Moja ostatnia rozmowa z 13-latkiem:
- Wychodzę do sklepu, chcesz coś?
- (on) No, chcę lepiej się uczyć.... - siedział właśnie nad lekcjami i uczył sie do poprawy jakiegoś sprawdzianu, z którego dostał 2+. On wcale nie uczy sie tak źle, dwa wpada mu sporadycznie, przeważnie są to bardzo różne oceny, najczęściej mniej więcej 3,4,5,4,3,5,2, prawie że jednakowe ze wszystkich przedmiotów, lepsze z języków. Tłumaczę mu, że ma mnóstwo zajęć pozalekcyjnych, że uważam, że dobrze sobie radzi, bo inni się uczą, gdy on jest np. na treningu i w związku z tym mają więcej czasu. Wiecznie porównuje się ze mną, bo miałam piatki. Tłumaczę więc, że chodziłam do szkoły o niskim poziomie, że łatwiej było dostac dobrą ocenę. On niby to rozumie, a za jakiś czas znów to samo. Kurczę, skąd mu się to bierze.... Ma strasznie niską samoocenę, wiele rzeczy mu się nie udaje (myślę, że przez brak wiary w siebie). Ja staram się mu tłumaczyć i pokazywać, że w wielu rzeczach jest naprawdę dobry, ma świetny słuch muzyczny, skończył szkołę muzyczną,że ma zdolności językowe, śiwetnie pływa, mówię, że nikt nie jest dobry ze wszystkiego. Macie jakieś pomysły, jak walczyć z niską samooceną? Niestety ja tez zawsze nisko siebie cenilam (ale u mnie to byli toksyczni rodzice), może to już taka wrodzona cecha charakteru i nie da się tego zmienić.
Do grupy tez pierwszy nie podejdzie, bo nie jest pewny, czy chcą jego towarzystwa, trzyma raczej z dziewczynami (a one to dostały piatki - jego słowa- a mówiły, że się nic nie uczyły, one to maja dobrze, mają piątki bez uczenia - cóż ja uważam, że to kokieteria i po prostu nauczyły się), ma jednego dobrego kolegę, który ma gorsze stopnie i lepszy humor

No żal mi go...