedyś w pracy miałam ksero, to się nauczyłam - usłyszeliśmy.
Usłyszeliśmy również, że pani ma 55 lat i ostatnio sama kserowała w 1995 roku !
Zostaliśmy pouczeni i przeegzaminowani (!) z obsługi ksero, oraz wiedzy na
temat lustrzanego odbicia .
Oczywiście miła pani nie zapłaciła ani grosza za ksero :))))
I kto powiedział, że ludzie po pięćdziesiątce nie nadają się do pracy ????