hedonista.oswiecony
16.01.06, 22:40
przyznam, że to ostatnio mój ulubiony gatunek. Właśnie oddałem "Vanity
Fair"... nie pamiętam polskiego tytułu, a i poprawności oryginalnego nie
jestem pewien. Rzecz dzieje się na początku XIX w. w Anglii, gdzie ładna,
żeby nie rzecz śliczna, córka operowej śpiewczki i malarza po wychowaniu się
w sierocińcu próbuje wejść do wyższych sfer. W opisie filmu powiedziane było,
że bohaterka nieźle kręciła więc nastawienie do postaci miałem takie sobie.
Ale oglądając film chyba bardziej ją rozumiem niż potępiam. Obraz zachowania
tamtych ludzi był gorzej niż zły. Najważniejsza dla nich była hierarchia,
tytuły, kasa i mówili sobie wprost w oczy najbardziej przykre rzeczy... po
prostu koszmar. Pamiętać też należy, że środka jaki teraz się w świecie
cywilizowanym praktycznie nie było, albo się było arystokratą i wtedy żyło
się ok, albo było się nikim, a co za tym idzie warunki życia były takie
sobie. Cieszyć się, że żyjemy w lepszym ze światów i współczuć przodkom...
Lubię też takie kino.
Inne moje ulubione z tego sortu to: "Mała Chinka", "Bliżej"...
Jaki refleksyjny film polecicie?
ukłony
HO:)