Dodaj do ulubionych

Dawna Rzeczpospolita już nie wróci

02.04.14, 20:07
Witam Państwa!
Polecam ciekawy artykuł z portalu www.kresy.pl

"Dawna Rzeczpospolita już nie wróci
W debacie o polskiej polityce wschodniej często wskazuje się wschodnioeuropejskie nacjonalizmy jako przeszkodę w utworzeniu wspólnego geopolitycznego bloku. Z uwagi na to, że jego ostrze miałoby być wymierzone w Rosję, nacjonalistów uznaje się za świadome lub nieświadome narzędzia polityki Moskwy. Wynika z tego, że podstawowym zadaniem powinno być zwalczanie tych nacjonalizmów – włączając rodzimy, polski.

To właśnie nacjonalizmy zlikwidowały dawną wielonarodową Rzeczpospolitą – powtarza się często. Usunięcie tychże miałoby wskrzesić ten wielki organizm w postaci sojuszu państw narodowych: Polski i krajów tzw. ULB, który stanowiłby konkurencję zarówno dla Moskwy, jak i Berlina.

Koncepcja, którą nazywa się obecnie ideą jagiellońską, doktryną Giedroycia bądź daje się jej twarz takich postaci jak Józef Piłsudski, a ostatnio i Lecha Kaczyńskiego, z kilku powodów nie ma jednak szans powodzenia. Co więcej, jej realizowanie daje skutek odwrotny do zamierzonego i jest de facto sprzeniewierzeniem się idei jagiellońskiej.

Rzeczpospolita, jak wiemy, upadła w wyniku rozbiorów, a te poprzedziła niewyobrażalna niegospodarność warstwy rządzącej państwem i rażąca krótkowzroczność w polityce. Próby reaktywacji tej państwowości były topione we krwi w 1831 i 1864. Wtedy ostatecznie tamta Rzeczpospolita odeszła w niebyt i polskość trzeba było dźwignąć z kolan w inny sposób, skoro zawiodły metody zbrojnej walki. Sami Polacy na Ziemiach Zabranych, czyli kresach przedrozbiorowych, zaczęli być uciskani jak nigdy wcześniej.

Jednocześnie zaczęły budzić się do życia etnosy, które nie posiadały wcześniej swojej tradycji historycznej i państwowej. Droga prowadziła od uświadomienia kulturalnego, odrodzenia języka i utworzenia jego literackiej wersji, do wysunięcia postulatów politycznych. Od tej pory możemy zacząć mówić o zaczątkach narodowości litewskiej czy ukraińskiej, której ognisko stanowiła z kolei austriacka wówczas Galicja ze stolicą we Lwowie [...]", całość:

www.kresy.pl/publicystyka,opinie?zobacz/dawna-rzeczpospolita-juz-nie-wroci
Pozdrawiam
L. Bodio
Tczew
Obserwuj wątek
    • liberum_veto Dawna Rzeczpospolita: Chocim 05.04.14, 14:32
      Twierdza w Chocimiu położona jest nad Dniestrem, znajduje się w obwodzie czerniowieckim Ukrainy.
      www.kresy.pl/zobacz-kresy,fotorelacje?zobacz/chocim-5
    • liberum_veto Tarnopol - galeria, 78 zdjęć 13.08.14, 20:43
      Tarnopol do 1945 był stolicą województwa tarnopolskiego Rzeczypospolitej Polskiej.
      Galeria, 78 zdjęć
      www.kresy.pl/zobacz-kresy,miejsca?zobacz/tarnopol-galeria
    • tadeusz.4 Baśnie, bajki, bajeczki... 17.08.14, 01:11
      > Jednocześnie zaczęły budzić się do życia etnosy, które nie posiadały wcześniej
      > swojej tradycji historycznej i państwowej. Droga prowadziła od uświadomienia ku
      > lturalnego, odrodzenia języka i utworzenia jego literackiej wersji, do wysunięc
      > ia postulatów politycznych. Od tej pory możemy zacząć mówić o zaczątkach narodo
      > wości litewskiej czy ukraińskiej, której ognisko stanowiła z kolei austriacka w
      > ówczas Galicja ze stolicą we Lwowie

      Niezły dowcip - cztery piąte wspólnego państwa w momencie zawarcia unii horodelskiej nie miały w XIX wieku tradycji historycznej i państwowej! Litwini od czytania takich bzdur chyba raczej by pękli ze śmiechu niż się obrazili. Z kolei powielane przez 5 pokolenie endeków durnoty o zawiązkach narodu ukraińskiego na terenie Galicji wołają o psychiatrę: narodowy wieszcz Ukrainy, Taras Szewczenko, tworzył w 1 połowie XIX wieku, był obywatelem carskiej Rosji i w życiu jego noga nie postała na terenie cesarstwa austriackiego, a Rosjanie zesłali go na 10 lat na Sybir nie za to, że się nie odkłonił kioskarce przed Pałacem Zimowym, tylko za działalność na rzecz wyzwolenia Ukrainy, z którą to działalnością Galicja miała mniej wspólnego niż PiS z PO...
    • liberum_veto Lwowskie marzenie 06.11.14, 10:44
      Lwowskie marzenie
      Opublikowano: Sobota, 25 października 2014

      "Polska na nikogo nie napadła, nikogo nie więziła, nikogo nie okupowała, by stracić Lwów. Nie wydarzyła się sprawiedliwość dziejowa. Wołanie o polski Lwów nie jest więc wołaniem imperialistów, nacjonalistów, ale wołaniem o sprawiedliwość. Niemcy za wojnę zapłaciły utratą Gdańska i Szczecina. A za jakie winy Polska miała zapłacić tracąc Lwów i Wilno?".

      www.kresy.pl/publicystyka,opinie?zobacz/lwowskie-marzenie
      Polska nie wywołała drugiej wojny światowej. Nie zrealizowała agresji tak na Niemcy jak i na Związek Sowiecki. Mimo to została ograbiona z połowy terytorium. Owszem, w ramach reparacji za niemiecką agresję otrzymaliśmy Ziemie Zachodnie i Północne. Taka była cena Niemiec za to, co zostało wyrządzone Polsce w latach 1939-1945. Odebranie Rzeczpospolitej Kresów Wschodnich nie miało związku z wojną polsko-niemiecką. Nie było ono nawet skutkiem wojny polsko-sowieckiej, bo do takiej – mimo powszechnego sowieckiego terroru i otwartej agresji – w istocie nigdy nie doszło. Nie było też efektem akcji narodowowyzwoleńczej Ukraińców, Białorusinów czy Litwinów. Stalin – za pełną zgodą Churchilla i Roosevelta – po prostu zabrał te ziemie i przyłączył je do ZSRR. Po prostu…

      „Lwów” i „Wilno” – te dwa słowa, nieważne w jakim wypowiedziane kontekście, ranią polską duszę boleśnie. Wyrwane przemocą polskie serca, stolice nie polskiego imperializmu, ale polskiej kultury, sztuki, nauki. Polacy nigdy nie zapomną tych dwóch serc wyrwanych z polskiego ciała. Nigdy. To zbyt ważne dla polskości.

      Marzenie o polskim Lwowie, o polskim Wilnie to nie wyraz polskiego imperializmu, to nadzieja na to, że sprawiedliwości stanie się zadość, na to że stalinowska grabież w biały dzień kiedyś doczeka się słusznego końca. Te słowa, to nie retoryka antyukraińska, antylitewska. To nie Litwini odebrali nam w 1945 r. Wilno, nie Ukraińcy – mimo aktów terroru – odebrali nam Lwów. Odebrał nam je Stalin.

      Barierą w kontaktach z Ukraińcami nie jest utrata Lwowa, ale ich polityka historyczna sprowadzająca się do kultu zbrodniarzy z UPA. Po 1945 r. Lwów nie znalazł się w granicach państwa ukraińskiego, nie Ukraińcy odebrali Polsce to miasto. Lwów sowieckimi rękami znalazł się w granicach państwa sowieckiego. Aby przypieczętować zdobycz przepędzona została lwia część ludności polskiej Kresów Południowo-Wschodnich, w tym także moi dziadkowie. Jeżeli więc na Podolu, Wołyniu polski pierwiastek jest słaby to nie dlatego, że polskość od zawsze etnicznie była na tych terenach fikcją, że była tam siłą nienaturalną, butem polskiego imperializmu. Dziś polskość tam jest słaba, bo przeszła przez masową eksterminację z rąk ukraińskich faszystów, bo przeszła masowe deportacje w głąb ZSRR, tak jak inny mój dziadek, który z tej nieludzkiej ziemi nigdy nie powrócił, bo ci którzy z tej kaźni ocaleli zostali zmuszeni do opuszczania swoich majątków i ucieczki na zachód, bo wreszcie przez całe lata trwania państwa sowieckiego, ale i teraz w czasach państwa ukraińskiego polskość jest sekowana w każdej postaci. To dlatego dziś ogień polskości na Kresach Południowo-Wschodnich ledwo się tli. Nie dlatego, że nigdy go nie było, ale że go w straszny sposób próbowano zgasić.

      Nie jest więc antyukraińską retoryką mówienie o polskim Lwowie, marzenia o powrocie tego miasta do macierzy. Jest to retoryka antysowiecka, uderzająca w grabież z 1945 r. Dziś Lwów w większości zamieszkują Ukraińcy, podobnie jak w większości zamieszkują Stryj, Tarnopol, Trembowlę. Jeszcze siedemdziesiąt lat temu nie tak wyglądała struktura narodowościowa tych miast. Niestety, ale Ukraińcy stali się paserami, którzy czerpią korzyści ze stalinowskiej kradzieży.

      „Polski Lwów” – nie jest także retoryką szowinistyczną. To dziś, a nie w czasach polskich, przez Lwów maszerują oddziały faszystowskich zbrodniarzy, „bohaterskiej armii” która toczyła bitwy z kobietami i dziećmi, to dziś Lwów przyozdobiony jest szowinistycznymi barwami, pomnikami zbrodniarzy. A przecież ten polski Lwów, do którego tęsknimy to miasto polskiej kultury, ale żyjącej w sympatii z innymi kulturami: żydowską, ormiańską, ukraińską – to miasto ludzi otwartych i pogodnych jak w najsłynniejszej piosence „i bogacz i dziad/tu są za pan brat/i każdy ma uśmiech na twarzy”. To jest polski Lwów właśnie.

      Polska na nikogo nie napadła, nikogo nie więziła, nikogo nie okupowała, by stracić Lwów. Nie wydarzyła się sprawiedliwość dziejowa. Wołanie o polski Lwów nie jest więc wołaniem imperialistów, nacjonalistów, ale wołaniem o sprawiedliwość. Niemcy za wojnę zapłaciły utratą Gdańska i Szczecina. A za jakie winy Polska miała zapłacić tracąc Lwów i Wilno?

      Czy mamy się wstydzić, że nas tak niedawno przecież okradziono z czegoś najcenniejszego? Podczas niedawnego meczu z klubem ukraińskim kibice Legii Warszawa wywiesili transparent z napisami Lwów i Wilno, z herbami tych miast na tle polskiej flagi. Piotr Pogorzelski z Polskiego Radia określił to mianem „wstydu dla Polski” [w rzeczywistości Piotr Pogorzelski określił w ten sposób zachowanie kibiców Legii poza stadionem, w centrum Kijowa - KRESY.PL], Katarzyna Kwiatkowska-Moskalewicz blogerka polityki.pl określiła ten transparent „biało-czerwoną płachtą z haniebnym napisem”, Michał Gąsior z natemat.pl również ubolewał w związku z pojawieniem się transparentu. Nie po raz pierwszy w polskich mediach uprawiana jest pedagogika wstydu. Przypuszczam, że z radością przyjęliby inny transparent, ufundowany przez Polaków z Kresów i umieszczony na murach polskiego konsulatu we Lwowie: przepraszamy, że jeszcze żyjemy.

      Lwów boli i wraca - każdy, kto zna Polskę, wie jak dotkliwy jest ten ból. Zna go pewnie też i Putin. Słowa, których dziś wypiera się Radosław Sikorski, które miały paść w czasie rozmowy Putina i Tuska, słowa o polskim Lwowie, mogły paść. To odwołanie się do ogromnej polskiej emocji. Ta cwana bestia doskonale o tym wie. Lwów nie jest już własnością Kremla i dziś – nie tak jak w 1945 r. – to nie Moskwa będzie dyktować status tego miasta. Polskie marzenie o Lwowie jednak żyje. Sprawiedliwości dziejowej boją się Ukraińcy, którzy alergicznie reagują na każdy przejaw polskości na zachodzie swojego kraju. W samym Lwowie miejscami ma to już obraz obsesji. Nie potrafię powiedzieć dziś jakim sposobem, ale kiedyś Lwów wróci do Polski, mimo iż dziś wydaje się to marzeniem szaleńca. Chyba Waldemar Łysiak pisał ostatnio, że historia zna zbyt wiele niesłychanych, niewyobrażalnych zwrotów, by móc ot tak wykluczyć powrót Lwowa do macierzy.

      Bartłomiej Królikowski

      Myśl.pl
    • liberum_veto Porozmawiajmy o Wielkiej Polsce 11.12.14, 20:16
      Porozmawiajmy o Wielkiej Polsce – w odpowiedzi na mapy ukraińskiego MSZ
      Opublikowano: Niedziela, 07 grudnia 2014

      "Zapewne nie uda nam się ustalić, „co ukraiński MSZ miał na myśli”, publikując mapy, na których Przemyśl i Chełm zostały oznaczone jako Ukraina. Niewątpliwe jest jednak to, że gdyby Ukraina liczyła się w jakikolwiek sposób z Polską, to mapy sugerujące, iż granice państwowe Ukrainy nie obejmują na zachodzie wszystkich „ziem ukraińskich”, nie znalazłyby się na profilu ukraińskiego MSZ oraz ambasad Ukrainy w USA i Niemczech".

      Kiedy w kwietniu bieżącego roku pisarz i poeta Marcin Hałaś otrzymał zakaz wjazdu na terytorium Ukrainy za autorstwo książki „Oddajcie nam Lwów”, nie wzbudziło to w szerszych kręgach większego zainteresowania, mimo iż, Hałaś nie postulował wcale powrotu Lwowa w granice Polski, a jedynie domagał się przywrócenia pamięci o Lwowie jako mieście polskim, choć znajdującym się z określonych przyczyn w granicach państwa ukraińskiego. Mieliśmy więc do czynienia z niezwykle ostrą demonstracją ze strony ukraińskiej. Kijów wbijając Hałasiowi do paszportu pieczątkę z zakazem wjazdu wysłał Warszawie jednoznaczny sygnał - Nie życzymy sobie mówienia o polskim Lwowie. Tymczasem pamięć o Lwowie i o Kresach w ogóle, jest warunkiem sine qua non naszego istnienia jako wspólnota narodowa.

      Z tego wszystkiego doskonale zdawali sobie sprawę kibice Legii Warszawa, którzy podczas meczu z Metalistem Charków w Kijowie wywiesili flagę z napisem „Wilno – Lwów”. Wybijającym się wówczas głosem była relacja współpracownicy Telewizji Republika, która nazwała kibiców „obywatelami Rosji ściągniętymi przez Putina”. Zupełnie tak, jakby samemu Putinowi rzeczywiście zależało na tym, by Lwów był polski i by Polacy w ogóle pamiętali o tym, że są narodem mogącym szczycić się 600-letnią historią Lwowa i nie tylko.

      Nie może więc dziwić, że opublikowanie przez ukraińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych historycznych map, na których Przemyśl i Ziemia Chełmska oznaczone zostały jako „Ukraina”, przeszło bez echa i że nagłośnienie tego faktu jako wysuwanie roszczeń terytorialnych spotkało się z powtarzanym do znudzenia zarzutem o prorosyjskość.

      Zapewne nie uda nam się ustalić, „co ukraiński MSZ miał na myśli”, publikując mapy, na których Przemyśl i Chełm zostały oznaczone jako Ukraina. Niewątpliwe jest jednak to, że gdyby Ukraina liczyła się w jakikolwiek sposób z Polską, to mapy sugerujące, iż granice państwowe Ukrainy nie obejmują na zachodzie wszystkich „ziem ukraińskich”, nie znalazłyby się na profilu ukraińskiego MSZ oraz ambasad Ukrainy w USA i Niemczech.

      Dzięki publikacji oficjalnej agendy ukraińskiego państwa i ambasad w dwóch najbardziej wpływowych krajach zachodnich przeciętny odbiorca na Zachodzie dowie się, że jeszcze niedawno Ziemia Chełmska i Ziemia Przemyska były ukraińskie, a dziś z jakiegoś powodu nie są. Pomijając fakt, że propagowaniem tego typu map nie muszą być zachwyceni mieszkańcy dzisiejszej wschodniej Polski, to firmowanie ich przez ukraińskie ministerstwo w ramach projektu nazwanego wprost „kartograficzna propaganda” nadaje tej sprawie najwyższą możliwą rangę.

      W 2008 roku w orędziu telewizyjnym prezydenta Lecha Kaczyńskiego pojawiła się mapa Niemiec w przedwojennych granicach. Do posłużenia się argumentem grożącego Polsce rewizjonizmu niemieckiego wystarczyło znalezienie się tej mapy na stronie internetowej jednego z „ziomkostw” działającego u naszych zachodnich sąsiadów. Nie jest więc precedensem zwracanie uwagi na tego typu zagrożenie płynące z kraju ościennego – tym bardziej, że w tym przypadku pod mapami kwestionującymi polskość części terytorium RP podpisuje się nie organizacja pozarządowa, jak w przypadku RFN, tylko ministerstwo graniczącego z Polską państwa w ramach rządowego projektu propagandowego.

      Ukraińskie służby państwowe szanują się pod tym względem dużo bardziej – wystarczyła książka polskiego pisarza skierowana do czytelnika w Polsce, by zakazać jej autorowi wjazdu na terytorium Ukrainy. I nie ma tu znaczenia fakt, że Lwów jest historycznie polski, a Przemyśl nie jest historycznie ukraiński, choć z ukraińskich atlasów szkolnych do nauki historii dowiemy się czegoś zupełnie innego. I tak np. jako "okupowane przez polskie wojska" Ukraińcy uważają także tereny dzisiejszej wschodniej Polski, z takimi miastami jak Chełm czy Przemyśl. Wyraźnie to widać na mapie i na legendzie mapy, które oznaczone są czerwonymi strzałkami i czerwonym obramowaniem:

      Identycznie zaznaczono współczesne wschodnie ziemie Polski na kolejnej mapie w atlasie do nauki historii w szkołach. Są one "ukraińskimi ziemiami okupowanymi przez polskie wojsko". Wśród "ukraińskich ziem" jest polskie miasto Chełm:

      Podobnie przedstawia usytuowanie ziem wschodnich dzisiejszej Polski (wyłączając nawet polskie Kresy, dzisiejszą Ukrainę zachodnią) inna mapa z tego samego atlasu, gdzie "ukraińskimi ziemiami" są znowu Chełmszczyzna, Przemyśl, a nawet południowe fragmenty dzisiejszego województwa białostockiego. "Ukraińskie ziemie" oznaczone są kolorem różowym i siągają nawet wgłąb dzisiejszej, pozbawionej Kresów Polski:

      Przypadek Marcina Hałasia podpowiada, że gdyby to państwo polskie zaczęło w ramach jakiejś „propagandy kartograficznej” piętnować terytorialne postanowienia układów jałtańskich (które nie przewidywały dla „ludowej” atrapy państwowości polskiej żadnej rekompensaty na Zachodzie – ustalono to dopiero w Poczdamie) i przypominać o polskim Lwowie, to Ukraina zareagowałaby w sposób właściwy dla szanującego się choćby w minimalnym stopniu państwa.

      Polacy mają też prawo odświeżać sobie pamięć w ramach rożnych „propagandowych kartografii” o tym, że Polska sięgała dzisiejszego Dniepropietrowska i Smoleńska i wcale nie musielibyśmy się posiłkować mapami polskimi.

      Znając stosunek polskich mediów do incydentalnych prób przypominania o polskości Wilna i Lwowa przez kibiców Legii, wśród polsko-ukraińskich lub ukraińsko-polskich patriotów reakcja na takie posunięcie byłaby skrajnie negatywna. Tymczasem, odwoływanie się do czasów, gdy Polska sięgała Kijowa, zaś słowo „ukraina” oznaczało po prostu pogranicze, mamy wpisane nawet we własnej konstytucji, w której deklarujemy ciągłość prawną, państwową i historyczną z przedrozbiorową Polską.

      Tomasz Jasiński
      www.kresy.pl/publicystyka,opinie?zobacz/porozmawiajmy-o-wielkiej-polsce-w-odpowiedzi-na-mapy-ukrainskiego-msz-
    • liberum_veto Lwów – zmysłowe niewiasty i wojowniczy mnisi 14.02.15, 14:57
      Lwów – miasto zmysłowych niewiast i wojowniczych mnichów
      Opublikowano: Wtorek, 30 grudnia 2014

      W latach 1670–1672 przebywał w Polsce fryzyjski podróżnik Ulryk Werdun. Jego opisy kraju i ludzi są niezmiernie interesującym świadectwem tamtych czasów. Polecając wydaną niedawno całość [1], podam poniżej kilka, odnoszących się do Lwowa, ciekawostek.

      Wojowniczy mnisi

      „Reuschen-Lemberg, po polsku Lwów, po łacinie Leopolis, jest stolicą województwa i prowincji Małej czyli Czarnej Rusi" [2] – zaczął swój opis miasta Werdun. Uważał, iż „miasto jest bardzo ludne" [3]. Dodać tu trzeba, że w przeciwieństwie do np. Krakowa, czy Warszawy, Lwów był niezdobyty przez cały XVII wiek. W drugiej połowie tego stulecia był drugim najludniejszym miastem Królestwa Polskiego. Jedynie Gdańsk przewyższał go swą wielkością i zamożnością.

      Wymieniając warte uwagi budowle, Werdun zauważył:

      „Pomiędzy wszystkimi jednak, kamiennymi czy drewnianymi kościołami czy klasztorami, we Lwowie i w otoczeniu, jako i wszystkimi innymi tutejszymi budowlami żadna nie może się równać z klasztorem Franciszkanów [franciszkanów obserwantów], zwanych zwykle Bernardynami. Klasztor ten leży w południowo-wschodniej stronie miasta, pod zamkiem, na przedmieściu. Otoczony jest niezwykle grubymi murami z kamiennymi bastionami, a wewnątrz ozdobiony wielkim, ciężkim kościołem. Wreszcie jest tak zaopatrzony działami i innymi zapasami, że mógłby się dłużej bronić niż zamek lub miasto. Zakonnicy w tym klasztorze pochodzą z najznakomitszych rodów polskiej szlachty, którzy po większej części wszyscy w młodości służyli w polu, a kiedy zmierzili sobie wreszcie świat, używszy go do syta, udają się tu na spoczynek, a mimo to i wtedy jeszcze nieraz prowadzą tu życie niekoniecznie najczystsze." [4]

      I faktycznie lwowscy bernardyni, dzielnie bronili miasta w czasie oblężeń 1648, 1655, czy 1672 roku. Co ciekawe, zakon franciszkanów obserwantów słynął z tego, że z jego to szeregów pochodziło mnóstwo kapelanów wojskowych, „najchętniej bowiem i najwytrwalej dzielili trudy obozowego życia i zawsze ubodzy przestający na najskromniejszych potrzebach życia byli miłowani przez ziemian, rycerstwo” [6]. O wyczynach jednego z nich w bitwie ze Szwedami pod Poswolem, którą stoczono 29 września 1625 roku, zachowała się godna pamięci wzmianka:

      „W tejże utarczce, między inszymi, zdarzył się pamiętny czyn mnichowi franciszkaninowi, który przy wojsku blisko księcia pana hetmana [Krzysztofa Radziwiłła] jechał. Skoczył do niego rajtar jeden z pistoletem, wystrzelił i chybił. Franciszkan, iż do załebku serce i broń miał gotową, pałaszem tak rajtara żegnać począł, że mu prawą rękę z uchem aż do gardziela odwalił." [7]

      Uczciwie przyznać jednak trzeba, że i w innych zakonach zdarzali się prawdziwi mnisi-wojownicy. Nikt chyba nie przebije jezuity, księdza Muchowieckiego, który w trakcie oblężenia Zbaraża w 1649 wsławił się jako strzelec wyborowy:

      „Z tej baszty strzelał najwięcej jezuita ksiądz Muchowiecki, nasz Ukrainiec [8] z kolegium peryjasławskiego, który i dobrym strzelcem jest, i miał wileńską guldynkę prawie dobrą; tak że ich [Kozaków i Tatarów] 215 przez to oblężenie, jako się wszyscy zgadzali, ubił ten ksiądz z swojej ruśnice.” [9]
      www.kresy.pl/kresopedia,historia,rzeczpospolita?zobacz/lwow-miasto-zmyslowych-niewiast-i-wojowniczych-mnichow
    • liberum_veto Grodno - miasto powiatowe województwo białostockie 23.09.15, 23:55
      Grodno [FOTOGALERIA] (102)
      Opublikowano: Wtorek, 30 czerwca 2015

      Przed 1945 rokiem i sowiecką aneksją Ziem Wschodnich położone nad Niemnem Grodno było miastem powiatowym województwa białostockiego. Oficjalnie jedna czwarta mieszkańców miasta to Polacy. Grodno jest siedzibą Związku Polaków na Białorusi.
      www.kresy.pl/?zobacz/grodno-fotogaleria
    • liberum_veto PiS chce odzyskać Kresy Wschodnie 28.10.15, 20:42
      PiS chce odzyskać Kresy Wschodnie - portal donbaskich separatystów
      Opublikowano: Środa, 28 października 2015

      Jako "stronników restytucji Kresów" określił Prawo i Sprawiedliwość portal separatystów w Donbasie - RusNext.ru. Jest to już kolejny przypadek przypisywania PiS-owi tendencji rewizjonistycznych bądź quasi-rewizjonistycznych.

      "W Polsce w wyborach zwyciężyli stronnicy «restytucji Kresów». Ukraina będzie musiała zapłacic 5 miliardów dolarów" - czytamy na związanym z separatystami w Donbasie portalu RusNext. Według serwisu, Prawo i Sprawiedliwość zabiegać będzie o zwrot polskiej własności na obecnej Ukrainie Zachodniej:

      "Jednym z haseł partii jest «restytucja Kresów», czyli zwrot polskiej własności na Ukrainie Zachodniej. Ogólna wartość majątków, w stosunku do których mogą być wysuwane roszczenia, wynosi 5 miliardów dolarów" - podaje RusNext.ru.

      Podczas kampanii wyborczej ze strony polityków PiS-u nie padł ani razu postulat restytucji poskich majątków na Ziemiach Wschodnich.

      rusnext.ru / Kresy.pl
      www.kresy.pl/wydarzenia,spoleczenstwo?zobacz/pis-chce-odzyskac-kresy-wschodnie-portal-donbaskich-separatystow
    • liberum_veto Wilno i Soleczniki z lotu ptaka [+VIDEO] 23.01.16, 11:27
      Wilno i Soleczniki z lotu ptaka [+VIDEO]
      Opublikowano: Czwartek, 31 grudnia 2015

      Na Wileńszczyźnie zagościła już zima. Dzięki redakcji Wilnoteki możemy obejrzeć z lotu ptaka dwa ważne ośrodki polskości w całej okazałości zimowego pejzażu.
      www.kresy.pl/wydarzenia,polacy?zobacz/wilno-i-soleczniki-z-lotu-ptaka-video
      "Wieża Gedymina, plac Ratuszowy i choinka na placu Katedralnym. Z pewnością wielu z Was nie jeden już raz widziało flagowe miejsca Wilna, ale czy na pewno w takiej odsłonie? Zapraszamy wszystkich do spojrzenia na znane dla Was miejsca Wilna (i nie tylko Wilna, bo zobaczycie także skąpane w zimowym słońcu Soleczniki) z trochę innej perspektywy. Perspektywy, która pozwoli zobaczyć rzeczy, które wcześniej nie były zauważone i być może rozwieje to niektóre wątpliwości. Wątpliwości? Choćby jedną - czy artystyczna instalacja na placu Ratuszowym jest rzeczywiście podobna do choinki?" - tak redakcja Wilnoteki zaprasza do obejrzenia nagrań jakie wykonała ona z użyciem latających dronów.

      Wilno i Solecznicki to dwa ważne ośrodki polskości na Wileńszczyźnie. W Wilnie żyje 44% wszystkich Polaków na Ltwie. W Solecznikach Polacy stanowią 72% ogółu mieszkańców, a w całym rejonie solecznickim prawie 78%.

      wilnoteka.lt/kresy.pl

      Wilno youtu.be/s57w3L1MSjY

      Soleczniki youtu.be/XfTD7se8vMk

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka