Dodaj do ulubionych

jak Obły z Brainem po nocach się nudzą...

07.12.06, 12:46
Śmy se wczoraj z Obłym kolegą w noc długo porozmawiali, aż zasliśmy na
klawiaturach.
A temat, co do którego nijak zgadać sie nie mogliśmy <archiwum gg do wglądu
chętnym> brzmiał był, czy publika jest potrzebna. Znaczy my, patrzący,
słuchajacy, czytający, oceniający jesteśmy sztukom wszelakim niezbędni. Bo
Obły man, zaimputować raczył, że artycha z krwi i koścca to taki
koleś/koleżanka, co w głebokim gdzieś posiada publisię i jak robi cokolwiek,
to robi to dla siebie, bez ogladanie się na feedback z zewnątrz.

Co mi sie osobiście w ogóle nie spodobało.

i nadal mi sie nie podoba, choć z trudem potrafię sprecyzować dlaczegóż to.
W związku z tym poddaje temat pod dyskusje pytanie w powietrzu zawieszając -
czy sztuka w formach różnych, ma sens, jesli wyeliminujemy kategorię
odbiorcy/konsumenta. Pytanie pomocnicze: jak publisia wpływa na artychę -
motywująco, manipulująco, osłabiająco, wzmacniająco? <albo we wszystkie te
sposoby naraz>

taki luźny wątek.

P:)
Obserwuj wątek
    • itek1 Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 07.12.06, 12:56
      Wydaje mi sie, ze zeby miala sens taka dyskusja wypadaloby sprecyzowac o jaka
      sztuke idzie, czy o:
      pisanie
      malowanie
      fotografowanie
      rysowanie/rzezbienie
      granie (np. na akordeonie :))
      etc.
      • braineater Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 07.12.06, 13:00
        o każdą - od happenerskiego pakowania własnych odchodów w puszkę i ich dalsza
        sprzedaż, po napisanie Kunst der Fuge, od nakrecenia dobrego porno, po
        napisanie Czarodziejskiej Góry. Nie jest to pytanie o jakość sztuki, tylko o
        to, czy sztuka by zaistnieć, zawsze potrzebuje dwóch stron - nadawcy <tu akurat
        nie ma watpliwości> i odbiorcy <hic sunt kontrowersje>.

        Po mojemu tak
        Po Obłemu nie, niekoniecznie.

        P:)
        • itek1 Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 07.12.06, 13:08
          Jesli do tego sprowadzasz zagadnienie to moja odp.- sztuka nie potrzebuje
          odbiorcy, gdyz wystarczy, ze poeta/muzyk/malarz/inny czort musi dac sobie w ten
          sposob upust lub ma z tego prywatna radoche.
          To mi przypomina kwestie, czy nie opublikowany artykul naukowy to artykul naukowy:)
          Czy potrzebne sa recenzje, zeby uzyskal taki status? :P
          • obly Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 07.12.06, 22:10
            kurde i to beze mnie
            bez e-mnie
            chyba tak raczył bym

            dyskurs był i o to i nie o to.
            chodziło mnie raczej o to ze sie na koniec czuje ze zgadzamy aledojsc do tego
            nijak.
            pomijam róznorodnosc tego co kazdy z was okresla jako sztuke publisie czy
            cokolwiek.
            brajna rajcuje publisia jako taka, jako gawarzacy opiniotwórczy tlumek z wadami
            i zaletami.
            w sensie jako echo
            i jak? pyta artycha
            ujowe ujowe ujowe odpowiada echo.
            natomiast mnie interesuje co sie dzieje z artycha po kontakcie nie z ludzmi ale
            publisia.
            w sensie kontakt z publisia wg mnie wykrzywia. poprzez ulatwianie kontaktu
            niezbedny jest kompromis. w sensie formy z trescia.

            niemniej to jest jak z dzwiekiem
            traska galązka w lesie
            jak nie ma ucha w poblizu to jest dzwiek czy go nie ma?
            dzwiek jest wtedy gdy fala wjebuje sie w ucho i drga membranami.
            tako samo sztuka jako sztuka nie istnieje bez odbioru. jest to wtedy po prsotu
            dzialanie. nic wiecej, pewne sensowne bardziej lub mniej dzialanie.
            natomiast tak jak nigdy trzask prawdziwej galazki nie zalezy od ucha tak SZTUKA
            PRAWDZIWA NIGDY NIE BEDZIE ZALEZEC OD ODBIORU PUBLIKI.
            inaczej
            artysta to kon co ciagnie wóz z sianem, a nie ze wóz pcha sie sam targajac
            przed sobą konia poprzez odpowiednie reakcje.

            inaczej.
            prawdziwy artysta to rarytas coraz rzadszy.
            uwazam wrecz ze prawdziwi artysci sa coraz blizej samej nauki a wymykaja się
            malartstwu, pisarstwu, czy innnym domenom dzisiejszych mieszczuchów na rzecz
            czystego pojeciowania.

            inaczej racje ma i brajn
            i ja

            mnie chodzi o proces jaki zachodzi i o to co my sobie pozwalamy wmawiać innym.
    • skajstop Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 07.12.06, 13:01
      Łomatko!

      Weźmy umownego Homera. Stworzył se na papiurze albo i w myślach, jesli taki
      zapamiętliwy, fajny wierszyk. No cieszy go ten wierszyk, uważa, że arycidzieło
      toto jest.
      Ale wieczorkiem jest kolacja z Homerzycą, Homerzątkami, a nawet jakiś Pociapek z
      Pociapkową. Tańce, hulanki, swawole i dobre żarełko. Ale kiedy wszyscy już
      umęczeni i napchani jedzonkiem po uszy ostatnie, to to jest dobry czas, żeby
      porozmawiać. No i widzę tego Homera, jak tak od niechcenia zaczyna sączyć ten
      jad sztuki w uszy umęczone, wbijać poezyję w komórki tłuste i paskudne...

      A teraz sobie wyjmij Homerową, Homerzątka, wszystkich Paciapkow i każ gadać
      Homerowi do pustego ogniska ;p

      Bez sęsu, choroba jedynie :-)
      • braineater Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 07.12.06, 13:10
        wiesz, na to sa proste kontry, typu Emilia Dickinson i jej zamknięty pokój czy
        Bruno i teksty wyrywane mu praktycznie siłą. Tylko ja doszedłem do wnioska, że
        każdy świr, czy to Kafka, czy Dick, w pewnym momencie dostaje tego kopa
        ekshibicjonistycznego, by wyjśc i pokazać. Nawet nie na zasadzie dzieńdobry,
        napisałem taki tekst, czy zechcieliby państwo nań łaskawie rzucic okiem, tylko
        nawet bardziej w sensie, ej kurwychuje, jestem, istnieję, poradźcie sobie cioty
        z tym faktem.
        Kolega Obły się nie zgodził, twierdząc <cytuje z pamięci>, że artyscie
        wystarcza spalanie się i świadomośc, ze robi coś istotnego dla siebie i
        publisia to tylko dodatek.

        P:)
        • skajstop Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 07.12.06, 13:13
          Nie ma prostych kontr, mylisz się. Z moich obserwacji wynika, że twórczość - a
          obserwacje mam różne, tj,. dotyczące nie tylko literatury - generalnie uprawiaja
          ludzie, którzy OCZEKUJĄ zainteresowania innych osób. Zawsze znajdziesz wyjątki,
          ale zdaje się że szukasz reguły, tj. odpowiedzi dotyczącej większości populacji,
          prawda?

          Przełóz to na muzykę. No przecież można stworzyć fajowy zespół i grać sobie w
          garażu. Arcydzieła komponować. Płyty - ależ po co? Internet - ależ po co?
          Siedzimy w garażu i świetnie się bawimy :)

          Problem w tym, ze zdecydowana wiekszość muzyków jednak też wychodzi do ludzi :)

          Artyści są w jakimś sensie exhibicjonistami, choć nie wszyscy.
          • braineater Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 07.12.06, 13:23
            Ja się z Tobą nie kłócę, ja sie zgadzam. Mnie wychodzi na to, że gdzieś tam,
            jak już kto ma inklinacje na artychę, czaja się dwie cechy - megalomania
            <wierzę, że mam coś do pokazania> i ekshibicjonizm <wierzę, że ludzie powinni
            to zobaczyć>

            P:)
            • skajstop Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 07.12.06, 13:29
              No więc właśnie te dwie cechy obserwuję i u siebie, i u innych gryzipiórków mi
              znanych nie tylko z liter czy bohomazów :)
              Proporcje bywają różne, ale z reguły ciśnienie na pokazanie jst niesamowite. Ja
              bym się nawet posunął dalej: dopiero jak sie pokaże, a świat doceni jakoś, to
              zaczyna sę bardziej myśleć o Wieczności ;p
              • skajstop Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 07.12.06, 13:30
                Poprawka - bohomazy to oczywiście bohomaziści produkują, nie gryzipiórki ;p
        • itek1 Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 07.12.06, 13:14
          > Tylko ja doszedłem do wnioska, że
          > każdy świr, czy to Kafka, czy Dick, w pewnym momencie dostaje tego kopa
          > ekshibicjonistycznego, by wyjśc i pokazać.
          Moze liczyc sie od pewnego momentu z publikacja, ale pisze dalej dla siebie?
          • skajstop Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 07.12.06, 13:16
            itek1 napisał:

            > Moze liczyc sie od pewnego momentu z publikacja, ale pisze dalej dla siebie?

            Większość piszących pisze dla siebie, ale oczekując oklasków publiczności, taka
            jest smętna prawda :-)
        • ash3 Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 07.12.06, 13:23
          braineater napisał:

          > wiesz, na to sa proste kontry, typu Emilia Dickinson i jej zamknięty pokój czy
          > Bruno i teksty wyrywane mu praktycznie siłą. Tylko ja doszedłem do wnioska, że
          > każdy świr, czy to Kafka, czy Dick, w pewnym momencie dostaje tego kopa
          > ekshibicjonistycznego, by wyjśc i pokazać.

          A to jest trochę inne pytanie. Oczywiście artystą nie jestem, ale myśle, że
          publicznosc może być pewnego rodzaju przeciwnikiem i artysta wychodzi z ukrycia,
          kiedy sam czuje się odpowiednio silny, by się zmierzyć nie tylko ze sobą, czy
          własnymi demonami, ale i z nim. Oczywiście "wyjście" może byc rozumiane bardzo
          umownie.
          • braineater Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 07.12.06, 13:27
            o blisko.
            bo dla mnie to 'wyjście' dopiero tworzy artychę. znaczy możesz sobie siedziec w
            domu, lepić świątki z glutów z nosa, ale dopiero jak zbierzesz sie w sobie i
            pokazesz te świątki ludziom, chocby tylko kilku, dopiero wtedy zaczyna sie
            bładzenie po ściezce 'ja, artysta'. nie wiem, moze to ryzykowna hipoteza, ale
            po mojemu to dopiero kontakt z publiką w jakiś sposób definiuje i tworzy byt
            artystyczny.

            P:)
            • ash3 Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 07.12.06, 13:45
              braineater napisał:

              >
              > bo dla mnie to 'wyjście' dopiero tworzy artychę. znaczy możesz sobie siedziec w
              >
              > domu, lepić świątki z glutów z nosa, ale dopiero jak zbierzesz sie w sobie i
              > pokazesz te świątki ludziom, chocby tylko kilku, dopiero wtedy zaczyna sie
              > bładzenie po ściezce 'ja, artysta'.

              nie wiem, moze to ryzykowna hipoteza, ale
              > po mojemu to dopiero kontakt z publiką w jakiś sposób definiuje i tworzy byt
              > artystyczny.

              Nie wiem, czy aż tak mocno. Myślę, że jeszcze wcześniej coś się musi wydarzyć
              (albo równolegle?). Chyba że publicznościa dość szeroko nazwiemy również tego,
              przeciw komu twórczość jest wymierzona... (mam na myśli np znane fakty z
              biografii Rimbauda)

              W tym kontekscie też bardzo ciekawe jest to poczucie artysty jako artysty. To
              znaczy np. kiedy rzemieslnik staje sie artystą i dlaczego czasem "wyjscie" jest
              nieszczęśliwe, nieudane.
        • 3promile Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 07.12.06, 13:58
          Tak sobie myślę, że ardyzdyczny ekshibicjonizm a czysto ludzka potrzeba
          akceptacji to są dwie różne sprawy, które nieszczęśliwie łączą swe nierówne siły
          w momencie, w którym dzieło opuszcza pielesze atelier...
          A ta w ogóle to przychylam się do zdania Obłego; trzeba sobie dziełko machnąć i
          ewentualnie krzyknąć potem...
    • ash3 Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 07.12.06, 13:06
      Jasne, że tego nie da się rozgryźć jednym zdaniem czy punktem widzenia. Np dla
      takiego Hitchcocka publiczność była istotnym elementem całego procesu twórczego.
      Przyzywczajenia publiczności; to, gdzie publiczność mieszka. Pewna gra z
      publicznością (Ptaki: "film był szeroko reklamowany i idąc do kina już wiedzą,
      że będzie coś o "przerażających, krwiożerczych ptakach" więc musze pokazać ptaki
      odpowiednio wczesnie, by zaspokoić ich oczekiwanie, a jednocześnie najważniejsze
      i najbardziej przerażające zostawić na potem"). To żeby przygotować suspens.
      Żeby sprzedać film wreszcie... A jednocześnie by w ogole nie myślec o
      komercyjnej stronie w momencie konstruowania filmu.

      Klasę artysty malarza mierzy się ilością wystaw indywidualnych i zbiorowych,
      krajowych i zagranicznych.

      Fajnie byłoby poszukać konkretnych wypowiedzi róznych artystów o ich
      publiczności, bo są to rózne rzeczy.
      • samica1 Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 08.12.06, 08:27
        ash3 napisała:

        > Klasę artysty malarza mierzy się ilością wystaw indywidualnych i zbiorowych,
        > krajowych i zagranicznych.


        ???????????


        Rzadko mnie zatyka.
        • ash3 Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 08.12.06, 10:08
          Powyzsze twierdzenie miało byc nieco prowokacyjnym przykładem opisywania styku
          artysta-dzieło-odbiorca. Moim zamiarem nie było jednak doprowadzenie do tak
          poważnych problemów oddechowych u czytelnika posta. Hm, żyjesz? Mam nadzieję, ze
          już Cie odetkało.
          • samica1 Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 08.12.06, 10:24
            Jeszcze nie:)

            Na sekundę mogę spoważnieć i potwierdzić, że "się mierzy". Lubię sobie czasem
            pooglądać ludzkie strony z malarstwem np. na republice czy w gugla wpisać
            <malarstwo>. Są ludzie, którzy np. w wieku 26 lat mają dwa ekrany spisanych
            wystaw indywidualnych, zbiorowych, plenerów, nagród. A nawet albumy wydali
            (NWA, U. Eco).
            No, ale chyba czymś innym jest Paszport Polityki od nagrody burmistrza w
            konkursie "Moje miasto w Unii Europejskiej", hę?
            • ash3 Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 08.12.06, 10:30
              samica1 napisała:


              >
              > No, ale chyba czymś innym jest Paszport Polityki od nagrody burmistrza w
              > konkursie "Moje miasto w Unii Europejskiej", hę?

              Jasne. Wystawa wystawie nierówna. Ale jednak ogólnie JEST coś w tym, że i wielcy
              i mali artysci "mierzą" swoją aktywność (może nie "klasę" tylko raczej aktywność
              czy bycie pożadanym własnie) też tym w ilu (i jakich) wystawach wzieli udział.
              Podobnie np muzycy, tym gdzie i z kim grali, na jakich scenach wystepowali etc.
    • aaneta Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 07.12.06, 13:36
      A ja bym tego problemu nie ograniczała do punktu widzenia i potrzeb artysty. To
      znaczy pytanie nie powinno brzmieć: czy publiczność jest potrzebna artyście,
      ale: czy artyści są potrzebni publiczności. Tyle że nie jestem pewna, czy byłoby
      wtedy o czym dyskutować, bo odpowiedź jest oczywista :)
    • kubissimo Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 07.12.06, 13:36
      heh, przypomina mi to dysksje z odswiezanych niedawno "Pomniejszych bóstw"
      Pratchetta o upadajacym drzewie. Bo czy padajace drzewo wydaje jakikolwiek
      trzask/huk/inny dzięk jeżeli w okolicy nie ma nikogo, kto by to mógł
      usłyszeć? :)

      i tak jak huk wydawany przez drzewo jest IMO absolutnie nieistotny, skoro nikt
      go nie slyszy, tak dzielo jest kompletnie nieistotne bez kontaktu z odbiorcami.

      a tak WOGLE to nie macie o czym gadac w nocy? Pudelka sobie poczytajcie i
      porozmawiajcie o Paris Hilton ;)
      • braineater Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 07.12.06, 13:40
        mamy, to tylko 4 ekrany z bodaj jedenastu:)

        P:)
    • brunosch Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 07.12.06, 13:47
      arcydzieło jest arcydziełem, nawet gdy leży na strychu zasnute pajęczynami.
      Sztuką staje się dopiero w chwili kontaktu z publisią.
      • kubissimo Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 07.12.06, 13:52
        no nie, arcydzielo samo nie decyduje o tym, ze ze jest arcydzielem. zasnute
        pajeczynami jest li i jedynie zapisanym papierem, zamalowanym plotnem, czy
        obrobionym kawalkiem kamienia, czy innego drewna
        • 3promile Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 07.12.06, 13:59
          Się nie zgadzam; arcydzieło jest bytem samoistnym.
          Wiem wiem, zaraz będzie, że krytyka, że historia kultury, że kontekst, że
          odbiorca, że ponadczasowy zachwyt i inne duperele, ale i tak zdania nie zmienię ;P
          • braineater Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 07.12.06, 14:04
            TrójPromyczku mój ty, nie to, że chciałbym ci tu nawrzucać, że bredzisz, czy
            coś, ale wytłumacz mnie prostemu synkowi z hołd i kopalni, jak arcydzieło moze
            być arcydziełem, jesli nikt o nim nie wie? że co, że lezy sobie taka mona lisa
            na strychu, pajaki urzadzają sobie na niej sex-party i nieumiarkowana
            konsumpcję, a ona wie, ze jest arcydziełem, i że za lat pincet przyjdzie ktoś i
            wystawi ja na widok? no trochę bezsęsó mi sie to zdaje. Nie ma widza, nie ma
            kto przylepic arcydzielnej etykietki, wrażenia pająków sie nie liczą...

            P:)
            • 3promile Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 07.12.06, 14:12
              Jak się tworzy arcydzieło, to robią się takie dziwne bruzdy i zmarszczki w mózgu
              twórcy. Nawet jeśli twórca nie jest świadomy, że ten bohomaz to arcydzieło, to
              ono jest. Jakieś fale gamma i inne takie poszły w eter. A od przylepiania
              etykietek to są takie niedorobione wypierdki, co się naczytały i naoglądały, a
              samemu nabazgrać coś oprócz paszkwila nie łaska :P
          • kubissimo Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 07.12.06, 14:15
            hmmm, chyba raczej dzielo (bez arcy-) jest bytem samoistnym, na zasadzie sobie
            istnieje samo, bo nikt (z wyjatkiem autora) o nim nie wie
            dopiero pierwszy odbiorca weryfikuje, czy dane dzielo posiada jakas wartosc, a
            kolejni odbiorcy sie z tym zgadzaja, alibo i nie
            • 3promile Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 07.12.06, 14:26
              Możliwe. Nie chcę się kłócić o przedrostki. Przedrostkowanie jako forma sądu
              społecznego napawa mnie wstrętem.
    • quarantinae Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 07.12.06, 13:49
      Wydaje mi się, że artysta posiada jakiś początkowy potencjał twórczy,
      wewnętrzną treść którą musi wypluć, bez względu na publikę. Potem tworzy,
      tworzy, tworzy. Raz lepiej, raz gorzej. Publika to ocenia. Raz lepiej raz
      gorzej. Po pewnym czasie potencjał spada, co jest oczywiste. Gdyby publika nie
      oceniała, może po pewnym czasie znów wzrósłby, ale narasta frustracja, która
      niszczy naturalny cykl wzrostu i spadku.
      Wniosek: publika jest potrzebna oraz nie jest potrzebna.
    • mamarcela a moim zdaniem. 07.12.06, 13:51
      puliczność jest potrzebna DZIEłU SZTUKI, które może dopiero zaistnieć w
      kontakcie z odbiorcą. Natomiast artyscie jako takiemu nie musi byc potrzebna
      tzn. nie każdemu jest potrzebna. Tworzy wtedy dla siebie, a co tworzy sztukę czy
      figurki z glutów okaże się dopiero po konfrontacji jego dzieła z publicznością.
      Co może, ale nie musi koniecznie nastąpić jednocześnie, czy równolegle do
      tworzenia. I tyle :)
    • skajstop Pocotnik psotny, albo i nie ;p 07.12.06, 14:33
      Częściowej odpowiedzi na zadane przez Braina pytanie udzieli też mały
      eksperyment myślowy, o ile wykonacie go uczciwie.
      Ile książek pozostałoby w jakiejś dużej księgarni czy innym empiku, gdyby ich
      autorki & autorzy nie myśleli o czytelniku, tylko pisali z perspektywą, że nikt
      nie obejrzy ich dzieła, bo im to zwisa :) jeżeli przyjmujemy, że autor A pisał
      dla wieczności, a nie uwzględniając czytelnika, zdejmujemy jego książkę z półki
      w tej wyobrażonej księgarni.
      I ile nam dzieł pozostanie? :)
      • 3promile Re: Pocotnik psotny, albo i nie ;p 07.12.06, 14:42
        sory skaj, nie widzę związku
        • skajstop Re: Pocotnik psotny, albo i nie ;p 07.12.06, 14:51
          Ojeju :) związek jest taki, że gdyby "artyści" nie kierowali się wizją
          "publiki", która oczekuje ich "dzieł", to nie miałbyś co czytać, drogi Promilu ;p
          • 3promile Re: Pocotnik psotny, albo i nie ;p 07.12.06, 14:53
            W dalszym ciągu nie widzę związku. Opisujesz rzemiosło.
            • skajstop Re: Pocotnik psotny, albo i nie ;p 07.12.06, 15:14
              Opisuję stan faktyczny, w przeciwieństwie do mistycznej Muzy siadającej na
              ramieniu ;p
              Promil, możesz mi nie wierzyć, ale podstawą tego, żeby powstało arcydzieło czy
              choćby dzieło przez duże "D", w 99% przypadków jest właśnie rzemiosło, dobry
              warsztat i próba znalezienia przełożenia tego, co jest do powiedzenia, z umysłu
              autora na umysł czytelnika.
              • 3promile Re: Pocotnik psotny, albo i nie ;p 07.12.06, 15:20
                I znowu to pretensjonalne "możesz mi nie wierzyć, ale...". Skaju, czy ty w ogóle
                schodzisz czasem ze swojego Parnasu? Co to ma być? "99% pracy, 1 % palca bożego"?
                To jest filozofia enerdowskich pływaczek!
                Kto śmie postulować jakieś przekładanie z umysłu w umysł? Czy nie można po
                prostu stworzyć, a odbiorca jak chce , to niech chłonie? C h ł o n i e!
                • skajstop Re: Pocotnik psotny, albo i nie ;p 07.12.06, 15:24
                  Może i jestem pretensjonalny, Promilu, ale w przeciwieństwie do ciebie ja piszę
                  o czymś, z czym się zmagam nieudolnie każdego dnia. O czym rozmawiam z innymi
                  piszącymi. I to ludźmi, którzy nie są wcale grafomanami. A czasem nawet wręcz
                  przeciwnie :-) Opisuję więc także własne doświadczenia i przemyślenia, nie
                  buduje jakichś tam wyrozumowanych konstrukcji teoretycznych.

                  Teraz napisz, że jestem niewiarygodnie wprost pretensjonalny, jak Mniszkówna czy
                  inna Konopnicka. Przyjmę to z godnością na klatę ;p
                  • 3promile Re: Pocotnik psotny, albo i nie ;p 07.12.06, 15:33
                    Daj spokój; jeszcze się okaże, że masz klatę tak owłosioną, że każdą sztangę
                    zamortyzuje...
                    A co do meritumu - mnie po prostu trudno zaakceptować to, że relacja
                    autor-dzieło-odbiorca ma cokolwiek wspólnego z dziełem jako takim. Po prostu nie
                    zgadzam się na taki marketing.
                    • skajstop Re: Pocotnik psotny, albo i nie ;p 07.12.06, 15:45
                      Kunka, i tu cię mam!
                      Twoje wkur*** bierze się z błędu. Otóż ja wcale nie opisuję procedury
                      marketingowej! Marketing polega na dotarciu do jak najwiekszyej liczby odbiorców
                      i SPRZEDANIU im książki.
                      A ja opisuję proces, w którym artysta chce jak najgłębiej DOTRZEĆ DO UMYSŁU
                      odbiorcy. Tu akurat mniej ważna jest liczba czytelników, a bardziej JAKOŚĆ tego
                      kontaktu, rozumiesz?
                      • 3promile Re: Pocotnik psotny, albo i nie ;p 07.12.06, 15:51
                        Eee tam, my tu fiu bździu o autonomii dzieła, a przewodniczący Lepper łzy roni
                        rzęsiste on-line. Fstyt!
                        Co do artysty - co to za misja? Artysta z misją to jest
                        trybun/prorok/CheGuevara, a nie artysta!

                        A co do liczby czytelników, to warto by przypomnieć sobie definicję kiczu...

                        Idę sobie popłakać nad losem Pana Przewodniczącego
                      • samica1 Łapy precz od umysłu 08.12.06, 08:44
                        A ja opisuję proces, w którym artysta chce jak najgłębiej DOTRZEĆ DO UMYSŁU
                        > odbiorcy. Tu akurat mniej ważna jest liczba czytelników, a bardziej JAKOŚĆ
                        tego
                        > kontaktu, rozumiesz?



                        Przykłady.
                        Który z pisarzy czy malarzy miał ochotę dotrzeć do mojego umysłu? Który się do
                        tego przyznał? Duda-Gracz mi przychodzi do głowy (nomenamenomen). Bo
                        podejrzewam, że taki Kantor i bez docierania się dobrze bawił, a Gierowski ma
                        to conajmniej gdzieś.

                        Gdybym się dowiedziała, że Sasnal ma ochotę na wysokojakościowy kontakt z moim
                        umysłem, zastrzeliłabym się parasolem.

                        Co do książek, to nie wiem, Paolo Coelho? Ten to dociera do umysłu.
                        Rząd dusz. Całe bataliony dusz, co tam rząd.
                        • skajstop Re: Łapy precz od umysłu 08.12.06, 10:03
                          Trywializujesz :)
                    • brunosch Re: Pocotnik psotny, albo i nie ;p 07.12.06, 15:51
                      no, Skaj ma rację (sam sobie dodaj - czy na szczęście, czy niestety) a jak
                      będziesz mieć wątpliwości, to polecam uroczą lekturkę:
                      Roman Jacobson : Poetyka w świetle językoznawstwa.
                      Autor ślicznie wyprowadza zasady funkcjonowania dzieła literackiego.
                      • 3promile Re: Pocotnik psotny, albo i nie ;p 07.12.06, 15:58
                        No kurna, ja wiem, że on ma rację, tylko że wcale mi to nie przeszkadza w tym,
                        żeby się z tym zwyczajnie nie zgadzać! Niezgoda na aktualny stan rzeczy to jeden
                        z moich ulubionych stejtowmajnd. A ty mi z Dżakobsonem... Co za ludzie.
    • brunosch Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 07.12.06, 15:06
      a pamiętacie aferę z obrazem El Greco, który znaleziono na strychu składziku
      plebani w jakieś zapomnianej przez Boga i ludzi dziurze?

      Pleśniał w lamusiku? Pleśniał.
      Był arcydziełem? Obiektywnie był.
      Był nędznym landszaftem? Subiektywnie - był.

      Kontredans z figurami zaczął się dopiero wtedy, gdy dwie wyśmiewane przez tzw.
      opinię historyczki sztuczne udowodniły, że to jednak El Greco.
      • kubissimo Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 07.12.06, 15:15
        ale tu naklada sie kwestia, co uwazamy za arcydzielo
        bo niektorych bedzie podniecac obsmarkana chustka podpisana przez Picassa, a
        niektorych freski anonimowego malarza z wczesnego Trecento
        • samica1 Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 08.12.06, 08:48
          A mnie podniecają rdzawe zacieki na wannie i gdybym miała odpowiednio dużo
          pieniędzy i przypadkiem mieszkałabym w Ameryce, wylansowałabym nowy (?)
          kierunek, który nazywałby się sztuka zauważenia.
          Jakby co, to R w kółeczku, bo właśnie teraz to wymyśliłam.
          • obly Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 08.12.06, 09:17
            idąc dalej pani S. wszystko co nas otacza jest sztuką.
            ;))) w sumei z tym jestem w stanie sie zgodzic
            • au.lait Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 08.12.06, 12:28
              Racja, Obły :)

              Ja na przykład mogłabym do rangi sztuki wynieść zdziwienie, z niemenowym
              leitmotivem "Dziwny jest ten świat" jako mottem i wiecznie dziwiącym się światu
              Marcelim Szpakiem w roli mentora. Poletko do uprawiania Sztuki Zdziwienia
              miałabym spore, bo i dziwi mnie sporo...
          • pagaj_75 Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 08.12.06, 11:34
            Ale to już dawno wymyślono. Czymże jest np. fotografia jeśli nie sztuką
            zauważenia. A zdjęcia rdzawym zaciekom robi dzisiaj każdy kto ma fotobloga ;)
            • au.lait Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 08.12.06, 12:29
              Nieprawda! :)))
              • braineater Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 08.12.06, 12:40
                widać O'le Twój blog nie jest ahtystyczny:)
                P:)
                • sutekh1 Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 08.12.06, 13:25
                  problem typu:
                  przeczytać wiersz a potem pić piwo i plotkować o życiu, jakim to ono nie jest.
                  na spotkaniach autorskich - gdzie, powiedzmy szczerze, literatura jest schowana
                  w torbie pisarza i wyłazi w jakimś tam procencie na wierzch w momencie
                  spotkania autorskiego a potem bzyka atmosfera i gada się o piwie i dyrdyplotach.
                  brejn, ubiegłeś me pytanie inne, cobym je wrzucił jako temat jakiegos
                  seminarium wolnomyslicielskiego tutaj.
                  pytanie jak ksiażka Margolisa: Czym w gruncie rzeczy jest dzieło sztuki?
                  czy może istnieć bez odbiorców?
                  obraz wisi na ścianie jak nikt nań nie patrzy?

                  kniga całkiem fajna . Margolis jako stary członek wielu asocjacji znęca się nad
                  tteoriami Danto i innych postkrytyków kultury...nad czytelnikiem też sie znęca
                  bo pisze językiem dla sadomasochistów intelektualnych. Danto stwierdził, że
                  sztuka nie istnieje po wejściu w obieg praktyk pop-artowskich typu
                  Rauschenberg : "zwykłe" łóżko w galerii jako dzieło sztuki. to jak u nas -
                  obieranie ziemniaków w Zachęcie .(?)
                  co wy o tym?
                • au.lait Re: jak Obły z Brainem po nocach się nudzą... 08.12.06, 14:26
                  braineater napisał:

                  > widać O'le Twój blog nie jest ahtystyczny:)


                  Z ahtystycznom emfazom stwierdzam: och, nie zależy mi, żeby był :) Zresztą, jaki
                  tam ze mnie ahtysta? Prosty rzemieślnik ledwo, który dość sprawnie opanował
                  obsługę polecenia ctrl+c --> ctrl+v i w radosnym wyalienowaniu & dla własnej
                  przyjemności uprawia rzyciowo zaangażowaną sztukę, a od czasu do czasu chałturzy
                  bezwstydnie, realizując zamówienia na hasło "zroszenie" alboż "spocenie", albo
                  cóś w tyn desyń :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka