Dodaj do ulubionych

"Co sie stalo z nasza klasa..."

13.06.05, 14:10
Bylam w sobote na spotkaniu klasowym w 15-lecie matury ;-))).
Wiecie, niesamowite jest, jak ludzie sie... nie zmieniaja, a wlasciwie, jak,
niezaleznie od tego, jak bardzo sie zmienia ich zycie, to oni sami - nie.

Kolezanka, wrazliwa, cicha, delikatna, przez cale liceum tepiona przez
germanistke. W polowie Bosniaczka - poszla w koncu na slawistyke, ale nikt
sie nie spodziewal, ze ja skonczy, nie mowiac o czynkolwiek "wiecej". No i -
mieszka od osmiu lat we Frankfurcie, naucza na uniwersytecie Viadrina,
zajmuje sie problematyka imigracji, buszuje po Ukrainach i Bialorusiach ;-
))). Ujawnila sie fantastycznie ta cala jej wrazliwosc i delikatnosc ;-))).

Pare natomiast panien po prostu wyjechalo za chlebem, tj., przepraszam, za
mezem, oczywiscie - do Austrii, do Szwecji, do Niemiec...

Kolega, z tzw. krakowskiej elity towarzyskiej. Od zawsze bezczelny. Adwokat
(tekst do wahajacej sie, czy ma sie napic wina, kolezanki-sedzi, ktora
przyjechala na impreze samochodem: "A ty czym sie przejmujesz? Ze cie zlapia?
No, przeciez po to masz immunitet!").

A co sie stalo z Waszymi klasami?
Obserwuj wątek
    • e_wok Re: "Co sie stalo z nasza klasa..." 13.06.05, 14:22
      z klasa licealna - nie mam pojecia i cale szczescie, bo nie cierpialam tych
      ludzi, szkoly i w ogole.
      Z podstawowkowa to mniej wiecej wiem - jeden kolega jest moim mezem, czesto
      pracuje z innym naszym kolega tzn. ich firmy wspolpracuja, jeszcze inny jest
      chrzestnym naszego syna, kolejny wynalazl mi tego Opla, ktorego mam wlasnie
      odebrac, z dwoma innymi spotykamy sie co rok na takim naszym ulubionym polu
      namiotowym, kolezanki tesciowie mieszkaja pod nami, wiec natykam sie na nia w
      windzie. No wiec wychodzi na to, ze zyje w czyms w rodzaju "Merlose Place" -
      wszyscy sie kisza w jednym sosie.
      • kochanica-francuza A ja nic nie wiem,obu nie cierpię 13.06.05, 14:36
        nie wiem,której bardziej.

        Najwięcej informacji mam o klasie mojego lubego...
        • isma Re: A ja nic nie wiem,obu nie cierpię 13.06.05, 14:38
          A, widzisz, Kochaniczko, mysmy w czasach licealnych byli tzw. niezgrana klasa.
          natomaist, ekhm, im dalej od matury, tym bardziej sentymenty i tesknota za
          utracona mlodoscia zaczyna brac gore ;-))).
        • a000000 tempus fugit aeternitas manet 13.06.05, 14:45
          Nie mam pojęcia co z postawówką czy średnią. Wyjechałam z miasta i kontakt się
          urwał. Natomiast w połowie września robimy sabat za miastem, w holetu, BEZ osób
          towarzyszących - cały mój rok politechniczny. Która to rocznica dyplomu?
          Chochochocho! wolę nie liczyć.
          • mamalgosia Re: tempus fugit aeternitas manet 14.06.05, 09:48
            Własnie fajnie, że bez osób towarzyszących. Tez mieliśmy takie plany, to nam
            jedna kobieta powiedziala (bardzo fajna kiedyś zresztą), że ona przyjdzie
            zmężem, bo "co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela". nawet na jedno
            popo`łudnie?
            • isma Re: tempus fugit aeternitas manet 14.06.05, 10:03
              U nas z polowami bylo tylko pierwsze spotkanie, w pieciolecie. W zwiazku z
              faktem, ze - z wyjatkiem jednej pary, odwiecznej klasowej zreszta - zadna sie
              nie ostala, wprowadizlismy zasade, ze kolegow z klasy sie ma na cale zycie, a
              malzonkow niekoniecznie, zatem przyprowadzac ich nie ma po co.
              • mamalgosia Re: tempus fugit aeternitas manet 14.06.05, 10:54
                Ale obojętne, czy na całe życie czy na rok, uważam, że ta osoba nie ma co robić
                na takim spotkaniu. Przecież my mamy wspólne wspomnienia, a ja się mam nie
                śmiać, tylko objaśniać każdą śmieszną rzecz mężowi: "a, bo wiesz, ten facet z
                wuefu to zawsze..." . Sama też bym nie chciała pójśc na spotkanie klasy mojego męża
                • a000000 Re: tempus fugit aeternitas manet 14.06.05, 11:36
                  Mój mąż akurat zna wielu z moich studiów, chociaż swoje studia kończył w innym
                  mieście. Zastanawiałam się, ale prawie na pewno pojadę sama. W końcu będziemy
                  świętować n-tą rocznicę naszych zmagań z oporem materii naukowej.
    • grzespelc Re: "Co sie stalo z nasza klasa..." 14.06.05, 08:19
      > (tekst do wahajacej sie, czy ma sie napic wina, kolezanki-sedzi, ktora
      > przyjechala na impreze samochodem: "A ty czym sie przejmujesz? Ze cie zlapia?
      > No, przeciez po to masz immunitet!").
      M.in. za to nie cierpię prawników.

      Z moją klasą nigdy się nielubiłem (powód jak najbardziej zgodny z tematem forum
      macierzystego), więc nie utrzymuję żadnych kontaktów, w czym zresztą pomogła
      kilkuletnia przeprowadzka.
      • mamalgosia Re: "Co sie stalo z nasza klasa..." 14.06.05, 09:49
        Nie chciałabym uogólniać, ale tez mam uraz do prawników
      • stephen_s Re: "Co sie stalo z nasza klasa..." 14.06.05, 10:00
        > M.in. za to nie cierpię prawników.

        A ja myślałem, że Ty jesteś prawnikiem..?
        • mamalgosia Re: "Co sie stalo z nasza klasa..." 14.06.05, 10:53
          Kto??? Ja???? Isma, ale ja... - Boże broń!
          • isma Re: "Co sie stalo z nasza klasa..." 14.06.05, 10:59
            Mamalgosiu, Steph chyba mial na mysli Grzesia. Ale ja tez, wlasciwie, nie lubie
            prawnikow ;-))).
            • mamalgosia Re: "Co sie stalo z nasza klasa..." 14.06.05, 13:50
              Powiem tak: nie lubię DWÓCH prawników. A ponieważ to jedyni przedstawiciele tego
              zawodu, z jakimi zetknęłam się na żywo, więc tak sobie jakos w psychice uog`ólniłam
        • grzespelc Re: "Co sie stalo z nasza klasa..." 14.06.05, 10:59
          Niepraktykującym.
    • mamalgosia Re: "Co sie stalo z nasza klasa..." 14.06.05, 09:46
      U mnie sprawa jest o tyle prosta, ze 22 osoby z mojej klasy wyruszyły na studia
      medyczne i - o dziwo - tylez samo je ukończyło. Tak, że lekarzy cała fura.
      W szkole uchodzilismy za klasę zgraną, prężną, wesołą, inteligentna, itp.
      Wyglądało na to, że będziemy musieli się spotykać co tydzień, tak się kochamy.
      I... do dziś nic. Była jedna próba zorganizowania spotkania, ale przyszło 5
      osób. Jakoś nikt nie ma ochoty
    • stephen_s Nie utrzymuję kontaktów... 14.06.05, 10:03
      ... ani z klasą z podstawówki, ani z liceum. Oczywiście poza pojedynczymi
      osobami - z podstawówki ciągle utrzymuję kontakt z jednym kolegą, w liceum
      poznałem kilku przyjaciół... Poza tym, parę osób z obu tych klas skończyło ze
      mną na studiach :)

      Ale tak ogólnie, to nie wiem, co z tymi ludźmi się stało... Czasem tylko
      docierają do mnie informacje o tym, że ktoś się ożenił itd.
      • grzespelc Re: Nie utrzymuję kontaktów... 14.06.05, 11:02
        Ja z podstawówki utrzymuję regularne kontakty z 2 osobami, innych czasem
        spotkam albo u nich usłyszę. Ze studiów z kilkoma sięspotykam, chociaż to
        trudne, bo (mam nadzieję) chwilowo tam nie mieszkam.
        • stephen_s Szczegółowo 15.06.05, 00:21
          Podstawówka - utrzymuję kontakt z jednym kolegą, który (ku mojemu pewnemu
          zdziwieniu :)) został ostatecznie rusycystą... Zdziwieniu - bo jakoś tak
          wcześniej nie zdradzał mi jakiejś wielkiej fascynacji Rosją. Kiedy powiedział
          mi, że tam zdaje, nieźle mnie to zaskoczyło. O reszcie osób czasem słyszę od
          niego rózne doniesienia, baaaardzo rzadko kogoś spotkam na osiedlu, na imprezie
          czy coś takiego... Acha! Z jedną koleżanką z klasy byłem na roku na studiach
          (do liceum też chodizliśmy jednego, choć innych klas). Ale obecnie kontakt nam
          się urwał.

          Liceum - utrzymuję kontakt z 3 kolegami z klasy. Poza tym, z innym kolegą
          byliśmy na jednym roku na studiach (ale jakiejś wielkiej przyjaźni między nami
          nie było). Generalnie, męska część mojej klasy w dużej części wylądowała na
          Politechnice (standardowa uczelnia dla absolwentów Staszica - jako że to
          generalnie matematyczno - fizyczna szkoła, sam nie wiem, co ja tam robiłem ;))

          Studia - strasznie pourywały mi się kontakty, nad czym boleję... Ale z paroma
          najbliższymi osobami staram się kontaktować. Niewielu jakoś specjalnie dobrze
          się nie powodzi, obawiam się...

          Tak poza tym, mam jeszcze kolegę z przedszkola (tego, co się hajtnął
          niedawno :)), ale wieści od niego mam głównie przez rodziców. Za to czasem
          spotykam jego młodszą siostrę, która wyrosła na niezwykle piękną kobietę... i
          chodzi z chłopakiem, który jest kolegą męża młodszej siostry mojego kolegi z
          liceum :) Więc spotkaliśmy się na weselu owej siostry... Warszawa jest jednak
          mała :)
    • elli_nika Re: "Co sie stalo z nasza klasa..." 14.06.05, 12:56
      A ja to swoich przyjaciół ze szkoły średniej uwielbiam! nie widujemy się co
      prawda za często, bo zapracowani jestesmy i rozrzuceni po świecie, ale na
      spotkaniach klasowych turnout 60% minimum regularnie;-) Do tego mamy swoją
      listę dyskusyjną, obowiazkowo zapraszamy się na śluby, urodziny, wieczory
      panieńskie tudziez kawalerskie...
      Ale myslę, ze to duza zasługa szkoły, bo czuję się zwiazana nie tylko z
      współabsolwentami z klasy czy rocznika, ale i z tymi sprzed 30,40 czy 200 lat i
      z tymi, którzy konczyli szkołę po mnie. Głupio to brzmi, ale jesteśmy jedną
      wielką rodziną;-)
      • isma Re: "Co sie stalo z nasza klasa..." 14.06.05, 13:03
        Elli, czy ta szkola byla w Krakowie?
        • elli_nika Re: "Co sie stalo z nasza klasa..." 14.06.05, 13:04
          Ano;-)
          • isma Re: "Co sie stalo z nasza klasa..." 14.06.05, 14:09
            Taaak. To moze zapytam tak: czy wiesz, kto zakladal straz pozarna w Krakowie? I
            kim byl Jan Krok? I co to znaczy "krenglizm"?
            • elli_nika Re: "Co sie stalo z nasza klasa..." 14.06.05, 23:24
              ;-)) To chyba jednak nie ta szkoła;-)) wiem, kto załozył straż pozarną, ale
              uczniowie na groblach rozpoznają się raczej po innych pytaniach;-) Czyzbyś
              chodziła do konkurencji Ismo?
              • isma Re: "Co sie stalo z nasza klasa..." 15.06.05, 10:56
                Nie, ja nie Na Groblach, ja na Swierczewskiego, V Zaklad. W moich czasach Na
                Groblach byly mundurki, co osobe mojego pokroju raczej skutecznie do tego
                uczyliszcza zniechecalo.
                Ale my tez mamy tak, ze sie przyjaznimy z tymi, co 10, 50, 120 lat temu ;-))).
    • herbarium Re: "Co sie stalo z nasza klasa..." 14.06.05, 13:48
      Trochę za wcześnie na podsumowania u mnie;)
      Podstawówka: dalej mieszkam w okolicy, w której mieszkałam, więc mniej więcej
      jestem "w temacie". Co jakiś czas wymieniam z którąś z koleżanek świeżą partię
      plotek.
      Dzieciaczków i małżeństw jak na razie tylko trójka. Nad podziw dużo osób, jak
      na okolicę, środowisko, szkołę, itp. zawzięcie walczy o wykształcenie - będzie
      ponad połowa tych, co studiowali albo studiują.
      Kilka osób w Niemczech za chlebem, większość na bezrobociu albo miewają
      dorywczą pracę. Stałą pracę mają raptem dwie osoby - te, które nie zawracały
      sobie głowy kształceniem. Kilka chce wyjechać.
      Kontakty utrzymujemy - w grupach kilkuosobowych, tak, jak układały się
      szkolne "paczki", a poza tym - jak ktoś kogoś spotka w autobusie.

      Liceum: klasa wprawdzie ogólna, ale z wielkimi ambicjami w
      zakresie "oryginalności" i "artystyczności", natomiast z niewielką chęcią do
      robienia kariery, i to zostało. Aż miło pomyśleć, że nikt nie poszedł na prawo,
      ale za to kilka osób podpiera dwa teatry niezależne, ktoś podtrzymuje
      rachityczny zespół muzyczny, który się zawiązał jeszcze w liceum, no i w
      conajmniej kilku stowarzyszeniach też się da twarze z mojej klasy zobaczyć:)))
      Szkopuł taki, że widujemy się rzadko - i też głównie w tych kilkuosobowych
      grupkach, więc o wielu osobach informacje mocno z drugiej ręki:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka