Dodaj do ulubionych

Komunikacja w necie - przeszkody

25.02.06, 21:00
Jedną z podstawowych umiejętności współczesnego człowieka jest umiejętność
komunikowania się. To, co jeszcze nie tak dawno wydawało sie umiejętnościa
naturalną, w ciągu ostatnich dziesięcioleci stało sie przedmiotem prac
naukowych, kursów, szkoleń. Niemal każdy wie, co to jest komunikacja
niewerbalna, parafrazowanie, feedback, analiza transakcyjna w komunikacji,
asertywność, negacjacje, uczciwa kłótnia, sztuka wywierania wpływu itp.
Skuteczne komunikowanie się składa się z przekazu werbalnego i niewerbalnego
i wymaga obecności "żywych" osób.
Internet sprawił, że coraz częściej komunikujemy się ze sobą jedynie
werbalnie, często sie w ogóle nie znając. Bywalcy internetu wymyślili także
swoista nowomowę niezrozumiałą często przez innych.
Taki sposób porozumiewania rodzi mnóstwo nieporozumień, niedomowień, ale w
większości przypadków kontakty internetowe są powierzchowne, krótkie, nie
prowadzące do większej zażyłości.
Jednak nie zawsze. Czasami tak jak na TWA powierzchowne kontakty przeradzają
się w miarę stałe. Zaczynamy kojarzyć swoje byty wirtualne, nadawać im
określone cechy charakteru (li i jedynie na podstawie tego, co piszemy).
Powstaje rodzaj zażyłości.
Ale nie zawsze potrafimy się skutecznie porozumieć w necie. Rodzą sie nie
tylko niedopowiedzenia, nieporozumienia, ale nawet konflikty, nie mające nic
wspólnego ze sporami merytorycznymi. Dwa ostatnie dni na TWA dowiodły tego w
sposób absolutny.:)
Co nam utrudnia porozumiewanie sie w sieci?

Głównymi przeszkodami w porozumiewaniu sie w ogóle są:
- wieloznaczność symboli komunikacyjnych,
- wielość znaczeń komunikatu u nadawcy i odbiorcy,
- brak określonej wiedzy i doświadczeń,
- stereotypy i uprzedzenia,
- subiektywizm,
- niedoskonałość procesów poznawczych.

Czy w internecie jest tak samo, czy może jednak inaczej?
Co jeszcze można by dodac do tej listy?
Obserwuj wątek
    • ben-oni Re: Komunikacja w necie - przeszkody 26.02.06, 00:34
      Pod stereotypy, uprzedzenia czy brak wiedzy można (ale czy napewno?) podciągnąć
      wszelkie bariery wynikające z różnych doświadczeń kulturowych i obyczajowych. W
      sumie na takim forum kontaktują się ludzie, którzy w "życiu realnym" mieliby
      niewielkie możliwości zetknięcia się. Wiek (kto zwraca na to uwagę?),
      wykształcenie, płeć, pochodzenie czy region. Wszystko to zostaje pozornie
      pozbawione znaczenia. Ale nie można wykluczyć, że wystepują nieporozumienia
      właśnie dlatego, ze ktoś jest 55-letnim Kaszubem, rolnikiem z wyższym
      wykształceniem i "konwersuje" z 23-letnią studentką teologii z Opola. Inne
      rozumienie słów, inny sposób rozwiązywania problemów. Nigdy nie mieliby okazji
      się spotkać. Dlatego sie nie rozumieją bo sa sobie zbyt odlegli.
    • ydorius Re: Komunikacja w necie - przeszkody 26.02.06, 00:41

      Nie wiem, co jest takiego w Internecie, co wyróżnia go spośród innych sposobów
      kontaktu, zapewne po części jego egalitarność, ale i ta jest sybko zawężana,
      podobnie jak to bywa w realnym świecie.
      Dla mnie problemy są głównie natury fizycznej: lubię patrzeć, jak ludzie mówią,
      co robią, jak się zachowują, co więcej, rozmowa na żywo jest przecież
      przesiąknięta zmysłami: ludzie pachną (albo nie ;-), czasem potrzebują się w
      trakcie rozmowy dotknąć albo przyjrzeć się sobie uważniej. No i, last but not
      least, w rozmowie na żywo zdarzają się przerwy. Milczenie - oto czego nie ma w
      sieci. A ono odgrywa przecież doniosłą rolę w procesie komunikacji.

      Wyobraź sobie, że zadajesz to pytanie na spotkaniu w rzeczywistym świecie (około
      21 wieczorem), a ja odpowiadam Ci dopiero po trzech i pół godzinie namysłu.
      Fajne, prawda? A tak przeczyta to ktoś ciurkiem i wymowa jest już zupełnie inna. :-)
      Poza tym rozmowa czasem toczy się na poziomie wymiany ciosów, czasem zaognia
      tak, ze naprawdę trudno jest złapać poprzednią myśl, bo już się leci do
      następnej, co sprawia, że dyskusja staje się otwarta: mnóstwo nieprzemyślanych
      furtek, do których można powrócić; rozmowy w sieci są bardziej hermetyczne,
      ludzie piszą, zastanawiają się, znów piszą, poprawiają, dopieszczają i puszczają
      potem, jak ja teraz, swoje opancerzone myśli, złośliwie upodabniając je do
      czołgów pełnych słów :-)

      m,
      .y.

      ----------------------------------
      What is home without Pinezka's Potted Meat?
      Incomplete.
      wypielęgnowany harmider w duszy
    • wqrwiony Re: Komunikacja w necie - przeszkody 26.02.06, 02:22
      Mama_Założycielka_i_marcela bardzo precyzyjnie i rzeczowo temat ujęła i chyba na
      tyle wyczerpująco, że trudno coś dodać od siebie, ewentualnie jeśli już to może
      tylko tyle, że to co powyżej nie dotyczy pozostałych 90 % przypadków w których
      nieporozumienia wynikają z przesłanek ambicjonalnych.

      abstra***ąc od powyższego
      bywa, że powstrzymuję się przed uporczywym dążeniem do wyjaśnienia nieporozumień
      jeśli osiągają one taki punkt z którego widać, wszystkie możliwe rozwiązania.
      Wszyskie równie złe, przynoszące jeszcze wiecej szkody i żadnego pożytku.
      Bywają też takie sytuacje, że potencjalny pożytek obarczony jest zbyt dużym
      ryzykiem, że się delikwentowi, zamiast języka, łeb odstrzeli.
    • broch Re: Komunikacja w necie - przeszkody - huh? 26.02.06, 03:38
      masz 50% szans na zrozumienie czyjegos maila. To dane statystyczne uzyskane
      przez duza firme angielska ktora prowadzila badania na tysiacach internautow
      przez rok o ile sie nie myle..

      Problem komunikacji w internecie jak widac byl bardzo dokladnie badany i nie
      sadze abys dokonala epokowego odkrycia. Oczywiscie wstrzasnieta ostatnimi
      wydarzeniami mozesz rozwarzac "przyczyny" (...). Niemniej problem, tak jak Ty go
      stawiasz zostaje z jednej strony zabity, bo od razu udzielasz odpowiedzi, z
      drugiej strony sztucznie reaktywowany, poniewaz pytasz sie czy te same czynniki
      decyduja o problemach komunikacji w internecie. Co gorsza proba reaktywacji jest
      nieudana z przyczyn dosc oczywistych (patrz, dobrze znana i opisana pierwsza
      czesc "problemu")

      Takie cos:
      " Taki sposób porozumiewania rodzi mnóstwo nieporozumień, niedomowień, ale w
      > większości przypadków kontakty internetowe są powierzchowne, krótkie, nie
      > prowadzące do większej zażyłości.
      > Jednak nie zawsze. Czasami tak jak na TWA powierzchowne kontakty przeradzają
      > się w miarę stałe. Zaczynamy kojarzyć swoje byty wirtualne, nadawać im
      > określone cechy charakteru (li i jedynie na podstawie tego, co piszemy).
      > Powstaje rodzaj zażyłości."

      skladajace sie z dwoch sprzecznych obserwacji/wnioskow wlasciwie uniemoziwia
      dyskusje: zgodzic sie nie da (dwa sprzeczne zjawiska), a jesli kontestowac to co
      jesli rozwiazanie jest znane?.

      :)))
      Bo wlasciwie, znajomosci internetowe sa powierzchowne czy jednak (po glebszym
      zastanowieniu?) nie sa, tzn sa jednak bardziej zazyle? Stawiasz problem naukowy?
      Jesli tak to sprzecane zalozenia dyskwalifikuja problem jako "naukowy" czy jest
      to obserwacja natury filozoficznej (tez chyba nie)? A moze po prostu obserwacja?
      W tej sytuacji jednak co Ty obserwujesz?

      Czy TWA jest unikalne czy nie? Tzn czy mimo powierzchownosci internetu TWA jest
      cudem (i tu wstydliwie sie rumienimy), czy tez nie (jest cudem)? Statystycznie
      na cud szansy nie ma. Naturalnie, jesli trzy osoby spotkaja sie poza internetem,
      to spotkania poza-internetowe moga prowadzic do blizszego poznania. Znajomosci
      stricte internetowe sa po prostu znajomosciami internetowymi = powierzchownymi


      Ciagle wraca temat tzw "klotni" w watku o roli TWA (absurdalnie rozwinietej to
      pytanie o szanse komunikacje w internecie).
      Zobacz: ktos powiedzial ze nie lubi lodow, co zostalo natychmiast bardzo glupio
      zinterpretowane w ten sposob iz pierwsza osoba lodow zakazuje (miala pecha bo z
      zarzadem zwiazana co jest rozumiane ze w zarzadzie siedzi, co doprowadzilo do
      lawiny dziwnychh oskarzen, z reszta gdyby w zarzadzie nie siedziala to i tak
      skonczyloby sie podobnie). Wyzej dupy nie podskoczysz. I tyle. Skonczylo sie
      nawet na gleboko egzystencjalnym pytaniu czyje jest TWA i tlumaczeniu dlaczego
      tak jest. Toz to absurd (bo odpowiedz jest oczywista).

      Dla wielu internet do drugi dom, ilosc godzin spedzonych w sieci sprawia ze
      traca dystans i poczucie rzeczywistosci. Mimo sprzeciwow staja sie bohaterami
      powiesci Wisniewskiego ktara tak gardza. Czyli Oprah Winfrey na calego. Internet
      staje sie sprawa osobista, co w gruncie rzeczy jest dosc zalosne.
      W tym wypadku, najbezpieczniej byloby wyjac CPU z podstawki o rozbic mlotkiem.

      W takim razie co sie dzieje z TWA? Ano nic, po prostu ewoluuje, co niekoniecznie
      oznacza rozwoj. Staje sie coraz bardziej sarenkowe z aksamitnymi wilgotnymi
      oczami. Czy to dobrze, czy to zle? Mozna tylko wzruszyc ramionami. Po prostu
      inaczej. W efekcie czesc osob zostaje, czesc odchodzi pojawiaja sie nowi
      uczestnicy. Samo zycie i nihil novi sub sole.
      • diffie Re: Komunikacja w necie - przeszkody - huh? 26.02.06, 04:00
        Po pierwsze, Brochu, bądź uprzejmy nie informować MM, iż ma 50 % szansy na
        "zrozumienie czyjegoś maila". Dość to nienaukowe i niegrzeczne. Powoływanie się
        dalsze na wyniki tych angielskich badań jest durne. Jeśli bowiem stawiasz tezę,
        że "Problem komunikacji w internecie jak widac byl bardzo dokladnie badany i nie
        sadze abys dokonala epokowego odkrycia", to gadasz farmazony. Uprzejmie
        wyjaśniam dlaczego: Internet codziennie rośnie. W Internecie codziennie spotkasz
        nowe formy komunikacji. Zauważasz może ?
        • broch Re: Komunikacja w necie - przeszkody - huh? 26.02.06, 05:35
          "Dość to nienaukowe i niegrzeczne."
          mistrzu, albos w tych 50% co to ja nie rozumioem (bo to zart) albos w tych
          drugich 50% bo Ty nie rozumiesz ze badania nic z marcela wspolnego nie maja.
          Tego zas dowodzi Twoj post.
          • diffie Re: Komunikacja w necie - przeszkody - huh? 26.02.06, 17:17
            Brochu, w odpowiedzi na post MM piszesz: "masz 50% szans na zrozumienie czyjegoś
            maila". Napisane ? Napisane. Do kogo skierowane ? Do MM. Zwróć uwagę, gdybyś to
            samo powiedział w telewizji, w radiu (bo tam się mówi do wszystkich, lecz do
            nikogo z osobna), nikt by się nie obruszył. Na przykład ja nie dostrzegłbym
            okazji do przekomarzanek z Tobą. Oczywiście mój zarzut, iż cytowana wyżej uwaga
            odnosi się do MM, był absurdalny. Przy okazji lektury Twego postu zauważyłem
            jednak, iż niekiedy medium decyduje o tym, jak przekaz może być odczytany. Co
            już pewnie osoby zajmujące się komunikacją wiedzą od lat i w szkole tego uczą.
            A za dobre słowo (owo już sławne "mistrzu"), dziękuje, mój ty forumowy wujku
            kogutku.
        • broch Re: Komunikacja w necie - przeszkody - huh? 26.02.06, 05:48
          aby wyjasnic maly przyklad (dla nie rozumiejacych):
          "Ale masz leb!"
          Masz 50% szans na poprawna interpretacje (i zrozumienie):
          albo podziw zes bystrzak, albo kpina zes palant. Wybieraj.
      • wqrwiony Re: Komunikacja w necie - przeszkody - huh? 26.02.06, 04:27

        mamamarcela napisała Takie cos:
        " Taki sposób porozumiewania rodzi mnóstwo nieporozumień, niedomowień, ale w
        > większości przypadków kontakty internetowe są powierzchowne, krótkie, nie
        > prowadzące do większej zażyłości.
        > Jednak nie zawsze. Czasami tak jak na TWA powierzchowne kontakty przeradzają
        > się w miarę stałe. Zaczynamy kojarzyć swoje byty wirtualne, nadawać im
        > określone cechy charakteru (li i jedynie na podstawie tego, co piszemy).
        > Powstaje rodzaj zażyłości."

        komentarz
        skladajace sie z dwoch sprzecznych obserwacji/wnioskow wlasciwie uniemoziwia
        dyskusje: zgodzic sie nie da (dwa sprzeczne zjawiska), a jesli kontestowac to c
        o jesli rozwiazanie jest znane?.
        :)))
        Bo wlasciwie, znajomosci internetowe sa powierzchowne czy jednak (po glebszym
        zastanowieniu?) nie sa, tzn sa jednak bardziej zazyle? Stawiasz problem naukowy?
        Jesli tak to sprzecane zalozenia dyskwalifikuja problem jako "naukowy" czy jest
        to obserwacja natury filozoficznej (tez chyba nie)? A moze po prostu obserwacja?

        W tej sytuacji jednak co Ty obserwujesz?"


        w tej sytuacji jednak co Ty komentujesz?
        • broch Re: Komunikacja w necie - przeszkody - huh? 26.02.06, 05:36
          nie komentuje, dopytuje sie o co chodzi, bo o komentarz trudno.
          • wqrwiony Re: Komunikacja w necie - przeszkody - huh? 26.02.06, 10:39
            broch napisał:

            "nie komentuje, dopytuje sie o co chodzi,
            bo o komentarz trudno."


            sensowny dodajmy. Dlatego pytałem, nie bardzo wiedząc czy to jest tak jak
            tłumaczysz czy twój komentarz był wyrazem blyskotliwiej przewrotności.
            Mimo, że znam twoje poczucie humoru, mialem wątpliwośći.
      • mamarcela Wielki Zły Broch w internecie? 26.02.06, 09:38
        Najpierw lukier (cytrynowy, żeby nie było, że za różowy) –
        Brochu drogi (mistrzu)!
        Zacznę tak – Masz 50% szans na zrozumienie mojego postu.
        „Masz 50% szans na poprawna interpretacje (i zrozumienie):
        albo podziw żeś bystrzak, albo kpina żeś palant. Wybieraj”.

        UWAGA: najpierw parę uwag o funkcjonowaniu Brocha w internecie ( które to uwagi
        są uwagami o funkcjonowaniu w internecie w ogóle. )
        Jedną z podstawowych przeszkód w komunikacji jest brak umiejętności aktywnego
        słuchania (to jest truizm więc nie będę go komentować. Dodam tylko, że ja jako
        niepoprawna gaduła mam z tym w realu w rozmowach towarzyskich kłopoty).
        Aktywne „słuchanie” w sieci wydaje się być o tyle łatwiejsze, że wypowiedzi są
        bardziej ‘dopieszczone”, a my możemy rozebrać każdą wypowiedź na części
        pierwsze. Czasami wydaje mi się, że Ty nie do końca ‘”słuchasz aktywnie”
        właśnie w necie. Tym razem po prostu nie przygotowałeś się do lekcji i błędnie
        założyłeś, że mnie tzw. „kłótnia w TWA” zabolała, zbulwersowała , czy co tam
        jeszcze mi zrobiła. Gdybyś zadał sobie trud przeczytania, co ja o tym myślę ( a
        dużo się na ten temat nie wypowiadałam) to by może zrozumiał (znowu 50%
        szans), jaki jest mój do tej całej afery stosunek. J Bowiem mnie (wbrew
        wszelkim MOŻE pozorom) ewolucja TWA zupełnie nie przeraża, a dzieje się tak z
        dwóch powodów: po pierwsze tendencje do samozachwytu forum na swoim punkcie i
        mylenie bytów wirtualnych z realnymi mocno mnie drażniły (czemu dawałam wyraz),
        a po drugie i najważniejsze, jak mi się nie będzie podobać to zawsze mogę wyjść
        i zamknąć drzwi. (co jak wiadomo w realu nie zawsze jest takie proste)

        Wielki Zły Broch bardzo lubi nahuczeć, natupać, nacytować wykazując ( często
        pozorną !) sprzeczność , absurdalność, głupotę czyichś argumentów. Mam
        wrażenie, iż nie zawsze o dyskusje tu chodzi – wydaje mi się, że czerpiesz z
        tego dużo radości, która zresztą IMO nie ma wiele wspólnego ze złośliwością.
        Dla Ciebie jest to raczej zabawa i tu nie rozgryzłam do końca, czy bawisz się
        sofistyką, czy próbujesz moc „natupania”, czy może jeszcze coś innego. J

        Do Twoich argumentów odnośnie mojego postu ustosunkuję się później, ale wiesz
        mi, że nie omieszkam, bo ja się wcale Wielkiego Złego Brocha nie boję. Nic a
        nic.

        A na koniec, żeby Ci wykazać gdzie mam te całe twacze kłótnie , napiszę tak –
        chociaż strasznie się w tym swoim czołgu (jak to ładnie ujął Ydorius) WZB
        obwarowujesz, otorbiasz i „obtupujesz” to ja mamarcela bardzo Twój byt
        wirtualny nie tylko cenię, ale po prostu lubię.
        A co nie wolno mi! J
        • mamarcela a teraz ad meritum 26.02.06, 13:23
          Ajajajaj stosujesz tak zwane czepialstwo, wykazując w interpretacji mojego
          postu dokładnie owe już legendarne 50%. Bo chyba właśnie niewiele zrozumiałeś.
          Postaram Ci się odpowiedzieć po akapicie Twojego postu
          1.nie mam zamiaru dokonywać żadnego odkrycia. Takie ujmowanie zagadnienia jest
          okazywaniem mi lekceważenia i chyba ma służyć temu, abym jako ta sarenka o
          aksamitnym oczku poszła płakać do kąta. Ale ja niestety nie jestem sarenką i
          się żadnych wielkich i złych nie boję i jeśli rzadko wdaje się w konfrontacje
          to li i jedynie z czystego lenistwa i stosunku do internetu jako miejsca
          zabawy, a nie walki. Wydarzenia w TWA brońcie Bogi mną nie wstrząsnęły, jak
          to byłeś uprzejmy napisać. Interesuje mnie ten problem w odczuciu jednostkowym
          (jak to widzą poszczególni uczestnicy dyskusji). Twój zarzut o nieudolności
          reaktywowania dyskusji jest o tyle nieprawdziwy, bo sam odpowiedziałeś na mój
          post długim wywodem.
          2.cytujesz moją wypowiedź (jako wewnętrznie sprzeczną ofkors) o stosunkach w
          sieci i ich opozycji powierzchowne/zażyłe. Czy Ty naprawdę nie widzisz różnicy
          pomiędzy pojedynczym komentarzem na forum tematycznym (często pod jednorazowym
          nickiem) a tym, co chcąc nie chcąc połączyło stałych bywalców TWA? Sory, ale
          to, że Ty tego nie widzisz (IMO starasz się nie dopuścić do świadomości) to nie
          znaczy, że tego nie ma.
          3.Nie stawiam tej kwestii – jako problemu naukowego, czy filozoficznego .
          Pytam o opinię ludzi (byty wirtualne) tu zgromadzonych. Użyłam umyślnie języka
          sformalizowanego („naukawego”), coby umożliwić najrozmaitsze odpowiedzi – mniej
          lub bardziej osobiste. A także, aby odciąć się od rozważania problemu li i
          jedynie jako kontynuacji sprawy „kłótni w TWA”. Ale Ty jak widać „wstrząśnięty”
          (a nie zmieszany) tęże kłótnią wciąż do niej wracasz.
          4.TWA nie jest cudem. Podejrzewam, że w necie nie jest niczym odosobnionym –
          istnieje wiele miejsc bardzo podobnych. Mrowie ich a mrowie (chmielewska). Ale
          jest również unikatowe i jedyne w swoim rodzaju tak jak każda grupa ludzi, bo
          stanowi zbiorowisko unikatowych indywidualności (nawet jeśli wirtualnych).
          5.teraz następuje Twoja opinia dotycząca słynnej kłótni, do której ja niby
          wracam, ale do tego ustosunkowałam się w moim poprzednim poście więc nie będę
          się powtarzać. Tak jak i do ewolucji TWA. :-)
          6.Odniosę się tylko do Twoich opinii otóż krzycząc na Braina, że sam ma
          upodobanie do „słodkich” wątków zapomniałeś przypomnieć (sobie, bo inni
          pamiętają), że sam w wątkach „poradniczych” często zabierasz głos i rad
          udzielasz. Czego ja Ci oczywiście nie mam za złe, a raczej wprost przeciwnie,
          ale skoro konsekwencja to konsekwencja. :-)))
          7.i widzisz, jak niestarannie „słuchasz” w necie. Gdybyś lepiej wirtualne ucho
          przyłożył to byś wiedział, że dziwnym zbiegiem okoliczności teraz ja tu rządzę
          (żartowałam, żartowałam, żartowałam!).
          8.Teraz powinnam powtórzyć to wszystko, co w końcówce poprzedniego postu, że
          się nie boję, że ile byś nie nahuczał to i tak stosunku do Ciebie, ani swojej
          inteligencji (choć próbujesz ją zakwestionować) nie zmienię. I jeszcze jedno na
          komunikacji, w tym internetowej znam się, wyobraź sobie mistrzu, dość dobrze.
          Obryta jestem teoretycznie jak mało kto. Mam nadzieje, że Twoje huczenie i
          sprowadzenie problemu do kwestii li i jedynie „kłótni” (ja tam się z nikim nie
          kłóciłam) nie zamknie wirtualnych ust innych twaczy.

          Pozdrawiam i proponuję, żebyśmy dalszą między sobą dyskusje na ten temat
          toczyli o komunikacji, a nie o tym, co kto powiedział i jakie to głupie i
          niekonsekwentne.
          mamarcela zakatarzona jak jasny gwint
          • broch Re: a teraz ad meritum 26.02.06, 16:10
            niepotrzebnie sie sadzisz. Twoje 'naukawe' niestety tlumacznie brzmia jak z
            kabaretu radiowego panow Waligorskiego i Kaczmarka o potopie. Wyruszylas z cala
            potencyja, tylko nie wiadomo gdzie.

            Ja sobie zakpilem z 'naukawosci' (moze dlugo, ale powstrzymac sie nie moglem)
            oraz pytan z natychmiasowymi odpowiedziami.

            braineatera nie bron, da sobie rade (sarenki Mu potrzebne nie sa), niemniej
            czytajac moj post znalazlas sie w 50% ktora zle zinterpretowala tresc
            zwiekszajac tym samym statystyczna waznosc angielskich badan. Nalezaloby rowniez
            dodac cegielke o teorii strachowo/tupaniowej. Anglicy na pewno sie uciesza.

            meritu(uhu hu)m to za wiele nie ma w Twojej teorii komunikacji. Bez watpienia
            jednak mimo braku tego tam, dyskutowac mozna.

            bye
            • mamarcela Re: a teraz ad meritum 26.02.06, 17:10
              A widzisz to znowu te Twoje nieszczęsne 50% (chyba w Twoim przypadku mocno
              przesadzone0. To Ty wyruszasz jak zwykle z całą potencyją - lekceważac a priori
              każdego, kto osmieli się miec ine zdanie od Wielkiego Złego Brocha.
              Sory, ale to Ty się zachowujesz jak sarenka, bo zamiast odpowiadac
              merytorycznie obrażasz się, obtrażając przeciwnika. Tylko,że przeciwnik nie
              czuje się obrażony. Ty jak zwykle wiesz lepiej, znasz się lepiej, masz
              oczywiście rację.
              Tylko,że to jest Twoje zdanie Brochu.
              Widocznie my tu wpolsce nieintelkigentne ludzie som, bo co chwila ktoś Cie nie
              rozumie i co chwila Tyu kogoś usiłujesz (podkreślam to słowo) zlekceeważyć i
              obrazić. Śmieszny bywasz czasami jak Zenon Laskowik.
              Obraziłam Twoję ego osmielając się nie zgodzić się z Tobą. Musisz wyciągać
              ciężką atrylerię w postaci naśmiewania sie z dyskutanta.
              O strasznie walisz po jajach.
              Tylko, że ja niestety nie mam jaj.
              Socjologiem też jesteś? Najmądrzejszym na świecie. Gratuluję.
              i pozdrawiam
              • broch Re: a teraz ad meritum 26.02.06, 18:02
                po pierwsze nie obrazam sie (? stad to bierzesz?)
                po drugie nie uwazam Cie za przeciwnika


                po trzecie:
                "Widocznie my tu wpolsce nieintelkigentne ludzie som..."
                dyskwalifikuje Cie zupelnie z dalszej dyskusji (nie dyskutuje z Toba niczego,
                prosilem wczesniej o wyjasnienie o co chodzi, tym razem nie dyskutuje ino
                rowniez wyjasniam). Co ma wspolnego moje miejsce zamieszkania z nabijaniem sie z
                Twoich 'naukawych' wywodow? Mam sie czuc winny ze tak wyszlo i nie mieszkam?
                Kompromitujesz sie takimi uwagami a z Polska nie ma to wiele wspolnego.

                po czwarte
                "Tylko, że ja niestety nie mam jaj."
                zauwazylem, mam zaliczyc do stwierdzeni 'naukawych'?

                po piate
                "Socjologiem też jesteś? Najmądrzejszym na świecie. Gratuluję. i pozdrawiam"
                Kpilem nie z "socjologii" ino z 'naukawosci' i zadecia (tez naukawego?)
    • wqrwiony Re: Komunikacja w necie - przeszkody 26.02.06, 04:19
      już wiem skąd zmiana, przez złoliwość
    • itek1 Re: Komunikacja w necie - przeszkody 26.02.06, 09:35
      Wynika to jak sadze w duzym stopniu z niedotykalnosci rozmowcow (w formie
      formumowej w ramach gazeta.pl). (brak zupelnie kontaktu fizycznego, nie masz
      zadnego info o stanie umyslu rozmowcy (bo mozesz sie mylic, bo moze np. robic z
      Ciebie sobie jaja), ani o jego chwilowym stanie emocjonalnym .
      Poza tym "The world is flat", a wkomunikacji wszyscy sa rowni (brak autorytetow,
      jesli uzyjesz wyrazenia autorytet forum internetowego, to brzmi to troche
      smiesznie i rownoczesnie obraznliwie) w necie (to tytul ksiazki("The World Is
      Flat"), ktora moglaby Ciebie zainteresowac w kontekscie postawionego pytania).
      • quarantine Re: Komunikacja w necie - przeszkody 26.02.06, 16:11
        Co to znaczy komunikacja?
        Komunikacja w realu jest każdą formą relacji między ludźmi.
        W necie jest tylko i wyłącznie przepływem informacji zformalizowanej.
        Gdyby net pozostał tylko takim medium, myślę, że nie byłoby kłopotów z
        komunikacją między internautami.
        Niestety (moim zdaniem) net, w szczególności forum, próbuje stać się formą
        pośrednią między realem a wirtualem.
        Byty wirtualne mogą wymieniać poglądy i to w sytuacji gdy są one standardowo
        sformułowane, bo inaczej nie zostaną zrozumiane(informacja zformalizowana) czy
        dane, ale komunikacja ta zawsze będzie ułomna.
        Znajomości, czy nawet przyjaźnie zawierane w internecie są, moim zdaniem,
        sztucznymi tworami, które nie wytrzymują próby realu.
        Każdy człowiek jest zakorzeniony w jakiejś rzeczywistości, truizm. Przyjaciel
        zazwyczaj zakorzeniony jest w podobnej rzeczywistości. Przyjaźń zakorzenia się
        w tej rzeczywistości.
        Na forum uczestniczymy jedynie w pewnej części naszej rzeczywistości (tematyka
        forum). "Przyjaźnimy" się tylko w obrębie tej części. Ostatnie wydarzenia na
        forum pokazują, że inne części naszych rzeczywistości już się nie kwalifikują
        do tej "przyjaźni". Dlatego uważam, że "przyjaźnie", znajomości internetowe są
        ułomne.
        Poza tym w komunikacji realnej ogromną rolę odgrywają emocje, które są w miarę
        czytelne. Jeśli ktoś mówi "jest ładna pogoda" podniesionym głosem i trzęsie się
        ze zdenerwowania, to wiem, że jest zdenerwowany. Jeśli ktoś to samo napisze
        nawet w stanie zdenerwowania, to ja tego nie widzę=nie wiem. To jest tylko
        przykład na to, że net nie nadaje się do przekazywania emocji i jeśli
        informacja ma być rzetelna, to właśnie musi być zformalizowana (bez emocji,
        standardowo sformułowana).
        Myślę, że gdyby zachowywane były takie warunki komunikowania się przy pomocy
        netu, nie byłoby może problemów z porozumieniem.
        Myślę też, że wkrótkim czasie stałoby się nudno jak fiks:)
    • braineater Jeszcze jeden tropik:) 26.02.06, 16:04

      It's a matter of style. Piszemy - każde z nas, jak umi, jak chce, jak lubi. Sa
      wsród nas ludzie (a co, po nickach będzie:)dla których dominantą kazdej
      wypowiedzi jest precyzja - itek, nienietoperz, jottka, broch. W większości ich
      postów nie ma ozdobników, żadnych odchyłów w stronę mniejszej lub wiekszej
      literackości, praktycznie brak w tych postach równiez bezpośrednio wyrażanych
      emocji.

      Inna frakcja, do której sam siebie, oraz szanowna Matke Załozycielkę
      autorytatywnie zaliczę, (także czasami blue.berry, oczywiście dottore, który
      jednakowoż do swych wpisów również włacze elementy frakcji pierwszej) to
      ludzie z odchyłem barokowym, a nawet bardziej rokokowym, gotowi poświecic sens
      wypowiedzi dla lepszego brzmienia zdania, działający w systemie 'królestwo za
      bon-mota'. Posty pełne ornamentów, zawijasów i dziwnych skojarzeń, spośród
      których czasami wychynie zdanie z sensem - tylko pytanie, czy zostanie jako
      takie odebrane.

      Odłam trzeci - posty oparte na emocjach - daria, beata, eva, promil, wqrwiony.
      Tu o sensie wypowiedzi decyduje ładunek uczuciowy w niej zawarty i to on
      stanowi główny sens. Z nich chyba najbardziej wynika to pomieszanie virtuala z
      realem, gdyz niosa nam najwięcej informacji, podanej w łatwy i przyjemny
      sposób, o naszych współdyskutantach. Na podstawie takich wypowiedzi dośc łatwow
      (a nawet niestety zbyt łatwo) budujemy sobie we własnej wyobraźni obraz
      drugiego człowieka - czasami zupełnie błędny i co chyba jeszce gorsze,
      zaczynamy odpowiadac tym sztucznym wyobrazeniom, a nie ludziom, którzy się za
      nimi kryją.

      Oczywiście powyższy wywód (musze to powiedziec nim przyjdzie Wielki Zły Broch i
      mnie zagryzie:) jest sporym uogólnieniem, bo styl nie jest czymś danym raz na
      zawsze i niepodlegającym modyfikacją. Kilka osób potrafi doskonale pomiędzy
      tymi jasno okreslonymi stylami sie przemieszczać - staua, stella, beata,
      blue.berry, a kilka ma style wypowiedzi nie dające sie uchwycić w żadnej
      uproszczonej definicji - diffie, Krisk. (stąd tez niektóre nicki powtarzaja sie
      w różnych kategoriach).

      I stąd tez wynikaja rózne konflikty - bo Broch będzie sie męczył czytając posty
      oparte na emocjach, bo ja ziewnę raz i drugi nad postem zawierającym suche
      teorie i żadnego żartu, bo Daria jakiś stylistyczny dowcip odbierze jako atak
      na własne emocje.

      Czy jest na to jakieś rozwiązanie, prócz zachowania zdroworozsądkowego dystansu
      i uznania naszego (i jakiegokolwiek innego forumowania) za grę, zabawę
      intelektualna, rozdaj mentalnych szachów, tego nie wiem. Ale wiem, że zbyt
      powazne podejście kończy się z reguły katastrofą.

      (wszystkie postacie w powyższym poście sa fikcyjne. Jakiekolwiek podbieństwo do
      osób rzeczywistych - zywych lub umarłych - jest całkowicie przypadkowe)

      P:)
      • 3promile Re: Jeszcze jeden tropik:) 26.02.06, 16:26
        Wsadź sobie takie kategoryzacje.
        Głeboko.
        W dupę.
        • blue.berry Re: Jeszcze jeden tropik:) 26.02.06, 17:29
          etam od razu wsadz
          mnie sie podoba
          zalapalam sie do frakcji ludzi z odchyłem barokowym, a nawet bardziej rokokowym
          i dobrze mi z tym:))
          • noida Re: Jeszcze jeden tropik:) 26.02.06, 17:34
            A ja się nigdzie nie załapałam, buuu.
            Jestem bezbarwna.
            Idę się upić i może chociaż włosy sobie pokoloruję na zielono ;)
            • monikate Re: Jeszcze jeden tropik:) 26.02.06, 17:49
              Ja też się nigdzie nie załapałam, noido! Nie jesteś sama! :)
              Upić się można, ale koloryzacji włosów na zielono mówię nie! :)))
        • wqrwiony Re: Jeszcze jeden tropik:) 26.02.06, 17:31
          3promile napisał:

          > Wsadź sobie takie kategoryzacje.
          > Głeboko.
          > W dupę.

          Właśnie
    • noida A propos komunikacji. 26.02.06, 16:49
      Mnie się wszystko ostatnio z Kieślowskim kojarzy :)

      Opowiadał on taką anegdotę o komunikacji:
      Jak zdawał do Szkoły Filmowej, to się dwa razy nie dostał. I za trzecim razem,
      jak przyszedł na egzamin ustny, zapytano go, jakie są środki komunikacji
      międzyludzkiej. Odpowiedział: trolejbus, autobus, tramwaj. Naprawdę myślał, że
      to dobra odpowiedź. A komisja prawdopodobnie uznała, że jest takim ironistą, że
      to pytanie było dla niego za łatwe i że się zgrywa. I przyjęli go.

      Nie sądzicie, że coś w tym jest? ;)
      • broch Re: A propos komunikacji. 26.02.06, 17:35
        czyli historia Kieslowskiego potwierdza wyniki Anglikow :)

        a post nad wypowiedzia noidy:
        kolega braineater, faktycznie rokokokokowy :) bo stwierdzil to samo co Anglicy
        tyle ze w dluzszej formie z dodatkami koloratury i solowek a capella:) Obawiam
        sie jednak iz "abaretu" z pierwszego postu nie obronisz (sadzenie sie i
        rokokokoko nie sa synonimami). :))

        nie moge byc zly, moge byc wredny. Nie czuje sie emocjonalnie zwiazany z
        internetem aby byc zlym. Szpile nic ze zlem (i podobnymi emocjami) wspolnego nie
        maja :)

        "Czy jest na to jakieś rozwiązanie, prócz zachowania zdroworozsądkowego dystansu
        i uznania naszego (i jakiegokolwiek innego forumowania) za grę, zabawę
        intelektualna, rozdaj mentalnych szachów, tego nie wiem. Ale wiem, że zbyt
        powazne podejście kończy się z reguły katastrofą."

        racja, ofiarami padaja sarenki
        www.kde-look.org/content/files/35696-sarenki.jpg
        a namnozylo sie tego. Nie sadze aby byla alternatywa (dla zabawy z
        braineaterowego postu): internet to tylko zabawa, inaczej psychiatra bylby
        potrzebny.
        uwazam jednak (bede wredny, jak zwykle) ze o ile niektorym fikcyjnym postaciom
        transgresje stylu wychodza, dla innych to katastrofa.

        internet jest (moim zdaniem) wylacznie niepowazny, lub jest sie bohaterem
        "Samotnosci w sieci". Zaznaczam iz rzeczonej powiesci nie czytalem, i znam
        jedynie z forumowych recenzji. W konsekwencji pejoratywne znaczenie moze umknac,
        a lepiej aby nie :))


        na koniec cytat z przezabawnej ksiazeczki:
        "The Club should have a library of scientific works so that the brotherhood may
        rob and kill according to modern industrial methods. Furthermore, after
        belonging to the Club for three months, each member is obliged to carry a
        Browning pistol, rubber gloves, and one hundred grams of chloroform"
        El juguete rabioso/Mad toy
        Roberto Arlt

        wyglada jak paragraf statusu TWA :)))
        • mamarcela Re: A propos komunikacji. 26.02.06, 18:01
          Wiesz, co Brochu, ja ci na to powiem dokładnie to co Promis Brainowi.
          Możesz sobie swoje uwagi i pecyzję wsadzić ...
          Sam jesteś sarenka i to nadęta.
          A na kabarecie to się znasz jak ja na mikrobiologii. Czyli niewiele.
          Guglizm nie zawsze wystarcza.
          Ja jestem tylko bardzo ciekawa, czy tak samo, jak Ty zrozumieli moje posty?
          WIEM JEST TO PYTANIE RETORYCZNE. I to jest właśnie najbardziej denerwujące na
          TWA - oportunizm. Bardzo niewiele osób wtrąca się w dyskusje pomiedzy dwoma
          osobami, a juz szczególnie jak Broch się sadzi.
          Niech Ci będzie jestem od Ciebie głupsza, robię kabaret, sarenką też jestem, a
          teraz napewno pójdę popłakać do kąta i napiszę parę rokokokokowych trenów o
          własnej poranionej duszy.
          Lepiej Ci z tym. :-)
          to pozdrawiam
          mamrcela rozbawiona i nadal z katarem

          "Łabędź śpiewa przed zgonem. - Czemuż wolą Bożą
          Pewnych div szlag nie trafi, zanim dziób otworzą?"
          • noida Re: A propos komunikacji. 26.02.06, 18:09
            Ja ich nie zrozumiałam i dlatego się nie wypowiadam.
            • beatanu Re: A propos komunikacji. 26.02.06, 19:04
              noida napisała:

              > Ja ich nie zrozumiałam i dlatego się nie wypowiadam.

              A ja zrozumiałam, po swojemu oczywiście, ale wbrew pozorom nie spędzam wolnego
              czasu tylko i wyłącznie przed komputerem i wypowiem się, kiedy będę miała czas -
              czyli najprawdopodobniej dopiero jutro :)
          • broch Re: A propos komunikacji. 26.02.06, 18:10
            czy potrafisz polapac sie w chaosie Twojego postu?
            "A na kabarecie to się znasz jak ja na mikrobiologii."
            ale Ty dostarczasz mi dzisiaj rozrywki za darmo :)))

            np:
            "Guglizm nie zawsze wystarcza."
            "I to jest właśnie najbardziej denerwujące na TWA - oportunizm. Bardzo niewiele
            osób wtrąca się w dyskusje pomiedzy dwoma osobami,.."

            niech zgadne: teatr absurdu?
            • blue.berry Re: A propos komunikacji. 26.02.06, 18:22
              broch a ty ostatnio jakis okres masz czy inny pms?
              rodzinnie nie pasuje, lukrowo nie pasuje, pseudointelektualnie nie pasuje,
              retorycznie nie pasuje...
              a co pasuje???
              • 3promile Re: A propos komunikacji. 26.02.06, 18:44
                Brochowi pasuje broch i basta.
                Swoją drogą - wolno mu.
                • blue.berry Re: A propos komunikacji. 26.02.06, 18:49
                  a czy ja twierdze ze nie wolno?
                  ja ino z ciekawosci pytam.
                  ot tak:)
            • mamarcela Re: A propos kabaretu 26.02.06, 19:12
              I wice wersa drogi Brochu, zawsze mnie śmieszy Twoje udowadnianie sobie, że
              masz rację.
              A najbardziej mnie rozbawiło stwierdzenie, że nie jestem dla Ciebie
              przeciwnikiem.
              To po co mi tyle czasu poświęcasz?
              A tak nawiadem mówiąc Ty nie traktujesz internetu jako zabawy. Dla Ciebie to
              jest lustro "Lustereczko, powiedz przecie, kto jest najmądrzejszy w świecie"
              No, jak to kto - Broch oczywiście.
              Na Twój post powyżej nie odpowiadam. Z rozpaczy poszłam się zabić
              mamarcela zdyskredytowana, niegodna i w ogóle kupa śmiechu, apoza tym
              rozbawiona, że udało mi się maestra Brocha aż do takiej wścieklizny, iż nie
              panuje nad swoimi emocjami, doprowadzić.
              P:-)
              • broch :) 26.02.06, 19:48
                zdanie ktore napisalem (wlasciwie nie zdanie)
                "po drugie nie uwazam Cie za przeciwnika"

                Twoja interpretacja:
                "A najbardziej mnie rozbawiło stwierdzenie, że nie jestem dla Ciebie przeciwnikiem."

                Przeczytaj moje "zdanie" raz jeszcze i zastanow sie na ile sposobow mozna je
                interpretowac. Napisalem to specjalnie w sposob umozliwiajacy kilka interpretacji.

                Chcialbym zaznaczyc Marcelo, iz w zadnym poscie nie pisze o glupocie, pogardzie
                emigranta (dobre!) i innych. To sa Twoje uwagi.

                Mysle ze powinnas odpowiedziec na postulat Agni.
          • agni_me Re: A propos komunikacji. 26.02.06, 19:18
            Główny problem komunikacji w tej dwunickowej wymianie słów wydaje się być taki,
            że odpowiadasz osobie, nie na post. Ale to moje subiektywne wrażenie, nie
            poparte studiami.

            Gdybyś zechciała, korzystając w praktyce z teorii komunikacji, uczytelnić to,
            co chcesz powiedzieć na temat wątku, pomijając to, co myślisz o brochu i
            dlaczego, byłabym głęboko wdzięczna. To co myślisz o brochu już wiem.
            Zaznaczam, że nie kieruje mną złośliwość, a jedynie chęć zrozumienia i
            włączenia się w dyskusję.
            • daria13 Re: A propos komunikacji. 26.02.06, 20:33
              Też mnie kiedyś bolało, że w starcia dwóch osób, nikt się nie włącza, nie staje
              po niczyjej stronie, ale nigdy nie przyszłoby mi do głowy, żeby nazwać to
              oportunizmem. Z reguły jest tak, że to osoby bezpośrednio uczestniczace w
              takiej potyczce są nią zaintersowane i czują się dotknięte. Jak mnie Agni
              nakłuwała, to innych to nie bolało, a nawet założę się, że nie było to do końca
              dla innych zrozumiałe, że mnie to bolało. W powyższej dyskusji nie do końca
              zrozumiałam uraz Mamarceli do Brocha, przynajmniej w początkowej fazie.
              Dodatkowo, są osoby, które nie chcą adwokatów, które wolą się bronić same. I to
              też trzeba uszanować.
              Znam Brocha dłużej niż Mamrcela, zdążyłam się z nim wiele razy pokłócić, ale
              już się do tego przyzywczaiłam, ba, nawet to polubiłam. To nie jest tak, że
              Broch jest wielki i zły, albo że internet jest dla niego lustereczkiem. On jest
              po prostu szczery, szczery do bólu i bez pardonu. I w tym momencie Mamarcela,
              która jest największą rzeczniczką autentyzmu, szczerości i przeciwniczką
              nieautentyczności, powinna być chyba ostatnią osobą oceniającą Brocha. Proszę
              oceniać wypowiedzi, a nie postawę i osobowość kolegi Brocha. Wszak do tego cały
              czas zmierzamy, nieprawdaż?
              P:)
              PS.
              Broch w zetknięciu z TWA w początkowej fazie zdecydowanie (po krótkiej fazie
              buntu) dostosował się do ogólnie tolerancyjnej i spokojnej jego formy. Ale
              teraz, kiedy za wszelką cenę dążymy do konfrontacji, znowu zaczyna pokazywać
              swój pazur. Ci, co to lubią i tego chcieli, powinni być zadowoleni.
            • mamarcela Re: A propos komunikacji. 26.02.06, 21:07
              Agni wiedziałam, że na Ciebie mogę liczyć. I nawet wiedziałam, kogo zatakujesz.
              Otóż wczoraj wieczorem spłodziłam małoudolny byc może post, na ktory kilka osób
              odpowiedziało, a którego Broch moim zdaniem nie zrozumiał. Ponieważ wczoraj
              miałam gorączke i nie byłam do końca trzeźwa postarałam sie mu wytłumaczyć swój
              post dzisiaj. Na końcu tego postu poprosiłam, aby odniósł sie do komunikacji, a
              nie do mbie.
              Założenie Brocha, że mamy 50% szanse na poirozumienie się pozwoliło mu dojśc do
              wniosków następujących - możesz je przeczytać u góry - uhaha meritum, co za
              meritum, kabaret nie meritum. A tak w ogóle to ja sarenka jestem i nie mam
              prawa za bardzo się odzywać. Nie był łaskawy założyć, że może to to 50%, ktore
              wielokrotnie przytacza, nie pozwoliło mu mnie zrozumieć. Ja tam go rozumniem
              doskonale. Usiłuje mu dowalić więc ja nie pozostaję dłużna. Taka sobie zabawa,
              kto lepiej potrafi. :-) Zwykle w takich okolicznościach wszyscy go traktują jak
              świętą krowę, ale ja dzisiaj mam katar.
              Bądź łaskawa Agni pzreczytać całą dyskusję i zobaczyć, kto zaczął ad personam
              jechanie. Kto zaczął o kabarecie i tym podobnych. i jeszcze o różnych tam
              takich dyskwalifikacjach, o tym, że nie jestem dla Brocha przeciwnikiem i takie
              tam imponderabilia.
              I gwoli wyjaśnienia ja nie chcę,m aby ktoś sie włączał w dyskusję i mnie
              bronił. Ja nie sarenka - ja sobie poradzę. Chciałam czegoś wręćz przeciwnego
              merytorycznej krytyki mojego pierwszego w tym wątku postu - dlaczego to on był
              aż takim kabaretem. Nie jest to dzieło naukowe, nie jest to manifest, post jak
              post. A nagle okazało się, że powinnam sie pochlastać, bo kabaret, żenada i w
              ogóle kompromitacja.
              Ja się tylko ośmielę zapytać - kto tu się bawi w tym internecie.
              I jeszcze o jedno skoro mamy 50% na porozumienie się to dlaczego jeżeli ktoś
              kogos nie rozumie to zaraz wyciąga wnioski ostateczne, a nie uzna tych 50% za
              obowiązujące. Nie rozumiem Cię to nie rozumiem. Nie pierwszy raz obserwuje, jak
              Broch zaczyna swoją krucjatę przeciwko naprawdę nieistotnym szczególom.
              I to by było na temat komunikacji w internecie. Że jest ona trudna i niemal
              niemożliwa. c.b.d.u
              pozdrawiam
              idę popracować wieczorem w kabarecie, sorki tzn. nad pracą "naukawą" na temat
              kabaretu
              • agni_me Re: A propos komunikacji. 26.02.06, 21:39
                No widzisz, to jest ten problem komunikacji.

                Twój pierwszy post jest dla mnie nie do przyjęcia. Przede wszystkim dlatego, że
                znam cię z postów niebanalnych, bez łatwych prawd i stylu licealno-
                wikipediowego. Jeśli już chciałaś niemamarcelowo a naukowo (naukawo) to, u
                bogów, nie należało nas traktować jak kretynów i zaczynać postu tak jak ty.
                Mamarcelo, proszę pokornie, przeczytaj go jeszcze raz, bez gorączki i
                spokojnie - no przecie sie uśmiejesz.

                Prosiłam cię wyraźnie i bez dwuznaczności - jakie jest TWOJE zdanie na temat
                trudności komunikacji w internecie, bo z twoich wpisów ono nie wynika. Nie
                interesuje mnie twoja rozmowa z brochem, bo jest tak, że wszystkie forumowe
                pyskówki interesują tylko dwójkę zainteresowanych. Kto zaczął i dlaczego jest
                problemem z gatunku przedszkolnych - wybacz.

                Naprawdę bardzo chciałabym wiedzieć jakie masz zdanie na temat, który zaczęłaś
                i chętnie z tobą podyskutuję nań. Rozbierać brocha i wpisy brocha na kawałki i
                tanie psychologicznie prawdy nie chcę.
      • daria13 Re: A propos komunikacji. 26.02.06, 17:39
        Mam nieprawdopodobny natłok myśli i teorii po przetytaniu tego wątku i ogólnie
        po ostatnich wydarzeniach, ale niestety nie mam za cholerę czasu ich
        zwerbalizować, bo real mnie w niedzielę z reguły dopada podstępnie:)
        Mam tylko krótkie pytanie do osób, które dyskredytują wszelkie więzi, które
        moga wynikać ze znajomości w wirtualu. Co powiecie na temat małżeństw i innych
        związków osób, które poznały sie w necie? Historia zna takie przypadki, a nawet
        słyszy się, że niektóre te związki są (o zgrozo) udane.
        Ja (pewnie nikogo to nie zdziwi) wierzę w zbliżenia zapoczątkowane w necie i
        nie mogę się już doczekać Wielkanocy i przyjazdu Beaty:). Mam nadzieję, że
        mimo, że Aneta i Mamarcela najwyraźniej mają coś do mnie (?) pozwolą mi
        uczestniczyć w takim spotkaniu:))))
        Pozdrawiam i obiecuję więcej jak znajdę czas, bo aż mnie świerzbią paluszki:)
        • quarantine Re: A propos komunikacji. 26.02.06, 19:18
          Ponieważ jestem jedną z osób, które dyskredytują internetowe związki,
          odpowiadam na Twoje, Dario, pytanie.

          Po pierwsze, argument zaczynający sie od słów: "historia zna takie przypadki"
          oraz "słyszy się", nie jest, sorry, dla mnie argumentem. Ani za, ani przeciw.
          W prasie kobiecej były swego czasu opisywane spektakularne przypadki ludzi,
          którzy spotkali się na IRC-cu i potem zawarli małżeństwo. Myślę, że to po
          prostu forma biura matrymonialnego, tyle, że bez pośredników.
          Nie oceniam tego. Nie wiadomo jednak, czy faktycznie są one udane. Być może.
          Podobnie jak biuro, tak i internet nie jest dla mnie naturalną drogą wyboru
          partnerów życiowych.
          Nie wiem, czy luźne znajomości forumowe przetrwają w realu. Szczerze Wam tego
          życzę:)
    • 3promile Re: Komunikacja w necie - przeszkody 26.02.06, 18:58
      Internet jest zdradliwy. Internet pozwala na autokreację, która może mieć
      niewiele wspólnego z rzeczywistym obrazem. W internecie funkcjonuje zjawisko
      zwane "awatar". Brajnu zakwalifikował mnie do worka z napisem "emocjonalny". A
      może się tenże brajnu myli? Może on zakwalifikwał nie mnie, tylko mój awatar? Tu
      jest zasadnicza kwestia - na ile jesteśmy autentyczni?



      (-) życzliwy
      • blue.berry Re: Komunikacja w necie - przeszkody 26.02.06, 19:37
        zdecydowanie twoj awatar:)
        pisał przeciez o 3promile a nie o panu J.:)) nieprawdaz??
        zreszta chyba nikt tutaj nie odbiera tego inaczej - my tutaj to mieszanka
        naszych prawdziwych ja z naszymi ja kontrolowanymi lub kreowanymi. mniej lub
        bardziej - wedle zyczenia. taki jest internet i najwyzsza pora sie do tego
        przyzwyczaic. bo nie sadze by jakos w najblizszym czasie mial go (tego
        interneta) szlag trafic. wrecz przeciwnie - istnieje szansa ze na stale wpisze
        sie w kanaly ludzkiej komunikacji. i nikogo nie beda dziwic (ani nikt ich nie
        bedzie dyskryminowal) przyjaznie zawarte w necie ani internetowe malzenstwa. bo
        w sumie czy az tak naprawde rozni sie zwiazek dwoch osob ktore poznaly sie w
        sieci od zwiazku dwoch osob ktore poznaly sie w klubie? jakos srednio sadze.
        net to tylko miejsce. a reszta i tak weryfikuje rzeczywistosc i codzienna proza
        zycia.
        • annabellee1 Re: Komunikacja w necie - przeszkody 26.02.06, 20:31
          Zajrzałam tu wlasnie z innego forum - 40+ . Poczytalam co piszecie i sie rzecz
          jasna nie bede wtracac.Ale skopiowalam wam toczącą sie tam rownolegle nieomal
          rozmowe jako przyczynek do komunikacji w necie. Milej zabawy!!!



          KAMA..... musze Ci powiedziec ze jeszcze 2 lata temu ( a mam teraz 47 lat )
          nosilam dosyc krutkie spudniczki. Ja mowie ile mam lat..... musze pokazywac
          dokument, bo nie wierza.. Nie robilam JESZCZE operaci plastycznej :). Moja
          szafa zawiera SZMATKI kturych nawet nie ubieralam jak bylam mloda. Moze dlatego
          ze moge sobie jeszcze na to pozwolic.Oczywiscie nic wulgarnego. Jeansy z
          dziurami, sukienki wieczorowe z ooooooolbrzymim dekoltem z tylu :). szpilki (
          na wieczor )....uwielbiam color czarny na imprezy...elegancki. Kozaki na
          wysokim opcasie,skurzane marynarki i plaszcze, latem sukienki i bluzeczki ,
          torebki kolorowe, spodnie rybaczki, sandalki ze swiecidolkami. Jesli chodzi o
          fryzjera to chodze 4 , 5 razy w roku na zrobienie pasemek i podciecia.
          Czasami zmieniam styl aby lepiej sie czuc. Makijarz?....w ciagu dnia bardzo
          malo...wieczorem ciut wiecej . Dobre perfumy, krem na dzien i na noc, krem do
          rak. Depilacjaaaaaa nog, pachy. Ojej..... byloby na ten temat tyle do
          powiedzenia.....ale moim zdaniem kobieta jak chce sie podobac....wie jak to
          zrobic :)



          • Re: 40-jaka powinna być??
          desi45 26.02.06, 12:53 + odpowiedz

          przepraszam Was z gury za moje bledy ortograficzne....... jestem prawie od
          urodzenia we Wloszech i mam troche trudnosci z polskim.Ale napewno mi
          wybaczycie.



          • Re: 40-jaka powinna być??
          ankax5 26.02.06, 13:19 + odpowiedz

          Desi, Twoje błędy są urocze. Już po chwili wiedziałam, że nie mieszkasz z nami,
          w Polsce. Tez jestem po 40. I chociaż czuję się dużo młodziej jednak lusterko i
          kalendarz mówią co innego. Dopóki moje dziecko nie dorosło nie przejmowałam się
          mijającymi latami, czułam się młodo i wydawało mi się, że tak będzie wiecznie.
          Dopiero 18-stka mojego syna i jego wyjazd na studia uświadomił mi ile mam lat.
          Trochę sobie z tym nie radzę, ale mam nadzieję, że kwestia czasu. Jeszcze
          poszaleję!



          • Re: 40-jaka powinna być??
          ankax5 26.02.06, 13:28 + odpowiedz

          A do Kamy: 20-stki mówią o Nas, że jesteśmy stare, 60-stki, że zazdroszczą Nam
          młodości. Punkt widzenia zależy od .... wiadomo. A My cieszmy się chwilą,
          jeżeli mamy to szczęście i jesteśmy kochane i Nasze dzieci sa dowodem na to, że
          naprawdę warto było żyć - to jest najpiękniejsze co mogło Nas spotkać.
          Świadomość, że połowę życia przeżyliśmy pięknie pozwala cieszyć się tą drugą
          połową .... i chrzanić wiek!!



          • Re: 40-jaka powinna być??
          desi45 26.02.06, 13:48 + odpowiedz

          anka45..... nie tylko Twoje lusterko odbija Twuj wizerunek........ i
          moje rownierz :(((. nooooooooooooooo. Mam 2 synow 14 i 17 lat. to
          oni mowia mi abym szla jeszcze na silownie, robila diete, jezdzila
          rowerem, chodzila na imprezy...... MAMA, JESTES JESZCZE MLODA I LADNA.... ZYJ,
          ZYJ.... to sa slowa moich synow.



          • Re: 40-jaka powinna być??
          ankax5 26.02.06, 13:52 + odpowiedz

          Teraz Cie zaskoczę. Mój synek ma 20 lat i kibicuje mi w moich staraniach o
          dziecko!! Co miesiąc pyta czy się udało. Co Ty na to?



          • Re: 40-jaka powinna być??
          desi45 26.02.06, 13:56 + odpowiedz

          co mam Ci powiedziec..... masz syna BARDZO inteligentnego, wrazliwego
          ktury rozumie Twoje problemy



          • Re: 40-jaka powinna być??
          desi45 26.02.06, 13:57 + odpowiedz

          powinnas byc tylko szczesliwa ze masz takiego syna



          • Re: 40-jaka powinna być??
          desi45 26.02.06, 14:00 + odpowiedz

          moi synowie po smierci mojego i ich ojca powiedzieli mi : MAMMA, W
          TYM DOMU ZADEN MEZCZYZNA PRZEKROCZY PRUG....



          • Re: 40-jaka powinna być??
          desi45 26.02.06, 14:02 + odpowiedz

          DO TEJ PORY TAK BYLO..... mialam respekt dla moich dzieci. Lata
          miaja.... a ja jestem sama...... Wina moich dzieci?



          • Re: 40-jaka powinna być??
          ankax5 26.02.06, 14:02 + odpowiedz

          Oczywiście, że jestem szczęsliwa. Mój syn udał mi się najbardziej w moim życiu.
          Ale chodziło mi o przełamanie pewnego tabu. Czy 40 - stka to koniec świata?!
          Bywa, że to jest początek. Nie dramatyzujmy z tym wiekiem. Wszystko zależy od
          sytuacji życiowej. Ja miałam dużo szczęścia i dla mnie 40 - stka to początek
          nowego życia.



          • Re: 40-jaka powinna być??
          desi45 26.02.06, 14:05 + odpowiedz

          A wiec?.... w czym problem?. ja mam 47.... i jak bym Ci powiedziala
          ile mam problemow......... opadlyby Ci uszy...... mnustwo



          • Re: 40-jaka powinna być??
          ankax5 26.02.06, 14:11 + odpowiedz

          Jeżeli chcesz pogadać to pisz na ankax5@gazeta.pl. Mam dużo czasu, chęci i
          chyba trochę doświadczenia. Mój Skarb pływa i wróci za 3 miesiące. Chętnie Cie
          poznam. Może pogadamy?



          • Re: 40-jaka powinna być??
          desi45 26.02.06, 14:17 + odpowiedz

          ho porca mizeria.... che botta



          • Re: 40-jaka powinna być??
          ankax5 26.02.06, 14:19 + odpowiedz

          Mam nadzieję,że mnie nie obrażasz!!? Tłumacz!



          • Re: 40-jaka powinna być??
          desi45 26.02.06, 14:23 + odpowiedz

          nigdy nie obrazilam osoby bez powodu.... a Ty nie dalas mi powodu



          • Re: 40-jaka powinna być??
          ankax5 26.02.06, 14:25 + odpowiedz

          No to tłumacz!! Nie należę do cierpliwych. Nawet 40-stki maja dziecięce cechy:)



          • Re: 40-jaka powinna być??
          desi45 26.02.06, 14:36 + odpowiedz

          ANKAX5....... nie wiem czy zle czytasz o zle rozumojesz..... napisalam
          Ci.... nie mam nic do Ciebie.... nie znam Ciebie aby cos
          powiedziec. Bardzo prosze Ciebie abys mnie nie mieszala w inne WASZE
          problemy.......



          • Re: 40-jaka powinna być??
          desi45 26.02.06, 14:25 + odpowiedz

          masz 40 lat..... ja 47..... wedlug Ciebie mam pretekst do
          obrazania?.... jesli tak..... to Ty moglabys obrazic mnie.......



          • Re: 40-jaka powinna być??
          desi45 26.02.06, 14:28 + odpowiedz

          boh.... nie wiem o co chodzi.,,,,, ja wychodze z domu.



          • Re: 40-jaka powinna być??
          desi45 26.02.06, 14:30 + odpowiedz

          do tej pory co pisalam....gdzie bylas?



          • Re: 40-jaka powinna być??
          ankax5 26.02.06, 14:32 + odpowiedz

          W naszej rozmowie nie było powodu żeby się obrażać. Wiemy to obie. Nie pamiętam
          z jakiego kabaretu ten tekst był. W każdym razie jak Polak nie rozumie (bo
          niedokształcony , a z komplaksami:) to na wszelki wypadek pyta: Nie obraziłeś
          mnie?". To nie było złośliwe. A swoją drogą pokazałaś jak daleko jesteś od
          Naszych narodowych kompleksów. Zazdroszczę1



          • Re: 40-jaka powinna być??
          desi45 26.02.06, 14:38 + odpowiedz

          dla czego piszesz . NIE OBRAZILES MNIE?...... ja jestem plci zenskiej



          • Re: 40-jaka powinna być??
          ankax5 26.02.06, 14:42 + odpowiedz

          Jejku, sorki!! To musiała być literówka! Gdybyś nie była babką to pewnie bym
          sie nie odważyła.



          • Re: 40-jaka powinna być??
          ankax5 26.02.06, 14:43 + odpowiedz

          Wróciłam, poczytałam i gdzieś to znalazła?



          • Re: 40-jaka powinna być??
          desi45 26.02.06, 14:44 + odpowiedz

          bo- nita....oa
          ( nigdy nie zrozumialam czy jestes gay... czy nie )...... na



          • Re: 40-jaka powinna być??
          desi45 26.02.06, 14:50 + odpowiedz

          nie wiem czy plakac czy sie smiac?......... nic nie rozumiem.
          weszlam na wasze forum bo myslalam poznac osobuy
          inteligentne........ nie mam slow...... bardzo mi jest przykro......
          ja nie chcialam tak zaczac......



          • Re: 40-jaka powinna być??
          desi45 26.02.06, 14:42 +
          • 3promile Re: Komunikacja w necie - przeszkody 26.02.06, 20:34
            Rewela!!!
            Dawaj tu sam tę ryczącą czterdziechę!!! Niech mnie adoptuje!!!
            ;-DDD
          • annabellee1 Re: Komunikacja w necie - przeszkody cdn 26.02.06, 20:36
            • Re: 40-jaka powinna być??
            desi45 26.02.06, 14:42 + odpowiedz

            Po pierwsze , nie mam komplexuw, ani w pisaniu , ani w mowieniu.
            Widze czesto polakow jak pisza........ wstyd.




            • Re: 40-jaka powinna być??
            ankax5 26.02.06, 14:59 + odpowiedz

            O kurcze, jeżeli wyszłaś z domu to dobrze. to znaczy, że mam czas coś Ci
            wytłumaczyć. Każde zdanie puszczone enterem nie trzyma się kontekstu, jeżeli
            nie jest do końca przeczytane i zrozumiane. Czasami ktoś się wtrąci, coś
            napiszwe i pisząc własny tekst nie zdążymy przeczytać poprzednuich.Jeżeli
            jeszcze masz trochę cierpliwości (bo widzę, że włoski szalony temperament Ci
            się udzielił) to wróć do naszego tematu włącz sobie "pokaż treśc wszystkich" i
            bez złych uprzedzeń .. pogadajmy. Anka (zdecydowanie kobieca).



            • Re: 40-jaka powinna być??
            mantra1 26.02.06, 15:23 + odpowiedz

            Hehe widze, ze bez pomocy lingwistycznej sie nie dogadacie :-)) Wiec sprobuje
            pomoc. Najpierw Ance:
            desi45 26.02.06, 14:17 + odpowiedz

            ho porca mizeria.... che botta

            Co w luznym tlumaczeniu brzmi mniej wiecej: "o kurde, ale dalas czadu".
            Przypuszczam, ze bylo to napisane z przymruzeniem oka.

            Ora per Desi:

            Anka ti ha chiesto se non La offedi, perche' non aveva capito quello che hai
            scritto in italiano. E' un'espressione scherzosa in polacco e lo si dice, quando
            qualcuno dice qualcosa in una lingua che tu non capisci e ti suggerisce di
            tradurla. Non vuol dire che si sente vermanete offeso!
            desi45 26.02.06, 14:38 + odpowiedz

            dla czego piszesz . NIE OBRAZILES MNIE?...... ja jestem plci zenskiej

            e' stato un errore di stampa. Anka te lo ha spiegato qui:

            ankax5 26.02.06, 14:42 + odpowiedz

            Jejku, sorki!! To musiała być literówka! Gdybyś nie była babką to pewnie bym
            sie nie odważyła.

            Mammamia, che equivoco! :-)))

            Pozdrawiam z nadzieja, ze sie dogadacie jak 40 z 40 :-)
            • mantra1 Re: Komunikacja w necie - przeszkody cdn 26.02.06, 20:59
              Z tegoz forum polecam jeszcze inny dzisiejszy watek z aktywnym udzialem jednej z
              interlokutorek ponizszego:
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12248&w=37531152
              A co! Ja tam nie mam konplexuw :-))
        • quarantine Re: Komunikacja w necie - przeszkody 26.02.06, 20:59
          BlueB, jeśli podasz mi przykład przyjaźni internetowej to się poddam:) Już
          kiedyś wałkowaliśmy temat przyjaźni. Jeśli podasz mi jeden przykład przyjaźni
          internetowej, która spełnia kryteria przyjaźni w realu, to będę skłonna
          przyznać Ci rację.
          Poza tym, sama twierdzisz, że wszystko weryfikuje rzeczywistość.

          Zastanawiałam się, czy w wątku Czym jest TWA dla Twacza napisać to, co mam
          zamiar teraz napisać. Myślę, że wszyscy jesteśmy w jakimś sensie ułomni,
          siedząc tu. Ja, mam problemy z komunikacją właśnie w realu. Wy, nie wiem jakie
          macie problemy z sobą. Wiem jedno. Ludzie, którzy się spełniają w realu nie
          siedzą w necie. Nie mają takiej potrzeby, ochoty. Net nie jest środowiskiem
          naturalnym człowieka i mimo, że jest coraz powszechniejszy, ale nie aż tak jak
          się wydaje, będzie tylko erzacem. Wolałabym siedzieć przy kawie, patrzeć jak
          MMla daje w pysk Brochowi, albo jak promil chleje w kącie z bRajnem, niż to
          sobie wyobrażać.
          To, że tak myślę, nie znaczy, że tak jest, oczywiście.
          Jeszcze raz powtórzę, internet służy do przekazywania informacji, a nie emocji,
          czy uczuć. Staroświecka jezdem.
          • blue.berry Re: Komunikacja w necie - przeszkody 26.02.06, 21:11
            nie chce zebys sie poddawala. kazdy ma prawo widziec net takim jak go widzi:)
            natomiast polemizowalabym czy net jest czy nie jest naturalnym srodowiskiem
            czlowieka. to troche tak jakby sie zastanawiac czy latanie samolotem jest
            naturalna czynnoscia czlowieka:)))) internet dla wielu z nas ciagle cos nowego,
            juz od dawna nie jest li tylko od zbierania czy przekazywania informacji. jest
            po prostu nowa alternatywa funkcjonowania. mysle ze czy ludzie ktorzy siedza
            przed monitorem a nie w knajpe nad piwem, robia tak bo taka wybrali opcje
            kontaktow. to troche tak jak z wyborem podrozy samolotem zamiast pociagiem lub
            samochodem. czy odwrotnie:))) i nie sadze ze okresla ich to jako ludzi z
            problemami.
            chcialam jakos madrzej bo temat ciekawy i akurat mam odmienne zdanie (poparte
            jedna fantastyczna przyjaznia, jedyna w swoim rodzaju, zawarta wlasnie w necie)
            ale jakos srednio idzie mi konstruowanie zdan. za duzo wina czy cuś:))
            • annabellee1 Re: Komunikacja w necie - przeszkody 26.02.06, 21:15
              A wiesz co Mantra,mi sie wydaje,ze podstawową sprawą w klopotach komunikacyjnych
              w necie jest brak poczucia Humoru.A numer dwa - to nadmiar godnosci odobistej.
              I nie pomoze jak sie napisze ozobiztej np.

              Co do przyjazni netowych to sie od 3 lat przyjaznie z takim jednym. A z drugim
              1,5 roku.
              A gdyby nie net nigdy bysmy sie nie polubili, bo oczywiscie bysmy sie nie
              poznali. I te przyjaznie dwie spelniaja wszystkie normy przyjazni w realu. A
              nawet sa lepsze.

            • quarantine Re: Komunikacja w necie - przeszkody 26.02.06, 21:25
              Neil Postman napisał Technopol, w którym to atakuje w sposób trochę naiwny
              komputery i związane z nimi zjawiska. Przy okazji zauważył jednak pewną rzecz,
              otóż nowe technologie zmieniają sposób postrzegania świata. Nowa technologia
              nie jest jedynie dodana do zastanej kultury, ona ją totalnie zmienia.
              Właśnie twierdzenie, że net staje się naturalnym środowiskiem człowieka wydaje
              mi się doskonałym przykładem na to w jaki sposób zmienia się postrzeganie
              rzeczywistości. Nie oceniam tego zjawiska, ono jest procesem, to ewolucja.
              Myślę, że cieszę się, że zauważam ten proces, że nie jestem jego bezwolną
              cześcią.
              • blue.berry Re: Komunikacja w necie - przeszkody 26.02.06, 21:38
                > Myślę, że cieszę się, że zauważam ten proces, że nie jestem jego bezwolną
                > cześcią.

                nie wiem co ma do tego bezwolnosc. cos albo sie akceptuje (z calym
                dobrodziejstwem inwentarza) albo nie. czasem sa to swiadome wybory, czasem
                dyktuje je zycie. piszesz ze nie oceniasz tego zjawiska - alez oceniasz je i to
                dosc ostro - uwazasz ze ludzie funkcjonujacy w necie maja problemy z
                komunikacja w realu, piszesz o bzwolnych czesciach, generalnie przebija z tego
                niezadowolenie?, sceptycyzm?, niepokoj? nie wiem sama....
                • quarantine Re: Komunikacja w necie - przeszkody 26.02.06, 21:52
                  Aby ocenić zjawisko, trzeba je sobie uświadamiać. Nie mogę akceptować, bądź nie
                  akceptować czegoś, czego nie widzę. Bezwolna część w moim poście to właśnie
                  część bez świadomości uczestniczenia w jakimś procesie.
                  Uświadomianie sobie zjawiska i zdefiniowanie go, bądź jak kto woli, nazwanie go
                  po imieniu, nie jest jednak jednoznaczne z oceną. Jeśli piszę, że ktoś ma
                  problem z komunikacją, to tylko stwierdzam fakt. Nie oceniam go. Nie wyrażam
                  też niezadowolenia, niepokoju itp. Prezentuję tylko swoje poglądy.
                  Przekaz, że ktoś ma problem z komunikacją, ma zakodowane pejoratywne znaczenie.
                  Tak naprawdę jest to tylko zdanie oznajmujące. Nikogo nie oceniam. Ktoś może
                  tylko to potwierdzić, albo zaprzeczyć.
                  • braineater Re: Komunikacja w necie - przeszkody 26.02.06, 22:03
                    Kwarka, sądzisz, po obserwowaniu zmagań moich z Promilem na forach przeróznych
                    zarówno tematycznie, jak i stylistycznie, że w kontakcie face-to-face nie
                    dogadalibyśmy się? Że nie wypilibyśmy flaszki albo i dwóch i nie bawilibysmy
                    sie równie dobrze, a nawet lepiej niz przez sieć? Że gdybyśmy się spotkali
                    oboje - znaczy Ty i ja, nie mielibysmy o czym gadać, albo nie potrafilibysmy?
                    Bo ja sądze, że raczej dalibysmy radę - sąd poparty kilkunastoma spotkaniami z
                    ludźmi poznanymi via net. Gdzie okazywało się - tu akurat z czatowcami z innego
                    programu, że w pewnym momencie przestaje się zauważać brak zapośredniczenia
                    poprzez ekran, a dialogi i multilogi, sa równie zywe, bezkompromisowe i
                    sponatanicznie pojebane, jak te na czacie. Wszystko, a przynajmniej tak mi się
                    zdaje od ładunku autokreacji ukrytego w postach i w czatowych wrzutach - jesli
                    nie jestes w sieci od podstaw wymyslona postacia, 100% wirtualną i sztuczną, to
                    dogadasz się bez problemu z tymi samymi ludźmi w realu. Jednym z pierwszych
                    haseł, jakie usłyszałem podczas takich spotkań (i dośc ostro mi zapadło w
                    pamięc), że do pełnego obrazu człowieka o którym się wie ile ma dzieci, jakie
                    rodzeństwo, czy ma jakies hardkory w domu i z którym np chla i jara się blanty
                    via net dzień w dzień, brakowąło tylko twarzy. I to daja takie spotkania w
                    realu - dodaja twarze - reszta, jesli nie jest to grupa sciemniaczy i pozerów,
                    zostaje bez zmian.
                    Choć może to specyfika tego czatu:)

                    P:)
                    • agni_me Re: Komunikacja w necie - przeszkody 26.02.06, 22:13
                      tego drugiego też, brajanie, tego drugiego też ;)
                  • blue.berry Re: Komunikacja w necie - przeszkody 26.02.06, 22:07
                    przekaz ze ktos ma problemy z komunikacja ma takie znaczenie jaki ma.
                    niezaleznie jakiego rodzaju jest zdaniem. a poglady maja to do siebie ze sa
                    subiektywne a nie obiektywne:)))

                    "Myślę, że wszyscy jesteśmy w jakimś sensie ułomni, siedząc tu. Ja, mam
                    problemy z komunikacją właśnie w realu. Wy, nie wiem jakie macie problemy z
                    sobą. Wiem jedno. Ludzie, którzy się spełniają w realu nie siedzą w necie. Nie
                    mają takiej potrzeby, ochoty. "

                    w tej wypowiedzi jest i stwierdzenie faktu i jego ocena. jak rowniez
                    pejoratywne nacechowanie sformuowania "problem z komunikacja". zreszta jak dla
                    mnie nie ma w tym nic zlego - po prostu wymieniamy poglady, spostrzezenia...

                    nie widze potrzeby robienia z kazdej kwestii super obiektywnej nieemocjonalnej
                    wypowiedzi. i nie odczuwam takiej potrzeby. zarowno u mnie jak i u mojego
                    rozmowcy:))))
                    • quarantine Re: Komunikacja w necie - przeszkody 26.02.06, 22:29
                      Ja wręcz przeciwnie. Mam potrzebę odemocjonowania wypowiedzi, po to by tych
                      emocji nie odczytywano błędnie.
                      W zasadzie w tym momencie poddaję się, ponieważ w każdym poście muszę tłumaczyć
                      pojęcia, których używam. Nieemocjonalny nie jest sprzeczny z subiektywnym. Nie
                      wygłaszam obiektywnych opinii. To absurd przecież. Prezentuję moje poglądy i
                      staram się robić to bez ocen, które wzbudzają emocje.

                      A propos problemu z komunikacją. Użyłam tego sformułowania w stosunku do siebie
                      w realu i widzę, że jest ono prawdziwe także w necie:)
                      • blue.berry Re: Komunikacja w necie - przeszkody 26.02.06, 23:03
                        quarantine - nie poddawaj sie:)) moze to ja malo kumata jestem (mam nadzieje ze
                        tylko tego wieczoru:)))

                        a poza tym srednio wierze w subiektywne wypowiedzi bez emocji i ocen:))) i nie
                        jest to skierowane bezposrednio do Ciebie lecz taka tam sobie ogolna uwaga. w
                        kazdej wypowiedzi na jakis temat jest zawarta chocby jaks minimalna ocena.
                        jesli sie wypowiadam w jakiejs kwestii to znaczy ze mam na jej temat
                        zdania/opinie a co za tym idzie i jej ocene. oczywiscie mozna ona byc na
                        granicy obiektywizmu czyli braku owej oceny ale jednakze jest. a ocena jakby
                        nie bylo wiaze sie ze emocjami... tak mnie sie wydaje... bo moze jednak emocje
                        to nie jest do konca dobre slowo.. moze odczucia, uczucia byloby lepsze?
                        eee... chyba przestane drazyc temat bo jak teraz zaglebie sie w podstawy
                        psychologii to cale pijanstwo bedzie na nic:)))
                        • itek1 Re: Komunikacja w necie - przeszkody 26.02.06, 23:15
                          > a poza tym srednio wierze w subiektywne wypowiedzi bez emocji i ocen:)))
                          Ja w ogole nie wierzeze w subiektywizm bez ocen oraz w subiektywizm bez emocji-
                          to jest oczywista sprzecznosc.
                          • quarantine obiektywizm vs subiektywizm 27.02.06, 11:56
                            Obiektywizm, moim zdaniem, nie istnieje. Nie istnieje obiektywizm sądów, ani
                            faktów naukowych. Wszystko ma różne aspekty i badanie tych aspektów składa się
                            na obraz całości, który i tak zawsze się zmienia wraz z technologiami i nowymi
                            paradygmatami naukowymi, które odsłaniają nowe aspekty badanego zjawiska.

                            Mówiąc o odemocjonowanym subiektywizmie, miałam na myśli, po pierwsze, swoje
                            widzenie zjawiska, truizm, ale podkreślając subiektywizm, przyjmuję, że każdy
                            widzi to zjawisko inaczej, znowu truizm.
                            Po drugie, moje widzenie zjawiska nie musi być korygowane ocenami, czy
                            emocjami. Należałoby chyba jeszcze doprecyzować ocenę, tak czuję.
                            Mam wrażenie, że ocena w pojęciu BlueB oraz Twoim Itku (być może się mylę), to
                            decydowanie, że coś jest dobre albo złe, lepsze lub gorsze. Jako taką, nie
                            przyjmuję jej za podstawę subiektywizmu.
                            Jeżeli natomiast uznać ocenę jako moją próbę zreferowania widzianego zjawiska
                            przy użyciu języka, w odniesieniu do innych zjawisk, przy czym odniesienie to
                            tylko relacja, to zgadzam się na ocenę jako podstawę subiektywizmu. Emocje nie
                            są mi potrzebne.
                            Jeśli twierdzę, że jesteśmy dziwni, bo siedzimy w necie, to nadaję nam jakąś
                            cechę. Nie twierdzę, że to fatalnie, czy coś w tym guście. Po prostu jest mi to
                            obojętne. Mogę oczywiście dalej zastanawiać się czy to dobrze czy źle, ale
                            punkt wyjścia jest beznamiętny.
                            • blue.berry Re: obiektywizm vs subiektywizm 27.02.06, 12:35
                              natchniona postem beatanu napisze tak::)
                              oczywiscie nie bylo moim zamiarem imputowac Ci co napisalas i co myslisz:))
                              wlasciwie to pislalam o moim odbiorze twoich slow ktorego zreszta nie bylam
                              pewna stad w jednym mpim poscie tyle znakow zapytania.
                              w sumie potem rozmowa przekierowala sie w rozwazania na obiek i subiek-
                              tywizmem. kazda z nas ma na ten temat swoja opinie i dobrze:))
                              ja wlasciwie teraz to mam juz tylko jedno spostrzezenie - kiedy uzywa sie
                              takich slow jak dziwny, kłopoty, ułomni nawet w kontekscie odemocjonowanego
                              subiektywizu to trzeba sie liczyc z tym ze nie zostanie to tak odebrane
                              poniewaz dobierane slowa w kontekscie kulturowym sa nacechowane jesli nie
                              pejoratywnie to chocby mocno emocjonalnie. i tu z powrotem wkraczamy na
                              pierwotna sciezke komunkacji w necie i tych juz slawetnych 50% zrozumienia
                              przekazu:)))
                              takze kiedy piszesz ze jestesmy dziwni, w swoim zrozumieniu nadajesz ceche
                              (jakaś? co tez w sumie jest masłem maślanym bo cecha zawsze lezy na szali
                              pomiedzy zlym a dobrym) to w rozumieniu innych wyborem takiego słowa nadajesz
                              ocenę, a tym przypadku i kontekscie rozmowy, mogaca zostac odebrana jako
                              bardziej negatywna niz pozytywna.

                              z poniedzialkowymi pozdrowieniami:))
                              • quarantine Re: obiektywizm vs subiektywizm 27.02.06, 12:42
                                W moim subiektywnym odczuciu bardzo cenię sobie Twoją otwartość oraz pozytywne
                                wibracje jakie wydzielasz (wydalasz:)). Bardzo miło dyskutuje mi się z Tobą.
                                Pozdrawiam Cię równie poniedziałkowo:)
                                • beatanu Re: obiektywizm vs subiektywizm 27.02.06, 13:03
                                  A mnie serce rośnie, kiedy czytam takie jasne i "wyjaśniające" przekazy, jak
                                  Wasze - Quarantino i Borówko-Jagódko :)

                                  Uwaga! To nie jest żaden lukier tylko wyrażone spontanicznie uczucie radości!
                                • quarantine Re: obiektywizm vs subiektywizm 27.02.06, 13:07
                                  Żeby jednak nie było za słodko:)

                                  Kiedy piszę "dziwna Kwarka", istnieje prawdopodobieństwo, że będzie to odebrane
                                  w pejoratywnym sensie.
                                  "Dziwny kwark" jest co prawda nazwą własną i nieco inaczej zachowuje się w
                                  związku z tym w dyskursie niż dziwna Kwarka, ale podstawą tej nazwy są własnie
                                  jego cechy.
                                  Kiedy piszę "dziwny kwark" istnieje małe prawdopodobieństwo, że ktoś odbierze
                                  to pejoratywnie. Istnieje natomiast prawodpodobieństwo (chociaż też nikłe), że
                                  zczanie zastanawiać się nad cechami, które czynią go dziwnym.

                                  Sądzę, że jesteśmy skażeni ocenianiem. Nie potrafimy widzieć zjawiska takiego
                                  jakim ono jest. Ponosi mnie chyba trochę. Czas wyciągnąć wtyczkę:)
                                  • 3promile Re: obiektywizm vs subiektywizm 01.03.06, 11:58
                                    quarantine napisała:
                                    > Kiedy piszę "dziwna Kwarka", istnieje prawdopodobieństwo, że będzie to odebrane
                                    >
                                    > w pejoratywnym sensie.
                                    > "Dziwny kwark" jest co prawda nazwą własną i nieco inaczej zachowuje się w
                                    > związku z tym w dyskursie niż dziwna Kwarka, ale podstawą tej nazwy są własnie
                                    > jego cechy.




                                    O ile mnie Alzheimer nie zwodzi, to są również Kwarki powabne ;-)
                            • itek1 Re: obiektywizm vs subiektywizm 27.02.06, 13:22
                              > Obiektywizm, moim zdaniem, nie istnieje. Nie istnieje obiektywizm sądów, ani
                              > faktów naukowych. Wszystko ma różne aspekty i badanie tych aspektów składa się
                              > na obraz całości, który i tak zawsze się zmienia wraz z technologiami i nowymi
                              > paradygmatami naukowymi, które odsłaniają nowe aspekty badanego zjawiska.
                              Z tym nie moge sie zgodzic, bo np.1+1 w systemie dziesietnym rowna sie 2.Tutaj
                              nie ma miejsca na subiektywizm:).To pierwszy z brzegu przyklad.
                              W mysleniu filozoficznym mozemy przyjmowac obiektywizm badz subiektywizm jako
                              punkt startowy maszego myslenia.
                              W kazdym przypadku dojezdzamy gdzie indziej.
                              W zwiazku z tym nie mozna chyba powiedziec, ze obiekywizm nie istnieje. Mozna
                              powiedziec, ze daje inny wynik.
                              • quarantine Re: obiektywizm vs subiektywizm 27.02.06, 13:31
                                To uzależnienie w czystej postaci, muszę odpowiedzieć:)

                                Sam zrobiłeś założenie, że 1+1 w systemie dziesiętnym = 2. A w innym systemie?
                                Matematyka startuje od aksjomatów. Gdyby przyjąć inny zestaw aksjomatów,
                                mogłaby wyglądać zupełnie inaczej.

                                "Porządny" obiektywizm powinien obejmować subiektywizm. Jeśli przyjmujesz
                                równouprawnienie sądu obiektywnego i subiektywnego, to Twój obiektywizm staje
                                się niestety subiektywizmem, a współistnienie tych sądów to pluralizm.
                                • blue.berry :)))))))))))) 27.02.06, 13:42
                                  iahahahahahahahaha
                                  no ja to teraz sie poddaje

                                  wydzielająca (wydalająca:)) pozytywne wibracje jagoda
                                  • quarantine Re: :)))))))))))) 27.02.06, 13:50
                                    Poddajesz się, czyli STAWIASZ:))
                                    alkohol, oczywiście.
                                • nienietoperz Re: obiektywizm vs subiektywizm 27.02.06, 13:48
                                  Mialem sie wtracic juz wczesniej, ale komputer odmowil posluszenstwa.

                                  Stwierdzenie, ze obiektywizm nie istnieje wyklucza mozliwosc jakiejkolwiek
                                  dyskusji, w kazdym momencie mozna sie wowczas wylaczyc z rozmowy argumentujac
                                  wedlug starego kochanego Berkeleya (wszyscy juz tam bylismy, i mam nadzieje, ze
                                  mamy juz to za soba). Rzecz jasna, ze matematyka jako nauka czysto abstrakcyjna
                                  rozpoczyna rozumowanie od arbitralnie przyjetych aksjomatow; nie przeczy to
                                  jednak koniecznosci zgody co do tego, na jakich zasadach to rozumowanie sie ma
                                  opierac. Tu juz w spolecznosci naukowej (nie mylic z tak zwanymi 'naukami'
                                  humanistycznymi) wystepuje 99% zgoda. Uzywanie argumentow typu Kwarantynkowego
                                  najczesciej zluzy uzasadnianiu potrzeby rownouprawnienia przeroznych nonsensow
                                  wzgledem solidnego rozumowania.

                                  Skadinad wierze rowniez w istnienie materialnej rzeczywistosci obiektywnej.

                                  Ad uwagi wczesniejsze - poglady bez ocen nie sa pogladami. 'Podoba mi sie X' to
                                  taka sama ocena jak 'tworczosc X jest wartosciowa', tyle, ze inaczej wyrazona.

                                  Uklony,
                                  Nienietoperz zly
                                  (bo wredne koniki wykupily mu wszystkie bilety na koncert a teraz chca za nie
                                  abstrakcyjne pieniadze na ebayu)
                                  • quarantine Re: obiektywizm vs subiektywizm 27.02.06, 14:29
                                    Nooo, to ja Ci gratuluję pewności, nietoperzu.

                                    Większość fundamentalnych odkryć naukowych dokonano własnie z pominięciem
                                    społeczności naukowej, dzięki subiektywnemu, często nawet intuicyjnemu
                                    podejściu do problemu.

                                    Nie przeczę istnieniu obiektywnej rzeczywistości. Sądzę jedynie, że są różne
                                    sposoby jej badania, sposoby równouprawnione, stąd wykluczam obiektywizm
                                    jednego z nich. Banalny przykład: dualistyczna natura światła.

                                    Co do Berkeleya. Jego skrajny subiektywizm, solipsyzm, odnosił się właśnie do
                                    istnienia rzeczywistości. Nie mieszałabym gościa w dyskusję.
                                    • nienietoperz Re: obiektywizm vs subiektywizm 27.02.06, 14:50
                                      > Większość fundamentalnych odkryć naukowych dokonano własnie z pominięciem
                                      > społeczności naukowej, dzięki subiektywnemu, często nawet intuicyjnemu
                                      > podejściu do problemu.

                                      Poprosilbym o przyklady z nauk scislych z ostatnich powiedzmy 100 lat.
                                      Podejscie intuicyjne jak najbardziej OK - nie rozumiem tylko, jak to sie odnosi
                                      do rzekomej subiektywnosci.

                                      Przyklad o dualistycznej naturze swiatla - znow co to ma wspolnego z
                                      subiektywizmem? To nie jest tak, ze dla Jasia swiatlo jest fala, a dla Zosi
                                      czastka. Obiektywnie rzecz biorac w niektorych, scisle okreslonych sytuacjach
                                      mozna opisywac zachowanie swiatla w jezyku odpowiadajacym czastkom, w innych w
                                      jezyku odpowiadajacym falom.

                                      Kiedy w spolecznosci powszechnej pojawily sie slady teorii wzglednosci, wielu
                                      kawiarnianych filozofow podkreslalo jak bardzo potwierdza ona wzglednosc i
                                      nieobiektywnosc wszystkiego dookola. W rzeczywistosci rownie dobrze mozna by
                                      argumentowac, ze poniewaz czlowiek z przodu i z tylu wyglada inaczej, nie
                                      istnieje prawda obiektywna (przyklad nie moj, przyklad Feynmana).

                                      Oczywiscie, ze Berkeley to kwestia istnienia rzeczywistosci i kwestia
                                      nieistnienia dowodu na jej istnienie. Dlatego napisalem, ze wierze w obiektywna
                                      rzeczywistosc materialna. Co nie ma nic wspolnego z materializmem.

                                      Uklony,
                                      nn
                                      • quarantine Re: obiektywizm vs subiektywizm 27.02.06, 15:23
                                        Myślę, że dla jasności dalszej dyskusji powninniśmy uporządkować pojęcia.
                                        O czym w zasadzie dyskutujemy?
                                        O obiektywizmie rzeczywistości?
                                        O prawdzie obiektywnej?
                                        Jeśli uznać klasycznie, że prawda to zgodność sądu o rzeczywistości z ową
                                        rzeczywistością, to czym jest prawda obiektywna? Kto jest w stanie zweryfikować
                                        taką prawdę?

                                        W pewnej sytuacji światło jest cząstką, w innnej falą. Tak naprawdę, nie
                                        pozostaje nam nic innego jak uznać ten dualizm i nazwać go obiektywnym,
                                        ponieważ nie mamy bardziej eleganckiej teorii. W istocie wciąż są to dwie,
                                        skrajnie różne teorie i żadna z nich, ani ich zlepek nie jest obiektywny. To
                                        światło jest obiektywne. Jeszcze raz zwracam uwagę na to, że rozróżniam
                                        obiektywność rzeczywistości i obiektywność sądu o niej.
                                        • nienietoperz Re: obiektywizm vs subiektywizm 27.02.06, 15:45
                                          > W pewnej sytuacji światło jest cząstką, w innnej falą. Tak naprawdę, nie
                                          > pozostaje nam nic innego jak uznać ten dualizm i nazwać go obiektywnym,
                                          > ponieważ nie mamy bardziej eleganckiej teorii. W istocie wciąż są to dwie,
                                          > skrajnie różne teorie i żadna z nich, ani ich zlepek nie jest obiektywny. To
                                          > światło jest obiektywne. Jeszcze raz zwracam uwagę na to, że rozróżniam
                                          > obiektywność rzeczywistości i obiektywność sądu o niej.

                                          Droga Q., zestaw zdan wyzej to obiektywnie nonsens. Nie ma zadnych dwoch
                                          skrajnie roznych teorii, ktore sa uwazane za sluszne. Jest zaawansowana
                                          matematycznie teoria zwana mechanika kwantowa, ktora pozwala skutecznie
                                          przewidywac wyniki eksperymentow, a wiec jest obiektywnie uzyteczna. Jezyk
                                          'dualizmu'
                                          a) pozwala czasami znajdowac dobre przyblizenia
                                          b) umozliwia przedstawienie sytuacji takzwanej szerokiej publice.
                                          I tyle.

                                          Kwestia 'mozna czy nie mozna podac sad o rzeczywistosci' ma sie nijak na
                                          przyklad do obiektywnej poprawnosci rozumowan matematycznych.

                                          Wciaz czekam na przyklady 'subiektywnych', 'antyestablishmentowych' przelomowych
                                          odkryc w naukach scislych, co do ktorych istnienia bylas wczesniej przekonana.

                                          Uklony,
                                          nn
                                          • quarantine Re: obiektywizm vs subiektywizm 27.02.06, 21:41
                                            nienietoperz napisał:


                                            > Droga Q., zestaw zdan wyzej to obiektywnie nonsens. Nie ma zadnych dwoch
                                            > skrajnie roznych teorii, ktore sa uwazane za sluszne. Jest zaawansowana
                                            > matematycznie teoria zwana mechanika kwantowa, ktora pozwala skutecznie
                                            > przewidywac wyniki eksperymentow, a wiec jest obiektywnie uzyteczna.

                                            ------------------------------------
                                            Mówiąc o dualizmie natury światła miałam na myśli jego strukturę. Czy możesz
                                            wyjaśnić mi w jaki sposób mechanika kwantowa tłumaczy strukturę światła, czy
                                            materii? Czy możesz pokazać mi związek mechaniki kwantowej, np. z modelem
                                            standardowym? Nie chodzi mi o równania, chodzi mi o ideę.
                                            Rozumiem, że mechanika kwantowa, posługując się równaniami funkcji falowej
                                            opisuje statystycznie zjawiska zachodzące w zbiorowiskach cząstek. Rozumiem, że
                                            dysponując takimi równaniami jest w stanie przewidywać eksperyment. Nie rozumiem
                                            (i to wynika po prostu z niedouczenia) w jaki sposób tłumaczy ona strukturę
                                            materii, a w istocie jej dualistyczną naturę.
                                            Czy możesz mi to wyjaśnić?
                                            ---------------------------
                                            > Kwestia 'mozna czy nie mozna podac sad o rzeczywistosci' ma sie nijak na
                                            > przyklad do obiektywnej poprawnosci rozumowan matematycznych.
                                            --------------------------------------------
                                            Myślę, że całe zamieszanie z obiektywnością i subiektywnością bierze się z
                                            różnego rozumienia tych pojęć, dlatego chciałam to na początku uporządkować.
                                            Ja rozumiem obiektywizm jako zakładający, że przedmiot poznania istnieje
                                            niezależnie od podmiotu poznającego i na podstawie takiego rozumienia bronię
                                            jak lew subiektywności sądów oraz faktów naukowych.
                                            Fakt naukowy jest dla mnie sądem o rzeczywistości. Staua dała przykład
                                            temperatury słońca. Temperatura słońca jest obiektywną rzeczywistością. Dopiero
                                            jej pomiar staje się faktem naukowym. Już wybór metody decyduje o jej
                                            subiektywizmie.
                                            Jeśli chodzi o matematykę. Rozumiem, że obiektywizm poprawnego dowodu wg Ciebie
                                            polega na możliwości jego weryfikacji. Nie zgadza się to z moim pojmowaniem
                                            obiektywizmu.
                                            Poza tym, twierdzenie matematyczne nie jest sądem o rzeczywistości. Nie jest
                                            zatem, w moim pojęciu faktem naukowym. Matematyka nadaje się do opisu praw, ale
                                            nie sądzi o rzeczywistości.

                                            p.s.
                                            proszę Cię, abyś przemyślał mój post własnie pod kątem rozumienia pojęć
                                            obiektywny i subiektywny.
                                            Dyskusja ta, mimo iż w tym wątku marginalna jest dla mnie bardzo pouczająca.

                                            • staua Re: obiektywizm vs subiektywizm 27.02.06, 21:56
                                              Quarantine, widac tu sie roznimy (w definicji faktu naukowego). I stad moje niezrozumienie, co masz na
                                              mysli. Metoda jest subiektywna, ale wszystkie metody zmierzaja do (np. pomiaru) tego samego faktu.
                                              Mniejsza lub wieksza moze byc ich dokladnosc. Fakt pozostaje faktem, nie zmienia sie i kazda
                                              wiarygodna metoda ma okreslony poziom bledu. Istota zjawiska, np. temperatura slonca czy suma
                                              dwoch liczb, pozostaje stala i obiektywna. Niedoskonalosc eksperymentalna nie powoduje, ze zjawisko
                                              staje sie subiektywne.
                                              Rzeczywiscie, ta poboczna dyskusja zrobila sie chyba ciekawsza, niz sam watek.
                                              • itek1 Re: obiektywizm vs subiektywizm 27.02.06, 22:16
                                                Jak sadze glowny spor dotyczy tego czy umysl ludzki zdolny jest ujac sama ISOTE
                                                pozaumyslowej rzeczywistosci (pomimo pryjecia pewnych zalozen (pociagajacych za
                                                soba np.niedokladnosc pomiaru temperatury Slonca)), czy tez nie jestesmy w
                                                stanie ujac tej ISTOTY rzeczy wlasnie z uwagi na to, ze MUSIMY przyjac pewne
                                                zalozenia (tak nasza inteligencja pracuje). I sugestia dla Quarantine- znajdz
                                                dowod, ze przyjete przeze mnie zalozenia uniemozliwiaja ujecie ISTOTY rzczy:)
                                                (wowczas mnie chyba przekonasz).
                                            • nienietoperz Re: obiektywizm vs subiektywizm 28.02.06, 14:05
                                              Droga Q.,
                                              w istocie chyba roznica polega na tym, co uznajesz za 'fakt naukowy'. Nauka
                                              wspolczesna nie do konca zajmuje sie pytaniem o strukture rzeczywistosci w
                                              sensie filozoficznym (czego mi czasem szkoda), pyta tylko o to, jak cos dziala.
                                              Nie rozumiem zreszta, czego tak dokladnie, jakiego rodzaju odpowiedzi
                                              oczekiwalabys na pytanie - jaka jest struktura swiatla? Natychmiast mozna pytac
                                              - czy cos takiego obiektywnie istnieje (moja odpowiedz = tak, ale jest to
                                              odpowiedz oparta na subiektywnej wierze)? Zaden, powtarzam zaden 'twardy' fizyk
                                              funkcjonujacy w spolecznosci nie bedzie powaznie uzywal w rozumowaniu naukowym
                                              stwierdzen typu : 'natura swiatla jest po czesci falowa, po czesci czastkowa'.
                                              Latwosc uzywania takich okreslen (czy tez trudnosc unikania takich uproszczen)
                                              jest przyczyna, dla ktorej nota bene nie znosze 95% literatury popnaukowej.




                                              >Czy możesz pokazać mi związek mechaniki kwantowej, np. z modelem
                                              > standardowym? Nie chodzi mi o równania, chodzi mi o ideę.

                                              Model standardowy to model opierajacy sie na mechanice kwantowej w sposob
                                              zasadniczy. Do pewnego stopnia mozesz myslec o mechanice kwantowej jako regulach
                                              arytmetycznych, a o modelu standardowym jako o zestawie stalych i danych
                                              wejsciowych (ktore maja skadinad glebsze uzasadnienie teoretyczne).
                                              Rozwazaniami, co tak naprawde opisuje (oprocz wynikow eksperymentow) mechanika
                                              kwantowa, zajmuje sie duza grupa (mniej lub bardziej szalonych:-) filozofow
                                              fizyki. Patrz paragraf 1. Z naukowego punktu widzenia niespecjalnie mnie to
                                              interesuje.



                                              > Jeśli chodzi o matematykę. Rozumiem, że obiektywizm poprawnego dowodu wg Ciebie
                                              > polega na możliwości jego weryfikacji. Nie zgadza się to z moim pojmowaniem
                                              > obiektywizmu.
                                              > Poza tym, twierdzenie matematyczne nie jest sądem o rzeczywistości. Nie jest
                                              > zatem, w moim pojęciu faktem naukowym. Matematyka nadaje się do opisu praw,
                                              ale nie sądzi o rzeczywistości.

                                              Widzisz, z grubsza uzgodnionym pojeciem faktu naukowego wsrod naukowcow scislych
                                              jest
                                              fakt naukowy = stwierdzenie weryfikowalne.

                                              Nie rozumiem, jak ma sie to do braku obiektywizmu. Odrzucajac zasade
                                              weryfikowalnosci jestes w stanie stwierdzic dowolna rzecz, i nikt nie bedzie Ci
                                              w stanie zaprzeczyc. Co wszelaka szarlataneria typu Derridowego zrecznie
                                              wykorzystuje.

                                              Uklony,
                                              nntpz
                                        • itek1 Re: obiektywizm vs subiektywizm 27.02.06, 16:00
                                          Dyskutujemy o sadach obiektywnych.
                                          Kwestia sporna wynika, z tego, ze zdaje sie oceniasz wszelkie sady oparte na
                                          jakichkolwiek zalozeniach za subiektywne, a ja uwazam inaczej: pomimo przyjetych
                                          zalozen potrafie odrozniac sady obiektywne: np.'bladynki to kobiety' od
                                          subiektywnych: np.'kobiety to bladynki'.
                                          Zalozenia Twoje uniemozliwiaja zaistnienie prawdy obiektywnej, gdyz jest ona nie
                                          weryfikowalna (po znowu trzeba przyjjac zalozenia, a jak wiadomo wszelkie
                                          zalozenia to subiektywizm).
                                          Klasyczny pat.
                                        • staua Re: obiektywizm vs subiektywizm 27.02.06, 20:29
                                          No wiesz, tak mozemy sie zapetlic i stwierdzic, ze kolor czerwony dla mnie to inny kolor niz dla Ciebie,
                                          bo przeciez nikt nie udowodni mi, jaki Ty naprawde widzisz kolor, ktory nazywasz czerwonym, bo
                                          nauczylas sie tak nazywac wlasnie ten kolor w dziecinstwie, ale moze to byc kolor, ktory ja nazywam
                                          niebieskim. I pomimo, ze wiemy, jakiej dlugosci fali odpowiada czerwien, to przeciez nie wiemy, cy
                                          Twoje oko dziala tak samo, jak moje.
                                          Granice subiektywizmu istnieja, wedlug mnie.
                                • itek1 Re: obiektywizm vs subiektywizm 27.02.06, 14:19
                                  > Sam zrobiłeś założenie, że 1+1 w systemie dziesiętnym = 2. A w innym systemie?
                                  > Matematyka startuje od aksjomatów. Gdyby przyjąć inny zestaw aksjomatów,
                                  > mogłaby wyglądać zupełnie inaczej.
                                  Ale czy bylaby to jeszcze matematyka?
                                  IMO istnienie aksjomatow nie musi przesadzac o subiektywizmie.

                                  > "Porządny" obiektywizm powinien obejmować subiektywizm. Jeśli przyjmujesz
                                  > równouprawnienie sądu obiektywnego i subiektywnego, to Twój obiektywizm staje
                                  > się niestety subiektywizmem, a współistnienie tych sądów to pluralizm.
                                  Z faktu mozliwosci istnienia sadu subiektywnego nie wynika jeszcze, ze istnieje
                                  wylacznie tylko sad subiektywny. Sadu nie mozna rozpatrywac w oderwaniu od
                                  definicji prawdy (prawda obiektywna vs subiektywna). Czy sadzisz moze, ze nie
                                  istnieje cos takiego jak prawda obiektywna?

                                  "I must still grow in the dark like a root not ready, not ready at all"
                                • staua Re: obiektywizm vs subiektywizm 27.02.06, 20:25
                                  Oczywiscie, ze fakty naukowe (nie tylko matematyczne) sa obiektywne. Nieobiektywne moga byc
                                  wnioski z nich wyciagane oraz teorie budowane na ich podstawie.
                                  1+1 =2 w kazdym systemie, nie tylko w dziesietnym, moze to byc tylko inaczej zapisane (10, itd), ale
                                  nie zmienia to faktu, jakim jest wartosc tej sumy.
                                  Np. temperatura slonca jest jakas tam, niezaleznie od tego, czy podamy ja w systemie Fahrenheita,
                                  Celsjusza, czy Kelvina. I tak dalej.
          • agni_me Re: Komunikacja w necie - przeszkody 26.02.06, 21:26
            Ja ci podam przykład takiej przyjaźni - jestem. Coś się zaczęło w necie wiele
            lat temu (mogło w autobusie) i rozwinęło w piękną rzecz, oczywiście rzecz jak
            najbardziej realną. Była i ostatnia koszula Ich i moja nędza i odwrotnie, było
            dzielenie się groszem i wsparcie całym sobą. Zwyczajna przyjaźń, zahaczająca o
            cały realny świat, rodzinę realną, przyjaciół realnych, pracę realną. Mam
            przyjaciół, którzy nie wiedzą co to net i wiem, że nie ma różnicy. Tyle, że
            naprawdę nie interesuje mnie przekonywanie kogokolwiek.
          • staua Re: Komunikacja w necie - przeszkody 27.02.06, 03:49
            Quarantine - nie zgadzam sie z Toba. Oczywiscie, net moze dla ludzi majacych jakis problem w realu
            byc odskocznia, miejscem spelniania sie. Ale zapewniam Cie, ze dla ludzi calkiem zwyczajnych, nie
            majacych problemow z komunikacja w realnym swiecie, ani zadnych "nienormalnych" problemow, net
            moze byc bardzo ciekawym srodkiem komunikacji. Tak jak listy, telefon, kiedys to tez byly nowosci. I
            wiele takich (zwyklych) osob czatuje, pisze na forach czy w inny sposob aktywnie udziela sie w necie.
      • braineater Re: Komunikacja w necie - przeszkody 26.02.06, 20:57
        Panie Jacku - przeca napisałem wyraźnie, przy uzyciu standartowych literków i
        posługując sie ogólnie zrozumiałą składnią, że na podstawie 'postów
        emocjonalnych' wytwarzamy sobie w miare prosty i nieskomplikowany obraz
        postaci - w tym wypadku postaci znanej jako 3promile. Kiejbym pisać chciał
        o 'panu Jacku' bycie rzeczywistym, to musiałbym się odwołac do naszych maili,
        gg i innych takich, gdzie stosujemy inne style i proponujemy inne aspekat
        autokreacji. A to com napisał był, tyczy sie jedynie bytu virtualnego 3promile
        na forum zwanym TWA i kompletnie na przykład nie ma nic wspólengo z bytem
        3promile na forum Społeczeństwo, czy jakimkolwiek innym
        Amen:)

        P:)
        • 3promile Re: Komunikacja w necie - przeszkody 26.02.06, 21:01
          Czy ty zwyrolu w te i we wte armatnim wyciorem zaspokajany nie rozróżniasz
          pytania od pytania retorycznego?

          O tempera, o murales...
    • beatanu Kilka refleksji po lekturze wątku o komunikacji 27.02.06, 11:24
      Do problemów związanych z efektywną komunikacją (i w ogóle i przez internet)
      dodałabym - oprócz tych wszystkich wcześniej wymienionych - fakt, że czasami
      poruszamy się na na różnych "poziomach komunikacji", co oczywiście owej
      komunikacji nie ułatwia. (Przykład: jeżeli ktoś w gronie osób, z którymi łączą
      go bardzo luźne (np tylko zawodowe) kontakty, nagle wyrzuci z siebie, że jest
      gejem i zamierza opuścić żonę dla młodzieńca z sąsiedniego kraju, to narusza
      jakieś tabu, bo w tym gronie komunikacja do tej pory przebiegała tylko i
      wyłącznie na "nie terapeutycznych" poziomach czyli: niezobowiązująca rozmowa,
      pogaduchy u cioci na imieninach i "niegroźne" uczucia typu "ale mnie wkurzył NN
      tym swoim wystąpieniam na ostatnim zebraniu"). Nasza wcześniejsza "dyskusja"
      (ładny eufemizm:) o tym dokąd zmierza TWA, jak wygląda i jak chcielibyśmy, żeby
      wyglądało ma - wg mnie -związek z takimi różnymi poziomami komunikacji.

      I tutaj aż się prosi, żeby jeszcze raz wspomnieć o mieszaniu się bytów realnych
      i wirtualnych. Należę do tych osób, które stosunkowo późno odkryły możliwości
      internetu pt. dyskusje na forum. (chociaż od lat korzystam z dobrodziejstw
      poczty elektronicznej, bo mam przyjaciół i znajomych rozrzuconych lekko po
      Europie, i dzięki tej formie komunikowania nie tracę z nimi kontaktu tylko
      dlatego, że spotykamy się raz,dwa razy do roku). Nawiązywanie nowych
      znajomości, ba! poznawanie potencjalnych przyjaciół przez internet jest dla
      mnie czymś jak najbardziej realnym. Naprawdę nie widzę różnicy między
      znajomością, która zaczęła się przypadkowym spotkaniem na zebraniu rodziców w
      przedszkolu, a znajomością "poczętą" wirtualnie. Czy takie przypadkowe
      spotkania przerodzą się w przyjaźń? Tego nikt na początku nie wie, zweryfikuje
      to wszystko czas i spotkania w realu. I Agni_me i Brain potwierdzają, że to jak
      najbardziej możliwe. Problem może powstać w sytuacji, kiedy część nicków
      przeobraziła się w konkretne osoby (dla niektórych, niewielu uczestników forum -
      np. dla mnie) a większość pozostaje w dalszym ciągu tylko bytami wirtualnymi.
      Czasami sama się gubię :)

      A teraz jeszcze trochę o tych sławetnych 50%...
      Istnieją badania, z których wynika, że w komunikacji face to face najmniejsze
      znaczenie (ok 7-8%) ma przekazywana treść. Reszta to komunikacja pozawerbalna,
      czyli intonacja, ton głosu, wymowa wygląd i język ciała itd itp. I w tym
      kontekście 50% na szansę zrozumienia przekazu werbalnego w internecie to bardzo
      dużo! Łał! całe 50% a może jeszcze więcej! Bo wierzę, że można swój przekaz w
      internecie (a więc obdarty z całej tej otoczki pozawerbalnej) uczynić na tyle
      jasnym na ile się da... I dlatego nie rozumiem intencji Brocha, który to Broch,
      ot tak sobie stwierdza "Napisalem to specjalnie w sposob umozliwiający kilka
      interpretacji" świadom faktu, że Mamarcela zrozumiała zdanie "po drugie nie
      uwazam Cie za przeciwnika" jako objaw lekceważenia... O ile Mamarcela nie boi
      się Brocha, o tyle ja boję się bytu wirtualnego pt. Broch, tak jak boję się
      osób, które sprawiają wrażenie nieomylnych i tak bardzo pewnych swoich racji,
      że aż prowokujących...

      Bo mnie czasami bardzo prowokuje stwierdzenie "Nie rozumiesz", "Masz błędne
      założenia" "tu chodzi o błędne releksje" itp. Na Boga! Jak najbardziej
      rozumiem, tylko rozumiem na swój sposób, na tyle na ile pozwala mi mój
      intelekt, sposób kojarzenia, zebrane doświadczenia życiowe itd. Nie rozumiem
      tak jak Ty nie znaczy, że nie rozumiem w ogóle. O ile założenia czegoś tam mogą
      być błędne, o tyle refleksje nie! Refleksje czynię, mam , takie jakie mam,
      niezależnie, czy ktoś inny będzie uważał je za bezsensowne, głupie, czy jeszcze
      jakieś inne.

      Znów prawię banały, ale czasami mam wrażenie, że właśnie takie banały od czasu
      do czasu trzeba powtarzać, między innymi dlatego, żeby umożliwić jak
      najbardziej efektywną komunikację. Nie znaczy to, że wykluczam możliwość
      dwuznaczności, gry słów, żonglowania i obrzucania się tymiż słowami, chyba
      swoim sposobem komunikowania się na TWA wyraźnie (?) to ukazuję. Ale gdy
      dyskutujemy np. o problemach z komunikacji internetowej, chciałabym czytać
      jasne i przejrzyste komunikaty. Na tyle na ile to możliwe :)

      To tyle. Anegdotę mam w zanadrzu, ale nie "uszczęśliwię" was ją tym razem, bo
      post zrobił się już i tak zbyt długi :(

      • blue.berry ... 27.02.06, 12:41
        mnie takie podsumowanie tej dyskusji jak najbardziej odpowiada:))
        tylko poprosilabym jeszcze o ta anegdote!
        • beatanu Re: ... 27.02.06, 13:04
          blue.berry napisała:
          > tylko poprosilabym jeszcze o ta anegdote!
          >
          Ok, ale ciut później, bo teraz mam inne plany :)
          • beatanu obiecana anegdota (uwaga! raczej smutna) 28.02.06, 09:37
            Kiedy wczoraj (przedwczoraj?) myślałam o problemach związanych z komunikacją w
            necie i w ogóle przyszła mi na myśl historia jednego pacjenta, którego
            spotkałam wiele lat temu. Młody mężczyzna, 25 lat. Przyjechał do nas z
            mniejszego szpitala z diagnozą: ostra białaczka szpikowa. Przyjechał i położył
            się na łóżku, zupełnie bezwolny, "zmuszony" odpowiadał zdawkowo. Zero w nim
            było życia i jakielkolwiek woli walki. Trochę na zasadzie, róbcie ze mną co
            chcecie, ja i tak nic nie mogę. Aż kiedyś udało mi się z nim porozmawiać
            NAPRAWDę. I okazało się, że najważniejszą przyczyną takiego stanu rzeczy
            (przynajmniej w rozumieniu mężczyzny) było wypowiedziane przez lekarza z
            poprzedniego szpitala zdanie: "Czy chciałby pan spotkać pastora?" Tak ponoć
            zakończył ów lekarz rozmowę z pacjentem, w trakcie której opowiedział o
            diagnozie. Czyli: jest pan bardzo chory, to rak krwi. Wyślemy pana niezwłocznie
            na leczenie do innego szpitala. Czy chciałby pan spotkać się z pastorem?"

            Chłopak był ciężko przerażony i przekonany, że to już koniec, że lada chwila
            umrze, że dlatego wzywa się księdza.

            Oczywiście, to wielkie uproszczenie. Ten młody mężczyzna mógłby zareagować
            podobnie (tzn totalnym załamaniem i depresją - właśnie z powodu diagnozy)
            nawet, gdyby nikt nigdy nie wspomniał o księdzu, ale dla niego to był początek
            doługłębokiego z którego dźwigał się długo. Ale podniósł się!

            A ja traktuję tę historię jako przykład średnio wybaczalnego błędu w sztuce
            komunikowania się właśnie... Lekarz najprawdopodobniej chciał dobrze,
            zaproponował kontakt z pastorem w dobrej wierze ale użył tak ogromnego skrótu
            myślowego, że zrobił pacjentowi niedźwiedzią przysługę, zamiast mu pomóc.
            (Krótkie wyjaśnienie - w Szwecji pacjenci mają możliwość spotkań z kuratorem -
            połączeniem psychologa i pracownika opieki społecznej ale też z diakonami i
            pastorami, którzy mają funkcję terapeutów i rola terapeutyczna nie sprowadza
            się tylko i wyłącznie do posługi religinej. Duchowej w szerokim tego słowa
            znaczeniu.)
            Możliwa interpretacja: lekarz zakomunikował w tym pytaniu o pastora rzeczy
            następjące: nie mam więcej czasu na rozmowę z Tobą, czekają kolejni pacjenci,
            rozumiem, że jesteś zszokowany i świat ci się wali, ale możesz porozmawiać z
            kimś, kto ma czas i Cię wysłucha, psycholg jest na urlopie, może chciałbyś
            spotkać pastora, jest świetnym słuchaczem i terapeutą? Możliwe oczywiście, że
            lekarzowi przez myśl nie przeszło, że takim krótkim, konkretnym pytaniem dobije
            młodego pacjenta do reszty, nie wiem. Chcę wierzyć, że jednak był tego świadom,
            ale nieszczęśliwie zastosował zrozumiałą tylko dla siebie samego "elipsę" i...
            został źle zrozumiany.

            :)


            • blue.berry Re: obiecana anegdota (uwaga! raczej smutna) 28.02.06, 11:06
              nawet zdecydowanie smutna ale w sumie swietnie pokazujaca jak niebezpieczne
              moga byc skroty myslowe lu "wydaje mi sie ze inni beda wiedziec o co mi chodzi"
              dzieki za opowiedzenie
              pozdrawiam
              • daria13 Re: Długie posty 28.02.06, 12:04
                A ja właśnie dlatego tak lubię TWA, że lubimy pisać przydługie posty. W takim
                przydługim poście można wyczerpująco wyjaśnić swoje stanwoisko, zdanie,
                refleksje i jest nadzieja, że będzie się dobrze zrozumianym. Co nie zawsze
                niestety skutkuje, ale daje wieksze szanse na zrozumienie.
                To wszystko nie zmienia faktu, że bardzo zazdroszczę osobom, które w kilku
                słowach potrafią wyrazić swój przekaz, robiąc to celnie, dowcipnie i klarownie.
                Ja tak nie umiem, ale też czasami takie krótkie pisanie może stanowić pułapkę
                niezrozumienia, kiedy na przykład piszący ma słabszy dzień i klarowność
                przekazu ginie w zbyt dużym skrócie. Dlatego wole pozostać przy swojej
                wylewności stylu i nie starać się za wszelka cenę skracać postów. To naprawdę
                trzeba umieć.
                P:)
      • broch Re: Kilka refleksji po lekturze wątku o komunikac 27.02.06, 14:32
        poniewaz "czepiasz" sie mnie, moze pare slow wyjasnienia.
        Pierwszy post Marceli mial (jak to okreslila) charakter "naukawy". Pozwolilem
        sobie wiec na krytyke dokladnie taka jaka ma miejsce w wypadku artykulow
        naukowych. Nie znajdzesz w moim pierwszym poscie ani jednego slowa o Marceli,
        wylacznie o tresci jej wypowiedzi.

        W tym momencie jednak Beato zaczely sie jaja, od wypowiedzi diffiego,
        twierdzacego ze krytykowac nieladnie do dwoch pod rzad wypowiedzi Marceli
        dyskutujacej moj charakter.

        Roznica miedzy Twoja pierwsza wypowiedzia, a moja pierwsza wypowiedzia jest
        dokladnie taka sama. Ty piszesz co sadzisz o mnie i jak ja to mysle o swojej
        nieomylnosci. Twoja wypowiedz rozni sie od tego co napisala Marcela przynajmniej
        w czesci, poniewaz cytujesz inne dane. Gdyby tak zostalo moznaby dyskutowac
        czyjes wyniki i co sie o nich sadzi, zamiast koncentrowac sie na mojej osobie.
        Jesli spojrzysz chodno na Twoje i Marceli posty, to wiecej jest w nich o mnie
        niz o tym co ja pisze. W efekcie to Wy robicie ze mnie kogos kim nie jestem.

        Dlaczego jednak nie mozesz sie powstrzymac od krytyk osobistych :)))

        Zawsze jest tak iz jesli powiem ze cos jest nie tak slysze ze jestem nieomylny,
        co nie ma nic wspolnego z moim postem a dotyczy bezposrednio mnie.

        Poniewaz Marcela, koniecznie chciala byc "osobista" wiec zabawilem sie Jej
        kosztem. Niestety, nie wydaje mi sie aby dla niej i dla Ciebie bylo to jasne
        (och znowu ta moja nieomylnosc, choc faktycznie tak nie mysle, to Twoja
        interpretacja i Marceli, poniewaz nie potrafisz chlodno odniesc sie do tresci i
        wszystko odbierasz osobiscie, a to blad). Nie mysle jednak ciagnac takiej zabawy
        w nieskonczonosc, bo staje sie to nudne. Czesc niejasna dla Ciebie i Marceli to
        ta w ktorej odpowiadam osobiscie, bo ktos osobiscie zaczal dyskusje ze mna.

        Wierze iz nigdy w zyciu nie czytalas recencji artykulow naukowych. O.K. ale mimo
        to absolutnie umknal Twojej uwadze prosty fakt iz poczatkowo nie odpowiadalem
        Marceli tylko na Jej post. To czego domagala sie Agni.

        Jesli wiec w przyszlosci skoncentrujesz sie wylacznie na tresci moich postow i
        zostawisz moja osobe w spokoju, bedzie znacznie lepiej. Zwroc uwage, iz nigdzie
        w calym tym poscie nie napisalem nic co sadze o Twoim charakterze. Nie widze
        potrzeby abys czynila inaczej.

        W tym watku nie pisze nic o ""Nie rozumiesz", "Masz błędne
        > założenia" "tu chodzi o błędne releksje" itp. Na Boga! Jak najbardziej
        > rozumiem, tylko rozumiem na swój sposób, na tyle na ile pozwala mi mój
        > intelekt, sposób kojarzenia, zebrane doświadczenia życiowe itd. Nie rozumiem
        > tak jak Ty nie znaczy, że nie rozumiem w ogóle. O ile założenia czegoś tam mogą"

        rozumiem jednak ze to zle. O.K. napisz ze ja nie rozumiem (i wyjasnij dlaczego,
        bedzie mozna na Boga podyskutowac o czyms innym niz moj kontrowersyjny
        charakter), refleksja to m.in. wniosek, podobnie jak wniosek, moze byc bledna.

        Fajnie byloby dyskutowac pierwsza czesc Twojego postu, ale podobnie jak Marcela
        podchodzisz zbyt osobiscie do dowolnego tematu. Podobnie jak Marcela uwazsza
        czyjes pytanie, stwierdzenie za obelge osobista. Jak mozna wiec dyskutowac
        cokolwiek jesli konczy sie to obraza?

        Jesli Marcela sie "nie boi" to to jest Jej problem (ze w ogole cos takiego mogla
        wpasc Jej do glowy).
        I warty tyle samo co :
        "Widocznie my tu wpolsce nieintelkigentne ludzie som,"
        Mysle ze ja powinienem bac sie Jej bardziej niz Ona mnie.

        Najsmieszniejsze jest to iz przez caly czas udowadnialem teze Anglikow co
        wyglada jakby umknelo Twojej uwadze (wlaczajac zdanie o przeciwnikach).
        Twoja i Marceli interpretacja jest bledna. Pozwalam sobie tak napisac poniewaz
        to byl moj cytat i mam nadzieje iz mam prawo to tego aby wiedziec lepiej co
        pisze (co moze byc uznane za nieomylnosc):
        nie uwazam nikogo za przeciwnika, dlaczego mialbym uwazac kogokolwiek za
        przeciwnika? W zyciu nie przyszlo mi do glowy aby spotykac sie i dyskutowac
        cokolwiek z przciwnikiem za wyjatkiem sportow, ale tam niewiele dyskutowalem,
        trzeba bylo udowodnic ze jest sie bardziej sprawnym fizycznie.
        Gdy dostawalem krytyczna recenzje artykulu, nie widzialem recenzenta jako
        "przeciwnika". On tez tak nie widzial mnie.

        Po pierwsze to zdanie mialo wykazac jak trudno jest poprawnie interpretowac
        posty (zgodnie z czyimis, nie moimi badaniami), po drugie wykazywalo rowniez
        czyjes intencje. tym wypadku odbior Marceli swiadczyl o podejsciu osobistym i
        od razu zlym nastawieniu.


        Ostatecznie wiec Marcela piszac 'naukawy' wstep nie dala rady 'naukawej' krytyce
        Jej postu (taka byl moj pierwszy post).

        W tym poscie nie ma ani jednej uwagi o Twoim charakterze (proponuje abys, jesli
        to mozliwe starala sie w przyszlosci o podobne podejscie). Podobnie jak w
        wypadku Marceli nie mam wplywu na to co obdierzesz osobiscie co nie. Co
        zinterpretujesz jako osobosta uraze a co nie.
        • noida Re: Kilka refleksji po lekturze wątku o komunikac 27.02.06, 14:51
          Brochu, ja mam tylko jedno pytanie- dlaczego postanowiłeś zrecenzować wątek
          mamarceli? Ja nie bardzo to rozumiem. Czy ona postanowiła go w gazecie naukowej
          wydrukować, czy co? A jeśli nie, to dlaczego zabrałeś się za krytyczną analizę
          wątku, zamiast po prostu odpowiedzieć na pytanie?
          • daria13 Re: Kilka refleksji po lekturze wątku o komunikac 27.02.06, 15:57
            quarantine napisała:
            >Ja wręcz przeciwnie. Mam potrzebę odemocjonowania wypowiedzi, po to by tych
            >emocji nie odczytywano błędnie.
            >W zasadzie w tym momencie poddaję się, ponieważ w każdym poście muszę
            >tłumaczyć
            >pojęcia, których używam. Nieemocjonalny nie jest sprzeczny z subiektywnym. Nie
            >wygłaszam obiektywnych opinii. To absurd przecież. Prezentuję moje poglądy i
            >staram się robić to bez ocen, które wzbudzają emocje.

            >A propos problemu z komunikacją. Użyłam tego sformułowania w stosunku do
            >siebie w realu i widzę, że jest ono prawdziwe także w necie:)

            Pewnie już dawno wpadłaś na ten pomysł, ale na wszelki wypadek zapytam; czy
            pomyślałaś o tym, że może Twoje kłopoty z komunikacją w realu wynikają z
            uporczywej potrzeby skrywania emocji, bo niewykluczone, że skoro w wirtualu, to
            i w realu, starasz sie dla jasności te emocje za wszelką cenę ukryć. A obawiam
            się, że obcowanie z osobą, która tak skrzętnie rezygnuje z okazywania emocji
            może być trudne.
            Jestem głeboko przekonana o tym, że znajomość, przyjaźń czy miłość moga być
            zapoczątkowane w necie i tak jak komus może wydać się dziwne, że ktoś poznaje
            swojego partnera życiowego na dyskotece, tak samo może się to stać na czacie,
            czy na forum. Znam spektakularnie udane małżeństwo, które poznało sie na
            dyskotece, chodziło ze sobą kilka miesięcy (a mieli wtedy po 19 lat), pobrali
            się i są ze sobą 23 lata. Jaka jest różnica między poznaniem się w necie czy w
            klubie?
            Jestem głęboko przekonana o tym, że o ile część z nas odczuwa jakieś braki w
            realu i ma pewne problemy, to nie u wszystkich TWA, czy inne fora są erzacem
            prawdziwego życia, nie służą zspokojeniu skrywanych namiętności, nie są
            protezą. Jak lubię Twoje zrównoważone i mądre uwagi, tak generalizowanie, że
            wszyccy jesteśmy biedni, kalecy uczuciowo i dlatego siedzimy przed komputerami
            mocno mnie zdziwiło. To było może powiedziane bez emocji, ale bardzo
            autorytatywnie. Nie różni się to tak bardzo od wypowiedzi innych, którym
            zarzucamy chęć bycia nieomylnym.
            Pozdrawiam:)
            Ps.
            Czy takie ciekawe dyskusje możemy sobie prowadzić w tygodniu, bo w weekend ja
            nie mam czasu, a to co chciałam dziś powiedzieć, zostało już dawno powiedziene
            przez innych i jest mi smutno:( (to żart, jakby co:)
            PS 2.
            Broch odpowiedział naukowo może dlatego, że jest naukowcem, takie zwichnięcie
            zawodowe:))))
            • stella25b Re: Kilka refleksji po lekturze wątku o komunikac 27.02.06, 16:34
              Przeczytalam caly ten watek i musze przyznac, ze jak zwykle wszyscy mowia "o
              tym samym" ale chyba jednak nie. Komunikacja miedzyludzka nigdy nie byla sprawa
              prosta, abstrahujac od tego czy korzystamy z netu czy tez nie. Ustosunkowanie
              sie do czyjejs wypowiedzi, nie angazujac w to "osobistych wycieczek" nie jest
              rzecza latwa, zwlaszcza kiedy rozmowca nas prowokuje, sam balansujac na
              granicy. Jednak trzeba przyznac, ze net ma te dobre strony, ze mozna swoja
              odpowiedz dopiescic, dopracowac i gleboko przemyslec nim nacisnie sie
              przycisk "wyslij". Jednak ktore z nas to naprawde robi, kiedy tzresa nami
              emocje i chec dalszej dyskusji.
          • broch Re: Kilka refleksji po lekturze wątku o komunikac 27.02.06, 16:14
            o.k. konkretne pytnie, konkretna opdowiedz:
            post Marceli mial charakter "naukawy" i tak go potraktowalem (jako "naukawy").
            Wyjasnilem rowniez iz zalozenia Marceli nie podlegaja zandnej sensownej analizie
            tzn sa zle (nawet nie sprzeczne):
            1) postawienie pytania
            2) natychmiastowe udzielenie odpowiedzi (co wyklucza dyskusje)
            3) nie rozumienie ("wiki"). Tzn rozumie tylko... "nie rozumie" w swoim poscie
            ad 3)
            "Głównymi przeszkodami w porozumiewaniu sie w ogóle są:
            - wieloznaczność symboli komunikacyjnych,
            - wielość znaczeń komunikatu u nadawcy i odbiorcy,
            - brak określonej wiedzy i doświadczeń,
            - stereotypy i uprzedzenia,
            - subiektywizm,
            - niedoskonałość procesów poznawczych.

            Czy w internecie jest tak samo, czy może jednak inaczej?
            Co jeszcze można by dodac do tej listy?"

            dzielisz na dwie czesci:
            "wiki":
            Głównymi przeszkodami w porozumiewaniu sie w ogóle są:
            - wieloznaczność symboli komunikacyjnych,
            - wielość znaczeń komunikatu u nadawcy i odbiorcy,
            - brak określonej wiedzy i doświadczeń,
            - stereotypy i uprzedzenia,
            - subiektywizm,
            - niedoskonałość procesów poznawczych."

            Marcela:
            "Czy w internecie jest tak samo, czy może jednak inaczej?"

            Na czym polega blad?
            Czesc "wiki" dotyczy komunikacji generalnie, komunikacja w internecie jest
            "podzbiorem". Innymi slowy prawa zbioru nadrzednego obowiazuja w zbiorze
            podrzednym. O.K. mozna dyskutowac ze sa wyjatki. Tyle ze w tym wypadku trudno
            rozpatrywac wyjatki:
            "Głównymi przeszkodami w porozumiewaniu sie w ogóle są:
            - wieloznaczność symboli komunikacyjnych,
            - wielość znaczeń komunikatu u nadawcy i odbiorcy,
            - brak określonej wiedzy i doświadczeń,
            - stereotypy i uprzedzenia,
            - subiektywizm,
            - niedoskonałość procesów poznawczych."
            kazdy z tych postulatow obowiazuje zarowno w komunikacji generalnie, jak i w
            komunikacji internetowej. Takie stwierdzenie jest truizmem. Truizmow sie nie
            dyskutuje. Albo wiec Marcela nie zrozumiala "wiki", albo na sile chciala napisac
            blyskotliwy post o komunikacji (w nawiazaniu do dyskusji o "Roli itp"), albo
            chciala rozpoczac dyskusje o problemach komunikacji i sama te dyskusje zakonczyla.
            Celem wiec mojego postu byla normalna krytyka, z ktora spotkasz sie przy pisaniu
            pracy magisterskiej (tylko prosze nie pisac iz Marcela pracy magisterskiej nie
            pisala). Padna pytania o wyjasnienie, jak rowniez o przeslanki Twojej tezy.
            Jesli jednak polowa Twojej pracy udowodni ze drugiej czesci nie rozumiesz, to
            nikt nie bedzie dyskutowal pierwszej slusznej czesci tylko zostanie pokazane ze
            druga czesc wymaga poprawy, dopiero potem mozna dyskutowac czesc pierwsza. Jesli
            napiszesz w odpowiedzi ze krytyk jest zarozumialy, mieszka za granica (czyli
            "gardzi") a Ty sie go nie boisz, to krytyk moze wylacznie popukac sie z
            politowaniem w czolo.

            Post Marceli nie jest praca magisteska, ale faktycznie trudno dociec zego
            Marcela chce? Przeciez na pytanie:
            "Co nam utrudnia porozumiewanie sie w sieci?"
            sama udziela odpowiedzi (wiki):
            "Głównymi przeszkodami w porozumiewaniu sie w ogóle są:
            - wieloznaczność symboli komunikacyjnych,
            - wielość znaczeń komunikatu u nadawcy i odbiorcy,
            - brak określonej wiedzy i doświadczeń,
            - stereotypy i uprzedzenia,
            - subiektywizm,
            - niedoskonałość procesów poznawczych."
            Po czym stawia kolejne tym razem bezsensowne pytanie:
            "Czy w internecie jest tak samo, czy może jednak inaczej?"

            Dlaczego bezsensowne? Poniewaz odpowiedz jest zawarta w czesci z "wiki".
            W takim razie, dlaczego Marcela ten post napisala? Nie potrafie udzielic
            odpowiedzi, po pierwsze dlatego ze psychologiem nie jestem (choc pewne wnioski
            sie nasuwaja, byc moze bledne wiec po co o tym pisac), po drugie mam 50% szans
            na poprawne zgadniecie :))
            Poniewaz nie wiem dlaczego Marcela post napisala, zajalem sie postem (nie
            Marcela), niestety zamiast odpowiedzi na moj post doczekalem sie kolejnej
            "analizy charakteru" co mowiac szczerze, na tym forum staje sie rodzajem mody
            (dyskutowanie mojego charakteru i przebijanie sie w odpowiedziach jak bardzo
            boski jestem we wlasnym mniemaniu). To zas swiadczy ze na proponowany przez
            siebie temat Marcela wiele do powiedzenia nie ma (bo gdyby bylo inaczej nie
            sluchalbym tyle o sobie), podobnie jak pare osob ktore notorycznie zajmuja sie
            moim charakterem.


            Nie wiem czy Marcela uzywala wiki czy co innego, "wiki" to sugestia Agni (i
            dlatego wziete w ""), chodzi o to ze skads tam to wziete, nie Marceli
            (zarzucajacej mi "guglizm" co w tym wypadku brzmi hmm dziwnie?)
        • beatanu Re: Kilka refleksji po lekturze wątku o komunikac 28.02.06, 08:59
          broch napisał:
          > Wierze iz nigdy w zyciu nie czytalas recencji artykulow naukowych. O.K. ale
          mim
          > o
          > to absolutnie umknal Twojej uwadze prosty fakt iz poczatkowo nie odpowiadalem
          > Marceli tylko na Jej post. To czego domagala sie Agni.

          Widzisz, mnie po prostu przez myśl nie przeszło, że na forum takim jak TWA
          nagle będziemy "oceniani" wedle kryteriów obowiązujących ludzi piszących
          artykuły naukowe. Ok, teraz już wiem :)

          Osobiszych wycieczek Mamarceli wobiec Ciebie i vice versa nie komentuję, to
          Wasz "problem".

          > Jesli wiec w przyszlosci skoncentrujesz sie wylacznie na tresci moich postow i
          > zostawisz moja osobe w spokoju, bedzie znacznie lepiej. Zwroc uwage, iz
          nigdzie
          > w calym tym poscie nie napisalem nic co sadze o Twoim charakterze. Nie widze
          > potrzeby abys czynila inaczej.

          Uwierz mi, staram się zostawić Twoją osobę w spokoju. Nie znam Cię i nie mam
          podstaw do komentwania Twojego charakteru. Jestem dla mnie "bytem wirtualnym" i
          jako taki staram się Cię traktować. Nie napisałam, że jesteś nieomylny itd.
          napisałam:
          "(...) o tyle ja boję się bytu wirtualnego pt. Broch, tak jak boję się
          osób, które sprawiają wrażenie nieomylnych i tak bardzo pewnych swoich racji,
          że aż prowokujących..."
          Czyli mniej więcej tak: Nie twierdzę, że jesteś nieomylny. Ale możesz sprawiać
          wrażenie nieomylnego. Takim można Cię odbierać na podstawie Twoich wpisów.
          Tylko to chciałam zasygnalizować.


          Pisząc "Bo mnie czasami bardzo prowokuje stwierdzenie "Nie rozumiesz", "Masz
          błędne założenia" "tu chodzi o błędne releksje" itp." nie miałam na myśli Tylko
          bytu wirtualnego pt. Broch, ale wiele innych bytów i osób realnych w moim
          życiu, które w ten krótki sposób autorytatywnie ucinają dyskusję nie dając
          rozmówcy szans na rozwinięcie swojeg wersji, swojego sposobu rozumienia
          rzeczywistości. Można to nazwać przeczuleniem na tle jakimś tak, można to
          nazwać osobistym odnoszeniem się do wszystkiego i wszystkich. To nie jest
          istotne. Ja po prostu tak już mam, i staram się moim rozmówcom uświadamiać, że
          mówiąc w ten sposób 1. zamykają mi usta 2. machają mi przed oczami czerwoną
          płachtą.
          Ale to tylko moja sprawa, naprawdę nie widzę powodu, żeby ktokolwiek czuł się
          skrępowany "lękiem", że mnie (czy jeszcze kogoś) urazi, obrazi i dotknie.
          Fajnie podsumowała to Noida w swoich założeniach, które teraz zdobią czołówkę
          TWA.

          A gdy kiedyś poczuję się urażona, to nie omieszkam o tym napisać. Przynajmniej
          tak mi się wydaje :)



          • mamarcela Brochu! 28.02.06, 10:08
            Nie mam siły wczytywać się w całość tego wątku, który jak widzę mimo godzenia w
            inteligencję twaczy, całkiem się rozrósł (czyli może jest ona przesadzona -
            ŻARTOWAŁAM!)
            Chciałam tylko:
            1. podkreślic, że termin "naukawy" został użyty poraz pierwszy preze mnie i
            ustawiczne używanie go przez Ciebie wygląda na ...brak inwencji?!
            2. powoływanie się w krytyce mojego postu na badania Anglików (jakich? gdzie
            opublikowane?) jest wybacz mi mało profesjonalne. Mnie trzeba z bibliografią.
            Ja prosty "naukawiec" jestem. A Francuzi zrobili badania, że jednak 62,5, a
            Finowie, że tylko 43%.
            3. serdecznie przepraszam za wszystkie wycieczki osobiste odnośnie Twojego
            bytu wirtualnego, ale wybacz Brochu jesteś jako byt wirtualny mocno wkurwiający
            (pardonez le mot). To nie o to chodzi, że wsadzasz szpile, to tylko Tobie się
            wydaje, że je wsadzasz (szpile są prezyzyjne, a Ty często walisz na oślep i bez
            sensu, co Ci kilka razy np. kolega Schabomił pieknie udowodnił), Ty okazujesz
            swojemu rozmówczy a priosi WYŻSZOSĆ, LEKCEWAŻENIE, a wręcz POLITOWANIA.
            Ty wiesz wszystko lepiej, a ponieważ nie ma takich ludzi, którzy wiedzą
            wszystko, stąd moje podejrzenia a guglizm. Nie wątpię, że jesteś bardzo mądrym
            facetem (bytem wirtualnym!), ale po co za wszelką cenę udawać jeszcze
            mądrzejszego. Tak to Cię czasami pochłania, że tracisz kontrolę.
            A większość się Ciebie poprostu boi i w ten sposób utwierdza Cię w Twojej
            nieomylności. Samonakręcająca się spirala.
            4. uwaga teraz będzie złośliwość za złosliwość. Ponieważ kiedyś tam rzuciłeś mi
            z ogromnym politowaniem zdanie, że Brain nie potrzebuje pomocy takiej sarenki
            jak ja, to czy taki gigant jak Ty potrzebuje pomocy Agni, a nie po raz pierwszy
            zjawia się, aby, w swoim mniemaniu, dogryźć ofiarę. :)
            5. to by było na tyle. Bez odbioru, bo obiecałam sobie, że więcej juz w ten
            wątek nie zajrzę.
            6. i jeszcze jak juz pisałam mój stosunek do Twojego bytu wirtualnego i mojej
            inteligencji nie złamią żadne tego typu spory (i zabawy w owe lata). Do obojga
            żywię nieustającą sympatię. :-)
            pozdrawiam
            mamarcela wielbicielka taniego psychologizmu wirtualnego
            • broch litosc 28.02.06, 17:42
              marcelo,
              wypisalas sie strasznie, utworzylas ekstra watek, udowadniajac wszem i wobec ze
              to ja zaczalem wycieczki osobiste (co jest klamstwem wycieczki zaczely sie od
              postu "Wielki Zły Broch w internecie?" i "addentum"). Przez caly czas robisz
              wszystko aby przejsc do utarczek osobistych (piszac jak Cie wkurwiam wirtualnie.
              Co zostawie znowu bez komentarza). Ostatecznie mamy post: Brochu!
              Moglbym znowu zignorowac tyle ze nie jestem pewien czy zadowoliloby Cie to wiec
              na Twoj post w tej chwili odpowiadam (nie jestem pewien czy dalsze ignorowanie
              nie byloby objawem zlego wychowania, choc bez watpienia na temat wychowania
              "wirtualnego brocha" tez masz zle zdanie, wiec moze bez znaczenia) wylacznie z
              litosci (stracilem absolutnie szacunek dla Ciebie czytajac o pogardzie
              emigranta, googlizmie, moim (jak Beata chce) wirtualnym zarozumialstwie i moim
              wirtualnym obrazaniu (? ciekawe).

              Nie wymyslaj historii, nie baw sie w psychologizowanie, nie wyjasniaj truizmow
              jak wlasnie teraz to robisz. Popelniasz podstawowy blad probojac sie
              usprawiedliwic przed takim skurwielem jak ja (napiszesz ze sie nie
              usprawiedliwiasz tylko tlumaczysz?).
              Twoj pierwszy post cechowalo absurdalne zadecie, ktore po prostu mnie
              rozsmieszylo. Czytajac nie bylem pewien czy kpisz czy piszesz serio. Uzylem
              dokladnie tak samo absurdalnej metody (czego Beatka nie zrozumiala rowniez, bo
              jak pisze nie wiedziala ze TWA podlegaja powaznej naukowej krytyce) aby zakpic.

              Twoj pierwszy post przypomina probe zabicia muchy laserem (komentarz?)

              Przez caly czas upierasz sie przy braku zrozumienia (wlaczajac w to dodatkowy,
              ekstra wyjasniajacy watek). Jesli czujesz ze tak bardzo nie jestes rozumiana iz
              musisz pisac ekstra watki, to wybacz ale to juz zdecydowanie Twoj problem.

              "1. podkreślic, że termin "naukawy" został użyty poraz pierwszy preze mnie i
              ustawiczne używanie go przez Ciebie wygląda na ...brak inwencji?! "
              znowu pozwalasz sobie na osobiste wycieczki.

              W sumie Marcelo, jesli spokojnie przeczytasz Twoje uwagi na moj pierwszy post,
              wyjdzie na to ze Ty czujesz sie urazona w swej niedocenionej przeze mnie
              blyskotliwosci. Oczywiscie uslesze ze to ja jestem obrazony i tak mozna w kolko
              macieju.

              Nie wiem za co ciagle przepraszasz. Ale jesli czujesz taka potrzebe to
              przepraszaj dalej.


              Zwracam uwage iz to zdanie:
              "2. powoływanie się w krytyce mojego postu na badania Anglików (jakich? gdzie
              > opublikowane?) jest wybacz mi mało profesjonalne. Mnie trzeba z bibliografią.
              > Ja prosty "naukawiec" jestem. A Francuzi zrobili badania, że jednak 62,5, a
              > Finowie, że tylko 43%. "

              Dowodzi ze jednak anglicy mieli racje czego ani Ty ani Beata ani diffie nie
              zrozumieliscie :)))
              nie idzie o 50% procent informacji z postu ktora jest dla odbiorcy zrozumiala,
              idzie o 1:1 szanse iz prawidlowo zinterpretujesz czyjs (caly) post prawidlowo.
              Nie dotyczy to Ciebie w szczegolnosci, ani Beaty ani diffiego. Badania nie byly
              prowadzone na Was, tylko na duzej populacji ludzi. Wnioski dotycza wszystkich.
              Twoja walka z % jest w tej chwili rownie absurdalna jak Twoj pierwszy post.
              Wydawalo mi sie iz podajac przyklady wyjasnilem o co w badaniach Anglikow chodzilo.

              Wublikacje idzie o proporcje faktycznie (statystyczne szanse), nie % tresci
              zrozumialej (czyli mozliwosci intelektualne). Co wiecej, jesli masz inne dane to
              dobrze, tyle ze nie rozumiem dlaczego cytowanie czyjejs pracy jest obrazliwe?


              Ostatecznie po dwoch dniach Twoich wysilkow odpowiadam na Twoj post. Mam
              nadzieje ze Cie to satysfakcjonuje i pozwoli na dalsze wypisywanie "wyjasnien".
              Da Ci to rowniez szanse na kolejne proby wycieczek osobistych. Zwroc uwage iz w
              zadnym poscie nie napisalem o "wirtualnej marceli" (choc niecelnie jak zauwazasz
              (zadowolona?) komentowalem Twoje posty). Ty piszesz o "wirtualnym" Brochu
              ktoremu poswiecasz strasznie duzo uwagi (nie mam pojecia czy pisac w pierwszej
              czy trzeciej osobie: ostatecznie ten wirtualny broch (a raczej Broch: przez "B"
              = wirtualny, przez "b" = nie wirtualny) w wiekszosci postow, nawet powyzszy do
              Niego (Brocha) adresujesz. Ostatecznie nie jestem pewien czy piszesz do mnie czy
              do wirtualnego. Moze powinienem zmienic nic na wirtualny? Co o tym sadzisz?
              W kazdym razie, jesli piszesz do wirtualnego to przepraszam Go ze sie wcinam.

              "Ty okazujesz
              > swojemu rozmówczy a priosi WYŻSZOSĆ, LEKCEWAŻENIE, a wręcz POLITOWANIA.
              > Ty wiesz wszystko lepiej, a ponieważ nie ma takich ludzi, którzy wiedzą
              > wszystko, stąd moje podejrzenia a guglizm. Nie wątpię, że jesteś bardzo mądrym
              > facetem (bytem wirtualnym!), ale po co za wszelką cenę udawać jeszcze
              > mądrzejszego. "

              Kiedys o tym pisalem, interesuja mnie ludzkie opinie, czytam z ciekawascia
              szanuje to co ludzie mowia. To ze sie nie zgadzam wynika z mojej oczywistej
              niewiedzy lub czyjejs. W dyskusji sie ucze (nie uwazam iz ponioslem osobista
              kleske dlatego iz ktos ma racje. Zachowuje zdecydowanie wiecej dystansu niz Ty
              do wypowiedzi innych i swoich). Jesli jak uwazasz jestem madrym facetem, to
              powinnas rozumiec ze nie uwazam abym wszystko wiedzial

              Mam nadzieje iz docenisz fakt ze pisze ten post aby Cie zadowolic.
              Tak na wyrywki bo znowu smiesznie sie robi (choc cala ta historia ciagnac sie
              dzieki Tobie tak dlugo cechy zabawy utracila):

              3. "..kilka razy np. kolega Schabomił pieknie udowodnił.."
              mnie sie z Nim dobrze rozmawialo, nie mam pojecia co Twoim zdaniem kolega
              Schabomil mi udowodnil. Co wiecej w dziedzinie na oslep: jesli bylo na oslep po
              co tyle piszesz o tym? Znowu, moj post nie mial nic wspolnego z Toba (wirtualna
              czy nie), odpowiadalem na Twoj post

              "4. uwaga teraz będzie złośliwość za złosliwość. Ponieważ kiedyś tam rzuciłeś mi
              z ogromnym politowaniem zdanie, że Brain nie potrzebuje pomocy takiej sarenki
              jak ja, to czy taki gigant jak Ty potrzebuje pomocy Agni, a nie po raz pierwszy
              zjawia się, aby, w swoim mniemaniu, dogryźć ofiarę. :)"
              No nie czuje Twojej zlosliwosci ehh... :)) Na czym to ona polega?



              braineatera i Agni cenie (i pare innych osob), nie ma znaczenia czy sie zgadzaja
              czy nie (potrafia udowodnic swoje racje bez wirtualnych osobistych uwag), moze
              wiec zostawisz ich poza tym watkiem? tzn nie rozumiem co Oni maja tu do rzeczy?

              "to by było na tyle. Bez odbioru, bo obiecałam sobie, że więcej juz w ten wątek
              nie zajrzę."
              Nie mam watpliwosci ze przeczytasz to co napisalem (choc to zdanie powinno w
              miare skutecznie i nie powinnas odpowiedziec) sadzac po Twoich "wirtualnych"
              reakcjach do tej pory, poniewaz tak bardzo starasz sie cos udowodnic i nijak Ci
              nie wychodzi.

              Ciekawi mnie czy zdajesz sobie sprawe iz gdybys napisala swoj pierwszy post
              normalnie, bez zadecia (wywolanego...) odpisalbym normalnie, bez kpiny. Temat
              moglby byc ciekawy. Co widac z reszta czytajac wpisy stauy, nienietoperza i
              quarantiny.

              Ten post byl dostatecznie dlugi aby zaspokoic Twoja niezwykla chec dyskusji
              wirtualnej na (dla mnie) obojetny temat.
              • diffie Re: litosc 01.03.06, 01:19
                broch napisał:
                Dowodzi ze jednak anglicy mieli racje czego ani Ty ani Beata ani diffie nie
                zrozumieliscie :)))
                ...
                Nie dotyczy to Ciebie w szczegolnosci, ani Beaty ani diffiego.
                ----------
                A to sobie znaczków ")))" nawstawiał! Anglicy mieli rację, czego dwie obywatelki
                pisane z dużej litery, a jeden taki już z małej - nie zrozumieli... Człowiek
                rano się budzi, piąstki zwiera i wykrzykuje: yes, yes, nie zrozumieli Anglików !
                Za cholerę nie wiadomo, o jakich Anglików chodzi i co oni właściwie napisali.
                Co badali. Na jakiej próbie. Statycznie temat ujęli, czy dynamicznie. Czy ci
                Anglicy badali na przykład, na ile Anglicy są w stanie zrozumieć posty Brocha ?
                Jeśli tak, bardzo się dziwię i niepokoję, że im wyszło aż 50 %. Po publikacji
                tych danych straciłem wszelkie zaufanie do Anglików. Imperium musiało się
                rozpaść. Nie tylko to jedno imperium, drogi Brochu, nie tylko to jedno.
                Wspomnijmy także inne narody, niż Anglików. Choćby Autro-Węgry i esencjonalne
                bałwaniarstwo porucznika Duba.
                • broch Re: litosc 01.03.06, 04:00
                  "Brochu, w odpowiedzi na post MM piszesz: "masz 50% szans na zrozumienie czyjegoś
                  maila". Napisane ? Napisane. Do kogo skierowane ? Do MM. Zwróć uwagę, gdybyś to
                  samo powiedział w telewizji, w radiu (bo tam się mówi do wszystkich, lecz do
                  nikogo z osobna), nikt by się nie obruszył."
                  obruszyc sie mozna gdyby (jak widac blednie zrozumiales) chodzila o 50% tresci
                  (ze niby ktos glupi), chodzilo o szanse 1:1 na poprawna interpretacje przekazu
                  elektronicznego. Jesli obrazliwe jest cytowanie dowolnej pracy, to wyglada na to
                  ze utraciles kontakt z rzeczywistoscia. Ja widac potwierdzasz dane Anglikow
                  innymi sowy niepoprawnie zinterpretowales moj post Dalsze zas sobie sam
                  dopisales. Nie mam wplywu na to co tam sobie dopisujesz. Na pewno jednak uslysze
                  jeszcze jakas ciekawa interpretacje dowolnie wybranych fragmentow tekstu.

                  Czy poniektorym cos odbilo ze tak sie czepiaja tych Anglikow? Ja o nich pisalem
                  tylko raz, a tu wyglada nie niezla ksenofobie. Czy Indian bys przelkna? Z reszta
                  zrob liste ulubionych narodow ktore nie wywoluja u Ciebie wysypki. Na razie
                  proponuje wapna i relanium.
          • broch Re: Kilka refleksji po lekturze wątku o komunikac 28.02.06, 15:45
            jakie sprawiam wrazenie na Tobie, to juz jest Twoj problem. W dalszym ciagu
            jednak piszesz o mnie. Nie ma znaczenia czy "wirtualny" czy nie. Przeczytaj
            pierwszy post Marceli, przeczytaj pierwszy moj post i powiedz jak Twoje
            stwierdzenie:
            ""(...) o tyle ja boję się bytu wirtualnego pt. Broch, tak jak boję się osób,
            które sprawiają wrażenie nieomylnych i tak bardzo pewnych swoich racji, że aż
            prowokujących...""
            ma sie w 1% do tresci ktoregokolwiek z nich?

            Nie cenie absolutnie osob, przepraszam "bytow wirtualnych" ktore koncentruja sie
            na pseudopsychologicznych rozwazaniach o charakterach bytow wirtualnych. Cenie
            takie byty ktore powiedza mi ze sie myle, zle mysle i uzasadnia dlaczego.

            "Czyli mniej więcej tak: Nie twierdzę, że jesteś nieomylny. Ale możesz sprawiać
            wrażenie nieomylnego. Takim można Cię odbierać na podstawie Twoich wpisów.
            Tylko to chciałam zasygnalizować"

            Jesli napisze ze popelniasz blad, to znowu wyjde na "nieomylnego" w mojej
            wlasnej opinii. Ja Cie nie "odbieram", ja czytam Twoje posty (i innych) i
            odpowiadam co mysle. Nie jest mi do niczego potrzebne "wyobrazanie sobie" bytow
            wirtualnych. Cenie opinie odpowiedzi braineatera, drKK czy nienietoperza,
            poniewaz "nie boja sie". Poniewaz zamast sie bac "nieomylnosci" odpowiadaja
            dowodzac ze nie ma racji lub ja mam.

            "Osobiszych wycieczek Mamarceli wobiec Ciebie i vice versa nie komentuję, to
            > Wasz "problem"."
            Oczywiscie ze komentujesz oceniajac moj "wirtualny" charakter. Polowe swojego
            postu poswiecilas krytyce "wirtualnego charakteru". Nie zauwazylas?

            Jesli znajdziesz zwiazek miedzy trescia mojego postu a Twoja ocena, bez
            watpienia zaakceptuje co piszesz. Jak na razie nic takiego nie widze.

            "Widzisz, mnie po prostu przez myśl nie przeszło, że na forum takim jak TWA
            > nagle będziemy "oceniani" wedle kryteriów obowiązujących ludzi piszących
            > artykuły naukowe. "

            o.k. odpowiedzialem noidze i odpowiedzialem Marceli, moge jeszcze raz: Marcela
            "zasadzila sie" na "wiki" (cokolwiek), i tak to potraktowalem. Poprosilem o
            wyjasnienie, co wydaje sie absolutnie nie do ogarniecia. Powinienem byl napisac,
            "wybacz, iz zwracam uwage, ale w Twoim poscie sa pewne niekonsekwencje, bardzo
            przepraszam ze uwage zwracam"

            "ocena" naukowa? to byla ocena "naukawa", jak i post Marceli. Odpowiedzialem w
            takim samym tonie w jakim post Marceli byl napisany. Absolutnie zadna naukowa
            recenzja. Ani Jej ani Twoich ani niczyich postow.

            "Fajnie podsumowała to Noida w swoich założeniach, które teraz zdobią czołówkę
            > TWA. "
            Zgadza sie, stad tez proponuje abys zostawila w spokoju moj byt wirtualny.
            Krytykuj to co pisze, nie moj byt czy cokolwiek innego.
            • wqrwiony faktycznie bierze litość 01.03.06, 00:43
              dlatego oszczędź sobie upokorzenia a innym zażenowania i nie pisz więcej,

              Sprawa jest prosta, przypierdoliłeś się wyjeżdżając z jakimś bełkotem więc mama
              miała prawo się wkurwić.






              • broch Re: faktycznie bierze litość 01.03.06, 04:01
                wystepujesz dzisiaj w roli pierdolnietego dworaka, czy rozladowujesz PMS?
                • wqrwiony Re: faktycznie bierze litość 01.03.06, 10:03
                  Próbowałem już wyżej zwrócić uwagę, że nie masz powodow żeby się napuszać.
                  Mniej nachalnie niż na to zasługiwałeś, bo skoro już miałem kilakakrotnie
                  przyjemność z brochem rozmawiać w tonie niekoniecznie przesympatycznym, to
                  jestem zakładnikiem opinii, że jakiś uraz albo brochę mam do Ciebie.


                  Dałeś wmówić przynajmniej części osob, że mamymarcelowe odpowiedzi to reakcja
                  histeryczki, która, zimnej racjonalnej odpersonalizowanej, merytorycznej krytyce
                  nie jest w stanie nic przeciwstawić poza frustracją i tupaniem nóżkami w
                  bezsilnej złości.

                  Uważam, że twoja reakcja od której wszystko się zaczęło, była równie głupia, jak
                  argumentacja zawarta w niej.
                  Mało sensowne są dalsze twoje tłumaczenia.

                  Moje odczucie w tej kwestii jest jasne i wyraźne.
                  • broch Re: faktycznie bierze litość 01.03.06, 16:01
                    wreszcie zamiast wyskakiwac jak diabelek z pudelka mowisz do rzeczy. Ton w jakim
                    ze mna rozmawiasz zalezy w takim samym stopniu od Ciebie jak ode mnie. Jesli
                    wiec masz poczucie iz byl niesympatyczny, czesc "odpowiedzialnosci" spada na
                    Ciebie. Nie odbieram Twoich tekstow jako niesympatyczne ani sympatyczne, nic do
                    Ciebie nie mam. Co najwyzej sa smieszne (z zalozenia) i "prowokujace". Choc moim
                    zdaniem metoda inwektyw jest malo wydajna bo latwo sie do niej przyzwyczaic i
                    szybko przestaje szokowac (jesli w ogole szokuje).
                    Nie napuszam sie, tekst Marceli mnie rozsmieszyl, czemu dalem wyraz. Ty
                    odebrales go smiertelnie powaznie, wiec przy odrobinie wysilku powinienes byl
                    odniesc sie to tresci tekstu Marceli zamiast dyskutowac moje napuszenie. Jestes
                    kolejna osoba ktora bardziej jest zainteresowana omawianiem "wirtualnych
                    charakterow" zamiast tresci postow.
                    Poniewaz to jest internet, rzecz publiczna, wiec kazdy tekst spotyka sie z
                    roznymi reakcjami czytelnkow. Mamy rozne poczucie humoru po prostu.
                    Reakcja Marceli byla histeryczna i tyle. Moze dlatego iz uwaza sie za osobe
                    niezwykle blyskotliwa i nie dopuszcza mozliwosci krytyki (choc to podobno ja
                    uwazam sie za alfe i omege). Moze to Ona ma PMS, moze jeszcze co innego.
                    Twoj odbior moich postow jest negatywny a Marceli pozytywny, poniewaz jak sam
                    piszesz do mnie czujesz uraze a Marcele lubisz.
                    To faktycznie czyni dalsza dyskusje bezsensowna poniewaz niezaleznie od tego co
                    napisze racja bedzie po stronie Marceli.
                    • wqrwiony Re: faktycznie bierze litość 02.03.06, 02:39
                      Faktycznie mamy różne poczucie humoru ale doceniam, że chociaż nic się nie
                      zmieniło w treści to zapodajesz ją innym tonem.

                      Pod koniec tygodnia postaram się odnieść do kilku spraw, równeż do tego co
                      zostało tutaj powiedziane.

                      Pozdrawiam,
                      • wqrwiony Re: faktycznie bierze litość 15.03.06, 14:40
                        w międzyczasie odechciało mi się,
                        poza tym; koń jaki jest każdy widzi jak chce.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka