hej dziewczyny. dopiero teraz doszłam do siebie na tyle, że mogę iść
do rodziców na internet.
było tak: pojechałam w czwartek(15.11) do pobliskiego szpitala
zrobić usg i ktg kontrolnie i tam lekarz stwierdził, że nie zrobi mi
żadnych badań, bo się go nie słucham i nie chcę leżeć w szpitalu,
więc on ma gdzieś i "tej pani proszę nie badać". mój mąż zrobił
straszną drakę i aferę na pół szpitala i po tym wszystkim
stwierdziliśmy, że gdyby co to tam już rodzić nie można.
tak więc na drugi dzień prywatnie do lekarza na usg chociaż, żeby
sprawdzić czy dzidzia ok. ten od razu skierowanie do szpitala i
mówi, że mam jechać zrobić ktg. no to my do auta i na ktg do
szpitala. a tam jak zobaczyli skierowanie to mam koniecznie zostać i
moja mama do ataku, że mam zostać w szpitalu i nastraszyli mnie tak,
że zostałam

w szpitalu masakra. ja nienawidzę szpitali jak diabli. leżałam 6 dni
na patologii. nie zgodziłam się na wywoływanie porodu 4 dnia.
Patrzyli na mnie jak na wariatkę. Ordynator szydził przy każdym
obchodzie, że to ta co się nie zgadza. w końcu 6 dnia na patologii
byłam już tak zmięta psychicznie, że poszłam na "próbę
oksytocynową", która okazała się zwykłym wywoływaniem.
mój poród był najbardziej zmedykalizowany jak można sobie wyobrazić.
wszystko zrobili za mnie. musiałam leżeć 17 godzin na łóżku
porodowym pod kroplówką. w czasie skurczu mogłam siedzieć, o ile ktg
(podłączone bez przerwy) było dobre. wlali mi w żyły dziesiątki
leków. na koniec okazało się, że główka od 17 godzin nie opuściła
się w kanale rodnym ani o cm i przy 9 cm rozwarcia wzięli mnie na
stół i wyjęli ze mnie dziecko brzuchem. synka zobaczyłam na sali
pooperacyjnej jak leżał w inkubatorze i wrzeszczał w niebogłosy.
błagałam położną pół godziny żeby mi go dała. w końcu przyszła i z
fochem rzuciła mi go na rękę, a ja przez godzinę starałam się podać
mu pierś, bo byłam jeszcze jak kłoda drewna po operacji.
dziewczyny! mamy z synkiem okropny uraz, żal i wielkie poczucie
krzywdy. przez pierwszy tydzień wyłam co chwila, a i teraz jak
pomyślę o tym wszystkim to mi się zbiera.
na razie staramy się zapomnieć.