tusia-mama-jasia
10.10.14, 20:49
W klasie syna wychowawczyni w ramach przygotowania do kwietniowego "egzaminu" klas trzecich zaczęła dawać dzieciom pokserowane testy z lat ubiegłych - żeby w domy porozwiązywać trochę zadań, otrzaskać się z ich typem itp.
I powiem szczerze, że jak zobaczyłam pytania typu "jakich słów użyjesz, by wyrazić sympatię, przyjaźń? do wyboru: przepraszam, dziekuję, lubię cię" albo "kto zawodowo zajmuje się gotowaniem? do wyboru: kierowca, kucharz, ekspedientka", to padłam. Mam poczucie, że ktoś robi z fajnych dzieci debili, za przeproszeniem. Już się nie dziwię, że Jasiek z kumplami rozwiązali w zeszłym roku prawie cały zamieszczony w gazecie test szóstoklasistów, a te zadania z trzecioteścików obśmiewali dzisiaj gromko przez całą drogę powrotną z przedkomunijnego spotkania w kościele.
Mam jakiś niesmak patrząc na poziom tych zadań. Lekcje naprawdę nie są na takim debilnym poziomie, dzieciaki fajne, mądre, a twórcy testów po prostu im urągają.
Tym bardziej rodzi się pytanie - skąd w niektórych szkołach/rodzinach/forach strasznie testami trzecio- czy szóstoklasisty? Co taki test w ogóle sprawdza? Bo moim zdaniem właściwie nic, może czasem tylko umiejętność przeczytania pytania ze zrozumieniem w niektórych pytaniach matematycznych.