Zawsze lubiłam palmy.
Chyba od urodzenia

Pamiętam, że u dziadków stał taki wieeeeelki feniks.
A jako że u nas klimat coraz bardziej 'afrykański' - postanowiłam
zrobić na swoim tarasie 'palmiarnię'.
Od kilku lat mam jukę, która sie rozrosła BAAAARRRRDZO.
Musiałam ją wywieźć do sklepu, gdyż nie mieściła się już u mnie zimą
w mieszkaniu.
W sklepie (a nie na wolności i słońcu) już nie jest taka jak
wcześniej - z dziesiątkami a może i setkami grubych zzzzielonych
liści, ale rośnie sobie (choć dużo wolniej) dalej.
Zakupiłam:
- w Biedronie Feniksa (bo poprzedniego przelałam). Zimuje się teraz
u koleżanki w sieni (10 stopni),
- w Castoramie i na Oleandrze 2 Szorstkowce (ponoć mrozodporne w
dorosłości) - zobaczymy...
- Chamaedorę (też kiedyś miałam, ale wogóle mi nie rosła),
- Palmę Hawajską (eksperyment)
- 'Cycka' - (też kiedyś 1 nieudana próba),
- Arecę - ta ma sie bardzo dobrze i jest WIEEEELLLKA.
Więcej (na razie) grzechów nie pamiętam...
Żadnych nie żałuję!!!
I już zacieram rączki na myśl o tych kolorowych drinkach sączonych
pod palmami

))