Gość: blue82
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
20.03.05, 21:20
Nigdy nie miałem dziewczyny i w zasadzie chciałbym z kimś się związać, ale
jakoś do tej pory nie trafiłem na odpowiednią osobę. Spotykam się z
dziewczynami, są fajne, normalne, ale ja nigdy nie wychodzę poza przyjaźń, bo
nie czuje tego iskrzenia. Myśle, że to nie mam sensu - być z kimś dla zasady,
albo dlatego, że taka jest presja otoczenia (znajowa skwitowała mnie, że
pewnie jestem gejem, bo w wieku 23 lat nigdy nie miałem dziewczyny - a ja po
prostu nigdy nie trafiłem na dziewczynę, o której mogłem powiedzieć, że
pasujemy do siebie i byłoby super być razem). Kieruje pytanie do bardziej
doświadczonych: miłość się rodzi stponiowo, czy jest od pierwszego wejrzenia?
Teraz znowu jestem w dość bliskich kontaktach z koleżanką z pracy. I znowu
staram się przekować sam siebie, że to bez sensu, bo nic do niej nie czuje i
od tak - po prostu dobrze mi się z nią gada. To takie błędne koło: chcę, ale
sam siebie hamuje.