Dodaj do ulubionych

dwa w jednym czyli dziecko i praca

IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.03.03, 17:15
Jak udaje się wam, drogie mamy maluchów wybrnąć z dylematu- jak najwięcej
czasu z dzieckiem , a jednocześnie nie tracić kontaktu z zawodem i zarobić
parę groszy. Pytam, bo rodzę za trzy miesiące, chcę być z dzieckiem dłużej
niż macierzyński, ale wiem, że do jednej pensji trzeba będzie trochę
dorobić...
Obserwuj wątek
    • kulka_ Re: dwa w jednym czyli dziecko i praca 10.03.03, 18:12
      To czasami jest bardzo trudne zadanie. Ja wróciłam zaraz po macierzyńskim i
      urlopie do pracy, to i tak długo, bo po 8 miesiącach. Raczej udaje mi się
      godzić pracę z dzieckiem gdy wszystko jest ok. Problem zaczyna się wtedy gdy
      któraś z córek jest chora (mam dwie córki), a to niestety nieuniknione przy
      dzieciach. A że ostatnio czas dla chorób jest dogodny to w zeszłym tygodniu nie
      przepacowałam ani jednego dnia w całości, bo albo przychodziłam później, albo
      wychodziłam wcześniej, z powodu konieczności wizyt u lekarza, robienia badań
      itp. W ogóle po powrocie do pracy po dwóch tychodniach poszłam na opiekę,bo
      mała zachorowała. Gdyby nie to, że wiele spraw, badań, szczepień załatwia się
      od godz. 8-15 byłoby lepiej. A po pracy wiadomo, że obok innych obowiązków ma
      się też czas dla dzidzi. Trzeba to sobie tylko zorganizować. Ja wszystkie
      porządki zostawiam na sobotę. W tygodniu zajmuję się dziećmi i sobą, no może
      czasem przyniosę papiery do domu, żeby nadrobić godziny stracone na latanie po
      lekarzach. Bo inaczej muszę iśc do pracy w sobotę a wtedy "wali" się mój
      harmonogram sprzątania w domu. Tak to jest dzieci i praca....
      • Gość: Ismena Re: dwa w jednym czyli dziecko i praca IP: *.crowley.pl 10.03.03, 18:28
        Ja wrocilam do pracy po 1,5 roku siedzenia z dzieckiem w domu, ale na pol
        etatu. Finansowo mamy dosc trudno, ale inaczej chyba nie poradzilabym sobie z
        praca na etat i opieka nad dzieckiem (teraz 2 i pol roku).
        Ale wiem, ze nie kazdy pracodawca chce zatrudnic na pol etatu.
        • Gość: hot_dog Re: dwa w jednym czyli dziecko i praca IP: 212.78.226.* 10.03.03, 22:00
          Ja po ok. 1 rok i 10 miesięcy wróciłam do pracy a dzieci (każde mniej więcej w
          tym wieku) zaliczało żłobek a potem przedszkole. Wiem,że to jest wyjście takie
          sobie,ale moje dzieci NAPRAWDĘ zniosły to znakomicie pod każdym względem. Ale
          wszystkie obowiązki domowo-dziecinne absolutnie dzieliliśmy z mężem wspólnie,
          więc po pracy nie spadało wszystko na moją głowę.Myślę jednak, że niezłym
          wyjściem byłoby pół etatu lub jakieś papierzyska w domu. Ja niestety nie miałam
          takiej możliwości.
          • Gość: NIna Re: dwa w jednym czyli dziecko i praca IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 11.03.03, 09:41
            Mówicie o powrocie do pracy na cały etat, albo na pół. Na ćwierć etatu nie ma
            szans ? Jestem też ciekawa, czy o dorywczą pracę jest tak trudno? Mam znajomą,
            która po prrostu zatrudniła się na dwie godziny dziennie w firmie swojej matki,
            ale to raczej nietypowe..
    • Gość: Iza Re: dwa w jednym czyli dziecko i praca IP: *.introl.pl 11.03.03, 11:31
      U mnie pół etatu by się nie sprawdziło, bo ja muszę zrobić to co jest do
      zrobienia, nawet gdybym była zatrudniona w niepełnym wymiarze godzin robiłabym
      to samo... za mniejsze pieniądze. Przecież nie wyszłabym ze spotkania bo
      właśnie skończyłam pracę.

      Wróciłam do pracy gdy córeczka miała równo 6 miesięcy. Poza tym, że strasznie
      przeżywałam rozłąkę (nadal mam napady chandry) to udaje mi się godzić
      obowiązki (o dziwo rozstania o wiele gorzej znosiłam ja niż moje dziecię). Po
      pracy zajmuję się tylko córą, rysujemy, rozmawiamy, idziemy na spacer, dopiero
      jak zaśnie gotuję obiad, ogarniam to co zrobił "mój huragan" w domu, prasuję
      etc. W soboty i niedziele przeważnie wyjeżdżamy za miasto więc jesteśmy razem
      całą rodziną. Mąż dzielnie mi pomaga (codziennie kąpie małą, pozmywa, odkurzy)
      i też świetnie sobie radzi. Gdy już nie mam siły czegoś zrobić to odpoczywam
      nie kosztem córy, tylko kosztem porządków, albo ugotowanego obiadu (nie
      mieszkamy w muzeum, a coś z torebki na szybko też można zjeść, takie jest moje
      założenie). Gdy jestem baaardzo zmęczona, wtedy kładę się z córą na dywanie, i
      bawimy się w dom lalami (robię z kocy zadaszenie domku), albo wchodzi na mnie,
      siada okrakiem i "masujem mamusi plecki"

      Mam to szczęście, że moje dziecię nie choruje i odpada problem zwolnień. Ale
      np. w tej chwili babcia, która zajmuje się córką w czasie mojej pracy ma grypę
      i córa, aby się nie zarazić jest z... tatusiem. Mąż wziął urlop, bo ja nie
      mogłam odwołać kilku ważnych spotkań. Tak, że dzięki wsparciu bliskich na
      pewno sobie poradzisz. Pozdrawiam. Iza
      • Gość: bietka Re: dwa w jednym czyli dziecko i praca IP: *.acn.pl 11.03.03, 13:35
        Mysle, ze to co napisala Iza jest najwazniejsze, a mianowicie rowny podzial
        obowiazkow po powrocie z pracy, oraz odpuszczenie sobie czasami ugotowania
        obiadu itp. Ja po pierwszym dziecku wrocilam do pracy ( a w zasadzie zaczelam
        prace)po roku i trzech miesiacach, a mala zostawala z opiekunka, ktora
        przygotowywala jej takze obiad, a w czasie spania prasowala ciuszki corki.
        Jezeli masz na to srodki finansowe to dobrym rozwiazaniem jest zatrudnienie
        raz w tygodniu pani od sprzatania, wtedy macie oboje dodatkowy czas dla
        dziecka.
        PO urodzeniu synka zaczelam wychodzic juz po dwoch miesiacach, ale mam te
        idealna sytuacje, ze moglam ograniczyc swoje wychodzenie z domu do 3 razy w
        tygodniu po 4 godziny, starsza chodzi juz do przedszkola, a niania przychodzi
        nadal w pelnym wymiarze godzin, wiec kazda wolna chwile moge poswiecac
        dzieciom, nie zajmujac sie ponadto zbytnio innymi sprawami. Poza tym moja
        prace moge w duzej mierze wykonywac w domu, co tez czynie jak dzieci spia.
        Weekendy bezwglednie sa rodzinne i oboje z mezem nie poswiecamy ich na zadne
        porzadki ani tym podobne.
        Rozumiem, ze nie wszyscy sa w tak dobrej sytuacji, ale podstawa powinno byc
        zminimalizowanie innych obowiazkow ponad zajmowanie sie dziecmi, a nawet jak
        sytuacja finansowa jest nie najlepsza to duzo juz daje samo to, ze maz w pelni
        wlacza sie w tzw, prace domowe.
        Pozdrawiam Bietka.
      • Gość: bietka Re: dwa w jednym czyli dziecko i praca IP: *.acn.pl 11.03.03, 13:36
        Mysle, ze to co napisala Iza jest najwazniejsze, a mianowicie rowny podzial
        obowiazkow po powrocie z pracy, oraz odpuszczenie sobie czasami ugotowania
        obiadu itp. Ja po pierwszym dziecku wrocilam do pracy ( a w zasadzie zaczelam
        prace)po roku i trzech miesiacach, a mala zostawala z opiekunka, ktora
        przygotowywala jej takze obiad, a w czasie spania prasowala ciuszki corki.
        Jezeli masz na to srodki finansowe to dobrym rozwiazaniem jest zatrudnienie
        raz w tygodniu pani od sprzatania, wtedy macie oboje dodatkowy czas dla
        dziecka.
        PO urodzeniu synka zaczelam wychodzic juz po dwoch miesiacach, ale mam te
        idealna sytuacje, ze moglam ograniczyc swoje wychodzenie z domu do 3 razy w
        tygodniu po 4 godziny, starsza chodzi juz do przedszkola, a niania przychodzi
        nadal w pelnym wymiarze godzin, wiec kazda wolna chwile moge poswiecac
        dzieciom, nie zajmujac sie ponadto zbytnio innymi sprawami. Poza tym moja
        prace moge w duzej mierze wykonywac w domu, co tez czynie jak dzieci spia.
        Weekendy bezwglednie sa rodzinne i oboje z mezem nie poswiecamy ich na zadne
        porzadki ani tym podobne.
        Rozumiem, ze nie wszyscy sa w tak dobrej sytuacji, ale podstawa powinno byc
        zminimalizowanie innych obowiazkow ponad zajmowanie sie dziecmi, a nawet jak
        sytuacja finansowa jest nie najlepsza to duzo juz daje samo to, ze maz w pelni
        wlacza sie w tzw, prace domowe.
        Pozdrawiam Bietka.
      • Gość: bietka Re: dwa w jednym czyli dziecko i praca IP: *.acn.pl 11.03.03, 13:37
        Mysle, ze to co napisala Iza jest najwazniejsze, a mianowicie rowny podzial
        obowiazkow po powrocie z pracy, oraz odpuszczenie sobie czasami ugotowania
        obiadu itp. Ja po pierwszym dziecku wrocilam do pracy ( a w zasadzie zaczelam
        prace)po roku i trzech miesiacach, a mala zostawala z opiekunka, ktora
        przygotowywala jej takze obiad, a w czasie spania prasowala ciuszki corki.
        Jezeli masz na to srodki finansowe to dobrym rozwiazaniem jest zatrudnienie
        raz w tygodniu pani od sprzatania, wtedy macie oboje dodatkowy czas dla
        dziecka.
        PO urodzeniu synka zaczelam wychodzic juz po dwoch miesiacach, ale mam te
        idealna sytuacje, ze moglam ograniczyc swoje wychodzenie z domu do 3 razy w
        tygodniu po 4 godziny, starsza chodzi juz do przedszkola, a niania przychodzi
        nadal w pelnym wymiarze godzin, wiec kazda wolna chwile moge poswiecac
        dzieciom, nie zajmujac sie ponadto zbytnio innymi sprawami. Poza tym moja
        prace moge w duzej mierze wykonywac w domu, co tez czynie jak dzieci spia.
        Weekendy bezwglednie sa rodzinne i oboje z mezem nie poswiecamy ich na zadne
        porzadki ani tym podobne.
        Rozumiem, ze nie wszyscy sa w tak dobrej sytuacji, ale podstawa powinno byc
        zminimalizowanie innych obowiazkow ponad zajmowanie sie dziecmi, a nawet jak
        sytuacja finansowa jest nie najlepsza to duzo juz daje samo to, ze maz w pelni
        wlacza sie w tzw, prace domowe.
        Pozdrawiam Bietka.
    • Gość: blanka Re: dwa w jednym czyli dziecko i praca IP: *.at.ibm.com 11.03.03, 14:46
      Jako matka już starszego dziecka dam ci jedną radę - nie wpadaj w kompleksy,
      jeśli coś ci się nie uda, bo z założenia, jeśli się mówi, że się godzi pracę z
      wychowaniem dziecka, to się mija z prawdą. Dziewczyny piszą o pracy na ół etatu
      albo zleceniach. A co jeśli jedyną realną możliwością pracy jest pełny etat i
      to na drugim końcu miasta? Ja do domu wracałam najwcześniej o 18. Żyłam w
      wiecznym poczuciu winy, podsycanym jeszcze przez pomocną babcię, aż w końcu
      powiedziałam sobie dość. Trudno, jest jak jest i nie ma co rozpaczać. Nie da
      się być jednocześnie dobrym pracownikiem, dobrą matką, żoną itd. Trzeba wziąć
      poprawkę na to, że nikt nie jest ideałem i nie rwać włosów z głowy, jeśli coś
      gdzieś nawali. Wpadamy w kompleksy, bo mamy zakodowane, że powinnyśmy dawać z
      siebie 100% na każdym froncie, ale doba ma tylko 24 godziny i nie da się
      wszystkiego zrobić. Trzeba się nastawić "zrobię wszystko co będę mogła" ale nie
      popadać w paranoję. Trzymaj się.
      • Gość: roxi Re: dwa w jednym czyli dziecko i praca IP: *.gt.saix.net 11.03.03, 15:29
        Dzieki Blanka za twoj e-mail.
        Ja wlasnie czuje jak powoli zaczal sie walic caly swiat na mnie, bardzo
        odpowiedzialna praca (bardzo stresujaca),16-miesieczny cudowny synek, maz ktory
        w niczym nigdy mi nie pomogl. A ktory uwielbia wytykac mi wszystko co zrobilam
        zle, albo co zapomnialam ....Czuje sie okropnie jako matka,zona...i chociaz
        jakbym sie starala jest mi trudno pogodzic wszystkie obowiazki
        • Gość: blanka Re: dwa w jednym czyli dziecko i praca IP: *.at.ibm.com 11.03.03, 15:52
          Ja wtenczas już zdążyłam "wyrwać chwasta", choć i przedtem szczytem poświęcenia
          było wyniesienie śmieci, do tego to ja miałam zarobić, bo ja jakoś fartownie
          pracowałam, a on się biedactwo nigdzie nie mógł dodzwonić w sprawie pracy. Ale
          wracać też powinnam wcześnie, obiadek z dwóch dań zrobić i zakupy przynieść po
          drodze... Trudno, nie jest to przyjemne, jak cię dziecko wita z wydłużoną miną,
          że znowu tak późno. Było mi jej żal, ale miałam rzucić świetnie płatną pracę?
          Dodam, że wcale nie robiłam żadnej kariery, po prostu musiałam nas obie
          utrzymać. A najgorsze było jak się spóźniłam na przedstawienie w przedszkolu,
          bo były korki. Do tej pory mam wyrzuty sumienia. Nie dajmy się zwariować, jak
          chłop marudzi, to niech zarobi na gosposię albo sam zakasze rękawy. Zresztą ja
          polecam takie rozwiązanie wszystkim zapracowanym - np. Ukrainki sprzątają już
          za 6 zł/za godzinę, lepiej zapłacić i wrócić do czystego mieszkania i w spokoju
          zająć się dzieckiem albo odpocząć, a nie rzucać siaty i łapać się za żelazko i
          odkurzacz. Odkąd mam taką pomoc - zdecydowanie odżyłam.
          • Gość: Ada blanka! IP: *.pp.com.pl 11.03.03, 21:43
            blanka - co zrobić?
            Miałam dość dobrze płatną pracę. Zaszłam w ciążę. Zbiegło się to z kłopotami
            finansowymi w firmie - jest w stanie likwidacji. Poszłam na zwolnienie,
            dostaję normalną pensję. Nie mam szans na powrót do firmy, bo lada chwila jej
            po prostu nie będzie. Nie chciałam iść na zwolnienie i brać kasy od ZUSu, ale
            wtedy zarabiałabym połowę mniej niż dotychczas - firma jest na wymarciu.
            Mój facet należy do tych "szukających pracy". Żyjemy z mojej pensji, pomaga
            nam moja mama.
            Obecnie dzieki dużej ilości czasu dorabiam pracą w domu, nawet niezłe sumy. Na
            czarno oczywiście. Finansowo jesteśmy więc ok. Na razie.
            Co będzie potem, gdy już nie będzie ani ZUSu, ani szans na pracę? Może mój
            facet coś w końcu znajdzie, a może nie... Ja mogę nadal pracować w domu - ale
            ile mogę pracować na czarno? Zarejestrowanie działalności podniosłoby
            automatycznie cenę usług o 100% i po prostu straciłabym klientów.
            Mam opory przed publicznym wywnętrzaniem się, boję się ataków ze strony innych
            forumowiczów, ale muszę to napisać: byłabym gotowa odejść od ojca dziecka,
            ale... no właśnie. Mieszkamy daleko od rodzinnych domów. Będę potrzebowała
            pomocy po urodzeniu dziecka. Jest cień szansy, że ojciec dziecka się wykarze.
            A co, jeśli nie? Będę miała na utrzymaniu dwoje dzieci.
            Może to egoistyczne, ale w tym momencie mam klapki na oczach i już nie mogę
            dłużej być tą, która rozumie, wybacza, zarobi, przytuli. Bo przecież się
            kochamy, bo trudna sytuacja na rynku...
            Te klapki na oczach mam od początku ciąży. On juz wie, że jestem
            materialistyczną suką. A te moje wieczne humory, jestem nie do wytrzymania. I
            czy wszystkie baby w ciąży tak mają? Wcześniej przecież byłam inna. Jak w
            ogóle mogę mówić o tym, że bez niego byłoby mi lżej?
            A wcale tak nie sądzę. Nie będzie lżej. Boję się samotności.
            Co mam zrobić? Przeprowadzić się do mamy?! Poczekać co będzie jak urodzi się
            mała? Ile mam jeszcze czekać na poprawę sytuacji na rynku pracy? Do pierwszej
            krwi?!
            • Gość: Kulka Re: blanka! IP: gw:* / 192.168.115.* 12.03.03, 19:39
              Przepraszam, że zabieram głos w tej sprawie, a nie mnie przecież pytałaś, ale
              chcę ci powiedzieć jak było u mnie, a raczej jest. Moja sytuacja jest bardzo
              podobna do twojej, mój mąż też nie ma pracy, stracił ją gdy byłam w ciąży.
              Wcześniej zarabiał dużo. Myślałam, że będzie to trwało miesiąc, dwa a trwa juz
              1,5 roku. Pomagaja nam rodzice. Wiesz, ja kocham swojego męża i wiem, że to nie
              jego wina, ze nie ma pracy. Sprubój spojrzeć na to z tej strony. On jest bardzo
              zażenowany i załamany z tego powodu. Mężczyźni przeżywaja to o wiele gorzej niż
              my. Małżeństwo jest po to, żeby sobie wzajemnie pomagać wspierać się w każdej
              chwili, nie tylko jak jest dobrze, ale też gdy jest źle. Staram się go
              wspierać, choć mi też jest ciężko. Złe chwile miną, napewno i co będziesz czuła
              wtedy, gdy będziesz sama, jak mu popatrzysz w oczy? Powiesz: wiesz kochanie jak
              było źle zostawiłam cię, ale teraz mamy pieniądze wróć do mnie bo nie chcę być
              sama? Uważam że miłość wszystko zniesie, teraz on "stwarza" problem kiedyś
              możesz to być ty. Jesteście po to, żeby się wspierać, a nie zostawiać w
              potrzebie.
              Pozdrawiam
              • Gość: Ada Kulka IP: *.pp.com.pl 12.03.03, 22:57
                Dziękuję za miłe słowa.
                Niestety to nie jest takie proste... Utrzymuję mojego faceta od początku
                istnienia naszego związku, z małymi przerwami, kiedy udało mu się ze trzy razy
                znaleźć pracę, by po 2-3 miesiącach ją rzucić.
                Mam po prostu wrażenie, że się przyzwyczaił i zaczął mnie wykorzystywać.
                Zupełnie przy tym chyba nie zdaje sobie sprawy, że moja cierpliwość się MIAŁA
                PRAWO wyczerpać. Tym bardziej, że już nie będę mogła pracować tak jak
                dotychczas. Ja mam wrażenie, że mimo moich tłumaczeń zupełnie to do niego nie
                dociera. To jest właśnie najgorsze - ta niepewność. Chciałabym ,aby ktoś mnie
                w końcu odciążył od myślenia o domowym budżecie, od zamartwiania się czy
                wystarczy pieniedzy i skąd je wziąć. Dlaczego to musi leżeć tylko na mojej
                głowie?
                • Gość: Kulka Re: Kulka IP: gw:* / 192.168.115.* 13.03.03, 19:23
                  Faktycznie sytuacja jest poważniejsza. Nie myślałam, że tak jest od początku
                  waszego związku, to zmienia postać rzeczy. Może rzeczywiście on należy do tzw.
                  leserów, któremu każda praca nie pasuje. Może postaw mu ultimatum, że jeżeli
                  nie znajdzie pracy to wyprowadzisz się i już. Nie wiem jakie są powody tego, że
                  rzucał pracę, może faktycznie coś tam było nie tak. Postaw sprawę ostro - jak
                  chcesz być ze mną musisz utrzymać dziecko. Będziesz widziała, czy nie ma pracy,
                  bo jej nie ma na rynku pracy, czy mu po prostu nie zależy.
                  • Gość: Ada Re: Kulka IP: 1.5.* / 192.168.2.* 13.03.03, 23:09
                    Ech... odechciewa mi się już wszystkiego. Masz rację, ale sytuacja jest
                    jeszcze bardziej beznadziejna. Parę razy podczas pyskówek proponowałam, aby sę
                    wyprowadził, ale to jak grochem o ścianę. Ja płacę za mieszkanie - dlaczego to
                    ja mam się wyprowadzać z całym majdanem? Ot co. To farsa - ja się wyprowadzam,
                    a on za mną, nie ma przecież kasy na czynsz.
                    Teraz już nie ma pyskówek. Staram się nie odpowiadać na jego złe humory i
                    zaczepki. Co z tego? jego słowa czsami tak bolą, że po prostu ryczę - a on na
                    to, że robię z siebie ofiarę.
                    Nie ma przeprosin. Ja po prostu przestałam urządzać ciche dni i po otarciu łez
                    przechodzę do porządku dziennego. On się przyzwyczaił i uznał, że nie robi nic
                    złego i wcale nie musi mnie przepraszać. Za co? Za to, że nazywa mnie idiotką,
                    głupią cipą i karze mi chodzić do psychiatry zamiast do ginekologa?
                    Ósmy miesiąc ciąży i jest coraz gorzej. On niczego nie dostrzega, już
                    zapomniał, że kiedyś nie nazywał mnie głupią cipą. Przez większość czasu jest
                    przecież ok.
                    • kulka_ Re: Kulka 14.03.03, 17:26
                      No wiesz co! Oburza mnie zachowanie twojego faceta! Jak można tak mówić...
                      szkoda gadać. Masz gadu-gadu? Mój numer 5390780 może pogadamy? Nie możesz tak
                      tego zostawić to dla twojego psychicznego zdrowia koszmar. Musisz rozwiązać tą
                      sytuację.
              • Gość: blanka Re: blanka! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.03.03, 11:39
                Ale są różne typy facetów, niektórzy wcale nie mają stresu z powodu braku
                pracy. Ja co prawda pisałam o sytuacji sprzed 10 lat, ale to nie zmienia faktu,
                że do dziś pamiętam, jak mnie wkurzała sytuacja typu: ja wracam z pracy, w
                ciąży, on siedzi w szlafroku przed komputerem grając w durnowate gry, bo wstał
                o 13, pytam, czy czegoś szukał (sama tez przeglądałam ogłoszenia i przynajmniej
                kilka stwarzało pewne możliwości). No i słyszę, że biedactwo NIGDZIE nie mógł
                się dodzwonić... Ile razy? Dzień w dzień? Jak w końcu postawiłam sprawę na
                ostrzu noża, to coś tam znalazł, za marne grosze, ale też i nigdy nie miał
                zadnych ambicji, żeby coś ze sobą zrobić i zajść wyżej. Twierdził, że to
                dobrze, że tak mało zarabia, bo mogę sobie przez to obniżyć podatek. Z tego, co
                zarobił, 80% szło na jego przyjemności (bynajmniej nie konsultowane ze mną), ja
                ze swojej pensji miałam popłacić rachunki, utrzymać dom itd. Pal sześć, może i
                machnęłabym na to ręką, ale oczekiwałam przynajmniej jakiegokolwiek wsparcia,
                jeśli nie materialnego, to psychicznego, a nie stałego krytykowania, że jestem
                do niczego. Skoro tak, to dlaczego jak wreszcie kopnęłam go w d.., to zaczęła
                się dobra passa? Kupiłam z pomocą rodziców mieszkanie, 2 razy do roku
                dostawałam niekulawe podwyżki, w pracy mnie cenili, awansowałam, skończyłam
                studia, zarobiłam sobie na samochód, po 4 latach zamieniłam mieszkanie na
                większe, miałam za co jeździć na wakacje itd. A on permanentnie jest
                bezrobotny, nic mu nie idzie, w ogóle ma życie pod górkę. Jak tak czasem sobie
                pomyślę, że mogłabym nadal tkwić przy nim, to sobie myślę, że Bóg nade mną
                czuwał, kiedy składałam pozew o rozwód... Trzymajcie się.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka