dodupiec5
24.01.24, 21:27
Kiedyś, za nastolatka, nauczyłem się grać na gitarze trochę. Potem ukradli mi gitarę na studiach i nie wracałem do niej przez jakieś 20 lat.
Ale od iluś lat wróciłem... coś tam brzdąkam, nieźle chyba, jak na amatora.
I teraz nagle kupiłem sobie gitarę elektryczną, zawsze chciałem, bo siostrzeniec gra...
Tak czy inaczej: kupiłem tanią kopię gibsona sg, ale (jak internet mówił) z dużym potencjałem do ulepszeń.
I... jak zabrałem się za ulepszenia, okazało się, że to kawałek wiedzy do przyswojenia, włącznie z tym, że zadzwoniłem do konserwatora osiedla z pytaniem: "czy ta sieć energetyczna jest typu TT czy TN-C"?
I przerabiam elektronikę, geometrię, brzmianie...
A na chuj mi to? Nigdy nie będę gitarzystą, zwaszcza rockowym...
Pojawiły się myśli: a jak mi wyjdzie z tym, to może kupić tanią kopię fendera telectastera i zrobić to samo, znieniając kolor?
A może potem zbudować własną gitarę hollow body z przetwornikami P90?
Sranie w banie, pewnie to wszystko zrobię, ale olśniło mnie dziś:
Bawi mnie zabawa w lutnika i elektronika.
Nigdy nie będę gitarzystą występującym.
Więc co: pomijając fakt, że 5 gitar powieszonych na ścianie robi lepszze wrażenie niż 2 ?
Otóż to olśnienie: jako dziecko zawsze chiałem budować modele, ale z racji mojej daty urodzenia i miejsca zamieszkania musiełem się ograniczyć do papierowych modeli z "Małego Modelarza".
Teraz mam środki i okazję na starość - dlaczego nie ziścić dzieciecych marzeń?