Dodaj do ulubionych

Sztukmistrz z Lublina.

29.06.04, 08:58
Dziś do Wyborczej dodaja Sztukimstrza z Lublina.
Pamiętam mój pierwszy pobyt w Lublinie, poszedłem w nocy na Stare Miasto. Gdy
błądziłem po zaułkach w okolicach fary wydawało mi się, że przemknął cień
gibkiego Jaszy.
To musiał być on, sztukmistrz z Lublina.
Obserwuj wątek
    • ryza_malpa1 Re: Sztukmistrz z Lublina. 29.06.04, 09:30
      Ha, dobra książka. Jak ktoś nie ma niech korzysta z okazji, bo za 15 zł to
      nawet ja trudno w antykwariacie kupić.
      • slotna Re: Sztukmistrz z Lublina. 01.07.04, 02:45
        A ja widzialam jak w antykwariacie na Wienawskiej ktoś kupił za 10 ;)) I
        musiałam w język ugryźć, bo mało przy tym kimś nie opowiedziałam
        sprzedawczyni 'fatalnej historii tego przekładu'.
        • bubster Re: Sztukmistrz z Lublina. 01.07.04, 09:53
          a może opowiesz na forum?
        • ryza_malpa1 Re: Sztukmistrz z Lublina. 01.07.04, 09:53
          A jaka jest fatalna historia tego przekładu??
          • slotna Re: 01.07.04, 14:36
            Fragment felietonu z ksiązki Roberta Stillera 'Pokaż język':

            'Magik' zaś aż się prosi o skojarzenie literackie.
            Otóż w roku bodajże 1969 w Londynie na Southwark zobaczyłem w skrzynkach
            wystawionych przed małą księgarnią paperback pod nieznanym mi tytułem i
            nieznanego autora: Isaac B. Singer 'The Magician of Lublin'. Zaciekawił mnie
            tytuł i to, co przekartkowałem. Przeczytawszy w Warszawie uznałem, że warto
            przełożyć tę ładną powieść i dałem ją siostrom Woźnickim: bardzo inteligentne i
            pełne humoru Żydówki, bliźniaczki Ludka i Zosia, moja koleżanka z polonistyki,
            zapaliły się i przełożyły to z angielskiego. Początek wędrówki po
            wydawnictwach - Iskry i PIW - okazał się początkiem nieszczęścia: konkurencja
            zęszyła, ze można zrobić na tym interes. Główną rolę w podkładaniu świń i
            wojnach podjazdowych odegrał nic nie znaczący autor Ludwik Górski, który
            narobił rejwachu, że książka musi być tłumaczona z jidysz i on to potrafi
            najlepiej. W rezultacie wykoszono się wzajemnie i 'Sztukmistrz z Lublina'
            istotnie zrobił furorę, ale wydany przez PIW znacznie później w przekładzie
            Krystyny Szerer. Z angielskiego! Okazało się bowiem, że sam autor, w
            następstwie dziwacznych ustaleń prawnych ze swoim agentem, nie pozwala
            tłumaczyć swych dzieł - przy najmniej na niby, pro forma - z oryginału jidysz,
            a tylko z wersji angielskich.
            Później Ludka i Zosia Woźnickie popełniły kolejno samobójstwo, nie mogąc dłużej
            znosić polskiej rzeczywistości, a ich przekład 'Magika z Lublina', pierwszy i
            najlepszy, zamiast zrobić należną karierę, nie doczekał się wydania i poszedł
            na śmietnik.
            Opowiadam tę koszmarną historię, bo nikt jej nie zna. Ale zmierzam do magika,
            choć nie z taroka.
            Trudno bowiem dać większą plamę w niezdarnym przekładzie niż jego pierwsze
            słowo; główne hasło; początek tytułu. Trzeba być głuchym jak pień na urodę
            języka, aby ulokowac w tej funkcji kakofoniczny wyraz sz-sztuk-k!-kmi!-ssttrz-
            rz! złożony z samego zgrzytu, kichnięć i krztuszenia się. A do tego fałszujący
            oryginalne [tu wiadomy alfabet, ale nie wiem jak to włączyć] kunc-macher, co
            znaczy kuglarz, oszust, matacz, naciągacz, szarlatan, taki, co czaruje, zwodzi,
            bałamuci, robi w konia, bajeruje, wpuszcza w maliny. Trzeba być głuchym również
            na styl i znaczenie, aby nie rozumieć, jak trafnie i naturalnie zabrzmiałby tu
            po prostu 'Magik z Lublina', mieszczący w sobie wszystkie te aluzje, dowcipy i
            podteksty.
            • ryza_malpa1 Re: 01.07.04, 14:45
              smutne. I faktycznie lepiej brzmiałoby Magik.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka