Dodaj do ulubionych

co myslicie o tym panu?

28.11.07, 18:20
www.gazetawyborcza.pl/1,86545,4714515.html
mam nadzieje, ze tacy panowie sa juz na wymarciu. i wspolczuje jego
zonie, cala praca (ciezka) przy ich dzieciach spadla na nia. nie ma
jak wytlumaczyc swoje lenistwo ideologia, ze mezczyzna nie umie
rozroznic placzu dziecka. znam takich co potrafia, ale to dlatego ze
zajmuja sie swoimi malymi dziecmi.

i tekst roku: feministki odpowiadaja za kryzys ojcostwa :-D

ja bym uscislila: feministki odpowiadaja za krysys ojcostwa
tradycyjnego scisle zwiazanego z lenistwem. i chwala im za to.

wyglada to mniej wiecej tak: kazda normalna kobieta domaga sie od
meza zajmowania sie dzieckiem. tych leniwych-tradycyjnych to
odstrasza i wola siedziec godzinami w pracy byle tylko nie zmienic
dziecku pampersa z kupa (brrr....).

natomiast kobiety-matki-tradycyjne, ktore przyjmuja ideologie meza-
lenia-tradycyjnego odwalaja kawal ciezkiej roboty samodzielnie nie
liczac na pomoc, bo wiedza ze i tak jej nie otrzymaja. wtedy taki
tradycyjny maz moze zostac w domu i posiedziec przed tv zamiat
uciekac do pracy, bo nikt mu nie zawraca glowy pampersami i
smoczkami.

milego wieczoru zycze :-)

Obserwuj wątek
    • karafka_do_wina Re: co myslicie o tym panu? 28.11.07, 18:22
      tekst artykulu:

      Feministki wystraszyły ojców
      Rozmowa z Jackiem Pulikowskim* 2007-11-28, ostatnia aktualizacja
      2007-11-28 16:32:02.0

      Faceci dobrze sprawdzają się w roli ojców, jeżeli im się na to
      pozwoli. A to m.in feministki są winne temu, że ojcowie nie angażują
      się w wychowanie dzieci. - mówi Jacek Pulikowski w rozmowie o
      konserwatywnym ojcostwie


      Jacek Pulikowski: Pozwoli pan, że na początek złożę oświadczenie.

      Jacek Kowalski: Bardzo proszę.

      - Nie czytam "Gazety Wyborczej". Nie lubię jej, mówiąc oględnie.
      Osobiście uważam, że podkopujecie wartości chrześcijańskie, które są
      mi bliskie.

      To dlaczego zgodził się pan na rozmowę?

      - Wie pan: Chrystus także rozmawiał z jawnogrzesznicami

      Rozumiem, że po tym wstępie możemy porozmawiać o ojcu-partnerze?

      - No nie, "partner" to niedobre słowo. Bardzo go nie lubię.

      A co ma pan przeciwko partnerstwu?

      - Mówiąc ojciec-partner zakładamy, że tata ma być kumplem swojego
      dziecka. Że będzie się z nim np. witał po kumpelsku, zabierze na
      piwo... A tak przecież nie może być.

      Z kolei partner na płaszczyźnie małżeńskiej kryje w sobie znaczenie,
      że kobieta i mężczyzna są sobie równi. A przecież nie są. Więc to
      także nieprawda.

      Dlaczego nie mogę być kumplem swojego syna?

      - Bo on nie potrzebuje pana jako równego sobie kolegi. Kumpla o
      takim samym stanie świadomości, sumie doświadczeń. Potrzebuje
      opiekuna i przewodnika, który będzie mu objaśniał świat.
      Podsumowując: ojciec nie może być kumplem, ale przyjacielem - jak
      najbardziej.

      Czy taki podział wyklucza na przykład wspólne wypady z dzieckiem w
      góry?

      - Absolutnie nie! Wspólne spędzanie czasu jest przecież wskazane.
      Ale po to, żeby coś dziecku pokazać i objaśnić kawałek świata, żeby
      wspólnie przeżyć coś i wzmocnić waszą więź.

      Dlaczego nie mogę być partnerem dla matki moich dzieci? Przecież
      dzielimy się obowiązkami, wspólnie podejmujemy decyzje...

      - Mężczyzna nie jest partnerem dla kobiety w potocznym rozumieniu
      tego słowa. Myślę o równym podziale obowiązków. To nienaturalne.
      Mężczyzna i kobieta są tak samo ważni w związku, ale mają różne
      funkcje do spełnienia. To nie partnerstwo, tylko solidarność.

      A partnerstwo rodziców w wychowywaniu dzieci?

      - Po raz kolejny mówię - nie! Solidarność. Podział ról. Dopóki
      dziecko jest małe, zajmuje się nim kobieta. Mężczyzna przecież nie
      nadaje się do tego. On nie odróżni jednego z dwudziestu rodzajów
      płaczu niemowlaka, a kobieta rozumie to bezbłędnie. Facet po prostu
      słyszy, że dziecko płacze. Nie wie, dlaczego. Kobieta "rozumie" z
      jego płaczu, kiedy jest głodne, kiedy coś je boli. Z czasem, gdy
      dziecko podrasta, kobieta powinna wycofywać się z jego wychowywania,
      a dominującą rolę winien przejmować ojciec. To on jest przewodnikiem
      dorastającego dziecka. Objaśnia mu świat, a swoim spokojem daje mu
      silne podstawy do rozwoju.

      To, co pan mówi, pewnie niektórym się nie spodoba. Na przykład
      feministki...

      - Ach, feministki! To one są jedną z przyczyn, dla których mamy
      teraz kryzys ojcostwa. Podkreślam: jedną z przyczyn, nie jedyną. To
      one, domagając się dla siebie takich samych praw, jakie mają
      mężczyźni, z jednej strony składają hołd męskości i dają dowód, jak
      bardzo mężczyźni im imponują. A z drugiej - podkopują męskość.
      Żądając równości, sprawiają, że mężczyźni wolą unikać
      odpowiedzialności. Na przykład związanej z wychowywaniem dzieci.
      Stąd już tylko krok do tego, co mamy teraz: do brania dodatkowej
      roboty, przesiadywania w pracy po godzinach, jednym słowem: do
      uciekania ojca z domu. A to nie leży przecież w męskiej naturze.
      Mężczyźni lubią być odpowiedzialni za kogoś. Wie pan: w tej chwili
      po morzach i oceanach świata pływa ileś tam tysięcy statków. Ich
      kapitanami są przeważnie mężczyźni. Zapewne żaden z nich - w razie
      wypadku - nie zejdzie z mostku, zanim nie wyciągnie z kotłowni
      ostatniego zapijaczonego majtka. Dlaczego? Bo są facetami, a faceci
      mają zakodowaną odpowiedzialność za innych. Dlatego tak dobrze
      sprawdzają się w roli ojców, jeżeli im się pozwoli na to.


      Ale z drugiej strony to kobieta jest często fundamentem rodziny i
      radzi sobie wcale nie gorzej niż mężczyzna.

      - Ale nie zastąpi ojca - opiekuna. Wracamy tu do owego podziału ról,
      o którym mówiliśmy przed chwilą. Nastolatek potrzebuje już mniej
      matki, a bardziej - ojca. A gdy go nie ma, bo ojciec siedzi częściej
      w pracy niż w domu, zaczyna się dramat. Tu też ma korzenie mój
      sprzeciw przeciwko tzw. rodzinom homoseksualnym. Tam, gdzie są dwie
      matki albo dwóch ojców, nie ma mowy o rodzinie. Zakłócone są relacje
      między rodzicami a dzieckiem. Tylko pełne rodziny gwarantują dobry
      rozwój dziecka.

      A jeśli w takiej "normalnej" rodzinie ojciec pije i bije? Czy taka
      rodzina jest lepsza od dwóch lesbijek, które z miłością wychowują
      dziecko?

      - Żadna z tych sytuacji nie jest dobra. Niech pan mnie nie próbuje
      tak podchodzić. Dziecko potrzebuje trzech elementów: ojca, matki i
      trwałej, zdrowej więzi między nimi.

      Jaki powinien być dobry ojciec?

      - Musi być odpowiedzialny za życie swoich dzieci, i to już od
      momentu ich poczęcia. Ojciec pozwalający na aborcję jest złym ojcem.
      Aż tak wcześnie powinno się mówić o odpowiedzialnym ojcostwie.

      Moim zdaniem na takim etapie nie ma jeszcze mowy o byciu tatą. Być
      może poczucie ojcostwa się rodzi, ale...

      - Ależ to właśnie wtedy wszystko się zaczyna! Prawdziwy ojciec, by
      ratować własne dziecko, zrobi wszystko. Więc niech pan mi nie
      opowiada... Owszem, powstaje pytanie, dlaczego tak wielu ojców nie
      chce bronić życia swojego dziecka? A odpowiedź jest prosta:
      seksualna przyjemność stała się dla nich ważniejsza od życia ich
      dziecka. Mówią, że to jeszcze nie jest dziecko. A kto?

      Płód. Wcześniej - zarodek.

      - Nie, to jest człowiek. Ponad wszelką wątpliwość posiada kod
      genetyczny w spadku po swoich rodzicach. I tak dalej.

      Więc po pierwsze: ojciec musi być odpowiedzialny od
      najwcześniejszych chwil. Po drugie - musi mieć udział w wychowaniu,
      ale udział mądry. Nie "partnerski", tylko z mądrym dzieleniem
      obowiązków. Po trzecie - jego praca zawodowa ma służyć rodzinie, a
      nie niszczyć ją.

      Żadnych wyjazdów za granicę, żeby utrzymać dom i dzieci?

      - Jeżeli ojciec nie ma wyjścia i musi wyjechać za chlebem, to
      oczywiście - niech jedzie. Trzeba jednak znać proporcje. Co innego -
      praca dla chleba, a co innego - na przyjemności. Jeżeli ojciec
      ucieka z rodziny do biura czy właśnie za granicę, żeby zarobić na
      nowszy model mercedesa i większy dom, to nie jest to dobry ojciec.

      Dlaczego? Przecież właśnie chce swojej rodzinie zapewnić jak
      najlepsze warunki, a dzieciom jak najlepszy start w dorosłość. Co w
      tym złego?

      - Odpowiem panu tak jak Sokrates przechadzający się po agorze.
      Oglądał rozmaitości wystawione na sprzedaż i mówił: "Jaki ja jestem
      szczęśliwy, że nie muszę tego wszystkiego mieć". Trzeba zachować
      dystans do posiadania i do używania. Nie wszystko muszę mieć. Nie
      wszystko w życiu muszę przeżyć.

      No i czwarta cecha dobrego ojca, którą pan mi pewnie wytnie z
      tekstu, ale co tam. Papież Jan Paweł II napisał w adhortacji
      Familiaris Consortio, że zadaniem mężczyzny jako ojca jest
      odpowiedzialność za sprawiedliwy rozwój całej rodziny.

      Czy mamy kryzys ojcostwa?

      - Tak. Ale idzie ku lepszemu. Mądrzy, odpowiedzialni ludzie mają
      coraz więcej dzieci. Przekazują im dobre postawy - uczą dobrego
      ojcostwa. Z kolei ludzie nieodpowiedzialni mają tych dzieci coraz
      mniej albo wręcz wcale. I tak - prawem naturalnym - nie mają komu
      przekazywać swojej nieodpowiedzialności. Z każdym pokoleniem będzie
      więc coraz lepiej.



      * Jacek Pulikowski - autor wielu publikacji katolickich na temat
      ojcostwa i wychowania (m. in. "Warto być ojcem" "Krokodyl dla
      ukochanej", "Warto pokochać teściową"). Mieszka w Biskupicach pod
      Poznaniem. Razem z żoną prowadzą rekolekcjei kursy przedmałżeńskie.
      O
      • a000000 Re: co myslicie o tym panu? 28.11.07, 18:43
        no cóż, zgadzam się z pewnymi jego tezami. To jest właśnie chrześcijański
        model rodziny. Nie partnerstwo - tylko solidarność. Bo to NATURY sprawstwo,
        że rodzice mają INNE zadania i inne możliwości. Dlatego w rodzinie sprawdza się
        powiedzenie: po równo to wcale nie znaczy sprawiedliwie.

        Nie bardzo się zgadzam z opinią, że to feministki odsunęły ojców od wychowania.
        Kiedyś feministek nie było, były posłuszne żony... a panowie nie splamili się
        zmianą pieluchy czy nakarmieniem.

        Wydaje mi się, że owszem - na skutek wzrastającego feminizmu wśród kobiet
        panowie, że tak powiem, dziadzieją... I jest winą feministek, że nie walczą o
        prawa kobiece, tylko walczą o prawa RÓWNE. I to powoduje, że panowie się
        odsuwają na z góry upatrzone pozycje (fotel, kolesie, mecze... i inne zabawki).

        Panie przeholowały, bo weszły na męski teren. A panowie skawpliwie, zgodnie z
        naturą lenia patentowego - wykorzystują to, że mają w domu chłoporobotnika.

        Z drugiej strony, dzięki feministkom - ojcowie być może ze wstydu, a może dla
        świętego spokoju, aby nikt im nad uchem nie gęgał, zabrali się za pieluchy...

        Nie wykluczam również istnienia rzadkiego przypadku ojca obdarzonego przez
        naturę uczuciami tacieżyńskimi, który CHCE się dzieckiem zająć i sprawia mu to
        przyjemność.


    • isma Re: co myslicie o tym panu? 28.11.07, 18:48
      Hm. Zakladajac, na podstawie rodzicielskiego doswiadczenia, oraz
      literatury fachowej, ze niemowleciem (czyli istota porozumiewajaca
      sie bez pomocy mowy, placzem) dziecko jest przez circa 12 miesiecy,
      a potem przez nastepne 17 lat do pelnoletnosci juz raczej nie, to
      kobiety w modelu pana Pulikowskiego dopiero maja wczasy!

      Nie rozumiem, Karafka, jak moglas tego nie zauwazyc.

      Chyba Cie cos - nie wiem, co - zaslepia ;-)))
      • kochanica-francuza Gatunek: Truteń domowy 28.11.07, 19:10
        Oby na wymarciu..
        De facto, owszem, niemowlęciem nie jest następne 17 lat, ale też de facto od
        kobiety się żąda większego zaangażowania przez te 17 lat oraz WłAśCIWIE DO
        śMIERCI kobietę się obciąża problemami i winami osobnika ("mamusia nie kochała")

        Tacy panowie powinni przechodzić przymusową resocjalizację.
        • isma Re: Gatunek: Truteń domowy 28.11.07, 19:54
          Eeee. Dalam slubnemu przeczytac, no, bo, wiadomo, kobieta mezczyzny
          nie zrozumie ;-))). Zeznal, ze sie z tezami wywiadu zgadza. Znaczy
          sie, w praktyce to tak: gotuje, dziecko w wieku 1-4 wychowywal
          pelnoetatowo przez trzy lata w domu, zakupy robi. Nie sprzata
          wprawdzie, no, ale ja tez nie sprzatam. I ja zmywam, bo lubie.

          Przesadzacie.

          (w jednym Wam musze przyznac racje: jak nas odwiedzaja dalsi
          znajomi, ci, co nie wiedza, ze my jednako nie umiemy sprzatac, to
          zawsze mowia do mnie: posprzataLABYS tu ;-((().
      • karafka_do_wina Re: co myslicie o tym panu? 28.11.07, 19:37
        hmm.. dziecko do 12 miesiecy, a potem od 1 roku zycia w gore to co?
        mlodziez? chyba chodzilo ci o niemowle (czy czasem to nie jest
        przedzial 3 mies-2 lata? 0-3 mies = noworodek), ale moze sie myle.
        tak czy siak panu z artykulu chodzilo o male dzieci, nie powiedzial
        ze tylko takie do 12 miesiecy.

        poza tym mysle, ze wg pana z artykulu zajmowanie sie duzym dzieckiem
        i tak nie polega na np. ugotowaniu mu obiadu. gotowanie, jak
        przypuszczam, nalezy zawsze do matki-zony-i-kucharki niezaleznie od
        wieku dziecka oraz ojca :-)



        isma napisała:

        > Hm. Zakladajac, na podstawie rodzicielskiego doswiadczenia, oraz
        > literatury fachowej, ze niemowleciem (czyli istota porozumiewajaca
        > sie bez pomocy mowy, placzem) dziecko jest przez circa 12
        miesiecy,
        > a potem przez nastepne 17 lat do pelnoletnosci juz raczej nie, to
        > kobiety w modelu pana Pulikowskiego dopiero maja wczasy!
        >
        > Nie rozumiem, Karafka, jak moglas tego nie zauwazyc.
        >
        > Chyba Cie cos - nie wiem, co - zaslepia ;-)))
        • isma Re: co myslicie o tym panu? 28.11.07, 19:49
          Karafka, zacytuj no mi, jak z encyklopedii, gdzie to ja
          powiedzialam, ze dziecko przestaje byc d_z_i_e_c_k_i_e_m po 12
          miesiacu zycia?

          W tym wieku n_i_e_m_o_w_l_e_c_i_e_m przestaje byc, napisalam,
          albowiem zaczyna porozumiewac sie inaczej niz placzem. Pan
          Pulikowski zeznal, ze faceci nie sa w stanie zrozumiec placzu, czyli
          mowe niewiazana dziecka juz, rozumeiem, sa w stanie. No to, od kiedy
          dziecko sie zaczyna porozumiewac mowa (chocby niewiazana),
          przechodzi pod opieke tatusia. Popieram, jako praktykujaca ten model
          od 11 miesiaca zycia mojego dziecka, ktore, istotnie, mowic zaczelo
          wlasnie w okolicach tego momentu (jasny gwint, w dodatku najpierw
          powiedzialo "tata" ;-))).

          Natomiast zabilas mnie tym roszczeniem co do gotowania obiadu.
          Szczerze mowiac, jak to ma byc az tak istotne pole brania
          odpowiedzialnosci za dziecko, to moze Ty raczej dzieci, Karafka, nie
          miej...
          • kochanica-francuza Czepiasz się Ismo 28.11.07, 20:01
            Nie chodzi o zasadę "Ty gotujesz albo chodzi głodny!", tylko o to, żeby facet:

            1. W ogóle wpadł na to, że jak ugotuje, to nie zniewieścieje, nie odpadną mu
            jaja i koledzy go nie wykluczą na zawsze z paczki.

            2. W ogóle wpadł na pomysł, że gotowanie to nie jest takie coś, co robią kobiety
            albo nikt, tylko coś, co JEST DO ZROBIENIA (bo inaczej nie będziemy żryć i basta).

            3. Umiał posłużyć się surowcami jadalnymi w celu przygotowania nietrującej i
            dającej się strawić potrawy.

            Słyszałam o przypadku, który nie umiał GOTOWEGO obiadu odgrzać i nie umiał
            WłąCZYć pralki.
            • diabollo Re: Czepiasz się Ismo 28.11.07, 22:08
              kochanica-francuza napisała:

              > Nie chodzi o zasadę "Ty gotujesz albo chodzi głodny!", tylko o to, żeby facet:
              >
              > 1. W ogóle wpadł na to, że jak ugotuje, to nie zniewieścieje, nie odpadną mu
              > jaja i koledzy go nie wykluczą na zawsze z paczki.
              >
              > 2. W ogóle wpadł na pomysł, że gotowanie to nie jest takie coś, co robią kobiet
              > y
              > albo nikt, tylko coś, co JEST DO ZROBIENIA (bo inaczej nie będziemy żryć i bast
              > a).
              >
              > 3. Umiał posłużyć się surowcami jadalnymi w celu przygotowania nietrującej i
              > dającej się strawić potrawy.
              >
              > Słyszałam o przypadku, który nie umiał GOTOWEGO obiadu odgrzać i nie umiał
              > WłąCZYć pralki.

              Hehehe, czcigodna Kochanico, pięknie napisane.

              Kłaniam się nisko.
            • isma Re: Czepiasz się Ismo 28.11.07, 23:16
              Ja sie nie czepiam, tylko sobie kpie.

              Skad Wy bierzecie tych facetow, co sie potem tak strasznie nad nimi
              pastwicie? Oni realnie istnieja, czy to jakis stereotyp z
              zaslyszenia znany jest?

              Ja sie nie spotkalam z egzemplarzem (wyjawszy mojego rodziciela, ale
              to przypadek szczegolny, szalony naukowiec, co, mysle, jest
              niezalezne od plci - Maria Janion tez tak ma), ktory by nie umial
              sobie ugotowac (no, nie mowie, zeby przez miesiac codziennie
              potrafil zrobic inny obiad z trzech dan, bez przesady) lub odgrzac i
              wlaczyc pralke.
              (A nie, przepraszam, jednego takiego ksiedza znam. No, ale problem
              wyzyskiwania zony u niego odpada. I szczaw jest, to moze sie jeszcze
              nauczy)
              • diabollo Re: Czepiasz się Ismo 28.11.07, 23:35
                isma napisała:

                > Ja sie nie czepiam, tylko sobie kpie.
                >
                > Skad Wy bierzecie tych facetow, co sie potem tak strasznie nad nimi
                > pastwicie? Oni realnie istnieja, czy to jakis stereotyp z
                > zaslyszenia znany jest?
                >
                > Ja sie nie spotkalam z egzemplarzem (wyjawszy mojego rodziciela, ale
                > to przypadek szczegolny, szalony naukowiec, co, mysle, jest
                > niezalezne od plci - Maria Janion tez tak ma), ktory by nie umial
                > sobie ugotowac (no, nie mowie, zeby przez miesiac codziennie
                > potrafil zrobic inny obiad z trzech dan, bez przesady) lub odgrzac i
                > wlaczyc pralke.
                > (A nie, przepraszam, jednego takiego ksiedza znam. No, ale problem
                > wyzyskiwania zony u niego odpada. I szczaw jest, to moze sie jeszcze
                > nauczy)
                >

                E, tam żadne pastwienie się.
                Po prostu co to za facet, który podstawowych regeneracyjnych życiowych zachowań
                nie zna, jak erotyzm we dwoje (lub więcej), masturbacje intelektu we dwoje (lub
                więcej), gotowanie i serwowanie we dwoje (lub więcej)?

                Kłaniam się nisko.
              • kochanica-francuza Re: Czepiasz się Ismo 29.11.07, 23:23
                isma napisała:

                > Ja sie nie czepiam, tylko sobie kpie.
                >
                > Skad Wy bierzecie tych facetow, co sie potem tak strasznie nad nimi
                > pastwicie? Oni realnie istnieja, czy to jakis stereotyp z
                > zaslyszenia znany jest?

                W starszym pokoleniu - jak najbardziej. Moja była koleżanka spotkała jednego, co
                "mieszka sam i nie ma mu kto sprzątać". Rączki ma, nóżki ma, fizycznie 100%
                sprawności, latka tak mniej więcej moje.

                Po czym się zań machnęła i zaszła, a jest to osoba o depresji endogennej.
                Odstawiła więc leki, żeby dziecku nie zaszkodzić, i ledwo żyła.

                On na to "Kasiu, czy czujesz się wystarczająco dobrze, żeby zrobić mi obiad?"
                Ale nie wpadnie mu do łba, żeby zrobić samemu.

                Wiesz, tak jak w tym kawale o Arabie, co jedzie na wielbłądzie, za wielbłądem
                biegnie żona, bo Arab wiezie żonę do szpitala.

                Pomijam już inne jego upierdliwe cechy, jak przyłażenie do nas, kiedy ja
                przyszłam DO KOLEżANKI, zgrywanie się na intelektualistę, wciskanie innym swoich
                zainteresowań - każe się wstydzić, że ich nie podzielamy - i zadawanie 200 razy
                pytania "Chcesz piwa"? Nie wystarczy mu 200 razy odpowiedzieć "Nie lubię piwa" -
                zapyta po raz 201.

                Uważa poza tym, że wymyślam sobie swoje problemy, a tak naprawdę chłopa mi
                brakuje i dziecka, tylko jeszcze o tym nie wiem. Ten typ, co zna cię pięć minut,
                a już wie, że 30 lat czekałaś WłAśNIE NA NIEGO, żeby powiedział ci, JAK MASZ
                żYć! Rzygać się chce!!!!!!!!!
                • a000000 Re: Czepiasz się Ismo 30.11.07, 10:54

                  hehehe!! Kochanico!! właśnie opisałaś statystycznego mężczyznę.

                  • kochanica-francuza Azerzyco, cara mia, nie strasz mnie 30.11.07, 21:30
                    a000000 napisała:

                    >
                    > hehehe!! Kochanico!! właśnie opisałaś statystycznego mężczyznę.

                    bo się przerzucę na panie z samej niechęci do facetów!

                    Cara mia - moja droga
                    >
            • a000000 Re: Czepiasz się Ismo 29.11.07, 10:14
              kochanica-francuza napisała:

              > Słyszałam o przypadku, który nie umiał GOTOWEGO obiadu odgrzać i nie umiał
              > WłąCZYć pralki.

              Myślę, że umiał. Tylko po co pokazać, że umie? Żeby ROBIĆ??? A czy on głupi jest?

              Przed moim ślubem, starsi koledzy z pracy tak edukowali mojego małżonka:
              jeśli żona coś każe ci zrobić - zrób natychmiast - ale tak spieprz, aby więcej
              nawet nie pomyślała, że cokolwiek może ci powierzyć.

              I tak właśnie, Kochanico droga, wygląda świat męskiego leniwego trutnia.
              • kochanica-francuza Re: Czepiasz się Ismo 29.11.07, 23:24

                >
                > Myślę, że umiał. Tylko po co pokazać, że umie? Żeby ROBIĆ??? A czy on głupi jes
                > t?

                A może i nie? pralka ma wiele programów...
                >
                > Przed moim ślubem, starsi koledzy z pracy tak edukowali mojego małżonka:
                > jeśli żona coś każe ci zrobić - zrób natychmiast - ale tak spieprz, aby więcej
                > nawet nie pomyślała, że cokolwiek może ci powierzyć.

                A ty skąd wiesz, wredna żono? ;-)))))))))
                • a000000 Re: Czepiasz się Ismo 30.11.07, 10:55

                  podsłuchałam, a potem narzeczonego, zagroziwszy ogniem piekielnym, wzięłam na
                  męki. Wyznał wszystko.

                  Świnie te chłopy, co nie?
          • karafka_do_wina Re: co myslicie o tym panu? 29.11.07, 18:51
            > Karafka, zacytuj no mi, jak z encyklopedii, gdzie to ja
            > powiedzialam, ze dziecko przestaje byc d_z_i_e_c_k_i_e_m po 12
            > miesiacu zycia?


            nie doczytalam z tym dzieckiem, sorry.
            co ma encyklopedia do rzeczy? czy twoje wypowiedzi o dzieciach sa
            tam zapisane? :-D

            > Natomiast zabilas mnie tym roszczeniem co do gotowania obiadu.
            > Szczerze mowiac, jak to ma byc az tak istotne pole brania
            > odpowiedzialnosci za dziecko, to moze Ty raczej dzieci, Karafka,
            nie
            > miej...

            pisalam o zajmowaniu sie dzieckiem, a nie braniu odpowiedzialnosci
            za dziecko. najpierw przeczytaj, potem komentuj, madralo.
            co do moich dzieci to akurat twoje rady maja niewielkie znaczenie,
            aczkolwiek doceniam twoje starania :-)

    • diabollo Re: co myslicie o tym panu? 28.11.07, 22:05
      Czcigodna Karafko,

      Rzeczywiście zajebiste. W komentarzu nie będę wywarzał "otwartych drzwi" i po
      prostu znowu zacytuję kogoś innego, czyli pana Orlińskiego.

      Kłaniam się nisko.

      ==========================
      A teraz katolicki publicysta
      Gdy już człowiek obśmieje denny tekst medialnego pschoguru, usłyszy stukanie od
      spodu - puk puk, to my, intelektualiści katoliccy. Choćby przyszło dziesięciu
      Eichelbergerów i każdy udzielił dziesięciu wywiadów i choćby nie wiem jak się
      wytężał, nie rozśmieszy mnie tak bardzo, jak kolejny materiał w naszym
      znakomitym cyklu - rozmowa z „Jackiem Pulikowskim - autorem wielu publikacji
      katolickich na temat ojcostwa i wychowania”.
      Komu nie wystarczy tytuł „Feministki wystraszyły ojców”, temu polecam fragment:
      „Dopóki dziecko jest małe, zajmuje się nim kobieta. Mężczyzna przecież nie
      nadaje się do tego. On nie odróżni jednego z dwudziestu rodzajów płaczu
      niemowlaka, a kobieta rozumie to bezbłędnie. Facet po prostu słyszy, że dziecko
      płacze. Nie wie, dlaczego. Kobieta "rozumie" z jego płaczu, kiedy jest głodne,
      kiedy coś je boli”.
      Panie autor, doświadczony serwisant mekintoszy po usłyszeniu samego „startup
      chime” umie rozpoznać model i rocznik. Umiejętność „odróżniania rodzajów płaczu
      dziecka”, nie jest czymś, z czym kobieta (lub mężczyzna) przychodzi na świat. Po
      prostu jak się czymś zajmujesz, nabierasz praktyki. Dlatego właśnie nazywają to
      „praktyką” - wie pan, to od „praktykowania”, pan jesteś katolik praktykujący, to
      wiesz pan, że to z grubsza polega na rutynowym powtarzaniu tej samej czynności.
      Przewiniesz pan ze sto kupek, podgrzejesz pan ze sto kaszek, wytrzesz pan ze sto
      rzygów, ze sto razy pan będziesz usiłował uśpić maluszka i jednocześnie samemu
      nie paść trupem ze zmęczenia, to będziesz pan umiał rozpoznać równie dobrze jak
      ja, czy szkrabik płacze, bo jest głodny, bo ząbkuje, bo się czegoś przestraszył
      czy może po prostu chce się przytulić.
      Nie wiem teraz pod jakimi słowami kluczowymi tego szukać w archiwum „GW”, ale
      podczas apogeum kaczyzmu w Bolandzie drukowaliśmy jakiegoś innego katolickiego
      speca od nawozów i od świata, który rzucił podobną światłą myśl, że mianowicie
      dziecko gdy jest chore, to po prostu woli zostać z matką na zwolnieniu, bo tak
      to rzekomo urządziła natura.
      Jeśli o mnie chodzi, to nie widzę specjalnej różnicy między islamistami
      tłamszącymi kobiety w imię Koranu, a katolickimi intelektualistami,
      dorabiającymi pseudonaukowe uzasadnienia dla swojego lenistwa. „Ja nie rozumiem
      tego płaczu, a kobieta go rozumie, bo taka jest natura”. „Dziecko nie chce być
      ze mną same w domu, a z matką chce, bo taka jest natura”. A koszulę se pan
      umiesz uprasować, czy też pan uważasz, że to ewolucyjnie wykształcona
      umiejętność właściwa tylko naturze kobiety?
      Sam nie wiem, czy bardziej się brzydzę samousprawiedliwianiem typu „no bo ja się
      musiałem rozwijać wewnętrznie” czy samousprawiedlwianiem typu „bo taka jest
      natura”. Ja w każdym razie wiedziałem decydując się na ojcostwo, że to m.in.
      będzie oznaczało babranie się w kupkach i nieprzespane noce. I wiecie co, panie
      Eichelberger, panie Pulikowski? To w sumie jednak było niezwykłe, bardzo mnie
      wzbogacające przeżycie - wzbogacające oczywiście raczej w sensie „walczyłem w Da
      Nang” niż w sensie „wygrana na loterii”, ale nie żałuję, że mam to doświadczenie
      w swoim siwi. Wy też może kiedyś spróbujcie, na przykład z wnukami.
      O ile wasze dzieci będą chciały z wami wtedy gadać.

      wo.blox.pl/html

      ============================
    • gumpel Re: co myslicie o tym panu? 28.11.07, 22:13
      Myślę, że to męska szowinistyczna świnia. Całkiem jak ja :-)
      Wprawdzie nie podzielam wszystkich jego poglądów, ale od razu
      zapałałem do niego sympatią. Jego nastawienie mi się podoba. Jak
      nauczał Seneka: hanc personam induisti, agenda est. To powinna być
      dewiza ojców. Ojciec to ojciec. Choćby i "[n]a przekór czasom i
      ludziom wbrew" ...


      G.
    • monikaannaj w jednym ma rację. 29.11.07, 12:52
      celem ojca nie powinno byc kumpelstwo z dzieckiem, tak jak matka nie powinna stawać sie psiapisułą swoich pociech.

      A jeśli chodzi o niemowlę to jedyną rzeczą która sprawia że to matka lepiej sie nadaje do stałej opieki sa gruczoły mleczne.
      Obserwowałam kilka moich przyjaciółek na wczesnym etapie macierzyństwa i sadzę że rozpoznawanie potzreb, rodzaju płaczu to po prostu kwestia doswiadczenia a nie żadnego objawienia.
      Zal mi faceta który w imie takich przekonan pozbawia sie obcowania z niemowlaczkiem...

      • a000000 Re: w jednym ma rację. 29.11.07, 14:30
        jest jeszcze druga rzecz powodująca że to matka lepiej sie nadaje...
        dziecko pamięta z okresu płodowego bicie matki serca, jej głos... i to go uspokaja.

        Poza tym, pełna zgoda.

        • isma Re: w jednym ma rację. 29.11.07, 14:42
          No i jeszcze trzecia, ze te, hormony pociazowe i poporodowe to
          jeszcze jakis czas glowe cmia ;-))).
    • kora3 Krótko mówiąc :) 30.11.07, 10:32
      pan ma problem z sobą :) a jego żona ( o ile jest ktoś tak
      ciepliwy:) - z nim ...
      tu potrzeba dobrego lekarza
      • karafka_do_wina Re: Krótko mówiąc :) 30.11.07, 18:43
        he, he, dobry komentarz :-D
        ten wklejony przez diabollo tez :-)

        najgorzej tylko, ze tacy panowie z problemami czesto prowadza
        katechezy, nauki przedmalzenskie i moze jeszcze nawet gdzies
        publikuja swoje wypociny jako nauke kosciola katolickiego. zreszta,
        mysle ze wielu hierachow kk popiera takie teorie... ot i nasza
        polska rzeczywistosc.

        pozdrawiam :-)




        kora3 napisała:

        > pan ma problem z sobą :) a jego żona ( o ile jest ktoś tak
        > ciepliwy:) - z nim ...
        > tu potrzeba dobrego lekarza

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka