felicjanahustawce
18.07.08, 13:24
Piszę, bo od pewnego czasu czuję się jak w klatce-w którą stronę bym się nie
ruszyła, walę głową w mur. Od roku jestem z facetem, którego kocham i który
jest dla najbliższą osobą na świecie. On mówi, że też mnie kocha, dobrze się
dogadujemy, z wyjątkiem jednej sprawy-ja chciałabym, żebyśmy razem zamieszkali
albo przynajmniej zaczęli na ten temat rozmawiać, coś wspólnie planować,
chciałabym budzić się i zasypiać obok niego, dzielić zwykłe dni, spędzać
święta i ustalać zakupy itp. Po prostu nie wystarcza mi już związek
weekendowo-rozrywkowy. On jednak mówi, że dla niego to za wcześnie, że krótko
się znamy, że nie lubi zmian, że kiedyś...Dodam, że oboje jesteśmy po
studiach, pracujemy, bliżej nam do 30 niż 20 lat(on jest trochę starszy),ja
wynajmuje, on mieszka w domu rodzinnym. Finansowo moglibyśmy coś wspólnie
wynająć bez większych problemów. A ja nie mogę nic zrobić-ani czekać, ani
przestać czekać. Czy rok dość intensywnego związku dla dwojga dorosłych ludzi
to naprawdę tak mało? Jak dobrze można się poznać tylko "randkując"? Mam
poczucie, że w ten sposób możemy sie spotykać i 5 lat i nasza relacja się nie
rozwinie.
Co sądzicie, bo tak mi smutno :((