19.06.07, 22:31
Długo o niej dziś rozmawiałam, z kimś bliskim o odejściu kogoś dla tej osoby
najbliższego. Mimo to jest to dla mnie wciąż daleki i obcy temat.
Może za mało mam empatii, ale nadal myślę, że dla mnie nie ma śmierci, bo póki
jeszcze jestem, żyję, wzajemnie dzielę się sobą z innymi - to czuję się
nieśmiertelna. A gdy odejdę, gdy mnie już nie będzie - to pustka śmierci już
mnie nie zaboli. A w bliskich mi osobach jakaś część mnie będzie chyba nadal żyła?
A Wy jak z tym macie?
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka