Dodaj do ulubionych

męszczyzna mi sie zbuntował

10.06.08, 10:57
powiedział mi w koncu co mysli - czyli ja wymyslam, nie ma znaczenia
gdzie urodze, bo ja to jja i wszedzie bede rozdrazniona i marudna i
po co mi ten basen i po co mi ta połozna i poród w domu jest bez
sensu i stresujacy bo jak cos to i tak trzeba gnac do szpitala...
a ksiazke która mu dałam do poczytania skwitowal 'bełkot'... a na
koniec powiedzial ze on mi niczego nie zabrania i zrobie ja bede
chciała... niech mnie ktos przytuli
Obserwuj wątek
    • silije.amj Re: męszczyzna mi sie zbuntował 10.06.08, 11:06
      Przytulam! Mój mąż miał czasem takie chwilowe odchyłki od normy, póki nie
      doświadczył na własnej skórze, o co chodzi. Może niech twój zadzwoni do mojego,
      zamejluje, zaggada na gg, to sobie wytłumaczą jak facet facetowi. Na pw
      wszystkie dane udostępnię w razie czego.
      • ciociacesia boje sie 10.06.08, 11:44
        ze on samym gadaniem to nie da sie przekonac. powiedział ze po
        urodzeniu dziecka w szpitalu dopiero bede mogla ocenic gdzie sie
        bardziej denerwuje...
        • monicus Re: boje sie 10.06.08, 11:55
          nie sluchaj go sad moj tez sie stawial, a potem jak nam w szpitalu wszystko
          zepsuli to teraz mowi ze zaplaci sie komu trzeba nawet jakby to mialbo byc 20
          tysiecy i w domu urodzimy. a z polozna gadaliscie? razem z nim? trzymaj sie i
          nie denerwuj. moze postrasz go ze jak on nie chce to ty sama urodzisz smile
          • ciociacesia Re: boje sie 10.06.08, 12:47
            > nie sluchaj go sad moj tez sie stawial, a potem jak nam w szpitalu
            wszystko
            > zepsuli to teraz mowi ze zaplaci sie komu trzeba nawet jakby to
            mialbo byc 20
            > tysiecy i w domu urodzimy. a z polozna gadaliscie? razem z nim?
            trzymaj sie i
            > nie denerwuj. moze postrasz go ze jak on nie chce to ty sama
            urodzisz smile

            lepiej nie bo jeszcze by sie okazało ze rzeczywiscie mnie samą
            zostawi z rodzeniem.
            tez mam jeszcze nadzieje ze pomorze rozmowa z połozną - na razie
            umówiłysmy sie tylko przez telefon - jutro mamy z nia pierwsze
            zajecia - prowadzi szkołe rodzenia, wiec moze jeszcze bedzie dobrze.
            zeby mi tylko jak zwykle w kontakcie ze słuzba medyczna mowy nie
            odjęło...
            po ostatniej rozmowie sama zaczynam miec watpliwosci czy to nie jest
            moja fanaberia i czy nas stac na takie 'głupoty'
        • goblin.girl Re: boje sie 10.06.08, 12:15
          Uchchch...
          na takie pitolenie IMO odpowiedź jest jedna - mieć to w d... chociaż zdaję sobie
          sprawę, ze latwo powiedzieć i dla Ciebie musi to byc wielkie rozczarowanie. Ale
          pamietaj, ze decyzja, w jaki sposób chcesz rodzic jest Twoim świętym prawem,
          przynajmniej dopóki nie wtrąci się w to biologia i komplikacje, na które nie
          mozemy mieć wpływu - ale to nie o to tutaj chodzi. Spokojnie, opanowanie,
          puszczać mimo uszu i robic swoje. Przynajmniej na razie, może mu przejdzie, jak
          zobaczy, ze Ciebie to nie rusza.
          Za propozycję eksperymentowania z Twoim samopoczuciem na zasadzie "a zobaczmy,
          jak to bedzie w szpitalu" uprzejmie mu podziękuj.
          Ściskam mocno.
          • 987ania Re: boje sie 10.06.08, 12:37
            Dopóki Ty musisz to dziecko na świat wydać, to niech on się nie wtrąca gdzie
            lepiej Ci będzie. Olej go, Ty będziesz rodzić i Tobie ma być dobrze. A on co
            chciał i mu się odwidziało? Ile on ma lat. Jak jesteś z Wawy, to może chcesz się
            spotkać osobiście.
            A czy on zdaje sobie sprawę jaką depresje możesz mieć po szpitalu?
            Jejku ale się wkurzyłam na niego. Nie ich dupa ale oni najlepiej wiedzą, co nam
            potrzebne.
            Mocno przytulam, jak chcesz się wyżalić osobiści, to pisz.
            • oldzinka Re: boje sie 10.06.08, 12:47
              Wiem co czujesz. Mój M niby rozumial o co mi chodzi z tym rodzeniem
              w domu, ale jak przyszło co do czego to "może to lepiej, że jesteśmy
              w szpitalu". Krew mnie zalewała. Tak sobie myślę, że przy drugim
              dziecku wolałabym rodzić bez niego. Nie chce mi się go przekonywać.
              A taki nieprzekonany będzie się stresował i mnie też. No ale wydaje
              mi się, że lepiej rodzić bez męża w domu niż z mężem w szpitalu uncertain
              Nie wszyscy mają to szczęście, że ich facet rozumie w pełni ideę
              porodu domowego i jeszcze potrafi swoją kobietę wesprzeć...
              Przytulam cię i ściskam smile
            • ciociacesia ile on ma lat 10.06.08, 12:59
              wtrącać to sie nie wtrąca ale wolałabym zeby jednak wspierał.
              zwłaszcza ze jak na razie jest jedyną osobą która wie o moim niecnym
              planie i pewnie tak juz zostanie...
              ale to moja wina nie trzeba sie było rzucać na młodszego wink jak
              dobrze podzie to małe sie urodzi niedługo po jego 22 urodzinach. my
              młodzi naiwni i na dorobku smile
              on po prostu nie wierzy ze w domu jest mniejsze ryzyko mojej
              deprechy niz w szpitalu... i troche sie boje ze pokutuje mu tam
              gdzies na dnie głowy to przekonanie ze on sie urodzil w szpitalu, ja
              i mnóstwo innych ludzi, nasze matki to przezyły, my tez wiec po co
              na siłe udziwniać?
            • ciociacesia i tak jestem ci ja z warszawy 10.06.08, 15:18
              a raczej w warszawie bo ostatnio zapytana z zaskoczenia gdzie
              mieszkam chciałam podac adres rodzinnej wsi smile ja spotkac sie i
              pogadac bardzo chetnie, chyba mi tego potrzeba, bo sie jeszcze
              rozmysle...
    • kaakaa Nie masz lekko... 10.06.08, 15:41
      Na Twoim miejscu pewnie ryczałabym teraz jak bóbr i czuła się okropnie. A chłop
      to by mnie chyba po takiej akcji w bukietem róż musiał przepraszać, żebym go do
      domu wpuściła.
      Ja też jestem z tych rozdrażnionych, marudnych i w dodatku takich, co chcą
      wszystko wiedzieć i o wszystkim co ich dotyczy samodzielnie decydować. No,
      generalnie do porodu w szpitalu się nie nadaję - przypłaciłabym go chyba ciężką
      depresją. A w domku luzik! Choć, nie powiem, baby blusa po pierwszym porodzie
      zaliczyłam, jak mi mały ryczał bez przerwy i kazał się nosić i nawet do toalety
      wyjść nie pozwolił.

      Pozwolę sobie nie zgodzić się z dziewczynami, że nie chłopa sprawa, gdzie chcesz
      rodzić. O ile chcecie rodzić razem, to bardzo ważne jest, żeby ta decyzja była
      Waszą wspólną decyzją. Jeśli ma być obecny pory porodzie domowym, to ważne, żeby
      był do tego głęboko przekonany. Jak nie, to może Ci cały poród skaszanić i tak
      prawdopodobnie w szpitalu się wtedy skończy.
      Ja zastanowiłabym się, z czego wynika jego nastawienie. Jest co najmniej kilka
      wątków, które należy rozważyć:
      1. Zwyczajnie się boi wziąć odpowiedzialność za poród w domu (i cóż w tym
      dziwnego?).
      2. Martwi go strona ekonomiczna tego przedsięwzięcia.
      3. Traktuje to jak Twoją nieuzasadnioną fanaberię.
      4. Obawia się, czy poród domowy nie będzie dla Ciebie gorszy niż szpitalny - po
      porodzie domowym zostajesz z dzieckiem sama, bez wsparcia personelu - dla
      niektórych to wygląda na gorszą sytuację niż trzy pierwsze dni spędzone w
      szpitalu "pod czujnym okiem personelu gotowego w każdej chwili służyć radą i
      pomocą".
      5. Ma za małą wiedzę, żeby kompetentnie ocenić zalety i wady porodu domowego i
      szpitalnego.
      6. I pewnie jeszcze sporo innych...
      Ciekawa jestem, jaką książkę mu dałaś, że uznał to za bełkot - czyżby "Narodziny
      bez przemocy"?

      Podsumowując, jestem zdania, że labo chłop się przekona do tego pomysłu i wtedy
      można rodzić z nim w domu albo trzeba szukać jakiegoś mało inwazyjnego szpitala
      (najlepszy jaki znam jest niestety w Pucku). No, chyba, że chcesz rodzić bez
      towarzystwa chłopa - wtedy jego zdanie na temat miejsca porodu jest faktycznie
      nieistotne.

      Jeśli chcielibyście się spotkać z psychologiem o zainteresowaniach położniczych
      (to ja), to bardzo zapraszam na przyjacielską pogawędkę. Można przy tej okazji
      zobaczyć troje dzieci urodzonych w domu i przekonać się, że nic im nie brakuje.
      Nie deklaruje się w imieniu mojego męża, bo rzadko bywa w domu ale pewnie gdyby
      Twojemu chłopu zależało, to mogą jakąś poważną męską rozmowę przeprowadzić. Mój
      też nie był jakimś szczególnym staruszkiem jak się nasz pierworodny rodził (24
      lata) i nie do końca był przekonany do pomysłu rodzenia w domu. Na szczęście
      postanowił zaufać w tej kwestii mojej intuicji i uszanować moje potrzeby. Teraz
      sam nie bardzo sobie wyobraża poród inny niż domowy.
      • alexkieszek Re: Nie masz lekko... 10.06.08, 16:09
        Popieram Kaakaa, zdanie chłopa jest równie ważne jak Twoje... ja dzięki mojemu
        nie uciekłam ze szpitala choć umówieni byliśmy, że w II okresie porodu Marcin
        robi wypad za drzwi... był dzielnie mnie wspierał i wiem, że bez niego byłoby
        duuuużo gorzej...

        Akurat mój M. z tych co sami chętnie by poród przyjęli...

        musicie na spokojnie pogadać w czym lęk, o co tak na prawdę chodzi... o spokój w
        ciąży trudno (wiem to dobrze z racji swego stanu) więc jeśli nie możecie gadać w
        samotności na spokojnie to położna i ew. psycholog na pewno w tej rozmowie może
        pomóc...

        Powodzenia smile
      • pillow-book Re: Nie masz lekko... 10.06.08, 16:20
        Chciałam mniej więcej coś podobnego napisać... smile

        Żeby się nie powtarzać dodam więc coś z własnego doświadczenia.

        Mój obecny mąż, jak jego dziadek, gdy tylko słyszy jęk kobiety rodzącej wsiada
        na przysłowiowego konia i jedzie do przysłowiowej drugiej wsi albo jeszcze
        dalej. Długo rozmawiałyśmy z położną i ustaliłyśmy, że będziemy rodzić same z
        drugą położną jako back upem i od jakiegoś tam rozwarcia z zaprzyjaźnionym
        samochodem pod domem. Że z planów domowych nic nie wyszło po dogłębnym wywiadzie
        to inna sprawa. A więc można rodzić w domu bez faceta.

        Sprawa druga to świadoma gotowość faceta do towarzyszenia przy porodzie. Dwie
        moje przyjaciółki, które są psychoterapeutami mają coraz więcej przypadków par,
        w których faceci przyznają się, że tak naprawdę wcale nie chcieli być przy
        porodzie i mają żal do żon, że ich "zmusiły" i żal do siebie, że nie umieli
        odmówić.

        Tak więc tak jak Ty masz prawo wybrać gdzie będziesz rodzić tak i facet ma prawo
        powiedzieć (może nie wprost), że nie jest w stanie sprostać Twojemu wyborowi.
        Najważniejszy jest chyba w takich sytuacjach wzajemny szacunek.

        I pewnie, że możesz czuć się teraz beznadziejnie bo ktoś bardzo ważny nagle nie
        spełnia oczekiwań... ale przecież jest tylko człowiekiem.

        Trzymaj się dzielnie i pamiętaj, że facet przy porodzie wcale nie jest
        potrzebny... możesz być z położną, z przyjaciółką, koleżanką i tak dalej. Tak
        jak to drzewiej bywało kiedy do pokoju rodzącej mogły wchodzić tylko kobiety smile

        Przytulam ciepło i wierzę, że się poukłada tak, żebyście obydwoje byli zadowoleni...
        • ciociacesia Re: Nie masz lekko... 10.06.08, 16:37
          > Trzymaj się dzielnie i pamiętaj, że facet przy porodzie wcale nie
          jest
          > potrzebny... możesz być z położną, z przyjaciółką, koleżanką i tak
          dalej. Tak
          > jak to drzewiej bywało kiedy do pokoju rodzącej mogły wchodzić
          tylko kobiety smile

          ja wiem ze mozna i dałabym rade i mam nawet back-up w postaci
          kuzynki bliskiej mi, co zgłosiła sie ze bedzie na szkole rodzenia
          chodziła jesli maz na wysokosci nie stanie, ale to taki ból dla mnie
          byłby nie móc z nim dzielic tego doswiadczenia - bo ze bedzie
          pieknie, to ja jestem głeboko przekonana. wytrzymałam kilka miesiecy
          rzygów to mi kilkanascie godzin bólu nie straszne smile
      • ciociacesia dzieki kaakaa 10.06.08, 16:32
        prawie wszystkie punkty trafione juz na pierwszy rzut oka. troche w
        tym wszystkim mojej winy, bo ze mna trudno sie rozmawia - jak sie
        emocjonuje to mi sie głos sam podnosi niemal do krzyku a on ma
        alergie na krzyki i kłótnia o nic gotowa, a mi czasem tak ciezko
        wyrazic mysli ze kolejne próby koncza sie niepowodzeniem.
        troche ryczałam a potem poszłam po słodkosci i bez krepacji
        skorzystałam z kasy uprzywilejowanej w carfurze - co mi bardzo humor
        poprawiło smile bo kolejki były na pół godziny stania smile

        do czytania 'rodzic w domu'. przy kolejnym podejsciu wyselekcjonuje
        rozdziały, bo facet nie przebrnął nawet przez pierwszy podrozdział,
        wstęp, czy jak to nazwac... tez momentami mam mieszane uczucia jak
        to czytam, bo wnioski sa niekiedy lekko sprzeczne czy ciut naciagane
        a w dodatku brak odniesienia do polskich współczesnych realiów (nie
        ma ktos namiarów na książki Irenki - chetnie kupie)

        licze bardzo na te szkole rodzenia - ze mi sie maz trocha
        uswiadomi smile
        • kaakaa Re: Książki Ireny 10.06.08, 17:47
          Starą książkę Ireny znajdziesz tu:
          magdartur.republika.pl/porody.html#drugi (link jest cały czas na tym
          forum ale spadł już gdzieś na trzecią stronę).
          Nową, jeśli bardzo Ci zależy mogę Ci na trochę pożyczyć, ale bardzo do niej się
          przywiązana czuję (z dedykacją i już zniszczona przez moje dzieci, przez co
          bardzo szczególna), więc długo bez niej nie pożyję.
        • kaakaa Re: dzieki kaakaa 10.06.08, 17:47
          A gdzie do tej szkoły rodzenia się zapisaliście, jeśli to nie tajemnica?
          • ciociacesia zadna tajemnica 10.06.08, 21:16
            na Wolnosci - do Magdy Witkiewiczi Marii Romanowskiej smile
            • kaakaa Niezły wybór 10.06.08, 21:20
              A z kim się umawiasz na poród?
              • ciociacesia Re: Niezły wybór 11.06.08, 10:55
                właśnie z Marią Romanowską - to ona mnie napusciła na tę szkołę
                zebysmy sie mogły troszke poznac smile
                Ale zaczęłam wczoraj czytać tą pierwszą książkę Irenki i wymiękam smile
                jak ona fajnie pisze o tych porodach
            • pillow-book Re: zadna tajemnica 11.06.08, 10:39
              Byłam u nich tej wiosny. Zdziwiło mnie wyważenie wszystkich informacji. Zero
              terroru w jakąkolwiek stronę, no może oprócz udziału mężczyzny w porodzie. Ale
              być może to właśnie im jakoś pomaga szczególnie, że dziewczyny do mężczyzn mówią
              bardzo po męsku i traktują ich zadaniowo a więc tak jak facet lubi: ma zadanie
              do wykonania, zbiera informacje, wykonuje zadanie, jest happy.

              smile

              Trzymam kciuki, żeby się Wam dobrze poukładało.
        • goblin.girl Re: dzieki kaakaa 11.06.08, 10:21
          jeżeli chodzi o brak wiedzy/obawy o wzięcie odpowiedzialnosci, to konsultacja z
          położną naprawde powinna pomóc, w każdym razie nie powinnaś znowu angażować się
          w tą dyskusję bez wsparcia osoby kompetentnej. Jezeli facet ma za małą wiedze, a
          na podsuwane lektury reaguje od razu, ze to bzdury, to jest problem - może
          ogranicz zapodawane informacje do samych faktów i statystyk - są linki do badan
          naukowych, opublikowanych w cytowanych czasopismach. Co do Twoich tzw.
          fanaberii, to IMO pobyt w szpitalu mógłby Cie psychicznie o wiele gorzej
          doświadczyć, więc tu nie powinno byc dyskusji.
          Nie mówię, ze udział mezczyzny i jego przekonanie do całej imprezy jest ważne -
          mam to szczęscie, ze mojego M. w ogóle nie musiałam usilnie namawiać. Ale zdanie
          mężczyzny nie jest równie ważne, jak zdanie kobiety - jej zdanie jest
          ważniejsze, bo to ona, do licha, rodzi. taka moja skromna opinia. Mężczyzna jest
          bezwzglednie ważnym partnerem do dyskusji, ale IMO - takie podejscie, jak
          lekceważenie kobiety, sprowadzanie kwestii do fanaberii i bzdur - wyklucza go
          jako dyskutanta. W takiej sytuacji dałabym mu w ogóle kilka dni, zeby sie uspokoił.
          BTW mimo, ze mój maz od poczatku byl przychylnie nastawiony do imprezy,
          nieswiadomie pomogła teściowa - ona nic wprawdzie ine wie o naszych planach, ale
          kiedyś z własnej inicjatywy opowiedziala o szpitalnych doświadczeniach -
          konkretnie o poziomie opieki na oddziale noworodkowym, kiedy leżala z synkiem -
          dwa tygodnie pobytu w szpitalu, zóltaczka, rozległe odparzenia od niezmienianych
          pieluch, zero kontaktu matki z dzieckiem. Oczywiscie to byly inne czasy, ale
          widzialam,ze moim M. mocno wstrząsneło, jak był potraktowany na wstepie i
          utwierdziło w przekoaniu, ze szpitale to ostatecznosc smile
    • ciociacesia chyba sie zapłacze 12.06.08, 10:14
      szkoła okazała sie kompletną klapą... na kazda wypowiedz Magdy mój
      facet miał swoje 'znowu propaganda'. potem mowił cos o socjotechnice
      i zarzadał badan na temat tego ze swiatło łagodne jest dla dziecka
      lepsze niz ostre...
      • 987ania Re: chyba sie zapłacze 12.06.08, 10:38
        no to jak będzie spał, to obudź go w środku nocy i poświeć po oczach!!
      • 987ania Re: chyba sie zapłacze 12.06.08, 10:41
        ciocia ja z Tobą urodzę
        • ciociacesia dzieki 12.06.08, 11:31
          ja po prostu tak bardzo potrzebuje jego akceptacji dla mojej
          fanaberii i uznania jej za cos waznego, bo na zasadzie fanaberii to
          ja nie potrafie sie upierac...

          no ale co ja moge mu jeszcze powiedziec - opisy porodów
          domowych 'propaganda', w szkole rodzenia mowia takie rzeczy zeby im
          zaplacic i w domu urodzic, a poza tym czy sa jakies wymierne
          korzysci z tego ze nie bede dziecku po oczach swiecic i do niego
          mowic? i ze to nieuczciwe ze strony połoznej ze sie z nia umawiasz a
          on moze przysłac kogos innego - przeciez płacisz za usługe! i to ze
          gdzies tam przeczytałas relacje o porodzie sprzed dwóch lat
          koszmarnym w szpitalu - to przeciez jest malutki odsetek wszystkich
          porodów w szpitalach, teraz w szpitalach jest duzo ;lepiej, wyzszy
          standard i w ogóle, i nie mow ze cie odeslą, bo mnie to karetką
          wozili jak szpital był zamknięty... a w ogole to chodzmy do szpitala
          i zapytajmy jak tam robia... nie wiem jak on sobie wyobraza ze bede
          o cos w szpitalu pytac jak ja juz w rejestracji w przychodni
          zmieniam sie w pokorne ciele co tylko na pytania grzecznie odpowiada
          i przeprasza ze zyje... tak mi strasznie smutno
          • 987ania Re: dzieki 12.06.08, 12:54
            wysłałam Ci priv. Jutro wracam do Wawy, może jednak spotkamy się na ciążowej
            herbatce?
            • ciociacesia ciezarna herbatka :) 12.06.08, 15:05
              ja na herbatke bardzo chetnie, tak sie milo składa ze jutro duzo
              wczesniej wychodze z pracy smile tylko jesli chodzi o gg to dostep mam
              utrudniony - w pracy nie korzystam w domu małzowinek opkupuje
              komputer z racji sesji na studiach informatycznych... ale postaram
              sie dopchac
          • monicus Re: dzieki 12.06.08, 14:49
            jejku jak ci wspolczuje. naprawde cie rozumiem sad badz dzielna. tywiesz lepiej
            co dla ciebie dobre. i moze faktycznie niech on idzie na spacer w tym czasie. on
            sie poprostu boi.
            • ciociacesia Re: dzieki 12.06.08, 15:07
              chyba własnie o strach chodzi ale on sie do tego nie przyzna.
              zasłania sie tym ze propagadna ze w szpitalu nie jest zle... ale ja
              tez sie boje. nie chce zeby mi zabrali dziecko, zeby ryczało, zeby
              mnie popedzali i nacinali a potem lezec w szpitalu te 2 czy 3 dni sad
              • monicus Re: dzieki 12.06.08, 16:17
                wiem stara. to moze pogadaj z nim, ze jak on nie chce przy tym byc to ty sama to
                zrobisz. no nie wiem. ale ja wiem co bedziesz przezywac w szpitalu i jak cie
                osacza. z tego co mowisz, masz to samo co ja wiec bedzie ci bardzo ciezko cos
                wywalczyc sad
          • goblin.girl Re: dzieki 13.06.08, 09:06
            > ja po prostu tak bardzo potrzebuje jego akceptacji dla mojej
            > fanaberii i uznania jej za cos waznego, bo na zasadzie fanaberii to
            > ja nie potrafie sie upierac...

            ciocia, jeśli Ty sama mowisz "fanaberia" to kiepsko to widzę. Najpierw sama
            zdecyduj, czy to dla Ciebie fanaberia, czy ważna potrzeba.
            Jeżeli to jest dla Ciebie ważna potrzeba, to jeśli nie zadbasz, zeby ją
            wyegzekwować, naprawdę możesz wylądować w sytuacji, gdzie Twoje potrzeby będą na
            dalszym planie i będą spychane do pozycji "fanaberii". Zastanów się, kto się
            będzie z tym czuł najgorzej i kto będzie miał doła.
            Nie uważam, żeby trzeba było aż wyciągać tragiczne historie ze szpitali, aby ich
            użyć jako argumentu w dyskusji; wybór pomiędzy porodem w szpitalu a porodem w
            domu to wybór między usługą, która na mniej odpowiada, a taką, która nam
            odpowiada bardziej. Dlaczego nie miałabyś wybrać sobie takiej, która Ci bardziej
            odpowiada, po prostu?

            > no ale co ja moge mu jeszcze powiedziec - opisy porodów
            > domowych 'propaganda', w szkole rodzenia mowia takie rzeczy zeby im
            > zaplacic i w domu urodzic

            A szpitale to niby działają charytatywnie? Od każdego odebranego porodu szpital
            dostaje kasę z NFZ - tu niby nie chodzi o pieniądze? Z altrustycznych pobudek
            szpitale namawiają kobiety do rodzenia? No, dajcie spokój.
            • ciociacesia no niby tak 13.06.08, 12:27
              ale szpitalowi i tak płace a połoznej musze jednak zapłacic
              ekstra... wozek by juz za to kupic mozna... czy ta moja potrzeba
              jest na tyle wazna zeby na nia tyle kasy wydawac? czy roznica jest
              wystarczajaco istotna skoro 'pewnie i tak skonczy sie w szpitalu'
              • goblin.girl Re: no niby tak 13.06.08, 14:14
                ciociacesia napisała:

                > ale szpitalowi i tak płace a połoznej musze jednak zapłacic
                > ekstra... wozek by juz za to kupic mozna...

                E tam. Wózek można kupić za dużo mniejsze pieniadze, poza tym kupuje się go na
                pare lat, a dobre wspomnienie z porodu to jest coś, co zostaje na całe życie.
                Złe też. A tak w ogóle, to nie są rzeczy, które można rozpatrywać w kategoriach
                pieniędzy i tego, co się bardziej opłaca.

                czy ta moja potrzeba
                > jest na tyle wazna zeby na nia tyle kasy wydawac?

                Gdyby to chodziło o mnie, bez wahania powiedziałabym "tak".

                czy roznica jest
                > wystarczajaco istotna skoro 'pewnie i tak skonczy sie w szpitalu'

                Jeżeli bedziesz z góry zakładać, ze sie skonczy w szpitalu, jest duże
                prawdopodobienstwo, że tak bedzie. Musisz być absolutnie przekonana, ze poród w
                domu to jest to, czego chcesz.



      • kaakaa Co ja o tym myślę... 12.06.08, 22:30
        Przy tej ilości danych, jaką dysponuję nie podejmuję się stawiać diagnozy, czy
        chłop Twój się boi (jeśli tak, to czego się boi), czy może zwyczajnie szkoda mu
        kasę na ten poród domowy wydawać, czy może jeszcze inną ma motywację. Nie mam
        jednak wątpliwości, do do tego, że facet szuka na siłę argumentów przeciw. W
        terapii powiedziano by, że wykazuje ogromy opór - reaguje obronnie na każdą
        pozytywną wzmiankę o porodzie domowym i szuka argumentów na rzecz szpitala.
        Przydałaby się Wam obojgu porządna, głęboka rozmowa moderowana przez kogoś,
        kogo, Twój mężczyzna zaakceptowałby jako osobę, która nie ma żadnego interesu w
        przekonywaniu go do porodu domowego. Czyli, położna się do tego nie nadaje - nie
        jest bezstronna bo zależy jej na tym, żeby wyciągnąć od Was kasę.
        Wcale nie uważam, że trzeba go koniecznie przekonać do porodu domowego. Może, w
        ogóle, poród domowy nie jest dla Was? Natomiast, sama piszesz, że nie potraficie
        ze sobą o tym rzeczowo i bez emocji porozmawiać. Może przydałaby sie jakaś
        trzeźwo myśląca osoba, która siądzie z Wami i pomoże Wam się rozprawić z tym
        problemem.
        Jeśli chcecie spróbować sami, to proponuję zacząć od np. takiej techniki, że
        każde z Was wypisuje na kartce np. 5 określeń opisujących idealny (wymarzony)
        poród. Potem skonfrontujcie, co napisaliście. Tylko się nie pokłóćcie.
        Podejrzewam, że na każdej kartce będzie coś całkiem innego. Można również
        wypisać np. 5 określeń kojarzących się ze szpitalem, 5 skojarzeń przychodzących
        Wam do głowy, w związku z "Waszą" położną. 5 skojarzeń z porodem w domu, 5
        skojarzeń z rodzicielstwem, z opieką nad noworodkiem... itp. Tylko nie wszystko
        na raz!
        Wiem, że brzmi banalnie ale daje bardzo dobrą bazę do dyskusji. Tylko, czy
        poradzicie sobie z taką dyskusją bez moderatora?

        A jak Tobie podobały się zajęcia w szkole rodzenia?
        • ciociacesia zajecia 13.06.08, 12:37
          dzieki za swiatłe rady, moze uda sie wdrozyc w zycie, bo wczoraj
          rozmawialismy juz duzo spokojniej - poród jawi sie Adrianowi jako
          cos przez co trzeba przejsc, przecierpiec, nie dopuszcza mozliwosci
          ze to moze byc fajne i budujace, i chyba ja powoli zaczynam w to
          wątpic...

          a zajecia bardzo sympatyczne - zmachałam sie troche przy cwiczeniach
          i jak zwylke miałam problem z odróznieniem prawej od lewej i
          naprzemiennym ruchem rak i nog smile jestem totalnie nieskoordynowana smile

          w czesci teoretycznej było głownie o idei narodzin bez przemocy,
          swiatło, dzwieki, kontakt z matka, rozwój maluszka - ja mojego
          nazywam piszczotliwie Płodem smile podobało mi sie, choc wsrod nowych
          ludzi nigdy nie czuje sie do konca dobrze - zaaklimatyzuje sie
          pewnie gdzies po miesiacu smile
    • kasiaimichael Re: męszczyzna mi sie zbuntował 13.06.08, 09:48
      @Ciocia, jeśli Ty sama mowisz "fanaberia" to kiepsko to widzę. Najpierw sama
      zdecyduj, czy to dla Ciebie fanaberia, czy ważna potrzeba.
      Jeżeli to jest dla Ciebie ważna potrzeba, to jeśli nie zadbasz, zeby ją
      wyegzekwować, naprawdę możesz wylądować w sytuacji, gdzie Twoje potrzeby będą na
      dalszym planie i będą spychane do pozycji "fanaberii". Zastanów się, kto się
      będzie z tym czuł najgorzej i kto będzie miał doła."

      Tyle
      + 1. zastanów się jak to, że zostaniesz zmuszona do rodzenia w szpitalu wpłynie
      na Twój związek z mężem.
      2. myśle, że Twój mąż, bez urazy, boi się wzięcia odpowiedzialności za poród w
      domu. Niektórym wydaje się ze wchodzodząc do szpitala oddają tę odpowiedzialność
      w ręce innych- niestety jest to złudne: w bardzo dużej mierze jesteśmy
      odpowiedzialni za wszystko co sie z nami dzieje, czynniki zewnętrzne- niezależne
      od nas nas graja tu drugorzędną rolę.
      Trzymaj się i nie daj zepchnąć swoich potrzeb na drugi plan, szczególnie, że jak
      tu już ktoś madry powiedział to Ty rodzisz i to Twoje ciało i psychika najwięcej
      może ucierpieć. Poza tym sorry ale przy obecnym podejściu twojego męża do twoich
      potrzeb, nie uważam żeby był on dobrym partnerem do porodu w szpitalu, bo tam
      szczególnie musi być po Twojej „linii frontu”
      • 987ania Re: męszczyzna mi sie zbuntował 13.06.08, 10:00
        Też mi się wydaje, że w szpitalu mąż będzie miał jeszcze większą rolę do
        spełnienia, jako Twój rzecznik i adwokat. Tam to raczej on będzie partnerem do
        rozmowy, niż Ty, więc może jeśli poród w szpitalu to lepiej z wynajętą położną i
        z jakąś koleżanką w roli douli? Można takie osoby znaleźć w Domu Narodzin.
        A czy myślałaś o Domu Narodzin?
        • ciociacesia dom narodzin 13.06.08, 12:45
          myslałam i poczatkowo nie brałam w ogóle pod uwage domu, ale troche
          przeraziły mnie koszta (szkola plus obowiazkowe wizyty u
          specjalistów plus co tam jeszcze) no i tak jakos samo mi sie
          rozeszło - bo przegapiłam 12sty tydzien kiedy powinna byc pierwsza
          konsultacja - długo bardzo meczyły mnie mdłosci, fatalnie sie czułam
          i nie miałam do niczego głowy. sama nie wiem skad mi sie nagle wiela
          ta odwaga i determinacja, chyba ze strachu smile
          zaczynam sie strasznie bac co to bedzie, juz teraz mam zal do meza
          ze nie potrafi spojrzec na porod optymistycznie tylko widzi w nim
          zło konieczne - przecierpiec, wytrzymac te 2 dni w szpitalu i potem
          juz bedzie dobrze...
          • 987ania Re: dom narodzin 13.06.08, 14:34
            przeczytałam umowę i nie ma tam ani słowa, że w 12 tyg, musisz iść. Najlepiej
            zadzwonić i pogadać.
          • goblin.girl Re: dom narodzin 13.06.08, 14:36
            dla mnie też to nie jest mały wydatek, ale uważam, ze to dobrze wydane
            pieniądze. zresztą więcej mnie kosztowało, kiedy jakiś czas temu rozbiłam
            samochód tongue_out, no a co to jest samochód - dziś jest, jutro nie ma, a poród to
            jedno z najważniejszych wydarzeń w życiu - serio. Czy nie warto w niego
            zainwestować? Ludzie mają tendencję do wartościowania tylko rzeczy namacalnych,
            materialnych - ok, kupiliśmy samochód, wózek dla dziecka, coś z tego mamy. I co
            z tego - samochód za kilka lat się wymieni, wózek przestanie być potrzebny.
            Nie sądze, żeby ktoś potrafił odpowiedziec, jakie materialne korzysci moze
            przynieść poród w domu i w czym to pomoże, ze dziecku nie bedzie się świecić
            lampą po oczach, bo chyba jeszcze nikt takich badan nie robił. Możliwe, ze nie
            bedzie żadnej róznicy, a może komfortowe przyjscie na swiat "bez przemocy"
            będzie procentowało u dziecka przez całe życie. Dzieci przychodza na świat w
            najróżniejszych warunkach i idą przez życie lepiej lub gorzej, jest mnóstwo
            czynników które na to wpływają. Ja wierzę, ze jednym z tych czynników moze byc
            sposób, w jaki przychodzą na świat. Poza tym sposób, w jaki ja będę rodzić, jest
            dla mnie równie istotny i dlatego uważam, ze to dobra inwestycja.

            > zaczynam sie strasznie bac co to bedzie, juz teraz mam zal do meza
            > ze nie potrafi spojrzec na porod optymistycznie tylko widzi w nim
            > zło konieczne - przecierpiec, wytrzymac te 2 dni w szpitalu i potem
            > juz bedzie dobrze...

            Takie podejscie jest w większosci przypadków, również wiekszosć kobiet tak
            podchodzi do tematu; mnie się to kojarzy z podejsciem do egzaminu typu "zakuć,
            zdać, zapomnieć" i ma równie mało sensu smile
            • 987ania Re: dom narodzin 13.06.08, 14:47
              goblin a dla mnie jeszcze oprócz dziecka, ja jestem ważna. A z moją depresją,
              nerwicą i lękami, poród w szpitalu jawi się jako największy koszmar, po którym
              na pewno nie uda mi się odstawić leków. A jak ja nie będę załamana to i dziecku
              będzie lepiej.
              • goblin.girl Re: dom narodzin 14.06.08, 11:11
                jasne, ja też jestem dla siebie ważna smile
          • sugarxxx Re: dom narodzin 15.06.08, 12:24
            ja wybrałam dom narodzin i obecnie bym go raczej odradzała. atmosfera biurowa,
            od szpitala rózni sie tym, ze w szpitalu przynajmniej personel jest
            skoncentrowany na porodach, a w dn na załatwianiu własnych biznesów. mieli
            dziesiatki okazji zeby mi pomoc a byla totalna olewka. byłam piatym kolem u
            wozu. skonczylo sie cc. Ale połozna dn byla super, niezaleznie od miejsca, w
            szpitalu tez ze mna byla.
    • kropkaa Re: mężczyzna mi sie zbuntował 15.06.08, 15:43
      IMHO poród w domu, aby się tam udał - tzn. zakończył, musi wynikać z
      bardzo głębokiego przekonania, że tego właśnie się chce. Nie wiem,
      jak ja bym zareagowała, gdyby mi się chłop zbuntował - nie
      skończyłabym w szpitalu, tylko pewnie tak bym się jeszcze zaparła,
      że szybciej bym o rozwodzie myślała, niż o podróży na porodówkęsmile
      Sorry, ale choć dziecko jest nasze, to MOJE ciało je rodzi i czuje
      ból. I chociażby z tych jakże przyziemnych przyczyn ja decyduję,
      gdzie chcę przywitać pacholę po wspólnym acz MOIM porodzie.
      Nie twierdzę, że poród w domu jest tani, ale dla mnie były to
      najlepiej wydane pieniądze w życiu. I nie odczuwałam jakiegoś żalu,
      że "na moje fanaberie poszło tyle kasy"... Dlatego, że to nie była
      kategoria fanaberii, ja bym to raczej określiła jako prezent dla
      dziecka, który tak naprawdę był prezentem dla nas. Dlaczego? - bo
      korzyści, wbrew pozorom były bardzo wymierne. Dziecko praktycznie w
      ogóle nie płakało (znajomi się obawiali, czy nie jest może
      głuchesmile), noce były przespane od początku, nie było problemów z
      karmieniem, kolkami, nerwami, kąpielą. Po prostu nie było tak, że
      najpierw dziecko się przyzwyczaja do świata szpitalnego, a potem
      jedziemy do domu i znowu wszystko jest nowe, a my ponownie się
      uczymy miejsca, siebie etc.
      Z innych korzyści - dziecko po otworzeniu oczu zobaczyło nas
      jednocześnie. Nie położną, lampę, tylko twarz matki i ojca (mąż
      siedział za mną). Wydaje mi się, że to było ważne dla nowego taty,
      że jego twarz wyryła się w pamięci jednocześnie z twarzą matki.

      Mój poród był bardzo szybki - od momentu przyjazdu męża, a za nim
      prawie natychmiast położnej, do zobaczenia dziecka minęły 3 skurcze
      i mniej więcej pół godziny. Ale tak naprawdę nie płaciłam tylko za
      te w sumie kilka godzin pobytu położnej. Płaciłam za swój spokój, za
      spełnienie naszych marzeń, za wiedzę i doświadczenie położnej (czyli
      tysiące przyjętych porodów przez kilkadziesiąt lat), za pewność, że
      mogę na nią liczyć, a ona jest po to, by mi pomóc i mnie wspierać. A
      przede wszystkim za to, że moje dziecko miało naprawdę piękne
      narodziny. I jeszcze za to, że do tej pory, jak mi się przypomina
      tamten czas, to mam w oczach łzy wzruszenia.
      Tyle pieniędzy w życiu się marnuje, tyle kupionych za nie rzeczy się
      wyrzuca, dosłownie. Dla nas to nie jest i nie było pojęcie
      wyrzuconych pieniędzy w błoto. A męża zapytaj, po co jeździć nad
      morze, jak można przecież do wody w wannie wejść. Tu mokro i tak
      mokro.
      • ludolphine Re: mężczyzna mi sie zbuntował 15.06.08, 18:11
        Moja polozna na pierwszym spotkaniu oczywiscie zapytala nas oboje o to, dlaczego
        chcemy rodzic w domu. Moja odpowiedz byla prosta: bo jak ognia unikam
        medykalizacji i nie widze powodu jechania do szpitala po to, zeby tam urodzic
        dziecko. Maz usmiechnal sie i dodal cos w stylu, ze jesli ja chce, to on tez. I
        wtedy polozna bardzo powaznie powiedziala, ze to jest bardzo bardzo wazne, zeby
        porod domowy byl projektem OBYDWOJGA rodzicow. Kobieta w dniu J moze byc malo
        stabilna i potrzebuje absolutnego wsparcia ze strony partnera. On musi tam byc
        dla niej i nie moze ani sie bac, ani myslec, ze to wszystko niepotrzebna szopka,
        bo to moze spowodowac stres u rodzacej i w rezultacie skomplikowac przebieg pracy...
        Mysle, ze madrze kobieta powiedziala.
        Na szczescie moj maz nie ma watpliwosci i jest to rowniez jego projektem.
        Powodzenia...
        Moze spotkajcie sie z jakas madra osoba, ktora wam wyjasni dlaczego lepiej
        rodzic w domu?
    • ciocia.anielcia Re: męszczyzna mi sie zbuntował 18.06.08, 12:11
      Mnie się wydaje, że u Was to nie tylko kwestia porodu w domu ale koumikacji w
      związku. Jak dogadujecie się w innych sprawach kiedy macie różne poglądy??? Przy
      dziecku liczba różnic poglądów i stanowisk jeszcze się zwiększy. Uważam że warto
      wykorzystać tę okazję dyskutowania o porodzie do nauczenia się rozmawiania i
      może to być sprawa "być albo nie być" Waszego małżeństwa.
      Pewnie że tak, kazde z Was moze postawić na swoim i podporządkować to drugie do
      swojej woli, tylko co dalej??? Całe życie będzie ktoś z Was wygrywał a ktoś
      przegrywał? A jak bilans przestanie się zgadzać to co??? Rozwód??? Dziecko na
      pół???
      Poród to też odpowiedzialność, a jak odpowiedzialność to poczucie winy jeśli coś
      pójdzie nie tak. Do tego potrzeba dojrzałości żeby wziąć na siebie konsekwencje
      swojej decyzji. nie ma poczucia winy jeśli jest poczucie że zrobiło się wszystko
      w najleszej wierze, po dokładnym rozeznaniu sprawy. Czyli wszystko dokładnie
      przemyślało i zgromadziło tyle wiedzy ile tylko możliwe. To nie jest
      odpowiedzialne myślenie w kategoriach "nie bo nie" albo w kategoriach "nie bo to
      drogie". Konsekwencje tej decyzji sa znacznie bardziej złożone.
      Jakie macie systemy wartości? Jeśli dla Twojego TŻ liczy się tylko to co
      materialne - to się tutaj będzie trudno dogadać. Bo w porodzie domowym właśnie
      chodzi o to, żeby zyskać to co niematerialne: komfort psychiczny, wzmocnienie
      relacji, poczucie bezpieczeństwa, kontroli nad swoim życiem...
      Bez sensu jest zmuszać go i bez sensu jest olewać jego zdanie i potrzeby. Jedno
      i drugie jeszcze bardziej was podzieli. Musicie dogadać się i dojść do jakiegoś
      kompromisu na który oboje bez poczucia żalu, porażki i zniewolenia
      (psychologicznego) się zgodzicie. I koniecznie popatrzeć na to szerzej niż tylko
      sam poród - to jest wydarzenie istotne dla całej waszej rodziny, a nie tylko
      zachcianka gdzie można postawić na swoim, na przykład uzgadniając miejsce
      wyjazdu na urlop.
      • jola-kropek Re: męszczyzna mi sie zbuntował 18.06.08, 17:08
        a ja wam cos powiem. jaki facet by nie byl, zawsze bedzie tylko
        facetem i najzwyczajniej w swiecie mnie mysli tak jak kobieta... nie
        rozumie co to takiego porod, i jakie to wazne. wiec w tym wypadku
        postawilabym na swoim na zasadzie "bo tak ma byc i juz" jak mu to
        nie pasuje, jego sprawa, zalatwie to sama. z moim lubym tak bylo.
        dopiero po fakcie przekonal sie, jakie to wazne, jakie wspaniale i i
        i... ale nie przed.. przed uwazal to za moja fanaberie, i nic tak
        naprawde do niego nie docieralo... niby ok i czaje i wszystko, ale
        czulam sie jakbym doi sciany mowila.... wiec przestalam mowic i
        oczekiwac zrozumienia... i juz pozniej bylo super, a porod
        bajka... smile

        powodzenia!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka