Dodaj do ulubionych

Jak badano Całun Turyński

18.09.24, 05:50
Jak badano Całun Turyński

Szkoła niestety nie uczy metody naukowej ani zasad sceptycznego myślenia. Powiedziałbym wręcz, że na katechezie stara się ich oduczyć. Skutki są groźne dla społeczeństwa.
Portale obiegła ostatnio ciekawostka, że włoski uczony poddał Całun Turyński analizie, na podstawie której udowodnił, że płótno ma 2000 lat, ergo może być autentyczną relikwią po Jezusie. Potępiano przy tym niedowiarków takich jak ja, którzy nadal więcej zaufania mają do badania z 1988 r., gdy ustalono, że Całun pochodzi ze średniowiecza.

Jak wyglądałoby badanie mogące przekonać sceptyka? Przede wszystkim nie powinno być pojedyncze. Pojedynczy badacz może się pomylić, nawet działając w dobrej wierze. Wszyscy jesteśmy podatni na tzw. błąd potwierdzenia (confirmation bias), za sprawą którego widzimy to, co chcemy zobaczyć. Sceptycy jednak wypracowali metody na eliminowanie tego zjawiska.

Jedną z nich jest ślepa próba. Polega na tym, że nie wiemy, co badamy. Za moich czasów nauka na Wydziale Chemii Uniwersytetu Warszawskiego zaczynała się właśnie od tego – student dostawał probówkę zawierającą nie wiadomo co. Trzeba było samemu zaplanować serię eksperymentów, żeby to zbadać.

Kolejnym zabezpieczeniem jest powtarzalność (ten sam badacz kilkakrotnie powtarza eksperyment, by się upewnić, że za każdym razem wychodzi to samo) i odtwarzalność (inni badacze robią to samo i mają te same wyniki). Jeden, a nawet dwa pomiary nie mówią nic. Profesor Aleksander Krupkowski, który mnie tego uczył, zwykł mawiać: „Byli sobie dziad i baba, bardzo starzy oboje, więc nie byli próbką istotną statystycznie, bo mieli n=2”.

Poprawnie przeprowadzone badanie – takie mogące przekonać sceptyka – powinno więc wyglądać następująco. Przeprowadza je nie jeden zespół, ale co najmniej trzy, działające niezależnie od siebie. Te zespoły dostają próbkę Całunu, ale nie tylko. Dla zmyłki dajemy im jeszcze tzw. grupę kontrolną, czyli inne próbki, których wiek znamy skądinąd. Oczywiście zachowujemy warunek ślepej próby. Badacze nie wiedzą, która próbka pochodzi z jakiego źródła. Dostają po prostu zapieczętowane i ponumerowane pojemniki. A co się kryje pod którym numerem, wie tylko komisja organizująca badanie, w której powinni zasiadać przedstawiciele Kościoła.

Powyższe warunki eliminują zarówno „efekt potwierdzenia”, jak i jakieś drobne błędy wynikające z niedokładności samej procedury. Wszystkie zespoły badawcze nie mogą się przecież pomylić dokładnie w ten sam sposób.

Jako sceptyk zaakceptuję tylko badanie spełniające powyższe warunki. Nie do zrobienia? Ależ właśnie te warunki spełniało badanie z 1988 r. Próbki wysłano wówczas do trzech różnych laboratoriów – w Zurychu, Arizonie i Oksfordzie, z których każde posługiwało się inną metodologią (ogólna zasada wszędzie była taka sama, ale różne stosowano np. procedury oczyszczania próbki).

Przy pieczętowaniu pojemników Kościół reprezentował osobiście arcybiskup Turynu, kardynał Anastasio Ballestrero. Próbki dla zmyłki pobrano z różnych grobów, których wiek ustalono archeologicznie lub historycznie, np. ze szczątków św. Ludwika z Tuluzy (krewnego naszych władców z dynastii andegaweńskiej).

Wszystkie laboratoria uzyskały dla każdej z czterech próbek zbliżone wyniki. Próbkę numer 1 datowano na XIII stulecie, próbkę numer 2 na XII stulecie, próbkę numer 3 na I stulecie, próbkę numer 4 znów na XIII. Próbka Całunu była w pojemnikach numer 1, taka była decyzja arcybiskupa. Później badanie za to krytykowano jako zaburzenie warunku ślepej próby („mogli się domyślić!”), ale to już wydaje mi się czepialstwem. W końcu dla każdej liczby można by dorobić jakieś religijne uzasadnienie (dwa, bo podwójna natura Jezusa; trzy, bo Trójca...).

CDN...
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Jak badano Całun Turyński 18.09.24, 05:50
      Dla mnie to zamyka temat. Autorzy katoliccy później krytykowali to badanie, zdradzając nieznajomość samej zastosowanej procedury, np. nie wiedzieli o grupie kontrolnej, więc twierdzili, że „ta metoda jest niedokładna” (ale wiek pozostałych trzech próbek zmierzono dokładnie) albo że „całun był zanieczyszczony” (jakby w 1988 r. nie znano środków czyszczących), albo wręcz że to spisek ateistów (do którego należał kardynał Ballestrero?).

      W porównaniu z powyższym to najnowsze badanie wygląda słabiutko. Autor w publikacji zaznaczył, że aby jego metoda dowodziła autentyczności Całunu, trzeba zrobić absurdalne założenie, że przez pierwsze 14 stuleci był przechowywany w stałej temperaturze 22,5 stopnia i w stałej wilgotności 55 proc. To już nawet nie jest błąd poznawczy, to dorabianie naciąganych założeń pod tezę.

      Szkoła niestety nie uczy metody naukowej ani zasad sceptycznego myślenia. Powiedziałbym wręcz, że na katechezie stara się ich oduczyć. Skutki są groźne dla społeczeństwa. Przecież cały mit „trotylu na tupolewie” wziął się z tego, że redaktor Cezary Gmyz nie ogarnia szkolnych podstaw chemii. A ileż nasi prawicowi publicyści popełnili równie głupich tekstów o szczepionkach, klimacie, wirusach albo biologii, która rzekomo twierdzi, że „są tylko dwie płcie”...

      Całego społeczeństwa nie uratuję, ale mogę przynajmniej wpływać na uczniów i czytelników. Mam nadzieję, że wybaczą mi państwo odrobinę autopromocji – właśnie wychodzi moja popularnonaukowa książka „BUM! Wszystko, co musisz wiedzieć o chemii, żeby przeżyć kolejny dzień”. Próbuję w niej przybliżyć podstawy tej szlachetnej nauki. Pewnie niestety jednak nie przeczytają jej ci, którzy najbardziej powinni, ale gdyby redaktor Gmyz się jednak przełamał, obiecuję mu egzemplarz z dedykacją...

      Wojciech Orliński
      Polityka 39.2024 (3482) z dnia 17.09.2024; Felietony; s. 129
      • grzespelc Re: Jak badano Całun Turyński 19.09.24, 12:42
        Redaktor Gmyz i jemu podobni prawdopodobnie sami nie wierzyli w żaden trotyl. Propaganda to przecież nie coś, w co się wierzy, tylko w co się każe wierzyć innym. Owszem, zdarza się niektórym uwierzyć we własne kłamstwa, ale nie w momencie kłamania, tylko potem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka