Może Ameryki nie odkryję pisząc o tej znaczeniu karty Śmierc jednak
dla mnie głębsze jej zrozumienie przyszło przed chwilą przy kawie i
serku z miodem...
Czytam najnowszy numer Zwierciadła (listopad 2009) i artykuł "W
stronę śmierci - próba generalna":
www.zwierciadlo.pl/temat-miesiaca/xxx.html
Proces śmierci (zgonu) ma dzięki temu dla mnie bezpośrednie
przełożenie na tarotową Śmierc, a zwłąszcza fragment:
Nieżyjący już wybitny psychoonkolog Carl Simonton, pracujący z
ludźmi chorymi na raka, konfrontację ze śmiercią uczynił kluczowym
punktem terapii. Wizualizacja własnej śmierci dla większości chorych
jest jak przebudzenie z koszmarnego snu, nawykowego, podszytego
lękiem działania. Chorzy doświadczają głębokiej pozytywnej przemiany
i często zdrowieją. Układają na nowo życiowe priorytety, przestają
przywiązywać wagę do spraw błahych, zyskują siłę do podejmowania
decyzji, zaczynają doceniać bliskość i zażyłość i dążą do niej,
odkrywają potęgę teraźniejszości, życia chwila po chwili. Budzą się
do zachwytu i wdzięczności, a przede wszystkim do współczucia. Jak
pisze Sogjal Rinpocze w „Tybetańskiej księdze życia i umierania":
„Kiedy uprzytomniamy sobie wreszcie, że umieramy, że wraz z nami
umierają wszystkie istoty, budzi się w nas palące, niemal
rozdzierające serce poczucie kruchości i drogocenności każdej chwili
i każdego życia; odkrycie to może zrodzić głębokie, czyste,
bezgraniczne współczucie dla wszystkich żyjących istot".
Patrzenie w śmierć zwraca ku życiu. Jest najbardziej życiodajnym
posunięciem, jakie można sobie wyobrazić. Konfrontacja z nią nie
tylko nie pozbawia energii, ale rozwiewa smutek, pomaga tworzyć życie
pełne harmonii i spokoju, zaangażowania, więzi z ludźmi, znaczenia i
samorealizacji, wyzwala miłość do życia, jakiej wcześniej nie
znaliśmy.
Przy pojawianiu się w moich rozkłądach Śmierci bardzo często kojarzę
stereotypowo - zerwnie z dotychczasowym myśleniem, życiem, bólem (dla
tych którzy pamiętają - mój opis osobistego snu o Śmierci również).
Teraz zrozumiałam, że traktuję kartę Śmierc powierzchownie, nie biorę
pod uwagę samego procesu, przygotowywania się psychicznego do zmiany.
Też boję się śmierci - karty Śmierc nie. Jak to pogodzic? Moze kiedyś
się uda
Polecam artykuł.