Dodaj do ulubionych

a propos wątku bezsilności

19.07.09, 14:46
Mam pytanie, zwłaszcza do tych osób które bardzo krytycznie odniosły
się do autorki wspomnianego wątku. Przerobiłam już n razy te
supernianiowe mądrości, że nie wolno dziecku krzywić psychiki
groźbami o porzuceniu, straszyć restrykcjami które są niemożliwe do
wprowadzenia, że klaps albo i grubsze lanie to porażka wychowawcza
rodziców itd. itp. Ale sama mam podobne diablątko w domu i
policzyłam już chyba do miliona powstrzymując się dzień w dzień żeby
nie stłuc smarkuli na kwaśne jabłko, i dlatego pytam jak postępować
w sytuacjach kiedy ustąpić albo przeczekać się nie da, a "brutalna
przemoc" owszem załatwiłaby (choćby doraźnie) problem. Już ilustruję
przykładami:
Gdy na dworze po serii upalnych dni jest marne 10 stopni a moja
dziecina urządza karczemną awanturę, że pójdzie do przedszkola w
krótkim rękawku i krótkich spodenkach. Ok, ktoś powie niech idzie i
zmarznie, ale ona naprawdę pójdzie, bo jest uparta jak dzik, i kto
potem będzie z nią latał po lekarzach i zarywał noce? Ja
oczywiście.
Gdy w środku nocy albo wieczorem drze się jak potłuczona, pretekst
dowolny, najchętniej w łazience (dobra akustyka) albo w pobliżu
kogoś śpiącego, kiedy okna i balkony są pootwierane i dobrze się
niesie, a wszelkie uwagi, że przeszkadza mniej więcej połowie
osiedla w wypoczynku nocnym oczywiście w ogóle do niej nie trafiają?
Gdy z premedytacją i złośliwie niszczy róźne rzeczy, które są dla
mnie w ten czy inny sposób cenne/ważne i bynajmniej nie mam chęci
poświęcać ich na ołtarzu matkocórkowych dobrych stosunków? A
młodociana na wszelkie uwagi czy groźby produkuje teatralnie
bezczelny rechocik i drze/plami/psuje nadal? W końcu nie schowam
przed nią całego domu.
Dodam jeszcze że dobrze ją rozumiem bo charakterek ma po mnie i
dlatego tym bardziej chciałabym ją "złamać" zanim zabrnie za daleko.
Moi rodzice nie za bardzo sobie ze mną poradzili i w sumie sama
musiałam dojść do tego, że nie opłaca się wylewać kompotu z wiśni na
biały obrus tylko po to żeby udowodnić światu że nikt nie jest w
stanie mnie przed tym powstrzymać.
Obserwuj wątek
    • verdana Re: a propos wątku bezsilności 19.07.09, 15:13
      Primo - wystarczy wziąć ze soba kurtkę, a dziecko po dziesięciu
      krokach chetnie ja włozy. Albo nie - a zmoich doswiadczeń wynika, ze
      wcale się nie zaziębi.
      Pozostałe - łącze sie w bólu.
      Ale mam pytanie - czy jak dajesz klapsa, to dziecko przestaje?
      problem w tym, ze klaps czasem działa, pod warunkiem, ze jest
      stosowany bardzo, bardzo wyjatkowo, a nie jako metoda wychowawcza.
      jesli zas nie dziala, to po co?
      Jesli straszysz dziecko to masz tez dwa wyjscia - albo dziecko
      wierzy, a wtedy naprawde do zniszczenia psychiki jeden krok, bo
      dziecko, ktore straszysz oddaniem prawdopodobnie straci poczucie
      bezpieczenstwa, a na pewno nie będzie przekonane, ze go kochacie. A
      jak wiadomo kary wymierzane przez kogos, kto dziecka nie kocha sa
      znacznie mniej skuteczne. Albo dowie się, ze rodzice kłamia jak z
      nut i wierzyć im nie mozna - tez srednie rozwiązanie.
      Solidnym laniem wymierzanym rgularnie można podporzadkowac sobie
      dziecko, podobnie jak doroslego można podporzadkować sobie
      regularnymi torturami. Tylko wtedy niszczysz dziecko kompletnie i
      zadne dobre zachowanie nie jest tego warte.
      czasem człowiek nie widzi wlasnych błedów - gdy nie radzi sobie z
      dzieckiem czasem warto poszukac pomocy specjalisty. Bo prawde mówiac
      nie jest najwazniejsze, jak powstrzymac dziecko od wycia w nocy i
      systematycznego niszczenia, tylko dojscie do tego dlaczego dziecko
      wyje w nocy i systematycznie wszystko niszczy?
    • zofijkamyjka Re: a propos wątku bezsilności 20.07.09, 22:35
      mama_biedronki napisała:

      > Mam pytanie, zwłaszcza do tych osób które bardzo krytycznie
      odniosły
      > się do autorki wspomnianego wątku. Przerobiłam już n razy te
      > supernianiowe mądrości, że nie wolno dziecku krzywić psychiki
      > groźbami o porzuceniu, straszyć restrykcjami które są niemożliwe
      do
      > wprowadzenia, że klaps albo i grubsze lanie to porażka wychowawcza
      > rodziców itd. itp. Ale sama mam podobne diablątko w domu i
      > policzyłam już chyba do miliona powstrzymując się dzień w dzień
      żeby
      > nie stłuc smarkuli na kwaśne jabłko

      Groźy o porzuceniu? czys Ty zwariowała? Albo dziecko straci poczucie
      bezpieczeństwa, które masz mu zapewnic jako matka i jest to podstawą
      wychowania albo kompletnie zacznie Cie lekceważyć bo przecież nie
      porzucisz czyli słowa rzucasz na wiatr!

      o kalpsach i laniach to mi sie nawet pisac nie chce - może i są
      skuteczne na krótką metę i bardzo "okazjonalnie" - na dłuższą metę
      nie wróżą nic dobrego bo Patrz powyżej czyli albo dziecko
      zastraszysz albo uodpornisz na klapy albo zacznie kombinować i
      okłamywać i będzie sie w tym udoskonalało!

      I tak jak pisze mądrze Verdana - postaraj się zrozumieć dlaczego
      Twoje dziecko np. drze się w nocy bo to normalne nie jest.
    • mruwa9 Re: a propos wątku bezsilności 21.07.09, 02:21
      Przyklad pierwszy- gdy negocjcje i tlumaczenia nie pomagaja,
      pakujemy zapasowa zmiane odziezy (bluza, dlugie spodnie) do torbby i
      zabieramy do przedszkola. Gdy dziecko zmarznie, samo sie upomni o
      ubranie, albo laskawie pozwoli sie ubrac. Nie widze problemu. A
      bezposredni zwiazek miedzy zbyt cienka odzieza a chorobami,
      przeziebieniami, uwazam za przereklamowany, a tego typu obawy za
      mocno przesadzone. Przyklad drugi- przedszkolaki w nocy zwykle spia
      snem Sprawiedliwego, jesli zamiast spac, awanturuja sie w nocy w
      lazience, zastanawiam sie, dlaczego, z jakiego powodu i dzialam
      przyczynowo. Cenne przedmioty? Te naprawde cenne, wazne i
      wartosciowe sa schowane poza zasieg lapek dzieci. Poza tym dzieciom
      moze zdarzac sie cos zniszczyc niechcacy, ale celowo- to chyba
      dotyczy glownie dzieci, ktore za czesto, za duzo razy, nieustannie
      slysza: nie rusz! Nie wolno! Zostaw!, a za malo slysza pochwal za te
      zachowania , ktore sa warte wzmocnienia, Jaka akcja, taka reakcja.
      Ja sie na Superniani nie znam, nie czytalam, nie ogladalam, ale
      slucham, i obserwuje wlasne dzieci. I wyciagam wnioski z ich i moich
      zachowan, rowniez tych glupich.
    • agazuchwa Re: a propos wątku bezsilności 21.07.09, 06:56
      ja też mam w domu egzeplarz "mała mamusiasmile" więc uarte totot
      łorzeszku....i jakby nie był taki spokojny to powiem ci że mogłoby
      sie kalpem cięzkim na tyłek czasem skończyć, bo dziecko moze się
      uprzec (moim zdaniem) dla samego uparcia i udowodnienia że to ono
      jest góra i sie drzeć o 23 i dochodzenie przyczyn.....hmmmmm sam
      człowiek czasme nie wie czemu cos tam głupiego zrobi a co dopiero
      rozgryźć dziecko
      ale ja autorki wątku z kałuzą nie krytykowałam ja jej współczułam
      szcezrze
    • jola_ep Re: a propos wątku bezsilności 21.07.09, 12:03
      > Gdy na dworze po serii upalnych dni jest marne 10 stopni a moja
      > dziecina urządza karczemną awanturę, że pójdzie do przedszkola w
      > krótkim rękawku i krótkich spodenkach.

      Upiera się zwyczajnie, czy nie rozumie, że jest dużo zimniej?
      Niech się więc przekona. Można zacząć od balkonu (o ile macie),
      otworzyć okno, a jak nie pomoże, to wyjść z zapasowymi ubraniami w
      torbie. Albo pójść na kompromis: długie spodnie, choć krótki
      rękawek. Przeprowadzałam też test "zimnej ręki" - sprawdzałam, czy
      mój synek ma ciepłe ręce, albo kark. Jak nie były zbyt zimne, to
      pozwalałam mu iść z krótkim rękawem, choć ja byłam w swetrze.
      Zdarzało się potem latem, że w czasie takiego ochłodzenia on latał w
      spodenkach 3/4 i krótkim rękawku, gdy ja niemal marzłam w swetrze.
      Okresy przemarźnięcia nie wpływały na jego chorowanie.

      Na darcie niestety nie mam rady. Osobiście wdzięczna jestem głęboko
      moim wyrozumiałym sąsiadom. Dzięki nim mogłam wydzieranie z
      premedytacją spokojnie przetrwać pokazując, że w ten sposób na mnie
      nie wpłynie...

      > Gdy z premedytacją i złośliwie niszczy róźne rzeczy

      Pochować co najcenniejsze. Zostawić tylko to, co się da naprawić.
      Zastnanowić się nad przyczynami.

      Moje tylko czasem tak się zachowywały: zwykle wtedy, gdy ja byłam
      zbyt zajęta pracą, aby na nie zwracać uwagę. Okazało się, że moja
      córa doskonale wie, czym może mnie najbardziej zdenerwować. Pomogło,
      gdy zajęłam się nią w większym stopniu - wtedy, gdy była spokojna.
      Motywy niszczenia mogą być różne: mój syn w wieku 3 lat potajemnie
      ciął nożyczkami dziury w swoich ubrankach. Kary nie pomagały.
      Przeszło, gdy dałam mu wór starych ubranek i pozwoliłam na nich
      wyżywać się nożyczkami...

      > Dodam jeszcze że dobrze ją rozumiem bo charakterek ma po mnie i
      > dlatego tym bardziej chciałabym ją "złamać" zanim zabrnie za
      daleko.

      Po co zaraz "łamać"? Może raczej wydobyć co dobre i to wykorzystać?
      Mój synek jest fajnym, konskwentym dziewięciolatkiem. Jak coś
      postanowi, to wykona. Lubi mieć dużą przestrzeń do swoich decyzji
      (większą od jego siostry). Jak musi coś zrobić, to niech w tym
      będzie odrobina jego postanowienia: zrobi to, ale po swojemu
      (inaczej niż ja poprosiłam), albo wtedy, gdy sam uzna to za stosowne
      (nieco później - np. jak coś tam innego zrobi). Musi znać sens moich
      poleceń: nauczył się ubierać (czyli pozwalać mi na ubieranie jego)
      po tym, jak w wieku dwóch lat pozwoliłam mu latać półnago po domu
      niemal do jego zlodowacenia. Najlepiej jak sam odczuje
      konsekwenecje. Zakazów i nakazów było bardzo mało, świadomie
      ograniczałam się do tych, które potrafiłam upilnować.

      Klaps może odnieść jakiś skutek tylko wtedy, gdy nie jest to nasza
      metoda wychowawcza, tylko jakieś bardzo okazjonalne, uzasadnione
      zachowanie (mój synek oberwał ode mnie raz: gdy wszedł w okres bicia
      mnie, wtedy zwyczajnie straciłam ponowanie nad sobą, powiedziałam mu
      po fakcie, że go nie biję, ale jak mnie jeszcze raz uderzy to też
      oddam). Najważniejsze jest nie uzyskanie skutku doraźnego, ale
      długofalowego.

      Pozdrawiam
      Jola
      • lena.111 Re: a propos wątku bezsilności 21.07.09, 13:24
        Witam. Jak się to wszystko czyta to niby takie logiczne: nie chce
        się ubrać , niech zmarznie a wtedy poprosi o bluzę... a jak nie?
        Moja nie poprosi co najwyżej zacznie wrzeszczeć, że jej zimno ale
        ubrać się nie chcesmile I co wtedy?
        Albo inny przykład: Ja mówię do niej,że jak chce obejrzeć bajeczkę
        to właśnie się zaczyna na co ona wrzeszczy, że się nie zaczyna ale
        musi ją obejrzeć. I co mam wtedy zrobić? Tłumaczę więc spokojnie że
        jak teraz nie pójdzie do domu to ta bajka się skończy i jednocześnie
        mówię jej ze zaraz po bajce znowu może na dwór wyjść no to ona wtedy
        okropna histeria,że ona nie chce,żeby się bajka skończyła.I tak o
        wszystkosmile Jestem zdania ,że bicie nie pomaga ale przyznam się Wam,
        że tak za 1000 razem zdarza mi się dać jej klapsa, jednego, nie
        więcej, później tego żałuję ale gdy już np to jest 3 miesiąc
        ciągłego wrzasku to po prostu nie wytrzymuję
        Uważacie to za moją klęskę? Pewnie tak. Nie chcę żeby ją ten klaps
        zabolał tylko żeby się opamiętała, że źle robi.Co sądzicie?
        • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 21.07.09, 13:53
          > Moja nie poprosi co najwyżej zacznie wrzeszczeć, że jej zimno ale
          > ubrać się nie chcesmile I co wtedy?

          Olac. A co niby masz zrobic? Stanac na rekach i podskoczyc?

          > to właśnie się zaczyna na co ona wrzeszczy, że się nie zaczyna ale
          > musi ją obejrzeć. I co mam wtedy zrobić?

          Przekazalas komunikat. Wystarczy. Nie chce isc to nie pojdzie.
          Wrzeszczy? Niech wrzeszczy. Olac. Klapsem chcesz ja zmusic, zeby
          poszla ogladac bajke, czy jak?

          Dziecko wrzeszczy bo widzi rekacje Twoja. I tlumaczenie. Po co to?
          Ignorowac wrzaski.
          • jola_ep Re: a propos wątku bezsilności 21.07.09, 16:47
            > Ignorowac wrzaski.

            Potwierdzam wszystko. Zwykle byłam głucha na wrzaski, otwarta na
            spokojną rozmowę, negocjację i kompromisy. Czasem zaś dziecko
            zwyczajnie musi sobie powrzeszczeć, aby wyładować swoje emocje.
            Pomogałam mu je nazwać ("widzę, że jesteś bardzo zły, poczkam, aż ci
            złość przejdzie") i czekałam aż się uspokoi.

            Jak marźnie, to mogę wyjaśnić (raz), że jak chce, to go ubiorę, jak
            nie chce - niech marźnie. Nowe doświadczenie. Jak nie chce wracać do
            domu na bajkę, a potem wrzeszczy, że chce bajkę, to mogę wyjaśnić
            (raz), że wolał plac zabaw (zresztą słusznie), a potem poczekać, aż
            złość mu przejdzie.

            Pozdrawiam
            Jola
            • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 22.07.09, 11:40
              Kiedy ja ignoruję wrzaski mojej córki to ona wrzeszczy jeszcze
              głośniej, nakręca się i wpada w taką histerię, że mi stają przed
              oczami sceny z "Egzorcysty". Miota się, tupie, kopie, pluje, rzuca
              czym popadnie - ma strasznie nieopanowany charakter. Mogę oczywiście
              poszukać pomocy specjalistów, zwłaszcza takich z zakładu
              zamkniętego, ale trochę to drastyczne mi się widzi. A jak młoda
              dostanie klapsa, to to ją jakoś wyrywa z tego transu, chwilę poryczy
              i robi się z powrotem "negocjowalna"
              • e-emma-e Re: a propos wątku bezsilności 22.07.09, 13:24
                mama_biedronki napisała:

                > Kiedy ja ignoruję wrzaski mojej córki to ona wrzeszczy jeszcze
                > głośniej, nakręca się

                Nie zawsze ignorowanie jest dobre. Trzeba być elastycznym i w miarę
                potrzeby i rozwoju sytuacji zmieniać "metody", np. na przytulenie,
                odwrócenie uwagi, czy nawet na klapsa. A czasem i odpuścić.

                Ważne, żeby dziecku pokazać, że wciąż panujesz nad sytuacją i nie
                jesteś bezradna, że jesteś zdecydowana i konsekwentna i jeśli już
                czegoś zakazujesz, czy nakazujesz, to nie odpuścisz. A może dziecko
                bardziej, niż ignorowanie, nakręca Twoje niezdecydowanie i
                bezsilność (choć po treści postów sądzę, że nie jest tak źle i że
                wiesz, jaki masz problem)?


                > A jak młoda
                > dostanie klapsa, to to ją jakoś wyrywa z tego transu, chwilę
                poryczy
                > i robi się z powrotem "negocjowalna"


                Widzisz? O to właśnie chodzi, żeby przerwać ten głupi trans. Jak się
                nie da łagodnie, to trzeba klapsem. Nie miej z tego powodu wyrzutów
                sumienia.

                I pamiętaj, że każde dziecko jest inne i że metody podawane na forum
                czy u superniani działały na tamte dzieci, niekoniecznie zadziałają
                na Twoje dziecko. Ty musisz wypracować własne metody, skoro te
                powszechne są nieskuteczne
              • jola_ep Re: a propos wątku bezsilności 22.07.09, 15:08
                > Kiedy ja ignoruję wrzaski mojej córki to ona wrzeszczy jeszcze
                > głośniej, nakręca się i wpada w taką histerię, że mi stają przed
                > oczami sceny z "Egzorcysty".

                Może zamiast słowa "ignorować" lepiej użyć: "przyjąć ze spokojem"?
                Rozumiem, że piszesz o takim ataku "histerii", nad którym samo
                dziecko już nie panuje?

                Ja wypracowałam sobie wtedy sposób, w którym spokojnie czekałam obok
                dziecka, aż mu przejedzie i zacznie "kontaktować". Wtedy można
                przystąpić już do pocieszania, odwracania uwagi, przejścia do nowego
                punktu dnia itp. Ważne jest, abyśmy przy tym zachowali pełny spokój,
                warto krótko pokazać, że je rozumiemy, że ma prawo do swoich uczuć,
                nazwać te uczucia i powiedzieć, że na pewno się uspokoi i my na to
                poczekamy. Ta metoda działała w przypadku mojego synka (średni czas
                trwania stanu "bezkontaktowego" w wieku 2,5 lat - około 20min, raz
                miał taki atak w wieku 4 lat - 1,5 godz)

                U mnie nie było mowy o jakimkolwiek przytrzymaniu, czy przytulaniu,
                rozmawianiu, zabawianiu w czasie ataku "histerii". Ale może właśnie
                Twoje dziecko tego wymaga?

                Czym innym zaś były wrzaski "wymszające". Z jednej strony byłam na
                nie odporna, z drugiej byłam otwarta na spokojnie wyrażone prośby.

                Warto też pamiętać o uczuciach dziecka. Jeśli "ignorujemy", to warto
                zacząć od "widzę, że jesteś na mnie wściekły, bo ...", "jesteś
                rozczarowany..." itd. itp. Pokazać, że je rozumiemy i akceptujemy
                jego uczucia. Można zapytać, jakie ma rozwiązanie, zamiast z góry
                je narzucać, można dać mu jakiś wybór.
                Czasem trochę pomaga.

                Pozdrawiam
                Jola
              • julamimi Re: a propos wątku bezsilności 27.07.09, 10:02
                a ja uderzę w taką mało popularną nutę...
                jak wygląda dieta dziecka? Nawet bez uczulenia, niektóre składniki
                mogą powodować nadpobudliwość. Na moją córkę (teraz 5,5 roku) tak
                działało jakies 2 lata temu mleko krowie w postaci pitnej oraz za
                duza ilosc slodyczy.
                Kolejny na liscie szukania przyczyn bylby u mnie telewizor - ile i
                co ogląda dziecko? Niektore z pozoru niewinne bajki potrafią dziecko
                niezle nakrecic (bo są za 'szybkie', bo dziecko ich nie rozumie, bo
                się boi - np. tego, że mrówki przechodzące przez strumyczek utopią
                się w 'Pszczólce Mai')...
                Kolejna rzecz - ogólna atmosfera w domu. Najlepszy przepis na
                zrobienie z mojej dwójki istot z ADHD - częste kłótnie w domu między
                mną i mężem. Jak się sprzeczamy/nie odzywamy do siebie itp, mam w
                domu dwójkę małych furiatów. Jak my dorośli pukniemy się w czoło i
                przestajemy odreagowywać w domu np. kłopoty z pracy, dzieci nagle
                jakieś spokojniejsze się robią...
                Rytm dnia - niektóre dzieciaki potrzebują naprawdę dużej rutyny,
                nawet odrobinę nudy, bo bycie ciągle na wysokich (z ich punktu
                widzienia) obrotach prowadzi do duzego pobudzenia. I 'wysokie
                obroty' to może być np. jedna zwykla wizyta znajomych albo pojscie
                na inny niz zwykle plac zabaw...
                PIszę ze swoich obserwacji, możliwe, że są dzieci, które się tak
                zachowują dla zasady, chociaz osobiscie z takim jeszcze nie mialam
                do czynienia...
                pozdr
                • jola_ep Re: a propos wątku bezsilności 27.07.09, 10:59
                  Masz całkowitą rację smile
                  > jak wygląda dieta dziecka? Nawet bez uczulenia, niektóre składniki
                  > mogą powodować nadpobudliwość.

                  Do słodyczy dodałabym jeszcze sztuczne dodatki do żywności (choć
                  może tu mechanizm jest na tle alergii) - typu barwniki.
                  Na dietę zwracają uwagę m.in. w książce "Rozwój psychiczny dziecka 0-
                  10lat"

                  Pozdrawiam
                  Jola
                  • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 28.07.09, 11:54
                    No ja się z tym owszem zgadzam, ale nie bardzo się da wszystkie g...
                    wyrugować z dzicięcej diety. Generalnie staramy się małą zdrowo
                    żywić, słodycze ma ograniczone, raczej domowego wypieku, nie jada
                    chipsów itp., pija tylko wodę, soki własnej roboty i mleko. Ale na
                    przykład nad tym co jada w przedszkolu to już kontroli nie mam.
                    A co do rutyny i bezpiecznych bajek to wydaje mi się że nie tędy
                    droga. Czteroletnie dziecko nie może być całkowicie odcinane od
                    wszelkich źródeł stresu bo wyrośnie na kompletnie nieodpornego
                    psychicznie dorosłego. Nie będzie żyło w bezpiecznej bańce z
                    kochającymi rodzicami do końca świata.
                    • julamimi Re: a propos wątku bezsilności 28.07.09, 12:15
                      ale ja nie o odcinaniu dziecka od zrodel stresu pisalam smile
                      z mojego podworka - moja cora oglada tv, zreszta calkiem sporo, ale
                      jak widze, ze jakas konkretna bajka ma na nia niekorzystny wplyw
                      (wzmaga w niej agresje, strach, wywoluje moczenie itd.), to to
                      cenzuruję. Na takiej samej zasadzie, jak nie zmuszam samej siebie do
                      ogladania horrorów, mimo, że czasem mnie korcą, acz gatunku jako
                      takiego nie trawię.
                      Naprawde nie chodzi o stworzenie banki, od tego jestem daleka.
                      Chodzi o stworzenie NORMALNYCH, a jednak kontrolowanych warunkow, w
                      ktorych dzieciak moze DOBRZE funkcjonowac.
                      Nie wiem, jaki rodzaj pracy wykonujesz, ja mam czasem na raz pare
                      projektow do wykonania wg jakiegos harmonogramu. I jesli te
                      harmonogramy i zakresy są ułożone z głową, to wszystko jest ok. A
                      jak harmonogram przewiduje 3 razy za krotki czas na wykonanie
                      czegos, to zaczynam stawac na glowie, chodzę napompowana, wulkan
                      przed wybuchem.
                      Chodzi mi raczej o porcjowanie bodzcow, niz ich odcinanie smile
                      W kazdym razie na mojej corce sie to spradza, a odcieta od
                      rzeczywistosci zdecydowanie nie jest smile
                      Nie stosujemy zreszta również nic na kształt bezstresowego
                      wychowania smile
                      pozdr
    • mariefurie Re: a propos wątku bezsilności 21.07.09, 17:18
      Jeśli mówisz do dziecka (lub wariancje i tym podobvne teksty) "i kto
      > potem będzie z nią latał po lekarzach i zarywał noce? Ja
      > oczywiście. "
      ...no to sie Twojej córce nie dziwię. Bo dziecko łatwo wyczuje, ze Tobie nie o nią chodzi tak naprawdę, tylko o to że "bedziesz musiała latać po lekarzach".
      Od tego typu komunikatów bardzo niedaleka droga do:
      - znowu rajstopki podarłaś!
      - przewrociłam się.
      - same wydatki przez ciebie!kiedy nareszcie zaczniesz patrzeć pod nogi?!

      Albo:
      -znowu masz buty ubłocone!
      -no bo na podwórku jest błoto...
      - nie możesz się bawić jak czlowiek tam, gdzie błota nie ma? bo inne dzieci to potrafią...!....i blabla bla.

      Kapujesz czym to grozi? Ty będziesz martwiła się ze dziecko Ci doda roboty, a dziecko pod wpływem takich tekstów im starsze, tym bedzie się robiło co raz mniejsze i niewidoczne. Bylebys tylko z nią kłopotu nie miała. Lub, dla odmiany (w zależności od charakteru dziecka), dowali Ci takich klopotów, żebyś poczuła wreszcie i popamiętała, ze to dziecko JEST i żyje!
      A więc przestań się martwić sobą i nie traktuj dziecko jak, nie przymierzając, - kłopot.
      Przykre to jest do czytania. Twoj watek i wątek autorki o "bezsilności".
      Idźcie wy kobity do jakiego specjalisty, jak nie macie zwyczajnej babskiej i matczynej intuicji. Bo nic innego tu poradzić nie można.
      • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 22.07.09, 10:56
        Ciśnie mi się na usta kąśliwa uwaga o czytaniu ze zrozumieniem
        tudzież o niewyrywaniu z kontekstu...
        Nie mówię do dziecka w ten sposób i nie traktuję go jak kłopot. Jako
        natomiast wyrodna i wyprana z intuicji matka mam tą fanaberię, że
        nie zamierzam pozwolić mojej córce uczyć się na błędach które mogłby
        ją kosztować zdrowie lub życie. Nie twierdzę tu oczywiście że
        przemarznięcie spowoduje od razu zapalenie płuc z powikłaniami, ale
        rycząca zasmarkana czterolatka z wysoką gorączką raczej słabo
        kojarzy, że ten nieszczęśliwy stan jest konsekwencją jej
        wcześniejszego uporu w kwestiach ubraniowych. I wtedy do upojenia
        mogę sobie turczeć, że "dziecko kochane gdybyś się była ubrała jak
        cię mamusia prosiła...". Może lepiej powiem "a nie mówiłam"
        albo "masz za swoje" bo to takie wychowawcze.
      • sandra20071 Re: a propos wątku bezsilności 24.07.09, 21:08
        "Jak to cudownie, że są wśród nas prawdziwe matki Polki, które nigdy nie
        podnoszą głosu na swoje dziecko, zawsze starannie dobierają słowa zwracając się
        do swoich pociech, nie popełniając błędów wychowawczych, mogą się ulitować nad
        tymi, które tracą cierpliwość, mając po kilka razy dziennie wyrywane włosy,
        kopane, gryzione przy próbie ubrania dziecka np. po kąpieli. Czy chodzi o to,
        żeby specjalista nafaszerował je prochami, to pomoże okiełznać uparciucha, który
        musi postawić na swoim, a każdy zakaz kończy zdaniem:Będę bić mamę, co zaraz
        wcielone zostaje w życie.. Nie wiem skąd ta agresja w domu, w którym nie bije
        się dzieci!
    • epreis Re: a propos wątku bezsilności 22.07.09, 08:12

      > Gdy na dworze po serii upalnych dni jest marne 10 stopni a moja
      > dziecina urządza karczemną awanturę, że pójdzie do przedszkola w
      > krótkim rękawku i krótkich spodenkach. Ok, ktoś powie niech idzie i
      > zmarznie, ale ona naprawdę pójdzie, bo jest uparta jak dzik, i kto
      > potem będzie z nią latał po lekarzach i zarywał noce? Ja
      > oczywiście.

      tak zwyczajnie wzięłabym dwa sweterki i powiedziała "który?"
      na odpowiedź "ja nie chcę żadnego", krótko "masz wybór, który?"
      i tak konsekwentnie- w końcu wybór podejmie...
      ewentualnie w trudniejszej sytuacji zostawiłabym w odosobnionym miejscu, samą ztymi sweterkami i powiedziała "pomyśl w spokoju, który chcesz założyć, jak podejmiesz wybór przyjdź i powiedz"

      > Gdy w środku nocy albo wieczorem drze się jak potłuczona, pretekst
      > dowolny, najchętniej w łazience (dobra akustyka) albo w pobliżu
      > kogoś śpiącego, kiedy okna i balkony są pootwierane i dobrze się
      > niesie, a wszelkie uwagi, że przeszkadza mniej więcej połowie
      > osiedla w wypoczynku nocnym oczywiście w ogóle do niej nie trafiają?

      znalazłabym takie miejsce w domu, w którym jest najgorsza akustyka, i gdzie przeszkadza najmniejszej ilości osób. tam wysyłam na "przemyślanie" swojego zachowania i wyciszanie się, zupełnie ignorując atak histerii

      > Gdy z premedytacją i złośliwie niszczy róźne rzeczy, które są dla
      > mnie w ten czy inny sposób cenne/ważne i bynajmniej nie mam chęci
      > poświęcać ich na ołtarzu matkocórkowych dobrych stosunków? A
      > młodociana na wszelkie uwagi czy groźby produkuje teatralnie
      > bezczelny rechocik i drze/plami/psuje nadal? W końcu nie schowam
      > przed nią całego domu.

      mój ma 4lata, za to, że nie szanuje swoich i nieswoich rzeczy nie dostaje nic nowego- rozumie to i się stara.
      ewentualnie bardziej drastyczną formą, której jeszcze4 nie użyłam- za zniszczenie mojej rzeczy ja niszczę jego (tylko tu mi coś nie pasuje i raczej tego nie zrobię ;/)


      konsekwencja i spokój....
      wiem, ze ciężko, wiem że czasem nerwy siadają..
      mój starszak był BARDZO grzecznym, spokojnym, ugotowym, wręcz "plastycznym wychowawczo' dzieckiem...dopóki nie urodził się mały żuk, który w sobie ma "wszystkie złe moce z całej rodzine"..czort wcielony który od małego wpadał na takie pomysły, że włos na głowie się jeżył..
      zaraziła brata i czasem nie tylko ręce ale wszystko co tylko może opada mi w dół...
      przetestowałam WSZYSTKIE metody, napewno te jak najmniej drastyczne- krzyki, nawet niestety któregoś razu po klapsie załapali- totalne akty bezsilności...
      i najlepiej działa spokój, konsekwencja- im bardziej widzą, że mnie wkurzają tym "lepsze" mają pomysły..
      więc schowałam "nerwy w konserwy" i wiecznie stoję na straży ;/
      • lena.111 Re: a propos wątku bezsilności 22.07.09, 09:25
        Witammamy "niesfornych" dzieciaczków. Napisałyście tu wiele mądrych
        zdań, z którymi zresztą się w 100% zgadzam i tak też postępuję z tym
        moim "diabląkiem".Przez niektórych zostałam skrytykowana, że np siłą
        dziecka do oglądania bajki nie zmuszę.... a przecież nie o to mi
        chodziło! Chciałam Wam tylko przdstawić zarys sylwetki mojej
        córeczki, jaka jest upaaaarrrtttttaaaaaaa......I pytam się Was
        kochane Mamy czy my Mamy nie mamy czasem prawa, żeby postąpić nie
        zgodnie z wpojonymi zasadami, że jak wrzeszczy to my mamy być
        spokojne itp, czy my nie mamy prawa tak po prostu się wkurzyć i nie
        być tymi idealnymi matkami? Pytam bo mam wrażenie ,że niektóre z Was
        nie mamją żadnych wpadek wychowawczych.Ja to wszystko wiem, że
        spokój, konsekwencja, opanowanie itp. to najważniejsze cechy w
        wychowaniu upartego dzieciaczka ale chciałam Wam sie tylko tak po
        prostu wyżalić jak matka matce , że czasem nerwy mi puszczają
        (chociaż i tak często słyszę od osób postronnych,że mnie podxziwiają
        że mam tyle spokoju i cierpliwości do "tego" dziecka)Pozdrawiam i
        gratuluję wszystkim mamom, Które zawsze są wzorowe. Aha, tak na
        koniec powiem Wam tylko, że przy pierwszej córce też byłam wzorowa.
        Jak oglądałam suoer nianie to miałam wrażenie ,że to wina rodziców,
        że tak wychowali takiego rozdzirka, że to niemożliwe,żeby dziecko
        miało normalny dom ,A było "takie". Przy drugim dziecku jednak wiem,
        że to możliwe....
        • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 22.07.09, 11:23
          Podpisuję się ręcami i nogami smile Ta cała piękna teoria co to ja ją
          znam i popieram, och jak ona się boleśnie nie sprawdza gdy moja
          córeczka zaczyna ją weryfikować. Gdy wrzeszczy po nocy bo pada już
          na pysk ale kocyk jest krzywo albo ściągnęłam nie tą co trzeba
          książeczkę z półki albo przysiadłam jej przytulaka, cokolwiek. A
          potem to już się nakręca i godzinne ryki gotowe, a pod nami starsi
          sąsiedzi, biedacy smile
          Teraz panuje poprawność polityczna, poszanowanie praw dzieci,
          bezstresowe wychowanie, a co z psychiką biednych rodziców? To tak
          łatwo zrzucać winę za złe zachowanie dzieci na błędne postępowanie
          rodziców, ale przeciez żaden rodzic nie jest przygotowany na
          konfrontację z małym diablęciem. Rodzicom marzą się dzieci idealne
          (idealne wcale nie rozumiem jako idealnie grzeczne) a jeśli trafią
          na egzemplarz wyjątkowo wredny to muszą wszystkiego uczyć się w
          biegu. I niby jaki specjalista tu pomoże? Ja przecież te wszystkie,
          skądinąd słuszne, pogadanki psychologiczne-pedagogiczne znam, tylko
          nie jestem robotem.
          • epreis Re: a propos wątku bezsilności 22.07.09, 11:38
            moja też krzyczy, dużo i często..
            mało tego obydwoje tworzą jedną armię, wpsólny front przeciwko mnie- wieć jak krzyczy jedno zaczyna drugie...

            no przykro mi bardzo..
            myślęo sąsiadahc- nie pozwalam w domu grać w piłkę, skakac, walić w podłogi ale krzyki? no nie rozpuszczę dla dobra sąsiadów jak dziadowskie bicze..niestety...oni też wychowywali swoje dzieci..myslę, że potrafią zrozumieć..
            • epreis Re: a propos wątku bezsilności 22.07.09, 11:41
              strach przed sąsiadmi to nie wymówka...

              pozatym metoda i tak jest błedna, bo jak sama zauważyłaś młode krzyczy częściej i więcej widząc, ze dzięki temu może sporo osiągnąć ;/

              gdy zignorujesz pokrzyczy kilka razy , dużo, głośno, prządnie jak zobaczy, że efektów nie ma to i krzyczeć nie będzie- bo po co????
          • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 23:28
            Coraz lepiej rozumiem Twoją córkę. Jeżeli traktujesz ją
            jako "diablę", a takie sprawy, jak krzywy kocyk, wybór książeczki
            czy szacunek dla przytulanki uznajesz za nieważne, to się nie
            dziwię, że dziecko ma wybuchy złości. Dziecko to OSOBA, ma swoje
            przyzwyczajenia, ulubione sposoby zachowania, ulubione zabawki,
            książeczki etc. i trzeba to szanować. Tego rodzaju rytuały dla
            dzieci są ważne. Dla dorosłych już nie, bo my mamy wielokrotnie
            więcej innych spraw, ważniejszych, więc na krzywy kocyk patrzymy w
            odpowiedniej perspektywie. Dziecko dopiero za parę lat się dowie, że
            są większe zmartwienia, niż krzywy kocyk. Na razie krzywy kocyk albo
            przysiądnięcie przytulaka to dla niej koniec świata i zlekceważnie
            czegoś, co dla niej jest ważne. Cholernie ważne. Więcej szacunku dla
            młodej. To doprawdy nie jest diablątko, tylko młoda panna ze swoimi
            przyzwyczajeniami.
            Oczywiście rozumiem, że są sytuacje, w których nie da się użyć
            ulubionego kocyka, nie ma ukochanej przytulanki, a mama nie może
            opowiedzieć bajki, bo właśnie przyszli niezapowiedziani goście. Ale
            dziecko traktowane poważnie łatwiej te rzeczy zrozumie.
            Lekceważenie, z jakim wyrażasz się o krzywych kocykach i
            przytulankach świadczy, że sprawy, które dla Twojego dziecka są
            ważne, Ty uznajesz za nieważne i olewasz. I w tym problem. A
            wystarczy tak niewiele.
        • jola_ep Re: a propos wątku bezsilności 22.07.09, 14:39
          > zarys sylwetki mojej
          > córeczki, jaka jest upaaaarrrtttttaaaaaaa......I pytam się Was
          > kochane Mamy czy my Mamy nie mamy czasem prawa, żeby postąpić nie
          > zgodnie z wpojonymi zasadami, że jak wrzeszczy to my mamy być
          > spokojne itp, czy my nie mamy prawa tak po prostu się wkurzyć i
          nie
          > być tymi idealnymi matkami?

          Masz prawo. Ja też nie jestem i nie byłam idealna. Nie uważam
          również wkurzania się za straszną zbrodnię.

          Tylko myślałam, że ten wątek jest raczej do podzielenia się
          pomysłam, jak sobie w takich trudnych sytuacjach poradzić - bo
          czasem czyjeś spojrzenie z boku natchnie nas pomysłem, jak sobie
          poradzić w trudnej sytuacji.

          > Ja to wszystko wiem, że
          > spokój, konsekwencja, opanowanie itp. to najważniejsze cechy w
          > wychowaniu upartego dzieciaczka

          Nie zawsze. Napisałam wyżej, że byłam głucha na wrzaski, otwarta na
          spokojne negocjacje. Spokojnie wypowiedziane prośby rozważałam i
          potrafiłam nawet niekonsekwentnie zmienić nieco moje wymagania.
          Dzieci muszą wiedzieć dlaczego mają robić to, a nie co innego
          (przekonać się na własnej skórze), warto dać im możliwość
          decydowania. Muszą wiedzieć, że w pewnych sprawach jesteśmy
          niezłomni, ale niech to będą w miarę szerokie granice. Nie róbmy z
          gęby cholewy wink Wolałam nic nie mówić, niż potem zastanawiać się,
          jak tego dopilnować. Jak wracałam wieczorem z pracy i widziałam, że
          mi dzieciaki "chodzą po ścianach", to nawet nie próbowałam z nimi
          dojść do ładu, tylko zbierałam towarzycho i przepędzałam po
          podwórku wink

          > Jak oglądałam suoer nianie to miałam wrażenie ,że to wina
          rodziców,
          > że tak wychowali takiego rozdzirka

          Hm... Jak ja oglądałam supernianię (a w zasadzie tylko zajawki), to
          myślałam sobie, że jakby tak zmontować wybrane sceny z życia moich
          dzieci, to też niezły odcinek by powstał big_grin

          Pozdrawiam
          Jola
        • agazuchwa Re: a propos wątku bezsilności 03.08.09, 17:12
          a ja teksty w stylu chodź jest bajeczka a dziecko na to..nie masmile
          doskonale rozumie moje dziecko upiera się, ze ziemniak to nie
          ziemniak, nie jest grzeczny, nie idziemy do domu...itp zaraz po tym
          jak ja stwoerdze, ze idziemy albo że jets grzecznysmile
          wiem wiem wiem
          macie milion teoriii na ten tematsmile
    • mustardseed Re: a propos wątku bezsilności 22.07.09, 10:16
      Myślę, że mamy nie-uparciuszków NIGDY nie zrozumieją, że czasem nic
      nie pomaga, żadna logiczna argumentacja, nic. Być może nigdy nie
      doświadczyły 'jazd' fundowanych przez rozwrzeszczane bez
      zapamiętania dziecko.

      Ja natomiast przyznaję, że czasami 'odpuszczanie' prowadzi do
      jeszcze gorszych zachowań w przyszłości, np dziecko zaczyna się
      drzeć o 23.00 ze nie chce spać (choć zmęczony jak pies)i chce
      jeszcze bajkę, to matka włącza bajke jeszcze na 10 min, byleby tylko
      sąsiedzi policji nie wezwali. I co? Za 3 dni taka sama jazda, bo
      dziecko wie, ze jak będzie krzyzczec to dostanie co chce.
      Oczywiście, trzeba zignorować krzyki, ale co zrobić np. z
      potencjalnymi narzekajacymi sąsiadami, którzy wyciągają wnioski, że
      matka sobie nie radzi (to lajcik), albo że dziecko pewnie bite, bo
      po co tak wrzeszczy??
      • verdana Re: a propos wątku bezsilności 22.07.09, 10:40
        Ależ oczywiscie, że matka ma prawo, a nawet czasem powinna się
        wkurzyć, ukarać, nawrzeszczeć. Natomiast nie powinna uwazać tego za
        norme, podstawowy środek wychowawczy. Podobnie rozumiem danie klapsa
        za coś absolutnie niedopuszczalnego (np wyrwanie się na ulicy i nie
        zarzymanie), ale nigdy nie dopuszczam lania ani straszena.
      • epreis Re: a propos wątku bezsilności 22.07.09, 11:34
        ależ oczywiście!
        tak samo jak mama z jednym dzieckiem nie zrozumie matki dwojga/trojga dzieci...

        mama dwojga dzieci z jakąś tam różnicą wieku,mamy bliżniaków itp itd...

        mas zrację- pierwszy synek, starszy tak jak pisałam był taki, że takich jak on mogłabym mieć 5, amoże i 10...
        wystarczyło raz, może dwa powiedzieć, zwrócić uwagę...
        wymagał mało energii, nerwów, cierpliwości...

        córeczka..urodziła się chyba po to, żeby wybić mi myśl o kolejnym dziecku/dzieciach z głowy - taki mały czort, szatan...
        do pół roku aniołek, chociaż i wtedy wszyscy żartowalio , ze w oczach ma iskry, groźbę "ja wam jeszcze pokażę"..
        i pokazała..w wieku 6 miesięcy zrzuciła mi z półki (położonej wysoko na barku) kwiatka, zbiła doniczkę..przechodziłam znią na rękach, sekunda-złapała i zbiła.
        czego się nie dotknie od razu zepsuje- zabawki którymi bawił się mój młodszy brat, kacper- w stanie idealnym przy niej zamieniają się w złom.
        jest rozbrajająco żywa, pełna nieoczekiwanych pomysłów i zachowań, krnąbrna, uparta i..złośliwa..
        tak tak..studiowałam pedagogikę i wiem- takie dzieci nie są wredne i złośliwe, tzn nie powinny być..
        teraz wiem, że takie przypadki się zdarzają..

        i owszem, nawet matka nie jest cyborgigem tylko człowiekiem, i nawet matce czasem mają prawo puścić nerwy ale "czasem" nie jest "codziennie/stałą metodą wychowawczą"..

        pozdrawiam!
        • mariefurie Re: a propos wątku bezsilności 22.07.09, 15:52
          epreis napisała:

          > ależ oczywiście!
          > tak samo jak mama z jednym dzieckiem nie zrozumie matki dwojga/trojga dzieci...
          >


          Taki przykład, z zycia.
          Pierwsze dziecko, chłopak. drze sie w nibogłosy od urodzenia. Nieważne czy się
          budzi w nocy czy w dzien, pierwsze co - to wzmacniacz na full.
          Nie plakał po obudzeniu się tylko wtedy, gdy otworzył oczy a nad sobą widział
          matkę. wtedy było ok.
          Z zasypianiem , tez - maskara. Mama, tata, babcia , dziadek, ciocia, wujek - po
          kolei nosili dziecko na rekach (bo jedna osoba nie dałaby rady po prostu),
          tulili śpiewali, az biedne zaniemoglo i wreszcie zasnęło. Trwało to jakos do
          roku, może ciut dlużej.
          Rodzi się drugie dziecko. Dziewczynka. Oaza spokoju.
          Rodzice, niejako wytresowani przez pierworodnego, usypiją malutką, spiewaja i
          tp. Dziecko momentalnie - pada. W ogole tego nie potrzebuje. Spi i koniec. A jak
          sie budzi, to sama soba się zajmuje. Ale. rodzice juz tak nie mogą. Zaczęli
          biegać, sprawdzać, zagladać do pokoju itp. Dziecko spi godzinę, no to biega i
          zagłąda, dwie godziny, o! chyba za długo. Trzy godziny? Trzeba być w pokoju,
          kiedy się obudzi. No to przyzwyczaili bardzo szybko małą do tego (a ona tego
          wcale nie potrzebowala!), ze jak sie budzi, to trzeba być. Po pół roku, dziecko
          jak tylko sie budzilo zaczynało sie drzeć w niebogłosy, domagając się obecności
          rodzica tu i natychmiast.

          A rodzice potem się dziwią: taka byla spokojna, sama zasypiała, sama soba się
          zajmowała, a teraz to jak czort jaki w nia wstąpil.
          No i czemu się dziwią? Dziecku? Ze sie wzięło i zmienilo? Zmienilo się, no bo
          tak zosatalo wytresowane.
          A więc pretensje - do siebie, nie do dziecka.

          To jest jeden z przykładow na szybko, a takich sytuacji jest cała masa na co
          dzień w relacjach dziecko - rodzic, i warto je na co dzień analizować i
          obserwować dziecko od małego, jak zmiana naszego zachowania wpływa na zachowanie
          dziecka i jaka jest jego reakcja na nasze tzw metody wychowawcze.
        • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 21:55
          czy zrzucenie kwiatka z półki przez półroczną dziewczynkę, która nie
          rozumie, co to kwiatek, co to rozbicie i że to dla Ciebie ważne, za
          przejaw złośliwości? Dla mnie to po prostu objaw żywotności.
          Kłopotliwy, bo trzeba pochować rzeczy cenne i tłukące, ale straty są
          wkalkulowane w koszty posiadania dzieci. Przecież absurdem jest
          obwiniać za coś takiego.
          Przypomina mi to historię mojego ciotecznego bratanka, który mając
          1,5 roku zamknął matkę na balkonie. Ona wyszła na balkon, młody
          został w pokoju i nie zdawał sobie sprawy, że jeśli zamknie drzwi od
          wewnątrz, to matka nie wyjdzie. Byli sami w mieszkaniu, ale piętro
          niżej mieszkanli teściowie. Matka poprosiła przechodniów, by
          zaalarmowali teściów, po paru minutach ktoś ją uwolnił. Wtedy nie
          było komórek, by w podobnej sytuacji mogła ją mieć z sobą na
          balkonie. W każdym razie młody ma 17 lat, a do dzisiaj mu się to
          wypomina jako przejaw niegrzeczności. A przecież on do cholery nie
          zrobił nic niegrzecznego. Bawił się klamką, matce nie starczyło
          wyobraźni, rzecz dobrze się skończyła. Potraktować jako przygodę i
          anegdotę, człowiek nie wszystkiego może dopatrzyć. Ale robić z
          dzieciaka chuligana rodzinnego? Bzdura. Podobnie z Twoją córeczką.
          przecież ona nie zdawała sobie sprawy.
      • epreis Re: a propos wątku bezsilności 22.07.09, 11:36
        a propos sąsiadów, wiem że trafiają się jakieś okropne typy ale myślę, że każdy miał dzieci i wie, ze dzieci czasem krzyczą, niektóre częściej niż czasem..

        jeśli nie masz nic sobie do zarzucenia, jeśli wiesz że nie maltretujesz swojego dziecka to policji bym się nie bała tylko zaprosiła do siebie.
        narzekającym sąsiadom powiedziałabym, ze dziecko ma twardy charakter, ja jestem zmęczona- może miałabym więcej pomysłów jak go ujarzmić gdyby zechcieli mi pomóc i od czasu do czasu pozwolili odpsapnąć zapraszając małego na ciasteczko lub zabierając na spacer ;ppp
        • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 22.07.09, 12:25
          No ja akurat ciągle sobie zarzucam, że może są jakieś lepsze metody
          postępowania niż to co ja robię, dletego między innymi rozpoczełam
          ten wątek. Ostatnio powiedziałam córce przy jej kolejnym ataku
          furii, że jak będzie tak nieustannie wrzeszczeć to sąsiedzi w końcu
          zawiadomią policję i opiekę społeczną i mogą ją od nas zabrać (młoda
          cały czas wrzeszczała, że mamy sobie iść i że ona woli mieszkać
          sama). I tu pojawia się kwestia, czy to było powiedzenie prawdy czy
          krzywienie psychiki groźbami? Nie straszyłam, że ZABIORĄ tylko
          uświadomiłam, że MOGĄ... Impas i tyle.
          Przy okazji, epreis, moje diablątko też jest z 3.10.2005 smile
          • verdana Re: a propos wątku bezsilności 22.07.09, 12:53
            raczej jednak straszenie. prawdą yloby, gdybys powiedziała "i
            bedziemy mieli klopoty". Jesli straszys dziecko , ze zostanie
            odebrane/oddane to sa w tym wypadku dwa rozwiazania. Albo dziecko
            nie posłucha, nie zostanie odebrane i zrozumie, ze rzucasz
            bezpodstawne groxby 9czyli klamiesz), albo o gorsza poslucha, co
            oznacza, ze nie będzie krzyczeć nawet gdy będzie miała powód, bo
            uwierzyla Ci, ze jesli bedzie niegrzeczna, to ją zabiorą.
            Nie kazda prawda nadaje się dla dziecka - mozesz dziecku także
            powiedziec, ze moze w kazdej chwili dostac raka i umrzeć. Albo, ze
            ty mozesz wychodzac z domu wpaść pod samochód i powinna być
            grzeczna, bo być moze widzicie się po raz ostatni. To tez jest
            prawda, tylko co z tego?
            • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 22.07.09, 13:33
              Ale ja jej nie straszyłam, że zostanie odebrana, tylko, że może
              zostać, a to jest jednak subtelna różnica. Chciałabym żeby
              zrozumiała że każde jej zachowanie pociąga za sobą określone
              konsekwencje, czasem też takie które trudno albo wręcz których się
              nie da odkręcić, i że nie wszyscy dookoła są tak wybaczliwi jak
              rodzina.
              Zachowanie młodej nie ma na bezpośredniego wpływu na raka czy wypadki
              (no może poza wybieganiem na jezdnię) natomiast na reakcje sąsiadów
              jak najbardziej.
              Niestety, z racji wybuchowego charakteru nader często zdarza mi się
              miotać w konfrontacji z córunią, ale nawet kiedy ją głupio postraszę
              albo coś chlapnę to zawsze przepraszam kiedy ochłonę i tłumaczę że
              źle postąpiłam i nie powinnam tak robić. Problem chyba w tym, że ona
              mnie tak wkurza bo jest do mnie podobna, w sumie aż mi jej żal
              czasami, będzie miała ciężkie życie z takim charakterem, a ja nie
              wiem jak jej pomóc uniknąć moich błędów.
              • verdana Re: a propos wątku bezsilności 22.07.09, 14:26
                I naprawde sądzisz, ze małe dziecko rozumie subtelnosci "może"
                czy "bedzie"??? nie mowiąc już o tym, ze nie mogła -żaden sad nie
                odbierze dziecka za to, ze ryczy. Owszem, dziecko powinno ponosić
                konsekwencjie - na miare swojego wieku. Tzn, jak zniszczy zabawke,
                to nie bedzie jej miala. Natomias wymaganie, aby czterolatka
                ponosila za swoje zachowanie dotyczace losow calej rodziny jest nie
                tylko śmieszne, ale i groźne. W dodatku nieprawdziwe, bowiem gdyby
                odebrali Ci dziecko to nie dlatego,z e dziecko zawinilo, ale
                dlatego, że matka nie potrafi sobie z dzieckiem poradzić. Zrzucasz
                więc konsekwencje wlasnego zachowania na barki malutkiego dziecka.
                Alez oczywiscie, ze zachowanie mlodej ma wplyw na raka - mozesz jej
                to np. mowic ile rzy zje frytkę czy chipsa - ze to grozi rakiem. A
                jak Cię zdenerwuje, to mozesz się nie rozejrzeć i wpaść pod
                samochód. dokladnie takie same prawdopodobienstwo jak odebranie praw
                rodzicielskich, bo dziecko ryczy.

                Mops i kot

                img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 22.07.09, 21:34
                  Nie, no patrząc w ten sposób to machnięcie skrzydełka motyla w Peru
                  ma wpływ na trzęsienie ziemi w Chinach wink
                  A poza tym kto tu mówi o odebraniu praw rodzicielskich? Jeśli
                  istnieje podejrzenie zagrożenia dla dziecka może ew. trafić do
                  pogotowia opiekuńczego na jakiś czas. Ale w Polsce faktycznie taka
                  znieczulica panuje że dziecko mogłoby się na śmierć zawrzeszczeć a
                  nikt się nie wtrąci bo to "prywatne sprawy" uncertain
          • epreis mama biedronki 22.07.09, 13:09
            ja też nie jestem idealna, zawsze opanowana i cierpliwa-krzyczę na dzieci, dość często, moim zdaniem nawet za..
            ale w sytuacji gdy robią coś czego się nie spodziewam to jetsa moja pierwsza,niekontrolowana reakcja...

            i prostuje z 03.10.2005 to ja mam aniołka, diabełek jest z 13.08.2008-moje dzieci to niebo a ziemia ;D
            • mama_biedronki Re: mama biedronki 22.07.09, 13:39
              wiem wiem smile to było też, że też z 3.10 a nie że też diabełek smile
          • morekac Re: a propos wątku bezsilności 03.08.09, 13:40
            Na takie wrzaskle działa raczej tylko spokój... Też mam pannę - już 10 lat - z
            zamiłowaniem do efektów dramatycznych... Najlepiej robiło jej kilka chwil w
            spokoju - jak była mała, chodziła do wyzłaszczalni, gdzie mogła sobie wrzeszczeć
            do woli. teraz chodzi sobie dramatycznie szlochać do pokoju (szloch musi być
            głośny i rozdzierający...). Jak jej trochę przechodzi, to zaglądam do niej i
            rozmawiamy. Z reguły zagajenie jest typu "Widzę, że jesteś wkurzona..." i dalej
            jakoś idzie. Ale zanim doszłyśmy do tej metody, też było głośno...
    • kalosze2 Re: a propos wątku bezsilności 22.07.09, 13:27
      Nawet nie wiesz, jak Cię rozumiem, mamo_biedronki. Ja też często czułam się
      bezsilna i bez żadnego pomysłu na jutro. Z perspektywy czasu dziś mogę poradzić
      dwie rzeczy. Po pierwsze- rzeczywiście ignorować złe zachowanie. To nigdy nie
      jest proste, bo im bardziej ignorujesz, tym bardziej dzieciak chce pokazać, że
      głośniejszy ma rację. Ale co ważne, ignorować z kamienną twarzą i (mozolnie
      wypracowanym) uśmiechem. Po prostu mama-relaks. Żaden dzieciak nie będzie tak
      uparty, żeby po raz któryś z rzędu wrzeszczeć tylko po to, żeby zobaczyć, że
      NAPRAWDĘ NIC SIĘ NIE DZIEJE. Uwierz, to działa, uzbrój się w cierpliwość, po
      jakimś czasie będzie działać i na Twoja córkę.
      Druga rzecz- trzeba dziecku pokazać inne grzeczne dzieci, inne domy, inne mamy,
      dobre relacje. Bardzo, bardzo działa, kiedy Twoje słowa kierowane do krnąbrnego
      dziecka poprze inna osoba. Ja zawsze miałam wrażenie, że nic się nie zmieni,
      póki nie zmieni się otoczenie, te same sytuacje, ten sam rytm dnia i ja sama z
      tym wszystkim. Mój syn nagle przestawał mieć fochy wśród innych członków
      rodziny, na wyjazdach, przy wizytach. Patrzył okrągłymi oczami na kuzynów,
      którzy słuchali swojej mamy. Być może Twoja córka naprawdę nie ma powodów do
      wrzasków, ale tak przywykła, że sobie ich nie odmawia. Życzę powodzenia : )
      • ana119 Re: a propos wątku bezsilności 23.07.09, 16:46
        wrzaski ignorować ze spokojem na twarzy a kiedy zacznie kontaktować
        podjąć rozmowę na temat tego, że rozumiesz jej zdenerwowaniewink i
        dlaczego musiałaś odmawówić bo się o nią martwisz bo by jej
        zaszkodziło albo było to niebezpieczne itp. ale bez płaszczenia się.
        na moje dziecko to działa a wrzeszeć potrafiło DŁUUUUUUUUUUUGO
        • ana119 Re: a propos wątku bezsilności 23.07.09, 16:50
          podczas wyjaśniania dlaczego odmawiasz nie obrażaj dziecka
          • misiaczekmoj Re: a propos wątku bezsilności 24.07.09, 17:49
            Przeczytalam tylko pierwszy post.
            Jesli probujesz zmienic swiat zacznij od siebie.Jesli probujesz zmienic swoje dziecko zacznij od siebie, nigdy nie jest sie za starym i pozytek bedzie dla wszystkich wokolo.
            To dluga droga i efekty nie sa od razu.
    • oolga78 Re: a propos wątku bezsilności 25.07.09, 23:50
      HEJ big_grin
      przeczytałam wszystko i podniosłam się na duchu bo ja teoretycznie
      wiem o czym piszecie i jak się powinno postępować, czytałam
      słyszałam że nie jest łatwo wychowywać skarba, ale czasem
      człowiekowi opadają ręce, brakuje słów i staje przed murem
      samotnosci, a małe bin-ladeny budzą myśl " i po co mi to było "

      I jeszcze mąż wraca i pociesza"świtnie sobie radzisz, to normalne,
      dasz radę, tylko nie wyrywa się żeby na 3 dni je zabrać i wyjechać
      na koniec świata.

      tylko co ja bym sama robiła.......... wink)
      CI mali terroryści odbieraja man siłę ale za chwilę jednym uśmiechem
      oddają podwójną dawkę, więc....... DAMY RADĘ

      A CO DO KLAPSÓW - ODRADZAM!!!
      po co uczyć przemocy, pewnie rówieśnicy to zrobią. Ja raz nie
      wytrzymała i chciałam tak przerwać histeryczne wrzaski i obłapianie
      mojej nogi - nie pomogło, a tylko wrzosły decybele i usłyszłam co
      mi zrobiłaś,Ty stara babo, szczypie mnie, Ty łajdaczko ........
      I tak mi córka przywróciła jasność myślenia, więc jeśli tylko nie ma
      bezpiśredniego zagrożenia chyba trzeba przeczekać.

      Pozdrawiam i wspierajmy się
    • lunarei Re: a propos wątku bezsilności 03.08.09, 11:25
      jest tysiąc skutecznych kar i sposobów na uspokojenie, poza biciem i krzykiem.
      To że dzieciak wrzeszczy i urządza awantury to efekt wielu miesięcy zaniedbań
      wychowawczych a nie kwestia charakteru.
      "Zły" charakter w tym wieku to objaw bezsilności dziecka, które nie radzi sobie
      z emocjami i sytuacją i nie nauczone jest komunikacji. Dzieci biorą przykład z
      dorosłych.
      Proste metody na szybkie uspokojenie:
      - wyciszenie sie rodzica - wiem że trudne, mi samej czasem jest potwornie cięzko
      i bywa że mam ochotę udusić synkasmile Dziecko widząc wzburzenie rodzica jeszcze
      bardziej się nakręca. A wystarczy raz wybuchnąć i dzieciak wie, że kwestia
      wyprowadzenia rodzica z równowagi to odpowiednio długie darcie sięsmile
      - psuje coś w domu? - wyrzucić jakąs jego rzecz - u mnie to skutkuje
      natychmiastowo. Jak do kosza poleci kilka jego zabawek od razu zaczyna szanowac
      moją własność
      - tydzień na wyciszenie - zero bajek i słodyczy, atrakcji, duzo rozmow z
      dzieckiem, unikanie sytuacji stresujacych, po takim tygodniu mały złośnik
      wyciszy się, uspokoi i zacznie przypominać "normalne" dziecko
      - nagroda zamiast kary - umówić się z maluchem, że za dobre zachowanie bedzie
      zdobywac codziennie gwiazdki/punkty/serduszka/kuleczki itp a po tygodniu jak
      zbierze odpowiednia ilość pójdzie z rodzicami na lody, do kina itp.
      - z twoich przykładów: kompot na obrusie? natychmiastowe odejscie od stolu i
      brak bajki wieczorem, jesli wrzeszczy i sie awanturuje zabranie na tydzien
      ulubionej zabawki i polozenie na szafie na widoku. Dalsze kary nie maja sensu
      według mnie.
      - darcie się w środku nocy? a niech sie wydziera, kilka nocy zostanie olana, do
      tego rano jakas kara za zle zachowanie - np. brak slodyczy i "Złośnik" zrozumie,
      że nocne awantury się nie opłacają
      • lena.111 Re: a propos wątku bezsilności 03.08.09, 19:04
        Witam. A może ktoś mądrze mi doradzi jak dziecko w chwili szału po
        prostu "włazi" na mnie. I jak tu zachować spokój? Wcześniej
        odstawiałam ja do jej pokoju zamykałam się w łazience i miałam czas,
        żeby sie wyciszyć i być jak to ktoś mądrze napisał MAMA-RELAKS.W tej
        chwili ona nie daje mi takiej możliwości.Właśnie jestem po takim
        wścieku i wynik taki, że mam potarganą bluzkę smile Doradżcie mi więc
        Kochane Mamy jak wtedy zachować spokój?Krzyczała przez godzinę tak
        głośno, że miałam wrażenie, że za chwilę nie będzie wstanie słowa
        powiedzieć bo po prostu straci głos.Dzisiaj jestem dumna z siebie bo
        nie zdenerwowałam się na nią a przynajmniej ona nie widziała , ale
        co będzie za kolejnym, powiedzmy 30 razem? Jak być spokojnym jak
        ziecko tak sie zachowuje? Z góry dziękuję za rady. Pozdrawiam
        • morekac Re: a propos wątku bezsilności 04.08.09, 09:35
          Po 5-tej aferze zaczniesz się przyzwyczajać i wrzaski młodej będa po
          tobie spływać...
          • lena.111 Re: a propos wątku bezsilności 04.08.09, 16:47
            morekac napisała:

            > Po 5-tej aferze zaczniesz się przyzwyczajać i wrzaski młodej będa
            po
            > tobie spływać...


            hmmm... po 5-tej aferze? przeżyłam ich już z 1500 i przyzwyczaić
            się jednak trudno... za każdym razem tak samo boli...bo ja już nie
            mam sił. Szkoda mi jej bardzo bo kocham ją ponad wszystko ale czasem
            mam ochotę ją udusić. Dziś rozmawiałam z pediatrą na ten temat i
            powiedziała, że nie ma cudów,takiego dziecka się nie zmieni, ono
            musi z tego wyrosnąć.Wiedziała o czy mówi bo jej siostra też miała
            takiego rozdzirka smileA terapie z psychologiem poleciła jak
            najbardziej ale dla rodziców bo stwierdziła, że to się po prostu nie
            da wytrzymać i matka może złapać nawet stan depresyjny...I to chyba
            prawda bo ja już powoli zaczynam tracić ochotę na cokolwiek i ciągle
            tlko słyszę krzyki i młodszej i starszej nad którą moja buntowniczka
            się po prostu "pastwi" Tak jestem BEZSILNA!!!!
            • morekac Re: a propos wątku bezsilności 04.08.09, 17:22
              Za bardzo się przejmujesz... Zatyczki w uszy, a negocjacje wtedy, gdy będzie
              można zrozumieć o co chodzi bez narażenia własnych bębenków i odzienia... Potem
              rozdziera się coraz rzadziej... i rzadziej... co nie znaczy, że przestaje
              zupełnie... W takich sytuacjach musisz sobie chwilowo amputować swoją wielką
              miłość i patrzeć na swoje wrzeszczące dziecko jak na okaz przyrodniczy z wcale
              nierzadkiego gatunku wrzaskulus.
              Poza tym nawet sukces w dziedzinie komunikacji mama - córka nie gwarantuje, że
              młode nie będą się tłukły/kłóciły mniej lub bardziej potajemnie...
      • agramax Re: a propos wątku bezsilności 04.08.09, 13:10
        lunarei, z ciekawością przeczytałam złote mysli z cyklu "tysiąc
        skutecznych kar i sposobów na uspokojenie" i jakoś niewiele tam
        znajduję praktycznych rad dla mojej 6 latki;
        " tydzień na wyciszenie - zero bajek i słodyczy, atrakcji, duzo
        rozmow z dzieckiem, unikanie sytuacji stresujacych, po takim
        tygodniu mały złośnik wyciszy się, uspokoi i zacznie
        przypominać "normalne" dziecko"
        - bajki & TV na nią nie działają; słodyczy nie daję z zasady, ale ma
        do nich dostęp w przedszkolu, jak pójdzie sama do koleżanki, na
        podwórku itp.; jeżli moje dziecko jest rozdrażnione nie chce
        rozmaiać, nie zmuszę ją do siedzenia i rozmowy ze mną: co to sa
        sytuacje stresujace i jak ich unikać ?; co to jest "normalne"
        dziecko ?

        "nagroda zamiast kary - umówić się z maluchem, że za dobre
        zachowanie bedzie zdobywac codziennie
        gwiazdki/punkty/serduszka/kuleczki itp a po tygodniu jak zbierze
        odpowiednia ilość pójdzie z rodzicami na lody, do kina itp."
        na moją młodą takie rzeczy nie działają - lody czy kino to żadna
        motywacja; to co najbardziej lubi to basen, ale chodzimy tam
        regularnie, więc żadna z tego nagroda, co najwyżej kara, że nie
        pójdzie, ale nie o to chodzi;

        Czy na wasze dzieci też działają takie proste kary/nagrody jakie są
        udzielane na większości wątków typu:
        - brak słodyczy (co to za kara; czy na prawdę dziecko musi jesć
        słodycze a ich odebranie to jakiś dramat; i kto je przyzwyczaił do
        jedzenia tych słodyczy ?);
        - brak ogladania TV czy grana na komputerze (moja w ogóle nie
        zainteresowana);
        - wspólne wyjście do kina z rodzicami (przeciez to raczej standard,
        że weekend spędza się rodzinnie i wiele planów układa się pod katem
        dziecka; zwłaszcza gdy w tygodniu oboje rodzice zapracowani);

        co jeszcze macie w zestawie kar/nagród dla 6 latka/i ?
      • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 05.08.09, 13:56
        Rozczulające lunarei, gładko, prosto i poprawnie, kolejna kompilacja
        porad superniani uncertain Kwestie charakteru i błędów wychowawczych
        odłóżmy może na bok bo to można dyskutować w nieskończoność i każdy
        wie lepiej.
        Z tego "tysiąca skutecznych sposobów" akurat żaden się na mojej
        córce nie sprawdza. Słodyczy raczej nie dajemy, ale kochani
        teściowie plus przedszkole uzupełniają braki, tv młoda może nie
        oglądać i przez tydzień i jakoś jej to nie rusza. Na zabranie
        zabawki reaguje chwilowym wyciem po czym spokojnie bawi się innymi,
        a kiedy zagroziliśmy, że już jej tych zabranych zabawek nie oddamy
        tylko tata je wywiezie i odda potrzebującym dzieciom, a te które
        zniszczyła w złości wyrzucimy, to zgarnęła co miała pod ręką i
        poszła wyrzucić do kosza. Tyle.
        System punktów odłożyliśmy do lamusa bo każda awantura kończyła się
        dodatkową awanturą, że ona "była grzeczna i mamy jej nie rysować
        smutnej buźki" (u nas były smutne i uśmiechnięte buźki za złe i
        dobre zachowania). Kiedy jej obiecujemy atrakcyjną nagrodę za dobre
        zachowanie chodzi za nami i męczy że ona już teraz jest grzeczna i
        nijak nie można jej wytłumaczyć że musi "pobyć" grzeczna trochę
        dłużej, aż w koncu albo my ją ofukniemy żeby przestała piłować albo
        ona się obraża i olewa nagrodę bo jej za długo czekać.
        Wchodzenie na ambicję i chwalenie prowadzi do dialogów typu:
        -masz śliczne włoski (dała się uczesać bez awantur)
        -nie, mam brzydkie włoski

        -jesteś mój kochany pomocnik(pomogła przy obiedzie czy wieszaniu
        prania)
        -nie jestem żaden pomocnik
        etc.
        Jeśli chodzi o rozmowy to moja córka jest mistrzynią puszczania mimo
        uszu, i jeżeli nie ma ochoty rozmawiać to zwyczajnie nie porozmawia
        i już, no chyba że ją skatuję i przywiążę do krzesła, to owszem
        posiedzi i posłucha.
        Reasumując to my uprawiamy teraz partyzantkę, rozwiązujemy problemy
        na gorąco, ale to wyczerpująca psychicznie i fizycznie metoda, wiele
        przy tym zgrzytów. Z jednym tylko mogę się zgodzić, że spokój
        rodzica jest najlepszą postawą, ale ile można? Człowiek ma swoje
        ograniczenia
        • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 12:16
          -masz śliczne włoski (dała się uczesać bez awantur)
          > -nie, mam brzydkie włoski
          >
          > -jesteś mój kochany pomocnik(pomogła przy obiedzie czy wieszaniu
          > prania)
          > -nie jestem żaden pomocnik


          Tez bym Ci tak odpowiedziala. Bez obrazy, ale dziecko wyczuwa
          nienaturalnosc i wazeliniarstwo. Do meza tez tak mowisz?
          Falszywoscia dziecka nie kupisz. Moze zamiast "moj kochany pomocnik"
          powiedz po prostu "dzieki kochanie". Normalnym tonem.
          Dzieci buntuja sie przede wszystkim przeciwko... traktowaniu ich jak
          dzieci. Mowienie do nich jak do nierozumnych stworzen, jakas
          sztuczna, przeslodzona mowa tylko je nakreca. I stad corka odpowiada
          Ci jak odpowiada.
          • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 12:36
            100/100. Napisałam coś podobnego w oparciu o własne doświadczenia
            parę postów niżej.
    • morekac Re: a propos wątku bezsilności 05.08.09, 14:59
      Cóż, niedaleko pada jabłko od jabłoni... Sama piszesz, że ma po
      tobie i nie wiem, dlaczego musisz ją "złamać". Po prostu ty jesteś
      uparciuch, który nie ustąpi i ona także. Zapewne obie musicie
      nauczyć się chodzenia na kompromis.
      U mnie też nie skutkowały (i nie skutkują...) żadne słoneczka,
      punkty, afery są czasem do tej pory, zaś moje odpowiedzi mocno
      niepedagogiczne chwilami... Czy w waszym przypadku groźby o
      porzuceniu czy lanie czy jakiekolwiek rozwiązania siłowe cokolwiek
      załatwiły? Bo nie sądzę... Bo też jak mówiłam, że czegoś tam nie
      będzie, to słyszałam "To niech nie będzie!". Albo rechocik. Po
      prostu w pewnym momencie przestałam reagować na wycie i wrzaski,
      kłócić się o ubrania. Rzeczy rozmyślnie mi nie psuła. Wycie i
      wrzaski przerodziły się po pewnym czasie w afery mniejszego kalibru,
      z rozdzierającym chwilami szlochem i zamykaniem się w pokoju - ale
      wtedy wchodzę i mówię "Widzę, że jestes zła/wściekła/jest ci
      smutno". Krótka rozmowa pomaga - może się wtedy wyżalić i
      przedstawić swój punkt widzenia.
      Jeśli upiera się przy takim, a nie innym ubraniu, powiedz "Ok, ale
      bierzesz bluzę na wszelki wypadek." - i to już obywa się bez afer.
      Będzie jej zimno, to się ubierze.
      Rzeczy naprawdę cenne zlikwiduj z widoku i trzymaj pod kluczem - a
      jeśli cały dom masz bezcenny, to wybacz - nie da się mieć dziecka i
      nie mieć strat w sprzęcie.

      Wchodzenie na ambicję i chwalenie prowadzi do dialogów typu:
      > -masz śliczne włoski (dała się uczesać bez awantur)
      > -nie, mam brzydkie włoski
      >
      > -jesteś mój kochany pomocnik(pomogła przy obiedzie czy wieszaniu
      > prania)
      > -nie jestem żaden pomocnik
      A gdybyś zamiast tych tekstów o slicznych włoskach i kochanych
      pomocnikach po prostu powiedziała: "Stałaś spokojnie przy czesaniu,
      brawo." albo "Dziękuję za obranie ziemniaków/wieszanie prania,
      bardzo mi pomogłaś" etc? Bo wtedy raczej nie może ci odpowedzieć
      tak jak odpowiedziała...
      • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 09:50
        Hmm, z tym ubraniem to nie jest takie proste; ostatnio faktycznie
        puściłam ją na żywioł i nie złamała się skubana smile Całą drogę do
        przedszkola dylała w krótkim rękawku sina z zimna i piszcząc, że
        uszy (sic!) jej marzną, ale bluzy sobie założyć nie dała. I jeszcze
        gdybyż jakieś wnioski z tego wyciągnęła, ale gdzie tam. Nadal nie
        daje się ubrać jak jest chłodniej. Kaszle, kicha, i przemarza,
        uparciuch.
        Natomiast z tym chwaleniem to też doszłam do tego, że może w
        niewłaściwy ton uderzam. Ona nie lubi czułostkowości ani cieciania,
        też ma to po mnie, może po prostu wyczuwa nutę fałszu w tych moich
        słodzeniach wink W każdym razie dzięki, morekac, za podpowiedź
        • ana119 Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 09:56
          kiedy na dworze zimno a ona idzie w krótkim rękawie bo tak CHCE to
          ja bym tylko krótko stwierdziła coś w stylu "widzę że masz gęsią
          skórkę na rękach" i dalej cisza w tym temacie. olać a sama zmieni
          zdaniewink
        • lena.111 Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 11:44
          mama_biedronki napisała:

          > Hmm, z tym ubraniem to nie jest takie proste; ostatnio faktycznie
          > puściłam ją na żywioł i nie złamała się skubana smile Całą drogę do
          > przedszkola dylała w krótkim rękawku sina z zimna i piszcząc, że
          > uszy (sic!) jej marzną, ale bluzy sobie założyć nie dała. I
          jeszcze
          > gdybyż jakieś wnioski z tego wyciągnęła, ale gdzie tam. Nadal nie
          > daje się ubrać jak jest chłodniej. Kaszle, kicha, i przemarza,
          > uparciuch.

          Moja też by się nie złamałasmile Mamo biedronki mam wrażenie ,że nasze
          małe są bardzo do siebie podobne.Moja potrafi być przez pieresze 5
          min urocza a przez następne przeistoczyć się w potworka smileI to już
          nawet nie jest tak ,że musi się coś zdarzyć, żeby uczynić histerię,
          Ona już po prostu taka jest, że wszystko jest na nie i ciągle jest
          skwaszona ( no chyba, że ma te akurat swoje 5 min bycia aniołkiem :-
          )) Moja też nie lubi czułostkowości- wczoraj np rozmawiamy coś o
          kobietkach no to ja jej mówię - "Ty jesteś moją najukochańszą
          kobietka: dając jej przy tym czułego buziak. na co Ona " ja nie
          jestem kobietką" tupiąc przy tym nogami i wrzeszcząc ile sił w
          płucach sad No i co Wy na to? Czasem po prostu nie wiem jak mam się
          odezwać, żeby nie obrazić mojej małej damy smilePsycholog radziła,
          żeby najlepiej unikać histerii i jej nie prowokować. Ale jak mam to
          robić skoro ja nie wiem co ją w danej chwili wkurzy?
          • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 12:33
            Moja też nie lubi czułostkowości- wczoraj np rozmawiamy coś o
            > kobietkach no to ja jej mówię - "Ty jesteś moją najukochańszą
            > kobietka: dając jej przy tym czułego buziak. na co Ona " ja nie
            > jestem kobietką" tupiąc przy tym nogami i wrzeszcząc ile sił w
            > płucach sad

            - doskonale ją rozumiem i tak samo zachowałabym się na jej miejscu.
            Tak samo się zresztą zachowywałam, bo mój ojciec całe życie odzywał
            się do mnie w ten sposób. Chyba nigdy, a włóczę się już po tym
            świecie dobrych kilkadziesiąt lat, nie zwrócił się do mnie po
            imieniu, tyko np. aniołku. Póki byłam dzieckiem i młodą kobietą,
            reagowałam tak samo, dzisiaj patrzę z pobłażliwością na niedołężnego
            starca. Tego rodzaju czułostkowość denerwuje dzieci ze zrozumiałych
            powodów. Po pierwsze jest to nadmierne infantylizowanie, a dziecko
            wcale nie chce być traktowane infantylnie. Jest człowiekiem i
            oczekuje bycia traktowanym poważnie, zaś mówienie do dziecka
            per "kobietko", "piękne włoski", "kochany pomocnik" etc. wskazuje,
            że dziecko traktowane jest jako ktoś inny, młodszy, niedojrzały, że
            uczucie matki jest niesymetryczne. Dziecko nie jest głupie, by tego
            nie rozumieć. Po drugie - co to znaczy: jesteś moją naujukochańszą
            kobietką? Przecież to jest pusty frazes i dziecko też to rozumie.
            Moim zdaniem prawdziwa czułość polega na tym, że dziecko czuje, że
            rodzice traktują je poważnie i dostrzegają, że np. zrobią mu z
            zaskoczenia miłą niespodziankę, bo znają jego marzenia, bo chcą mu
            zrobić to, co ono lubi etc. A nie tylko rzucają pusty frazes o
            najukochańszej kobietce.
            • lena.111 Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 13:06
              Jest człowiekiem i
              > oczekuje bycia traktowanym poważnie, zaś mówienie do dziecka
              > per "kobietko", "piękne włoski", "kochany pomocnik" etc. wskazuje,
              > że dziecko traktowane jest jako ktoś inny, młodszy, niedojrzały,
              że
              > uczucie matki jest niesymetryczne. Dziecko nie jest głupie, by
              tego
              > nie rozumieć. Po drugie - co to znaczy: jesteś moją naujukochańszą
              > kobietką? Przecież to jest pusty frazes i dziecko też to rozumie.

              Myślę, że troszkę się zagalopowałas.... Przecież nie o to chodzi ,że
              do mojej córuni mowię tylko tak, chodziło o to ,że jak powiem coś w
              danym momencie co ona nie będzie chciała usłyszeć to awantura
              gotowa, a nie o tą kobietkę smileHisterie zrobi mi np za to że przed
              chwilą nie zdrobniłam jej imienia a ona właśnie chciała żeby je
              zdrobnić, i odwrotnie. Wydaje mi się ,że niektórzy za bardzo się
              doszukują jakiś ukrytychpod tekstów w zachowani takich małych
              diablątek, a one chyba po prostu TAKIE SĄ i nie ma co analizować, że
              żle je wychowujemy, za mało/dużo ciepła itp. Zastanawiam się czy Ty
              też srebrnarybko masz takiego diabełka w domu czy to czysta teoria?
              Wiem też ze ludzie mają skłonności do przesady jeśli chodzi o ich
              dzieciaczki ale uwierz mi moja malutka to naprawde da popalić.
              Starsza za to bardzo grzeczna , spokojna ale za to okrutny niejadek.
              i ostatnio rozmawiam z taką panią ,że jej córa to też
              strasznyniejadek no więc pytam to co je na co Ona : każdą zupę,
              mięso, ziemniaki tylko że wędlin nie je ani warzyw.Ręce mi opadly bo
              moja oprócz tych wędlin i warzyw nie je też zup, zemniaków i mięsa.
              Dlatego też pytam się czy Ty wiesz jakie to jest trudne dziecko czy
              ttylko tak Ci się wydaje bo Twoje Raz czy dwa z konkretnego powodu
              zrobiło histerię? Przepraszam jak kogoś uraziłam, ale troche mnie
              poniosło.
              • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 14:39
                Napisałam Ci z perspektywy dziecka, bo doskonale pamiętam,
                dlaczego "histryzowałam" w dzieciństwie i co mi się nie podobało w
                czułostkowymm zachowaniu mojego ojca. Reakcja Twojej córki,
                Biedronki oraz past d.o.s.i. nieco wyżej, skomentowany też przeze
                mnie, świadczą, ze coś jest na rzeczy. Sprawę pamiętam dokładnie z
                dziecińswa - to nie była żadna histeria, tylko bezsilność wobec
                czułotkowości mojego ojca, której nie znosiłam. Brak protestu
                świadczyłby, że odpowiada mi ten sposób wyrażania uczuć czy też
                wręcz włączałby mnie w to jako córkę, też przecież kochającą ojca. A
                ja chciałam zupełnie innego sposobu wyrażania miłości między nami:
                chciałam, by ojciec postrzegał mnie nie jako aniołka, złotko etc.,
                tylko jako konkretną osobę ze swoimi marzeniami, poglądami i całą
                osobowością. Niestety nigdy do tego nie doszło i mój ojciec nigdy
                nie poznał mnie jako człowieka, ani 3letniego ani 45letniego. Kochał
                tylko wyimaginowanego aniołka czy złotko, produkt własnej wyobraźni.
                I ja, jako 3letni aniołek, naprawdę to rozumiałam, tylko nie
                potrafiłam tego wyrazić tak, jak dzisiaj.
                A swoją drogą - uderz w stół - nożyce się odezwą. Przeczytaj swój
                post. Ani razy nie użyłaś określenia "córka", naturalnego i
                powszechnie używanego. Piszesz "córunia", "córa", czyli nadal
                infantylizujesz nawet to neutralne określenie. Mój ojciec też nigdy
                nie określał mnie jako "córkę", zawsze mówił "córa", co mnie także
                irytowało, bo wiedziałam, jak brzmi po polsku nazwa tego stopnia
                pokrewieństwa. Mój ojciec też wie, językiem polskim posługuje się
                precyzyjnie choćby dlatego, że jest emerytowanym uniwersyteckim
                profesorem polonistyki. Doskonale wiedział, albo czuł, co chce
                wyrazić mówiąc o mnie "córa", a nie "córka" i zwracając sie do mnie
                nie po imieniu, tylko per "aniołku". Chciał wyrazić infantylne
                uczucie do "aniołka", a nie do normalnego człowieka, córki właśnie.
                I jeśli Twoją córkę drażnią Twoje czułostkowości - pomyśl o tym.
                • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 14:44
                  P.S. Podobny wydźwięk ma też dla mnie nazywanie dziecka, nad ktorym
                  trudno zapanować "diablątkiem". To jest znowu infantylizowanie. Czy
                  nie lepiej napisać, że dziecko jest uparte, nerwowe, ma skłonność do
                  historii, przeczulone etc.? Tego rodzaju sformułowania są neutralnym
                  opisem cech dziecka. Natomiast w słowie "diablątko" z jednej strony
                  zawarte jest całkowite niezrozmienie zachowania dziecka,
                  którego "wybuchyh" są spowodowane jakąś nieprzewidywalną przyczyną,
                  jak u diabła, którego zachowań nie sposób przewidzieć, z drugiej
                  strony, poprzez zdrobnienie, wyrażą się pobłażliwość dorosłego wobec
                  dziecka, które nawet porządnym diabłem być nie może, jest tylko
                  diablątkiem.
                  • mama303 Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 20:11
                    srebrnarybka napisała:

                    > P.S. Podobny wydźwięk ma też dla mnie nazywanie dziecka, nad
                    ktorym
                    > trudno zapanować "diablątkiem". To jest znowu infantylizowanie

                    A "diabełek" lepiej?
                    Nie demonizujmy. Czułe i zdrobniałe nazywanie dziecka nie musi
                    oznaczać lekceważenia lub pobłażania. U nas w domu rodzinnym moje i
                    siostry imię rodzice zdrobniali na 100 sposobów, byłyśmy tez
                    aniołkami, żabkami, gwiazdeczkami i co tam chcecie. Przyznam że
                    wspominam to z rozrzewnieniem i nigdy nie poczułam sie przez to
                    jakaś niedowartościowana czy infantylizowana. Zreszta ja
                    słowo "mama" tez zdrabniam do dziesiaj na sto sposobów. No tak sie
                    do siebie lubimy zwracać. Podobnie zwracam sie do swojej córki i ona
                    do mnie a i do męża mam kilka zdrobnień wink.
                    Sorry ale w Twoich relacjach z ojcem musiało być ogólnie coś nie tak
                    jesli zdrobnienia tak Ci przeszkadzały.
                    • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 20:45
                      A "diabełek" lepiej?

                      - nie lepiej. Tak samo. Dziecko to CZŁOWIEK, a nie diabełek,
                      aniołek, żabka, złotko czy skarbeczek. Takie określenie jest możliwe
                      w chwilach jakiejś szczególnej czułości, ale nie wtedy, kiedy
                      opisuje się poważny problem wychowawczy. Bo jeśli mamy diabełka czy
                      diablątko, to zakładamy 1. że wybuchy złości są zupełnie
                      nieracjonalne i jedyne, co można zrobić, to diabełka poskromić
                      (polecam nowelkę Boccacia o poskramianiu diabła, ale ona nie nadaje
                      się do omawiania na forum "Wychowanie"). 2. Zdrobnienie w sytuacji,
                      gdy całe określenie dotyczy niepożądanych cech, jest protekcjonalnym
                      lekceważeniem dziecka, które nie dość, że nie jest człowiekiem,
                      tylko jakimś niezrozumiałym żywiołem, to jeszcze na dodatek jego
                      złość czy inne zachowania nie są poważne, bo czy diabełka można
                      traktować poważnie? W swoich postach starałam się dowodzić, że
                      niektóre wybuchy złości mają swoje racjonalne powody i można tak
                      postępować, by dziecka nie drażnić. Trzeba tylko w dziecku dostrzec
                      nie nierozumnego diabełka, ale człowieka, który ma swoją
                      indywidualność, przekonania, poglądy, przyzwyczajenia i ulubione
                      sposoby zachowania. I np. nie ma żadnego powodu, żeby do dziecka,
                      które nie lubi być zdrabniane albo nazywane aniołkiem zwracać się w
                      ten sposób. I czy to jest wielkie wyrzeczenie dla rodzica, by zacząć
                      mówić dziecku po imieniu zamiast aniołku?
                      Jeśli Tobie i Twoim siostrom spieszczenia sprawiały przyjemność, to
                      OK. Ale nie każdemu sprawiają, więc okazywanie miłości poprzez
                      nazywanie kogoś w sposób, który sprawia mu przykrość, jest cokolwiek
                      dziwnym okazywniem miłości. Chyba, że to nie chodzi o miłość do
                      dziecka. Nie o to, że rodzic kocha dziecko, tylko jest w dziecku
                      zakochany. A to pewna różnica.

                      Sorry ale w Twoich relacjach z ojcem musiało być ogólnie coś nie tak
                      > jesli zdrobnienia tak Ci przeszkadzały

                      Napisałam przecież jasno, co było nie tak w relacjach ojca ze mną
                      (nie moich z ojcem, bo to ojciec je tak ukształtował). Nie traktował
                      mnie jak człowieka, tylko jak maskotkę, i sposób zwracania się do
                      mnie znakomicie to wyrażał.
                      • mama303 Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 22:16
                        srebrnarybka napisała:

                        ,
                        > aniołek, żabka, złotko czy skarbeczek. Takie określenie jest
                        możliwe
                        > w chwilach jakiejś szczególnej czułości, ale nie wtedy, kiedy
                        > opisuje się poważny problem wychowawczy.

                        Poważny problem można opisywywać z czułoscią szczególnie gdy jest
                        mowa o kims bardzo kochanym.

                        >Bo jeśli mamy diabełka czy
                        > diablątko, to zakładamy 1. że wybuchy złości są zupełnie
                        > nieracjonalne i jedyne

                        Alez oczywiscie że wybuchy u dziecka bywają nieracjonalne stąd to
                        własnie okreslenie bardzo pasuje.

                        > Trzeba tylko w dziecku dostrzec
                        > nie nierozumnego diabełka, ale człowieka, który ma swoją
                        > indywidualność, przekonania, poglądy, przyzwyczajenia i ulubione
                        > sposoby zachowania.

                        A czasem trzeba dostrzec także diabełka z małym rozumkiem który
                        sobie nie radzie z emocjami i musi pokrzyczeć i nie rotrząsac
                        kazdego wybuchu nieracjonalnego buntu czy sprzeciwu że akurat mama
                        powiedziała "kobietko" czy krzywo spojrzała. Rodzice którzy zbyt
                        przejmuja się buntami swoich kilkulatków właśnie mają skłonnośc do
                        zbyt poważnego traktowania swoich dzieci i maja jakieś wygórowane
                        oczekiwania, dlatego sobie nie radzą.

                        >I np. nie ma żadnego powodu, żeby do dziecka,
                        > które nie lubi być zdrabniane albo nazywane aniołkiem zwracać się
                        w
                        > ten sposób. I czy to jest wielkie wyrzeczenie dla rodzica, by
                        zacząć
                        > mówić dziecku po imieniu zamiast aniołku?

                        Nie jestem przekonana czy akurat temu konkretnemu dziecku akurat
                        ten "aniołek" tak przeszkadzał czy tez przeszkadzało mu wszystko. A
                        za chwilę zdenerwowałby ją np. brak "aniołka" smile

                        > Napisałam przecież jasno, co było nie tak w relacjach ojca ze mną
                        > (nie moich z ojcem, bo to ojciec je tak ukształtował). Nie
                        traktował
                        > mnie jak człowieka, tylko jak maskotkę, i sposób zwracania się do
                        > mnie znakomicie to wyrażał.

                        Ale gdyby Cie nie traktował jak maskotke to pewnie zdrobienia nie
                        byłyby Ci niemiłe.
                        • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 23:02
                          Poważny problem można opisywywać z czułoscią szczególnie gdy jest
                          > mowa o kims bardzo kochanym

                          nie, bo się je w ten sposób bagatelizuje. Czy gdybym 4 lata temu
                          powiedziała, że moja mamunieńka dostała raczka i grozi jej śmiertka
                          (na szczęście już nie grozi), byłobo to adekwatne do powagi sytuacji?

                          Alez oczywiscie że wybuchy u dziecka bywają nieracjonalne stąd to
                          > własnie okreslenie bardzo pasuje.

                          zapewne bywają, ale w sytuacji, którą dyskutujemy, są jak
                          najbardziej racjonalne i mają określoną przyczynę, łatwą do
                          wyeliminowania. Może i inne też są racjonalne, tylko rodzice zamiast
                          uznawać dziecko, rzekomo kochanego aniołka, za diabełka,
                          jednocześnie zasypując je infantylnymi czułościami, spróbowali
                          lepiej poznać OSOBOWOŚĆ swojego dziecka, może znaleźliby więcej
                          przyczyn i więcej wybuchów złości okazałoby się racjonalnych. Ale
                          łatwiej jest powiedzieć do dziecka "aniołku" niż próbować je
                          zrozumieć.

                          A czasem trzeba dostrzec także diabełka z małym rozumkiem

                          jeżeli ktoś traktuje swoje dziecko jako diabełka z małym rozumkiem,
                          to nie dziwię się, że tak traktowane dziecko ma wybuchy złości.

                          Rodzice którzy zbyt
                          > przejmuja się buntami swoich kilkulatków właśnie mają skłonnośc do
                          > zbyt poważnego traktowania swoich dzieci i maja jakieś wygórowane
                          > oczekiwania, dlatego sobie nie radzą.


                          na tym wątku pisały matki, które sobie nie radzą z wybuchami złości
                          traktowanymi przez nie jak nieracjonalne zachowania diabełków, a nie
                          te, które zbyt analizują te wybuchy. O dziwo takie jakoś o radę nie
                          proszą.

                          Ale gdyby Cie nie traktował jak maskotke to pewnie zdrobienia nie
                          > byłyby Ci niemiłe


                          gdyby mój ojciec traktował mnie jak człowieka, a nie jak maskotkę,
                          to rozumiałby mnie na tyle, że w ogóle nie używałby zdrobnień.
                    • lena.111 Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 22:18
                      Czułe i zdrobniałe nazywanie dziecka nie musi
                      > oznaczać lekceważenia lub pobłażania. U nas w domu rodzinnym moje
                      i
                      > siostry imię rodzice zdrobniali na 100 sposobów, byłyśmy tez
                      > aniołkami, żabkami, gwiazdeczkami i co tam chcecie. Przyznam że
                      > wspominam to z rozrzewnieniem i nigdy nie poczułam sie przez to
                      > jakaś niedowartościowana czy infantylizowana. Zreszta ja
                      > słowo "mama" tez zdrabniam do dziesiaj na sto sposobów. No tak sie
                      > do siebie lubimy zwracać. Podobnie zwracam sie do swojej córki i
                      ona
                      > do mnie a i do męża mam kilka zdrobnień wink.
                      Dziękuję Ci mama303za to stwierdzenie bo po postach srebrnarybki
                      już zaczynałam myśleć ,że rodzice którzy używają pieszczotliwych
                      zwrotów do dzieci (jak ja zreszta)traktują je infantylnie smile
                      • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 23:33
                        Problem tylko w tym, że zwracasz się pieszczotliwie do dziecka, a
                        ono reaguje wybuchem złości. Najwyraźniej mu to nieodpowiada. Jaki
                        jest więc sens wyrażania miłości w sposób, który drażni kochaną
                        osobę? Czy miłość wyraża się poprzez robienie kochanej osobie
                        przykrości? Czemu ma służyć ta czułość, jeśli nei radości dziecka
                        (bo temu najwyraźniej nie służy). Zatem sprawia przyjemność tylko
                        rodzicowi. I tu jest sedno sprawy. Dzieci w ogóle nie są po to, by
                        sprawiać rodzicom przyjemność i zaspokajać ich potrzeby emocjonalne.
                        Dzieci są po to, by sensownie przeżyły życie, a rodzice - by je do
                        tego przygotowali, I tyle.
                        • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 01:17
                          Srebrnarybko. Podzielam w pelni Twoj tok rozumowania i mysle, ze obie "czujemy"
                          problem b. podobnie - podejrzewam ze wynika to z podobnych doswiadczen z
                          dziecinstwa i tego, ze dokladnie pamietamy jak czulysmy sie wtedy jako dzieci i
                          dobrze rozumiemy mala Julke.

                          Otoz, potwierdze. To co sie wydaje nieracjonalnym wybuchem zlosci u dziecka jest
                          zawsze racjonalne. I ZAWSZE ma przyczyne. Mozna jej nie widziec, lub nie chciec
                          zauwazyc, ale ta przyczyna istnieje. Nie ma czegos takiego jak nieracjonalne
                          zachowanie. Po prostu.

                          Ja ogolnie dziele rodzicow na trzy grupy. Pierwsza grupa, to grupa wyznajaca
                          zasade, ze "dzieci i ryby glosu nie maja". Ulubionym zwrotem takiego rodzica
                          jest "nie wolno" oraz "nie rusz". Generalnie dziecko ma byc podporzadkowane, ma
                          sie zbyt duzo nie odzywac i generalnie jest "gowniarzem" nie majacym prawa do
                          wlasnego zdania, bo co tez ono moze wiedziec. Rodzic generalnie decyduje we
                          wszystkich sprawach, jest alfa i omega i dokladnie wie, czy dzis nalezy zalozyc
                          kurteczke na spacerze, czy nie.

                          Druga grupa, to przegiecie w druga strone - rodzic typu "aniolku kochany, masz
                          tu soczek kochanie, och jak ja Cie kocham, tak Cie kocham, ze chyba Cie udusze z
                          tej milosci". Dziecko w takim modelu traktowane jest jaka troche malo rozumna
                          maskotka. Rodzic nie zauwaza, ze dziecko to myslace stworzenie.

                          W obu grupach ulubionym zajeciem dzieci jest BUNT. Bo zaden z tych modeli (choc
                          sa skrajne wobec siebie) tak naprawde nie szanuje dziecka jako rozumnej
                          jednostki. I nie daje mu prawa do posiadania wlasnego rozumu.

                          No i trzecia grupa - rodzic traktujacy swoje dziecko z szacunkiem. Widze po
                          znajomych, ze tacy maja naprawde fajne dzieci. Ale traktuja je NORMALNIE. A
                          dzieci nie maja powodu do buntu. W takich rodzinach kwestia tego, ze dziecko nie
                          chce zalozyc kurteczki na spacerze nie urasta do rangi dramatu i proby sil.
                          Acha, nie chcesz kurtki? OK. Na wszelki wypadek wezme, jakbys chcial pozniej to
                          powiedz, to Ci dam. End of story. Wilk syty i owca cala, a dziecko nie musi
                          marznac i oddawac zycia w obronie swego honoru, bo zwyczajnie poprosi o kurtke
                          jak bedzie mu zimno bez poczucia, ze oto ponioslo kleske w starciu z rodzicem.
                          • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 08:43
                            Miło mi, że mnie wspierasz, ale niestety obawiam się, że jestesmy w
                            mniejszości. Idea, by trakować dziecko poważnie, nie jest zbyt
                            popularna. Co do modeli, które opisałaś - pełna zgoda, z tym, żę
                            zauważma jeszcze jeden: mieszankę modeli i 2. Tzn. jak rodzice mają
                            ochotę pobawić się dzieckiem, to jest ono ukochanym aniołkiem,
                            gwiazdeczką, złotkiem etc. Po czym, jak im mija, to wracają do
                            modeli nr 1. Bo generalnie istotą obu modeli jest to, że dziecka nie
                            traktuje się jak człowieka. A maskotki czasmai się nudzą.
                            Najgorsze jest to, że możemy sobie pisać do upojenia. Foremki, które
                            prosiły o radę, nic nie zrozumiały i wymiękły i dalej ruszą
                            poskramiać swoje anołki/diabłeki. A Tobie polecam w ramach
                            odprężęnia nowelkę Boccaccia o poskarmianiu diabła (DEkameron,
                            nowelka pt. Diabeł i pieekło). Tylko nie czytaj jej dziecku.
                            Pozdrawiam
                          • lena.111 Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 08:46
                            Druga grupa, to przegiecie w druga strone - rodzic typu "aniolku
                            kochany, masz
                            > tu soczek kochanie, och jak ja Cie kocham, tak Cie kocham, ze
                            chyba Cie udusze
                            > z
                            > tej milosci". Dziecko w takim modelu traktowane jest jaka troche
                            malo rozumna
                            > maskotka. Rodzic nie zauwaza, ze dziecko to myslace stworzenie.
                            >
                            > W obu grupach ulubionym zajeciem dzieci jest BUNT. Bo zaden z tych
                            modeli (choc
                            > sa skrajne wobec siebie) tak naprawde nie szanuje dziecka jako
                            rozumnej
                            > jednostki. I nie daje mu prawa do posiadania wlasnego rozumu.

                            Naprawdę nie mieści mi się to w głowie jak można rodzica- który
                            zwraca się z czułością do małego dziecka- w ten sposób
                            zaszeregować? Myślę,że to tego potrzebna jest bardziej wnikliwa
                            obserwacja. Według tego modelu wszystkie rodziny jakie znam ( a
                            uwierz mi w swojej pracy mam z nimi sporo do czynienia) to rodziny,
                            które nie szanują swoich dzieci. Nie jestem wcale
                            zwolenniczką "ciuciania" i jak np. podaje ten sok (z przykładu) to
                            po prostu stwierdzam "proszę, mówiłaś JULECZKO, że chce Ci się pić"
                            I co, to ,że zdrobniłam jej imie to oznaka braku szacunku z mojej
                            strony? nie sądze. Jeszcze jedno- mam starszą córkę (8 lat) i ona
                            zdrabnianie swojego imienia traktuje jako między innymi przejaw
                            mojej miłości(piszę między innymi bo zaraz się posypie, że tylko tak
                            okazuję miłość swoim dzieciom smile. Ja równiez nie mam z tym problemu
                            i lubię gdy mąż czy inne bliskie mi osoby zdrabniają moje imie i
                            czuło się do mnie zwracają, i nie czuję się wcale,żeby mnie olewali.
                            • lena.111 Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 09:04
                              Aaaa... i jeszcze jedno. Oczywiście zgadzam się z Tobą D.o.s.i.a ,
                              że tego typu modele rodzin istnieją ( sama się o nich na studiach
                              uczyłam smile), ale też uważam, że aby się już "zakwalifikować" do
                              owej grupy to trzeba ju skrajnie "aniołkować" swoim dzieciom (czyli
                              po prostu "słodycz" na każdym kroku) A mój przypadek czy pewnie 90%
                              tego forum do tych skrajności sie nie zalicza.Pozdrawiam
                              • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 09:08
                                Czy masz w takim razie inne wytlumaczenie na "nieracjonalne" zachowania swojej
                                corki?
                            • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 09:07
                              Leno. Ale to naprawde nie chodzi o to, ze nie wolno do dziecka zwracac sie
                              pieszczotliwie. Ze nie mozna zdrobnic imienia. Kurcze, przeciez miedzy doroslymi
                              tez to funkcjonuje. Chodzi o to, zeby wiedziec kiedy sie to robi. Zeby nie
                              ciumkac dziecku bezprzytomnie i non stop. Zeby nie chodzic za nim i nie
                              przytakiwac "ale sie slicznie ubrales, brawo, oj jaki piekny chlopczyk, oj jak
                              sie ladnie bawisz sloneczko, ojej jaka mamusia jest dumna ze swojego aniolka".
                              Zeby nie odpowiadac np. dziecku mowiacemu cos z przejeciem "tak, tak Juleczko, a
                              mamusia Ci juz obiadek przygotuje, tak aniolku Ty moj kochany". Znac proporcje!
                              Widocznie zle to opisuje, ale naprawde nie chodzi mi tu tylko o zdrobnianie.
                              Raczej o caloksztalt zwracania sie do dziecka - ton, tresc. Uzywajmy zdrobnien,
                              ale niech reszta wypowiedzi bedzie powazna, bez tej nadmiernej pieszczoty.

                              Widzisz. Przepraszam, ze sie czepie, ale nawet ten tekst "proszę, mówiłaś
                              JULECZKO, że chce Ci się pić" mnie wkurzyl smile Ja mam ochote tupnac noga i
                              powiedziec "wcale nie mowilaaaaaaaaam!". Bo to zdanie samo w sobie jest
                              protekcjonalne i sztuczne. Na zasadzie "dobra maskotka, ladnie dziecko
                              poprosilo, oto prosze Twoja woda, o widzisz jak mamusia ladnie do Ciebie mowi".
                              Dla mnie naprawde nie jest to jezyk dla dziecka. Jest sztuczny po prostu.
                              Dlaczego nie dac wody i bez zbednego komentarza, NORMALNYM tonem powiedziec
                              "prosze Juleczko, Twoja woda". I tyle. Dziecku wystarczy samo zdrobnienie, nie
                              musi tego uslyszec slodkim glosikiem mamusi.
                              • lena.111 Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 09:43
                                Widzisz. Przepraszam, ze sie czepie, ale nawet ten tekst "proszę,
                                mówiłaś
                                > JULECZKO, że chce Ci się pić" mnie wkurzyl smile Ja mam ochote tupnac
                                noga i
                                > powiedziec "wcale nie mowilaaaaaaaaam!". Bo to zdanie samo w sobie
                                jest
                                > protekcjonalne i sztuczne. Na zasadzie "dobra maskotka, ladnie
                                dziecko
                                > poprosilo, oto prosze Twoja woda, o widzisz jak mamusia ladnie do
                                Ciebie mowi".
                                > Dla mnie naprawde nie jest to jezyk dla dziecka. Jest sztuczny po
                                prostu.
                                > Dlaczego nie dac wody i bez zbednego komentarza, NORMALNYM tonem
                                powiedziec
                                > "prosze Juleczko, Twoja woda". I tyle. Dziecku wystarczy samo
                                zdrobnienie, nie
                                > musi tego uslyszec slodkim glosikiem mamusi.

                                A wiesz, że tu się zTobą zgadzamsmile też mnie wkurza ta forma :
                                mówiłaś, prosiłaś itp., ale pani psycholog stwierdziła, że
                                taki "tekst" lepiej do niej trafi smile ja lubię formę " siadaj Jula,
                                jest obiad" czy po prostu "chodź na obiad" a nie "mówiłaś, że jesteś
                                głodna więc chodź na obiad". Szczerze mówiąc jak bym do niej
                                niepowiedziała ona idzie na ten obiad, ale faktycznie dla mnie ta
                                forma jest b. sztuczna.

                                P.s na jakiej podstawie stwierdzasz, że ja ciumkam dziecku non-
                                stop?smile Też mnie to wkurza , a widzę czesto u mojej koleżanki,
                                która wita swoje dziecko jak przychodzi po nie do przedszkola (
                                oczywiście usta w dziubek) "uuuuu moja majutka dzieczynka, cio
                                jadła, śpało moje śłonećko" Krew zalewa smile

                            • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 09:09
                              Kochana, sama opisałaś, jak olałaś opowiadanie córki o lalkach-
                              kobietkach, przerywająć jej czułym i infantylnym okrzykiem, bo Ty
                              miałaś ochotę okazać jej czułość, a ona chciała w tym momencie,
                              żebyś jej wysłuchała. Nie została wysłuchana, tylko potraktowana jak
                              przytulak i dlatego wybuchła. To Ty miałaś potrzebę przytulanki, nie
                              ona. Tłumaczymy Ci to od wieczora, ale Ty wolisz traktować swoje
                              dziecko z jednej strony jak eterycznego aniołka, z drugiej - jak
                              bezrozumną idiotkę, która drze się niewiadomo czego, chociaż powód
                              widoczny, jak na dłoni. Jeśli będziesz ją tak dalej traktowała,
                              będzie wybuchać, bo ona chce być wysłuchana, a nie tylko głaskana.
                              Cała dyskusja dowodzi, że nie potrafisz dostrzec potrzeb Twojej
                              córki, jeśli one nie są zbieżne z Twoimi. Jeśli córka ma ochotę się
                              przytulić i nazywa siebie aniołkiem, to OK, bo to lubisz. Ale
                              wysłuchać ważnej rzeczy, którą dziecko ma Ci do opowiedzenia i z
                              której jest dumne - w życiu, bo Ty nie odczuwasz takiej potrzeby.
                              Wcale się nie dziwię Twojej córce.
                • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 17:02
                  Srebrnarybko. Doskonale opisujesz to co i ja czuje. Moj ojciec
                  odzywal sie do mnie tylko i wylacznie per "dziecko". "Dzieckiem"
                  jestem do tej pory. I nawet teraz, gdy mam 30 pare lat, potrafi mnie
                  to wyprowadzic z rownowagi, do tego stopnia, ze normalnie jak
                  dziecko... tupie ze zlosci. Pamietam, gdy majac lat 20 pare zrobilam
                  mu karczemna awanture z tego powodu. Pierwszy raz wtedy w jego
                  obecnosci uzylam przeklenstw. Byl to wyraz bezsilnosci i niezgody na
                  to, ze nie traktuje mnie jako NORMALNA osobe. On pewnie pomyslal, ze
                  jestem rozwydrzona, niezrownowazona malolata, a dla mnie to byla
                  walka po prostu.

                  Jestem wyczulona na te kwestie. Dzieci trzeba traktowac jako rownych
                  sobie, a nie infantylne przyglupy. Az tyle i tylko tyle. Dziecko sie
                  za to potrafi doskonale odwdzieczyc.

                  Ja tez zauwazylam w postach Leny ta maniere "coreczka, kobietka"
                  itp. itd. I absolutnie nie dziwie sie, ze corka reaguje w taki
                  sposob.
                • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 12:54
                  A wyjaśnij mi może, srebrnarybko, co to znaczy "napisałam ci z
                  perspektywy dziecka"?? Od kiedy to masz monopol na znajomość
                  perspektywy dzieci? Dziecko dziecku nierówne, a o perspektywie córki
                  leny czy mojej możesz się wypowiadać wyłącznie w niewiele znaczących
                  ogólnikach. Piszesz wyłącznie ze SWOJEJ WŁASNEJ perspektywy jako
                  dziecka i to jak sama twierdzisz nieco skrzywionej traumą po takich
                  a nie innych układach z ojcem
                  • kura17 Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 13:02
                    alez oczywiste jest, ze ona napisala z WLASNEJ perspektywy.
                    niemniej jesdnak z wlasnej perspektywy DZIECKA.
                    czyli pokazala, jak dziecko Lenki MOZE sie czuc.
                    oczywiscie nie musi, ale moze.

                    wiec czemu nie sprobowac popatrzyc na to z tej strony?
                    przeciez Rybka i Dosia nie proponuja jakis radykalnych, nieodwracalnych srodkow
                    (typu wszczepienie chipa, czy srodku uspokajajace dla dziecka wink). a raczej
                    modyfikacje zachowania rodzicow. moze warto sie zastanowic i sprobowac? moze
                    utrafily w sedno i bedzie poprawa? a jesli nie, jesli bedzie widac, ze nie tedy
                    droga, to zawsze mozna dzialan zaniechac, nic sie nie stanie!
                  • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 13:04
                    Napisałam, jak odczuwałam te sprawy jako dziecko. Ponieważ córka
                    Leny reaguje podobnie na podobne zachowania, a nie ma innego pomysłu
                    na wyjaśnienie tych zachowań, warto rozważyć, czy nie kieruje się
                    tymi samymi motywami? Chyba lepiej przynajmniej to rozważyć, niż z
                    góry założyć, że ma wybuchy złości, bo jest nierozsądnym diablątkiem.
              • morekac Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 15:18
                Myślę, że powinnać zacząc jej uczucia i nazywać je po imieniu...
                twoja córka nie jest ani aniołkiem, ani diablątkiem, jest po prostu
                dzieckiem, które ma problem z wyrażaniem swoich emocji. Dzieci też
                mają swoje problemy, swoje emocje i czasami mają gorsze dni, a
                czasami lepsze. Popatrz na to z tej strony...
                • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 15:49
                  O to mi właśnie chodzi. Bardzo mądry post.
                  • morekac Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 16:13
                    Tylko najgorsze jest to, że póki wrzeszczy, nie można z delikwentem
                    porozmawiac, bo się nie słyszy własnych myśli... Wtedy trzeba sobie
                    czasowo amputować empatię i wszelkie uczucia wobec wyjca (łącznie z
                    chęcią popełnienia zbrodni w afekcie bądź też dokonania
                    spektakularnego harakiri - nie łudźmy się, tu często obie strony
                    mają zamiłowanie do efektów dramatycznych...), a dopiero po
                    uspokojeniu się (najczęściej obu stron) można zacząć rozmawiać.
                    A moja wrzaskula jest "niegrzeczna" kiedy jest zmęczona, głodna,
                    źle się czuje albo tęskni, miała zły dzień w szkole (bo np.
                    pokłóciła się z najlepszą przyjaciółką albo pani
                    postawiła 'niesprawiedliwą' ocenę).
                  • lena.111 Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 16:29
                    Ok, teraz wyszło na to, że nie potrafię zwracać się do dziecka po
                    prostu po imieniu ( Raz nazwałam ją tylko tą kobietką, ale to nie o
                    to chodzi)Otóż zawsze mówię do niej po imieniu albo po prostu
                    aniołku i myślę, że ona to lubi, ale jak ma akurat focha to wkurzyją
                    że powiedziałam do niej "Julka" a nie "Jula". Myślę więc że nie ma
                    tutaj problemu ze zwracaniem się do niej. Dla niej problemem jest
                    też gdy np usiąde na fotelu a ona chciała ,żebym usiadła na kanapie.
                    Ciekawa jestem do czego ten przypadek podporządkujecie? Że nie
                    kieruje się potrzebami dziecka?
                    Ps. To miało być "córka" a nie "córa" ale moja Juleczka właśnie
                    ostro mnie potrząsała za ramię bo chciała, żebym stała a nie
                    siedziała, i po prostu zjadłam literę. Pozdrawiam
                    • morekac Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 16:48
                      Próbowałas kiedyś dociec dlaczego nie możesz nazywac jej Julka bądź
                      siedzieć w tym fotelu?
                      • lena.111 Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 17:48
                        morekac napisała:

                        > Próbowałas kiedyś dociec dlaczego nie możesz nazywac jej Julka
                        bądź
                        > siedzieć w tym fotelu?


                        Ależ mogę, tylkoze np za 5min to w tej chwili wywoła to u niej
                        nielada agresje smile jak np to, że ta bułeczka jest bardziej okrągła
                        a ona chciała bardziej płaską, czy ,że kwiatek ma 2 listki a ona
                        chciała, żeby miał 3 itp. itd
                        Mam nadzieje,że już rozumiecie o co tu chodzi? Upaaarrrtttaaa jest i
                        tylesmile
                        • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 17:58
                          Jak dla Twoja corka wykazuje objawy dziecka, ktore w normalnym zyciu
                          ma niewiele do powiedzenia w wazniejszych sprawach. Takich, ktore
                          dla niej, jako dziecka, sa juz na tyle wazne, zeby mogla wyrazic o
                          nich swoj poglad i zostac wysluchana bez protekcjonalneo
                          potakiwania "tak, tak, aniolku, mamusia Cie slucha, oczywiscie
                          skarbie".

                          Z braku laku corka wyraza te poglady w sprawach malych i
                          nieistotnych, w sposob taki, aby zaznaczyc swoja "waznosc". Daj jej
                          odczuc, ze traktujesz ja jako rownorzednego partnera, rozmawiaj
                          normalnym tonem, bez aniolkowania, Julkowania i przytakiwania.
                    • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 17:05
                      No i widzisz. Znowu "Juleczka"...
                    • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 17:09
                      Leno. Czy pytalas kiedys corke jak chce byc nazywana? Czy lubi gdy
                      zwracasz sie do niej per aniolku? Daje sobie reke uciac, ze nie
                      cierpi tego smile
                      • lena.111 Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 17:43
                        d.o.s.i.a napisała:

                        > Leno. Czy pytalas kiedys corke jak chce byc nazywana? Czy lubi gdy
                        > zwracasz sie do niej per aniolku? Daje sobie reke uciac, ze nie
                        > cierpi tego smile

                        Ona uwielbia być Juleczką! Sama tak o sobie mówi jak ją ktoś pyta
                        jak ma na imię smileA co do aniołka to jak chce sie poprzytulać to
                        podchodzi do mnie i mówi "jestem twoim aniołkiem"
                        tu na prawdę nie ma problemu w tym jak do niej mówię. Gdybym
                        wiedziała, że taką dysksję wywoła ta "kobietka" to ugryzłabym się w
                        języksmile Chciałam Wam tylko pokazać że moją córkę potrafi
                        doprowadzić do szału taka błahostka.
                        A czemu nie mogę siedzieć na fotelu tylko na kanapie to już nie
                        wiem smile Jak już po awanturze jej o to zapytam to odpowiada,że np
                        swędziała ją noga i dlatego, a więc sama nie wie dlaczego.
                        No cóż trudne to moje dziecie, ale kocham je ponad wszystko na
                        świecie smile
                        • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 18:09
                          > tu na prawdę nie ma problemu w tym jak do niej mówię. Gdybym
                          > wiedziała, że taką dysksję wywoła ta "kobietka" to ugryzłabym się
                          w języksmile

                          To jeszcze raz ja smile Sorki, ze mimo wszystko sie uwiesze tej
                          sytuacji z kobietka, ale to jest wydaje mi sie dobry przyklad, zeby
                          pokazac Ci w jakich sytuacjach mozesz "czynic zle" i w ktorych
                          mozesz sie spodziewac takiego wybuchu...

                          Otoz, widzisz, rozmawiacie sobie powaznie z corka na temat tych
                          kobietkowych spraw. Corka bierze to na serio, rozmowa jest powazna z
                          jej punktu widzenia, nastepuje "dorosla" wymiana pogladow i... nagle
                          Ty wypadasz z infantylnym (sorki, ale tak jest smile) "jestes moja
                          najukochansza kobietka". Jednym takim zdaniem przekreslasz "powage"
                          sytuacji. Mam nadzieje, ze wiesz o co mi chodzi?

                          To nie chodzi o to, ze w ogole masz nie aniolkowac corce, ale o to,
                          zebys umiala wyczuc moment. Jezeli corka podchodzi i mowi "jestem
                          Twoim malym aniolkiem" to znaczy, ze ona jest w fazie aniolkowania i
                          Ty mozesz poaniolkowac z nia. Ale jezeli jest powazna i rozmowa
                          toczy sie wokol czegos powazniejszego, albo w ogole zycie sie
                          normalnie toczy, to wtedy ton i zwroty musza byc odpowiednio
                          powazne. Mam nadzieje, ze sie zrozumiale wyrazilam.
                          • lena.111 Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 19:18
                            Otoz, widzisz, rozmawiacie sobie powaznie z corka na temat tych
                            > kobietkowych spraw. Corka bierze to na serio, rozmowa jest powazna
                            z
                            > jej punktu widzenia, nastepuje "dorosla" wymiana pogladow i...
                            nagle
                            > Ty wypadasz z infantylnym (sorki, ale tak jest smile) "jestes moja
                            > najukochansza kobietka". Jednym takim zdaniem
                            przekreslasz "powage"
                            > sytuacji. Mam nadzieje, ze wiesz o co mi chodzi?

                            wiem, wiem smileRozumię też ,że w niktórych domach/rodzinach to
                            naprawdę jest problem (nie wyobrażam sobie mówc do dziecka "córko"
                            czy jakoś tak smile) To ja może dokładnie opowiem Wam tą sytuację z tą
                            nieszczęsną kobietką smile
                            Jula przyniosła lalki i je układa, że ta taka ta owaka a ta jest jak
                            najukochańsza kobietka. No i tak mi się już wyrwało, że dla mnie to
                            ona jest tą najukochańszą kobietką. to był taki impuls,chwila smile
                            Powiem Wam jeszcze dziewczyny, że byłam przed chwilą z nią na
                            spacerku i sama zwróciłam uwagę ,że zwróciłam się do niej chyba w 20
                            formach począwszy od Julki poprzez Juleczke, Julie, Julcyka a
                            skończywszy na aniołku smile Bawiłyśmy się zresztą świetnie smile Tak,że
                            dziewczyny możecie spać spokojnie bo na pewno swojej córki
                            infantylnie nie traktujęsmile Ale dziękuję za odzew.
                            Tak na marginesie to moja Jula dzisiaj w świetnym humorze, na
                            wszystko dziś znajdujemy "złoty środek" to i mama humorem tryskasmile
                            Pozdrawiam.
                            • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 20:08
                              nie wyobrażam sobie mówc do dziecka "córko"
                              > czy jakoś tak

                              - i słusznie. Twoja córka ma imię i najwłaściwiej jest do niej
                              zwracać się po imieniu. Szanujesz w tens sposób jej indywidualność i
                              osobowość. Natomiast do osób, które jej nie znają, mówisz "córka", a
                              nie "aniołek" albo "diablątko". Bo "córka" to określenie stopnia
                              pokrewieństwa między LUDŹMI, a aniołki etc. to infantylne
                              określenia, które mają być pseudoczułością.


                              Jula przyniosła lalki i je układa, że ta taka ta owaka a ta jest jak
                              > najukochańsza kobietka. No i tak mi się już wyrwało, że dla mnie
                              to
                              > ona jest tą najukochańszą kobietką. to był taki impuls,chwila smile

                              - no i właśnie Dosi o to chodziło. Córka opowiada Ci z przejęciem
                              coś, co sama wymyśliła, to jest dla niej ważne, chciała Ci to
                              dokładnie i do końca opowiedzieć. I Ty przerywasz jej infantylną
                              pseudopieszczotą, bo masz impuls. I kto tu nie panuje nad sobą: Ty
                              czy ona? To Ty nie zapanowałaś nad swoim impulsem i nie pozwoliłaś
                              córce dokończyć tego, co chciała Ci opowiedzieć i co było dla niej
                              ważne. Pokazałaś jej, że jej zabawa, jej pomysł, jej dzieło, jej
                              dokonania nie są dla Ciebie ważne. Nie interesuje Ciebie, co ona
                              wymyśliła, czyli jej osobowość, tylko traktujesz ją jak maskotkę.
                              Każdy by się wściekł.

                              byłam przed chwilą z nią na
                              > spacerku

                              na pewno swojej córki
                              > infantylnie nie traktuję

                              Czyżby? A na czym byłaś? Z mężem też chodzisz na spacerki?

                              • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 21:30
                                Wracając do sytuacji z kobietką, bo ona modelowo pokazuje, o co
                                chodzi. Wyobraź sobie, że opowiadasz mężowi o czymś, co dla Ciebie
                                niesłychanie ważne: problemy w pracy albo może w pracy dokonałaś
                                czegoś bardzo ważnego i jest to wielkie osiągnięcie, obejrzałaś
                                film, który Cię poruszył albo przeczytałaś mądrą książkę, którą
                                chcesz z mężem przedystkuować, nurtują Cię sprawy Waszych wspólnych
                                przyjaciół, chcesz rozmawiać o operze, polityce, jeździe figurowej,
                                planach budowy metra, globalnym ociepleniu albo obyczajach
                                szympansów, nie wiem, jaki jest Twój zawód i hobby, w każdym razie
                                opowiadasz rzecz ważną dla Ciebie i zrozumiałą dla męża (zakładam,
                                że będąc fizykiem jądrowym nie opowiadasz mężowi-humaniście o
                                protonach, chociaż humanista mąż fizyczki jądrowj powinien choć
                                trochę zainteresować się protonami) i mąż nie pozwala Ci dokończyć,
                                tylko przytula i całuje, bo ma taki impuls. A Ty akurat nie miałaś
                                ochoty w tym momencie się całować, tylko podzielić z nim tym, co
                                przeżywasz. I co? Nie poczułabyś się olana?
                                Pomyśl sobie, jak gigantyczny wysiłek umysłowy wykonała Twoja córka,
                                by ponazywać te lalki, jak pracowała jej wyobraźnia, jak była z
                                siebie dumna i jak bardzo chciała się tym z Tobą podzielić. I co?
                                Olałaś jej pomysł i jej lalki, bo miałaś impuls. Doprawdy nie wiem,
                                która z Was jest bardziej nieprzewidywalnym i dzikimi diabełkiem.
                                • lena.111 Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 22:09
                                  Pomyśl sobie, jak gigantyczny wysiłek umysłowy wykonała Twoja córka,
                                  > by ponazywać te lalki, jak pracowała jej wyobraźnia, jak była z
                                  > siebie dumna i jak bardzo chciała się tym z Tobą podzielić. I co?
                                  > Olałaś jej pomysł i jej lalki, bo miałaś impuls. Doprawdy nie
                                  wiem,
                                  > która z Was jest bardziej nieprzewidywalnym i dzikimi diabełkiem.

                                  Dobrze, niech będzie już tak jak Ty to widzisz. Jestem dzikim
                                  diablątkiem i traktuję moje dziecko infantylnie, olewam je bo piszę,
                                  że byłam z mała córeczką na spacerku a nie z córką na spacerze smile
                                  Naprawde nie mam już sił, żeby z Tobą dyskutować na ten temat. Ty
                                  wiesz swojja swoje i niech tak zostanie smile
                                  • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 23:05
                                    Nie musisz ze mną dyskutować. Będziesz do dziecka zwracała się, jak
                                    sprawia Ci przyjemność i traktowała je, jak chcesz. A skutki będą
                                    takie, jak piszę. No, i za 40 lat ono może napisać taki sam post, o
                                    ile wtedy jeszcze będzie się pisywało posty. Ale Twoje dziecko,
                                    Twoja sprawa.
                                    • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 15:43
                                      Przepraszam, że ja tu machnę wszystko naraz, ale bujnie się
                                      rozkrzewia ta dyskusja a nie chce mi się skakać po wszystkich
                                      gałęziach.
                                      Wydaje mi się, że więcej dzieci cierpi na niedostatek czułości w
                                      wychowaniu, niż na jej nadmiar, i nic w tym złego, że z dzieckiem
                                      pójdę na spacerek czy dam mu zupkę. Wszystkiego w umiarze i
                                      stosownie do chwili. Z mężem też chadzam na spacerki i trzymamy się
                                      za rączki smile
                                      Nie cieciam się, nie ścielę córce do stóp, a to, że ją nazwę
                                      aniołkiem czy kochanym pomocnikiem nie jest zamachem na jej godność
                                      osobistą tudzież brakiem szacunku. Choć oczywiście rozumiem, że w
                                      kolczastym nastroju mi odpali, że nie jest niczym takim. Równie
                                      często jak po imieniu, czy słoneczkiem, nazywam ją córką, tak samo
                                      jak do mojej mamy zwracam się na ogół per matko. I tak wcale nie
                                      jest lepiej czy gorzej niż mamusiu/córuniu.
                                      Nie ma to bynajmniej zabrzmieć obraźliwie, ale, srebrnarybko,
                                      strasznie teoretyzujesz i jestes pryncypialna do bólu. Większość
                                      tego co piszesz się czyta jak bryk z podstaw psychologii a nie jak
                                      przemyślenia czy osobiste doświadczenia matki.
                                      • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 16:17
                                        > aniołkiem czy kochanym pomocnikiem nie jest zamachem na jej
                                        godność
                                        > osobistą tudzież brakiem szacunku.

                                        Alez nikt Cie o to nie podejrzewa! Pisalysmy tu o konkretnych
                                        sytuacjach, mowiac co NAM SIE WYDAJE moglo pojsc w nich nie tak. W
                                        konkretnych sytuacjach (sytuacja z "kochanym pomocnikiem", nie takim
                                        co trzeba kwiatkiem oraz "mala kobietka"). Jezeli nie przeszkadza
                                        Ci, ze w "kolczastym nastroju" dziecko odpali, ze nie jest mala
                                        kobietka mamy, czy kochanym pomocnikiem (swoja droga glupie
                                        wyrazenie) to nie ma problemu, prawda?

                                        W sprawie z kurtka napisalam najlepiej jak umialam co JA bym w
                                        takiej sytuacji robila, oraz dlaczego moim zdaniem nastapila
                                        eskalacja problemu i dlaczego w ogole nalezalo od poczatku reagowac
                                        na problem inaczej. Masz prawo sie z ta "diagnoza" nie zgadzac i
                                        upierac sie przy tej kurtce i swoich metodach. Jesli znajdziesz
                                        przez to rozwiazanie to ok. Jezeli nie, zastanow sie w czym problem.
                                        Tylko tyle.

                                        Co do dzieci cierpiacych na niedostatek czulosci. Hmmm. Dzieci nie
                                        potrzebuja czulosci jako takiej, one potrzebuja zrozumienia i
                                        czulosci, z przewaga, smiem twierdzic, tego pierwszego. Nie
                                        potrzebuja ciumkania i cieciania, a zwyklej serdecznosci i
                                        przytulenia od czasu do czasu. Przyjazni ze strony rodzica. I to im
                                        w zupelnosci wystarczy. Nie musza byc nazywane "malymi kobietkami
                                        mamusi".

                                        Uwierz mi, ze znam pary, w ktorych wystepuje ciecianie w roznym
                                        stopniu natezenia. I te w ktorych ciecia i zdrobnia sie mniej (co
                                        nie oznacza malo czulosci dla dziecka) produkuja stabilniejsze,
                                        pewniejsze siebie dzieci. Nie wiem jak to jest. Po prostu wydaje mi
                                        sie, ze tacy ludzie sa na ogol sami bardziej stabilni emocjonalnie,
                                        nie potrzebuja tych wszystkich spacerkow, zupek, aniokow i ogolnie
                                        przymilania do dziecka, czy umierania z trwogi, bo wiaterek zawial i
                                        dziecko sie przeziebi itp. I dzieci tez maja stabilne.
                                        • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 16:47
                                          Znaczy czekaj, czy ja dobrze rozumiem? jeżeli z dnia na dzień
                                          diametralnie zmieniła się pogoda, jest nie chłodno ale wręcz zimno,
                                          leje i wieje, a dziecko się upiera że skoro wczoraj było ciepło a w
                                          ogóle jest lato, to nie należy go przkonywać tylko pozwolić mu
                                          zmarznąć w ramach życiowej nauki? Przepraszam jesli przypisuję Ci
                                          opinie nie przez Ciebie wyrażone ale takie porady dominowały a już
                                          się trochę gubię co kto smile
                                          Osobiście też nie przepadam za ciecianiem, choć jak widać każda z
                                          nas co innego przez ciecianie rozumie. Ja akurat ani kochanego
                                          pomocnika ani małej kobietki za ciecianie nie uważam. Ot, zwyłe
                                          pieszczotliwe określenia. Prawie w każdym domu są jakieś słowa-
                                          klucze, utarte powiedzonka, prywatne, czasem durne do bólu, nazwy
                                          domowników, i to zarówno dorosłych, jak i dzieci. Nie wyklucza się
                                          to ani z przyjaźnią, ani ze zrozumieniem, ani z szacunkiem. A ja nie
                                          mam zamiaru uzurpować sobie prawa do wydawania sądów czy
                                          model "cieciający" czy "niecieciający" jest lepszy.

                                          > czy umierania z trwogi, bo wiaterek zawial i
                                          > dziecko sie przeziebi itp.
                                          a ten tekst bym nazwała brzydkim zagraniem gdybym sie miała czepiać


                                          • misiaczekmoj Re: a propos wątku bezsilności 08.08.09, 10:16
                                            Dzieci sa przekorne , wydaje mi sie ze sa bardziej przekorne gdy nie ufaja dostatecznie matce.
                                            Czy mozesz powiedziec czy dziecko Ci ufa?Pewnie nie zastanawialas sie bo zazwyczaj nie myslimy o tym.
                                            Popracuj nad zaufaniem swojego dziecka, a zobaczysz, ze juz nie bedzie trzeba usilnie dziecka prezkonywac.
                                          • mela-blonda Re: a propos wątku bezsilności 18.08.09, 14:07
                                            Bardzo chciałam przebrnąć przez cały wątek, ale na razie mi się nie
                                            udało. Ciekawie jest. Jestem matką dziecka 'wymagającego', nie
                                            nazywam go 'diablątkiem', bo pojęcie diabłów i aniołów jest mi
                                            dalekie, w przedszkolu nazywali go 'tygrysem'. Zdrabniam
                                            umiarkowanie. Wg podziału należę chyba do mieszanki grupy 3 z 2,
                                            cha cha cha, czy tak może być? Mój syn ma siedem lat przez które
                                            przeciągnął nas wzdłuż i wszerz, o mało co, a zostałby jedynakiem,
                                            bo myśleliśmy, że wszystkie dzieci są takie, czyli BARDZO
                                            ENERGOCHŁONNE. Na pewno po drodze popełniliśmy tysiące błędów, w
                                            sytuacjach ekstremalnych nerwy puszczają, ale nie dopuściliśmy się
                                            rzeczy niewybaczalnych. Z moich obserwacji wynika, że podobne
                                            dzieci potrzebują dużo ruchu, naprawdę dużo ruchu. Wiele problemów
                                            ze złością, nudą, czy nieposłuszeństwem znikają, gdy dziecko jest
                                            wybiegane, gdy ma co robić. My niestety mieszkamy w bloku, ale
                                            widzę, że wiele problemów uniknęlibyśmy, gdyby miał więcej
                                            przestrzeni. Ten typ potrzebuje dużo wolności i przestrzeni, dużo
                                            dziania się. Nie takich - pitu pitu - spacerków do parku lub po
                                            ziemniaki do warzywniaka, tylko dużo jazdy na rowerze, kopania w
                                            ogródku, wycieczek, itp itd. Niezła zadaniówka dla rodziców.
                                            • morekac Re: a propos wątku bezsilności 19.08.09, 00:26
                                              Super określenie: energochłonne...
                                            • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 19.08.09, 13:15
                                              Cóż, niektóre forumowiczki nie potrafią się powstrzymać od
                                              wpisywania komentarzy równie na temat co "wątek jest głupi a problem
                                              śmieszny". Takie zaśmiecanie wątku niestety zniechęca wiele osób i
                                              do lektury i do wypowiedzi smile
                                              Zgadzam się z Tobą, że "zmęczenie przeciwnika" bardzo pomaga przy,
                                              nazwijmy to, wymagających dzieciach. Ale zauważyłam też, że nasza
                                              córka kiedy ma za dużo atrakcji i jest przeczołgana robi się
                                              podwójnie nieznośna. Chyba najlepiej się sprawdza aktywna rutyna,
                                              widzę na przykład że teraz na wakacjach córce wyraźnie brakuje
                                              ustalonego rytmu przedszkola mimo że nie ma czasu się nudzić wink
                                      • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 21:22
                                        srebrnarybko,
                                        > strasznie teoretyzujesz i jestes pryncypialna do bólu. Większość
                                        > tego co piszesz się czyta jak bryk z podstaw psychologii a nie jak
                                        > przemyślenia czy osobiste doświadczenia matki.

                                        - to, co piszę, to są przemyślenia CÓRKI. Mój ojciec zachowywał się
                                        przez całe moje życie dokłądnie tak, jak Wy, więc tłumaczę Wam, jak
                                        się czuje dziecko podobnie traktowane, bo dokładnie to pamiętam.
                                        Jestem pryncypialna do bólu, bo wiele bólu z tego powodu zaznałam i
                                        chciałabym oszczędzić go Waszym dzieciom. Nie jestem psychologiem z
                                        zawodu, podręczników psychologii nie czytuję i nie mam zbyt dobrego
                                        pojęcia o psychologach w ogóle, chociaż znam też chlubne wyjątki.
                                        To, co piszę, to moje osobiste przmyślenia.

                                        Dodam do sprawy jeszcze jeden szczegół. Te różne aniołki i
                                        skarbeczki drażniły mnie jeszcze z jednego powodu: z racji swojej
                                        konwencjonalności. Doskonale wiedziałam, że tak można zwrócić się do
                                        dowolnej osoby, bo aniołek czy skarbeczek to frazes (to słowo
                                        poznałam dość szybko, moi rodzice oboje są polonistami, więc pojęcia
                                        związane z językiem znałąm dość wcześnie). Można wobec tego nazwać
                                        aniołkiem osobę, której się kompletnie nie zna. I tak było w naszym
                                        przypadku. Szczytem wszystkiego, którego nie zapomnę, były życzenia,
                                        które ojciec złożył mi bodaj na 17te urodziny. "Wszystkie
                                        najlepszego, mój skarbeczku, moja ukochana 16latko".
                                        Złożył życzenia, używając czułych frazesów, a nie raczył się nawet
                                        dowiedzieć, ile lat ma jego córka, z którą mieszkał pod jednym
                                        dachem i wbrew pozorom spędzał sporo czasu.

                                        I tu zgodzę się z tym, co napisała Dosia w odpowiedzi na Twój post.
                                        Moim zdaniem dzieci także potrzebują zrozumienia, a dopiero potem
                                        czułości. Bo czułość bez zrozumienia, jak opisana w tym przypadku,
                                        jest psu na budę. I wrócę z uporem maniaka: klasycznym przykładem
                                        czułości bez zrozumienia była historia z najukochańszą kobietką.
                                        Córka Leny chciała jej opowiedzieć o lalkach, być wysłuchana. Lena
                                        dała jej sygnał, że sprawy ważne dla córki jej nie obchodzą, córka
                                        to dla niej przytulak, który też nie ma własnych zabaw i pomysłów.

                                        Przeraża mnie jeszcze jedno. Ja wielokrotnie prosiłam mojejgo ojca,
                                        by zmienił swój sposób zwracania się do mnie. I argumenty, których
                                        używał, były toczka w toczkę, jak Wasze. Uderz w stół, nożyce się
                                        odezwą.

                                        Oczywiście możesz uznać swoje dziecko za diablątko, Twoja sprawa.
                                        Ponieważ prosiłaś o radę, Dosia i ja napisałyśmy Ci, co myślimy.
                                        Uważasz, że nie mamy racji - trudno. Ale Ty nadal nie masz sposobu
                                        na wybuchy Twojej córki i nikt inny Ci go nie udzielił. Mogłoby Ci
                                        to dać do myślenia.
                                        Życzę dużo spokoju Twojej córce
                                        • lena.111 Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 22:48

                                          córka
                                          > to dla niej przytulak, który też nie ma własnych zabaw i pomysłów.

                                          Może Ty błaś przytulakiem dla własnego ojca bo na pewno nie moja
                                          ukochana córka dla mnie. Mam już dosyć tego, że tak mnie
                                          szufladkujesz. To, że Twój ojciec nie wiedział, które obchodzisz
                                          urodziny to chyba nie to samo, że nazwałam moją córkę kobietką. Po
                                          prostu wtedy wybuchła, tak jak czasem wybucha bo spinka inaczej
                                          przypięta ( chociaż identycznie). SZANUJE SWOJE DZIECKO I JEJ
                                          POTRZEBY.U nas w domu nie ma problemów ze zwracaniem się do siebie.
                                          Dziś np zwróciłam się do moich dziewczyn " laski,woda na kąpanie
                                          uszykowana" i co nie czuły się pokrzywdzone tylko obie ze śmiechem
                                          maszerowały powtarzając ze śmiechem "laski". Pewnie uznasz, że teraz
                                          jestem wulgarna i obraziłam swoje pociechy smile Znam swoje dzieci
                                          chyba lepiej niż Ty i uwierz mi to co jednemu przeszkadza innemu
                                          sprawia radość, a moje dziewczyny bardzo lubią to jak się do nich
                                          zwracam.Moje córki zawsze mogą na mnie liczyć i uwierz mi nie są dla
                                          mnie maskotkami.Starsza np pięknie śpiewa i osiąga sukcesy ale kiedy
                                          na jednym z występów podeszła do mnie i powiedziała "mamusiu wstydzę
                                          się, muszę dizś śpiewać?" odpowiedziałam jej, że oczywiście, że nie,
                                          że to miała być zabawa' nie przyszłyśmy tu żeby się stresowała tylko
                                          bawiła.Gdybym traktowała ja jak maskotkę pewnie tłumaczyłabym, że
                                          musi bo mama wtedy będzie dumna itp. Nie traktuje ich jak
                                          maskotek.Są dla mnie tak samo ważne kiedy zachowują się należycie
                                          (do wieku oczywiście) czy jak urzadzają histerię (tzn jedna bo druga
                                          nigdy tego nie czyniła)
                                          AAA... i jeszcze jedno : zwracając się do 17latki w ten sam sposób
                                          co do 4latki to może faktycznie brzmi troche sztucznie, ale wybacz
                                          nie będę mowić domałej dziewczynki (aczkolwiek bardzo ważnej) :
                                          Julio, umyj ręcę i zajmij miejsce przy stole bo będziemy teraz
                                          spożywać obiad"Wiem, że teraz trocghę przegięłam, ale uważam,że Ty
                                          tez przechylasz w jedną stronę aż do znudzenia.
                                          Ale Ty nadal nie masz sposobu
                                          > na wybuchy Twojej córki i nikt inny Ci go nie udzielił. Mogłoby Ci
                                          > to dać do myślenia.

                                          Owszem, ale Ty też jak chodziło o inny przykład niż ten z kobietką,
                                          nie umiałaś mi udzielić odpowiedzi dlaczego wybucha.

                                          Myślę, że pozostanę przy wskazówkach pani psycholog do której chodzę
                                          bo jej wskazówki sprawiają, że histerie są krótsze. a tak na
                                          marginesie- byłam u 3 psychologów i psychiatry i żadna z nich
                                          obserwując jak traktuje moje dziecko nie zarzuciła mi infantylności.
                                          a ja zawsze zachowuje się tak samo w stosunku do dzieci, nieważne
                                          czy zacisze domowe czy miejsce publiczne. Nienawidze łaśnie kiedy
                                          rodzice w miejscach publicznych wołają do swich pociech w sposób
                                          przesłodzony, żeby to pokazać jacy to oni wspaniali rodzice a dzieci
                                          och,ach a w czterech ścianach wyzywają niestosownymi epitetami.
                                          Myślę, że to jest właśnie traktowanie dziecka jak maskotki. Ot i
                                          tyle!

                                          • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 08.08.09, 00:55
                                            1. Odpowiadasz dokładnie, jak mój ojciec, który też twierdził, że
                                            mnie nie traktuje, jak maskotki, że mnie bardzo szanuje, że jestem
                                            jego ukochaną córą (oczywiście nie córką), jego chlubą i dumą etc.
                                            Tylko nie rmieni sposobu zwracania się do mnie per aniołku, mimo, że
                                            mnie rzekomo kocha i nie powienien mi robić przykrości, bo uważa, że
                                            nie powinno mi to sprawiać przykrości. Bo on wie lepiej, co sprawia
                                            mi przykrość, a co nie, a moje odczucia go nie interesują (tego
                                            ostaniego zdania już nie wypowiadał, ale to logiczna konsekwencja).
                                            Mój ojciec też był całe życie przekonany, że zwraca się do mnie
                                            właściwie, a tylko ja jestem jakiś dziwadłem, któremu się to z
                                            niezrozumiałych przyczyn nie podoba i histeryzuję, nawet podejrzewał
                                            mnie o chorobę psychiczną.
                                            2. To, że Twój ojciec nie wiedział, które obchodzisz
                                            > urodziny to chyba nie to samo, że nazwałam moją córkę kobietką.
                                            To samo, raz jeszcze Ci powtarzam. Nie chodzi o to, jak ją nazwałaś,
                                            ale KIEDY. Chodzi o to, że opwiadanie o lalkach było dla niej tak
                                            samo ważne, jak dla mnie te urodziny. I tak, jak mojemu ojcu było
                                            wszystko jedno, czy pocałuje 16 czy 17 letniego aniołka, bo całował
                                            aniołka, a nie konkretną osobę, tak Tobie było wszystko jedno, co
                                            Twoja córka chce Ci powiedzieć o swoich lalkach, bo całowałaś
                                            przytulaka, którego dokonania się nie liczą. Dokładnie tak samo
                                            zlekceważyłaś jej OSOBĘ, jak ojciec moje 17 urodziny.
                                            3, U nas w domu nie ma problemów ze zwracaniem się do siebie.
                                            - przecież piszesz, że jest.
                                            4. Dziś np zwróciłam się do moich dziewczyn " laski,woda na kąpanie
                                            > uszykowana" i co nie czuły się pokrzywdzone tylko obie ze śmiechem
                                            > maszerowały powtarzając ze śmiechem "laski". Pewnie uznasz, że
                                            teraz
                                            > jestem wulgarna i obraziłam swoje pociechy
                                            Nie, to mi się akurat podoba, bo to był żart czytelny nawet dla
                                            4latki. Poza tym tak czy owak musiałaś je w tym momencie oderwać od
                                            ich zajęć, więc użyte określenie nie ma wielkiego znaczenia. Słowo
                                            laska jest dla mnie rubaszne, ale nie wulgarne, z pewnością mniej,
                                            niż popularne na tym forum cycusie.
                                            5. nie będę mowić domałej dziewczynki (aczkolwiek bardzo ważnej) :
                                            > Julio, umyj ręcę i zajmij miejsce przy stole bo będziemy teraz
                                            > spożywać obiad"
                                            - oczywiście, że nie, bo to brzmi równie sztucznie, jak: Juleczko,
                                            umyj rączki i usiądż na krzesełku przy stoliku, bo będziemu teraz
                                            jeść smaczny obiadek, który mamusia dla ciebie ugotowała. Wystarczy
                                            chyba powiedzieć: Julka, umyj ręce i siądź do stołu, bo będzie obiad.
                                            5. Znam swoje dzieci
                                            > chyba lepiej niż Ty i uwierz mi to co jednemu przeszkadza innemu
                                            > sprawia radość, a moje dziewczyny bardzo lubią to jak się do nich
                                            > zwracam.
                                            Oczywiście, że znasz lepiej swoje dzieci. Tylko dlaczego piszesz, że
                                            jesteś bezsilna wobec wybuchów Julii i nie chcesz rozważyć
                                            interpretacji, którą podsuwany Ci z Dosią? Jedynej, jaka została
                                            sformuowana. Zamiast uznać, że Twoja relacja wobec córki jest
                                            nieprawidłowa, wolisz uznać, że córka zachowuje się jak nierozumny
                                            diabełeK? Czy to jej jednak nie obraża?

                                            6. Ty też jak chodziło o inny przykład niż ten z kobietką,
                                            > nie umiałaś mi udzielić odpowiedzi dlaczego wybucha

                                            podałam Ci trzy możliwe interpretacj.

                                            7. pani psycholog do której chodzę
                                            > bo jej wskazówki sprawiają, że histerie są krótsze

                                            Dosia i ja podpowiadamy Ci, co jak eliminować powody histerii. Wtedy
                                            nie trzeba będzie histerii skracać.

                                            8. agresja, z jaką mi odpowiadasz, świadczy, że jest coś na rzeczy,
                                            tylko nie chcesz się do tego przyznać sama przed sobą. Przede mną
                                            nie musisz.
                                          • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 08.08.09, 02:17
                                            Leno. Mysle, ze wiele juz slow i interpretacji padlo, wiec nie ma sensu
                                            rozdzielac juz zapalki na czworo i po raz kolejny analizowac konkretnych
                                            sytuacji. Mysle, ze zarowno ja, jak i srebrna rybka opisalysmy Ci pewien
                                            mechanizm, ktory moze dzialac w przypadku Twojej corki. My nie mowimy, ze caly
                                            czas traktujesz corke zle, zle sie do niej odzywasz i ciagle do niej ciumkasz
                                            itp. Po raz ktorys pisze Ci, ze odnosilysmy sie tylko i wylacznie do sytuacji z
                                            kobietka i kochanym pomocnikiem (po drodze byla sytuacja z kwiatkiem, ale to juz
                                            zostawmy, bo jest troche inna). Ty uwazasz, ze zachowalas sie w porzadku i ze w
                                            zaden sposob nie powinno to corki dotykac. My twierdzimy, ze owszem, widocznie
                                            dotknelo, bo uwagi byly nie na miejscu, albo zbyt wypieszczone. W TYCH
                                            konkretnych sytuacjach. Napisalysmy, ze jesli takich sytuacji jest wiecej,
                                            ciumkanie zdarza sie w nieadekwatnych sytuacjach (nie wiemy czy tak jest,
                                            zgadujemy na podstawie przykladow, ktore podalas), to moze to powodowac agresje
                                            corki. Nie napisalysmy, ze absolutnie nie mozesz sie odezwac do corki
                                            zdrobniale. Ale ze na to musi byc odpowiedni czas i odpowiednie miejsce.

                                            Nie przyjmujesz do wiadomosci, ze corka wlasnie dlatego sie gniewala w tych
                                            DWOCH sytuacjach, bo odezwalas sie do niej zbyt spoufale i w ogole nie w
                                            temacie. Uwazasz, ze zachowalas sie normalnie, a corka niewlasciwie zareagowala.

                                            My nie znamy WSZYSTKICH Twoich interakcji z corka. Opisalas dwa przyklady,
                                            niezrozumialej Twoim zdaniem reakcji i oba te przyklady my zinterpretowalysmy
                                            jako zupelnie zrozumiale. Nie chcesz tej interpretacji przyjac. OK. Masz do tego
                                            prawo. Mimo wszystko mam nadzieje, ze w czyms Ci ta nasza "diagnoza" pomoze. Ze
                                            skloni choc do refleksji.

                                            Smutkiem napawa mnie fakt, ze przypisujesz corce cechy diablatka, uwazasz, ze
                                            przesadza w reakcjach i sa one nieracjonalne, ciagasz ja (czy siebie) po 3 (!)
                                            psychologach i psychiatrze, ale sama jestes tak uparta, ze nie starasz sie
                                            spojrzec krytyczniej na wlasne zachowanie. Dlaczego? Dla mnie TWOJE zachowanie
                                            jest nieracjonalne. Mam wrazenie, ze jestes troche slepa i troche glucha w tym
                                            swoim uporze. Bo nawet jesli nie mamy racji, Ty mozesz przeciez to sprawdzic w
                                            praktyce, prawda? Ale nie chcesz tego zrobic. Dlaczego? Bo jestes przekonana, ze
                                            masz racje. A moze jednak nie masz?

                                            Aha. Tekst o laskach absolutnie fajny. Humor, a nie przeslodycz. I o to chodzi.
                                            Dziewczynom sprawilo to radosc. Ale potrafie sobie wybrazic, ze na tekst
                                            "Juleczko, aniolku, mowilas, ze chcesz sie wykapac, mamusia nalala Ci wody"
                                            Juleczka dostaje spazmow i histerii. I na tym polega roznica.

                                            Skoro nie przekonuje Cie nasza "diagnoza" zrob prosze eksperyment. Na tydzien,
                                            na probe, wyzbadz sie wszystkich zbednych zdrobnien. Zero aniolka, kochanej
                                            Juleczki, kochanych pomocnikow, ukochanych kobietek mamusi, slodszego tonu.
                                            Przejdz na ton "laski, idziemy sie kapac", "Juleczko, prosze Twoja woda". Duzo
                                            Cie to nie bedzie kosztowac, prawda? Zobacz co sie stanie.
                                          • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 08.08.09, 09:36
                                            Dosia już to napisała, a wczoraj w nocy ja już też dobrze nie
                                            jarzyłam, ale jednak podkreślę: Jeżeli całkiem normalną 4 latkę
                                            zdążyłaś już zawlec do 3 psychologów i 1 psychiatry, a nie chcesz
                                            zwyczajnie wysłuchać, co ona ma Ci do powiedzenia, to się nie
                                            dziwię, że ona wybucha.
                                            • lena.111 Re: a propos wątku bezsilności 08.08.09, 10:54
                                              Jeżeli całkiem normalną 4 latkę
                                              > zdążyłaś już zawlec do 3 psychologów i 1 psychiatry, a nie chcesz
                                              > zwyczajnie wysłuchać, co ona ma Ci do powiedzenia, to się nie
                                              > dziwię, że ona wybucha.

                                              nie zawlekłam tylko chodzimy na terapie. Byłyśmy u 3 ponieważ
                                              najpierw jedna pani poszła na macierzyńskie, druga nie umiała
                                              nawiązać kontaktu a 3 ma świetny kontakt z Julką i do niej też
                                              chodzimy. Jak już chcesz wiedzieć na psychologa namówiła mnie pani z
                                              poradni, która obserwowała moje dziecko w przedszkolu. Bardzo jestem
                                              jej za to wdzięczna bo dużo z tych wizyt wynoszę.Do psychiatry
                                              natomiast pani psycholog mówiła, że dobrze byłoby się udać celem
                                              kontroli.Na szczęście skończyło się na jednej wizycie.Jak słyszę
                                              teksty na cholere zaciągnęłaś dziecko do psychologa to wybacz ale
                                              zakrawa mi to na ciemnotę....
                                              • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 08.08.09, 11:19
                                                Oj Leno. Widze, ze jestes uparta. My nie mowimy, ze psycholog jest BE, ale
                                                ciaganie normalnej corki po psychologach to nie jest najlepszy pomysl w sytuacji
                                                gdy TY sama nie jestes w stanie przyjac do siebie ZADNEJ sugestii.
                                                Stan przed lustrem, spojrz sobie w oczy i zadaj sobie pytanie "czy na pewno mam
                                                racje".
                                                • lena.111 Re: a propos wątku bezsilności 08.08.09, 12:17
                                                  > Stan przed lustrem, spojrz sobie w oczy i zadaj sobie pytanie "czy
                                                  na pewno mam
                                                  > racje".

                                                  oj wiesz mi,że mam sobie sporo do zarzucenia i jako matka i jako
                                                  zona i jako córka. niejednokrotnie już przyznałam Wam racje z
                                                  traktowaniem swoich dzieci infantylnie.Jak czytam teraz ten
                                                  przykład z kobietką dochodzę do wniosku, że tak faktycznie możi i
                                                  mógł być odebrany. Może powinnam też dopisać, że kiedy palnęłam o
                                                  tej kobietce to Jula juz znudzona zerkała na serial, który oglądała
                                                  babcia (musiała to być "Moda na sukces") i nie wiem czy chciałam ją
                                                  odciągnąć od tego czy po prostu zagadać wyskoczyłam z tą kobietką.
                                                  A co do srebrejrybki i jej relacji z ojcem to tak przegrzebałam w
                                                  pamięci jak było u mnie. I powiem Wam, że ja z rozczuleniem patrzę
                                                  jak mój mąż woła do córki; Kochanie co tam się dzisiaj nowego
                                                  nauczyłaś, przynieś zeszyt może i ja się coś od ciebie nauczę? Mnie
                                                  co najwyżej tata zapytał wieczorem "lekcje odrobione?" brakowało mi
                                                  chyba tego ale traumy z tego powodu nie mam bo mój tata wylewny nie
                                                  jestsmile Dalej tez tn sam mąż zapyta to swoje kochanie od tych
                                                  lekcji " baby, wy mnie ogołocicie ze wszystkich pieniędzy" i jest
                                                  wesoło, chyba, że akurat najmniejsza "baba" ma muchy w nosie to
                                                  wrzeszczy " nie jestem babą ,jestem Juleczką", za 15 minut natomiast
                                                  zaśmiewa się do łez kiedy tata mówi "dziołchy zejdźcie ze mnie bo
                                                  bardzo utyłyściesmileI znów jest wesoło.

                                                  Kolejny przykład z przedwczoraj bo wczoraj była "do rany przyłóż"
                                                  Układamy puzzle razem, ale takie nie obrazkowe tylko kolor do koloru
                                                  itp. No i ona stwierdza, że dzisiaj najlepiej kolory dobierze ona
                                                  natomiat ja najlepiej złączam je razem smile No i ukladamy zielony do
                                                  zielonego, różowy do różowego itd. Zabawa super. Na koniec ona bije
                                                  brawo mi za to, że jestem najlepsza w złączaniu smile a ja jej za to
                                                  że jest najlepsza w dobieraniu. Woła więc "hurra, hurra jeszcze raz
                                                  dobrze?" Układamy, mamy poważny problem bo jeden element poleciał
                                                  pod fotel, ale na szczęscie z zastosowaniem latarki udaje na się go
                                                  znaleźć.Jest oczywiście bardzo dumna z siebie i mówi o sobie, że
                                                  jest najlepszym znaleźaczem puzzli smileWszystko więc idzie jak
                                                  należy , podaje mi różowy i nagle krzyczy "to nie jest ten różowy,
                                                  nie taki miał być" Staram się więc tłumaczyć, że w pokoju byłyśmy
                                                  tylko my a więc nikt go nie zabrał i nie podmienił.To nie działa,
                                                  więc rzucam krótkie,ze jak się uspokoi to spróbujemy jeszcze raz
                                                  zastanowić się co się stało z właściwym różowym. Płacze nie dłużej
                                                  niż 3 min, podchodzi do mnie i mówi : wiesz mamusiu to był ten
                                                  różowy tylko mnie akurat komar ugryzł i dlatego tak krzyczałam wiesz?
                                                  Oczywiście w komara wierzę w najbardziej poważny mi sposób, później
                                                  nawet razem na niego polujemy i znów puzzle ułożone jak należy.
                                                  Pytam się teraz Was bo tu nie bardzo wiem czy dobrze robie :
                                                  powinnam zająć się tym nieszczęsnym komarem (bardzo często tak jest)
                                                  czy starać sie debatować nad tym " nie tym różowym?
                                                  • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 08.08.09, 13:14
                                                    Przykład z puzzlami i komarem właśnie wskazuje, że dziecko masz
                                                    najzupełniej normalne. Nie było powodu do histerii i sama z siebie
                                                    wyciszyła histerię po 3 min. 3 min. od czasu do czasu chyba można
                                                    wytrzymać?
                                                    A co do psychologów - warto radzić się psychologa w sytuacjach
                                                    nietypowych. Ale Twoja córka reaguje zupełnie normalnie na brak
                                                    zrozumienia, więc potrzebne jej większe zrozumienie, a nie psycholog.
                                                    Cieszę się, że mimo ostrego tony wymiany zdać bierzesz nasze opinie
                                                    pod uwagę. Może jednak na coś się prrzydadzą?
                                                  • lena.111 Re: a propos wątku bezsilności 08.08.09, 13:38
                                                    > Cieszę się, że mimo ostrego tony wymiany zdać bierzesz nasze
                                                    opinie
                                                    > pod uwagę. Może jednak na coś się prrzydadzą?

                                                    owszem biorę, bo uważam, że ule osób by nie "obejrzało"
                                                    bądź "obczytałosmile " ( jedno ze słów mojej Julki) to każdy coś
                                                    zauważy, jakiś szczegół, z którym ja mogę się zgodzić bądz nie smile

                                                    > Przykład z puzzlami i komarem właśnie wskazuje, że dziecko masz
                                                    > najzupełniej normalne.

                                                    Nigdy nie twierdziłam inaczej.. Toże chodzę z nią psychologa nie
                                                    uznacza, że uważam ja za nienormalną smile To właśnie psycholog
                                                    nauczyła mnie takiej umiejętności jakowym jest obustronny kompromis
                                                    czy empatii ( problem zaginionego puzzla, \chociaż gołym okiem było
                                                    widać gdzie\ jest czy wstrętnego komara). A wsześniej miałam z tym
                                                    problem. Kompromis owszem ale uważałam, że tylko z jej stronywink
                                                    Czemu mam więc zrezygnować z czegoś co daje i mnie i mojej córce
                                                    korzyści
                                                  • lena.111 Re: a propos wątku bezsilności 08.08.09, 14:19
                                                    Aa i jeszccze jedno to, że mam czasem ostrą wymianę zdań z rozmówcą
                                                    nie oznacza, że jest on nie warty dyskusji ze mną. Na tym właśnie
                                                    polega dyskusjasmile czyż nie? Pozdrwawiam
                                        • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 10.08.09, 12:14
                                          > - to, co piszę, to są przemyślenia CÓRKI. Mój ojciec zachowywał
                                          się
                                          > przez całe moje życie dokłądnie tak, jak Wy, więc tłumaczę Wam,
                                          jak
                                          > się czuje dziecko podobnie traktowane, bo dokładnie to pamiętam.
                                          > Jestem pryncypialna do bólu, bo wiele bólu z tego powodu zaznałam

                                          No to wiele, srebrnarybko, wyjaśnia, tylko wydaje mi się, że się
                                          zagalopowujesz w tej swojej krucjacie w obronie naszych dzieci.
                                          Przeczytałam uważnie całą powyższą wymianę poglądów z leną.111 i
                                          pierwsze co mi się rzuciło w oczy to to, że obie z dosią zarzucacie
                                          lenie upór i nieumiejętność dopuszczenia odmiennych p-któw widzenia,
                                          a popełniacie dokładnie to samo. Trochę to trąci zadufaniem.
                                          Mój ojciec był człowiekiem astralnym, pasjonatem swojej pracy (czyt.
                                          kiedy drzwi sie za nim zamykały zapominał że ma dzieci smile) i kiedyś
                                          na przykład kupił mi komplet podręczników do klasy 6 kiedy ja akurat
                                          szłam do 7. Albo odesłał moich kolegów z kwitkiem, kiedy przez
                                          domofon zapytali o mnie używając oczywiście mojego imienia a nie
                                          zdrobnienia którym nazwywano mnie w domu. Ojciec stwierdził,
                                          że "taka tu nie mieszka", nie wiedział o kim oni mówią wink Zwracał
                                          się do mnie różnie, traktował mnie różnie i tu dochodzę do meritum:
                                          otóż moim zdaniem było to jak najbardziej normalne, nie tylko w
                                          stosunkach rodzic-dziecko, ale w ogóle międzyludzkich. Czy Ty jesteś
                                          pewna, że zawsze jesteś na tyle wyczulona na drugiego człowieka, że
                                          wiesz na pewno kiedy chce on pogadać poważnie, kiedy coś ma dla
                                          niego szczególne znaczenie? że zawsze reagujesz w tonie adekwatnym
                                          do sytuacji? że nie wyolbrzymiasz drobiazgów a nie lekceważysz
                                          rzeczy ważnych? Przecież nigdy nie wiesz co w drugim człowieku
                                          siedzi, a jeśli wiesz to tylko ci się wydaje. Tak samo bywa w
                                          stosunkach z dzieckiem. Może i lena zlekceważyła córkę w tej
                                          nieszczęsnej historii z kobietką, może, a raczej na pewno ja też
                                          czasem nie traktuję mojej córki z należytą powagą, jestem
                                          protekcjonalna czy powierzchowna, ale skąd ta wasza (przepraszam, że
                                          tak skaczę między osobami ale część moich uwag odnosi się też do
                                          postów dosi) niewzruszona pewność, że jest to źródłem opisanych
                                          problemów na naszymi córkami? Na iluż to rozhisteryzowanych
                                          uparciuchach wypróbowałyście wasze recepty wychowawcze?
                                          Żeby było jasne, nie odrzucam z góry waszych uwag i sugestii,
                                          wszystkie posty wątku przeczytałam z uwagą i dałym mi całkiem sporo
                                          materiału do przemyśleń. Ale to teatralne współczucie, srebrnarybko,
                                          jakie okazujesz córce leny a w domyśle wszystkim dzieciom
                                          popapranych wg Ciebie rodziców słabo się wpisuje w tonację rzeczowej
                                          dyskusji. Ja mam zamiar popracować nad sobą, nad swoimi relacjami z
                                          córką, a do dyskusji proponuję wrócić za jakiś czas.
                                          • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 10.08.09, 13:10
                                            Nie twierdzę, że nie może być innych przyczyn wybuchów złości
                                            Waszych córek. Stwierdzam tylko, i Wasze reakcje (Lena zresztą
                                            stwierdziła, że niektóre moje przemyślenia warto wziąć pod uwagę),
                                            podobne do reakcji mojego ojca upewniają mnie w przekonaniu, że
                                            bardzo trudno jest przyjąć do wiadomości podaną przez Dosię i przeze
                                            mnie przyczynę akich wybuchów i że rodzice mają tendencję do
                                            uważania zachowań dzieci za nieracjonalne, gdy one są całkowicie
                                            nieracjonalne.
                                            Przy okazji: mój ojciec był bardzo podobny do Twojego, a pisałaś, że
                                            jako dziecko też miałaś wybuchy złości, ale Cię utemperowano. Czy
                                            coś Ci to nie sugeruje? I czy nie lepiej byyłoby, żeby ojciec
                                            zamamiast Cię temperować po prostu włożył trochę wysiłku w to, by
                                            pamiętać, jak masz na imię i w której jesteś klasie? Może wtedy
                                            rzadziej wylewałabyś kompot wiśniowy na biały obrus?

                                            kiedyś
                                            > na przykład kupił mi komplet podręczników do klasy 6 kiedy ja
                                            akurat
                                            > szłam do 7. Albo odesłał moich kolegów z kwitkiem, kiedy przez
                                            > domofon zapytali o mnie używając oczywiście mojego imienia a nie
                                            > zdrobnienia którym nazwywano mnie w domu. Ojciec stwierdził,
                                            > że "taka tu nie mieszka", nie wiedział o kim oni mówią wink Zwracał
                                            > się do mnie różnie, traktował mnie różnie i tu dochodzę do
                                            meritum:
                                            > otóż moim zdaniem było to jak najbardziej normalne, nie tylko w
                                            > stosunkach rodzic-dziecko, ale w ogóle międzyludzkich.

                                            I do meritum: to nie jes NORMALNE. Jeżeli ktoś decyduje się na
                                            dzieci, nawet pasjonat swojej pracy, to może się swoją pracą
                                            zajmować, nic się nie stanie, jeśli dziecko np. zostaje na jakiś
                                            czas pod opieką opiekunek czy babci, natomiast powinien mieć kontakt
                                            psychiczny z dzieckiem i jego światem. I to jest kwestia
                                            pierwszorzędna. Natomiast zagadywanie czułością braku kontaktu
                                            psychicznego z dzieckiem, bo to, o czym piszesz, to totalny brak
                                            kontaktu psychicznego z dzieckiem, może być wkurzające.

                                            Pozdrawiam i życzę poprawy kontaktów z córką.
                                            • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 10.08.09, 14:14
                                              > Przy okazji: mój ojciec był bardzo podobny do Twojego, a pisałaś,
                                              że
                                              > jako dziecko też miałaś wybuchy złości, ale Cię utemperowano

                                              Niczego podobnego nie pisałam. Nie tylko miałam, ale nadal miewam
                                              napady złości, kompletnie,z mojego punktu widzenia, irracjonalnej,
                                              ot bo tak, bo świat się nie kręci wg mojego widzimisię, ale z
                                              wiekiem nauczyłam się nad nimi panować, robić bilans zysków i strat,
                                              tzn. jak wyleję kompot na obrus to mi ulży i wszystkim pokażę ale a)
                                              zniszczę obrus b)przysporzę sobie pracy c) ośmieszę się. Właśnie
                                              dlatego, że moi rodzice zupełnie sobie nie poradzili z
                                              utemperowaniem tej paskudnej cechy mojego charakteru, mam obawy
                                              kiedy patrzę na moją córkę.
                                              A gdyby na dzieci dacydowali się tylko ci, którzy są pewni swoich
                                              talentów wychowawczych i gotowości emocjonalnej do opieki nad
                                              dziećmi, to ludzkość by wyginęła.
                                              • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 10.08.09, 14:22
                                                Nie rozumiem dlaczego na sile chcesz zmieniac corke. Troche
                                                temperamentu jeszcze nikomu nie zaszkodzilo. Czlowiek musi przejsc
                                                przez okres buntu na wszystko, po to aby zdefinowac siebie, swoje
                                                oczekiwania. Dopoki nie przekracza pewnych granic, nie rani swoim
                                                zachowaniem innych, ma prawo do manifestacji siebie.
                                                Ktos kto nigdy nie mial prawa wyrazac wolno swoich emocji, nigdy nie
                                                nauczy sie tego robic, a jego "nieracjonalne" zachowania tylko
                                                nasila sie wraz z wiekiem.
                                                • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 10.08.09, 14:39
                                                  No i wreszcie dochodzimy do sedna problemu smile Nie chcę zmieniać
                                                  córki, chcę - o czym od początku pisałam - znaleźć sposób, by
                                                  nauczyła się opanowania nieco szybciej niż ja, i by nie musiała
                                                  dostać przy tym tylu "cięgów od życia". To chyba normalne u
                                                  rodziców, że chce dzieciom pewnych doświadczeń zaoszczędzić wink

                                                  > Dopoki nie przekracza pewnych granic, nie rani swoim
                                                  > zachowaniem innych, ma prawo do manifestacji siebie.
                                                  Od tego zaczęła sie dyskusja - co robić, kiedy dziecko te granice
                                                  przekracza.
                                                  • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 10.08.09, 14:47
                                                    To ja juz nie rozumiem. To, ze corka Leny denerwuje sie, ze nie jest
                                                    mala kobietka, albo, ze kwiatek mial byc inny, albo ze nie jest
                                                    malym pomocnikiem to sa te sytuacje, w ktorych dziecko granice
                                                    przekracza?

                                                    OK. Twoja wrzeszczy co sil. To troche inne sytuacje. Ale,
                                                    abstrahujac od tego dlaczego wrzeszczy, jedynym sposobem na nauke
                                                    opanowania jest przekazanie jej, ze Ty ja rozumiesz, ze jej emocje
                                                    sa w porzadku, ze czasem masz ten sam problem, a jedynie obie
                                                    musicie popracowac nad ich opanowaniem.

                                                    To jest proces. Nie zrobisz tego w ciagu miesiaca. Czlowiek
                                                    zrozumiany nie ma powodu wybuchac. Wiec daj to corce i pozwol zyciu
                                                    toczyc sie dalej.

                                                    A jezeli umiesz czasem przeanalizowac sytuacje i znalezc konkretny
                                                    powod dlaczego mogla sie az tak zdenerwowac, to go staraj sie
                                                    wyeliminowac. Praca jest po obu stronach.
                                                  • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 10.08.09, 14:57
                                                    Odsyłam do pierwszego postu. A sytuacji z kobietkami czy kwiatkiem
                                                    nie moge uznac za przekroczenie czy nieprzekroczenie granic bo mnie
                                                    przy tym nie było, nie znam szczegółów, nie wiem jak mała się
                                                    zachowywała. Ze skrótowej relacji na forum trudno rozeznać sprawę.
                                                  • morekac Re: a propos wątku bezsilności 10.08.09, 14:57
                                                    Problem polega na tym, że swoich zachowań człowiek uczy się na
                                                    błędach (i to niestety, tych osobistych, nie zaś na błędach swych
                                                    rodziców) i przykładach (najczęściej złych...). Poza tym człowiek
                                                    jest stworzeniem ze wszech miar racjonalnym - nie będzie stosował
                                                    zachowań, które mu się nie opłacają. Jeśli wrzeszczenie będzie mniej
                                                    skuteczne od negocjacji - młody ludź będzie rozwijał skłonność do
                                                    negocjacji, nie zaś do wrzasku.
                                                    Ale żeby negocjować, trzeba obu stron. Przy czym strona z definicji
                                                    silniejsza nie może zakładać, że tylko ona ma rację i ma być tak,
                                                    jak ona sobie życzy. Nie możesz więc z góry traktować wrzasków
                                                    swojego dziecka jako totalnie nieracjonalnych, tylko starać się
                                                    dociec, co właściwie było przyczyną tego wybuchu. Żeby zaś skrócić
                                                    czas wrzasku, należałoby przyjąć zasadę "Nie mogę z tobą rozmawiać
                                                    (i ci pomóc), bo nie rozumiem, co mówisz."
                                                    Jeśli zaś wychodzi się z założenia, że "tylko ja-dorosły mam rację i
                                                    ma być tak, jak ja mówię" to ma się w domu Bliski Wschód - jedna
                                                    strona wysyła czołgi i rakiety, a druga zamachowców-samobójców. Nie
                                                    ma mowy o rozwiązywaniu problemu, jest tylko eskalacja.
                                                  • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 10.08.09, 15:03
                                                    należałoby przyjąć zasadę "Nie mogę z tobą rozmawiać
                                                    > (i ci pomóc), bo nie rozumiem, co mówisz."

                                                    Taa, też już na to wpadliśmy. To jest chyba najczęstszy tekst mojego
                                                    męża do córki wink Ostatnio, kiedy już wyhamowała na tyle żeby
                                                    wyartykułować składnie o co chodzi, mąż zapytał o co właściwie ten
                                                    ryk i dostał odpowiedź, "bo lubię"
                                                  • morekac Re: a propos wątku bezsilności 10.08.09, 15:20
                                                    A pytanie było dokładnie "O co ten ryk?" (i to jeszcze tonem
                                                    zniecierpliwionym?). Bo może należałoby zacząć tak "Widzę, że jesteś
                                                    zła..."
                                                    Zresztą odpowiedź mogła być jak najbardziej szczera...

                                                  • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 10.08.09, 15:59
                                                    Nie, nic z tych rzeczy. Mój mąż ma świętą cierpliwość w takich
                                                    pogwarkach, potrafi n razy powtórzyc tonem łagodnym jak
                                                    zefir "uspokój się, porozmawiamy" aż ja mam ochotę wrzasnąć, że jak
                                                    jeszcze raz to powtórzy to zacznę wyć smile Poprosił żeby powiedziała
                                                    dlaczego ryczy, no to powiedziała
                                                  • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 10.08.09, 16:05
                                                    Czy gdyby corka, tonem lagodnym jak zefir odpowiedziala, ze ryczy bo
                                                    lubi, to uznalabys taka odpowiedz za grzeczna?

                                                    Uzycie slowa "ryczy" wyklucza z definicji szacunek dla rozmowcy.
                                                    Mozna tonem lagodnym jak zefir zwracac sie do rozmowcy w sposob jak
                                                    najbardziej lekcewazacy. W takim przypadku im bardziej ton lagodny,
                                                    tym moze byc bardziej poblazliwy i lekcewazacy. Uzycie slowa "ryk"
                                                    wyklucza jakiekolwiek szanse na rozmowe. Nie dziwie sie, ze corka
                                                    odpowiedziala, ze "lubi".
                                                  • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 10.08.09, 16:55
                                                    Pouczę męża żeby następnym razem zapytał córko dlaczego wydajesz z
                                                    siebie dźwięk ostry, przeciągły i przenikliwy przypominający ryk
                                                    zwierzęcia (wedle słownika j.polskiego). Moja córka na szczęscie
                                                    rozumie różnicę między rykiem a płaczem, ponadto ma wrodzone
                                                    poczucie humoru, i odpowiedziała ani grzecznie ani niegrzecznie,
                                                    natomiast jak sądzę szczerze.
                                                  • morekac Re: a propos wątku bezsilności 10.08.09, 16:21
                                                    Cierpliwość to może mieć i najwyższej klasy i być może powinien
                                                    zostać wyznaczony na etatowego negocjatora, niemniej dla mnie
                                                    pytanie "Dlaczego ryczysz?" jest innym pytaniem niż nawet "Dlaczego
                                                    płaczesz?". Odpowiedzi dostaje się mniej więcej takie, jakie zadaje
                                                    się pytania... A pytanie jest "Dlaczego wydajesz te głośne,
                                                    przerażliwe krzyki?".
                                                  • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 10.08.09, 15:56
                                                    Ja tez bym tak odpowiedziala, gdyby ktos zapytal o co ten ryk.
                                                    Nie mow mi, ze tego pytania nie mozna zadac inaczej.
                                                  • morekac Re: a propos wątku bezsilności 10.08.09, 16:29
                                                    Zresztą pewnie lubi, bo jest to sposób na rozładowanie napięcia.
                                                    Poza tym to pytanie: "dlaczego" - zakłada totalną niewiedzę i
                                                    zupełny brak powodu...
                                                    -Dlaczego płaczesz? - spytałam czas temu jakiś
                                                    -Powinnaś się domyslić, jeśli mnie kochasz!Od tego jesteś moją
                                                    matką!- odpaliła mi panna
                                                  • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 10.08.09, 16:59
                                                    A to ja bym mojej pannie na takie dictum odpaliła, że jestem tylko
                                                    człowiekiem i nie siedzę w jej głowie, i że własnie z takiego
                                                    zakładania że sie wie co inni myslą to sie bierze najwięcej
                                                    problemów w rodzinie. Po to się człowiek nauczył mówić żeby się nie
                                                    musieć niczego domyślać
                                                  • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 10.08.09, 17:20
                                                    Alez to jest jak najbardziej szczera odpowiedz, traktujaca dziecko
                                                    jak rozumna istote - ani lekcewazaca, ani poblazliwa. Normalna. Na
                                                    pewno lepsza niz "dlaczego ryczysz".
                                                  • morekac Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 09:54
                                                    Odpowiedziałam:
                                                    -Niestety, nie wiem. Nie jestem tobą i nie wiem, co ci przeszkadza,
                                                    dopóki mi nie powiesz.
                                                    Widzisz różnicę pomiędzy twoim odpaleniem a moją odpowiedzią?
                                                  • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 10:42
                                                    Przeogromną, Ty subtelnie i z szacunkiem, a ja prostacko i
                                                    napastliwie, i właśnie dlatego Ty masz zapewne w domu chodzące cudo
                                                    a ja stworzyłam potwora. Q.E.D.
                                                  • morekac Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 10:56
                                                    Nie mam cuda... ale jak sama byś odpowiedziała na pytanie "Dlaczego
                                                    ryczysz?" Nie wkurzyło by cię - tak troszeczkę?
                                                    Bo mnie by wkurzyło... A jeśli cos wkurza mnie, czemu ma nie wkurzyć
                                                    kogoś innego?
                                                  • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 11:31
                                                    Kilkakrotnie podkreślałam, że rozumiem moją córkę w kwestii
                                                    awanturnictwa. Oczywiście, że różne rzeczy mogą ją drażnić, mnie też
                                                    by rozdrażniły. Ale rozumieć, nie znaczy aprobować. Nie chcę
                                                    tresować córki, ale wychowywać owszem, a nieopanowane napady ryku,
                                                    wrzasku, furii, zwał jak zwał, to moim zdaniem akurat coś co należy
                                                    powolutku aż do skutku wykorzeniać.
                                                    Siłą rzeczy na forum nie oddam tonacji jaką pytanie było zadane. Ale
                                                    potrafisz sobie chyba wyobrazić, że pytanie "dlaczego ryczysz?"
                                                    można zadać tonem łagodnym i bynajmniej nie obelżywym. Moja córka
                                                    naprawdę rozumie różnicę między ryczeniem a płaczem.
                                                  • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 12:54
                                                    > można zadać tonem łagodnym i bynajmniej nie obelżywym. Moja córka
                                                    > naprawdę rozumie różnicę między ryczeniem a płaczem.

                                                    Naprawde? To skad te wszystkie Twoje problemy? Aha, zapomnialam, z
                                                    powietrza przeciez...

                                                    Sorry, ze wzmocnie tresc swojej wypowiedzi, ale skoro naprawde nie
                                                    potrafisz pojac, ze "dlaczego ryczysz" to jednak co innego
                                                    niz "dlaczego placzesz", albo "dlaczego krzyczysz", to mysle, ze nie
                                                    ma sensu, zebys szukala pomocy na tym forum. Skoro jestes tak uparta
                                                    w tej kwestii, to nic tu po nas. Rozumiem, ze w chwilach Twojego
                                                    gniewu bardzo lubisz, gdy maz pyta Cie z prawdziwa troska w
                                                    glosie "dlaczego ryczysz". Super.

                                                    > by rozdrażniły. Ale rozumieć, nie znaczy aprobować. Nie chcę
                                                    > tresować córki, ale wychowywać owszem, a nieopanowane napady ryku,
                                                    > wrzasku, furii, zwał jak zwał, to moim zdaniem akurat coś co
                                                    należy powolutku aż do skutku wykorzeniać.


                                                    No to oswiec nas maluczkich JAK chcesz to zrobic. Bo czekam, czekam,
                                                    na te swiatle rady, i jakos ich, kurde, nie widze! Rozumiem, ze juz
                                                    wdrazasz jakis program naprawczy i nie jest to bynajmniej eliminacja
                                                    przyczyn i (takze) wlasnych bledow, bo w te przeciez nie wierzysz -
                                                    blagam, podziel sie wiec osiagnieciami, bo mnie ciekawosc zzera.

                                                    Skoro nie potrafisz przyznac, ze byc moze to TY robisz cos nie tak,
                                                    skoro nie wierzysz w zrozumienie, w normalny dialog (bez uzycia slow
                                                    takich jak "ryczysz"), to jak chcesz osiagnac cel? Ja naprawde
                                                    jestem ciekawa JAK to chcesz osiagnac? Zamkniesz corke w ciemnej
                                                    komorce?

                                                    Przepraszam za ostry to, ale nie rozumiem juz po co w ogole
                                                    zalozylas ten watek, skoro nie przyjmujesz do siebie zadnych
                                                    argumentow.
                                                  • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 14:12
                                                    > To skad te wszystkie Twoje problemy? Aha, zapomnialam, z
                                                    > powietrza przeciez...

                                                    Kiedy i gdzie ja to napisałam?

                                                    > Przepraszam za ostry to, ale nie rozumiem juz po co w ogole
                                                    > zalozylas ten watek, skoro nie przyjmujesz do siebie zadnych
                                                    > argumentow.

                                                    Wyjaśnij mi, jak Ty doszłaś do takich wniosków? Czytacie moje posty
                                                    literalnie, czepiacie się każdego słówka, więc proszę podaj mi
                                                    dokładny cytat z moich wypowiedzi, w którym stwierdzam, że ja jestem
                                                    bez winy, że wszystkie awantury mojej córki są irracjonalne, że
                                                    uważam, że wszystkie moje oponentki, w tym również Ty, w czambuł nie
                                                    mają racji. Nie pojmuję doprawdy skąd te skłonności do wylewania
                                                    dziecka z kąpielą. Jeżeli nie zgadzam się z Tobą czołobitnie w
                                                    każdym słowie to znaczy że nie warto tracić czasu na dyskusję ze
                                                    mną? I wy piszecie o szacunku w dyskusjach z dzieckiem...

                                                    > ale skoro naprawde nie
                                                    > potrafisz pojac, ze "dlaczego ryczysz" to jednak co innego
                                                    > niz "dlaczego placzesz", albo "dlaczego krzyczysz"

                                                    Potrafię pojąć, moja córka też potrafi. Przed chwilą zapytałam ją
                                                    jaka jest różnica między tym kiedy płacze a kiedy ryczy. Powiedziała
                                                    że jak płacze to jest jej smutno i lecą jej łzy, a ryczenie to "jak
                                                    się wydzieram bo jestem zła o coś".

                                                    > Bo czekam, czekam,
                                                    > na te swiatle rady, i jakos ich, kurde, nie widze!

                                                    Nie rozumiesz po co założyłam wątek? Własnie po to żeby mi ktoś rad
                                                    udzielił, a nie żeby mi nachalnie narzucał swój punkt widzenia.
                                                    Pisałam to już, ale powtórzę raz jeszcze, wszystkie posty
                                                    przeczytałam uważnie i wszystkie konstruktywne porady wezmę pod
                                                    głeboką, wierz mi, rozwagę. Powiem Ci zupełnie szczerze, że
                                                    kilkakrotnie chciałam już poprosić srebrnąrybkę żeby przeniosła się
                                                    ze swoją postraumatyczną obsesją na temat ojca na właściwe dla
                                                    takich tematów forum, ale nie zrobiłam tego, bo ma ona pełne prawo
                                                    wypowiadać swoją opinię. Mogę z nią polemizować, mogę ignorować, ale
                                                    nie wykluczać z dyskusji. Ten mój okropny toksyczny ojciec zawsze mi
                                                    powtarzał, że porad jakie by nie były należy wysłuchać wszystkich, a
                                                    skorzystać tylko z tych które są tego warte.
                                                  • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 14:36
                                                    Mamo_biedronki. Ty mnie najzwyczajniej w swiecie w ogole nie starasz
                                                    sie zrozumiec.


                                                    > Potrafię pojąć, moja córka też potrafi. Przed chwilą zapytałam ją
                                                    > jaka jest różnica między tym kiedy płacze a kiedy ryczy. >
                                                    Powiedziała
                                                    że jak płacze to jest jej smutno i lecą jej łzy, a ryczenie to "jak
                                                    się wydzieram bo jestem zła o coś".


                                                    Ja nie mowie, ze Twoja corka nie rozumie roznicy miedzy placzem, a
                                                    rykiem, ale o tym, ze w chwili gniewu, bez wzgledu na to jak mocno
                                                    sie drze i RYCZY, ona oczekuje, ze ktos normalnie zapyta "dlaczego
                                                    krzyczysz, wytlumacz co sie stalo", a nie lecewazaco "dlaczego
                                                    ryczysz". Czy ty naprawde nie widzisz roznicy???

                                                    Dla mnie w takiej chwili uzycie slowa ryczysz ESKALUJE konflikt.
                                                    Rozumiesz? A wtedy trzeba NEGOCJOWAC, a nie wykazywac
                                                    zniecierpliwienie, zlosliwosc, czy co tam jeszcze. "Dlaczego
                                                    ryczysz" nawet jesli jest wypowiedziane anielskim tonem, niesie ze
                                                    soba wydzwiek perjoratywny. Bo "ryczysz" jest takim samym zlym
                                                    slowem, jak, za przeproszeniem "srasz", zamiast "robisz kupe". I
                                                    naprawde nie ma znaczenia, ze corka wlasnie naprawde RYCZY, a nie
                                                    placze. Zrozum, ze Ty nie uznajesz tego za lekcewazenie, bo to dla
                                                    Ciebie normalne slowo, oddajace tresc sceny, ale dla corki jest to
                                                    slowo lekcewazace w tej chwili, choc ona doskonale wie, ze ryczy, a
                                                    nie placze. I nie ma tu czasu na trele morele slowne, bo tatusiowi
                                                    sie moze wydaje, ze "ryczysz" jest takie dowcipne i w ogole. Dla
                                                    dracego sie dziecka nie jest i kropka. Naprawde nie wiem jak to
                                                    jasniej powiedziec.
                                                  • agata055 Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 15:00
                                                    > Ja nie mowie, ze Twoja corka nie rozumie roznicy miedzy placzem, a
                                                    > rykiem, ale o tym, ze w chwili gniewu, bez wzgledu na to jak mocno
                                                    > sie drze i RYCZY, ona oczekuje, ze ktos normalnie zapyta "dlaczego
                                                    > krzyczysz, wytlumacz co sie stalo", a nie lecewazaco "dlaczego
                                                    > ryczysz". Czy ty naprawde nie widzisz roznicy???

                                                    A skąd Ty możesz wiedzieć jak ona chciałaby być zapytana??? Macie na
                                                    to złoty środek czy co?
                                                    Amelka też ryczy a zauważyła to moja 3 letnia córeczka , która już
                                                    po prostu nie wytrzymała kolejnego napadu szału Amelki i wprost się
                                                    jej zapytała : czego ty tak ryczysz???

                                                    Ty i srebrnarybka mówicie tak przekonywująco o tym co czuje dziecko
                                                    Leny czu mamy biedronki, że aż chwilami się zastanawiam czy to nie
                                                    Wasze?

                                                    AAA a zdyskusją to chyba nie ma zawiele wspólnego. Ja to widzę jako
                                                    przepychankę słowną i przyklejanie etykiet.Ale nie przez Lene i mame
                                                    biedronki swoim dzieciom ale przez Was (mam tu też na myśli
                                                    srebrnarybkę) właśnie i Lenie i mamie biedronki. Uczepiłyście się
                                                    jednego słowa i ślepo drążycie, no bo przecież już są
                                                    zaszufladkowane , że mamami są popapranymi.
                                                    Czy na podstawie jednego ,pojedyńczego badania można stwierdzić, że
                                                    ktoś jest poważnie chory? nie, trzeba zlecić kolejne,dodatkowe
                                                    badania. Niestety mama moja nie miała tyle szczęścia i też trafiła
                                                    na takiego konowała co to po jednym badaniu z wyrokiem do onkologa
                                                    wysyłał. Poszła do innego, zrobiła szereg badań i diagnoza okazała
                                                    się wręcz bzdurna. zanim jednak poszła przeżyła piekło na ziemi.

                                                    Mam nadzieję że przykład dotarł.
                                                  • pam_71 Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 15:20
                                                    Agato, ciesze się że Mama zdrowa wink Jest jednak cała masa "konowałów", którzy
                                                    po jednym badaniu machają ręką "Jest Pan zdrowy", a po pół roku okazuje się że
                                                    nowotwór nieoperacyjny ....
                                                    Tak więc każdy przykład można odwrócić o 180 stopni wink
                                                    Na szczęście mam w domu jedną sztukę z "umiarkowanymi" fochami, bez drastycznych
                                                    wystąpień i do opanowania wink Może dlatego, że problem nie dotyczy mnie
                                                    bezpośrednio czytam wypowiedzi bez emocji i wiele argumentów Srebrnejrybki do
                                                    mnie trafia ... nie są to racje miłe i przyjemne, ale właśnie to , że pisze na
                                                    bazie swoich przeżyć/uczuć daje gwarancje autentyczności ... a nie opiera się na
                                                    poradnikach Super Niani (bo na to mam alergię wink)
                                                    Pozdro
                                                    Pam
                                                    PS: W zasadzie nie powinnam się wypowiadać, ale przykład onkologiczny mnie
                                                    poruszył. Trzy miesiące temu pochowaliśmy naszego Tatę. Chorował na rak trzustki
                                                  • agata055 Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 17:16
                                                    Współczuje bardzo z powodu śmierci TATY....

                                                    Co do tez srebrnej rybki i dosi to powiem tak - niektóre śa jak
                                                    najbardziej mądre, ale niektóre po prostu to czepianie się jednego
                                                    słowa i robienie z niego użytku.....

                                                    Mnie też na szczęście ten problem nie dotyczy osobiście ale wiem bo
                                                    widze, że takie małe rozhisteryzowane dziecko potrafi naprawdę dać w
                                                    kość i to bez powodu!
                                                    no kurcze ten przykład z babcią... przecież ona nie kończyła
                                                    akademii etyki zachowań dziecka...Skoro inne się nie obraziły to
                                                    dlaczego Amelka była wściekła?

                                                  • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 17:29
                                                    > akademii etyki zachowań dziecka...Skoro inne się nie obraziły to
                                                    > dlaczego Amelka była wściekła?

                                                    Wejdz sobie na forum kobieta i przeczytaj pierwszy z brzegu watek w
                                                    stylu "on sie chyba do mnie zle odezwal, czy ja przesadzam?".
                                                    Zobaczysz, skoro jeszcze tego nie wiesz, ze rozni ludzie roznie
                                                    reaguja na rozne slowa. Co dla jednego jest nic nie znaczacym
                                                    komentarzem, innego dotknie do zywego. A zrozumienie tego nazywa sie
                                                    empatia.

                                                    Jak ktos sie na mnie obraza, albo na mnie krzyczy, albo mi grozi
                                                    piescia, to zazwczaj zastanawiam sie "co tez takiego moglam
                                                    zrobic/powiedziec, ze wywolalam taka reakcje". Czasem, po
                                                    przeanalizowaniu potrafie dojsc do najbardziej prawdopodobnje
                                                    przyczyny, czasem sie po prostu zapytam, a nastepnym razem staram
                                                    sie takiej osoby nie urazic. Albo zwyczajnie pozostaje w niewiedzy i
                                                    tez sie dziwie. Znam osoby przeczulone i zbytnio reagujace (w moim
                                                    mniamaniu). I czasem tez nie rozumiem czyjegos zachowania. A czasem
                                                    sama sie obrazam na byle co. A tak.

                                                    Na tym polega wspolzycie wsrod ludzi, ze czlowiek powinien czasem
                                                    analizowac swoje zachowanie i je zmieniac, jesli uzna, ze taka
                                                    zmiana przyniesie pozytywne skutki.

                                                    Nie wiem dlaczego Amelka byla wsciekla. Ale na pewno zastanowilabym
                                                    sie dlaczego.
                                                  • pam_71 Re: a propos wątku bezsilności 12.08.09, 08:34
                                                    > no kurcze ten przykład z babcią... przecież ona nie kończyła
                                                    > akademii etyki zachowań dziecka...Skoro inne się nie obraziły to
                                                    > dlaczego Amelka była wściekła?

                                                    W tym wypadku mój Duży powinien ryczeć non stop wink Od zawsze ma talent do
                                                    "umazywania się" czymkolwiek popadnie.
                                                    Szczerze to nie doszukałam się w "incydencie" z jagodami zamachu na godność
                                                    osobistą Amelki ... widocznie dziecko odebrało to inaczej.
                                                    Pozdro
                                                  • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 15:33
                                                    Z calym szacunkiem Agato, chrzanisz jak potluczona. A pisze to tak
                                                    dosadnie, bo akurat w tej calej dyskusji udalo sie nam uniknac jakos
                                                    argumentow ad personam. Natomiast Ty od poczatku jestes niegrzeczna.

                                                    > A skąd Ty możesz wiedzieć jak ona chciałaby być zapytana??? Macie
                                                    na to złoty środek czy co?


                                                    No z pewnoscia "dlaczego ryczysz". Przeciez to oczywiste !!! No,
                                                    swietny zloty srodek, po prostu! Cudownie. Tak, wlasnie tak,
                                                    zwracajmy sie do dzieci!

                                                    A jakiz to problem, na Boga, przestac tak mowic i uzyc jezyka jakim
                                                    posluguja sie zrownowazeni ludzie? Do mnie nikt nie mowi "czemu
                                                    ryczysz", jak jestem wsciekla, co najwyzej. Dlaczego mialabym wiec
                                                    tak mowic do dziecka???

                                                    Nie wiem, czy autorce watku cos sie stanie jak sie powstrzyma? Jak
                                                    powie normalnie? Bo ja naprawde nie kumam w czymze jest to taki
                                                    problem zapytac normalnie, po ludzku, jak czlowiek.

                                                    > srebrnarybkę) właśnie i Lenie i mamie biedronki. Uczepiłyście się
                                                    > jednego słowa i ślepo drążycie, no bo przecież już są
                                                    > zaszufladkowane , że mamami są popapranymi.

                                                    Opanuj sie. Nikt nie powiedzial tu o nikim, ze jest popaprany.
                                                    Srebrna_rybka, w dobrej intencji, zaproponowala mamie_biedronki aby
                                                    ta przeanalizowala wlasne zachowanie z dziecinstwa i zastanowila sie
                                                    DLACZEGO ona miala problem ze zloscia. Pomogloby to jej zrozumiec
                                                    wlasna corke. Jak dla mnie, logiczne dla kazdego zdrowo myslacego
                                                    czlowieka.

                                                    Uczepilysmy sie jednego slowa, bo omawiamy tu KONKRETNE przyklady i
                                                    probujemy w kolko tlumaczyc, dlaczego to jedno slowo moze miec AZ
                                                    TAKIE ZNACZENIE. A jak widac, moze.
                                                  • agata055 Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 17:27
                                                    d.o.s.i.a napisała:

                                                    > Z calym szacunkiem Agato, chrzanisz jak potluczona. A pisze to tak
                                                    > dosadnie, bo akurat w tej calej dyskusji udalo sie nam uniknac
                                                    jakos
                                                    > argumentow ad personam. Natomiast Ty od poczatku jestes
                                                    niegrzeczna.
                                                    >

                                                    AAA no tak ja chrzanie jak potłuczona...
                                                    I to ja jestem niegrzeczna, może i troche jestem ale wisz poetką to
                                                    ja nie jestem ( to do tego, że czasem niewłaściwe słowa dobieram)
                                                    tylko zwykłą księgową smile
                                                    Ps to ,że się z Wami nie zgadzam nie oznacza, że chce Was obrazić
                                                    bądź być w stosunku do Was niegrzecznasmile
                                                  • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 15:35
                                                    Mam dziś mało czasu, więc zbiorczo na różne posty.
                                                    1. Do Agaty - brudne buzie i popapranie lodami. Jest gigantyczna
                                                    różnica między wyśmiewaniem się przez dorosłą osobę z dziecka z tego
                                                    powodu, że zachowało się ono dziecinnie i niedojrzale (dorosły
                                                    przecież umiałby tak jeść jagody, żeby sobie nie zaświnić twarzy), a
                                                    zwróceniem przez męża uwagi żonie, że się popaprała. W pierwszym
                                                    wypadku jest to podkreślanie niedojrzałści dziecka i wskazywanie mu,
                                                    że ono nie umie jeszcze tego i tamtego przez osobę dorosłą, która
                                                    naturalnie to umie. Dziecko ma prawo poczuć się zawstydzone. W
                                                    drugim rozmawiają ze sobą dwie osoby jednakowo dojrzałe, więc żona
                                                    nie ma poczucia bycia mniej dojrzałą od męża, a zamówienie takiej
                                                    porcji lodów, której nie da się zjeść bez upaprania było świadomą
                                                    decyzją żony. Żona liczyła się więc i z tym, że mąż zauważy, że
                                                    popaprała sobie buzię.
                                                    2. Zwracanie się per "majster ukochany" do męża i "pomocnik kochany"
                                                    do dziecka. Także jest różnica. Niektórzy ludzie (dzieci i dorośli)
                                                    lubią, jak się do nich zwracać infantylnie (chociaż w wypadku
                                                    dorosłych tego nie rozumiem). Ale mąż ma znacznie większe możliwości
                                                    dania do zrozumienia żonie, że sobie takiego czy innnego określenia
                                                    nie życzy. Biedronka też wyraźnie nie życzy sobie być
                                                    nazywana "kochanym pomocnikiem", ale jej mama nie przyjmuje tego do
                                                    wiadomości. Mąż i żona wspólnie tworzą swój intymny język i oboje
                                                    decydują, jakich czułych określeń będą między sobą używać. Dzieciom
                                                    często takie określenia są narzucane przez rodziców i wtedy często
                                                    dzieci takie określenia odrzucają. I trzeba umieć to uszanować.
                                                    3. Nie twierdzę, że geny czy jakieś cechy wrodzone nie mają wpływu
                                                    na impulsywność. Zapewne mają i dlatego w pewnych sytuacjach jedno
                                                    dziecko zareaguje tak, a drugie inaczej. Ale nawet fakt, że
                                                    impulsywna reakcja na coś jest inspirowana genami nie znaczy, że
                                                    tego "czegoś" nie ma.
                                                    4. Znaczna część opisanych przez mamy skarżące się na histerię
                                                    swoich dzieci wybuchów została sprowokowana zachowaniem dorosłych,
                                                    wynikającym z niezrozumienia psychiki ich dzieci. Dlatego Dosia i ja
                                                    podpowiadałyśm, jak takich, rzekomo nieracjonalnych, wybuchów unikać.
                                                    5. Zdarzają się też wybuchy spowodowane przyczyną racjonalną, ale
                                                    niezależną od dorosłyc, jak opisana tu historia z Amelką i pogodą.
                                                    Przyczyna złości jest racjonalna, bo każdy ma prawo na wakacjach się
                                                    wściec, że pogoda brzydka, tylko nie można temu nic zaradzić. Nie
                                                    bardzo widzę inną możliwość rozładowywania takich wybuchów, niż
                                                    rozwiązywanie problemu. Tzn. deszczu nie da się powstrzymać, ale
                                                    można wobec tego wymyślić taką zabawę, że będzie jeszcze
                                                    przyjemniejsza, niż byłaby na dworze w pogodny dzień. I w podobnych
                                                    sytuacjach podobnie.
                                                    6. Jestem dorosła i też zdarza mi się wściec albo, jak nikt nie
                                                    słyszy, rzucać mięsem. Ale zawsze wiem, dlaczego. Ostatnie
                                                    najczęściej takie ataki wściekłości wywołują we mnie awarie
                                                    komputera, który jest już stary i rozklekotany, pracuje wolno i źle
                                                    współpracuje z drukarką. Potrafię się tym strasznie zdenerwować, ale
                                                    jedynym sposobem, w jaki mogę to opanować, jest doprowadzene
                                                    komputera do porządku. Dopóki to mi się nie udaje, nie mam mowy o
                                                    uspokojeniu i żadne techniki nie pomogą.
                                                    7. Nie jestem zwolenniczką tego, co uchodzi za bezstressowe
                                                    wychowanie (0 kar, 0 nakazów i zakazów i spełnianie wszystkich
                                                    zachcianek), jestem, wbrew pozorom, raczej zwolenniczką surowego
                                                    wychowania. A wychowania poprzez dialog z dzieckiem i dążenie do
                                                    rozumienia jego potrzeb. I wtedy rzeczywiście unika się wielu
                                                    stressów, nawet jeśli okrutnie nakazuje się dziecku pójść spać o
                                                    20.30, a przedtem posprzątać zabawki. Dziecko, które czuje się
                                                    zrozumianie, łatwiej zaakceptuje "stress" w postaci konieczności
                                                    pójścia spać o 20.30. Natomiast stressu rzeczywistego wynikającego z
                                                    przysiądnięcia misia przez mamę można dziecku nie fundować.
                                                  • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 16:08
                                                    > 1. Do Agaty - brudne buzie i popapranie lodami.

                                                    Mam podobne odczucia. Trudno ocenic jak wygladala scena. Jesli
                                                    babcia na glos powiedziala "o jaka brudna buzia" w stosunku do
                                                    jednego dziecka, w grupie innych dzieci, w dodatku moze z ciutka
                                                    dezaprobaty, to jako dziecko nie bylabym chyba zadowolona. Bo to, ja
                                                    wiem, brzmi troche jak... zarzut? Ze dziecko nie dopilnowalo, ze sie
                                                    popapralo, a przeciez (w domysle) nie powinno (?). Co innego gdyby
                                                    uwaga byla skierowana do wszystkich dzieci "ale sie towarzystwo
                                                    popapralo", albo do samej Amelki "choc Ci wytre buzie kochanie, bo
                                                    sie troszke ubrudzilas jagodami", to moze nie byloby takiej
                                                    tragedii? nie wiem.

                                                    Widocznie Amelka jest po prostu wrazliwszym dzieckiem, albo bardziej
                                                    rozpieszczonym (smile)? Nie wiemy tego, ale chyba tak jest skoro jest
                                                    taka "dotykalska".

                                                    > 2. Zwracanie się per "majster ukochany" do męża i "pomocnik
                                                    kochany" do dziecka. Także jest różnica. Niektórzy ludzie (dzieci i
                                                    dorośli) lubią, jak się do nich zwracać infantylnie (chociaż w
                                                    wypadku dorosłych tego nie rozumiem).

                                                    Ja tez nie bardzo rozumiem. Ale rozumiem, ze ludzie moga byc rozni.
                                                    Natomiast w momencie gdy widze, ze kogos moze to draznic,
                                                    natychmiast przestalabym to robic.

                                                  • agata055 Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 17:18
                                                    Co innego gdyby
                                                    > uwaga byla skierowana do wszystkich dzieci

                                                    Ta uwaga była skierowana do wszystkich dzieci, ale tylko Amelka się
                                                    wkurzyła....
                                                  • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 17:29
                                                    > Ta uwaga była skierowana do wszystkich dzieci, ale tylko Amelka
                                                    się
                                                    > wkurzyła....


                                                    "Ale brudna buzia" wskazuje, ze uwaga byla skierowana do JEDNEGO
                                                    dziecka.
                                                  • agata055 Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 17:41
                                                    > "Ale brudna buzia" wskazuje, ze uwaga byla skierowana do JEDNEGO
                                                    > dziecka.

                                                    Ok tak to mogło wyglądać.smile
                                                    dzieci szły w rządku a babcia do każdego mówiła :ale brudna buzia, o
                                                    i znowu brudna buzia, a ta jaka brudna.
                                                    Dziecko było upaprane jagodami, babcia nie mówiła tego złośliwie, po
                                                    prostu rozczulił ją widok pięciu brudnych buziek swoich prawnuczątsmile

                                                    Pewnie ,że jakby zacząc sięgać bardzo głeboko to doszłaby babcia do
                                                    wniosku ,że wnuczęta obraziła.... ale ludzie opanujmy się
                                                    troche...,nie popełniła przecież przestępstwasmile
                                                  • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 18:23
                                                    Od początku podejrzewałam, że sytuacja musiała wyglądać mniej więcej
                                                    tak, jak opisałaś,i teraz to dziwę się nie temu, że Amelka wybuchła,
                                                    tylko temu, że inne dzieci zniosły to spokonie. Otóż babcia zrobiła
                                                    wielkie wydarzenie z tego, że ubrudziły sobie buzie. I nie ma
                                                    znaczenia, czy je skrzyczała, czy też rozczuliła się. Tak czy owak
                                                    zupełnie naturalne wydarzenie, jakim jest ubrudzenie sobie buzi
                                                    przez dziecko zbierające jagody, podniosła do jakiejś wielkiej rangi
                                                    i mocno je wyeksponowała. A Amelka nie jest głupia, żeby nie
                                                    rozumieć, że ubrudzona buzia to cecha dziecka, skutek jej
                                                    niedojrzałości i nieporadności. I oto ten jej przejaw nieporadności
                                                    podnosi się jako coś rozczulającego, co trzeba rozgłosić wszem i
                                                    wobec. Doskonale rozumiem, że dziewczynka poczuła się zawstydzona i
                                                    zareagowała krzykiem.
                                                    Oczywiście z całego opisu wynika, że Amelka jest bardziej wrażliwa
                                                    od rodzeństwa. Ale to nie znaczy, że nie miała powodu prostestować.
                                                    Jeżeli babcia urządza sobie przedstawienie z tego, że dzieciom się
                                                    buzie pobrudziły, to trudno się dziwić. A czy gdyby Amelka zrobiła
                                                    kupę w majtki i babcię też by to rozczuliło, to rozgłosiłaby to
                                                    publicznie? Amelka miała prawo także czuć się zawstydzona ubrudzoną
                                                    buzią i zapewne wolałaby ją szybko umyć, a nie, żeby ktoś się tą
                                                    buzią rozczulał.
                                                    Babcię (pra) nawet trochę rozumiem: kiedyś był taki "trynd", żeby z
                                                    dzieci, z ich nieporadności, niedojrzałości, wpadek, się śmiać, więc
                                                    babcia tak właśnie się zachowała. Ale że Ty nie rozumiesz, że
                                                    dziecko to nie rozśmieszacz i brudne buzie to nic do eksponowania,
                                                    to pojąć nie mogę.
                                                  • agata055 Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 19:43
                                                    i teraz to dziwę się nie temu, że Amelka wybuchła,
                                                    > tylko temu, że inne dzieci zniosły to spokonie. Otóż babcia
                                                    zrobiła
                                                    > wielkie wydarzenie z tego, że ubrudziły sobie buzie.

                                                    Nie, srebrnarybko nie zrobiła z tego wydarzenia, po prostu
                                                    stwierdziła faktsmile

                                                    Ja też jako dziecko często słyszałam : A ty jak zwykle upaprana po
                                                    pachy (taka byłam, historia zlodami to więc nie przypadek) i jakoś
                                                    nie przypominam sobie, żebym wtedy czuła się zawstydzona czy
                                                    poirytowana. Bo niby dlaczego moja ukochana mama,babcia czy dziadek
                                                    chcieliby mnie upokorzyć?

                                                    A Amelka nie jest głupia, żeby nie
                                                    > rozumieć, że ubrudzona buzia to cecha dziecka, skutek jej
                                                    > niedojrzałości i nieporadności.

                                                    Tak,ona na pewno wtedy o tym myślała
                                                  • agata055 Re: a propos wątku bezsilności 12.08.09, 07:20
                                                    I oto ten jej przejaw nieporadności
                                                    > podnosi się jako coś rozczulającego, co trzeba rozgłosić wszem i
                                                    > wobec. Doskonale rozumiem, że dziewczynka poczuła się zawstydzona
                                                    i
                                                    > zareagowała krzykiem.

                                                    powiedz mi , ale tak szczerze : widziałaś kiedykolwiek 3-latka,
                                                    który wstydzi się, że ma brudną buzie? Jeżeli tak to wybacz, ale
                                                    nasza rozmowa faktycznie nie ma sensu bo my znajdujemy się i żyjemy
                                                    w dwóch różnych światach.... W moim świecie obowiązuje zasada ,że
                                                    brudne dziecko to szczęśliwe dzieckosmile Dlatego nie mam pojęcia
                                                    dlaczego dziecko miało się poczuć wyśmiane, dla niego to nie powód
                                                    do wstydu.


                                                    A czy gdyby Amelka zrobiła
                                                    > kupę w majtki i babcię też by to rozczuliło, to rozgłosiłaby to
                                                    > publicznie?

                                                    mieszasz zupełnie dwie różne sprawy. Wiesz kupa w majtkach u 3latka
                                                    to jednak co innego niż brudna buzia. Tego faktycznie dziecko by się
                                                    wstydziło i mogło poczuć się urażone.... Więc wiesz trochę szacunku
                                                    dla babci, bo nie mart się ma na tyle taktu i zrozumienia, że to by
                                                    ją nie rozczuliło.

                                                    Żałuję, że inne matki już tu nie zaglądają bo chciałabym poznać
                                                    opinię innych, a tak ta dyskusja nie ma sensu.
                                                  • pam_71 Re: a propos wątku bezsilności 12.08.09, 08:56
                                                    Hm ... Moje dzieciaki ze swoją bandą siedzą nad jeziorem. Przedział wiekowy ciut
                                                    starszy 4-10lat. Ulubiona zabawa to wiadomo - glajdy błotne, przelewy, zamki,
                                                    fosy, tamy etc. A im więcej błotka tym lepiej wink Jak wyglądają po takiej
                                                    zabawie ... no chyba nie muszę opisywać.
                                                    Komentarze Matek w style "Ale się upaprałeś/aś ! Marsz do jeziora !" są na
                                                    porządku dziennym. Najlepsza forma "Wszyscy Glajdziarze do wody marsz!" chyba
                                                    nie jest praktykowana wink I mimo to ani jedno dziecko nigdy nie poczuło się
                                                    urażone, tylko z radością pędziło do jeziora ... hihi Zastanawiam się czy mam
                                                    wyciągnąć wniosek,że tym Dzieciom (w tym i moim) Rodzice skrzywili
                                                    psychikę(całej ósemce), bo nie reagują oczywistą próbę ich zawstydzenia ?!
                                                    Chyba jednak nastąpiła tu nadinterpretacja wink
                                                  • agata055 Re: a propos wątku bezsilności 12.08.09, 09:05
                                                    > Chyba jednak nastąpiła tu nadinterpretacja wink

                                                    Myślę,że raczej na pewno smile
                                                    Cieszę się, że poznaliśmy opinie innej mamysmile
                                                    Pozdrawiam
                                                  • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 12.08.09, 09:45
                                                    Interpretacji sytuacji z Amelka moze byc sto tysiecy. Przy zdarzeniu bylas tylko
                                                    Ty, nikt inny. Wiec w jaki sposob my mamy rozszyfrowac zachowanie dziecka i
                                                    udzielic Ci konkretnej przyczyny dlaczego Amelka zachowala sie tak, czy smak?
                                                    Twoj opis jest sila rzeczy skrotowy i zadna miara nie moze oddawac wszystkich
                                                    niuansow sytuacji, tembru glosu babci, kontekstu, innych wydarzen danego dnia,
                                                    samopoczucia psycho-fizycznego dziewczynki, ani tego w jaki sposob Amelka byla
                                                    wychowywana do tej pory. Oczekujesz od nas jasnowidztwa?

                                                    My ZGADUJEMY co MOGLO sie wydarzyc, zgodnie z wyznawana przez nas zasada, ze nic
                                                    nie dzieje sie bez przyczyny. Moze tembr glosu babci nie ten. Moze inne dzieci
                                                    mialy czyste buzie, a tylko Amelce sie "dostalo". A moze Amelka chciala byc po
                                                    prostu grzeczna, albo na przyklad starala sie z calych sil w swojej dzieciecej
                                                    mocy, aby sobie tej buzi jagodami nie wysmarowac. Moze chciala sie pochwalic
                                                    mamie, ze wszystkie dzieci sie pobrudzily tylko nie ona. I jej sie to nie udalo
                                                    sie. Poprostu. Moze czuje latke tej "niegrzecznej" i "rozwrzeszczanej" (a na
                                                    pewno czuje) i chciala dobrze, a wyszlo zle. Nie wiem.

                                                    Jakich wiecej interpretacji oczekujesz? Nikt nie mowi, ze ktos krzywdzi psychike
                                                    Amelki, ale to, ze moze trzeba zastanowic sie dlaczego ona taka rozwrzeszczana.
                                                  • agata055 Re: a propos wątku bezsilności 12.08.09, 09:58
                                                    d.o.s.i.a napisała:

                                                    > Interpretacji sytuacji z Amelka moze byc sto tysiecy. Przy
                                                    zdarzeniu bylas tylk
                                                    > o
                                                    > Ty, nikt inny. Wiec w jaki sposob my mamy rozszyfrowac zachowanie
                                                    dziecka i
                                                    > udzielic Ci konkretnej przyczyny dlaczego Amelka zachowala sie
                                                    tak, czy smak?

                                                    Masz racjęsmile Poprzez taką pisaninę na forum nie da się oddać
                                                    rzeczywistego obrazu sytuacji. Myślę więc, że należy już poprzestać
                                                    tej rozmowy.
                                                    Pozdrawiam
                                                  • agata055 Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 17:47
                                                    > Widocznie Amelka jest po prostu wrazliwszym dzieckiem, albo
                                                    bardziej
                                                    > rozpieszczonym (smile)? Nie wiemy tego, ale chyba tak jest skoro jest
                                                    > taka "dotykalska".

                                                    OOOO i to właśnie chciałam z Wami ustalić. Jest wrażliwa,typ
                                                    tez "niedotykalski" (co zresztą wszyscy szanujemy, nie lubi jak się
                                                    ją po główce czy po ramieniu głaska to trudno, nie dotykamy) i
                                                    obrażalska z natury, tyle , a nie dlatego, że mama czy ktoś inny
                                                    codziennie ją niszczysmile

                                                    Przecież to, że taka jest nie sprawia, że mniej ją kochamy,
                                                    prawda? smile
                                                  • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 18:06
                                                    > Przecież to, że taka jest nie sprawia, że mniej ją kochamy,
                                                    > prawda? smile

                                                    A mimo to, odnioslam wrazenie, ze mowisz o niej z leciuchnym
                                                    przekasem. Mniejsza o to.

                                                    My ze srebrnarybka wcale nie mowimy o niszczeniu dziecka! Przeciez
                                                    nie mowimy, ze "kochany pomocnik", czy "mala kobietka" to niszczenie
                                                    dziecka. A jedynie, ze sa to okreslenia infantyle, ktore moga dzieci
                                                    draznic. Aby ich unikac i odzywac sie do dziecka normalnie, jesli
                                                    uzywanie tych okreslen powoduje wybuch gniewu i ten zwiazek jest
                                                    widoczny. Mowimy, aby nie ignorowac malych problemow (przygnieciony
                                                    pluszak), skoro widac ewidentny zwiazek takich zdarzen z wybuchem
                                                    zlosci u dziecka. Ale czy my mowimy, ze to od razu niszczenie
                                                    dziecka? Niszczenie nie, ale wkurzanie tak.

                                                    Nikt nie kaze lazic wokol dziecka jak na paluszkach i wazyc kazde
                                                    slowo, bo to taka sama sztucznosc jak i nadmierne pieszczenie. Caly
                                                    czas mowimy, zeby mowic do dziecka zwyczajnie i szanowac jego
                                                    zwyczaje. Nikt nie mowi, ze przysiadniecie pluszaka to niszczenie
                                                    psychiki, a jedynie, zeby tego unikac.
                                                  • morekac Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 15:21
                                                    Mamo.Biedronki - z tym ryczeniem to mam podobne odczucia jak
                                                    d.o.s.i.a. Takie semantyczne niuanse - niby nic złego, a czasem
                                                    wkurzy.
                                                    Czy w takiej ryczącej sytuacji kiedykolwiek spróbowaliście np:
                                                    -Hm, widzę, że coś jest nie tak. Jak się uspokoisz, to mi o tym
                                                    powiesz. Na razie nie rozumiem słów.
                                                  • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 15:38
                                                    > Mamo_biedronki. Ty mnie najzwyczajniej w swiecie w ogole nie
                                                    starasz
                                                    > sie zrozumiec

                                                    I DOKŁADNIE to samo ja myślę o Tobie. Też cokolwiek mi odpowiesz to
                                                    mam wrażenie, że albo kompletnie nie zrozumiałaś co chciałam napisać
                                                    albo, że świadomie przekręcasz moje słowa tak aby lepiej pasowały do
                                                    założonej przez Ciebie tezy. Wyrywasz z kontekstu jedno zdanie czy
                                                    nawet fragment a do tłumaczeń których Ci w różnych sprawach
                                                    udzieliłam nie odnosisz się wcale. Bardzo wygodne tylko to się nie
                                                    nazywa dyskusja a moralizowanie.

                                                    > w chwili gniewu, bez wzgledu na to jak mocno
                                                    > sie drze i RYCZY, ona oczekuje, ze ktos normalnie zapyta "dlaczego
                                                    > krzyczysz, wytlumacz co sie stalo", a nie lecewazaco "dlaczego
                                                    > ryczysz".

                                                    Jakie lekceważąco? I co to znaczy normalnie, bo szafujecie wszystkie
                                                    tym słowem do upadłego? Masz monopol na normalność? Co to jest
                                                    normalne dziecko, normalna mama, normalna rozmowa?

                                                    Wyłupałabym to tłustym drukiem żeby wreszcie dotarło, ale to chyba
                                                    nie pomoże. Mój mąż zapytał córkę łagodnie, spokojnie dlaczego ryczy
                                                    w momencie kiedy ona nie płakała, nie histeryzowała tylko po prostu
                                                    się darła. Ani jej nie obraził, ani nie był złośliwy. Wcześniej
                                                    wielokrotnie pytaliśmy co się dzieje, aż się uspokoiła trochę. No i
                                                    odpowiedziała na pytanie zupełnie uczciwie, ryczy bo lubi. Czasem
                                                    widocznie musi, bo inaczej się udusi. I przestań wreszcie, proszę, z
                                                    tą niezachwianą pewnością oznajmiać mi czego moje dziecko oczekuje
                                                    czy co odczuwa. BYĆ MOŻE masz rację, BYĆ MOŻE ja się mylę, BYĆ MOŻE
                                                    prawda leży gdzieś po środku, ale to Twoje (i nie tylko Twoje)
                                                    zadufanie uniemożliwia wszelką dyskusję.
                                                  • morekac Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 15:50
                                                    Niektórzy są już mniej lub bardziej wkurzeni - racjonalnie dla
                                                    jednych, irracjonalnie dla drugich - i zaczynają ryczeć...
                                                  • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 15:53
                                                    > nie pomoże. Mój mąż zapytał córkę łagodnie, spokojnie dlaczego
                                                    ryczy

                                                    Dla mnie jest to lekcewazace i tyle, i nie mam zamiaru tracic wiecej
                                                    energii na tlumaczenie, skoro i tak wiesz lepiej. Ja bym sie do
                                                    dziecka (do nikogo!) tak nie odezwala. Taka jest roznica miedzy
                                                    nami. Masz prawo zrobic inaczej. Koniec kropka. Skonczmy ta dyskusje.

                                                    > odpowiedziała na pytanie zupełnie uczciwie, ryczy bo lubi. Czasem
                                                    > widocznie musi, bo inaczej się udusi.

                                                    Tak jak kazdy inny czlowiek, ile razy mozna to jeszcze powtorzyc.
                                                    Czasem czlowiek MUSI, bo sie UDUSI. Po prostu, co tu do rozumienia?

                                                    Dajac do zrozumienia corce, ze to rozumiesz, a nie pytaj sie w
                                                    kolko "czemu ryczysz", to i w koncu bedzie potrafila tak ryczec,
                                                    zeby chociaz caly blok nie slyszal. Moze kup jej worek bokserski do
                                                    wyladowania emocji?

                                                    Koncze juz ta dyskusje, bo zaczyna mnie zwyczajnie wkurzac.
                                                  • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 19:49
                                                    I tym samym udowadniasz wszystko o czym pisałam w poprzednim poście.
                                                    Zero odniesienia do wyjaśnień wcześniejszych kwestii, skrzętne
                                                    omijanie wątków które jakoś tak... nie pasują, brak argumentów
                                                    zastąpiony namolnością w jednym temacie tudziż obelgami (wobec
                                                    Agaty).
                                                    Proponowałam już wczoraj czy przedwczoraj, wobec coraz ostrzejszego
                                                    tonu panującego na forum i coraz mniejszej sensowności wymienianych
                                                    uwag, zakończyć dyskusję. Podtrzymuję.
                                                  • agata055 Re: a propos wątku bezsilności 12.08.09, 07:27
                                                    > Proponowałam już wczoraj czy przedwczoraj, wobec coraz
                                                    ostrzejszego
                                                    > tonu panującego na forum i coraz mniejszej sensowności
                                                    wymienianych
                                                    > uwag, zakończyć dyskusję. Podtrzymuję.


                                                    Święta racja, już nie raz mówiłam, że to nie dyskusja a przepychanka
                                                    słowna smile
                                                    Chciałbym tylko, żebyś Ty mamo biedronki odniosła się do przykładu z
                                                    brudną buzią. Pisałam ze srebrną rybką na ten temat.
                                                    Też uważasz, że brudna buzia u 3latki mogła być powodem wstydu i
                                                    dlatego dziecko poczuło się zawstydzone?
                                                    Pozdrawiamsmile
                                                  • morekac Re: a propos wątku bezsilności 12.08.09, 09:30
                                                    Agato, sama zarzucałaś czy d.o.s.i czy srebrnejrybce nadmierne
                                                    wchodzenie w odczucia tejże Amelki, a teraz sama przyjmujesz z góry,
                                                    że wiesz lepiej od samej Amelki, co ona czuje...
                                                    Wszystkim sfrustrowanym mamom polecam przeczytanie kilku książek -
                                                    nie tylko o wychowaniu dzieci, ale również o emocjach -i dzieci, i
                                                    ludzi dorosłych.
                                                  • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności - brudne buzie c.d. 12.08.09, 10:14
                                                    Myślę, że gdyby babcia zzywczajnie abrała umorusane dzieci do mycia,
                                                    nie byłoby żadnej afery, bo jest normalne, że dzieci się brudzą na
                                                    dworze i że się je myje. Ale Agata w ogóle nie pisze, że to akurat
                                                    babcia miała myć dzieci albo zaprowadzić do łazienki. Agata pisze,
                                                    że babcia "rozcuzliła się" na widok 5 umorusanych buź i do każdego
                                                    dziecka zaczęła zagadywać, jakąż to ono ma brudną buzię, traktując
                                                    to jako czułość. Jako coś w rodzaju "najukochanszej kobietki". I
                                                    moim zdaniem tu jest pies pogrzbany. Amelka nie chciała z
                                                    najnormalniejszego w świecie faktu ubrudzenia buzi czynić elementu
                                                    czułośći. Co więcej, miała do tego świete prawo. Dlaczego? Ano
                                                    dlatego, że w 5 umorusanych buziach nie ma nic bardziej
                                                    rozczulającego niż w 5 czystych buziach. Rozczulający możę być widok
                                                    5 wnucząt, ale nie to, że akurat ubrudziły się przy zbieraniu jagód.
                                                    Jeżeli w ubrudzeniu jest cokolwiek szczególnego (poza koniecznością
                                                    umycia), to to, że 5 dzieci z brudnymi buziami wygląda śmiesznie.
                                                    Śmiesznie dlatego, żę są nieporadne i nie umiały jeść jagód tak, jak
                                                    dorośły, który by się nie ubrudził. I Amelka ma święte prawo, by jej
                                                    śmieszność i nieporadność była podnoszona do rangi czułości,, Ona
                                                    zapewne chciałaby być kochaana przez babcię, ale nie za to, że jest
                                                    śmiesznym dzieckiem, które nawet jagód zjeść nie potrafi nie brudząc
                                                    się. I moim zdaniem problem polega na ty, że z rzeczy najzupełniej
                                                    normalnej zrobiono coś nadzwyczajnego.
                                                    Pytasz Agato, czy Amelka to wszystko myśłałą? Otóż niestety nie. Ona
                                                    takie rzeczy czuła, ale nie potrafi ich zwerbalizować i stąd również
                                                    bierze się agresja.
                                                    Jestem przerażona czytając ten wątek, bo czuję cąły czas, żę czytam
                                                    o własnym dzieciństwie. Też w podobny sposób reagowałam na podobne
                                                    zachowania moich rodziców, a oni też twierdzili, że jestem wybuchową
                                                    wariatką. Jako dziecko nie ptrafiłam im wytłumaczyć, o co mi chodzi,
                                                    zresztą oni nie bardzo chcieli suchać, bo to przecież tak przyjemnie
                                                    pośmiać się z małego gapcia albo powiedzieć do córki aniołku. Bolało
                                                    mnie to też dlatego, żę wiedziałam, że rezygnacja z tych wszystkich
                                                    idiotycznych drażniącyh mnie zachowań nie kosztowałaby rodziców nic.
                                                    Nie wymuszałam histerią łakoci, zabawek, późniejszego pójcia spać,
                                                    nie protestowałam, kiedy rodzice wychodzili, a nawet wyjeżdżali na
                                                    kilka doni zostawiając mnie pod opieką, bo rozumiałam, że mają prawo
                                                    być gdzieś indziej, a na zabawki i lody nie mają pieniędzy.
                                                    Natomiast traktowanie mnie poważnie, niewyśmiewanie się z mojej
                                                    niedojrzałości, zwracanie się po imieniu, okazywanie czułości w
                                                    sposób, który i ja akceptowałam, szanowanie moich zwyczajów etc. nie
                                                    kosztowałoby ich nic. Ani dodatkowego czasu, ani dodatkowych
                                                    pieniędzy. Tylko trochę zrozumienia i potraktowania poważnie tego
                                                    nie otrzymałam przez całe życie. Ale ja wychowywałam się w czasach,
                                                    kiedy nikt nie słyszał o bezstressowym wychowaniu, o partnerstwie,
                                                    lanie było karą ogólnie przyjętą etc. Teraz tyle mowi sie o prawach
                                                    dziecka, o szanowaniu dziecka, o jgo odczuciach etc. I to szanowanie
                                                    możnaby w opisanych tu przypadkach osiagnąć zupełnie łątwo. I co -
                                                    zupełnie nic.
                                                  • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 12.08.09, 16:16
                                                    Nie wiem, Agato. Tak jak przedstawiasz to zadarzenie, ja nie widzę
                                                    nic zdrożnego w zachowaniu prababci, ale jak wszystkie dosżłyśmy już
                                                    do wniosku trudno rozeznać sprawę po skrótowym, siłą rzaczy,
                                                    opisaniu na forum. Trzeba chyba uznać, że pewnych awantur z
                                                    wybuchowym z natury dzieckiem po prostu nie da się uniknąć i
                                                    wyjaśnić to babci, która pewnie przyzwyczajona jest do dzieci
                                                    wychowanych w duchu "powinno się widzieć, nie słyszeć" wink Pisalaś
                                                    wcześniej, że Amelka jak chce urządzić jazdę szuka byle pretekstu -
                                                    ja to samo obserwuję u mojej córki. Wedle recept srebrnejrybki&co
                                                    musiałabym stać jak słup milczący przez dzień cały jak moja dziecina
                                                    wpada w ten nastrój, bo inaczej mur beton, że w końcu czymś młodej
                                                    podpadnę wink
                                                  • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 12.08.09, 16:39
                                                    Wg recept srebrnejrybki należy do dziecka zwracać się po imieniu,
                                                    unikać pieszczotliwych określeń, chyba, że sama zaproponuje, o
                                                    normalnych sprawach rozmawiać normalnie, a nie rozczulać się
                                                    ("idziemy umyć buzię", a nie "o jaka buzia brudna, a ta jeszcze
                                                    jaka", "dziekuję za pomoc w nakryciu do stołu", a nie "mój kochany
                                                    pomocnik") i traktować poważnie rozmaite przejawy "folkloru"
                                                    dziecka: jego zabawki, jego ulubione książeczki, jego przytulanki,
                                                    zwyczaje przy kąpieli, ulubiony sposób słania łóżka, wysłuchać, gdy
                                                    jest czymś przejęte i ma nam do powiedzenia, nie przerywając
                                                    idiotycznymi czułościai etc. Srebrnarybka nie gwarantuje, że dziecko
                                                    przestanie dostawać wybuchów złości, ale przypuszcza, że będzie ich
                                                    znacznie mniej. Srebrnarybka życzy w tym powodzenia.
                                                  • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 12.08.09, 17:08
                                                    > ja to samo obserwuję u mojej córki. Wedle recept srebrnejrybki&co
                                                    > musiałabym stać jak słup milczący przez dzień cały jak moja
                                                    dziecina wpada w ten nastrój, bo inaczej mur beton, że w końcu czymś
                                                    młodej podpadnę wink

                                                    Nie, nikt nie postuluje, abys stala jak slup milczacy caly dzien,
                                                    ale, zebys nie nazywala corki "kochanym pomocnikiem" skoro widzisz,
                                                    ze ja to denerwuje. Droga dedukcji mozesz wywnioskowac jakie jeszcze
                                                    okreslenia moga ja denerwowac i w jakich sytuacjach i po prostu
                                                    powstrzymywac sie przed nimi. Juz np. wiesz, ze "kobietka mamusi"
                                                    tez nie nalezy do ulubionych okreslen Twojego dziecka, gdy jest
                                                    zajete zabawa.

                                                    Wiesz rowniez, ze nie nalezy przysiadac jej pluszakow. A to juz
                                                    cenna wiedza.

                                                    Dobrze bedzie gdy po wybuchu gniewu zadasz sobie pytane o przyczyne
                                                    i nie bedziesz z gory zakladac nieracjonalnosci zachowania. I nie
                                                    deprecjonuj uczuc corki - krzywa wsuwka wielkim problemem?
                                                    Powiedz "masz racje, rzeczywiscie jakas krzywa, trzeba zalozyc
                                                    jeszcze raz", zamiast sie zloscic i robic wielkie oczy.

                                                    Powodzenia.
                                                  • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 12.08.09, 18:29
                                                    Agato, mam chwilę czasu (pociechy spacyfikowanewink ) więc rozwinę
                                                    nieco wcześniejszą skrótową odpowiedź. Nie wiem czy wytknięcie (o
                                                    ile stwierdzenie babci można określić wytknięciem) brudnej buzi
                                                    zawstydziło Amelkę, wątpię szczerze mówiąc, mnie jako dziecko by nie
                                                    zawstydziło. Odniosę się do zachowań własnej córki bo te znam
                                                    najlepiej. Młoda oburza się na załóżmy "kochanego pomocnika" (bo to
                                                    określenie jako infantylne zostało tu w tę i wewtę skrytykowane)
                                                    choć wcześniej sama przyszła i oznajmiła że jest moim kochanym
                                                    pomocnikiem. Wścieka się że nie założy spódniczki choć sekundę
                                                    wcześniej sama ją wybrała, wrzeszczy że chce bajki w tv choć jej
                                                    tłumaczę że już się skończyły a ja nie mam wpływu na program. Po
                                                    prostu kiedy chce się poawanturować żadne zagadywanie, racjonalne
                                                    argumentowanie, łagodne pytanie, ustępowanie czy pomijanie
                                                    drażliwych tematów jej nie powstrzyma. Cokolwiek i w jakiejkolwiek
                                                    formie zaproponuję będzie źle.
                                                    Ostatnio, kierujęc się własnymi odczuciami, próbuję rozładowywać
                                                    takie sytuacje śmiechem. Kiedy ja jestem wkuta żadne odwoływanie się
                                                    do "wyższych uczuć" mnie nie uspokaja, wręcz przeciwie, ale
                                                    wystarczy mnie rozśmieszyć i mija mi. Moja córka reaguje podobnie, z
                                                    początku patrzy bykiem, nadąsana ale w końcu parska śmiechem, a tak
                                                    jakoś nie da się awanturować i śmiać jednocześnie.
                                                    W każdym razie życzę cierpliwości i chyba właśnie poczucia humoru w
                                                    potyczkach z Amelką. I może za radą morekac, częściowej głuchoty smile
                                                  • lena.111 Re: a propos wątku bezsilności 13.08.09, 09:03
                                                    Witamsmile nie byłmnie tu jakiś czas, ale wszystkie posty przeczytałam
                                                    więc jestem na bieżącowink

                                                    co do wątku z brudną buzią to hmmmm.... ja nic złego nie doszukałam
                                                    się w zachowaniu babci, ale faktycznie nie było mnie tam więc
                                                    upierać się nie będę wink
                                                    wiem jednak jak wtedy pewnie (tzn przypuszczam) zachowałaby się moja
                                                    Julka.... a więc gdyby już sam widok babci ją rozwścieczył to wtedy
                                                    nie miałoby już żadnego znaczenia co by ta babcia do niej
                                                    powiedziała smile
                                                    gdyby natomiast Jula była w "pokojowym nastroju" i ucieszyłby ja
                                                    widok babci to też nie miałoby znaczenia co babcia by do niej
                                                    zagadnęła bo ona by ją po prostuu wtedy ściskała i szczebiotała do
                                                    niej słodko smile( o brudną buzie by się wtedy na pewno nie
                                                    obraziła... ona uwielbia być brudnasmile)

                                                    Co do rady mamy biedronki, aby łagodzić histerie poprzez
                                                    rozśmiesznie to też się zgadzam, ale u nas działa tylko wtedy jak
                                                    histeria w wersji ligft, bo gdy jazda na maxa to ojojoj....

                                                    U nas też pomaga "minutnik" i umawianie. tylko dzięki tej metodzie
                                                    nie spóźniam się codziennie do pracysmile
                                                    wiadomo, ubrać się nie chce, ale jak powiem" dobrze teraz nie, ja
                                                    teraz pójdę do kuchni po coś tam i jak przyjdę to się ubierasz,
                                                    umawiamy się tak? No i ona wtedy wie, że troche jest po jej myśli no
                                                    bo jednak w TEJ chwili się nie ubiera, więc godzi sięsmile
                                                    Warto spróbować, może na Wasze pociechy ( te z charrrakterkiem)
                                                    zadziała smile

                                                    Mam tylko jeszcze jeden problem z moim dzieckiem....
                                                    Otóż w myśl zasady (wyczytanej zresztą na forum), że jak "nie chce
                                                    to niech nie zakłada" bo nic jej się nie stanie - moja córka już
                                                    dobry miesiąc nie zakłada majtek ( no oczywiście po podwórku tak
                                                    chodzi, na wyjście z krzykiem zakłada, ale szarpie je strasznie,
                                                    kończy się czasem na tym, że zakładam jej bawełniane krótkie
                                                    spodenki, zamiast spódniczki i idzie bez....no ale co będzie z
                                                    przedszkolem ? Przecież tam bez majtek nie pójdzie.
                                                    Miałyście może taki problem?
                                                    Dodam jeszcze ,że majtek mamy w domu "sto tysięcy", chyba w każdym
                                                    fasonie i kolorze, większość wybrane przez nią smile
                                                  • morekac Re: a propos wątku bezsilności 13.08.09, 09:35
                                                    Dlaczego nie chce wkładać tych nieszczęsnych majtek? Rozważ
                                                    zwłaszcza wariant drugi...
                                                    Bo ja miałam swojego czasu problem majtkowo-skarpetkowy, który dało
                                                    się sprowadzić do kilku podstawowych kwestii:
                                                    - majtki/skarpetki się nie podobały (nieładne były i już - jej
                                                    zdaniem)
                                                    - odzienie było w jakiś sposób niewygodne - coś tam
                                                    obcierało/ściągało się, były jakieś szwy w durnych miejscach - jak
                                                    już wpadłyśmy na to, jaki fason skarpetek (w sumie chodziło o szwy
                                                    nie w tym miejscu, jakieś aplikacje z olbrzymią ilością nitek od
                                                    wewnetrznej strony i materiał - w rezultacie zanim nie dorwałysmy
                                                    odpowiednich skarpetek, chodziła w skarpetkach na lewą stronę) oraz
                                                    majtek jest ok - większość fum ubieraniowych się skończyła.
                                                    - był okres, kiedy i majtki, i skarpetki, i bluzka (a czasem też
                                                    spódniczka) musiały być w jednym kolorze - zdaniem młodej tylko to
                                                    pasowało do siebie, potem zaczęła być mniej ortodoksyjna w kwestii
                                                    kolorystyki - teraz zaś jest rodzinnym stylistą.
                                                  • lena.111 Re: a propos wątku bezsilności 13.08.09, 10:00
                                                    > Dlaczego nie chce wkładać tych nieszczęsnych majtek?

                                                    Bo mówi, że ją "swędzą"smile
                                                    My jeszcze przerobiliśmy wariant zdrowotny ( oprócz tych dwóch co
                                                    podałaś) ale ia tam się nic nie dzieje,może jedynie ciut
                                                    zaczerwienione miejsce, ale na bieżąco smarowane i jest ok.
                                                    W moim mniemaniu to ona nie lubi jak ją coś "tam" dotyka,
                                                    ewidentnie jej przeszkkadzają,wiem ,że to na pewno nie foch czy
                                                    kaprys.

                                                    Ps. Skarpetki też przeszkadzały, ale doszłyśmy do tego, że wtedy
                                                    przeszkadzają jak nie na tą stopę założoną smile Zmieniamy wtedy z
                                                    prawej na lewą i git smile

                                                    Ostatnio już nawet kupiłam bezszwowe majtki i też nie chce smile
                                                  • morekac Re: a propos wątku bezsilności 13.08.09, 10:13
                                                    Z majtkami to tak dziwnie bywa - niby wszystko cacy, a to cos
                                                    obcierają, to wejdą w rowek między półdupkami, uwierają, ściągają
                                                    się pod spodniami etc - koszmar po prostu z punktu widzenia
                                                    nosiciela gatek. Sama piszesz, że coś zaczerwienione - moze skóra
                                                    jeszcze wrażliwa i po prostu boli/drażni? Jak już kupiłam jedne
                                                    dobre majtki, to zanim kupiłam następne - to przez tydzień prałam je
                                                    codziennie, bo były jedyne akceptowane...
                                                  • lena.111 Re: a propos wątku bezsilności 13.08.09, 10:30
                                                    > Z majtkami to tak dziwnie bywa - niby wszystko cacy, a to cos
                                                    > obcierają, to wejdą w rowek między półdupkami, uwierają, ściągają
                                                    > się pod spodniami etc - koszmar po prostu z punktu widzenia
                                                    > nosiciela gatek.

                                                    Zgadza sięsmile Dzięki za radysmile

                                                    Bardzo jednak ta jej niechęć do tych majtek mnie niepokoi.
                                                    Widzę,że nawet kiedy jest bardzo zaabsorbowana czymś to i tak ciągle
                                                    się tam ciągnie za te majtki i jak wraca skąś ( gdzie była w
                                                    majtkach) to od razu w drzwiach je ściąga...
                                                    Pomijam już fakt,że na środku ulicy potrafi ściągnąć spódniczke,żeby
                                                    poprawić te nieszczęsne majtkismile
                                                  • morekac Re: a propos wątku bezsilności 13.08.09, 10:36
                                                    Dobrych majtek się nie czuje... Może one ciut za duże lub ciut za
                                                    małe? Może jaka nieszczęsna koronka gdzieś tam jest? Gumka gdzieś za
                                                    ciasna? A może szorstkie (płyn do płukania). Trzeba eksperymentować,
                                                    niestety, do skutku. Niektóre dzieci mają bardzo wrażliwą skórę.
                                                  • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 14.08.09, 11:30
                                                    Leno, moja córka jest na etapie wojny ubraniowej już od jakiegoś
                                                    czasu. Do przedszkola musi czasem zakładać strój galowy, zawsze jest
                                                    o to wściekła awantura. Teraz po prostu zanoszę ciuchy do
                                                    przedszkola i tam już pani się przebiórką zajmuje.
                                                    Poza tym młoda uznaje wyłacznie spodnie, koszulki nie zapinane,
                                                    skarpetek najchętniej w ogóle by nie ściągała (nawet śpi w
                                                    skarpetach i po plazy albo na placu zabaw chodzi w skarpetach - bez
                                                    butów) jedynym ustępstwem jest codzienna zmiana na czyste wink No i
                                                    zawsze, na kazde wyjście, zabieram przynajmniej trzy dodatkowe pary
                                                    na zmianę, bo czasem nagle stwierdza, że cośtam i zaczyna sie bal wink
                                                    Twoja córka już zapewne przywykła do awantur o ubieranie majtek,
                                                    więc nawet znalezienie wygodnych może nie rozwiązać problemu. U nas
                                                    ostatnio wprowadziłam system, jeden dzień ja wybieram córce ubranie,
                                                    drugi dzień wybiera sama. Zaznaczyłyśmy dni w kalendarzu, troche
                                                    próbuje szachrować ale generalnie system działa. Już nawet
                                                    przemyciłam spódniczkę raz czy drugi smile
                                                  • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 14.08.09, 12:34
                                                    Ta dyskusja robi sie coraz ciekawsza smile

                                                    Tak sobie mysle Mamo_Biedronki. Czy Twoja corka przypadkiem nie ma
                                                    za malo rzeczy, w ktorych moze wyrazic swoje zdanie? Czlowiek, ktory
                                                    ma poczucie kontroli nad wystarczajaca liczba rzeczy waznych, nie ma
                                                    potrzeby manifestowania swojego zdania w sprawach mniej waznych. Byc
                                                    moze corka czuje podswiadomie, ze nie ma wplywu na wiele, nazwijmy
                                                    to, strategicznych rzeczy, to chociaz probuje zaznaczyc ta swoja
                                                    niezaleznosc przy wyborze ciuchow. I stad te batalie?

                                                    Znow powraca kwestia jak powaznie traktujecie corke. Czy pytacie ja
                                                    o zdanie w sprawach ciut wazniejszych? Czy dajecie odczuc, ze jej
                                                    zdanei jest wazne takze w bardziej strategicznych kwestiach. Czy
                                                    czasem zdarza sie Wam np. zmienic zdanie pod wplywem jej opinii. Nie
                                                    wiem, przykladowo: ja nie chce jechac na basen, tylko do lasu. Odp:
                                                    a wiesz masz racje, las to chyba lepszy pomysl na dzisiaj.

                                                    Mam nadzieje, ze wiesz o co mi chodzi?
                                                  • morekac Re: a propos wątku bezsilności 14.08.09, 13:14
                                                    U mnie też były dzikie awantury o majtki i skarpetki - skończyły się
                                                    w momencie zaakceptowania, że dziecku może być z czymś niewygodnie,
                                                    co poskutkowalo znalezieniem rozwiązania problemu. Więc może
                                                    pomoże - a sama Lena pisze, że są jakieś obtarcia i zaczerwienienia
                                                    na pupie. Może boleć, może skóra być za wrażliwa (może należy skórę
                                                    na pupie należaloby zahartować częstym laniem, czyż nie?)
                                                    Strój galowy jest z definicji niewygodny: zwłaszcza damski strój
                                                    galowy. Te wstrętne rajstopy, które zawsze złapią oczko, durna
                                                    bluzka z falbanką i guzikami - i jeszcze trzeba uważać, żeby się nie
                                                    zabrudziło przy jedzeniu sniadania w przedszkolu czy szkole - bo to
                                                    przecież strój galowy i nie ma prawa być na nim żadnej
                                                    plamki.Przecież w troju galowym nie można iść na zjeżdżalnię ani się
                                                    normalnie bawić...Ani nawet zjeść obiadu.
                                                    Starsza córka była na zakończeniu roku szkolnego (kończyła
                                                    podstawówkę, więc okazja była) - w spodniach. Bo uznała, że jej tak
                                                    będzie lepiej. Nie ona jedna (z dziewczynek) była w spodniach.
                                                    Co do strojów galowych - moje dziewczyny jak mają iść na galowo do
                                                    szkoły, biorą sobie rzeczy na przebranie... I tak jest od lat - bo
                                                    białe bluzki jakoś dziwnie szybko robiły się szare z brudy i w
                                                    niezmywalnych plamach z sosu pomidorowego (bo jakoś dziwnie akurat w
                                                    dniach galowych na obiad bywało spagetti...)- a i im bylo
                                                    niewygodnie, więc rozsądnie było pójść na kompromis po wysłuchaniu
                                                    zastrzeżeń strony katowanej owym strojem galowym. Bez dzikich
                                                    awantur.
                                                    Może twoje dziecko widzi siebie w spodniach od dresu i wygodnej
                                                    bluzie zjeżdżającą na zjeżdżalni i hustającą się na huśtawce, ty zaś
                                                    widzisz ją w eleganckiej bluzeczce na guziczki i przepięknej
                                                    spódniczce, grzecznie krączącą przy mamie... U mnie ubrania
                                                    dziewczyny wybierają sobie same - od lat. Takie na jakie mają
                                                    ochotę, pod warunkiem, że jest to ubranie w miarę dostosowane do
                                                    warunków pogodowych. Więc może po prostu ustal, że dzisiaj jest
                                                    ciepło/zimno i pozwól jej wybrać samej odpowiednio do pogody. Nie
                                                    będziesz musiała ani się awanturowac, ani przemycać spódniczek (w
                                                    warunkach przedszkolnych/szkolnych też mogą być okropne - ze względu
                                                    na zabawę, a w chłodniejszych porach roku - ze względu na wszelkie
                                                    przebieranie się na zajęcia sportowe - zwykle głównie chodzi o
                                                    rajstopy, co to się nie chcą łatwo włożyć). Co najwyżej będziesz
                                                    przypominać, że za 5 minut wychodzicie.
                                                  • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 14.08.09, 17:07
                                                    Morekac, zgadzam sie absolutnie co do strojów galowych,z tym że
                                                    akurat moja córka rajstopek nie nasza (w przedszkolu jest gorąco).
                                                    Tym niemniej taki jest wymóg (dzieci obcują z kulturą wyższą) i w
                                                    sumie dobrze, że młoda sie nauczy że strój trzeba dopasowywac do
                                                    okazji. Oczywiście mozna chodzic do opery w dresie, ale przyjęte
                                                    jest, że się nie chodzi. Natomiast do przedszkola w "galowe dni"
                                                    córka i zresztą inne dzieci też dostaja ciuchy na przebranie i
                                                    jedzą, bawią się już w cc, więc na pewno nie to jest przyczyną jej
                                                    niechęci.

                                                    > Więc może po prostu ustal, że dzisiaj jest
                                                    > ciepło/zimno i pozwól jej wybrać samej odpowiednio do pogody.
                                                    Z moją córką tak się nie da - patrz: pierwszy post w tym watku smile
                                                    W ogóle odkąd córka nauczyła się ubierać samodzielnie(a nastąpiło to
                                                    bardzo szybko, jakaś pojętna była w tym kierunku) zawsze wybierała
                                                    sobie ciuchy sama. Po prostu chowałam te niedostosowane do pory roku
                                                    żeby uniknąć scysji. Ubierała się sama, wybierając zawsze to co
                                                    lubiła najbardziej czyli spodenki i t-shirt, no i stąd się wziął
                                                    problem. Bo w którymś momencie gdy nadeszła jakaś tam okazja przy
                                                    której trzeba się było ubrać elegancko, ona przyzwyczajona do
                                                    swobody stanęła okoniem. Dlatego wprowadziłam system zmianowy.
                                                  • morekac Re: a propos wątku bezsilności 14.08.09, 13:46
                                                    a wiesz dlaczego dzieci przywykają do awantur o ubranie? Bo się
                                                    rodzic z nimi awanturuje, czy dziecko może włozyć krótkie spodenki
                                                    zamiast spódniczki i bluzeczkę z guziczkami zamiast t-shirta
                                                    (współczynnik grzania praktycznie ten sam), zamiast spróbować
                                                    zrozumieć, że spódniczka może byc niewygodna, zaś guziki trudno
                                                    zapiąć. Czy ty swoim uporem w przypadku ubrania nie prowokujesz
                                                    przypadkiem awantur - przynajmniej części?
                                                  • morekac Re: a propos wątku bezsilności 14.08.09, 13:48
                                                    Miało być: t-shirt zamiast bluzeczki...
                                                  • verdana Re: a propos wątku bezsilności 14.08.09, 14:31
                                                    Sedno problemu zawiera sie w króciutkim stwierdzeniu "juz nawet
                                                    przemycilam spódniczke raz czy dwa". Dlaczego? Bo to jest
                                                    kwintesencja trasktowania dziecka. Pozwala mu się wybrac strój,
                                                    jednoczesnie majac absolutna, niiewzruszona pewność, ze wybór
                                                    dokonany przez dziecko jest wyborem znacznie gorszym, niz ten, ktory
                                                    dokonuje mama. Bo tak naprawde, to spodniczka jest dobra, i mama
                                                    odnosi zwyciestwo, kiedy "przemyda" ja, zamiast oczywiscie gorszego
                                                    stroju wybranego przez dziecko.
                                                    czyli dziecko wybiera, ale wybiera xle. Ten wybor mama może
                                                    zaakceptować, dla swietego spokoju, ale będzie dążyc do tego, aby
                                                    dziecko jednak wybieralo "wlasciwie" tzn. zgodnie z tym, co mama
                                                    uwaza za wlasciwe. Bo nie jest możliwe, aby to dziecko mialo racje,
                                                    można tylko się z nim nie kłócić dla swietego spokoju.
                                                    Takie rzeczy dziecko świetnie wyczuwa, chocby nawet mama nigdy nie
                                                    wyrazila tego slowami - wyczuwa, ze mama uwaza, że jego decyzje sa
                                                    głupie...
                                                    Pewnie, ze czasem histeryzuje "bez powodu'.
                                                  • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 14.08.09, 15:42
                                                    Popieram w całej rozciągłości, a przy okazji nie rozumiem, dlaczego
                                                    akurat spódniczka ma być lepsza i trzeba ją przymycać. Jako 5latka
                                                    odmówiłam noszenia spodni, bo kiedyś szłam ulicą w spodniach krótko
                                                    ostrzyżona i jakaś pani powiedziała do mnie: Jaki jesteś śliczny,
                                                    Jasiu. Odtąd darłam się przy zakładaniu spodni i na szczęście moja
                                                    mama dość szybko ten wybór uszanowała. W wieku 10 lat mi się
                                                    odmieniło: przeczytałam jakąś przygodową książkę i postanowiłam
                                                    ubierać się sportowo, zwłąszcza, że dostąłam pierwsze w życiu
                                                    pseudodżinsy. Chodziłam w spodniach, gdzie się tylko dało, do szkoły
                                                    wtedy pozwalali niestety tylko zimą. Miałama nawet eleganckie
                                                    spodnie na wyjścia typu teatr albo wizyta u cioci. Jako dorosła
                                                    chodzę częściej w spodniach, chcciaż zdarza mi sie zakładać
                                                    spódnicę. Mam spodnie na eleganckie okazje i spódnice do czarnych
                                                    robót. I w zasadzie poza weselem (wtedy jednak jednoznaczenie
                                                    wskazana spódnica) i wycieczką w góry (spodnie) nie ma dzisiaj
                                                    przeciwskazań, by kobieta nosiła jedno lub drugie. Więc po
                                                    kiego "przemycać" spódniczkę?
                                                    A kwestia ważniejsza: całe zachowanie jest nieszczere. Albo uważamy,
                                                    że dziecko jest niedojrzałe, by o czymś decydować (oczywiście jest
                                                    wiele takich rzeczy) i wtedy mówimy mu szczerze, że o tym decydować
                                                    nie może, bo nie jest przygotowane i ewentualnie dlaczego, albo
                                                    zezwalamy na wybór, ale wtedy szanujemy ten wybór. W obu wypadkach
                                                    dziecko trakowane jest poważnie. Można też wyraźnie zakreślić
                                                    granice wyboru np. dzisiaj zakładasz spódniczkę, bo jest niedziela
                                                    albo imieniny cioci, ale wybierz, którą chcesz (specjalnie nie widzę
                                                    powodu zmuszania do spódniczki z takich okazji, ale wtedy sprawa
                                                    jest czysta). Natomiast udawanie przed dzieckiem, że ma wybór, gdy
                                                    staramy się wbrew uzgodnieniim ten wybór ograniczyć, dziecko musi
                                                    odebrać jako oszustwo, łamanie reguł gry w trakcie. Cały czas
                                                    odnoszę wrażenie, że Twoja córka ma prawo nie czuć się traktowana
                                                    poważnie i dlatego protestuje.
                                                  • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 14.08.09, 16:09
                                                    Zgadzam sie w stu procentach. Ja tez zwrocilam uwage na
                                                    to "przemycanie" spodniczki. Czyli dajemy dziecku tylko pozorne
                                                    prawo do decydowania, tylko czasem, a w gruncie rzeczy i tak wiadomo
                                                    kto tu rzadzi. Dzieci to wyczuwaja doskonale. Dziecko, ktore ma
                                                    wolnosc w doborze ubran na codzien, samo nauczy sie tego, ze np.
                                                    taka suknia balowa nie bardzo pasuje do przedszkola. Ale ono musi
                                                    miec szanse dojscia do tego samodzielnie. Natomiast wciskanie na
                                                    sily spodniczki nie rozumiem ani ani.

                                                    Podobnie, w dalszym ciagu bede sie upierac, ze dziecko ktore ma
                                                    szanse zmarznac na wlasne zyczenie, bez pretensji i biadolenia ze
                                                    strony rodzica, znacznie szybciej pogodzi sie z faktem, ze trzeba
                                                    czasem zalozyc sweterek, niz dziecko, ktore toczy o to boje z matka
                                                    i jest wiecznie pouczane.
                                                  • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 14.08.09, 16:49
                                                    Sedno problemu leży chyba w czytaniu cudzych postów na chybcika a
                                                    zatem bez zrozumienia. Napisałam wyraźnie, że ustaliłyŚMY z
                                                    córką (NIE ja jej narzuciłam), że jednego dnia ja kompletuję jej
                                                    strój, drugiego dnia ona. Kiedy jest jej dzień ubiera się od stóp do
                                                    głów w co zechce, najwyżej sugeruję że coś nie pasuje albo że nie
                                                    nadaje się ze względu na pogodę ale jeżeli się upiera, nie czepiam
                                                    się. Lubi spodnie? Ok. Natomiast w "moje" dni przemycam spódniczki i
                                                    robię to po to żeby córka oswoiła się z myślą, że czasem ze względu
                                                    na okoliczności musi założyć coś innego niż sprane portki. Nie kupię
                                                    czterolatce spodnium żeby mogła błyskać elegancją w zgodzie ze swą
                                                    niechęcią do kiecek
                                                  • verdana Re: a propos wątku bezsilności 14.08.09, 16:53
                                                    Czyli jest dokładnie tak, jak pisalam. "Przemycasz" spódniczki,
                                                    bowiem Ty wiesz, jak ona się powinna ubierać. I ze ma sie nauczyć
                                                    Twojego stylu ubierania, bo on jest własciwy, a noszenie "starych
                                                    portek' to juz nie to.
                                                    Tymczasem dla mienie pomysł, ze czterolatka czasem 'musi" zalożyc
                                                    spodniczke, bo najwazniejsza w życiu jest konwencja i ubranie
                                                    stosowne do sytuacji jest znacznie bardziej dziecinne, niż noszenie
                                                    starych portek.
                                                    Ma jeszcze czas na konicznośc ubierania się stosownie do panujacych
                                                    w świecie doroslym zasad.
                                                  • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 14.08.09, 17:11
                                                    Aha, czyli jeżeli do teatru albo na urodziny koleżanki córka chce
                                                    się ubrać w wytarte spodnie z placu zabaw, mam jej na to pozwolić w
                                                    poszanowaniu jej wolności wyboru, tak? No to rzeczywiście się nie
                                                    dogadamy.
                                                  • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 14.08.09, 17:11
                                                    > zatem bez zrozumienia. Napisałam wyraźnie, że ustaliłyŚMY z
                                                    > córką (NIE ja jej narzuciłam), że jednego dnia ja kompletuję jej
                                                    > strój, drugiego dnia ona.


                                                    Ja nie do konca rozumiem po co takie ustalanie. Albo pozwalasz corce
                                                    decydowac w kwestii ubioru CODZIENNIE, ewentualnie sluzyc jej rada,
                                                    albo to podejmowanie decyzji przez nia co drugi dzien mozna sobie o
                                                    kant d... potluc. Bo prawda jest taka, ze corka w dalszym ciagu nie
                                                    ma poczucia, ze panuja nad ta sytuacja. I dopoki takiej pewnosci
                                                    miec nie bedzie, dopoty bedzie o ta wolnosc walczyc do upadlego.

                                                    Twoja corka domaga sie traktowania jej powaznie. Pozwalania jej na
                                                    podejmowanie pewnych decyzji SAMEJ, bez ciaglego nadzoru i kontroli.

                                                    > robię to po to żeby córka oswoiła się z myślą, że czasem ze
                                                    względu na okoliczności musi założyć coś innego niż sprane portki.

                                                    MUSI??? Naprawde?

                                                    Miedzy spranymi portami a eleganckim spodnium jest tysiac piecset
                                                    fajnych rodzajow spodenek, ktore moglaby zalozyc bez problemu,
                                                    zamiast spodniczki.

                                                    Szczerze? Wydaje mi sie, ze masz bardzo dziecinny problem i nie ma
                                                    on zadnego zwiazku z tym jaka jest Twoja corka.
                                                  • verdana Re: a propos wątku bezsilności 14.08.09, 17:17
                                                    Pytanie, dlaczego corka na imieninach u kolezanki nie może byc w
                                                    starych spodniach. Albo bedzie się czuła w nch dobrze - i jest OK,
                                                    albo źle - i wtedy SAMA nauczy sie, ze lepiej ubrac sie elegancko. A
                                                    nie ma lepszej nauki, niz własne doswiadczenie, ktorego Ty
                                                    najwyraxniej nie doceniasz.
                                                    Niestety, chyba znam odpowiedź na to pytanie - cka nie moze iść na
                                                    przyjecie w starych spodniach, bo Ty sie bedziesz z tym xle czula,
                                                    bowiem Twoja córka jest przedlużeniem Ciebie i jej wyglad jest
                                                    dowodem twoich rodzicielskich kompetencji. wazna jestes tu tylko Tu,
                                                    nie córka. która nie jest jednak dla Ciebie kimś, kto ma prawo
                                                    dokonywac wyboru, jesli ten wybor tobie nie odpowiada.
                                                    Czyli - wybieraj dziecko, ale w ostatecznym rozrachunku masz sie
                                                    zachowywac tak, jak matka ustali.
                                                  • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 14.08.09, 18:00
                                                    Jak mądrze, dla mnie bomba. Czyli jak będzie się źle czuła,
                                                    zawstydzi się i bedzie się stosownie do tego zachowywać, zepsuje
                                                    koleżance imprezę, bo nie będzie chciała ani zostać ani wyjść i jej
                                                    rozterki będą bardzo głośne i spektakularne (tak, już to
                                                    przerabiałam), to nieważne, bo grunt to nowe życiowe doświadczenie,
                                                    koleżance też się przyda. Jak tak rozważam, to może najlepiej niech
                                                    siedzi cały czas w domu, nie przyniesie mi wstydu. A na teatr,
                                                    imieniny czy wesela przyjdzie czas jak dorośnie.
                                                  • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 14.08.09, 18:14
                                                    nie przyniesie mi wstydu

                                                    - to też kluczowe wyrażenie dla Twojej relacji z córką. Czyli w
                                                    zasadzie nie jest ważne, jak się będzie czuła, czego się w życiu
                                                    nauczy, tylko, żeby Tobie nie przyniosła wstydu. Nie mówiąc o tyn,
                                                    że nie bardzo rozumiem, na czym ten wstyd ma polegać, to raz. A
                                                    drugie - Ty już się z góry nakręcasz, zamartwiając się, a co będzie
                                                    na weselu, a co będzie na urodzinach. A może na to wesele bez
                                                    problemu zgodzi sie założyć galowe ubranie? Jutro masz to wesele?
                                                    Chyba nie. Dlaczego od razu zakłądasz, że będzie afera?
                                                  • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 14.08.09, 20:44
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > nie przyniesie mi wstydu
                                                    >
                                                    > - to też kluczowe wyrażenie dla Twojej relacji z córką. Czyli w
                                                    > zasadzie nie jest ważne, jak się będzie czuła, czego się w życiu
                                                    > nauczy, tylko, żeby Tobie nie przyniosła wstydu. Nie mówiąc o tyn,
                                                    > że nie bardzo rozumiem, na czym ten wstyd ma polegać, to raz. A
                                                    > drugie - Ty już się z góry nakręcasz, zamartwiając się, a co
                                                    będzie
                                                    > na weselu, a co będzie na urodzinach. A może na to wesele bez
                                                    > problemu zgodzi sie założyć galowe ubranie? Jutro masz to wesele?
                                                    > Chyba nie. Dlaczego od razu zakłądasz, że będzie afera?


                                                    No ten post to jest absolutne mistrzostwo świata. Czy Wy wszystkie w
                                                    czambuł czytać nie umiecie (bo do Was, dosiu i verdano, też to
                                                    piszę)? Stwierdzenie "nie przyniesie mi wstydu" w moim poście to był
                                                    sarkazm, odsyłam do słownika, poczytaj sobie, srebrnarybko, co to
                                                    też za dziwo jest.
                                                    Kiedy tak Was wszystkie czytam to mi się natrętnie nasuwa
                                                    skojarzenie z pyszną sceną z Epoki lodowcowej: nacierające stado
                                                    ptaków dodo z dzikim błyskiem w oku, skandujące "zginiesz marnie,
                                                    zginiesz marnie". Jak skomentował mamut Maniek "ubaw po pachy i to
                                                    za darmola". Nic dodać, nic ująć.
                                                  • morekac Re: a propos wątku bezsilności 16.08.09, 10:44
                                                    Ja już chyba wszystko rozumiem. Po prostu jesteś mamą
                                                    typu "JA.WIEM.LEPIEJ.OD.CIEBIE.CO.JEST.DLA.CIEBIE.DOBRE.I.CO.TY.CZUJE
                                                    SZ.KOCHANIE."
                                                    Do koleżanki na imprezkę można pójść w czymś pomiędzy portkami z
                                                    placu zabaw a super elegancką kreacją - i to też zależy, gdzie te
                                                    urodziny są robione - czy jest to impreza raczej na dworze czy
                                                    raczej "domowa". Na imprezę w ogrodzie czy też w jakiejś zabawowni
                                                    dla dzieci nie należy puszczać dziecko w sukience z falbankami i
                                                    najnowszych lakierkach...
                                                    I czy nie można dziecku wytłumaczyć, że zależy nam na tym, żeby
                                                    była ubrana elegancko, bo jest to bardzo szczególna okazja? Czy
                                                    myślisz, że moje podrośnięte dziewczyny nie uznają strojów galowych?
                                                    Na uroczystości rodzinne naprawdę potrafią się ubrać - aż wszystkim
                                                    ciotkom oko bieleje... Sukienek "bardzo eleganckich" mają po jednej
                                                    sztuce, ubrań "wyjściowych" też nie w nadmiarze - ale coś tam zawsze
                                                    zamotają, dorzucą jakieś dodatki, pozmieniają. Szczerze mówiąć,
                                                    gdyby nie ich własna inicjatywa w wyborze strojów i dodatków ,
                                                    chodziłyby pewnie niemal jak sieroty/ w mundurkach "dla pani z
                                                    sekretariatu", bo ja nadmiernej wagi do zakupu odzienia nie
                                                    przywiązuję (ani też nie czuję się czasem kompetentna w tej
                                                    kwestii...).
                                                    Na weselu można być niegrzecznym z powodu tysiąca rzeczy - i moim
                                                    zdaniem, jeśli rodzice mają się naprawdę dobrze bawić, i tak
                                                    należałoby odesłać czterolatkę do domu przed północą - inaczej na
                                                    100% będzie niegrzeczna. Ale ty już wiesz, że będzie niegrzeczna z
                                                    powodu stroju, a nie z innych powodów.
                                                  • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 14.08.09, 17:16
                                                    Poza słowem "przemycanie" pisałaś jeszcze o tym, że
                                                    trochę "szachrujsze". Czyli jednak usiłujesz wbrew ustalonym
                                                    wspólnie zasadom przeprowadzić ubieranie pod Twoje dyktando. A poza
                                                    tym, jeśli decyzje są pół na pół, to dlaczego w "swoje" dni musisz
                                                    spódniczki "przemycać"? Teoretycznie ona powinna w Twoje dni
                                                    przyjmować Twój wybór bez szemrania. Jeżeli nazywasz to
                                                    przemycaniem, to znaczy, że wykorzystujesz Twoje dni do narzucania
                                                    jej stroju, którego ona zdecydowanie nie lubi i który zdecydowanie
                                                    nie pasuje do sytuacji (np. zabawa na świeżym powietrzu). Czyli tak
                                                    czy owak usiłujez córkę "złamać". A co do elegancji: 4 latce nie
                                                    jest potrzebny elegancki spodnium. Skoro lubi chodzić w spodniach,
                                                    to po prostu wystarczy kupować jej więcej spodni niż spódniczek i w
                                                    różnych kolorach - wtedy nie wszystkie będą stare, znoszone i
                                                    sprane, a te nowsze będą równie eleganckie, jak spódniczka, a nawet
                                                    bardziej, bo bardziej dopasowane do trybu życia 4latki. Podejrzewam,
                                                    że nie zabierasz córki w najbliższym czasie na wesele w Marriocie
                                                    albo na I Komunię siostrzenicy, kiedy istotnie pasowałaby
                                                    spódniczka. Ale gdyby się taka okazja trafiła, to jako sytuację
                                                    nazdwyczajną możnaby ją wyłączyć z grafiku i wskazać dziecku na
                                                    wyjątkowy charakter tej imprezy. Poza tym zawsze można wtedy dać
                                                    córce wzamian dodatkowy dzień wyboru stroju.
                                                  • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności spódniczki P.S. 14.08.09, 17:27
                                                    Opisałam już swoją niechęć do spodni, nabytą w wieku 5 lat,
                                                    zamienioną 5 lat później na trwałą niechęć do spódnic. Wychowałam
                                                    się w czasch, kiedy z dziećmi się nie dyskutowało i zasadniczo
                                                    dzieci i ryby głosu nie miały, z pewnością dużo mniej, niż teraz.
                                                    Specjalnie zresztą nie przywiązywałam wagi do ubrania, więc nie
                                                    zależało mi na decydowaniu, w czym chodzę i jako 5-10 nie wybierałam
                                                    sobie strojów, bo się tego nie domagałam. Ale mimo ówczesnych
                                                    uwarunkowań moja matka uszanowała to, że nie chcę chodzić w
                                                    spodniach i nie zmuszała mnie do tego poza jakimiś absolutnie
                                                    szczególnymi okazjami (dres w bardzo zimny dzień na wakacjach czy
                                                    coś w tym rodzaju, to chyba i ja rozumiałam). Było to dla mamy
                                                    kłopotliwe także i ze względu na stały wtedy kłopot z kupnem
                                                    rajstop, w których ciągle jechały oczka, a często także miały dziury
                                                    na kolanach po przewróceniu się. Mimo to chodziłam w sukienkach i
                                                    spódnicach, bo tak chciałam, potem mi się odmieniło i też nie było z
                                                    tego afery. 4latce styl ubierania zmieni się jeszcze wielokrotnie,
                                                    zanim wypracuje sobie swój własny. O co tyle hałasu?
                                                  • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 14.08.09, 17:50
                                                    Napisałam że trochę próbuje szachrować, ONA nie JA. Tzn. na przykład
                                                    kiedy jest mój dzień ona się upiera że jej i na odwrót, ale bez
                                                    jakichś szczególnych awantur. Albo pyta mnie o zdanie czy cos pasuje
                                                    kiedy sama wybrała, albo nie chce załozyć tego co ja wybrałam, wtedy
                                                    proponuję jej coś innego.
                                                    Moja córka ma w zasadzie same wybrane przez siebie ubrania, poza
                                                    prezentami oczywiście. Ostatnio w sklepie sama sobie wybrała
                                                    sukienkę. Nie chcieliśmy jej kupić, wychodząc z założenia że
                                                    porośnie mchem w szafie, ale się zarzekała że będzie nosić na pewno.
                                                    I ostatnia, owszem wybieramy się na wesele, tylko wesele kuzynki i
                                                    tylko w wiejskiej sali, a ja mam tę głupią fanaberię i dziecinny
                                                    problem, że chciałabym żeby córka na tę okazje ubrała sie elegancko.
                                                    I tak się składa (tu odpisuję wszystkim gremialnie), że nie
                                                    pochodzimy z Rotszyldów i nie stać mnie żeby córce bez przerwy
                                                    kupować nowe ubranka stosownie do jej widzimisię w danej chwili
                                                    licząc na to że a nuż a widelec raczy je założyć.
                                                  • verdana Re: a propos wątku bezsilności 14.08.09, 18:01
                                                    Fakt, masz dziecinny problem. I nikt Cie nie namawia, abys corce
                                                    kupowala wszystko co zechce - tylko, zebys pozwolila jej ubierać sie
                                                    w co zechce.
                                                    No i juz rozumiem - jestes taka doskonała matka, dogadujesz się z
                                                    córka itd - a wszystkie klopoty wychowawcze wynikaja z tego, ze
                                                    corka jest wadliwa, i cala wina za jej zachowanie lezy po jej
                                                    stronie.
                                                    Masz racje - to tylka ją trzeba ociosać, zmienić , utemperwoać,
                                                    nauczyc - matka zmieniac sie nie musi, bo po co? Trochę bicia,
                                                    troche straszenia, troche oszustwa - i uda ci się! Złamiesz (jak
                                                    zapowiadasz w pierwszym poscie) charakter córce.
                                                    To, ze zyc ze złamanym charakterem bywa trudno - to niewazne. Wazne
                                                    jest nie szczęście dziecka, ale świety spokój w domu posluszenstwo
                                                    mamie.
                                                    A potm zdziwienie - dlaczego nastolatki pija, cpaja, buntują się i
                                                    wyskakują oknem, skoro w domu bylo wlasciwie zupełnie normalnie.
                                                    A to po prostu zlamany charakter...
                                                  • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 14.08.09, 18:05
                                                    Przepraszam, zrozumiałam, że to Ty "szachrujesz".
                                                    Myślę, że wesele to na tyle szczególna okazja, że można
                                                    przygotowania do niego, także wybór stroju, potraktować jako coś w
                                                    rodzaju teatru. Normalnie się tak nie ubieramy, ale na wesele
                                                    przebieramy się, jak np. na jasełka albo bal przebierańców. Jako
                                                    4latka grałam aniołka w jasełkach owinięta białym prześcieradłem z
                                                    jakąś idiotyczną srebrną opaską z gwiazdą we włosach, a pod tym
                                                    prześcieradłem, ponieważ w kościele było zimno, miałam założony
                                                    włosem na wierzch góralski serdaczek mojej babci. Doskonale
                                                    wiedziałam, że to nie jest strój normalny, tak na codzień się nie
                                                    chodzi, tylko strój aniołka. Zaliczyłam też jakiś bal przebierańców
                                                    jako muchomor w spódnicy z czerwonej gazy w białe kropki i też
                                                    rozumiałam, że to okazja wyjątkowa. Więc i wesele można tak
                                                    potraktować, zwłaszcza, jeśli córka sama wybrała sobie sukienkę.
                                                    A genralnie nie uważam, żeby kupowanie spodni miało być droższe niż
                                                    kupowanie spódniczek. 4latka i tego i tego musi mieć sporo, bo
                                                    przecież się brudzi, więc skoro nie lubi spódniczek, to powinna mieć
                                                    więcej niż jedne spodnie, stare i sprane. Spódniczek ma z pewnością
                                                    więcej. A jeżeli w ciągu najbliższego roku jej się odmieni, to żaden
                                                    problem, bo przecież z aktualnych strojów i tak wyrośnie i będziesz
                                                    musiała kupić jej nowe.
                                                  • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 14.08.09, 18:54
                                                    > I tak się składa (tu odpisuję wszystkim gremialnie), że nie
                                                    > pochodzimy z Rotszyldów i nie stać mnie żeby córce bez przerwy
                                                    > kupować nowe ubranka stosownie do jej widzimisię

                                                    O matusiu. No rzeczywiscie, zaiste trzeba byc bogaczem, zeby dziecku
                                                    kupic dwie pary ladniejszych spodenek na okazje, a do tego np.
                                                    dluzsza bluzeczke, zeby bylo elegancko.
                                                    Nie rozumiem, nie pojmuje. To tylko spodniczki i sukienki sa
                                                    odpowiednim strojem na wesele?

                                                    Skad w Tobie taki osli upor, skoro widzisz, ze to nie dziala?
                                                    Dlaczego Twoje dziecko nie moze o niczym decydowac?
                                                  • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 14.08.09, 20:50
                                                    Słuchaj dosiu, Twój post jest, przepraszam, że tak dosadnie, ale tak
                                                    głupi i nie na temat, że ręce opadają. Najpierw przeczytaj dokładnie
                                                    i ze zrozumieniem co napisałam a potam odpisuj, a najlepiej trzymaj
                                                    się tego co postanowiłaś wcześniej i przestań już dyskutować, w
                                                    każdym razie ze mną bo męcząca się robisz z tą nieustanną
                                                    napastliwością. Nawet mając rację nikogo do niej nie przekonasz
                                                    jeżeli go obrażasz. To aż takie proste.
                                                  • verdana Re: a propos wątku bezsilności 14.08.09, 21:04
                                                    Przeczytalam twoje posty ze zrozumieniem. Wynika z nich, ze lejesz
                                                    dziecko, straszysz je porzuceniem (i to zwalajac na nia winę) i,
                                                    manipulujesz nim, zalezy ci, aby nie przynosilo Ci wstydu, a
                                                    ostatecznm celem jest złamanie charakteru corki poki jest na to czas.
                                                    I w dodatku nic to nie daje - nie radzisz sobie z dzieckiem.
                                                    Co będzie dalej - wole nie mysleć. Bo to jest bitwa miedzy Wami -
                                                    albo t zlamiesz charakter corki i zniszczysz ja psychicznie - przede
                                                    wszystkim straszac i pilnujac, aby ci nie przyniosla wstydu - i
                                                    corka bedzie przez rszte zycia probowala przełamac traume
                                                    teoksycznego rodzicielstwa (oswiadczenie dziecku, ze sie je odda to
                                                    szczyt toksycznosci). Albo jej nie zlamiesz - i to, co bedzie się
                                                    działo , gdy będzie nastolatka zlamie Ciebie.
                                                    Jesli chcesz dogadac się z dzieckiem, to Ty sie masz zmienić. Nie
                                                    tylko dziecko - ale Ty się zmieniac nie chcesz. Chcesz pokonac córkę
                                                    i pokazac, ze jestes od niej silniejsza. Nie zalezy Ci na niej,
                                                    tylko na wygranej. I tyle.
                                                    Prawee mowiac, nie widze żadnej mozliwosci obrazenia kogokolwiek ,
                                                    kto sam pisze, ze straszyl dziecko, ze jak bedzie niegrzeczne, to
                                                    ktos je zabierze... piszac cos takiego sam sie obraza bardziej, niz
                                                    ja moglabym go obrazic uzywajac w tym celu calego swojego slownictwa
                                                    i wyobraźni.
                                                    Sa rzeczy, ktorych awet w najwiekszym gniewie i zdenerwowaniu
                                                    przyzwoity czlowiek i kochajaca matka nie zrobi i nie powie. I tyle.
                                                  • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 14.08.09, 22:27
                                                    Przepraszam, ale moj post byl jak najbardziej na temat. Uwazasz za szczyt
                                                    elegancji kiecki, ktorych Twoja corka nie lubi. Jako alternatywe widzisz jedynie
                                                    sprane portki, a na sugestie, ze istnieja tez bardziej eleganckie spodnie,
                                                    rzucasz, ze nie jestescie bogaczami.
                                                    Widze, ze bedziesz bronic swoich metod do upadlego.
                                                    Powodzenia w wychowaniu corki. Mam nadzieje, ze juz niedlugo uda Ci sie "zlamac"
                                                    corke.
                                                  • pam_71 Re: mała dygresja odnośnie ubioru ;-) 19.08.09, 14:59
                                                    Moja córka ma już 8lat, ale tez preferuje ubiory sportowe (żeby nie powiedzieć
                                                    że najlepiej czuje się w dresach po starszym bracie ... )wink
                                                    Był czas gdy ubolewałam, że spódniczek nie chce nosić, że kitek nie da sobie
                                                    zapleść(dopiero teraz zapuściła włosy jako-tako, ale już się umawia z Panią
                                                    Fryzjerką na ścięcie po Komunii wink) ... i tak ubolewałam, nakłaniałam,
                                                    nakazywałam (chociaż na rozpoczęcie/koniec roku) ... aż pewnego dnia spojrzałam
                                                    w lustro wink Hm ... próbowałam przypomnieć sobie kiedy ostatnio założyłam
                                                    spódnicę (na ślub Kuzynki .. 2lata temu ?!) ... a Moje Dzieci nie pamiętają mnie
                                                    z długimi włosami(mam cienkie i "sypiące się") ...
                                                    Od tamtej pory "kurtuazyjnie" narzekam u Fryzjera ... "Pani Aniu ... kitek nie
                                                    chce nosić .. bestia jedna no" hihi wink
                                                  • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 14.08.09, 18:57
                                                    Aha, jeszcze jedno. Rozumiem, ze wesele niedlugo. Czy pytalas corki
                                                    co bedzie chciala zalozyc na ta szczegolna uroczystosc? Czy po
                                                    prostu godzine przed wyjsciem zakomunikujesz jej, ze dzis to Ty
                                                    wybierasz ubrania i kazesz jej zalozyc spodniczke? Skad takie
                                                    zalozenie, ze corka jest zbyt... hmmm, glupia, zeby ubrac sie
                                                    stosownie?
                                                  • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 13.08.09, 10:25
                                                    O tych nieszcześnych brudnych buziach - raz jeszcze, bo to się
                                                    wyraźnie syntetyzuje. Chodzi o niepotrzebne rozczulanie się nad
                                                    rzeczami normalnymi. Jak dziecko brudne, to trzeba umyć, a nie
                                                    rozczulać się, podobnie, jak pomogło, to podziękować, a nie walić
                                                    czułościami per "kochany pomocnik", jak opowiada o lalkach, to
                                                    wysłuchać, a nie rozczulać się per "kochana kobietko" etc. Z
                                                    opisanych historii wynika wyraźnie, że Wasze dzieci nie lubią zbędne
                                                    roczulania się i ono jest bardzie potrzebne dorosłym niż dzieciom. A
                                                    dzieci nie służą do zaspokajania potrzeb emocjonalnych mamy, czy
                                                    babci, także potrzeby cuzłości. To dzieci mają rozmaite potrzeby i
                                                    rodzice powinni je zaspokoić.
                                                  • lena.111 Re: a propos wątku bezsilności 13.08.09, 10:38
                                                    Z
                                                    > opisanych historii wynika wyraźnie, że Wasze dzieci nie lubią
                                                    zbędne
                                                    > roczulania się i ono jest bardzie potrzebne dorosłym niż dzieciom.

                                                    Owszem, ale jak pewnie wyczytałaś nasze dzieci potrafią się wściec
                                                    przez to ,że pada\nie pada deszcz, spinka przypięta nie tak (chociaż
                                                    tak) ,u mnie jeszcze do histerii może ją doprowadzić dosłowne
                                                    niechcące otarcie się o nią ( co ja piszę otarcie! Muśnięcie! ) No
                                                    wybacz, ale nie których rzeczy po prostu nie da się uniknąć smile
                                                  • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 13.08.09, 12:20
                                                    Dziękuję za konstruktywną dyskusję. Jako jedyna matka wybuchowego
                                                    dziecka rozważasz to, co pisałyśmy Ci z Dosią.
                                                    To, że dziecko (ja i człowiek dorosły) denerwuje się z powodu
                                                    milionów rzeczy od nas niezależnych (deszcz, etc.) to nie powód, by
                                                    nie unikać tych przyczyn, które bez specjalnego wysiłku można
                                                    usunąć. Zrezgynowanie z czułostkowości i zastąpienienie jej większą
                                                    wrażliwością na folklor dziecka wydaje się możliwe (chyba, że dla
                                                    niektórych, jak dla mojego ojca, było niemożliwe, bo on był tak
                                                    skupiony na sobie i swoich potrzebach, w tym potrzebie czułości, że
                                                    nie potrafił dostrzec moich potrzeb, chyba, że pokrywały się z jego,
                                                    ale to wyraźnie on jest odpowiedzialny za to, że mnie zaniedbywał i
                                                    nawet zdaje sobie z tego sprawę).
                                                    Co spinki - nie byłam przy tym i nie widziałam, ale przypuszczam, że
                                                    dla córki ta spinka była jednak przypięta inaczej. Dzieci potrafią
                                                    dostrzec we własnym uczesaniu takie szczegóły, któych nie widzą
                                                    dorośli. Jako 10-12 latka dostawałam szału, gdy spięte gumką w
                                                    koński ogon włosy nie były ulizane, jak sobie życzyłam, ale jakiś
                                                    kosmyk wysmyknął się i odstawał od reszty. Natychmiast czesałam się
                                                    na nowo i po pół godzinie był kolejny problem. Tych kosmyków poza
                                                    mną nikt nie widział i nikt nie uważał, że jestem potargana, ale ja
                                                    tak uważałam. No, tyle, że czesałam się sama, więc nie miałam do
                                                    nikogo pretensji, że mnie źle uczesał. Może spróbuj nauczyć córkę
                                                    samodzielnego zakładania tej wsuwki?
                                                    Nie twierdzę, że moje "światłe rady" zlikwidują wszelkie wybuchy
                                                    złości. To jest niemożliwe, bo człowiekowi ciągle coś się nie udaje
                                                    i coś go złości i ma prawo. Ale można pracować nad tym, by
                                                    zachowanie rodziców nie było niepotrzebnym źródłem takich wybuchów.
                                                    A co do wybuchów spowodowanych inną przyczyną: kiedy miałam 9 lat,
                                                    musiałam zrobić jakąś idiotyczną lalkę z waty na zp-ty i nie bardzo
                                                    mi to wychodziło. Wreszcie, gdy coś mi się rozleciało, zaczęłam
                                                    ryczeć. I moja mama, zdenerwowana tym, że parę godzin robi się coś
                                                    idiotycznego, ona mi pomaga, a jeszcze teraz ja na dodatek ryczę,
                                                    zaczęła na mnie wrzeszczeć, żebym się uciszyła. Ja wtedy
                                                    wykrzyczałam: ale lalka mi się nie udałaaaaa!!!! Na co mama: Ty mi
                                                    się też nie udałaś i ja nie wrzeszczę. To ostatnie możnaby
                                                    pozostawić bez komentarza. Jedyne, co mogło mi pomóc, to rozwiązanie
                                                    problemu, czyli pomoc z lalką. Ale łatwiej nawrzeszczeć na dziecko,
                                                    że jest złośnikiem, niż pomóc rozwiązać całkiem racjonalny problem.
                                                    Bo oczywiście przyczyna mojego wybuchu była całkiem racjonalna.
                                                    Aha, i jeszcze jedno, co pamiętam z dzieciństwa. Jeżeli płakałam, bo
                                                    np. przewróciłam się i stłukłam kolano, mama natychmiast krzyczała
                                                    na mnie, że rzekomo mam do niej o to pretensje, chociaż ja nie
                                                    miałam do mamy żadnych pretensji, tylko musiałam sobie ulżyć. Ale
                                                    tego rodzaju ulżenie sobie mama traktowała jako agresję skierowaną
                                                    wobec siebie. O tym też warto pomyśleć, czy wybuchów złości dzieci
                                                    nie traktujecie jako ataków na swoją osobę, gdy jest to zwyczajne
                                                    dawanie upustu emocjom.
                                                    Pozdrawiam
                                                  • lena.111 Re: a propos wątku bezsilności 13.08.09, 12:50
                                                    > Co spinki - nie byłam przy tym i nie widziałam, ale przypuszczam,
                                                    że
                                                    > dla córki ta spinka była jednak przypięta inaczej. Dzieci potrafią
                                                    > dostrzec we własnym uczesaniu takie szczegóły, któych nie widzą
                                                    > dorośli. Jako 10-12 latka dostawałam szału, gdy spięte gumką w
                                                    > koński ogon włosy nie były ulizane, jak sobie życzyłam, ale jakiś
                                                    > kosmyk wysmyknął się i odstawał od reszty. Natychmiast czesałam
                                                    się
                                                    > na nowo i po pół godzinie był kolejny problem. Tych kosmyków poza
                                                    > mną nikt nie widział i nikt nie uważał, że jestem potargana, ale
                                                    ja
                                                    > tak uważałam. No, tyle, że czesałam się sama, więc nie miałam do
                                                    > nikogo pretensji, że mnie źle uczesał. Może spróbuj nauczyć córkę
                                                    > samodzielnego zakładania tej wsuwki?

                                                    Tylko widzisz, bo w takich przypadkach właśnie się nie możemy
                                                    dogadać smile
                                                    To nie jest tak, że ona twierdziła, że jest źle zapięta a ja z
                                                    umiarem maniaka powtarzałam że jest ok. Ona już płakała w momencie
                                                    jak jej tą spinkę chciałam wpiąć. Nie widziała więc czy i jak jest
                                                    wpięta. Uwierz mi proszę, że ja bym jej bardzo chętnie poprawiła tę
                                                    zakichaną spinke na sto tysięcy sposobów gdyby tylko mi pozwoliłasmile
                                                    Naprawdę rozumię, że ona lubi mieć tak czy siak i za kazdym razem
                                                    staram się aby miała już tak jak lubi. Ona mi się tak wtedy
                                                    nakręciła, że jedyne co mogłam zrobić to zostawić ją aż się uspokoi:-
                                                    ) I to nie tak,że ja się uparłam, że" albo tak albo wcale."
                                                    Szanuje jej zdanie i kiedy mówi, że dziś chce tylko gumke to nie
                                                    uoieram się że ze spinką będxzie lepiejsmile Ale wies ona wtedy
                                                    przyszła do mnie z konkretną prośbą "mamusiu możesz przypiąć mi tą
                                                    spinke jak rano była?" Nic jej więc nie narzucałam, nie zabraniałam,
                                                    nie wyśmiewałam, po prostu bez słowa chciałam zrobić to o co prosiło
                                                    mnie dziecko.Reszte już znacie. Skąd więc ta histeria ? ( niestety
                                                    tak częsta i to właśnie z takich powodów)
                                                  • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 13.08.09, 13:09
                                                    Mogła już po sposobie, w jaki trzymasz rękę, uznać, że założysz jej
                                                    wsuwkę nie tak. Jeżeli zaczęła płakać zanim w ogóle wzięłaś wsuwkę
                                                    do ręki, to powiedziałabym, że płaczącemu dziecku wsuwki nei założę,
                                                    bo nie rozumiem, jak ma być. Proszę, pokaż, ale najlepiej najpierw
                                                    się uspokój. A jeżeli można ją nauczyć samodzielnego zakładania tej
                                                    wsuwki, to lepiej to zrobić, pewne źródło wybuchów się wyeliminuje.
                                                    Znowu nie twierdzę, że absolutnie wszystko da się wyeliminować. Ale
                                                    myślę, że dobrze wyeliminować, co się da. I jeżeli dziecko genralnie
                                                    będzie miało rzadziej powody do wybuchu, to powinno w ogóle się
                                                    uspokajać.
                                                    Skądinąd zauważ - w tej dyskusji ani razu nie padł problem, że
                                                    dziecko wrzeszczy, bo nie chce pójść spać o wyznaczonej porze, umyć
                                                    rąk, siąść do stołu, wstać od stołu czy wykonać jakiegoś innego
                                                    polecenia. Problem dotyczy dzieci zasadniczo posłusznych, które
                                                    akceptują granice wyznaczone im przez rodziców. Ale są widocznie
                                                    wrażliwsze od innych i łatwo wpadają w złość, gdy coś jest nie po
                                                    ich myśli. I nieźle wyeliminować te źródła wybuchów, które można.
                                                    Pozdrawiam
                                                  • lena.111 Re: a propos wątku bezsilności 13.08.09, 13:40
                                                    Problem dotyczy dzieci zasadniczo posłusznych, które
                                                    > akceptują granice wyznaczone im przez rodziców. Ale są widocznie
                                                    > wrażliwsze od innych i łatwo wpadają w złość, gdy coś jest nie po
                                                    > ich myśli. I nieźle wyeliminować te źródła wybuchów, które można.

                                                    Zasadniczo tak......ale to TAKIE TRUDNE!!!!!W zasadzie nie wiadomo
                                                    kiedy i czym takiego nerwuska doprowadzi się do szału!!!

                                                    Ja najbardziej drże kiedy ktoś do nas przychodzi..... powiedzy, że
                                                    ja umię dostrzec kiedy moje dziecko ma "posępny humor" i schodzić
                                                    z drogi, ale niestety przypadkowy gość nie jest w stanie tego
                                                    ocenić sad
                                                    Oczywiście bywa i tak, że humor znakomity, a czekoladka przyniesiona
                                                    przez ciocię złasmile( chociaż jeszcze tydzień temu bardzo lubiana
                                                  • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 13.08.09, 13:58
                                                    > Oczywiście bywa i tak, że humor znakomity, a czekoladka
                                                    przyniesiona
                                                    > przez ciocię złasmile( chociaż jeszcze tydzień temu bardzo lubiana


                                                    Wiesz, ale w takiej sytuacji, to uwazam, ze dziecko musi dostac
                                                    jasny komunikat, ze takie zachowanie przy cioci jest
                                                    niedopuszczalne. Co to znaczy, ze czekoladka zla? Do swojego pokoju
                                                    na przemyslenie sprawy, potem mozna wyjsc przeprosic ciocie i
                                                    podziekowac za prezent.
                                                  • lena.111 Re: a propos wątku bezsilności 13.08.09, 14:13
                                                    Do swojego pokoju
                                                    > na przemyslenie sprawy, potem mozna wyjsc przeprosic ciocie i
                                                    > podziekowac za prezent.

                                                    tak też praktykujemy, ale co się uryczy to się uryczy smile
                                                  • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 13.08.09, 14:25
                                                    co się uryczy to się uryczy smile

                                                    - no, to niech ryczy. Zapewne wizyty cioci nie zdarzają się o 12 w
                                                    nocy, więc nie budzi połowy osiedla. Przy okazji - wrzask przy
                                                    cioci, że zła czekoladka, zamiast podziękowania, jest już
                                                    przekroczeniem pewnej granicy, która powinna być postawiona, bo
                                                    dziecko należy nauczyć kulturalnego zachowania wobec innych osób, w
                                                    tym obcych, wobec których nie można zachowywać się tak
                                                    spontanicznie, jak przy najbliższych. To już jest coś takiego, jak
                                                    odmowa umycia rąk przed obiadem albo pójścia spać o przyjętej
                                                    godzinie, i dziekco powinno zdawać sobie z tego sprawę.
                                                  • lena.111 Re: a propos wątku bezsilności 13.08.09, 14:58
                                                    . Przy okazji - wrzask przy
                                                    > cioci, że zła czekoladka, zamiast podziękowania, jest już
                                                    > przekroczeniem pewnej granicy, która powinna być postawiona, bo
                                                    > dziecko należy nauczyć kulturalnego zachowania wobec innych osób

                                                    Zgadza sięsmile
                                                    Wpajam to mojemu dziecku bardzo często więc czemu skutki takie
                                                    opłakane?
                                                  • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 13.08.09, 15:02
                                                    > Zgadza sięsmile
                                                    > Wpajam to mojemu dziecku bardzo często więc czemu skutki takie
                                                    > opłakane?

                                                    E tam oplakane. Troche przesadzasz chyba.
                                                  • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 13.08.09, 14:34
                                                    > tak też praktykujemy, ale co się uryczy to się uryczy smile

                                                    Dziecko nie zna jeszcze wszystkich regul spolecznych, ono sie
                                                    dopiero uczy. Dopoki sie nie nauczy, to bedzie prawdopodobnie ryczec
                                                    i protestowac. Moim zdaniem to zupelnie normalne. Martwilabym sie
                                                    gdyby robilo tak dziecko np. 6letnie.
                                                    Chociaz i ja pamietam, ze sie kiedys rozplakalam, bo dostalam od
                                                    mamy stanik, ktory mi sie nie podobal, a liczylam na inny. A mialam
                                                    wtedy duzo wiecej lat smile Ot, zwyczajne rozczarowanie. Glupio mi
                                                    bylo, ale nic nie moglam poradzic.
                                                  • lena.111 Re: a propos wątku bezsilności 13.08.09, 15:01
                                                    > Chociaz i ja pamietam, ze sie kiedys rozplakalam, bo dostalam od
                                                    > mamy stanik, ktory mi sie nie podobal, a liczylam na inny. A
                                                    mialam
                                                    > wtedy duzo wiecej lat smile Ot, zwyczajne rozczarowanie. Glupio mi
                                                    > bylo, ale nic nie moglam poradzic.

                                                    No ok, Ty się rozczarowałaś, liczyłaś na inny, a ona?Ani nie
                                                    wiedziała, że coicia przyjdzie ani tamta jej nic wcześniej nie
                                                    obiecała, że jak przyjdzie to przyniesie to czy tamto? Skąd więc ten
                                                    bunt?
                                                  • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 13.08.09, 15:28
                                                    > obiecała, że jak przyjdzie to przyniesie to czy tamto? Skąd więc
                                                    ten
                                                    > bunt?

                                                    Bo pannica chcialaby byc wiecznie w centrum uwagi (i jest, skoro
                                                    reagujecie na krzyki) i uwaza, ze wszystko ma byc po jej mysli
                                                    (cecha, skad inad przydatna w pozniejszym zyciu). Normalne,
                                                    aczkolwiek dziecko musi nauczyc sie granic. W niektorych sytuacjach
                                                    dziecko chce zwyczajnie rzadzic. O ile przyklad z kobietka, czy
                                                    spinka nie wskazywal na taka ceche charakteru corki, to juz przyklad
                                                    z ciocia pokazuje, ze dziewczynka lubi po prostu rzadzic smile

                                                    Na takie sytuacje trzeba reagowac ostro, bez slowa sprzeciwu i byc
                                                    gluchym na krzyki. "W tym domu jestesmy uprzejmi dla gosci, i nie ma
                                                    od tych regul wyjatku, prosze sie uspokoic".

                                                    I wracajac np. do zle wpietej spinki - przy pierwszym krzyku,
                                                    powiedziec spokojnie np. "rzeczywiscie krzywo, trzeba przypiac
                                                    jeszcze raz". Jezeli to nie pomoze, a panna sie nakreca i krzyczy na
                                                    Ciebie, dobitnie powiedziec, ze "przekrzywiona spinka, nie jest
                                                    powodem dla ktorego masz na mnie krzyczec".
                                                  • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 13.08.09, 14:15
                                                    Dosiu, chyba jesteśmy klonem. Oczywiście, że dziecko powinno
                                                    wiedzieć, że za czekoladkę się dziękuje niezależnie czy zła czy
                                                    dobra i nie wolno grymasić, że zła, bo to robi przykrość cioci.
                                                    Koniec kropka. Wrzeszczy przy cioci: out z pokoju, idzie do
                                                    wyzłaszczalni i dzieckiem nikt się nie interesuje, zwłaszcza, że
                                                    interesujemy się ciocią, więc mamy co robić. Podejrzewam, że
                                                    atrakcja w postaci wizyty cioci szybko pomoże pokonać histerię.
                                                    Poza tym dzieci dość szybko rozumieją, na co mogą sobie pozwolić
                                                    przy rodzicach, a na co przy cioci.
                                                    Myślę, że łątwiej też dziecku raz i drugi wytłumaczyć potem: nie
                                                    wolno tak zachowyać się przy cioci, a ciocia nie wiedziała, że nie
                                                    lubisz być nazywana aniołkiem. My do Ciebie tak nie mówimy (ale to
                                                    warunek absilutnie konieczny), a ciocia nie wiedziała. A swoją drogą
                                                    ciocię, jeśli lepiej znamy, można uprzedzić, żeby nie mówiła per
                                                    aniołku.
                                                    Jako 4latka miałam fazę bawienia sie w mamę mojej dajmy na to Rybci
                                                    (nie będę ujawniać swego imienia). Mama musiała do mnie
                                                    mówić "mamo", a ja do niej "Rybciu". Wszytko było OK, byliśmy wtedy
                                                    nad morzem. Mama ze swoją znajomą poszły na spacer, a ja zostałam w
                                                    grajdole z 14 letniem synem znajomej. Bawiliśmy się super do
                                                    momentu, gdy on zawołał "Rybciu, coś tam". Oczywiście ja w ryk, ja
                                                    nie jestem Rybcia, ja jestem mama etc., chłopak zbaraniał, bo nie
                                                    miał doświadczeń tego rodzaju. Szczęśliwie awanturę dosłyszała miła
                                                    pani z sąsiedniego grajdołu, która miała małe dzieci i pojęła w czym
                                                    rzecz, podeszła do nas, powiedziała: "mamo, uspokój się, chłopiec
                                                    prosił cię o to i o tamto, więc mamo zrób". Łzy wyschły
                                                    błyskawicznie. Afery by nie bylo, gdyby mama powiedziała chlopakowi,
                                                    że jestem mamą, a nie Rybcią. Czasami warto o takich rzeczach
                                                    uprzedzić.
                                                    Nie rozwiąże to wszystkiego, ale zawsze pewien procent awantur
                                                    odpada, a dziecko ma poczucie, że się je rozumie i traktuje poważnie.
                                                  • agata055 Re: a propos wątku bezsilności 13.08.09, 10:45
                                                    Do mamy biedronki;
                                                    Dziękuję za wypowiedz.Życzę Tobie i reszcie matek posiadających
                                                    trudne dzieciaczki wiele sukcesów i .....spokoju przede wszystkim.
                                                    Jak zaznaczyłam wcześniej dla mnie dyskusja jest zakończona.
                                                    Dziękuję i pozdrawiam wszystkich uczestników tej debatysmile
                                                  • morekac Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 13:08
                                                    Cóż, jak na razie to ty masz problem z ryczącą córką. Ja ze swoją
                                                    płaczącą już nie mam. Co nie oznacza, że zawsze zachowuje się wg.
                                                    ogólnie przyjętych norm. Ale to jest jej problem z wyrażaniem jej
                                                    uczuć.
                                              • morekac Re: a propos wątku bezsilności 10.08.09, 14:27
                                                Nie tylko miałam, ale nadal miewam
                                                > napady złości, kompletnie,z mojego punktu widzenia, irracjonalnej,
                                                > ot bo tak, bo świat się nie kręci wg mojego widzimisię, ale z
                                                > wiekiem nauczyłam się nad nimi panować, robić bilans zysków i
                                                strat,
                                                > tzn. jak wyleję kompot na obrus to mi ulży i wszystkim pokażę ale
                                                a)
                                                > zniszczę obrus b)przysporzę sobie pracy c) ośmieszę się. Właśnie
                                                > dlatego, że moi rodzice zupełnie sobie nie poradzili z
                                                > utemperowaniem tej paskudnej cechy mojego charakteru, mam obawy
                                                > kiedy patrzę na moją córkę.

                                                I czego ty od dziecka chcesz?! Ile lat uczy się ona, a ile ty? ty
                                                się wściekasz, a oczekujesz od dziecka, że nie będzie się wściekać?
                                                Wzięła charakterek po tobie - a i pewnie przykład... Ona też nauczy
                                                się z wiekiem - na własnych błędach, że wrzaski się nie opłacają.
                                                Pod warunkiem, że rzeczywiscie się nie opłacają. Utemperuje ją życie
                                                i otoczenie.
                                                Możesz jej pomóc wyciszać się - po prostu nie nagradzając wrzasku.
                                                Nie rozmawiaj z nią, kiedy krzyczy - i tak nie dojdziesz do tego, o
                                                co naprawdę chodziło, a tylko nerwy sobie zszarpiesz. A jeśli
                                                wyleje kompot na obrus - to niechże sama ten obrus upierze.
                                          • morekac Re: a propos wątku bezsilności 10.08.09, 13:21
                                            mamo_biedronki - ale kochający, zainteresowany dzieckiem ojciec
                                            powinien wiedziec, jakiego jego córka używa imienia i jakie książki
                                            należy kupić (bo nawet jak nie jest pewien, mógłby się
                                            dowiedzieć...). Może sobie przebywać nawet na orbicie, jeśli mu tak
                                            wygodniej, ale jeśli tego nie wie - z reguły odbiera się to jako
                                            przejaw lekceważenia.
                                            • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 10.08.09, 13:48
                                              tak też sądzę. Ojciec mamy biedronki nie był człowiekiem astralnym,
                                              tylko po prostu zaniedbywał córkę. Znam wielu pasjonatów swej pracy,
                                              którzy mają dobry kontakt psychiczny ze swoimi dziećmi, nawet jeśli
                                              nie spędzają z nimi zbyt dużo czasu. Bo to jest przede wszystkim
                                              kwestia zrozumienia i chęci poznania drugiego człowieka. Mój ojciec
                                              też mnie zaniedbywał, chociaż spędzał ze mną sporo czasu. Ale zawsze
                                              to było na zasadzie wykonania konkretnego zadania: odprowadzić,
                                              przyprowadzić, kupić to, co mama zleciła, ewentualnie czytał mi
                                              książki, bo jako polonista to uwielbiał, i zabierał na wycieczki, bo
                                              to też lubił. I nawet fajne, że dzielił się ze mną w ten sposób
                                              jakąś częścią jego życia, ale ten kontakt też był taki bardo
                                              ograniczony. Tzn. np. na wycieczkach nigdy nie był w stanie dostować
                                              tempa do moich małych nóżek (4-5 latki), a w czasie lektury, ilekroć
                                              w książce ktokolwiek z kimkolwiek się całował, to mówił: no to my
                                              się teraz MUSIMY pocałować, i rzucał się na mnie z uściskami
                                              niezależnie do tego, czy miałąm ochotę czy nie. Więc zwykle kończyło
                                              się to awanturą, nie mówiąc już o tym, że czułąm się zlekceważona,
                                              bo słuchałam książki, przeżywałam to intelektualnie i przerywano mi
                                              z jakimiś czułościami, jak dla dzidziusa. Ale mój ojciec po pierwsze
                                              czułościami zastępował brak kontaktu psychicznego ze mną, po drugie
                                              sam miał (ma, na szczęście żyje) dużą potrzebę czułości i te
                                              wszystkie aniołki etc. zaspokajały jego potrzeby emocjonalne. Jego,
                                              a nie moje, i dlatego protestowałam.
                                              • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 10.08.09, 14:33
                                                Morekac, srebrnarybko, odpowiem wam razem. Mój ojciec wiedział jak
                                                mam na imię, sam to imię dla mnie wybrał. A że był nieco
                                                rozkojarzony i czasem trudno mu było wrócić do rzeczywistości to
                                                insza inszość. Kochał mnie i moje rodzeństwo, i był przy nas i dla
                                                nas, na tyle na ile umiał. Więcej nie można wymagać. W każdym razie
                                                my wspominamy i jego i nasze dzieciństwo wspaniale, bez tej goryczy
                                                z jaką srebrnarybka pisze o swoim ojcu. Mnie opisane sytuacje raczej
                                                rozbawiły, bynajmniej nie odebrałam ich jako lekceważenia. Dorosłe,
                                                czy podrosłe dzieci nader często mają tendencję do łatwego osądzania
                                                swoich rodziców, i w cieniu ich rodzicielstwa do odmawiania im
                                                człowieczeństwa, z wszystkim wpisanymi w nie potknięciami.
                                                • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 10.08.09, 19:26
                                                  wiem, że ten post wzbudzi w Tobie sprzeciw, a może wywoła też wybuch
                                                  złości i będzie on zupełnie racjonalny. Ale to, co chcę napisać,
                                                  wydaje mi się tak ważne, że jednak się zdecyduję. Najpierw odpowiedź
                                                  na ostatniego posta, potem wnioski.

                                                  Mój ojciec wiedział jak
                                                  > mam na imię, sam to imię dla mnie wybrał.

                                                  - tyle, że nie potrafił z tej wiedzy uczynić użytku.

                                                  Kochał mnie i moje rodzeństwo,

                                                  - mój ojciec, który w dniu moich 17tych urodzin rzucił mi się na
                                                  szyję z czułościami: mój skarbeczku kochany, moja 16letnia
                                                  córo (jakoś dziwnie przypomina to sprawę kupna podręcnzików) też na
                                                  swój sposób mnie kochał. Rozczulał się na mój widok, odczuwał wobec
                                                  mnie sympatię i chciał dla mnie dobrze. Nie zmienia to jednak faktu,
                                                  że nie widział we mnie indywidualnego CZŁOWIEKA, tylko
                                                  abstrakcyjnego aniołka, nie dążył do tego, by poznać moją OSOBOWOŚĆ,
                                                  wskutek tego często strzelał różne gafy, gdyż mnie kompletnie nie
                                                  rozumiał i nie miał pojęcia, czym może mnie urazić, co wywoływano
                                                  moje wybuchy złości, i że ja cierpiałam z tego powodu.

                                                  i był przy nas i dla
                                                  > nas, na tyle na ile umiał.

                                                  wybacz, ale niespecjalnie umiał.

                                                  Więcej nie można wymagać.

                                                  Jak to więcej? Przecież ojciec, który nie kojarzy imienia córki i
                                                  nie wie, w której jest ona klasie, w ogóle jej nie zna, więc to nie
                                                  jest WIĘCEJ, ale głęboko PONIŻEJ jakichkolwiek standardów
                                                  rodzicielstwa. Poza tym nie używajmy słowa "wymagać". Jeśli ojciec
                                                  interesuje się córką tylko dlatego, że ona, czy ktoś inny
                                                  tego "wymaga", to o czym mówimy? To chyba normalne, że ojciec
                                                  interesuje się życiem osoby, którą kocha i nie potrzeba mu stawiać
                                                  żadnych "wymagań".

                                                  Dorosłe,
                                                  > czy podrosłe dzieci nader często mają tendencję do łatwego
                                                  osądzania
                                                  > swoich rodziców, i w cieniu ich rodzicielstwa do odmawiania im
                                                  > człowieczeństwa, z wszystkim wpisanymi w nie potknięciami.

                                                  - to, o czym piszesz, to nie "potknięcie", to upadek w przepaść.
                                                  Owszem, rodzice mają prawo do błędów, jak każdy człowiek, ale jednak
                                                  błędy rodziców mają dla dzieci ogromne skutki. Dzieci łatwiej jest
                                                  przy pomocy "potknięcia" wykrzywić.

                                                  Ale, to, jakie miałaś dzieciństwo, nie miałoby wielkiego znaczenie,
                                                  gdyby nie fakt, że doświadczenia własnego dzieciństwa stanowią dla
                                                  Ciebie punkt wyjścia dla relacji z córką. Swoje dziecinstwo i
                                                  relacje z ojcem uważasz za prawidłowe i jest to dla Ciebie pewnien
                                                  wzorzec. Przyjrzyjmy się więc, jakie wnioski wyciągnęłaś ze swoich
                                                  doświadczeń.

                                                  1. Zachowanie Twojego ojca było prawidłowe i dla szczęścia dziecka
                                                  nie jest konieczne, żeby rodzic interesował się takimi drobiazgami,
                                                  jak imię dziecka, albo, do ktorej klasy chodzi.

                                                  2. Uznajesz, że nie powodu krytykować swojego ojca, a moja krytyka
                                                  podobnego postępowania jest nieuzasadnioną fanaberią dorosłego
                                                  dziecka.

                                                  3. Swoje wybuchy z dzieciństwa, których przyczyny nie rozumiesz lub
                                                  nie chcesz zwerbalizować, uznajesz za swoją wadę, immanentną cechę
                                                  charakteru, którą można utemprerować tylko poprzez wykazanie, że to
                                                  się nie opłaca, a nie przez usunięcie przyczyn, bo takich przyczyn
                                                  nie ma.

                                                  Wybacz, ale moim zdaniem całe założenie jest błędne. Jeśli Twój
                                                  ojciec poświęcał Ci tak mało uwagi, jak piszesz (podałaś tylko 2
                                                  przykłady, porażające, ale rozumiem, że musiało być ich więcej), to
                                                  wybuchy złości z Twojej strony były jak najbardziej racjonaln.
                                                  Wołałaś o uwagę swojego ojca i miałaś do tego święte prawo. Jeśli
                                                  nie zrozumiałaś tego, a jedynie dałaś sobie wmówić, że Twój ojciec
                                                  byl wspaniałym ojcem i nie masz powodu mieć do niego żalu, a to
                                                  tylko Ty masz w sobie -askudną cechę charakteru, którą należy
                                                  zniszczyć, to trudno się dziwić, że podobne diagnozy przenosisz na
                                                  swoje relacje z córką. Z pewnością poświęcasz jej więcej uwagi, niż
                                                  Twój ojciec Tobie, bo mniej już nie można, więc nie zdajesz sobie
                                                  sprawy, że zbyt mało ją rozumiesz. Ponieważ znasz jej imię i wiesz,
                                                  do której grupy w przedszkolu chodzi, nie widzisz już potrzeby, by
                                                  interesować się, jak ona chce mieć ułożony kocyk, jaką ksiażeczkę
                                                  czytać jej na dobranoc (tu rytuały są bardzo ważne) czy gdzie leży
                                                  przytulanka, by jej nie przysiąść. Oczywiście, że dla dorosłego
                                                  człowieka takie rzeczy to bzdety, ale nie dla 4atki, dla której
                                                  przytulanki, książeczki i rytuał zasypiania są całym jej światem.
                                                  Zatem każde naruszenie tego świata wywołuje lęk i protest. Podobnie
                                                  oczywiście ten kochany pomocnik i setki innych rzeczy. Spróbuj
                                                  postarać się zrozumieć, czym żyje Twoja córka, co myśli, jakie ma
                                                  zwyczaje, powiedzonka, która książeczka jest jej najbardziej
                                                  ulubiona, która przytulanka, etc. Staraj sie zrozumieć Twoje dziecko.
                                                  Piszesz, że chcesz je uchronić przed cięgami, jakie sama dostałaś za
                                                  wybuchy. Wierzę. Ale ja proponuję program maksimum: spróbuj
                                                  ograniczyć jej cierpienie, które te wybuchy powoduje. wtedy i cięgi
                                                  też będą mniejsze.
                                                  I rada praktyczna - dla dobrego ustalenia punktu wyjścia kup sobie
                                                  książkę "Toksyczni rodzice" i przemyśl swoje relacje z ojcem. Może
                                                  Ci to bardzo pomóc w ustawieniu relacji z córką.
                                                  Wiem, że jesteś na mnie coraz bardziej wściekła. Może uznałaś, że
                                                  obrażam Ciebie i Twojego ojca - nie mam takich intencji. Piszę, jak
                                                  to widzę. Może jednak moje przemyślenia na coś Ci się przydadzą?
                                                  Pozdrawiam Ciebie i Twoją córkę
                                                  • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 10.08.09, 20:18
                                                    Srebrnarybko, no będzie szczerze do bólu, bo już mnie jałowość
                                                    naszej dyskusji poraża. Na wstępie, Twój post mnie po pierwsze
                                                    znudził (wszystkie Twoje posty są przedługaśne w stosunku do
                                                    wartości merytorycznej), po drugie rozbawił (tak się zastanawiałam
                                                    czy Ty nie jesteś wyznawczynią "Toksycznych rodziców" a tu proszę,
                                                    nawet mi polecasz lekturę). Sprzeciw, urazę, wściekłość czy
                                                    cokolwiek tam jeszcze mi imputujesz może we mnie wywołać tylko ktoś
                                                    o kogo dbam.
                                                    Nie wiem czy po prostu inny mamy sposob myślenia czy świadomie
                                                    przekręcasz wszystko co piszę, ale nawet nie bardzo chce mi się
                                                    komentować Twoją odpowiedź i wnioski. Zresztą nie wiedziałabym
                                                    jakich słów użyć żebyś ich nie zrozumiała zbyt dosłownie albo zbyt
                                                    przenośnie dla odmiany (vide nieszczęne "wymagać" użyte przeze mnie
                                                    w zwrocie retorycznym). Uznajmy więc na potrzebę zakończenia tej
                                                    dyskusji, że mój ojciec był toksycznym popaprańcem i że ja mam
                                                    skrzywioną psychikę tym daremnym wieloletnim wołaniem... o co tam? a
                                                    tak, o uwagę mojego ojca, i że mojej córki nie zdołasz ocalić, ot
                                                    kolejny wiatrak na Twej drodze. A ja zastosuję technikę wyparcia.
                                                  • scher Re: a propos wątku bezsilności 10.08.09, 20:32
                                                    mama_biedronki napisała:
                                                    CytatUznajmy więc na potrzebę zakończenia tej dyskusji, że mój ojciec był toksycznym popaprańcem i że ja mam skrzywioną psychikę tym daremnym wieloletnim wołaniem... o co tam? a tak, o uwagę mojego ojca, i że mojej córki nie zdołasz ocalić, ot kolejny wiatrak na Twej drodze. A ja zastosuję technikę wyparcia.
                                                    Masz rację. Internetowych pseudopsychologów ci u nas dostatek wink
                                                  • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 10.08.09, 22:46
                                                    Spoko, teraz wypieram, potem będzie negacja, a potem oczyszczające
                                                    łzy i oświecenie. Porzucam lotkami w zdjęcie mego papy,i odtąd z
                                                    córką będziemy żyły długo i szczęśliwie wink
                                                  • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 10.08.09, 22:55
                                                    Ważniejsze, byś zastanowiła się, co robić, by nie powtarzać jego
                                                    błędów wobec córki. Tylko najpierw musisz sobie uświadomić, na czym
                                                    te błędy polegały.
                                                  • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 10.08.09, 22:18
                                                    1. Nie ja tę dyskusję rozpoczęłam, ale Ty, prosząc o radę. Tylko
                                                    Dosia i ja udzieliłyśmy Ci jakichś konkretnych rad, radząc próbować
                                                    ZROZUMIEĆ Twoje dziecko. To, czy te rady weźmiesz pod uwagę, czy
                                                    zlekceważysz, Twoja sprawa.
                                                    2. Nie widzę nic śmiesznego w fakcie, że cenię książkę "Toksyczni
                                                    rodzice", to bardzo dobra książka, która bardzo mi pomogła w życiu.
                                                    3. Z Twoich postów wynika, że winę za zło w relacjach rodzice0-
                                                    dzieci ponoszą zawsze dzieci, diablątka, które nie wiadomo, czego
                                                    chcą, a nigdy rodzice, bo nawet Twój ojciec, który wyraźnie Cię
                                                    olewał, był wspaniały. Ja mam inne obserwacje: znacznie rzadziej
                                                    spotyka się rodziców, którym ich dzieci wypaczyłyby psychikę, niż
                                                    dzieci, którym psychikę wypaczyli rodzice. Dlatego ta książka jest
                                                    niezwykle potrzebna.
                                                    3. Technikę wyparcia stosujesz, to oczywiste. Będę jeszcze bardziej
                                                    brutalna: podświadomie wolisz obsinić siebie za wybuchy złości,
                                                    które miałaś w dziecinstwie i uznać je za nieracjonalną fanaberię,
                                                    niż przyznąć się przed sobą, że Twoj ojciec totalnie Cię olewał i
                                                    nic go nie obchdziła Twoja OSOBA, bo inaczej nie można określić
                                                    postępowania, które sama opisałać. I jeszcze gorzej, że taki obraz
                                                    swojej osoby projektujesz na córkę, przypisując jej podobne rzekomo
                                                    nieracjonalne zachowania.
                                                    Twoje dziecko, Twoja sprawa.
                                                    Pozdrawiam Ciebie i córkę
                                                  • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności P.S. 10.08.09, 22:21
                                                    Oczywiście miało być "obwinić" a nie obsinić.
                                                    Domyślam się, że nawet, jeśli się ze mną zgodzisz, nie przyznasz się
                                                    do tego an forum. Ale nie po to przecież piszę.
                                                    Pozdrawiam Ciebie i córkę
                                                  • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 2 raz P.S. 10.08.09, 22:58
                                                    Rozsądnych rad udzialał(a? nie znam płci) także morekac, ale
                                                    ponieważ one były mnie więcej w tej samej poetyce, co Dosi i moje,
                                                    dlatego zapomniałam wspomieć. Ale się to morekac należy.
                                                  • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 10.08.09, 23:03
                                                    Chciałam już sobie, srebrnarybko, darować dalsze z Tobą pisanie ale
                                                    przeczytałam raz jeszcze ostatniego posta i nieco mnie zatkało, tu
                                                    cytat:
                                                    Tylko
                                                    > Dosia i ja udzieliłyśmy Ci jakichś konkretnych rad, radząc
                                                    próbować
                                                    > ZROZUMIEĆ Twoje dziecko. To, czy te rady weźmiesz pod uwagę, czy
                                                    > zlekceważysz, Twoja sprawa.

                                                    Otóż nie. Nie tylko Ty i Dosia (którą się niemiłosiernie podpierasz,
                                                    a w której mimo różnicy zdań nie dostrzegam tego fanatyzmu co w
                                                    Tobie) udzieliłyście mi rad. Oprocz Was jeszcze naście, dziesiąt
                                                    mam, może bardziej skrótowo i do rzeczy.
                                                  • agata055 Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 07:33
                                                    Witam Panie smile Powiem tak - nigdy na forum nie piszę, o nic się nie
                                                    radzę ale czytam bo lubię i szlag mnie trafia wink Otóż tak mam dwoje
                                                    dzieci i muszę przyznać, że trafiły mi wyjątkowo grzeczne ( i nie
                                                    mówcie, żebym to rozwijała ,są grzeczne i już smile), ale moja siostra
                                                    już nie miała tego szczęscia, otóż posiada ona w sumie dwóch
                                                    aniołków ( dosłownie) i jednego mega rozdzirka (dokładnie tak) a
                                                    wiem co piszę gdyż w każde wakacje ja przez miesiąc zajmuję sie całą
                                                    piątką a przez drugi miesiąc siostra ( i tylko to mnie trzyma przy
                                                    życiu bo inaczej tą najbardziej rozwrzeszczana bym sprzedała ( to
                                                    był żart, żebyście nie chcieli mnie przez satelitę namierzać i
                                                    policję nasłać. Przejdę więc do sprawy. Mała Amelka ( bo tak ma na
                                                    imię sprawzyni zamiesznia) potrafi wściec się na wszystko bez
                                                    względu jak się człowiek do niej zwróci,czy da marchewkę do zupy czy
                                                    nie ona wrzeszczy bo chyba lubi( tak jak córka mamy biedronki smile)
                                                    Śmieszy mnie więc jak piszecie ,że a to płaczę bo nazwana została
                                                    małym pomocnikiem czy kobietką. Moje dzieci nazywane są różnie w
                                                    róznych sytuacjach i jakoś nie rzucają się na ziemię. Czasem jestem
                                                    tak wyrodna , że przerywam im zabawe, żeby je ucałować, a one ....
                                                    nie wściekają się smile i nie mówcie mi ,że w normalnym domu matka ma
                                                    za każdym razem ważyć słowo czy odpowiednie będzie mały pomocnik
                                                    czy :dziękuję, że mi pomogłaś. Nie da się. Załóżmy jednak, że mama
                                                    da radę, tak będzie dobierać słowa, że uda jej się księżniczki nie
                                                    urazić i tu przyjeżdża prababcia z tekstem ( było tak u mnie
                                                    wczoraj) "o jaka bruda buzia" ( byłyśmy na jagodach , moje
                                                    najmłodsze (3 lata tak samo jak i Amela rozbawione pobiegło do
                                                    lustra) natomiast Amelka wrzeszczeć zaczęla "wcale nie , nie
                                                    brudna !!!" tupiąc przy tym ochoczo.
                                                    Narazie tyle bo się budzą muszę śniadanie robićsmile
                                                  • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 08:25
                                                    Matka nie musi ważyć słów, zwracając się do dziecka. Wystarczy, że
                                                    będzie sie zwracała do dziekcka NORMALNIE, bez tych udziwnień typ
                                                    kochany pomocnik czy kobietka. Czy do męża, jeśli Ci pomoże, mówisz:
                                                    keteś kochanym pomocnikiem, czy po prostu dziękujez za pomoc?
                                                    Wystarczy tak samo zwracać się do dziecka.
                                                    Do mamy biedronki: tych kilkunastu konkretnych rad innych matek nie
                                                    widzę.
                                                  • agata055 Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 09:26
                                                    Czy do męża, jeśli Ci pomoże, mówisz:
                                                    > keteś kochanym pomocnikiem, czy po prostu dziękujez za pomoc

                                                    Ba, mówię nawet "mój kochny majstrze" a On w dowód wdzięczności
                                                    całuje mnie w czołosmile I dla mnie to jest normalne, jak pewnie dla
                                                    większości NORMALNYCH matek. Wybacz, ale ja postrzegam cię jako
                                                    sfrustrowaną, zgorzkniałą kobietę, której nie do końca w życiu
                                                    wyszło... moim zdaniem nie masz pojęcia o czym piszesz.

                                                    no ,ale do rzeczy. Mam teraz chwilkę bo cała gromada właśnie bajkę
                                                    ogląda (Boże, dzięki Ci za to smile)zarys Amelki jużWam przedstawiłam,
                                                    może dodam jeszcze, że kiedy już ta prababcia wyskoczyła z tą brudną
                                                    buzią a mała wrzeszczała,to owa prababcia spojrzała na mnie z miną ;
                                                    Co ja takiego powiedziałam????A mnie było jej wtedy szkoda jak
                                                    nikogo na świecie.... No bo co takiego powiedziała.Chciała się
                                                    wściec i tylesmile
                                                    Wierze Wam drogie mamy, że jest ciężko z takim dzieckiem. Wierze bo
                                                    wiem bo widzę często zaczerwienione oczy mojej siostry, która często
                                                    stara się nadrabiać żartując, że taki diabełek jej się trafiłsmile Ale
                                                    a propo watku bezsilności wiem, że jest czasem bezsilna!
                                                    Trzymajcie się, one z tego wyrosną smile za rok będzie lepiej!!!!Musi
                                                    być bo ja wariuje na samą myśl, że za rok to samo smile
                                                  • agata055 Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 09:44
                                                    Jeszcze jednosmile Wasze porównania jak np. zerwany nie ten kwiatek z
                                                    kupioną nie tą sukienką jest po prostu śmieszny smile Nie oszukujmy
                                                    się, a mała miała taki zamiar, że zrobi jazdę , to i zrobiała. Jak
                                                    znam życie to ona już wrzeszczała , jak kwiatek "się rwał" i go
                                                    jeszcze nie widziała. Mam rację? sądząc po zachowaniu mojej
                                                    siostrzenicy sądzę, że tak.

                                                    Ps. Rano była jadka bo pada, a ona nie chciała, żeby padałowink
                                                    Reszta też nie chciała, a jednak nie wiła się w złóości bo pogoda
                                                    się popsuła.

                                                    Dobrze, że nigdy się na forum nie radziłam.... Tu co najwyżej można
                                                    być oplutym.... a nie pocieszonym.A przyszło Wam do głowy "mądre
                                                    doradczynie", że te mamy po prostu chciały się wyżalić bo już po
                                                    prostu nnie miały sił, a muszą je mieć.

                                                    Musiałam to napisać bo już ze spokojem nie mogłam tego dłużej czytać.
                                                    Pozdrawiam wszystkie NORMALNE MAMY!
                                                  • morekac Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 10:16
                                                    Powiedz jej, że nie odpowiadasz za pogodę i niech ma pretensje do
                                                    osób odpowiedzialnych za pogodę.
                                                  • agata055 Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 11:03
                                                    > Powiedz jej, że nie odpowiadasz za pogodę i niech ma pretensje do
                                                    > osób odpowiedzialnych za pogodę.

                                                    A uważasz, że ją wtedy przepraszałam? Oczywiście, że tak jej
                                                    powiedziałam, ale to nie było to co Ona chciała usłyszeć smile

                                                    Ps. Na pewno srebrna rybka by wiedziała co Amela chce usłyszećsmile
                                                  • morekac Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 11:11
                                                    nawet mi przez myśl nie przeszło... trzeba mieć trochę dystansu do
                                                    takich wrzaskli i sporo cierpliwości... inaczej człowiek
                                                    oszaleje... A najlepiej być częściowo głuchym.
                                                  • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 09:49
                                                    Mnie nie szkoda prababci. Mnie szkoda Amelki, z ktorej prababcia
                                                    publicznie się wyśmiewała. Jak można wyśmiewać się z dziecka, że
                                                    urbudzio sobie buzię przy zbieraniu jagód? Przecież dziecko tmeu nie
                                                    winne i należy w takiej sytuacji albo umyś buzię, albo, jeśli na
                                                    polanie leśnej to akurat niemożliwe, to nie zauważać, bo nic to
                                                    przecież wielkiego. Ale wyśmiewać? Amelka zachowała się zupełnie
                                                    normalnie, a reszta dzieci jest święta, albo dobrze wytresowana, że
                                                    na takie rzeczy pozwala. Jeżeli Amelka jest w ten sposób wyśmiewana
                                                    przez rodzinę, i nikt nie widzi problemu, to nie dziwię się, że jest
                                                    takim zdzirkiem.
                                                  • agata055 Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 10:12
                                                    Amelka zachowała się zupełnie
                                                    > normalnie, a reszta dzieci jest święta, albo dobrze wytresowana,
                                                    że
                                                    > na takie rzeczy pozwala.

                                                    O Boże!!!!!!!!!!! No i wdałam się w tą bezsensowną dyskusję z Tobą.
                                                    Ja nie dam się zapędzić w kozi róg tak jak próbujesz z innymi
                                                    rozmówczyniami. BABCIA ZACHOWAŁA SIĘ NORMALNIE I KAŻA NORMALNA MAMA
                                                    NIE BĘDZIE SIĘ TU DOSZUKIWAŁA JAKIŚ GŁĘBSZYCH INTENCJI!!!!.


                                                    Co do tresuty dzieci...hmmm.... to chyba Ty jesteś tego świetnym
                                                    przykładem...Czy Ty masz dzieci? tak pytam czysto teoretycznie ale
                                                    jeśli tak i tak się do nich zwracasz jak NAM NORMALNYM MATKOM
                                                    radzisz to z przykrością muszę stwierdić ,że Twoje dzieci, kiedy
                                                    wypłyną na tzw. głęboką wodę będą miały bardzo ciężko......
                                                    Współczuję....
                                                  • agata055 Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 11:17
                                                    > Mnie nie szkoda prababci. Mnie szkoda Amelki, z ktorej prababcia
                                                    > publicznie się wyśmiewała. Jak można wyśmiewać się z dziecka, że
                                                    > urbudzio sobie buzię przy zbieraniu jagód? Przecież dziecko tmeu
                                                    nie
                                                    > winne i należy w takiej sytuacji albo umyś buzię, albo, jeśli na
                                                    > polanie leśnej to akurat niemożliwe, to nie zauważać, bo nic to
                                                    > przecież wielkiego. Ale wyśmiewać? Amelka zachowała się zupełnie
                                                    > normalnie, a reszta dzieci jest święta, albo dobrze wytresowana,
                                                    że
                                                    > na takie rzeczy pozwala.

                                                    Jeszcze jedno pani srebrnarybko bo bardz mnie wkurzyły Twoje słowa,
                                                    że tresuje dzieci.Podam taki przykład z niedzieli.
                                                    Jesteśmy w kawiarni,jemy lody, ja jak zawsze mega wypasione z dużą
                                                    ilością bitej śmietany i owocówsmile No i jak zwykle przy tym wzorcowo
                                                    upaprana smile na co mój mąż stwierdza: "Aleś się wypaprała" smile I co
                                                    wtedy? Według twojej teorii powinnam dać mu w twarz i wyjść tak? Bo
                                                    się wyśmiewał?A ja nie.... a wiesz czemu tak nie zareagowałam ? Bo
                                                    trzeba mieć dystans do siebie, umieć się z siebie śmiać. Wyciągnęłam
                                                    więc lusterko i wytarłam twarz (chusteczkami oczywiście). I tego
                                                    właśnie nauczyli mnie moi rodzice, dlatego mężowi łatwiej ze mną
                                                    wytrzymać, nie jestem ciągle obrażoną księżniczką. Tego uczę swoich
                                                    dzieci i dzieci siostry, żeby w przyszłości Amela nie wymierzyła
                                                    srogiego policzka mężowi.....
                                                  • morekac Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 10:12
                                                    Cały czas twierdzę, że są rozdarte dzieci. Częto są rozdarte po nas,
                                                    rodzicach (geny, proszę państwa...). Też żeśmy takie były... Łamanie
                                                    tych dzieci nic nie da, one mają taką naturę. Trzeba nauczyć je
                                                    bardziej odpowiednich zachowań. Też mam 2 różne córki - i ta
                                                    mniejsza jest rozdarta i fumiasta od lat. Jako niemowlę była
                                                    bezproblemowa, w przeciwieństwie do starszej siostry.
                                                    Najbardziej pomogło mi uświadomienie sobie, że ona jest w tym
                                                    bardzo, ale to bardzo podobna do mnie oraz przeanalizowanie
                                                    sytuacji, kiedy ja robię się zła i wybucham. I że jeśli nie postaram
                                                    się jej zrozumieć i jej pomóc, cały czas będzie krzyczała. Być moze
                                                    przy innym postępowaniu na samym początku wrzasków, sytuacja
                                                    wyjściowa byłaby nieco inna - ale po prostu mam do czynienia z typem
                                                    bardzo ekspresyjnie wyrażającym swoje emocje - to jest jej natura i
                                                    tego nie zmienię, bo nie jest to w mojej mocy. Więc przekuwam jej
                                                    wrzaski na rozmowy.
                                                  • agata055 Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 10:18
                                                    > Cały czas twierdzę, że są rozdarte dzieci. Częto są rozdarte po
                                                    nas,
                                                    > rodzicach (geny, proszę państwa...). Też żeśmy takie były...
                                                    Łamanie
                                                    > tych dzieci nic nie da, one mają taką naturę. Trzeba nauczyć je
                                                    > bardziej odpowiednich zachowań.

                                                    Bardzo dobry post. Zauważ więc, że tu nikt nie chce łamać swoich
                                                    dzieci, dziewczyny pisza, że takie po prostu są i tyle, więc po co
                                                    tyle tych złościwości od srebrnejrybki, która twierdzi, że to zawsze
                                                    wina popapranej matki?
                                                  • morekac Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 10:25
                                                    W moim odczuciu srebrnarybka twierdzi, że mama ma nierozpracowane
                                                    urazy z dzieciństwa. Li i jedynie.
                                                  • agata055 Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 10:28
                                                    > W moim odczuciu srebrnarybka twierdzi, że mama ma nierozpracowane
                                                    > urazy z dzieciństwa. Li i jedynie.

                                                    Czyja mama i jakie urazy? moja siostra? Miałyśmy jak najbardziej
                                                    udane dzieciństwosmile
                                                  • morekac Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 10:30
                                                    Mama wrzaskli... Ta mama, której tata kupił podręczniki nie do tej
                                                    klasy...
                                                  • morekac Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 10:49
                                                    Ups, za szybko się wysłało.
                                                    Mama wrzaskli... Ta mama, której tata kupił podręczniki nie do tej
                                                    > klasy...
                                                    Co oczywiście może być prawdą, albo może byc twierdzeniem fałszywym.
                                                    Natomiast jeśli mama czasami wpada w złość bez racjonalnego powodu
                                                    (sama to któraś z mam napisała, ale wątek jest już za długi, by
                                                    stwierdzić która), to może powinna usiąść i też się zastanowic,
                                                    dlaczego się wścieka "bez powodu". Bo może powód jest - tylko
                                                    całkiem inny niż nominalna przyczyna wścieknięcia.
                                                    Przede wszystkim cierpliwości. Ten typ tak ma - bicie i wrzaski nic
                                                    nie pomagają, osobnik robi się jeszcze bardziej uparty, krnąbrny i
                                                    wrzaskliwy.
                                                    Zatyczki w uszy w razie wrzasku/odstawienie do wyzłaszczalni, jasny
                                                    komunikat, że nie będę z tobą rozmawiać, dopóki cię nie mogę
                                                    zrozumieć i rozmowa. Z poszanowaniem godności obu stron. To pomaga -
                                                    znam przynajmniej jeden taki przypadek - mój własny. A też zawsze
                                                    był problem np., że tego nie włożę, do przedszkola pójdę w
                                                    spódniczce (letniej! - było 20C mrozu), nie będę jadła, mój pluszak
                                                    został przygniecony (osobiście udzieliłam pierwszej pomocy
                                                    przedlekarskiej...), ona ma koszulkę nocną a ja tylko pidżamę
                                                    uuuuu.....
                                                  • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 11:09
                                                    Morekac, chciałabym tu coś wyjaśnić. Gdybym stosowała takie
                                                    czepianie się słówek (patrz dyskusja o etykietowaniu) to bym
                                                    powiedziała teraz że moja córka nie jest żadną wrzasklą smile Jeżeli
                                                    chodzi o "łamanie" to ZAUWAŻ, proszę, Ty i wszystkie inne
                                                    czytelniczki, że użyłam tego zwrotu w cudzysłowiu. Agata, nie bawiąc
                                                    się tu w żadną domorosłą psychoanalizę, chyba najtrafniej odebrała
                                                    intencje z jakimi pisałam pierwszy post.
                                                    Jeżeli chodzi o mojego biednego ojca, którego nieopatrznie naraziłam
                                                    na boksowanie na forum wink to naprawdę był fajnym, kochającym i
                                                    odpowiedzialnym ojcem. Takim co wysłucha, doradzi kiedy trzeba,
                                                    pozwoli się wyzłościć i pobuntować. Oprócz tego, że go kochałam,
                                                    również go lubiłam. W dużym stopniu i za to jaki był momentami
                                                    nieporadny i roztargniony. Wyciągając na podstawie tego że nie
                                                    pamiętał w danej chwili do której klasy chodzę wniosek, że mnie nie
                                                    znał, uznajecie, że stopień zaawansowania w edukacji szkolnej był
                                                    tym co mnie definiowało. Przecież to bzdura. A jeśli chodzi o sprawę
                                                    imienia, wyobraź sobie taką proszę sytuację: Na codzień znasz jakąś
                                                    Annę. Mówisz do niej Anno, myślisz o niej Anna to, Anna tamto, i
                                                    nagle ktoś znienacka pyta Cię o Andzię, akurat kiedy bujasz myślami
                                                    gdzie indziej. Pierwsza reakcja? Andzia? nie znam takiej.
                                                  • morekac Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 10:27
                                                    A tego łamania, to użyła mama.biedronki. W 1. poście.

                                                    "Dodam jeszcze że dobrze ją rozumiem bo charakterek ma po mnie i
                                                    dlatego tym bardziej chciałabym ją "złamać" zanim zabrnie za daleko.
                                                    Moi rodzice nie za bardzo sobie ze mną poradzili i w sumie sama
                                                    musiałam dojść do tego, że nie opłaca się wylewać kompotu z wiśni na
                                                    biały obrus tylko po to żeby udowodnić światu że nikt nie jest w
                                                    stanie mnie przed tym powstrzymać."
                                                  • agata055 Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 10:33
                                                    > A tego łamania, to użyła mama.biedronki. W 1. poście.
                                                    >
                                                    Owszem, sprawdziłam smile Ale czy tak naprawdę w całym tego słowa
                                                    znaczeniu? Później po prostu wyjaśnia, że chciałaby aby jej córce
                                                    lepiej się żyło winkŻeby nie była taka nerwowa. Ja też bym sobie tego
                                                    życzyła dla swojej siostrzenicy smile
                                                  • ana119 Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 11:47
                                                    jesli nie zrozumie dlaczego wrzeszczała ona sama i teraz jej dziecko
                                                    nie poprawią jakości życia. AMEN!
                                                  • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 12:58
                                                    Alez dla niej to, najwidoczniej, zwyczajnie NIE WAZNE. Ona w to nie
                                                    wierzy. Ataki zlosci biora sie z powietrza, sa wrodzone, genetycznie
                                                    przekazane. Ona nigdy sobie nie zada pytania DLACZEGO, bo jest
                                                    przekonana o swojej nieomylnosci. Przeciez ona w niczym winna nie
                                                    jest.

                                                    Byc moze corka zwyczajnie bierze z niej przyklad (co jest calkiem
                                                    naturalne przeciez, bo rodzice zawsze przenosza na dzieci swe
                                                    zachowania). Ale NIEEEEEE. Przeciez te ataki sa zupelnie
                                                    NIERACJONALNE....
                                                  • morekac Re: a propos wątku bezsilności 11.08.09, 13:15
                                                    Od lat toczy się dyskusja, ile dziedziczymy społecznie (na zasadzie
                                                    przykladu), a ile w genach. W każdym razie nie oczekiwałabym cudu,
                                                    że z impulsywnych rodziców urodzi się totalnie spokojne dziecko...
                                                    Za wygodnie by było.
                                          • morekac Re: a propos wątku bezsilności 10.08.09, 13:44
                                            Na iluż to rozhisteryzowanych
                                            uparciuchach wypróbowałyście wasze recepty wychowawcze?

                                            I znowu etykietujesz swoje dziecko. Nie masz w domu
                                            rozhisteryzowanego uparciucha, diabełka czy też aniołka - tylko
                                            dziecko, którego zapewne nie jesteś w stanie zrozumieć. Nawet jeśli
                                            zastosujesz 'prawidłowe' metody, nie spodziewaj się od razu efektów.
                                            Każdy z nas jest inny, ma inny temperament (o zgrozo, dziedziczony
                                            podobno po rodzicach...) - i z dziecka żywego czy wybuchowego raczej
                                            nie wyhodujesz dziecka spokojnego i zgodnego w każdej sytuacji. Co
                                            nie znaczy, że zasadniczo nie będzie zachowywać się przyzwoicie.
                                            Wczucie się w odmienny punkt widzenia - punkt widzenia dziecka -
                                            może pomóc, a nie zaszkodzić.
                                            Skupcie się na sukcesach: wrzeszczała tylko 3 minuty? Super.
                                            Przyszła i powiedziała, że komar ugryzł? Może to jakiś sposób
                                            wyjścia z twarzą... inaczej musiałaby przyznać, że zachowuje się
                                            strasznie...
                                            • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 10.08.09, 14:50
                                              > Na iluż to rozhisteryzowanych
                                              > uparciuchach wypróbowałyście wasze recepty wychowawcze?

                                              Mea culpa smile Już rozwijam zastosowany skrót myślowy: na iluż to
                                              normalnych, racjonalnie reagujących dzieciach, w sytuacjach kiedy
                                              zachowywały się histerycznie i wykazywały uporem wypróbowałyście...
                                              etc. I żeby już skończyć definitywnie kwestię etykietowania: kiedy
                                              zacznę wątek na forum pt. sukcesy mojego dziecka, to będę pisać
                                              aniołek, grzeczna, mądra bla bla bla. Tu i teraz rozmawiamy o
                                              sytuacjach w których moje dziecko zachowuje się histerycznie i z
                                              uporem.
                                          • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 10.08.09, 14:19
                                            > pierwsze co mi się rzuciło w oczy to to, że obie z dosią
                                            zarzucacie lenie upór i nieumiejętność dopuszczenia odmiennych p-
                                            któw widzenia, a popełniacie dokładnie to samo. Trochę to trąci
                                            zadufaniem.


                                            Memo biedronki. Pozwol, ze wyjasnie Ci po raz kolejny, cos co juz
                                            pisalam wiele razy.

                                            Zarowno Lena, jak i Ty uskarzacie sie na swoje dzieci, ktore
                                            zachowuja sie "nieracjonalnie". Pytacie jak poskromic takie diabelki.

                                            Zapytane o szczegoly, czy mozecie nakreslic sytuacje, dlaczego
                                            myslicie, ze Wasze dzieci zachowuja sie nieracjonalnie i sa
                                            rozwrzeszczne tj. KIEDY zachowuja sie tak jak opisujecie, Wy
                                            podajecie konkretne przyklady. I oto Z TYCH PRZYKLADOW wynika, ze
                                            jednak dzieci zachowuja sie w pelni RACJONALNIE, bo we wszystkich
                                            tych sytuacjach ISTNIAL powod (mniej lub bardziej obiektywny, czy
                                            skonkretyzowany) dla ktorego zachowaly sie histerycznie.

                                            Staralysmy sie ze srebrna rybka wytlumaczyc te konkretne sytuacje.
                                            Przypadek sprawil, ze obie mozemy sie w nie wczuc, bo
                                            doswiadczalysmy podobnych w dziecinstwie. Jak najlepiej to
                                            potrafilysmy, przekazalysmy Wam nasz punkt widzenia. My sie nie
                                            wypowiadamy z pozycji guru, bo wiemy lepiej. Raczej z perspektywy
                                            dziecka.

                                            I czesc sugestii przyjelyscie (chociaz wciaz, wbrew temu co my
                                            postulowalysmy operujesz w kolko pejoratywnymi okresleniami takimi
                                            jak rozhisteryzowany uparciuch itp. i prawdopodobnie wbrew wszelkim
                                            argumentom bedziesz to robic dalej).

                                            Natomiast ni z tego ni z owego zarzucasz nam zadufanie, bo wyciagamy
                                            wnioski na podstawie tych paru przykladow ktore podalyscie, mowiac,
                                            ze przeciez nie traktujecie corek poblazliwie caly czas, a my to
                                            jakoby sugerujemy. Ale przeciez my caly czas piszemy o tych
                                            konkretnych sytuacjach. W TYCH SYTUACJACH wytlumaczenie jest takie a
                                            nie inne.

                                            Czy masz problem z dzieckiem takze w innych sytuacjach? W ktorych
                                            rzeczywiscie jego zachowanie jest NIERACJONALNE? Jesli tak to prosze
                                            podaj przyklad takiej sytuacji. Na razie Ty i Lena podalyscie TYLKO
                                            I WYLACZNIE sytuacje, ktore dalo sie wytlumaczyc racjonalnie. Wiec
                                            nie zarzucaj nam, ze wyciagamy zbyt daleko idace wnioski.

                                            Tam gdzie jest reakcja, tam zawsze jest poprzedzajaca ja akcja.
                                            Kazde najdrobniejsze zachowanie zawsze wynika z CZEGOS. Nie ma
                                            czegos takiego jak zachowanie nieracjonalne, zawieszone w prozni i
                                            niezwiazane z terazniejszoscia, czy przeszloscia. Gwarantuje Ci, ze
                                            kazda, najmniejsza reakcja Twojego dziecka daje sie czyms
                                            wytlumaczyc, czyms cos zdarzylo sie przed sekunda, wczoraj, a moze
                                            nawet miesiac, czy lata temu. I dziecko nie jest "diabelkiem" SAMO Z
                                            SIEBIE, bez wzgledu na to jak bardzo sama chcesz w to wierzyc.

                                            Nie bedzie Ci tez latwiej dopoki nie przyjmiesz do wiadomosci, ze
                                            wszyscy ludzie, takze dzieci maja prawo do wkurzenia, do przesadnej
                                            reakcji na cos, na zrobienie "widel z igly". Tak sobie homo sapiens
                                            radzi z emocjami. Nie zmienisz tego. Sama tez nigdy nie bedziesz
                                            idealna i zdarzy Ci sie palnac cos przy dziecku, dokladnie tak jak
                                            czasem wkurzysz doroslego. I TO JEST NORMALNE.

                                            I jeszcze jedno. Tak jak woda drazy skale, negatywne emocje potrafia
                                            sie kumulowac. Dziecko nie musi wybuchac przy kazdej okazji - ono
                                            moze kumulowac zal, kiedy pewnego dnia emocje puszczaja i potok zalu
                                            wylewa sie. Zazwyczaj nastepuje to wtedy gwaltownie i nieadekwatnie
                                            do sytuacji. Nie zawsze jest tak, ze reakcja nastepuje na "wlasciwa"
                                            akcje. Czasami nawet nie zdajemy sobie dlaczego zareagowalismy na
                                            cos tak emocjonalnie, skoro obiektywnie rzecz ujmujac sytuacja tego
                                            nie "wymagala". Tak skonstruowany jest czlowiek. Raz dziecko sie
                                            zdenerwuje bardziej na cos, co innego dnia w ogole go by nie
                                            ruszylo. I to tez trzeba zrozumiec.

                                            Co do interakcji z Twoim ojciec, ja nie sadze, aby byly poprawne.
                                            • morekac Re: a propos wątku bezsilności 10.08.09, 14:35
                                              I jeszcze jedno. Tak jak woda drazy skale, negatywne emocje potrafia
                                              > sie kumulowac.

                                              bardziej adekwatne byłoby posłużenie się przykładem z trzęsieniami
                                              ziemi...
                                              www.learn-hazards.org/3.php?l=po
                                              Co to jest trzęsienie ziemi?

                                              Trzęsienie ziemi to wstrząsy skorupy ziemskiej spowodowane
                                              przesuwaniem się płyt tektonicznych względem siebie w górnych
                                              warstwach skorupy ziemskiej. Skorupa ziemska jest w nieustannym
                                              bardzo powolnym ruchu, a trzęsienia ziemi mają miejsce wtedy, gdy
                                              napięcie między płytami wzrośnie do odpowiednio wysokiego poziomu.


                      • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 12:17
                        Tu się wtrącę z małym pytankiem. Otóż ja pytam moją córkę o wiele
                        rzeczy, między innymi o to jak lubi/nie lubi być nazywana i jej
                        odpowiedź w zależności od nastroju bywa o 180 stopni różna. Ale to
                        jest oczywiście racjonalne zachowanie z jej strony i ja oczywiście
                        powinnam jako rodzić traktujący dziecko poważnie pytać zanim się do
                        niej zwrócę jak mam ją w danym momencie nazwać?
                        • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 12:32
                          > odpowiedź w zależności od nastroju bywa o 180 stopni różna. Ale to
                          > jest oczywiście racjonalne zachowanie z jej strony

                          Tak, bo wazne jest to, ze ona chce ta decyzje podjac sama. I sprawia
                          jej to przyjemnosc, ze ja sto razy zmieni. Ma do tego prawo, po
                          prostu. Taka jej dziecieca wladza. Nie walcz z tym tylko pozwol jej
                          zmieniac zdanie.
                          Nie pytaj sto razy na dzien, ale jak nagle stwierdzi, zeby ja od
                          dzisiaj nazywac "paczek" to tak ja nazywaj, prosze bardzo. Jak jutro
                          zrobi afere, ze nie jest "paczkiem" tylko "krolewna", to bez
                          zbednych komentarzy stwierdzic ok krolewno.
                          • kura17 Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 12:36
                            no dokladnie. nasz syn czasem lubi byc "janeczkiem", a czasem mowi "nie mow do
                            mnie janeczek, jestem jani!". i luz, czemu mam nie uszanowac jego prosby?

                            o jest z tych niedotykalskich raczej i czesto mowi "nie!", albo "zostaw" na
                            proby calowania/glaskania/tulenia. i zawsze powtarzam, ze to jest ok i tego
                            WTEDY nie robie. ale jak sie przyjdzie potulic, albo widze, ze ma ochote na
                            czulosci, to to robie, bez "wymawiania" mu, ze wczoraj zawolal "zostaw!" jak go
                            zaczelam glaskac smile

                            ludzie sa rozni, czasem maja na cos ochote, czasem nie.
                            a dzieci to ludzie, nie? wink
                            • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 13:10
                              Ależ oczywiście, że dziecko ma prawo do zmiany zdania i ja to
                              powinnam sznować, podpytywać co i jak woli, ale z moją córką, a jak
                              rozumiem i z córką leny problem jest w tym, że przy okazji urzadzają
                              wściekłe awantury. Mnie drażni przede wszystkim nieopanowanie i
                              pieniactwo mojej córki, i rozpoczęłam ten wątek z myślą o radach jak
                              jej pomóc nauczyć się nad tym panować. Bo mi to zajęło wiele lat,
                              właściwie walczę z tym skłonnościami do teraz wink
                              • kura17 Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 13:21
                                to moze sprobuj podpowiedziec corce, JAK moze (w sposob akceptowalny) wyrazac
                                swoja zlosc? ja swojemu synowi pozwalam krzyknac (ale nie drzec sie, wyc i
                                jeczec), albo potupac nogami... wink
                              • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 13:23
                                Jeżeli będziedz starała się lepiej zrozumieć swoją córkę i będzie
                                ona miała znacznie więcej okazi do wyrażenia własnego zdania, to
                                nauczy się negocjować i wyrażać je w sposób opanowany. A jeżeli
                                zdanie to rzadko jest brane pod uwagę, to zostaje jej wrzask jako
                                jedyna metoda nacisku na rodziców. I doświadzczenie może ją nauczyć,
                                że w ten sposób czasami coś osiągnie. A najlepiej stwarzać jak
                                najmniej okazji do wrzasku i jak najwięcej do negocjacji. Wtedy
                                dziecko się nauczy, że negocjacje się opłacają.
                                • kura17 negocjacje 07.08.09, 13:33
                                  mysle, ze negocjacje to bardzo wazny i skuteczny "srodek wychowawczy".
                                  ja sobie bardzo chwale. nasza jakosc zycia sie znacznie podniosla, od kiedy
                                  mozemy rozsadnie negocjowac z dziecmi (do pewnego momentu sa raczej za male, tak
                                  kolo roku zaczelismy ich uczyc sztuki negocjacji).
                                  i wcale nie uwazam za niekonsekwencje, jesli czasem zmienie zdanie, jesli jest
                                  to wynikiem pasujacego mi kompromisu, wynegocjowanego z dzieckiem! bo czasem
                                  dziecko podaje rozwiazania, ktore mi do glowy nie przychodza, a sa calkiem
                                  fajne! albo czasem zmieniam zdanie, bo dziecko podalo mi dobry powod, dla
                                  ktorego sama chce to zrobic.
                                  • srebrnarybka Re: negocjacje 07.08.09, 13:56
                                    Zmiana decyzji w trakcie negocjacji, jeśli dziecko poda racjonalny
                                    powód, który zostanie zaakceptowany przez rodziców, nie jest
                                    niekonsekwencją. Niekonsekwencją jest zmienianie decyzji dotyczących
                                    dziecka w sposób dla niego niezrozumiały albo ugięcie się przed
                                    wymyuszeniem przez wrzask. Zwłaszcza, że przecież czasem rodzic się
                                    ugnie, czasem nie. Nie chodzi o to, by udowodnić, że rodzic zawsze
                                    ma rację, ale o to, by świat miał jakieś logiczne i ustalone reguły.
                                    I w ramach tych reguł rodzice i dzieci szukają najlepszego
                                    rozwiązania.
                                    • kura17 Re: negocjacje 07.08.09, 14:00
                                      ja to wiem.
                                      ale czesto spotyka sie na forum haslo-wytrych "tylko konsekwencja", rozumiany
                                      tak, ze rodzic NIGDY nie moze zmienic zdania, raz powiedziane jest swiete.
                                      a to przeciez calkiem niezyciowe jest.

                                      jesli ja zmieniam zdanie, to zawsze tlumacze, dlaczego. mowie chocby
                                      "przekonales mnie", albo "twoj pomysl jest lepszy".

                                      wcale sie tego nie wstydze wink
                                • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 13:37
                                  Zostawiamy córce w miarę szerokie "pole decyzyjne", a jeśli chodzi o
                                  wrzaski to jeszcze nigdy niczego nie wytargowała w ten sposób poza
                                  klapsem w tyłek. O tym że najlepiej unikać zadrażnień to już i lena
                                  wczesniej pisała, ale moja córka jest pod tym względem
                                  nieprzewidywalna. Cos co przed sekundą było ok, nagle jest
                                  prestekstem do furiaczenia.
                                  Ale ja wrócę do sprawy z którą rozpoczełam ten wątek. Ubierania się.
                                  Kilkakrotnie pozwoliłam córce rzeczywiście postapić jak chciała, nie
                                  załozyła kurtki kiedy było zimno, nie ubrała sie lekko kiedy było
                                  gorąco. Rezultat? Jest przeziębiona. Nie może wychodzić z domu, nie
                                  dostaje lodów. Czy się czegoś nauczyła? Nie. Jest jeszcze za mała,
                                  żeby dostrzec ciąg przyczynowo-skutkowy. Gdzie jest więc granica
                                  między szanowaniem indywidualności dziecka, a nie uchronieniem go
                                  przed błędami, za które może za drogo zapłacić?
                                  • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 13:50
                                    > Ale ja wrócę do sprawy z którą rozpoczełam ten wątek. Ubierania
                                    się.
                                    > Kilkakrotnie pozwoliłam córce rzeczywiście postapić jak chciała,
                                    nie
                                    > załozyła kurtki kiedy było zimno, nie ubrała sie lekko kiedy było
                                    > gorąco. Rezultat? Jest przeziębiona.


                                    Przyznam, ze nie rozumiem. Czy ona zawsze chodzi bez kurtki i jest
                                    wiecznie przeziebiona? Czy zdarzylo sie to raz i jestes w stanie
                                    konkretnie stwierdzic, ze po tym razie sie przeziebila.

                                    Czy jedno przeziebienie to taki dramat? No i pytanie najwazniejsze,
                                    dlaczego tej kurtki nie zalozyla? Bylo jej zimno i szczekala zebami,
                                    a nie zalozyla? Dlaczego? Czyzby czula, ze robiac to "straci honor"
                                    bo przeciez "mama tyle razy mowila"? Odpowiedzi musisz szukac w
                                    calosci sytuacji, od samego poczatku. Byc moze przez to, ze kiedys o
                                    to zawziecie walczylas corka traktuje to teraz jako sprawe zycia lub
                                    smierci w stylu "padne z zimna, a nie przyznam sie do bledu". Nikt
                                    nie lubi przyznawac sie do bledu i czesto brniemy w cos, wbrew
                                    logice i rozsadkowi, tylko po to aby pokazac, ze nasze jest na
                                    wierzchu, nawet jezeli to kompletna glupota. To zachowanie jest tak
                                    samo wlasciwe dzieciom, jak i doroslym. I zawsze wynika z tego, ze
                                    ktos nas wczesniej pouczal i wiedzial lepiej od nas i probowal na
                                    nas wymoc konkretne zachowanie. Nastepnym razem predzej ducha bysmy
                                    wyzioneli, niz skorzystali z takiej rady. Czyz tak nie jest?

                                    Skads sie w koncu wzielo to powiedzenie "na zlosc babci odmroze
                                    sobie uszy".

                                    Na Twoim miejscu kompletnie bym odpuscila. Przeczekala pare chorob.
                                    Przy wychodzeniu na dwor, jak corka protestuje przeciwko zalozeniu
                                    kurtki, mow po prostu "ok, jak bedzie Ci zimno to powiedz, to Ci ta
                                    kurtke dam". Niech sprawa przycichnie.
                                    • kura17 Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 13:57
                                      i jeszcze jedna rada w sprawie "tracenia twarzy" i przyznawania sie do bledow.
                                      dzieci czesto ucza sie przez przyklad, nasladowanie doroslych.
                                      moze postaraj sie pokazac jej, ze zmiana zdania, przyznanie sie do bledu,
                                      "utrata twarzy" to nic strasznego, zdarza sie kazdemu? gdy TOBIE trafi sie taka
                                      sytuacja, przerysowuj, pokazuj, ze jest w porzadku. ja tak czasem robie - syn ma
                                      problemy z faktem, ze czasem ma inne od nas zdanie czy opinie i ze czasem sa one
                                      falszywe. jesli ja akurat zrobie/powiem cos, co nie jest prawda, to potem
                                      przesadnie celebruje fakt, ze tak sie zdarzylo, przyznaje sie do winy i staram
                                      sie pokazac, ze to nie ma zadnych skutkow. oczywiscie trzeba to robic jakos z
                                      wyczuciem, zeby to nie bylo zbytnio sztuczne i teatralne wink ale odrobina
                                      dramatyzmu czasem pomaga wink
                                      nasz syn mial okres, gdy nie chcial za nic przeprosic, nawet, gdy zrobil cos
                                      nieumyslnie. wydawalo mu sie, ze to jego wina, ze bedzie awantura itd. wiec ja
                                      zaczelam odstawiac przedstawienie, za kazdym razem, gdy przyszlo mi kogos
                                      przeprosic, wyglaszajac mini-pogadanki...
                                      ... i poskutkowalo! teraz janek sam "rzuca sie" przepraszac, gdy nabroi, albo
                                      gdy zrobi cos niechcacy.
                                      • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 14:10
                                        ależ ja nie mam żadnego problemu z "traceniem twarzy". Daję się
                                        wynegocjowac kiedy córce na czyms bardzo zalezy nawet jesli
                                        wcześniej ustaliłyśmy cos innego, przepraszam ją kiedy postąpię w
                                        stosunku do niej źle, krzyknę albo urażę jej uczucia. Zawsze jej
                                        tłumaczę, że trzeba być elastycznym, dopasowywać swoje zachowanie i
                                        wypowiedzi do potrzeby chwili, z czym niestety mój mąż ma problem -
                                        jak sobie zafiksuje, że coś ma być jakośtam to wścieka się na cały
                                        świat jak musi zmienic plany. Dlatego wychowuję oboje naraz wink
                                        • kura17 Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 14:14
                                          ja tez nie mialam z tym wczesniej problemu, nie o to chodzi.
                                          chodzi o TEATRALNE, przerysowane pokazanie tego dziecku!

                                          przeciez ja tez przepraszalam, jak cos zle zrobilam, albo kogos niechcacy
                                          urazilam. albo chcacy. syn to widzial. a jednak nadal nie chcial sam brac przykladu.

                                          wiec z normalnego, subtelnego zachowania przeszlam do form bardziej wyrazistych
                                          wink przerysowywalam kazde przeprosiny do przesady, ale bez tlumaczenia itp, tylko
                                          same slowa "przepraszam", "nie mialam racji", "wybacz mi, prosze" byly bardzo
                                          akcentowane, przeryswywane. i bardzo szybko zauazylam reakcje. juz tego nie
                                          robie, a zachowanie syna sie nie cofnelo smile
                                    • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 14:00
                                      Bez obrazy ale ostatnia porada jest mało praktyczna. Odczekam parę
                                      chorób, co tam jak jej się od kataru rzuci na uszy, zapalenie płuc
                                      rzecz nieważna... Pewnie, że jak się kogoś nieustannie poucza i wie
                                      lepiej co jest dla niego dobre, to budzi to odruchowy i na ogół
                                      własnie taki "do upadłego" opór, ale w końcu na rodzicach ciąży
                                      odpowiedzialnośc za dziecko. Nie dam dziecku wyboru czy chce
                                      przechodzić przez jezdnię za rękę ze mną czy przebiegać sama na
                                      oślep, prawda?
                                      • kura17 Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 14:07
                                        akurat jest lato i generalnie ladna pogoda, masz szanse z miare bezbolesnie
                                        sprobowac wink

                                        i jeszcze mam jedno pytanie... piszesz, ze corka jest przeziebiona i nigdzie nie
                                        wychodzi??? co to znaczy "przeziebiona" u Ciebie? dla mnie przeziebienie to NIE
                                        choroba, w sumie w zyciu malo przeszkadza. a czesto nawet z chorym dzieckiem
                                        wychodze na pole (oczywiscie zalezy od stanu, ale chyba raz zdarzyl nam sie
                                        stan, ktory zdyskwalifikowal spacer, albo baraszkowanie w naszym ogrodku).
                                        • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 14:25
                                          ja młodą dekuję w domu kiedy gorączkuje albo kiedy jest osłabiona a
                                          pogoda niepewna. Teraz niby lato, ładnie pięknie, ale temperatura
                                          skacze, ciągle wieje, łatwo się przeziębić. Dla dorosłego niewielka
                                          sprawa, ale młoda jak jej się nos obetrze to już go potem nie daje
                                          czyścić, spływa jej katar do gardła zaczyna się kaszel itd. Z bólem
                                          gardła budzi się w nocy z rykiem, ryk jeszcze sprawę pogarsza... Nie
                                          fajnie uncertain
                              • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 13:23
                                Mamo biedronki. NIgdy nie wyeliminujesz wszystkich napadow zlosci.
                                Sa one nieodlaczna czescia zycia tak dziecka, jak i doroslego.
                                Kazdemu sie zdarza nie? Ilez kobiet szlag trafia jak PMSuja np.
                                prawda? Nie bedziesz miala idealnie spokojnego dziecka, zawsze i
                                wszedzie. Dziecka, ktorego nic nigdy nie wyprowadzi z rownowagi.

                                Chocby dla higieny psychicznej, rozladowania stresu na jednym polu,
                                czlowiek musi dac upust emocjom na drugim. Nie musza to byc rzeczy
                                ze soba zwiazane. Niegrzeczna uwaga sprzedawczyni w sklepie, moze
                                zoowocowac awantura w domu, bo maz sie spoznil. Przeciez tak jest w
                                zyciu. Po prostu to zaakceptuj. Dziecko w ten sposob uczy sie
                                kontrolowania emocji. Nie znaczy to, ze masz to zlewac i mu w tym
                                nie pomagac. Ale wyluzuj po prostu.
                              • morekac Re: a propos wątku bezsilności 10.08.09, 10:34
                                Sama piszesz, że z lubością oddawałaś się piniactwu i awanturom. I
                                nie pamiętasz zupełnie, dlczego się tak wkurzałaś?
          • morekac Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 13:01
            Olej to obrażanie się czy nie obrażanie - to ona się obraża, a nie
            ty i to jest jej problem - prawdopodobnie nie jesteś w stanie
            przewidzieć, co jej nie podpasuje następnym razem... Po prostu nie
            przejmuj się tym aż tak - patrz na zachowania swojego wrzaskulco-
            wyjca jak na okaz przyrodniczy, w uszy włóż zatyczki i od razu
            będzie ci lepiej. Odgłosy wydawane przez nią nie są proporcjonalne
            do krzywdy jaka jej się dzieje... I na pewno nie oczekuj szybkich
            rezultatów.
            • lena.111 Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 13:09
              Odgłosy wydawane przez nią nie są proporcjonalne
              > do krzywdy jaka jej się dzieje... I na pewno nie oczekuj szybkich
              > rezultatów.

              Dzięki za rady. Szybkich rezultatów ? czekam już 2,5 roku, myślę, że
              wystarczająco długo smile
              • morekac Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 13:25
                Poprawę dostrzeżesz za kolejne 2,5...
                • morekac Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 14:01
                  Zapomniałam dodać, ze jak dobrze pójdzie...
                • lena.111 Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 16:14
                  morekac napisała:

                  > Poprawę dostrzeżesz za kolejne 2,5...

                  Dzięki, od razu lepiej się poczułam smile
      • ana119 Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 09:51
        Morekac dobrze to zebrałaś!
        rozmowa po aferze mam być zwięzła i nie ma prawa paść nawet jedno
        złośliwe słowo ze strony rodzica. trzeba byc konsekwentnym a za
        którymś razem zaskoczy. jeśli sami nie potrafimy dyskutować
        przedstawiajac argumenty to jak dziecko ma się tego nauczyć?
        moje dziecko też stosuje "błyskotliwe" riposty i trzeba na gorąco
        prostować jego odzywki np. wczoraj babcia poprosiło żeby wyrzucił
        coś do kosza (babci było daleko do żartów) odpowiedział "nie jestem
        do tego stworzony" w pierwszej chwili wszycy parsknęli śmiechem ale
        trzeba było działać

        nie chwalić ogólnie tylko tylko za konkretne DOKONANIA np. dziękuję
        za stacie wychlapanej wody, wytarcie kurzu, fajnie, że tak szybko
        się ubrałaś itp.
        • lena.111 Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 10:24
          witam ponowniesmile myślę, że tamat infantylnoścismile mamy już
          przewałkowany więc podam kolejny przykład z zachowania mojego
          dziecka: babciu, urwiesz mi kwiatka
          babcia: tak,urwę ci, chodz
          babcia pyta którego no i urywa jednego za chwile dziecko pyta " a
          możesz urwać mi jeszcze jednego?
          " tak moge, ale to już będzie ostatni ,dobrze?"
          jest zgoda, więc babcia kwiatka rwie a tu nagle słyszę awanturę
          "ja nie chciałam,żeby taki był, miał taką łodygę itp. ( a sama go
          sobie wybrała)babcia krótko ucina " chciałaś taki, taki Ci urwałam"
          i odchodzi. Uważam, że zachowanie prawidłowe, natomiast mała
          wrzeszczy i tupie nogami. gdzie błąd?
          • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 11:05
            W opisanej tu krótkiej historyjce rzeczywiście błędu nie widać,
            chyba, że umknął jakiś szczegół, który dla Ciebie nie był ważny, a
            dla dziecka - tak, i to jest najbardziej prawodpodobna przyczyna.
            Widzę możliwość następującą: może kwiata dziecko "wybrało", ale
            zasugerowane przez babcię, która z jakichś powodów uznała, że ten
            kwiatek będzie lepszy i dziecku zsugerowała, by go wybrało. Wiele
            razy zostałam w taki sposób wpuszczona w maliny przez rodziców,
            pamiętam sytuacje ze starszego wieku, więc już nie reagowałam
            wrzaskiem, ale z pewnością musieli tak działaś i wtedy, gdy byłam
            młodsza. Bo oni zawsze lepiej wiedzieli, co jest dla mnie lepsze.
            Druga kwestia: nie wykluczam, że dziecko jest przyzwyczajone, że tak
            często lekceważy się jego wybory i prośby typu urwij mi kwiatka, ale
            koniecznie tego, i urywa inny, że już z automatu zaczyna wrzeszczeć.
            Trzecie możliwość: wybierając źle widziło kwiatka, źle oceniło jego
            wygląd i nie wybrało tego, co chciało rzeczywiście. Oczywiście
            odejście babci i zlekceważenie wybuchu jest prawidłowe, bo dziecko
            poniosło konsekwencje wyboru i na drugi raz lepiej się zastanowi.
            Natomiast dorosłym radzę lepiej analizować tego rodzaju prośby
            dziecka. Dla nas nie jest ważne np., z jakiego kubka pijemy, dla
            dziecka ogromnie. Więc starać się te preferencje szanować. Jest
            większa szansa, że dziecko, które czuje, że jego gusty są szanowane,
            nie wybuchnie wtedy, gdy coś pójdzie nie po jego myśli.
            • lena.111 Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 11:25
              Widzę możliwość następującą: może kwiata dziecko "wybrało", ale
              > zasugerowane przez babcię, która z jakichś powodów uznała, że ten
              > kwiatek będzie lepszy i dziecku zsugerowała, by go wybrało.

              otóz nie, poszły do ogródka, w którym dziecko mogło sobie zażyczyć
              każdego ( babci było więc wszystko jedno a więc nie sugerowała
              wnuczce nic) Ma babcia również kwiaty koło domu i jasno określiła (
              już na początku wakacji), że takowych zrywać nie wolno , co moje
              dziecko zresztą uszanowało i wie ,że te są tylko do oglądania.
              Druga kwestia: nie wykluczam, że dziecko jest przyzwyczajone, że
              tak
              > często lekceważy się jego wybory i prośby typu urwij mi kwiatka,
              ale
              > koniecznie tego, i urywa inny, że już z automatu zaczyna
              wrzeszczeć.

              otóż też nie.Nigdy nie lekceważe ani ja a nikt kto się nią zajmuje,
              tego co Jula chce.Zawsze dokładnie pytam jej który ma być, czy chce,
              żebym jej narysowało dom z kominem czy bez ( to bardzo istotny
              szczegół smileWięc ta teoria też odpada.

              najbardziej prawdopodobna wydaje się ta trzecia, ale też nie jestem
              do końca przekonana czy o to chodziło
              Trzecie możliwość: wybierając źle widziło kwiatka, źle oceniło jego
              > wygląd i nie wybrało tego, co chciało rzeczywiście.


              Więc starać się te preferencje szanować. Jest
              > większa szansa, że dziecko, które czuje, że jego gusty są
              szanowane,
              > nie wybuchnie wtedy, gdy coś pójdzie nie po jego myśli.

              A co do tej kwesti....hmmmm.... wychowawczyni Julki z przedszkoła
              zawsze śmiała się , że jest to dziecko któremu się chyba poświęca
              najwięcej uwagii. Do tego co ona mówi panie przywiazuja największą
              wagę bo boją sie ryzykować, że źle ją zrozumieją a wtedy już
              awantura na całe przedszkole gotowa smile
              • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 11:51
                > Trzecie możliwość: wybierając źle widziło kwiatka, źle oceniło
                jego
                > > wygląd i nie wybrało tego, co chciało rzeczywiście.


                Jesli tak bylo, to moze oznaczac, ze corka jest niepewna w swoich
                decyzjach. Moze nie wie czy wybrala najlepiej. Zwyczajnie
                kwiatek "przestaje jej sie podobac". Bo mogl byc lepszy itp.

                Przyznam szczerze, ze ja to rozumiem, bo ... ja mam tak samosmile Czego
                sobie nie kupie to mi za dwie godziny nie odpowiada i dramat, ze po
                co ja to kupilam smile Normalne, moim zdaniem. Ostatnim takim hitem
                byla spodnica za posladki, w ktorej teraz wstydze sie chodzic. W
                sklepie super, w domu dramat, i rozdzieranie ran. Wniosek: doroslym
                tez sie zdarza!

                Moze w tej sytuacji moze lepiej bylo po prostu wczuc sie w dziecko i
                zaproponowac "nie ma problemu, to moze jeszcze jeden sobie
                urwiesz?", zamiast odchodzic? Pokazac komunikat: alez nic sie nie
                dzieje, spokojnie, panujemy nad sytuacja.
                • lena.111 Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 16:12
                  Moze w tej sytuacji moze lepiej bylo po prostu wczuc sie w dziecko
                  i
                  > zaproponowac "nie ma problemu, to moze jeszcze jeden sobie
                  > urwiesz?", zamiast odchodzic?

                  O nie, wtedy to by była już "jazda na maksa". nakręciłaby się tak,
                  że już wszystko byłoby nie tak, nawet ogródek nie w tym miejscu smile
          • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 11:42
            > i odchodzi. Uważam, że zachowanie prawidłowe, natomiast mała
            > wrzeszczy i tupie nogami. gdzie błąd?

            > dziecka: babciu, urwiesz mi kwiatka
            > babcia: tak,urwę ci, chodz

            a moze sprobowac tak:

            dziecko: babciu, urwiesz mi kwiatka
            babcia: Urwe. A moze chcesz sama urwac?

            I poczekac na rozwoj wydarzen.
            Nie wiem jak to wyszloby w praktyce, bo oczywiscie moze okazac sie,
            ze dziecko dostanie szalu bo najpierw stwierdzi, ze samo urwie, a
            potem jednak, zeby babcia urwala itp. itd. Ale w tym wypadku mysle,
            ze chodzilo o to, ze dziecko chcialo miec jakas tam kontrole nad tym
            jaki kwiatek chce urwac. Poniewaz urywala babcia, to sie okazalo, ze
            choc moze dziecko wybralo, to ta kontrola jest pozorna. Bo niby ono
            wybralo, ale to jednak babcia urwala. Nie wiem czy rozumiesz, co
            chce powiedziec. Dziecko nie ma poczucia, ze od poczatku do konca
            decyzja i wykonanie jest w jego rekach.

            Dla mnie to jest troche podobna sytuacja do takiej, w ktorej maz
            kupuje zonie sukienke. Niby ona sobie moze wybrac co chce, ale to on
            placi i on wystepuje z pozycji "pana wladcy". Wiesz o co mi chodzi?

            Oczywiscie nie siedze w glowie Twojej corki, zeby wiedziec na pewno.
            I moge sie najzwyczajniej mylic. Ale w opisanej sytuacji
            powiedzialabym dziecku, zeby urwala sobie sama. Milion takich
            malenkich sytuacji na codzien sprawi, ze dziecko bedzie mialo
            poczucie "wladzy w rekach". I nie bedzie potrzebowalo zaznaczac jej
            w sprawach bardziej waznych.

            A przeciez w takiej sprawie nie jest trudno dac dziecku mozliwosc
            decyzji od poczatku do konca.
            • srebrnarybka Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 12:44
              Dziękuję, Dosiu, za sprowadzenie na ziemię. W opisanej przez Lenę
              sytuacji nie dopatrzyłam się błędu, bo nie wzięłam pod uwagę, że
              dziecko po prostu nie umie wybierać i dlatego nie potrafi sobie
              wyobrazić konsekwencji nietrafnego wyboru. Zresztą to rozumiem:
              kwiatki wyglądają ładnie na grządce, gdy jest ich dużo razem.
              Chciałoby się je mieć wszystkie, ale nie można, więc wybrać jest
              trudno. Pamiętam, że niedawno na wycieczce na Ukrainie na bazarze
              huculskim wybierałam koraliki. Wisiało kilkadziesiąt sznurków
              podobnych do siebie koralików, ale każdy innyc. I każdy osobno mniej
              mi się podobał, niż jak wisiały w masie. Nie jestem 4letnim
              dzieckiem, byłam w towarzystwie, więc wybrałam któryś sznurek, ale
              nie jestem przekonana, czy akurat najładniejszy. Ale mam nieco
              więcej lat, niż Jula, koraliki koztowały 7 zł na nasze, a jak je
              zakłądam w Polsce, to nikt przeciez nie wie, jak wyglądała reszta.
              Zresztą mam więcej koralików, a poza tym mam wiele rzeczy w życiu
              ważniejszych niż koraliki. Dla Juli niemożność wybrania właściwiego
              kwiatka mogła być frustrująca, więc istotnie mogła nie rozumieć, że
              to, iż ma nie taki kwiatek, jak chce, to konsekwencja jej decyzji.
              Może to czas uczyć ją świadomego wybierania (chcesz kwiatek - nie
              pokaż, ale powiedz dokładnie, jaki chcesz, dlaczego, ile ma mieć
              listków, etc.). Kwiatki kwiatkami, ale taka umiejętność w życiu się
              przydaje.
              Oczwiście rozumiem, że czasem człowiek nie jest w stanie dociec
              wybuchu złości. Ale jeżeli nie zakłada się z góry, że taki wybuch
              jest nieracjonalny, tylko szuka się jakiejś przyczyny, a poza tym
              szanuje się upodobania i indywidualność dziecka i dziecko to czuje,
              to mniejsza szansa na kolejne wybuchy. Dziecko szanowane łatwiej
              zniesie "wpadkę" dorosłego.
              • kura17 szukanie przyczyn wybuchu 07.08.09, 12:53
                czyli widze, ze nie jestem wariatka, jesli probuje zrozumiec, dlaczego dziecko
                akurat teraz sie wscieka??? bo dla mnie to zawsze wazne. oczywiscie nie zawsze
                mi sie udaje, ale probuje.
                a jak juz wiem, co powoduje takie rozne dzieciece wybuchy, to staram sie tych
                sytuacji unikac, jak tylko moge, lub lagodzic na samym poczatku.

                mlodszy syn (teraz prawie 2 lata) malo mowi, choc potrafi sie z nami porozumiec
                inaczej. ale to zabiera czas, i jego i nasz.
                i miewal dosc mocne wybuchy zlosci, wlasciwie "o nic" (bo ani mu nikt nic nie
                zabranial, nie zabieral itp).
                jak go poobserwowalam, to zrobilo sie dla mnie jasne, ze on wtedy czesgos
                chcial, ale nie umial jasno przekazac, czego. a "niewykonanie zachcianki" (bo ja
                nie mialam pojecia, o co mu chodzi) powodowalo wlasnie wybuch zlosci i rzucanie
                sie z rykiem na ziemie.
                od chwili, gdy sobie to uswiadomilam namawiam go, zeby zaczal wiecej mowic,
                latwiej bedzie sie porozumiec wink
                ale i jestem wyczulona na poczatek takiego ataku. wtedy rzucam to, co robie i
                mowie do niego glosno i wyraznie "spokojnie! czegos chcesz. powiedz mi co
                chcesz!". i zlosc mija, a my sie probujemy dogadac "niewerbalnie".
                • kura17 Re: szukanie przyczyn wybuchu 07.08.09, 13:06
                  a jeszcze mam przyklad z wczoraj z przyczynami wybuchu.
                  sytuacja modelowa niemalze wink
                  wracamy ze spaceru, mowie, ze bedzie kapiel, kolacja i bajka.
                  "huraa!" (czterolatek).

                  przychodzimy do domu (mieszkamy w szeregowce), probuj zgarnac towarzystwo do
                  domu. a syn (ten od hurra!) nagle zaczyna wic sie na trawie przed domem,
                  wrzeszczec, ze on nie idzie sie kapac, ze on tutaj zostaje i juz... mysle sobie,
                  co za ... wink
                  ale poszlam z nim pogadac. no i wychlipal mi, ze on nie chce isc, bo milena
                  (jego przyjaciolka, sasiadka zza plotu) na niego czekala, tesknila, on tez
                  tesknil, to teraz chce z nia posiedziec... a wykapac go akurat MUSIALAM...
                  ... no i skonczylo sie na tym, ze milena asystowala przy kapieli wink potem zjadla
                  z nami kolacje i ogladnela bajke i wszyscy byli szczesliwi.
                  • lena.111 Re: szukanie przyczyn wybuchu 07.08.09, 16:32
                    ale poszlam z nim pogadac. no i wychlipal mi, ze on nie chce isc,
                    bo milena
                    > (jego przyjaciolka, sasiadka zza plotu) na niego czekala,
                    tesknila, on tez
                    > tesknil, to teraz chce z nia posiedziec... a wykapac go akurat
                    MUSIALAM...
                    > ... no i skonczylo sie na tym, ze milena asystowala przy
                    kapieli wink potem zjadl
                    > a
                    > z nami kolacje i ogladnela bajke i wszyscy byli szczesliwi.

                    Obustronne kompromisy też u nas zawsze działająsmile Pod warunkiem
                    jednak, że ustalimy go przed histerią bo później to już tylko
                    cierpliwość i czekanie wink
            • lena.111 Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 16:17
              dziecko: babciu, urwiesz mi kwiatka
              > babcia: Urwe. A moze chcesz sama urwac?


              Przerabialiśmy. Jak ma dobry humor to zaakceptuje albo nie ale jak
              jest "ta chwila" to wrzeszczy : nie ja urwę, tymasz urwać i krzyk i
              histeriasmile
              Ona naprawdę nie wiadomo kiedy wybuchnie i z jakigo powodu
              • d.o.s.i.a Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 16:28
                > Przerabialiśmy. Jak ma dobry humor to zaakceptuje albo nie ale jak
                > jest "ta chwila" to wrzeszczy : nie ja urwę, tymasz urwać i krzyk
                i histeriasmile

                No to nie wiem juz. Pytanie otwarte raczej zmusza ja do podjecia
                decyzji, bo przeciez ani nie jest powiedziane, ze na 100% "ja urwe",
                albo "Ty urwiesz". Wiec o co sie awanturuje? Za sam wybor?
                • lena.111 Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 16:42
                  Wiec o co sie awanturuje? Za sam wybor?

                  No właśnie to próbujemy dociec smilejak np podchodzi do mnie z
                  zamiarem, że awantura będzie to już nic nie poradzę. Dziś np
                  prxzychodzi ze spinką do włosów i mówi " przypnij mi tak jak rano
                  miałam" więc przypinam tak samo niemalże ze szwajcarską precyzją a
                  ona nawet jeszczenie widząc jak ma przypiętą zaczyna się wić,
                  wrzeszczeć że nie tak miało być.jak zaczynam dochodzić" to jak miało
                  być" jest jeszcze gorzej, więc odpuszczam i staram się nie zwracać
                  uwagi na jej wrzaski i rzucam krótki ale czytelny komunikat: jak się
                  uspokoisz to mnie zawołaj i jeszcze raz wytłumacz jak mam ci
                  przypiąć tę spinkę" Po 40 minutach zawołała uspokojona, ja spinkę
                  przypięłam identycznie jak przed 40 min i było git smile No i jak tu
                  zrozumieć moje dziecko?
                  • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 16:51
                    Oj lena my chyba dwa klony za córki mamy smile Historyjka jak z naszgo
                    pamiętniczka grrr, no toczka w toczkę
                    • lena.111 Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 16:56
                      mama_biedronki napisała:

                      > Oj lena my chyba dwa klony za córki mamy smile Historyjka jak z
                      naszgo
                      > pamiętniczka grrr, no toczka w toczkę

                      Też tak mi się wydaję sądząc po Twoich wypowiedziach smile Pozdrawiam
                      Cię serdecznie
    • smerfetka8801 Re: a propos wątku bezsilności 06.08.09, 19:27
      ja rozumiem,że można mieć ochotę sprzedać swoje dziecko :p nawet dobre matki tak
      mają-ale nie mówi się takich rzeczy.
      kiedy moja zaledwie roczna córka szarpie mnie za włosy niemal za każdym razem
      mam ochotę zrobić jej to samo-ale czy mam się zachować jak roczniak?
      mam pewne doświadczenie z dziećmi w wieku kilku lat i wiem,że najlepsze co
      można zrobić to ignorować histerie a chwalić choćby za najmniejsze osiągnięcia.
      nikt nie każe pozwalać dziecku na wszystko-mądry rodzic pozwoli jednak swojemu
      dziecku rozładować energię w kałuży za to ukaże gdy dziecko zrobi coś
      zabronionego-ale kara ma być jedna-nie za jedno zakaz wszystkiego i kara musi
      być w domu obecna równie mocno co nagroda.
      kiedy dziecko coś niszczy trzeba mu to zabrać i już.bez dyskusji typu-oddam cię
      gdzieś tam bo jesteś niedobry.zabrać i porozmawiać jak histeria minie-bo,ze
      charakterne dzieci jak im się coś zabierze wpadają w histerię to niemal pewne.
      rodzic musi tez wiedzieć,ze co innego powiedzieć jesteś głupi a co innego
      głupio robisz.
      sami musimy brać odpowiedzialność za nasze słowa i czyny zanim zaczniemy
      wymagać tego od niedojrzałych emocjonalnie małych egocentryków jakim z natury
      są dzieci.
    • kura17 o przyprawianiu latki 07.08.09, 12:09
      a ja jeszcze napisze o jednej rzeczy, chyba tutaj nie poruszonej jeszcze, w
      sprawie "diablatka" i "anioleczka"...

      po co dziecku przytwierdzac taka latke? to troche tak, jak samospelniajaca sie
      przepowiednia... mysle, ze nikt nie lubi byc klasyfikowany, zwlaszcza
      negatywnie. bo jestesmy idywidualnymi, niepotwarzalnymi jednostkami, osobami. a
      jak juz zostal tak zaklasyfikowany, to... czesto probuj "spelniac pokladane w
      nim nadzieje"

      po co o dziecku i do dziecka mowic "diabelek", "grzeczny chlopiec", "niegrzeczna
      dziewczynka"?? nawet, jesli sie tak tylko mysli i rozmawia o tym za plecami
      dziecka (a nie zwraca bezposrednio do niego), to dzieci to wyczuja!

      takie latki naprawde nie sa przyjemne dla dzieci. bo definiuja je poza nimi
      samymi, ktos INNY nas nazywa, okresla, mowi nam, jacy jestesmy... a my mozemy
      miec na ten temat zupelnie inne zdanie...

      moze przydaloby sie zmienic nastawienie do dziecka, przestac je nazywac
      diablatkiem nawet w myslach (a juz na pewno do dziecka, nawet czule)? wystarczy
      myslec, ze dziecko ma niekotrolowane napady zlosci, jest to jedna z jego cech, a
      nie cos, co je OKRESLA JAKO OSOBE.
      wrecz przeciwnie - moze trzeba przestac zauwazac ta diablowatosc, a zaczac
      zauwazac inne rzeczy?

      takie przyczepianie latki, nawet POZYTYWNEJ, wcale nie jest fajne. mam siostre.
      i on malego ja zawsze bylam "ta madra", a ona "ta sliczna". moze i
      charakterystyka JEDNEJ cechy trafna, ale na pewno nas nie definowala ani dobrze,
      ani wyczerpujaco! obie nieznosilysmy tej charakterystyki, mimo, ze byla
      pozytywna! w dodatku, poprzez rozgraniczenie miedzy nami, sugerowala, ze ja
      jestem brzydka (na pewno brzyszdza od siostry, bo ona jest sliczna), a ona jest
      glupia (na prewno glupsza ode mnie, bo to ja jestem madra)...
      do dzis sie to za nami ciagnie... chocby przyklad "z wczoraj': moja siostra,
      ktora rozwija sie bardzo dynamicznie, konczy rozne studia podyplomowe, kursy
      itp, pasjonuje sie tym, co robi i zdobywa nowa wiedze w zasadzie non stop od
      paru lat, na moja propozycje, zeby moze w zwiazku z tym zrobila doktorat,
      odpowiedziala "ja?? doktorat?? ja ZA GLUPIA jestem!!!"

      a ja? hmmm... moja wielka milosc i totalnie bratnia dusza, ujal mnie tym, ze od
      poczatku zawsze mi mowil "jestes sliczna i madra"...
      ... symptomatyczne, co?

      precz z latkami!
      niech sie dzieci same definiuja (jesli lubia), lub po prostu niech maja cechy, a
      nie nimi beda (nienawidze okreslenia (nie)grzeczne dziecko, bo co to wlasciwie
      znaczy??? mozna zachowac sie (nie)grzecznie, ale takim byc???)
      • d.o.s.i.a Re: o przyprawianiu latki 07.08.09, 12:15
        Dokladnie tak. Lepiej bym tego nie napisala.
        • kura17 Re: o przyprawianiu latki 07.08.09, 12:20
          bardzo fajnie o tym jest napisane w ksiazce faber "jak mowic, zeby dzieci nas
          sluchaly, jak sluchac, zeby dzieci do nas mowily"

          http://merlin.pl/Jak-mowic-zeby-dzieci-nas-sluchaly-jak-sluchac-zeby-dzieci-do-nas-mowily_Adele-Faber/browse/product/1,579920.html

          sa tez sposoby, zeby latke od dziecka odczepic.

          dla mnie samej to "definiowanie" dziecka, czy czlowieka, bylo zawsze
          niestosowne, ale dopiero po przeczytaniu tej ksiazki odpowiednio sobie to
          poukladalam w glowie. i dopasowalam do wlasnych doswiadczen. wczesniej mialam
          czesto wrazenie, ze ja w zasadzie zawistna jestem, ze siostra jest ode mnie
          ladniejsza (a jest smile, a to przeciez calkiem nie tak!
        • mama_biedronki Re: o przyprawianiu latki 07.08.09, 12:38
          Dobra, to chyba ja niechcący rozpętałam tą lawinową dyskusję użyciem
          określenia diablątko, więc wyjaśniam, że ja bynajmniej nie zwracam
          się w ten sposób do mojej córki ani nie mówię tak o niej jeśli jest
          w zasięgu słuchu. Uważam, że ma trudny charakter (po mnie), często
          gęsto zachowuje się głupio i nieracjonalnie (jak ja), ale staram się
          nie przypinać jej żadnych łatek. Nigdy jej nie mówię, że jest
          brzydka czy niegrzeczna, głupia, cokolwiek, tylko, że w danej
          sytuacji zachowuje się tak a tak. Nie podkreślam też ciągle jaka to
          jest piękna czy mądra, choć osobiście uważam ją za dość ładne i
          bystre dziecko. Generalnie, jakkolwiek by to z postów nie wyglądało
          (wiadomo że nie sposób w kilku zdaniach przedstawić całokształtu
          sytuacji), BARDZO się staram traktować moją córkę tak jak sama
          chciałabym być traktowana, nie tylko przez rodziców ale przez
          otoczenie w ogóle.
          • kura17 Re: o przyprawianiu latki 07.08.09, 12:42
            pisalam juz, ze nie trzeba, zebys dziecko przy nim tak nazywala. wystarczy, ze
            jej przypielas taka latke, nawet niewerbalnie, ona to wyczuje.

            calkiem mozliwe, ze jest tak, jak opisujesz (brak latki), ale (dla mnie)
            symptomatyczne jest, ze tak wlasnie (z latka diablatka) ja opisujesz na forum.
            albo z latka "upaaaarrrcccciuuuccchhhaa" (czy jak tam te litery powtarzasz wink -
            Ty lub druga mama z podobna pociecha, nie pamietam teraz. to jest dokladnie to
            samo, i jeszcze teorie "to po nie" - przeciez to jak nic wielka LATA,w dodatku
            przekazywana genetycznie wink
            • kura17 "to po mnie" mialo byc. n/txt 07.08.09, 12:44

              • mama_biedronki Re: "to po mnie" mialo byc. n/txt 07.08.09, 13:51
                no w ten sposób to absolutnie wszystko co sądzę o swojej córce jest
                przypinaniem łatki. Przecież oczywiste jest, że żyjąc z kims na
                codzień mam sprcyzowane, przynajmniej w jakimś stopniu, poglądy jaki
                on jest i stosownie do tego z nim postepuję
                • kura17 Re: "to po mnie" mialo byc. n/txt 07.08.09, 14:11
                  no wlasnie - sama piszesz, ze masz sprecyzowane poglady, jaka corka JEST...

                  a moze sie mylisz???
                  Rybka podala przyklad, jak bardzo mozna sie mylic, oceniajac ataki zlosci
                  dziecka! one nie musza byc irracjonalne, moga miec POWODY, ktorych nie rozumiemy
                  i to, ze ich nie rozumiemy, sprawia, ze tworzymy sobie zupelnie BLEDNY obraz
                  danej osoby.

                  popatrz, jak czesto zdarza sie powiedziec o doroslym - wydawal sie wczesniej
                  ZUPELNIE INNY!!!
                  a moze inny nie byl, tylko zostalo o nim wyrobione konkretne, bledne, zdanie?

                  nie lepiej traktowac corki zwyczajnie jako osobe, z ktora sie zyje i ktora sie
                  kocha, bez koniecznosci wyrabiania sobie o niej sprecyzowanego zdania??? nie
                  dosc, ze ludzie sie zmieniaja, to jeszcze nasze zdanie o nich moze byc
                  nieprawdziwe...

                  moze lepiej myslec o konkretnych sytuacjach, cechach, a nie klasyfikowac osoby?
                  • mama_biedronki Re: "to po mnie" mialo byc. n/txt 07.08.09, 14:41
                    Oj coraz bardziej akademicka się robi ta dyskusja i to na wszystkich
                    frontach wink Mam sprecyzowane (z grubsza) poglądy na wiele rzeczy i
                    osób, bo w końcu nie jestem wodą która przybiera kształt naczynia
                    tylko człowiekiem zdeterminowanym przez sumę wcześniejszych
                    doświadczeń. Co wcale nie oznacza że jestem jak beton. Dopuszczam i
                    pomyłki i zmiane zdania. A ludzie (nieważne dorośli czy dzieci) też
                    się zmieniają. Mogę kogoś oceniać całkiem różnie w różnych etapach
                    życia i nie mylić się w obu przypadkach.
                    • mama_biedronki Re: "to po mnie" mialo byc. n/txt 07.08.09, 14:44
                      Albo, rzecz jasna, mylić się w obu big_grin
          • srebrnarybka Re: o przyprawianiu latki 07.08.09, 12:49
            Nigdy jej nie mówię, że jest
            > brzydka czy niegrzeczna, głupia,

            - to chyba oczywiste, że matka nie mówi dziecku, że jest brzydkie
            albo głupie. Tak nie mówi się do nikogo, bo zwracanie się tak do
            kogokolwiek jest chamstwem. Powiedzenie "niegrzeczny" może być
            dopuszczalne, jeśli oznacza ocenę niegrzecznego zachowania w
            konkretnej sytuscji. Przy czym niegrzeczność tego zachowania musi
            być dla dziecka zrozumiała.
            Nie musisz do dziecka mówić per diablątko. Wystarczy, że je uważasz
            za diablątko, czyli niepoważną i nieracjonalnie zachowującą się
            istotę. Dziecko nie jest głupie, by tego nie wyczuć.
            • kura17 Re: o przyprawianiu latki 07.08.09, 12:57

              > Nie musisz do dziecka mówić per diablątko. Wystarczy, że je uważasz
              > za diablątko, czyli niepoważną i nieracjonalnie zachowującą się
              > istotę. Dziecko nie jest głupie, by tego nie wyczuć.

              dokladnie.
              nam z siostra tez nikt na codzien nie walil tekstami "ty jestes madra, a ty
              jestes sliczna". ale tak mysleli i mysmy o tym doskonale wiedzialy! ba, wiemy do
              dzis...
              ... moja babcia calkiem niedawno zaproponowala mi jakies swoje bluzki "bo bedzie
              ci w nich dobrze, kochanie". babcia ma 80 lat (bluzki sa w jej stylu), spora
              nadwage, jest z 15 cm nizsza ode mnie. ja jestem przed 40-tka, nadwagi nie
              mam... takie propozycje pojawiaja sie czesto. mojej siostrze NIGDY czegos
              takiego nie zaproponowala... sylwetki z siostra mamy podobne, choc fakt, ona
              jest szczuplejsza. tylko ani na nia, ani na mnie rozmiarowo bluzki babci nie
              pasuja...
            • mama_biedronki Re: o przyprawianiu latki 07.08.09, 16:12
              Wystarczy, że je uważasz
              > za diablątko, czyli niepoważną i nieracjonalnie zachowującą się
              > istotę. Dziecko nie jest głupie, by tego nie wyczuć.

              Uważam ją za diablątko, czyli młodą osobę o trudnym charakterze, z
              konsekwencjami posiadania którego nie potrafi sobie jeszcze radzić.
              Ja tez zresztą nie potrafię i ona wcale nie musi tego wyczuwać, bo
              sama jej o tym powiedziałam, że nie wiem jak do niej dotrzeć i żeby
              mi powiedziała czego oczekuje rycząc i rzucając się na podłogę albo
              na mnie z pięściami.
    • kura17 o chwaleniu 07.08.09, 12:17
      ktos juz cos podobnego napisal w tym watku.

      wiadomo, ze trzeba chwalic i mysle, ze dzieci lubia byc chwalone, ale chwalone
      odpowiednio...

      zamiast stwierdzen "super", "swietnie", "moje sliczne dziecko", nie lepiej
      OPISAC, co nam sie tak podoba? bo opis pokazuje, ze zwracamy na dziecko uwage,
      ze naprawde je chwalimy, a nie uzywamy pustych frazesow, po to tylko, zeby
      pochwalic.

      "jak ladnie narysowales dom, fajne kolory i dym z komina leci!".
      "swietnie Ci idzie to sprzatanie, szybko i sprawnie, brawo!"
      "ale masz sliczne oczy, takie duze, niebiesko-szare, bardzo mi sie twoje oczy
      podobaja"

      itp itd

      ja sie tez zlapalam na tym, ze czasem (nie zawsze, moze nawet nie czesto, ale
      jednak) chwalilam takimi "pustymi slowami". i zaczelam to zmieniac, teraz
      wiekszosc z moich komplementow jest "pelna tresci" wink
      i czasem wychodzi wtedy, za co nasze dziecko chcialoby by byc pochwalone, co w
      sobie ceni, albo co uwaza za niedoceniane.
      czasem jak mowie synowi "ale ladnie pokolorowales obrazek, wcale za linie nie
      wychodzisz!", to on mi dodaje (z duma!) "no, i kolory wybralem inne, niz na
      obrazku, takie sa ladniejsze" smile wtedy przypatruje sie kolorom i tez opisuje, co
      mi sie podoba, a nastepnym razem zwracam baczna uwage na artystyczne
      interpretacje mojego dziecka. to jest u niego nowa cecha, ze duzo i coraz
      ladniej rysuje, ze spora cierpliwoscia i rzeczywiscie, po tej uwadze o kolorach,
      zaczelam zauwazac, jak sie przyklada do wyboru kolorow, choc dawniej wszystko
      zamalowywal jednym tylko kolorem. ta nasz rozmowa pozwolila mi zobaczyc cos, co
      przeoczylam i bardzo sie ciesze, ze tak sie stalo wink
    • martuska-5 Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 18:34
      przyznaję, że nie przeczytałam wszystkich odpowiedzi, więc może powtórzę coś co
      zostało juz powiedziane, za co z góry przepraszam.

      niech dziecko idzie ubrane w co chce (ja bym dała pani wychowawczyni zapasowe
      ubranka, jeśli dziecko stwierdzi, że jednak mu zimno)z zaznaczeniem, że
      następnym razem nie będzie wersji awaryjnej.

      niech dziecko sobie pokrzyczy, jak nie będziesz na to zwracać uwagi to się
      znudzi. Dzieci uwielbiają publikę i z natury są przekorne - testują granice.

      jeśli dziecko niszczy Twoje rzeczy- brutalne ale działa- Ty zniszcz coś co do
      niego należy.

      poza tym dziecko zawsze musi posprzątać po sobie (nawet jeśli po tym jego
      sprzątaniu, Ty będziesz miała 2 razy więcej roboty).

      Chodzi o nauczenie dziecka odpowiedzialności.
      Poza tym gratuluję, bo Twoja córcia ma szansę wyrosnąć na pewną siebie, odważną
      i ciekawą osóbkę. Z tym łamaniem dziecka ja bym uważała, raczej pokazywała
      konsekwencje i uczyła odpowiedzialności. Takie charakterki warto rozwijać we
      właściwy sposób.
      Życzę powodzenia
      • lena.111 Re: a propos wątku bezsilności 07.08.09, 18:49
        > niech dziecko idzie ubrane w co chce (ja bym dała pani
        wychowawczyni zapasowe
        > ubranka, jeśli dziecko stwierdzi, że jednak mu zimno)z
        zaznaczeniem, że
        > następnym razem nie będzie wersji awaryjnej.

        to czysta teoria a w praktyce to troche inaczej wygląda. Jak moja
        córka widziała, że zostawiałam w szafce zapasowe ubranko to
        wrzeszczała dotąd dopóki tej kurtki nie zabrałam ze sobą do pracy.
        Efekt był taki, że dzieci miały w czasie dnia na spaceri nie poszły
        bo Julka kurtki nie miała a akurat wszystkie starsze dzieci były na
        wycieczce więc nie było jej do jakiej grupy dołączyć.smile


        > jeśli dziecko niszczy Twoje rzeczy- brutalne ale działa- Ty
        zniszcz coś co do
        > niego należy.

        A to już chyba najgorsze co można w tej chwili zrobić. Moim zdaniem
        tym zachowaniem pokazujesz dziecku, że to co robi jest ok, no bo
        skoromama też tak robi... Agresja rodzi agresje
        • ana119 Re: a propos wątku bezsilności 10.08.09, 11:48
          do Budzika i Leny: a może Wy nie mówicie do dwoich dzieci tak żeby
          je zainteresować czyli mało ciekawiewink dodam, że śledzę cały wątek i
          dziewczyny dobrze zanalizowały opisane sytacje i udzieliły dużo
          fajnych porad a Wy ciągle piszecie, że wasze dzieci to tak samo
          ragują ale już bez wnikania DLACZEGO? dziecka nie zmienisz od razu
          bo trzeba zacząć od siebie
    • jade_adas2 Re: a propos wątku bezsilności 19.08.09, 09:12
      Tak mi się skojarzyło jak przeczytałam opisy scenek - moja córcia
      zrobiła ostatnio awanturę (wrzesk, kopanie, rzucanie się itd.)
      ponieważ wytarłam jej pupę po zrobieniu kupy nie w tym momencie co
      ona chciała. Awantura trwała ponad 30 minut. Muszę przyznać, że ręka
      mnie świerzbiła, ale "tylko" nakrzyczałam. Oczywiście nic nie
      pomogło. Niestety obawiam się, że nie za bardzo jest sposób na takie
      zachowania (przynajmniej ja go nie znam), na ogół przeczekuję -
      gadając sobie pod nosem niezbyt miłe słowa - wychodzę do innego
      pokoju itd. Jeżeli scena jest na dworzu, biorę pod pachę i zanoszę
      do domu. Ale to wszystko jest bardzo trudne.
      Czasami mówię moim dzieciom, że ma być tak jak ja powiem bo wiem
      lepiej - jestem ich rodzicem i jestem za nich odpowiedzialna.
      Czasami to działa, chociaż w dzisiejszych czasach uważane jest to
      pewnie za ogromny błąd wychowawczy wink)
      Na szczęście patrząc na synka, który teraz skończy 5 lat widzę, że
      jest lepiej, a był strasznie wybuchowy.


      Pozdrawiam,
      Jade
      • mama_biedronki Re: a propos wątku bezsilności 19.08.09, 13:31
        Przy mojej córce trudno wyjść do drugiego pokoju, kiedy próbuję to
        ona leci za mną z awanturą, wyraźnie potrzebuje publiki smile I pod
        pachę wziąć trudno bo wije się jak piskorz a waży dobre 18 kilo.

        > Czasami mówię moim dzieciom, że ma być tak jak ja powiem bo wiem
        > lepiej - jestem ich rodzicem i jestem za nich odpowiedzialna.
        > Czasami to działa, chociaż w dzisiejszych czasach uważane jest to
        > pewnie za ogromny błąd wychowawczy wink)
        Pocieszasz mnie, już myślałam że jestem ostatnią matką na globie
        która nie uważa, że nakazanie czegoś dziecku bo jest się jego
        rodzicem zniszczy mu psychikę wink
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka