Gość: jajo
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
27.11.03, 11:16
otóż nie wybieram się na Nemo, ponieważ jestem generalnie wrogiem Disney'a.
Produkcje Disneya są szczytowym produktem popkultury, przemielona
amerykańska papka, wtórne, pozbawione dystansu, pełne za to tandetnej
czułostkowości i taniego efektu. Ostatni film Disneya na jaki dałam się
namówić to prosiaczek i przyjaciele - byłam razem z trzyletni synkiem.
Synek jest gorącym wielbicielem Kubusia Puchatka i Chatki Puchatka, nie
pójdzie spać bez swego ulubionego puchatka, ma swoje ulubione historyjki. I
dlatego bardzo żałowałam, że go zabrałam na taką chałę.
1. Tłumaczenie, disney pożałował na prawa autorskie dla spadkobierdców Ireny
Tuwim, którzy dochody z tego tytułu przekazują fundacji SOS - wspierającej
dzieci - w efekcie zamiast Sowy Przemądrzałej mieliśmy pana sowę, zamiast
Kubusia Puchatka - Kubusia, zamiast znanego wierszyka "Im bardziej pada
śnieg, tym bardziej sypie śnieg..." - jakąś karykaturę. Naprawdę trudno
lepiej przetłumaczyć Kubusia Puchatka niż zrobiła to Irena Tuwim. Odkrywanie
ameryki - wymyślanie nowych określeń w takim przypadku, gdy tłumaczenie
żyje w świadomości kilkiu pokoleń - kompletny nonsens!!! Przy takich
nakładach na reklanę pożałować na coś takiego???
2. Nachalna dydaktyka, wymuszony humor, brak dystansu do postaci - niewiele
pozostało z tego co jest w książce, a i tak ta produkcja była podobno
najbliższa ksziążce.
3. Cukierkowa animacja - obejżyjcie sobie ilustracje Shepparda w książce -
przepaść - całkowity brak poezji - umowności - kropka postawiona nad i - dla
słabowrażliwych - chodujemy sobie na pokolenie zjadaczy hamburgerów w
McDonald,s równie pozbawionych finezji co niezdrowych i tuczących
3. Coś co mnie najbardziej zbulwersowało... Tanie efekciarstwo, jak z filmów
klasy C - ten Prosiaczek ratujący Puchatka, który zawisł na drzewie nad
urwiskiem, w tle burza i pioruny. Fuj...