braineater
07.12.06, 12:46
Śmy se wczoraj z Obłym kolegą w noc długo porozmawiali, aż zasliśmy na
klawiaturach.
A temat, co do którego nijak zgadać sie nie mogliśmy <archiwum gg do wglądu
chętnym> brzmiał był, czy publika jest potrzebna. Znaczy my, patrzący,
słuchajacy, czytający, oceniający jesteśmy sztukom wszelakim niezbędni. Bo
Obły man, zaimputować raczył, że artycha z krwi i koścca to taki
koleś/koleżanka, co w głebokim gdzieś posiada publisię i jak robi cokolwiek,
to robi to dla siebie, bez ogladanie się na feedback z zewnątrz.
Co mi sie osobiście w ogóle nie spodobało.
i nadal mi sie nie podoba, choć z trudem potrafię sprecyzować dlaczegóż to.
W związku z tym poddaje temat pod dyskusje pytanie w powietrzu zawieszając -
czy sztuka w formach różnych, ma sens, jesli wyeliminujemy kategorię
odbiorcy/konsumenta. Pytanie pomocnicze: jak publisia wpływa na artychę -
motywująco, manipulująco, osłabiająco, wzmacniająco? <albo we wszystkie te
sposoby naraz>
taki luźny wątek.
P:)