sloggi
19.06.06, 23:55
53-letni pilot cudem przeżył w poniedziałek wypadek samolotu, który spadł do
Wisły niedaleko Nowego Dworu Mazowieckiego.
Prąd zniósł rozbitka na brzeg, a pomoc wezwał wędkarz, jedyny świadek wypadku
w Gniewniewicach pod Leoncinem. Widział, jak przelatująca nieopodal awionetka
spada prosto do rzeki.
Policjanci z Nowego Dworu Maz. i komisariatu rzecznego, strażacy i ratownicy
medyczni przez godzinę szukali wraku samolotu i ofiary. 53-letniego Jerzego P.
znalazła załoga policyjnej motorówki na wiślanej łasze. Mokrego i
zakrwawionego, ale przytomnego pilota przetransportowali na drugi brzeg, gdzie
czekała na niego karetka. Mężczyzna był w szoku. Nie potrafił powiedzieć, skąd
przyleciał i jak się nazywa. Nie wiedział też, w którym miejscu spadł samolot.
Chwilę później 400 m w dół Wisły od łachy policjanci natknęli się na szczątki
awionetki. Jej kadłuba szukali do wieczora.
Jerzy P. trafił do szpitala. Jego stan lekarze określają jako poważny, ale
niezagrażający życiu. Mężczyzna wystartował z lotniska w Modlinie. Według
znajomego, do którego dotarła policja, miał się tylko przelecieć.
miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,3427827.html