18.07.08, 13:24
Piszę, bo od pewnego czasu czuję się jak w klatce-w którą stronę bym się nie
ruszyła, walę głową w mur. Od roku jestem z facetem, którego kocham i który
jest dla najbliższą osobą na świecie. On mówi, że też mnie kocha, dobrze się
dogadujemy, z wyjątkiem jednej sprawy-ja chciałabym, żebyśmy razem zamieszkali
albo przynajmniej zaczęli na ten temat rozmawiać, coś wspólnie planować,
chciałabym budzić się i zasypiać obok niego, dzielić zwykłe dni, spędzać
święta i ustalać zakupy itp. Po prostu nie wystarcza mi już związek
weekendowo-rozrywkowy. On jednak mówi, że dla niego to za wcześnie, że krótko
się znamy, że nie lubi zmian, że kiedyś...Dodam, że oboje jesteśmy po
studiach, pracujemy, bliżej nam do 30 niż 20 lat(on jest trochę starszy),ja
wynajmuje, on mieszka w domu rodzinnym. Finansowo moglibyśmy coś wspólnie
wynająć bez większych problemów. A ja nie mogę nic zrobić-ani czekać, ani
przestać czekać. Czy rok dość intensywnego związku dla dwojga dorosłych ludzi
to naprawdę tak mało? Jak dobrze można się poznać tylko "randkując"? Mam
poczucie, że w ten sposób możemy sie spotykać i 5 lat i nasza relacja się nie
rozwinie.
Co sądzicie, bo tak mi smutno :((
Obserwuj wątek
    • krokodyl_13 Re: W klatce 18.07.08, 15:12
      Zwykle to płci żeńskiej szybciej nie wystarcza taki związek. Jest to zupełnie
      naturalne i związane z biologią naszego gatunku. Kobieta jeśli wybierze
      ukochanego i sprawdzi się dąży do trwałego związku by zabezpieczyć sobie i
      swojemu potomstwu opiekę. No a jeśli płci przeciwnej stronie jest dobrze to on
      nie widzi potrzeby coś zmieniać. Po co zmieniać jak jest dobrze, a jak zmienimy
      to wcale nie musi być lepiej, mam swoje nawyki itd...
      Nie jest to chyba pocieszające specjalnie, ale na trzeźwo i dalej po linii
      biologii nie warto ponosić wysiłku energetycznego w takiej sytuacji. Niestety
      zwykle ta biologia się sprawdza. Pocieszenie ludzie obarczyli się kulturą i
      cywilizacją i cierpliwość zdaje czasem egzamin.
      Ps zajrzyj na wątek tropem_misia morze. Czasem pisanie przynosi ulgę.
    • zakochanyenzo Re: W klatce 18.07.08, 16:12
      Trochę to niezrozumiałe dla mnie. Finansowo jak piszesz dacie radę, On zawsze
      może do domu rodzinnego wrócić więc też nie ryzykuje że jak się coś nie ułoży to
      na bruku zostanie. Albo to synek mamusi albo jest coś jeszcze. Chyba się troszkę
      Ciebie boi ;)
      • jola-29 Re: W klatce 18.07.08, 19:29
        Jemu najwyraźniej taki układ odpowiada!Po co zmieniać cokolwiek
        skoro jest dobrze (mam na mysli Jego).Nic nie zmienisz,nic nie
        zrobisz a wymuszając na nim wspólne zamieszkanie,możesz go tylko
        jeszcze bardziej upewnić,że nie powinien na tym etapie znajomości
        podejmować takich kroków.Może czuje się jeszcze niepewnie?Może
        faktycznie za szybko na taką decyzję?Bądź cierpliwa!!(tez miałam
        podobny dylemat,byłam niecierpliwa:()
        • krokodyl_13 Re: W klatce 18.07.08, 19:56
          Mówiłem czysta biologia innymi słowami...
          • pj79 Re: W klatce 19.07.08, 02:39
            Nikt nie lubi być pospieszany, ponaglany. A już szczególnie w sprawach tak
            istotnych jak wspólne mieszkanie czy małżeństwo. Dla jednych rok to dużo czasu a
            dla innych potrzeba go trochę więcej. Oczywiście nie można też przesadzać w
            drugą stronę - zwlekać zbyt długo, ale wydaje mi się iż możecie dać sobie
            jeszcze chwilę.
            • fantka Re: W klatce 20.07.08, 15:47
              Facet po trzydziestce już się trochę przyzwyczaił
              do wygodnego życia u mamusi.
              Dlatego nie ma ochoty na zmiany,
              bo i po co?
              Przecież ma wszystko,
              studia, pracę, pieniądze, wygodne życie,
              ekstra seks na życzenie....
              Zmian się boi,
              bo to i dziecko mogłoby od razu się przytrafić...
              a on jest jeszcze nie gotowy...
              Chyba jego miłość jest taka trochę niedojrzała.
    • sun-n Re: W klatce 24.08.08, 20:28
      Faceci sa inni od nas. Doskonale Cie rozumiem, moim zdaniem juz rok
      jest wystarczajacy, zeby stwierdzic czy sie chce byc razem, czy nie.
      Ja tez jestem juz 1,5 roku w zwiazku i ani w jedna, ani w druga. Co
      prawda rozmawiamy o wspolnym zamieszkaniu. On tez mieszka razem z
      mama i bratem, ale na dodatek to On ich utrzymuje!!! I poczuwa sie
      do odpowiedzialnosci, ze to do niego nalezy, bo ojca w domu od kilku
      lat juz nie ma...
      Chyba nam nic innego nie pozostaje, jak cierpliwie czekac. Ja nie
      wiem, kiedy moja cierpliwosc sie skonczy, szczegolnie, gdy widze
      duze roznice w charakteru i w oczekiwaniach od zwiazku...:(
      • fantka Re: W klatce 02.09.08, 20:04
        Felicja napisz
        w którą stronę huśtawka zmierza.
        • felicjanahustawce Re: W klatce 10.09.08, 21:11
          Na razie bez zmian, postanowiłam dać sobie, jemu? jeszcze chwilę, ale myślę, że
          to początek końca. Denerwuje mnie sposób, w jaki opowiada o domu swoich
          rodziców, jak bardzo angażuje się we wszystko, co się tam dzieje, traktując go
          jako swoje miejsce na ziemi. Poza tym powiedział mi, że rodzice zawsze chcą dla
          swojego dziecka jak najlepiej, a kobieta-ja? chce, żeby jej było dobrze, zresztą
          sposób, w jaki się teraz spotykamy uważa za idealny, a jeśli nasz związek
          przetrwa, to w końcu? i tak będziemy razem, nie ma sensu tego przyspieszać.
          Bardzo boli myśl, że mogłoby go nie być, ale może czasem trzeba znaleźć silę, by
          pokierować się rozsądkiem. I jeszcze ta głupia nadzieja, że jak poczekam..
          • krokodyl_13 Re: W klatce 10.09.08, 22:27
            Trzeba odciąć pępowinę od mamusi. Jest dorosły i Ty powinnaś być najważniejsza i
            Wasze sprawy. Potem mogą być rodzice jak najbardziej.
            • felicjanahustawce Re: W klatce 11.09.08, 22:25
              Tylko jak to zrobić? Czy ja mam na to jakiś wpływ?
              Ja naprawdę nie mam nic przeciwko jego rodzicom, sama jestem blisko ze swoimi,
              ale nie chciałabym z nimi mieszkać, mieć wspólnej kasy, dzielić codzienności, za
              to marzę o tym razem z nim. A rodziców i swoich i jego chętnie odwiedzę,
              zatelefonuję itp. Smutno mi bardzo, że on tego tak nie czuje :(
              • zakochanyenzo Re: W klatce 12.09.08, 06:22
                Nie masz na to wpływu. To musi być inicjatywa z jego strony. Mam nadzieję że
                twój facet to zauważy i będzie chciał się zmienić. Ale to bardzo trudne. Życzę
                powodzenia.
                • krokodyl_13 Re: W klatce 12.09.08, 11:59
                  No nie wiem tak można czekac i sto lat. Trzeba dobrz znać faceta i
                  przyszłych teściów, może jego mama jest na tyle fajna by z nią
                  porozmawiać czyli uderzyć za węgła.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka