Dodaj do ulubionych

czy się nam uda? Próbować?

05.07.12, 18:36
Przepraszam,że jakoś teraz potrzebuję rad Waszych kart i zwracam się o pomoc, nie pierwszy już raz.
Jednak może ktoś się znajdzie, kto doradzi.
Otóż dla niewtajemniczonych...syn siostry przebywa (zgodnie z postanowieniem sądu) miesiąc u ojca.

Siostra dzisiaj rozmawiała przez telefon z synkiem. Mówił,że tęskni i na pytanie "czy jest zadowolony z pobytu, czy mu się podoba" odpowiedział "trochę".
Znamy szkraba i wiemy, że miesiąc to dla niego będzie naprawdę za długo... potrzebuje kontaktu z ojcem,ale NIE AŻ TAKIEGO. Tym bardziej, że pan tatuś ma firmę i podrzuca syna do dziadków, a to dla małego nie jest już taką atrakcją (synek mówił,że jest u dziadków).
Siostra chce się starać wnieść pismo do sądu, żeby kolejne wakacje z ojcem nie trwały miesiąc tylko mniej. (dodam,że początkowo sąd dał tatusiowi 2 tygodnie, po czym ten się odwołał i dostał miesiąc- z grubej rury).

Dodam, że obecnie mieszka tam kochanka, więc nie jest to korzystne dla małoletniego.

Czy mamy szansę na to, żeby ten okres został zmniejszony? Czy argumenty siostry trafią do sędziny??
Obserwuj wątek
    • asia.33 Re: czy się nam uda? Próbować? 05.07.12, 18:52
      zanim wniosek bedzie rozpatrzony to Mały wróci
      sady niechetnie skracaja gdy widza ze ojciec zabiega o wizyty, spojrza na to ze matka celowo nie pozwala na kontakt sad
      nie panikujcie , nic sie Malemu nie stanie , niech pobedzie u dziadków oni tez moga wnosic o widzenia wiec tu sad nie bedzie mial za zle ze jest u dziadkow
      dziewczyny patrzcie na Małego, to nie jest komfortowa sytuacja ale on potrzebuje dwojaga rodzicow , tym bardziej ojca bo to chlopczyk
      jesliojciec nie zaniedbuje dziecka o spelnia swoje obowiazki sad moze krzywo patrzec na wnioski o skrócenie
      nie robcia tak, ze jak Mama dzwoni to jest smutna czy placze Malemu do słuchawki ..Mały moze myslec ze Mamie sie krzywda dzieje i moze to bardziej przezywac niz sam pobytu Dziadkow czy ojca . Musicie dziwlnie to zniesc. Jak wróci opowie jak było, tylko nie pytajcie na siłe , sam nieh mówi , poczekajcie az bedzie chciał sam mówic o tym.
      Wiem , ze Mamme ciezko i teskni ale dziecko naprawde musi miec kontakt z ojcem by prawidłowo sie rozwijac , sa ojcowie, ktorzy wogole nie chca kontaktu z dziecmi i to jest tragedia
      • zoselin1987 Re: czy się nam uda? Próbować? 05.07.12, 19:03
        Ja wiem asiu, że mały już wróci. Chodzi nam o następne wakacje.
        A tatuś zabiega i owszem,ale na pokaz... pewnie wiesz o tym.
        Dziadkowie już wnosili o widzenia i mają przez sąd je przyznane (co prawda nie w takim stopniu jak chcieli.... tyle dobrze).
        Wiem, wiem. Przez telefon ona nie płacze... trzyma się. Jest wesoła, więc tutaj spokojnie.
        asiu,
        my nie chcemy tego kontaktu zabraniać. Naprawdę.
        Uwierz, że mały nie jest tak zżyty z dziadkami, ani ojcem, żeby talk przesiadywać u nich.
        Poza tym to miały być wakacje ojca z dzieckiem.... a nie z dziadkami.....albo z ojcem i kochankią.
        A on jego podrzuca, bo sam pracuje... podczas gdy matka siedzi w domu, bo akurat jest nauczycielem z zawodu,więc wiadomo...wakacje.
        • asia.33 Re: czy się nam uda? Próbować? 05.07.12, 19:22
          nie ingerujcie jednak ..przeciez na sprawie mozna zdac reacje jak było, bo sprawy beda jeszcze prawda? na kolejnej sprawie mozna to zmienic.
          Jak Mały wróci zoabczycie jak było, opowie i albo bedzie cchial sam tych kontaktów albo nie .
          Ja wiem jak jest tyle tylko, ze to naprawde na niekorzysc dziecka takie rozgrywki miedzy rodzicami. Moja corka ma fajny kontakt z ojcem teraz po wielu latach ale gdybym ich odsuneła badz zabraniała byc moze miałaby do mnie pretensje i oskarzałaby mnie o to do konca zycia a tego nie chce ...ona ma byc szczesliwa bo nie ma tu jej winy ..to samo Mały
          a to ze nie ma wiezi takiej to niech tez zoabcza jak to jest miec wnuka czy jak to byc ojcem ze to nie łatwe . bo koniety narzekaja , ze same wychowuja dzowci ale jak ktos chce zblizyc sie to nie pozwalaja sobie pomoc. Wiesz ja po prostu musze byc obiektywna i patrzcie co dla Malego dobre czego on potrzebuje nie czego Mama, nie ma co panikowac , nic sie nie dzieje..gdyby Mały byl zaniedbywany lub zostawiany sam wtedy nawet z policja mozna odebrac małego ale to ze jest u dziadkow przez czesc dnia o ojciec w pracy to nic złego naprawde
          Ja wiem, ze to przykre i bolesne bo sama to przerabiałam ale po czasie wiem , ze najwieksza cene za rozwod ponosi dziecko ! Ono nie ma nic wspolnego ze sprawami rodziców i nie wie nawet, jest tu zagubione i nie rozumie co sie dzieje ta knaprawde.
          • zoselin1987 Re: czy się nam uda? Próbować? 05.07.12, 19:26
            zgadzam się z Tobą asiu całkowicie. Dziecko nie jest niczemu winne.
            Gdyby siostra nie patrzyła na synka, to robiłaby wszystko, żeby te kontakty utrudniać, a tego przecież nie robi...kontakty odbywają się regularnie.
            • asia.33 Re: czy się nam uda? Próbować? 05.07.12, 19:31
              co roku Mały bedzie starszy i madrzejszy i sam bedzie juz decydowal czy cche sie z tata widziec , zoabczysz sam to oceni z czasem i jesli te kontaty nie beda jemu odpowiadac to zwyczajnie powie ojcu nie chce cie widywac a wtedy Mama bedzie szacunek miala tez ze nie nastawiała dziwcka tylko ze to decyzja jego własna. Mama zawsze bedzie Mama i nikt Jej nie zastapi o to mozecie byc spokojne.
              • zoselin1987 Re: czy się nam uda? Próbować? 05.07.12, 19:34
                pewnie masz rację... tylko trochę minie czasu, zanim to nastąpi.



                a tak na marginesie....
                ja i siostra mamy takie poczucie krzywdy, że nie potrafię sobie z tym poradzić sad Cała rodzina darzyła go takim szacunkiem, sympatią, a on po prostu przekreślił wszystko dla jakiejś dziuni....

                Nie wiem. Nie umiem sobie z tym po prostu poradzić sad sad sad
                • asia.33 Re: czy się nam uda? Próbować? 05.07.12, 19:41
                  wiem i rozumiem i nikomu nie zycze takich przezyc sad
    • zoselin1987 Re: czy się nam uda? Próbować? 05.07.12, 19:48
      sad

      Może nie życzę temu człowiekowi najgorszego,ale życzę mu z całego serca, żeby to zło do niego wróciło, żeby ta jego pani potraktowała go tak samo jak on potraktował nas wszystkich.... i żeby z nią nie był szczęśliwy....

      Inaczej nie umiem...
      • mrgodot Re: czy się nam uda? Próbować? 05.07.12, 20:48
        zoselin1987 napisała:


        > Może nie życzę temu człowiekowi najgorszego,ale życzę mu z całego serca, żeby t
        > o zło do niego wróciło, żeby ta jego pani potraktowała go tak samo jak on potra
        > ktował nas wszystkich.... i żeby z nią nie był szczęśliwy....

        No właśnie życzysz a jak sama napisałaś - zło wraca. Uważaj żeby nie wróciło do ciebie.
        Różnie się ludziom życie układa i nie nam oceniać co dobre, co złe. A nawet jak oceniamy to przede wszystkim trzeba uwzględnić wolną wolę człowieka. Każdy odpowiada sam za siebie. Możesz powiedzieć, że byś tak nigdy nie zrobiła. Życie weryfikuje czasem nasze postawy i postanowienia.

        I przyznam, że nie rozumiem na jakiej podstawie twierdzisz, że syn twojej siostry nie potrzebuje aż tak długiego kontaktu z ojcem. Jaki by ten ojciec nie był (pod warunkiem, że go nie bije itp) to jest jego ojcem a dziecko potrzebuje ojca. Poza tym w ten sposób odmawiasz swojej siostrze prawa do ułożenia sobie życia z kimś innym - bo przecież jak mogłaby zapraszać do domu kochanka skoro tam jest jej syn i musiałby na to patrzeć? Per analogiam oczywiście.
        • zoselin1987 Re: czy się nam uda? Próbować? 05.07.12, 20:58
          A dlaczego miałoby wrócić do mnie, skoro jak tylko mogę to pomagam ludziom....
          Nie mam nic na sumieniu....

          Jak możesz powiedzieć, że nie nam to oceniać, co jest dobre, a co złe? Jeśli jakiś czyn, kaprys krzywdzi tyle ludzi wkoło to jest to chyba złe, prawda?????? Naprawdę uważasz, że najważniejsza jest wolna wola człowieka? Mogę robić co mi się podoba, nie zważając na uczucia innych....?? Chyba mamy różny światopogląd.
          TAK, mogłabym powiedzieć, że tak bym nie postąpiła, bo za bardzo się liczę z uczuciami innych ludzi i wyznaję zasadę " nie rób drugiemu, co Tobie niemiłe"...

          Jeśli nie widzisz nic zdrożnego w tym, że ojciec pozbył się matki z ich dzieckiem i jego dziecko mieszka u teściów oraz w tym, że kochanka mieszka w domu, a on nie ma nawet rozwodu to... nie mam nic do dodania.
          • mrgodot Re: czy się nam uda? Próbować? 05.07.12, 21:20
            zoselin1987 napisała:

            > A dlaczego miałoby wrócić do mnie, skoro jak tylko mogę to pomagam ludziom....
            > Nie mam nic na sumieniu....
            Oprócz tego co jeszcze raz zacytuję bo widzę, że zapomniałaś co napisałaś: "Może nie życzę temu człowiekowi najgorszego,ale życzę mu z całego serca, żeby to zło do niego wróciło, żeby ta jego pani potraktowała go tak samo jak on potraktował nas wszystkich.... i żeby z nią nie był szczęśliwy...."
            Jeśli życzysz człowiekowi żeby nie był szczęśliwy, żeby go ta kobieta go potraktowała źle to właśnie życzysz mu źle.

            > Jak możesz powiedzieć, że nie nam to oceniać, co jest dobre, a co złe? Jeśli ja
            > kiś czyn, kaprys krzywdzi tyle ludzi wkoło to jest to chyba złe, prawda?????? N
            > aprawdę uważasz, że najważniejsza jest wolna wola człowieka? Mogę robić co mi s
            > ię podoba, nie zważając na uczucia innych....?? Chyba mamy różny światopogląd.
            > TAK, mogłabym powiedzieć, że tak bym nie postąpiła, bo za bardzo się liczę z uc
            > zuciami innych ludzi i wyznaję zasadę " nie rób drugiemu, co Tobie niemiłe"...

            Tylu czyli ilu? A ilu uszczęśliwia a dla ilu jest obojętny? iIe przeczytałaś dokładnie tego co napisałam a już zdążyłaś opisać. Ktoś jest szczęśliwy, ktoś nie jest ale może będzie kiedyś. Życie to nie czerwony dywan usłany różami. Czasem to kocie łby i kolce od róż pod stopami.
            Nie o to chodzi czy wola człowieka jest najważniejsza tylko o to, że człowiek ma wolną wolę i się nią posługuje. I jeśli dokonuje wyboru i odchodzi od żony i dziecka to jest to jego wybór i on za ten wybór będzie ponosił odpowiedzialność przez całe swoje życie. Nie ty, bo ty go nie zmienisz. On za to będzie odpowiadał i nie przed tobą.

            >nie widzisz nic zdrożnego w tym, że ojciec pozbył się matki z ich dziecki
            > em i jego dziecko mieszka u teściów oraz w tym, że kochanka mieszka w domu, a o
            > n nie ma nawet rozwodu to... nie mam nic do dodania.

            Nie widzę nic zdrożnego w mieszkaniu u teściów, ani w mieszkaniu z kochanką, ani w ogóle w posiadaniu kochanki. I w ogóle nie rozumiem słowa "zdrożne" - czy to jest określenie czegoś nieprzyzwoitego? Nagannego? A może zboczonego? Nie, tu nic nie widzę.

            A wiesz co widzę? Szkoda mi tego dziecka, że mu się życie rozpadło i twojej siostry, że ją to spotkało. Że akurat musiała trafić na takiego mężczyznę. I w jakims sensie szkoda, że ty zamiast jej pomóc poskładać życie na nowo wywołujesz burzę w szklance wody z chęci zemsty. Zemsta jest złym rozwiązaniem a nienawiść złym doradcą. A dobrymi chęciami to piekło jest wybrukowane.
            Kiedyś to może zrozumiesz.
            • zoselin1987 Re: czy się nam uda? Próbować? 05.07.12, 21:39
              Widzisz, śmiem twierdzić, że nie znalazłaś się w takiej sytuacji, więc nie potrafisz mnie zrozumieć. Nie, nie jestem mściwa, ani zawistna.... przekonałabyś się o tym, gdybyś mnie znała. Chciałabym po prostu, żeby krzywdzenie innych nie uchodziło płazem.... i nie mówię tutaj tylko o naszej sytuacji, a tak ogólnie.

              Widzisz, nie musisz mi mówić tak oczywistych rzeczy, bo jestem tego świadoma, że życie nie jest usłane różami... mam oczy, widzę co się dzieje wokół, czuję, więc mam świadomość, że życie potrafi dać niezłego kopa. Nie ma w tym nic odkrywczego.


              Wybacz, jeśli Ty nie widzisz nic zdrożnego w tym, że ktoś ma kochankę to mi ręce opadają.... (tak dla wyjaśnienia: TAK, zdrożny=nieprzyzwoity). Jeśli ślubuję przed Bogiem miłość, wierność i uczciwość małżeńską to zdaję sobie sprawę z powagi tej przysięgi.... i jeśli mnie mąż nie katuje, a po prostu jest coś nie tak, to robię wszystko, żeby to naprawić, stworzyć tą pełną rodzinę dziecku a nie szukam pocieszenia w innym mężczyźnie.... ale nie mam zamiaru Ci tego tłumaczyć,naprawdę.
              Może ja po prostu jestem z jakiejś epoki kamienia łupanego, bo dla mnie rodzina, małżeństwo JEST WARTOŚCIĄ.

              I proszę Cię, powstrzymaj się od słów " zamiast jej pomóc poskładać życie na nowo to wywołujesz burzę w szklance wody" sprawiasz mi ogromną przykrość, bo gdyby nie ja, gdyby nie moi rodzice to moja siostra mogłaby się uciec do najgorszego, czyli do odebrania sobie życia".
              Nie drąż tematu i daj spokój.
              • mrgodot Re: czy się nam uda? Próbować? 05.07.12, 22:10
                zoselin1987 napisała:

                > Widzisz, śmiem twierdzić, że nie znalazłaś się w takiej sytuacji, więc nie potr
                > afisz mnie zrozumieć. Nie, nie jestem mściwa, ani zawistna.... przekonałabyś si
                > ę o tym, gdybyś mnie znała. Chciałabym po prostu, żeby krzywdzenie innych nie u
                > chodziło płazem....
                Ty też się w takiej sytuacji nie znalazłaś. Nie jesteś Zoselin sędzią, nie tobie wymierzać sprawiedliwość. Po prostu życząc komuś źle, życzysz źle i to jest niepodwarzalny fakt.

                > Wybacz, jeśli Ty nie widzisz nic zdrożnego w tym, że ktoś ma kochankę to mi ręc
                > e opadają.... (tak dla wyjaśnienia: TAK, zdrożny=nieprzyzwoity). Jeśli ślubuję
                > przed Bogiem miłość, wierność i uczciwość małżeńską to zdaję sobie sprawę z pow
                > agi tej przysięgi.... i jeśli mnie mąż nie katuje, a po prostu jest coś nie tak
                > , to robię wszystko, żeby to naprawić, stworzyć tą pełną rodzinę dziecku a nie
                > szukam pocieszenia w innym mężczyźnie....

                Szanuję ludzkie wybory jakie by one nie były. Mam swój własny stosunek do nich, swoją ocenę ale nigdy nie obejmuje ona rzucania - nawet tak tylko w eter - życzeń żeby ktoś był nieszczęśliwy, żeby mu się nie powiodło, żeby ona od niego odeszła, itp. To jest po prostu nieetyczne.
                Jeśli ślubujesz przed Bogiem to znaczy, że jesteś osobą wierzącą, pewnie katoliczką. A znasz nauki Chrystusa? Pamiętasz? Umiesz nadstawić drugi policzek? Celowo o tym nie wspomniałam ponieważ ja jestem agnostykiem ale wiem sama z siebie, że nie wolno nam innych osądzać pobieżnie na podstawie tego co my byśmy zrobili na ich miejscu albo czego nie zrobilibyśmy nigdy. Już nawet nie chcę przytaczać sławnego "tyle wiemy o osobie ile nas sprawdzono" bo to kolejna oczywistość, którą mimo wszystko pomijasz.

                > Może ja po prostu jestem z jakiejś epoki kamienia łupanego, bo dla mnie rodzina
                > , małżeństwo JEST WARTOŚCIĄ.
                A życie, wolność, godność, równość, braterstwo, sprawiedliwość, miłość, uczciwość, honor, prawa człowieka, swoboda przekonań i wypowiedzi, prawo do dążenia do szczęścia, samorealizacji, itp, itd - to nie są wartości? Żyjemy Zoselin w świecie wartości. Świat jest ich pełen. Do koloru, do wyboru. Dla mnie to wszystko są wartości, a życie zmusza nas czasem do stawiania jednej ponad drugą. Nie da się siedzieć między dwoma krzesłami bo prędzej czy później spada się na tyłek.
                Nie, nie jesteś z epoki kamienia łupanego. Jesteś tylko bardzo dogmatyczna bo po prostu jeszcze nie doświadczyłaś konfliktu a chciałabyś widzieć wszystko w kategoriach czarne-białe. A tak nie jest. Życie cię jeszcze nie doświadczyło.
                Skąd wiesz, że ta jego kobieta to nie jest miłość? I skąd wiesz, że rozpad tego związku nie jest szansą na prawdziwą miłość dla twojej siostry? I życiowym doświadczeniem? Życie nas doświadcza nie po to żeby nas złamać ale po to żeby nas naprowadzić na właściwą drogę.

                Z tego co wiem to gdyby twój mąż cię bił to ciągle twoja religia nie dawałaby ci prawa do szczęścia bo przecież ślubowałaś, że aż do śmierci będziesz znosić wszystko. Obyś to szczęście znalazła bo inaczej - przy takiej bezkompromisowej postawie - znajdziesz się w sytuacji bez wyjścia

                Daj prawo innym do jego szukania nawet jeśli błądzą.
              • asia.33 Re: czy się nam uda? Próbować? 05.07.12, 22:13
                nie chce wchodzic miedzy wasza dyskusje ale Dziewczyny nie jestem za nienawiscia ani zemsta nie mniej jednak ciesze sie z jednego, ze sa takie wartosci dla młodych ludzi jak MAŁZENSTWO. W dzisiejszym swiecie celebrytow mamy przyklady ...zamiast walczyc lub chocby sie starac o Rodzine łatwiej odejsc do kochanki - tosa ludzie ze swieczników - stanowia przykład...nie udawajmy i nie popierajmy takich postaw. Owszem jesli ludzie sie rozstaja i dochodzi do tego , ze facet zamieszkuje z kochanka nawet nie stara sie stworzyc pozorow ..to trzeba sie zastanowic czy warto załowac takiego faceta -jego odejscia? Moze nalezy w tym upatrzec swoja szanse , ze skoro malzenstwo dziecko dom nie stanowia dla niego takiej wartosci to nie ma tu wspolnych celow i jest duza roznica w swiatopogladzie a tym samym nie ma szansy na to ze ten zwiazek przetrwa czy malzonkowie pogodza sie. Jasne, ze towarzyszyc beda temu przez dluzszy czas emocje , bo to swego rodzaju walka o wszytsko juz i nie da sie tego czasami na spokojnie rozstrzygnac, kobieta walczy o alimenty dla siebie i dzicka a co robi on stra sie ich nie dac - tak jest i ie ma co ukrywac to jest spirala , ktora sie sama nakreca. Jesli facet postepuje z wyrachowaniem i nie patrzy na uczucia innych nie ma co załowac ze zwiazek sie rozpadł, wywalczyc ile sie da ...moze wywalczyc to złe slowo wyegzekwowac i aby dziecko jak najmniej miałao z tym wspolnego - w sensie bycia swiadkiem.
                Bardzo sobie cenie wartosci rodzinne i nie popre nawet przyjaciólki jesli zwiaze sie z zonatym - owszem to byłaby jej decyzja ale nie pomoge jej w tym ani tez nie popre ..nie wiem czy nadal moglabym sie z nia przyjaznic po prostu to dla mnie zbyt wazne a w zyciu nam po drodze z ludzmi , z ktorymi mamy wiecej wsponego i wiele nas łaczy niz dzieli. No i jest tez tak, ze nie da sie samemu walczyc z tym , trzeba ujrzec dobre strony sytuacji.... szukac ich chocby na siłe dla siebie ...bo nie da sie byc z kims z obowiazku- to sie nie uda a w milosci chodzi o milosc wlasnie ta , ktora kaze myslec o drugiej osobie juz na pare chwil gdy zamkna sie za nia drzwi. Musicie miec nadzieje ze siostra znajdzie swoje szczescie bo jakis sens tego byc musi. Ja bym proponowała zaczac od siebie czyli od Ciebie zoselin... spojrz na to inaczej , nie rozpamietuj tego co było zacznij od chwili obecnnej ocen sytuacje ...siostra została z dzieckiem bo facet był drań , podzielic mieszkanie , uzyskac jak najwiecej finansowo od niego i strac sie zaczyna c od nowa . nie nakrecac sie tylko pokazac siostrze , ze swiat jest piekny, ze ma szanse byc szczesiwa , spotkac kogos kto pilelegnuje takie same wartosci bo to da jej gwarancje szczescia, nie ma co rozdrapywac ran - choc rozumiem to sie dopiero co stało i emocje sa wszytskie jakie mozna nazwac...ale czas spojrzec chłodno - tu sila w najblizszych bo siostar bedzie miala takie wahania emocji - ale Wy starajcie sie nie dopuscic do tego...moze warto powiedziec tez siostrze "to nie byl facet dla ciebie , nie pasowaliscie do siebie , jestescie inni" to nie znaczy ze swiat sie konczy ..moze wrecz przeciwnie-byc moze siostra by go nigdy nie zostwiła ale mozliwe ze ma gdzies to swoje szczescie i na nia czeka , nie chce byc gornolotna ale szuajcie pozytywów, nie bedzie latwo ale 1/3 kobiet to przerabia ,stja sie silniejsze, pewniejsze swoje wartosci , robia kariery, znajduja nowe milosci. Nie ma co tracic siły i energie nad tym by jak to sie mówi "płakac nad rozlanym mlekiem" trzeba myslec co dalej i w rodzinie tej najblizszej siła
                • 4_mariamagdalena Re: czy się nam uda? Próbować? 06.07.12, 07:47
                  Przepraszam z góry, że zabieram głos. Nie mam zdolności ani predyspozycji do stawiania kart Tarota, ale czytam to forum regularnie i czasem proszę Dziewczyny o pomoc.
                  Zoselin1987, wiem, jak ciężko jest spojrzeć na sprawę "z boku", z wyciszonymi emocjami.
                  Ale jako matka dziecka, którego ojciec i dziadkowie nie chcą widywać powiem Ci, że bardzo bym się cieszyła, gdyby mój syn miał z nimi kontakt. Choć ojca mego dziecka nie chciałabym juz nigdy więcej spotkać, budzi on we mnie odrazę (za znęcanie fizyczne i psychiczne), to tylko i wyłacznie ze wzgledu na syna pragnęłabym kontaktu dziecka z jego rodziną. Od niezgody na to, że ktoś może w taki sposób postępować do pogodzenia się z tym, że tacy ludzie są na świecie, moze też do wybaczenia, droga długa. Ale pomogłoby to przede wszystkim Twojej siostrze. Złe emocje warto odsunać dla własnego dobra, by ruszyć dalej. Nie zabierajcie dziecku kontaktu z drugą rodziną. Wyrządzicie mu tym wielką krzywdę.
    • 1alaska Re: czy się nam uda? Próbować? 10.07.12, 23:34
      a tego miesiąca nie można by podzielić na dwa razy po dwa tygodnie? może taki czas byłby ciekawszy dla dziecka?
      • zoselin1987 Re: czy się nam uda? Próbować? 11.07.12, 09:46
        1alaska napisała:

        > a tego miesiąca nie można by podzielić na dwa razy po dwa tygodnie? może taki c
        > zas byłby ciekawszy dla dziecka?

        nie wiem 1alaska,
        siostra zechce rozmawiać na ten temat w sądzie....
        tym bardziej, że ustalone jest, że KAŻDY miesiąc wakacji ojciec ma w lipcu.
        Wolelibyśmy, żeby to było rotacyjnie.... raz tak, a raz tak, a nie KAŻDY LIPIEC.
        Ale to jest dobry pomysł tak jak mówisz.... i z tęsknotą inaczej.....
        Dam taką propozycję siostrze.
        • 1alaska Re: czy się nam uda? Próbować? 11.07.12, 20:47
          wydaje mi się, że jakość spotkań jest ważniejsza od ich długości, poza tym powinno się też brać pod uwagę zdanie dziecka na ten temat
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka