Dodaj do ulubionych

rasistowski logopeda?

19.06.08, 10:14
Do tej pory nigdy na żadnego Niemca nie powiedziałam, że jest
rasistą. Ale teraz nie mogę inaczej. Mój synek (4 lata) sepleni.
Lekarz wysłał mnie więc do logopedy-foniatry, by sprawdzić, czy nie
jest to związane z problemami ze słuchem. Pani foniatra zbadała mu
słuch, a potem zaczęła sprawdzać wymowę. Pokazywała kartki z
rysunkami, a on miał mówić, co to jest. Na dwadzieścia obrazków, syn
nie znał nazw czterech rzeczy. Pani była oburzona. Zapytała, kiedy
wracamy do Polski, bo jak nie wracamy, to mam koniecznie rozmawiać z
dzieckiem po niemiecku. Niedouczona baba, pewnie od wieków nie
czytała literatury o dwujęzyczności. Wytłumaczyłam jej grzecznie, że
dziecko jest Polakiem, więc musi znać język swojego kraju. Że nasz
nieperfekcyjny niemiecki nie ułatwi mu życia, że im lepiej dziecko
zna swój język ojczysty, tym lepsze będzie w drugim języku, a pani
nadal swoje. Że muszę mówić do dziecka w domu po niemiecku, albo
wyjechać z Niemiec. Że dziecko ma ubogie słownictwo. Nie pomogło
tłumaczenie, że w przedszkolu jest wspaniała pomoc językowa, że
przychodzą do niego starsze dzieci z sąsiedztwa, by czytać mu
bajki...ta dalej swoje. Powiedziałam więc jej, że wiem, że moje
dziecko nie jest Niemcem i że nie przyszłam do niej po to, by mi to
uświadomiła. Przyszłam po poradę. (wysłał mnie do niej lekarz
dziecięcy, więc być może i on ma takie zdanie).
Znalazłam inną logopedkę, która zacznie pracę z synkiem za rok, bo
wcześniej nie koryguje się seplenienia. Ale ile najadłam się nerwów,
to moje.
A do tej pory żyłam w błogiej świadomosci, że wszyscy wokół są
życzliwi.
Obserwuj wątek
    • mamapodziomka Re: rasistowski logopeda? 19.06.08, 13:55
      Niedouczona jest niestety olbrzymia wiekszosc. Doloz do tego swiete przekonanie
      o slusznosci wlasnych pogladow i juz masz swoja pania logopede.

      Ale wkurzyc sie mozna rzeczywiscie niewasko.
      Nie przejmuj sie specjalnie, wiekszosc jest zyczliwa, a buraki trzeba po prostu
      ignorowac wink

      Pozdrowienia
    • wawrzynca Re: rasistowski logopeda? 19.06.08, 13:58
      podobna przygode mialam z pania przedszkolanka, choc we Frankfurcie raczej
      przyzwyczajeni sa do wielojezycznego tlumu.
      Na moje pytanie, czy ktos z personelu zna moze polski albo francuski, zeby
      ulatwic pierwsze komunikacyjne kroki Laurki, pani zrugala mnie od dolu do gory,
      wyglaszajac plomienna tyrade o mojej nieodpowiedzialnosci (nieuczenia
      niemieckiego), o tym, ze jest to NIEMIECKIE przedszkole, wiec zaden inny jezyk
      nie moze wchodzic w rachube, o tym wreszcie, ze dzieci emigrantow sa zakala i
      uniemozliwiaja rozwoj mlodych germanskich pokolen.... dobrze, ze niewile z tego
      potoku, do konca, do mnie docieralo,
      nerwow, hehehe, jak nie rozumiesz do konca, co do Ciebie mowia, jakby
      mniej...tylko nie umialam jej zapalcic pieknym za nadobne...

      coz miejsc i tak nie bylo.....
    • k.bazylejska Re: rasistowski logopeda? 19.06.08, 17:18
      Przy najbliższej wizycie u pediatry, bym mu delikatnie zasugerowała, że nie powinien skierowywać innych swoich pacjentów do tego logopedy, bo logopeda nie jest kompetentny. W końcu to pediatra naraził Cię na takie nieprzyjemności, wysyłając Cię do niedouczonej dyletantki.

      Na tym forum było już kilka osób z bardzo złymi doświadczeniami z niemieckim logopedami. Wiec może ich takich głupot na na studiach uczą.

      Swoją drogą bardzo się cieszę, że nie mieszkam w Niemczech. Tam na pewno jakiś specjalista by mi zaczął wmawiać, że moje pół-niemieckie dzieci nie znają dostatecznie dobrze niemieckiego.

      k.bazylejska

      Jaś 12.2002 Klara 02.2007 niemiecki, polski, angielski
      • tomsmom Re: rasistowski logopeda? 19.06.08, 21:53
        Ale to nie tylko Niemcy maja takie przekonania boskie!! Tu w
        Irlandii po kolei wszyscy: lekarze, panie przedszkolanki
        itp "strasznie madrzy" ludzie ciagle mi nawijaja, ze "mace dziecku w
        glowie" swoim jezykiem!!! Rece opadaja...
        • gosiash Re: rasistowski logopeda? 20.06.08, 00:44
          No i moze dlatego wlasnie Irlandczycy swojego jezyka nieznaja tylko
          po angielsku mowia. Bo jak sie okazuje nauka w szkole dopiero nie
          daje takich dobrych efektow jak nauka w domu od kolyski.
          • jan.kran Re: rasistowski logopeda? 20.06.08, 05:40
            TRoche OT ale czytajac podobne historie na tym i innych forach nie rozumiem
            jednej rzeczy.

            Rodzice placa sporo kasy zeby dziecko juz od pieluch a przynajmniej od
            przedszkola uczylo sie innego oprocz ojczystego jezyka , najlepiej angielskiego.
            Wysylaja dzieci na zagraniczne kursy jezykowe , placa slono za korepetycje ,
            maja swiadomosc ze znajomosc kazdego kolejnego jezyka moze sie przemienic w
            zyciu zawodowym progenitury w brzeczaca moneta.
            A zarazem ciagle i ciagle zdarza sie ze rodzina , szkola , lekarze , terapeuci
            kasuja nasze wielojezyczne dzieci i nas za to ze sa one wielojezyczne , ze
            niejako za darmo maja w kieszeni umiejetnosc ktora jest nie jest dana kazdemu i
            ktorej nie mozna kupic za pieniadze , wielojezycznosc.
            Ja sie zmieniam w furie jak ktos mi wchodzi w moja prywatna sfere , w to jakim
            jezykiem rozmawiam z moimi dziecmi.

            Moj syn mowi zarowno po polsku jak po norwesku z akcentem natomiast mowi dosc
            swobodnie i biegle i ma bogate slownictwo .

            Mam szczescie bo norweska psycholog pozaszkolna , zlota
            kobieta , robiac Juniorowi testy psychologiczne uzywala testow dla dzieci
            ktorych jezykienm ojczystym nie jest norweski.
            Ale jeden test zrobila na poziomie znajomosci norweskiego mlodziezy w grupie
            jezykowej Juniora , test dla dzieci od urodzenia norweskojezycznych .
            Okazalo sie ze Junior ma poziom slownictwa i znajomosci norweskiego powyzej
            przecietnej norweskiejtongue_outPPPP
            Mialam zlosliwa satysfakcje < wiem wredna jeszem > jak kretynka nauczycielka
            usilowala na spotkaniu ze szkolnym pedagogiem , psychologiem pozaszkolnym oraz
            ze wszystkimi nauczycielami Juniora wcisnac kit ze Juniora problemy wynikaje z
            tego ze opuszcza lekcje , sie spoznia i zle mowi po norwesku.
            Pani psycholog powiedziala spokojnie ze Junior ma powazne zaburzenie i to jast
            powodem Jego nieobecnosci i spozniania sie a co do norweskiego przytoczyla
            wyniki testu.
            Ja bez testow wiem jakie sa moje dzieci i ile umieja ale wiem ze czasem trzeba
            miec nerwy z zelaza , niewyparzona gebe i pewnosc siebie zeby moc rozmawic z
            dyletantami.
            Po kilkunastu latach zycia na codzien z dziecmi wielojezycznymi nikt mnie nie
            przegada smile))) ale mnie nerw rusza jak ciagle i ciagle slysze o podobnych
            historiach jak powyzsze ...
            Kran
    • reyka Re: rasistowski logopeda? 20.06.08, 10:55
      a dlaczego od razu rasistowski???
      niedouczony, niekompetentny jak najbardziej, ale od razu
      rasistowski??
      • tomsmom Re: rasistowski logopeda? 20.06.08, 15:14
        No, cos w tym jest, Kasiu niestety... W Niemczech to "Deutsch uber
        alles" wciaz panuje a tutaj moj maz na ten przyklad twierdzi, ze
        gdyby Tomek nazywal sie Sean O'Callaghan i jego wiodacym jezykiem
        bylby irlandzki a nie polski to az takich emocji jego powolny rozwoj
        jezykowy by nie wzbudzal... taka prawda...
        • reyka Re: rasistowski logopeda? 20.06.08, 18:16
          w polsce tez ze swieca szukac logopedy, ktory swietnie w temacie
          wielojezycznosci bylby zorientowany. byl i taki gdzies watek.
          ja sie dalej upieram, ze to nic nie ma wspolnego z rasizmem!, do
          ktorego tak latwo sie pewne zjawiska podpina, a z niedouczeniem,
          brakiem kompetencji i niechecia na spojrzenie na problem bardziej
          calosciowo. i tyle.

          jan.kran napisala:
          >Rodzice placa sporo kasy zeby dziecko juz od pieluch a przynajmniej
          >od
          >przedszkola uczylo sie innego oprocz ojczystego jezyka , najlepiej
          angielskiego.
          Wysylaja dzieci na zagraniczne kursy jezykowe , placa slono za
          korepetycje ,
          maja swiadomosc ze znajomosc kazdego kolejnego jezyka moze sie
          >przemienic w
          >zyciu zawodowym progenitury w brzeczaca moneta.

          moze o to chodzi, ze jak placisz i sie uczysz to ok, ale jak masz
          cos za darmo podane, to juz jakies problemy z tego powodu Musza
          byc wink))

          ja na szczescie jeszcze doswiadczenia z zadnymi "specjalistami" nie
          mialam. ale po lekturze co poniektorych watkow, mozna sie na wiele
          sytuacji przygotowacwink
      • matka.adama przesadziłam z rasistowskim, wiem... 20.06.08, 20:49
        Masz rację, chyba przesadziłam z tym rasistowskim. Ale się
        zdenerwowałam i bardzo, bardzo źle poczułam. Zwłaszcza te pytania,
        czy długo chcę tu zostać (niedługo, ale nic jej do tego) miały dla
        mnie wyraźnie taki podtekst. Wydaje mi się, że wiele osób w krajach
        tzw. bardziej cywilizowanych myli ASYMILACJĘ z INTEGRACJĄ. Mówią o
        integracji, a myślą o całkowitej asymilacji. Smutne to...
        • reyka Re: przesadziłam z rasistowskim, wiem... 20.06.08, 21:06
          ja cie rozumiem - nie mysl, ze w jakis sposob potepiam, w
          zdenerwowaniu, to pewnie i sama bym tak naskoczyla. tylko, ze jak
          sie przyjzec - to nie tedy droga.
          mam nadzieje, ze juz wiecej na takich specjalistow nie trafisz smilea
          syn w dwujezycznosci bedzie sie wspaniale rozwijal.

          a co do krajow bardziej cywilizowanych - hm, w jednych sferach sa
          bardziej cyw, w innych mniej, tak jest chyba wszedzie. no i zalezy
          co kto rozumie przez zwrot "cywilizowany" smile ale to temat na inny
          watek, i pewnie na innym forum smile))
      • jan.kran Re: rasistowski logopeda? Poprawka :) 21.06.08, 00:26
        **** Ale jeden test zrobila na poziomie znajomosci norweskiego mlodziezy w grupie
        jezykowej Juniora , test dla dzieci od urodzenia norweskojezycznych .


        --------------> Mialo byc : w grupie wiekowej smile
    • simonkapl Re: rasistowski logopeda? 21.06.08, 18:24
      Przykre to, co mowisz,ale mysle, ze wiele z nas spotka sie z
      podobnym traktowaniem.Boje sie tego bardzo.
    • risando Re: rasistowski logopeda? 22.06.08, 17:54
      Witam,

      ta pani foniatra rzeczywiscie mocno przesadzila z tym "mowic po niemiecku w domu albo wynocha", sadze jednak, iz pod pewnym wzgledem racje ma (chociaz nie ma zadnego prawa pouczyc rodzicow pacjenta):

      Jesli rodzina z dzieckiem chce pozostac w danym kraju, dziecko powinno z czasem - a najlepiej w chwili rozpoczecia nauki w podstawowce - bardzo dobrze opanowac jezyk szkoly, ktory jest z reguly jezykiem otoczenia. Jest to oczywiscie sprawa nielatwa, jesli i dla mamy i dla taty jezyk otoczenia nie jest jezykiem ojczystym, poniewaz nalezy w takim przypadku zapewnic odpowiednio intensywny kontakt z "miejscowym" jezykiem poza domem (na pewno przedszkole jak najwczesniej, na pewno regularne zabawy z dziecmi "miejscowymi" - tak jak u matki.adama).

      Temat juz czesciej byl poruszony na tym Forum, a ja nadal jestem przekonany, iz w Niemczech dziecko nie dobrze znajace jezyka niemieckiego juz od pierwszej klasy z duzym prawdopodobienstwem problemy miec bedzie przez cale zycie szkolne. Mozna to nazwac rasizm, ignorancja, niewiedza, ale tak po prostu jest. Dlatego naprawde warto dbac o dobry rozwoj nie tylko "naszego" jezyka, lecz rowniez jezyka otoczenia. Nie ma zadnego znaczenia, czy dziecko jest Polakiem, Wlochem czy Niemcem. Jesli niemiecki nauczyciel widzi w papierach, iz dziecko urodzilo sie i mieszkalo zawsze w Niemczech, oczekuje on na pewno od dziecka dobrej znajomosci jez. niemieckiego.

      Zreszta w Polsce dzieci dwujezyczne tez znajduja sie pod pewna obserwacja, poniewaz wielojezycznosc budzi u wielu ludzi watpliwosci, czy z takim dzieckiem rzeczywiscie wszystko jest OK. Musimy z tym zyc i tyle.

      Pozdrawiam serdecznie
      • matka.adama Re: rasistowski logopeda? 22.06.08, 21:31
        Zgadzam się z Risando, że dziecko powinno bardzo dobrze opanować
        język otoczenia, w którym przyszło mu żyć, by nie mieć problemów w
        nauce i w dorosłym życiu.

        Przedszkole, niemieccy znajomi, życzliwi sąsiedzi czyjący bajki po
        niemiecku, teatrzyk dla dzieci, szkoła muzyczna itd. - to dobre
        drogi do tego celu.

        Powinien wiedzieć o tym każdy lekarz, zwłaszcza logopeda. A
        nie "wciskać kit" typu: mówienie w domu po niemiecku, bo to bardziej
        dziecku zaszkodzi, niż pomoże (udowodnione naukowo).
        Doprowadzi to tego, że dziecko nie będzie mówiło w żadnym języku
        poprawnie i będzie miało minimalny zakres słownictwa. Znam osobę
        wychowaną we Francji, urodzoną w Chorwacji, mie1szkającą od 20 lat w
        Niemczech. W żadnym z języków nie wie, jak nazywa się arbuz i
        kijanka. Nie chce tego dla mojego dziecka.

        W szkole moje dziecko będzie musiało dużo pracować i prawdopodobnie
        znajdę kogoś, kto pomoże mu odrabiać zadania domowe.
        Jeżeli tu zostaniemy, to tu będzie jego przyszłość. Nie chcę, by
        było "gorsze" już na starcie, bo nie zna perfekcyjnie języka.
        • yuka66 Re: rasistowski logopeda? 23.06.08, 08:42
          Ja tutaj w Danii co chwila spotykam sie z opinia, ze powinnismy
          mowic w domu po dunsku. Teraz to ignoruje i robie swoje, ale na
          poczatku probowalam dyskutowac. Jedna pani z komuny (tutejszy urzad
          dzielnicowy) podczas prywatnej rozmowy zrozumiala nawet nieco moje
          stanowisko, wiec na koniec tylko dodala: no dobrze, ale powinnas
          codziennie przynajmniej godzine rozmawiac z corka po dunsku przez
          szacunek dla kraju, w ktorym mieszkacie.
    • intela Re: rasistowski logopeda? 23.06.08, 16:52
      Niech sobie mowia co chca ja bym to olala. Wysluchac i puscic
      drugim uchem. W kazdym panstwie znajdzie sie jakis nieudany
      czlowiek z problemami ktore musi sobie odbic na pierwszej
      napotkanej osobie a imigranci najbardziej sie do tego nadaja.
      Ja bym ich nie nazwala rasistami tylko szowinistami i ludzmi malo
      tolerancyjnymi.
      Z wlasnego doswiadczenia wiem a mieszkam w Stanach prawie
      20 lat i mam prawie dwudziestoletnie "dziecko" ze czy bedzie sie
      mowilo w domu w jezyku danego kraju czy nie to dziecko
      i tak bedzie perfekt w jezyku w ktorym uczy sie na codzien w szkole.
      A nieuzywanie jezyka polskiego w rodzinie jedynie zabiera mu
      szanse nauczenia sie jezyka ojczystego. W tak mlodym wieku im
      wiecej jezykow bedzie poznawalo tym lepiej dla niego i tym szybciej
      sie nauczy.
      Znam dzieci ktore przyjechaly do Stanow juz w wieku szkoly sredniej
      i nie przeszkodzilo im to by skonczyc szkole jako najlepszy uczen.
      Dlatego wedlug mnie jest to sprawa indywidualna a nie kwestia w
      jakim jezyku mowi sie w domu.
      Moja dewiza jest wysluchac takich "madrych" ludzi jak nauczyciele
      czy inni pracownicy socjalni danego kraju i robic swoje. Im za to
      placa i oni wykonuja to co inni "madrzy" im nakazuja. Jak polecaja
      mowic w domu po dunsku to mowic po polsku jedynie na ich pytanie w
      jakim jezyku sie mowi to oczywiscie mowic ze po dunsku.
      Wiem jedno ze moje dziecko w wieku 4 lat nie mowilo dobrze w
      zadnym jezyku. Po prostu zaczelo mowic pozno i do tego nie
      wymawialo "r". Nawet nie zauwazylam kiedy problem przestal istniec
      a jedynie po nazwisku polskim nauczyciele mogli miec jakies
      "podejrzenia" o zagranicznym pochodzeniu. Dzieki temu obecnie
      mowi perfekt po angielsku i bardzo dobrze po polsku. Jedynie z
      pisownia ma problemy bo nie cwiczylismy za wiele.
      Serdecznie wspolczuje ludziom mieszkajacym w Niemczech.
      Ja mam "przyjemnosc" pracowac z Niemcami na codzien i czasami
      mam wrazenie ze pekna tak sa pewni siebie i w pelni przekonani o
      swojej wspanialosci i wielkosci. Czego (tej wspanialosci i
      wielkosci) wcale nie widac w wykonywaniu swoich obowiazkow. Czasami
      sa wrecz beznadziejni z ta roznica ze nigdy sie do tego nie
      przyznaja.
      A szwargoca miedzy soba nie przejmujac sie ze osoby obok stojace
      wogole nie rozumieja niemieckiego. Oni sa ponad wszystkich. Blee.
      • risando Re: rasistowski logopeda? 23.06.08, 17:55
        > Ja mam "przyjemnosc" pracowac z Niemcami na codzien i czasami
        > mam wrazenie ze pekna tak sa pewni siebie i w pelni przekonani o
        > swojej wspanialosci i wielkosci. Czego (tej wspanialosci i
        > wielkosci) wcale nie widac w wykonywaniu swoich obowiazkow. Czasami
        > sa wrecz beznadziejni z ta roznica ze nigdy sie do tego nie
        > przyznaja.

        Ja sie przyznaje ... zawsze!
        • reyka Re: rasistowski logopeda? 23.06.08, 22:05
          > > Ja mam "przyjemnosc" pracowac z Niemcami na codzien i czasami
          > > mam wrazenie ze pekna tak sa pewni siebie i w pelni przekonani o
          > > swojej wspanialosci i wielkosci. Czego (tej wspanialosci i
          > > wielkosci) wcale nie widac w wykonywaniu swoich obowiazkow.
          Czasami
          > > sa wrecz beznadziejni z ta roznica ze nigdy sie do tego nie
          > > przyznaja>
          > Ja sie przyznaje ... zawsze!

          .smile)))))))))

          a tak swoja droga risando - masz racje piszac:
          >>>Dlatego naprawde warto dbac o dobry rozwoj nie tylko "naszego"
          jezyka, lecz rowniez jezyka otoczenia.

          byl jakis czas temu w irl program o tutejszym szkolnictwie. m.in
          poruszane bylo zagadnienie dzieci imigrantow, bo co sie okazalo -
          zdarzalo sie, ze irlandczycy wypisywali ze szkol, w ktorych byla
          przewaga, czy duza ilosc dzieci obcokrajowcow, swoje dzieci. powod -
          dzieci te nie znaly jezyka w stopniu podstawowym (pol biedy jak
          mialy problemy z mowieniem ale rozumialy o co chodzi) i nauczyciel
          spedzal duza ilosc czasu na tlumaczeniu rzeczy, ktore kazde inne
          dziecko rozumialo np.nauczyciel mowi: teraz pracujemy w parach, czy
          otworz ksiazke na danej stronie, czy bedziemy cos tam robic.
          sa tutaj nauczyciele, ktorzy pomagaja takim dzieciom, ale z tego co
          sie orientuje, musi byc takich dzieci iles tam, zeby szkola takiego
          dostala.
          tez byly glosy oburzenia, ze to rasizm, itp, ale ja sie takim
          rodzicom wcale nie dziwie. w koncu edukacja ich dziecka jest dla
          nich najwazniejsza.
          • risando Re: rasistowski logopeda? 24.06.08, 09:48
            ---------------

            zdarzalo sie, ze irlandczycy wypisywali ze szkol, w ktorych byla
            przewaga, czy duza ilosc dzieci obcokrajowcow, swoje dzieci. powod -
            dzieci te nie znaly jezyka w stopniu podstawowym (pol biedy jak
            mialy problemy z mowieniem ale rozumialy o co chodzi) i nauczyciel
            spedzal duza ilosc czasu na tlumaczeniu rzeczy, ktore kazde inne
            dziecko rozumialo np.nauczyciel mowi: teraz pracujemy w parach, czy
            otworz ksiazke na danej stronie, czy bedziemy cos tam robic.
            sa tutaj nauczyciele, ktorzy pomagaja takim dzieciom, ale z tego co
            sie orientuje, musi byc takich dzieci iles tam, zeby szkola takiego
            dostala.

            ---------------

            O podobnych zjawiskach slyszalem juz wiele lat temu od dyrektora niemieckiej podstawowki na terenie centrum miasta sredniej wielkosci, w ktorym mieszka wiekszosc Gastarbeiterow w tym miescie (w latach 60-tych, 70-tych Niemcy sie wyprowadzili sie ze starego miasta i powybudowali sobie wlasne domy, puste mieszkania chetnie wynajmowali wlasnie cudzoziemcy, dlatego w tej dzielnicy odsetek dzieci z takich rodzin jest ponadproporcjonalnie wysoki):

            Wedlug relacji tego dyrektora najwiekszym problemem dla niego byl brak wspolpracy ze strony rodzicow. Z dodatkowych pozalekcyjnych ofert (Förderunterricht) malo kto dobrowolnie korzystal. Kiedy wychowawca jakby przymusowo skierowal jakiegos ucznia do dodatkowych lekcji, byly nawet skargi i oskarzenia o dyskryminacji "cudzoziemskich" dzieci. A byly to dzieci urodzone i wychowywane w Niemczech!

            Mysle, ze szkola odroznia dzieci z takich rodzin, ktore dopiero co sie osiedlili w nowym kraju, od takich, ktore stanowia juz drugie lub trzecie pokolonie.
            Oczywiscie kazdy ma prawo do dwujezycznego wychowania swoich dzieci, jednak oznacza to wlasnie, iz dziecko ma sie nauczcyc jednego i drugiego jezyka. A rodzice sa odpowiedziani za postepy dziecka i w jednym w w drugim jezyku. Wedlug mojej obserwacji w Niemczech nie jest to tak, iz dziecko zupelnie automatycznie nauczy sie jezyka otoczenia na naprawde bardzo dobrym pozomie (aby na koncu kariery szkolnej zdac mature z dobrym wynikiem), jesli rodzice nie pilnuja postepow. Musza dziecku kupic ksiazki niemieckie, musza mu pozwolic ogladac rowniez niemiecka telewizje, musza mu umozliwic zabawe rowniez z niemieckimi dziecmi itp. Istotna jest rownowaga. Dobrze miec na miejscu swoich rodakow i przebywac w ich otoczeniu, ale nie tylko i wylacznie.

            Pozdrawiam
            • jan.kran Re: rasistowski logopeda? 24.06.08, 10:29
              Moje dzieci wychowane w domu gdzie mowilo sie tylko po polsku ale zyjace w
              otoczeniu w 100% niemieckim mowia po niemiecku jak rodowici Niemcy.
              Moja corka ktora w wieku 12 lat wyjechala do Norwegii po siedmiu latach
              powrocila do DE i nikt nie wie ze nie jest rodowita Niemka , moj syn mowi tez bdb.
              Ale oni przebywali ciagle wsrod Niemcow , polska TV pojawila sie kiedy juz
              mowili po niemiecku.
              Problem dzieci emigrantow nie jezyka kraju otoczenia istnieje w
              DE , Francji , Norwegii i na pewno w wielu krajach.
              W Monachium mieszkalam krotko w WG z turecka rodzina , mieli jedno dziecko.
              Matka prawie nie mowila po niemiecku , ojciec srednio , TV tylko po turecku.
              Ich syn mowil dobrze po niemiecku ale na pewno nie mial takiego slownictwa jak
              jego rowiesnicy.
              To jedna strona medalu.
              A druga jest taka ze nieprofesjonalne jest podchodzenie przez lekarzy ,
              pedagogow , logopedow do wielojezycznosci.
              Mysle ze nie mozna wydawac osadu ad hoc , po kilku minutach rozmowy.
              Nakazywanie rodzicom mowienia do dziecka w jezyku otoczenia to powazny blad bo
              wiekszosc rodzicow nie jest nativ i przekaazuje dzieciom swoje bledy i akcent.
              W rozsadnych publikacjach na temat wielojezycznosci jest podkreslane ze dobra
              znajomosc jezyka rodzicow pomaga w poznaniu jezyka otoczenia.
              Zadaniem fachowcow nie jest pokrzykiwanie na rodzicow i straszenie ich tylko
              konstruktywna wspolpraca.
              Jezeli rzeczwiescie dziecko jest slabe w jezyku otoczenia trzeba Mu pomoc ,
              powoli , spokojnie dojsc do tego w jaki sposob.

              Moj syn jest dowodem ze dobra i gleboka znajomosc jezyka rodzicow to podstawa.
              Mam to na papierzetongue_outPPP
              Pisalam juz ze Jego poziom norweskiego jest wyzszy niz Jego norweskich
              rowiesnikow, po polsku uzywa tez rzadkich i trudnych slow choc mowi z akcntem.

              Logopeda po krotkiej rozmowie nie zorientuje sie jaki poziom intelektualny
              reprezentuja rodzice , w jakim srodowisku dziecko zyje.
              To ze mama przychodzaca do terapeuty czy lekarza slabo mowi po niemiecku nie
              swiadczy o niczym.
              Moze byc prosta kobieta z dalekiej wioski , analfabetka lub wyksztalcona osoba
              znajaca kilka jezykow ale akurat nie niemiecki.
              Dziecko moze miec kontakt z jezykiem niemieckim sporadyczny albo tak jak moje
              dzieci zyc w srodowisku homogenicznie niemieckim
              < z wyjatkiem domu > .
              Profesjonalizm objawia sie w tym ze do kazdej sytuacji podchodzi sie indywidualnie.
              Dla mnie zachowanie tej logopedy jest jawnie rasistowskie i JA bym Jej to
              powiedziala prosto w oczy a jakby sprobowala pisnac to bym napisala skarge do
              niemieckiego zwiazku logopedow.
              Kran
              • tomsmom Re: rasistowski logopeda? 24.06.08, 11:33
                Kran - podpisuje sie pod tym co mowisz obydwoma rekami!!!
                Niedouczenie to jedno: w Polsce czesto zdarzalo mi sie, ze lekarze,
                nie majacy pojecia o dwujezycznosci zamiast wydawac jakies
                kretynskie osady zadawali mase pytan. Przyznawali, ze nie znaja sie
                na tym. Tu w Irlandii lekarze sa od wszystkiego i na WSZYSTKIM sie
                znaja!! Tego sie od nich wymaga (w koncu do GP idzie sie ze
                wszystkim) i oni sa o tym swiecie przekonani. Na mnie to wlasnie
                przekonanie dziala jak plachta na byka. "Nie znam sie, ale
                powiem 'jak to powinno byc'" no co za brak kompetencji!

                Nadal nie moge przejsc do porzadku dziennego nad faktem, ze kraj,
                ktory chce uchodzic za dwujezyczny (co oczywiscie jest bzdura
                absolutna bo Irlandczycy znaja tak irlandzki jak Polacy rosyjski)
                nie ma zadnego prawie zaplecza dla rozwoju dwujezycznosci (no, "cos
                tam" jest ale TYLKO irl-ang i to w sumie dosc trudno dostepne nawet
                dla tych ktorym na tym zalezy). To dla mnie niepojete.

                A te teksty o mowieniu do wlasnego dziecka w obcym jezyku to miedzy
                bajki mozna wlozyc. Oczywiscie, trzeba dbac o rozwoj jezykowy na obu
                frontach, ale juz nie przesadzajmy. Wedle tego scenariusza
                sprowadzilibysmy dwujezycznosc do zwyklej "znajomosci drugiego
                (czyli w tym wypadku ojczystego) jezyka".
                • mamapodziomka Re: rasistowski logopeda? 24.06.08, 11:58
                  Na dodatek niestety w Niemczech obserwuje niestety olbrzymia spychoterapie.
                  Dziecko jest srednio 9 godzin w jednojezycznym, niemieckim przedszkolu, w grupie
                  przewaga dzieci wylacznie niemiecko-jezycznych, ale niestety pani nie jest w
                  stanie zadbac o rozwoj jezykowy dzieci, bo przeciez musi pic kawke, pytlowac z
                  innymi paniami, wypelniac papierzyska (na co teoretycznie czas powinna znalezc
                  po zajeciach), itd. W efekcie ponad polowa grupy, takze dzieci jednojezyczne
                  zasuwa dwa razy w tygodniu do logopedy, ktory nie robi absolutnie nic innego,
                  niz powinno robic przedszkole. Moje dziecie produkuje z pania logopedka akwaria
                  dla rybki, robi salatke z jablek i rodzynek, rysuje, etc. Fajnie, za darmo, bo
                  kasa placi, troche trudno logistycznie to rozegrac, ale jaki to ma sens???

                  I naprawde trudno sie potem dziwic, ze sa w szkoly, w ktorych jest doslownie
                  kilkoro dzieci znajacych niemiecki, a kto moze to dzieci z takiej szkoly
                  zabiera. Ale to jest przyklad nie tylko zaniedan z domu rodzinnego, bo w koncu w
                  jaki sposob taka typowa turecka rodzina, w ktorej obydwoje rodzice mowia po
                  niemiecku bardzo, bardzo zle, albo wcale ma tego jezyka nauczyc?? Po to przeciez
                  dziecko ma chodzic do prezdszkola. I gdyby ono swoja role wypelnialo, gdyby
                  potem szkola byla w stanie zaoferowac obowiazkowe zajecia dodatkowe dla dzieci,
                  ktore po niemiecku mowia slabo, to problem powoli by sie rozwiazywal.

                  A tak to kampania "mow w domu po niemiecku" przynosi efekty... Bardzo czesto
                  slysze rodzicow mowiacych naprawde slabym, lamanym niemieckim do dzieci,
                  kompletnie bezradnych kiedy trzeba wytlumaczyc cos bardziej skomplikowanego i
                  rozciagajacych te komunikacyjna pustynie na kolejne pokolenie. W sumie ze
                  znajomych wiekszosc przeszla na wylacznie niemiecki w domu.
                  • risando Re: rasistowski logopeda? 24.06.08, 12:52
                    mamapodziomka napisała:

                    > Moje dziecie produkuje z pania logopedka akwaria
                    > dla rybki, robi salatke z jablek i rodzynek, rysuje, etc. Fajnie, za darmo, bo
                    > kasa placi, troche trudno logistycznie to rozegrac, ale jaki to ma sens???

                    Powinnas porozmawiac z logopedka i zaproponowac zmiane cwiczen.

                    > I gdyby ono swoja role wypelnialo, gdyby
                    > potem szkola byla w stanie zaoferowac obowiazkowe zajecia dodatkowe dla dzieci,
                    > ktore po niemiecku mowia slabo, to problem powoli by sie rozwiazywal.

                    Niestety bez inicjatywy samych rodzicow niewiele zmienisz, poniewaz ogol spoleczenstwa tego problemu nie widzi. Rodzice musza sie domagac zmian, w ostatecznosci sami zorganizowac zajecia dodatkowe. Porozmawiaj na poczatek z wychowawca, potem z dyrektorem szkoly oraz z kims z Elternvertretung tej szkoly. Jesli szkola sama nie rozwiazuje problemu, mozna tez uderzyc do radnych, Ausländerbeauftragten, organizacji partyjnych przechylnie nastawionych cudzoziemcom (SPD/Grüne).

                    Pozdrawiam
                    • mamapodziomka Re: rasistowski logopeda? 24.06.08, 13:53
                      Z logopedka rozmawiam nagminnie, problem w tym, ze mloda potrzebowala troche
                      zajec jezykowo-ogolnorozwojowych, a nie scisle logopedycznych. Ale, ze nikt tego
                      typu zajec nie oferuje, wiec zostajemy przy logopedii, w przyszlym roku w
                      znacznie zmniejszonym zakresie, bo opoznienie juz praktycznie nadrobila. Bo to
                      bylo proste opoznienie mowy spowodowane tym, ze przez pierwszy okres wiodacy byl
                      jezyk polski bo bylam z mloda sama, a po jakims czasie pojawil sie
                      niemiecko-jezyczny partner. I mloda sie przestawila na niemiecki, bo stal sie
                      jezykiem rodzinnym, ale miala pewne opoznienie w stosunku do rowniesnikow. W tej
                      chwili niemiecki jest niemalze na poziomie rowiesnikow, polski na znacznie
                      slabszym, ale po miesiacach totalnego buntu znow zaczela sie starac mowic po
                      polsku, glownie do dziadkow, ale powoli znowu i do mnie. Pominawszy fakt, ze
                      bawi ja uczenie taty polskiego.

                      Rodzice owszem powinni naciskac, ale niestety poblem polega na tym, ze zmiany sa
                      trudne do przeprowadzenia. I tutaj tez sie nie wylamie specjalnie, owszem staram
                      sie rozmawiac, etc. jak na razie dosc bezskutecznie. Jesli chodzi o szkole to
                      znow zrobimy unik i mloda pojdzie najprawdopodbniej do szkoly katolickiej (jesli
                      sie dostanie), a jesli nie to bedziemy sie dalej zastanawiac.

                      A bardzo mi tego szkoda, bo mi zal tych dzieci, o ktore rodzice nie walcza, nie
                      posylaja na zajecia dodatkowe, nie prowadzaja do logopedy, nie przenosza do
                      lepszej szkoly, etc. Problem istnieje, bildungsfremde Familien byly, sa i beda,
                      wierchuszka wie o tym i sie na to godzi.
                  • k.bazylejska Re: rasistowski logopeda? 24.06.08, 13:15
                    Moim zdaniem problemy szkolne dzieci obcokrajowców są w większej mierze
                    problemem pochodzenia społecznego niż problemem czysto językowym.

                    Mieszkamy w robotniczej dzielnicy w centrum Bazylei. Procent cudzoziemców w
                    tej dzielnicy wynosi około 50%. Procent cudzoziemskich dzieci w lokalnych
                    szkołach i przedszkolach wynosi ponad 95%. Nasi szwajcarscy sąsiedzi są albo
                    emerytami albo studentami.

                    Kiedy Jaś został objęty obowiązkiem szkolnym, stanęliśmy przed dylematem:
                    albo wyprowadzamy się do "lepszej" dzielnicy albo posyłamy dziecko do prywatnej
                    dwujęzycznej szkoły tuż za rogiem. Wybraliśmy opcję drugą. W prywatnej
                    dwujęzycznej szkole też nie ma dzieci szwajcarskich. W Jasia klasie tylko troje
                    dzieci zna niemiecki z domu. Wiele dzieci nie znało ani niemieckiego ani
                    angielskiego zaczynając "naukę". W przeciwieństwie do lokalnej szkoły miejskiej
                    dzieci w szkole Jasia pochodzą z rodzin inteligenckich i ich rodzice motywują
                    je do nauki. Nauczycielki prowadzą poprzez zabawę celową naukę obu języków :
                    angielskiego i niemieckiego. Dzieci uczą się masy wierszyków na pamięć. Co
                    tydzień dostają do domu dwie książki, co by im rodzice na głos czytali. W
                    starszych klasach dzieci mające problemy z jednym z dwu języków wykładowych
                    dostają dodatkowe lekcje języka z którym mają problem. Po skończeniu
                    podstawówki wszystkie dzieci automatycznie przechodzą do klas z profilem
                    gimnazjalnym. I wszystkie mają możliwość zdawania matury. Co innego w szkole
                    miejskiej szwajcarskiej. Tylko 17 procent młodzieży uczy się w gimnazjum.
                    Procent cudzoziemców ze skierowaniem do progimnazjum jest minimalny. Dziecko
                    może mieć same bardzo dobre stopnie w podstawówce a i tak nauczycielka nie
                    skieruje cudzoziemskiego dziecka do progimnazjum, bo zdaniem wielu tutejszych
                    nauczycielek studia wyższe nie są wykształceniem odpowiednim dla dzieci
                    cudzoziemców. Efekt jest taki, że ci cudzoziemcy których na to stać i którym
                    zależy na edukacji swoich dzieci posyłają je do szkół prywatnych. To jeszcze
                    bardziej pogłębia problemy w szkołach państwowych.

                    k.bazylejska

                    Jaś 12.2002 Klara 02.2002 niemiecki, polski, angielski
                    • risando Re: rasistowski logopeda? 24.06.08, 13:39
                      k.bazylejska napisała:

                      > dzieci zna niemiecki z domu. Wiele dzieci nie znało ani niemieckiego ani
                      > angielskiego zaczynając "naukę".

                      Tak z ciekawosci chcialbym sie zapytac, czy w szkolach nauczyciele mowia Schwyzerdütsch czy Hochdeutsch?


                      Pozdrawiam
                      • k.bazylejska Re: rasistowski logopeda? 24.06.08, 14:18
                        W przedszkolach i szkołach podstawowych dialekt szwajcarski jest językiem wykładowym. W pierwszej klasie podstawówki dzieci rozpoczynają naukę standardowego niemieckiego jako języka pisanego. W niektórych eksperymentalnych przedszkolach gdzie ilość dzieci cudzoziemców przekracza 90% celowo jednak zaniechuje się nauki dialektu i używa się tylko standardowego niemieckiego.

                        W szkole mojego syna nie używa się dialektu i to był dla nas jeszcze jeden argument za tą szkołą.

                        k.bazylejska

                        Jaś 12.2002 Klara 02.2007 niemiecki, polski, angielski
                  • intela Re: rasistowski logopeda? 25.06.08, 16:57
                    mamapodziomka napisała:

                    Fajnie, za darmo, bo
                    kasa placi, troche trudno logistycznie to rozegrac, ale jaki to ma
                    sens???


                    Przypuszczam ze sens jest taki ze ktos ma zatrudnienie i jest to
                    pozycja finansowana przez panstwo i celem jest by utrzymywac ta
                    pozycje tak dlugo jak sie da bo w koncu ma sie pieniadze za nic.
                    Takie jest moje zdanie. Dzieci wchlaniaja wiedze szybko i ja nie
                    moge zrozumiec jak przebywanie przez 6-8 godzin codziennie z
                    jezykiem niemieckim w szkole czy przedszkolu ma nie wystarczyc.
                    Oczywiscie na poziomie wieku dziecka. Doroslemu by wystarczylo a co
                    mowic o dzieciach.
                    To zmuszanie rodzicow ktorzy sami nie znaja wystarczajaco
                    niemieckiego do mowienia po niemiecku w domach jest typowym
                    zmienianiem ich mentalnosci z polskiej na niemiecka i zacieraniem
                    jakichkolwiek zwiazkow z ojczyzna czyli zgermanizowaniem nie tylko
                    waszych dzieci ale i was. To jest jedyny cel.
                    Za kilka lat nie bedziecie w stanie wogole sie porozumiec z nimi po
                    polsku bo dzieci nie beda was wogole rozumiec a wy i tak bedziecie
                    miec ograniczone slownictwo w jezyku niemieckim.
                    Wiem bo to przeszlam i tez mialam momenty slabosci by przejsc w
                    domu na jezyk angielski bo wydawalo mi sie ze nie jestem w stanie
                    porozumiec sie z dziecmi.
                    Przetrwalam to i obecnie dzieci mowia i pisza perfekt po angielsku
                    i bardzo dobrze po polsku. Ci znajomi ktorzy przeszli na jezyk
                    angielski w domu nie sa w stanie juz porozumiec sie z dziecmi
                    innaczej jak po angielsku. Owszem dzieci rozumieja conieco po
                    polsku ale nie sa w stanie sklecic zdania.
                    Pytam sie co szkodzi by dziecko znalo wiecej niz jeden jezyk? A
                    nauka polskiego jest za darmo w takim wypadku.
                • risando Re: rasistowski logopeda? 24.06.08, 12:29
                  > A te teksty o mowieniu do wlasnego dziecka w obcym jezyku to
                  > miedzy bajki mozna wlozyc.

                  O ile pamietam swoja lekture jakby urzedowych poradnikow dla rodzin wielojezycznych opublikowanych przez niemieckie ministerstwa, urzedy itp., nigdzie nie jest (juz) przedstawiony przeglad, iz rodzice-imigranci powinni rozmawiac z dziecmi po niemiecku. Maja uzywac swojego jezyka ojczystego, ale zapewnic dzieciom regularny kontakt z jezykiem niemieckim, we wspolprace z przedszkolem i szkola (sami przeciez czesto nie sa w stanie ocenic umiejetnosci swoich dzieci) obserwocac postepy jezykowe i w razie potrzeby korzystac z programow pomocy.

                  Kiedy mam troche wiecej czasu, wyszukam linkow albo przedstawiam cytaty z takich poradnikow dla rodzin mieszkajacych w Niemczech i walczacych z niekompetentnymi "fachowcami".

                  Pozdrawiam

                  PS. Kazde dziecko oczywiscie inne jest, ale moja corka np. w ogole nie chce ze mna po polsku rozmawiac, chociaz ten jezyk znacznie lepiej zna . Nawet jesli opisuje jakas skomplikowana sprawe, strasznie sie przy tym meczy i usilnie szuka w swojej glowce niemieckich wyrazow, nie wypowiada zadnego zdania po polsku w moim kierunku. Jesli juz, moge jej podpowiadac pojedyncze slowa.
                  To wcale nie przymus z mojej strony, ale jakies nastawienie corki. Sam sie dziwie, dlaczego tak jest, poniewaz ja w danej sytuacji, jesli mialbym wybor, wybieralbym latwiejszy dla mnie jezyk. Przyznam sie, iz konsekwencja corki czasem mi irytuje, chociaz powiniem sie cieszyc z tego.

                  Ze wzgledu na nastawienie corki nie wyobrazam sobie, iz jakis "urzednik", "fachowiec" czy inny przedstawiciel "wladzy" mialby nam nakazac jezyk, ktorym mamy sie poslugiwac. Przeciez w ogole nie prowadzilbym rozmow z corka!
                  • jan.kran Re: rasistowski logopeda? 24.06.08, 12:49
                    Mloda od trzech lat jest w Monachium. Pierwsze dwa lata widywalysmy sie kilka
                    razy do roku , w ostatnim roku tak wysz lo ze na Wielkanoc 2007 a potem
                    dopiero Boze Narodzenie 2007. Teraz bedziemy widywac sie znowu czesciejsmile
                    Prawie codziennie rozmawiamy przez telefon , czasem godzinamitongue_outPPP
                    Przez te lata w Monachium Claire mowi wylacznie po niemiecku
                    < od czasu do czasu po norwesku z przyjaciolka >.
                    Nigdy nie mowi do mnie po niemiecku , nie potrafi.
                    Czasem jast zmeczona , za plecami ma Absztyfikanta do ktorego niekiedy musi cos
                    powiedziec po niemiecku , moglaby spokojnie mowic do mnie po niemiecku.
                    Ona twierdzi ze nie potrafi , nie moze sie przezwyciezyc. Czasem brakuje Jej
                    slow , zwlaszcza dotyczacych studiow ale dzielnie sie starasmile
                    Nawet jak bylismy na Swieta w PL i wszyscy starali sie mowic po niemiecku ze
                    wzgledu na Absztyfikanta ciezko Jej bylo odwewac sie do mnie po niemiecku.
                    Natomiast cale lata rozmawiala z bratem po tylko po polsku , teraz natomiast
                    generalnie mowia po niemiecku.

                    Junior po okresie buntu i niecheci bardzo chetnie mowi ze mna po polsku choc
                    Jego znajomi to w wiekszej czesci Niemcy i kilku Norwegow.
                    Gdyby moje dzieci nie mowily po polsku to po pierwsze odebralabym Im mozlowosc
                    kontaktu z moim swiatem , muzyka , ksiazakami a tak to zgodnie sluchamy z J. na
                    zmiane " Die Ärzte" i Skaldow i kazdy jest zadowolonysmile
                    Moja corka ma jako najblizsza rodzine tylko mnie i brata , z ojcem od ponad
                    roku nie utrzymuje kontaktu.
                    Poniewaz mowi po polsku ma jeszcze polska Rodzine , moja Mamusie, Braci i sporo
                    moich znajomych w PL i zagranica.
                    Ja mam takie uczucie jakbym amputowala moim dzieciom czesc swiata , czesc ich
                    tozsamosci , tradycji , gdybym nie nauczyla Ich polskiego

                    Moze to co pisze bardziej nadaje sie do watku o tozsamosci ale tez laczy sie z
                    tematem wychowania dzici dwujezycznych wbrew opiniom niektorych pseudo -fachowcow.
                    Kran
                    • matka.adama Re: rasistowski logopeda? 24.06.08, 13:34
                      To, co napisała k.bazylejska bardzo mnie zmartwiło. Czy naprawdę
                      przy przyjmowaniu do gimnazjum patrzy się na to, z jakiej rodziny
                      pochodzi dziecko, a nie jak jest rozwinięte? Jeżeli tak jest, to się
                      załamię...
                      Do tej pory, oprócz zdarzenia z logopedą, nie miałam żadnych
                      problemów z powodu mojego pochodzenia. Niemcy, wśród których
                      mieszkam, są naprawdę bardzo mili. Czasami tylko muszę tłumaczyć,
                      dlaczego nie mówię do Młodego po niemiecku. Czasami pytają, czy
                      przyjechałam zbierać truskawki, ale są przy tym rozbrajająco
                      uprzejmi, dodając, że Polacy są bardzo dobrymi i solidnymi
                      pracownikami smile Gdy miałam na samochodzie polską flagę, podchodzili
                      porozmawiać o mistrzostwach. Wszyscy byli bardzo mili.
                      Mam więc nadzieję, że dalej tak będzie. Także w szkole...ach...
                      • k.bazylejska Re: rasistowski logopeda? 24.06.08, 14:00
                        > To, co napisała k.bazylejska bardzo mnie zmartwiło. Czy naprawdę
                        > przy przyjmowaniu do gimnazjum patrzy się na to, z jakiej rodziny
                        > pochodzi dziecko, a nie jak jest rozwinięte? Jeżeli tak jest, to się
                        > załamię...

                        Ja opisywałam sytuację w Bazylei, czyli w Szwajcarii. W Szwajcarii establishment celowo stara się ograniczyć ilość ludzi z wyższym wykształceniem. W Niemczech sytuacja jest inna. Państwu zależy na tym by jak najwięcej ludzi zdobyło wyższe wykształcenie. W Niemczech dużo, dużo więcej młodzieży uczęszcza do gimnazjum, robi maturę i studiuje. A co za tym idzie większy procent dzieci cudzoziemców zdobywa wyższe wykształcenie.

                        Natomiast faktem jest, że i w Niemczech w gimnazjach jest nieproporcjonalnie mało dzieci z rodzin robotniczych. Czy jak to oni eufemistycznie nazywają z "Bildungsferne Familie".

                        k.bazylejska

                        Jaś 12.2002 Klara 02.2007 niemiecki, polski, angielski
                  • risando Berlin 25.06.08, 16:21
                    Polecam publikacje opracowana na zlecenie Senatsverwaltung für Schule, Jugend und Sport w Berlinie.

                    Cala przedstawiona koncepcja "Deutsch als Zweitsprache" przewiduje powiazanie pierwszego jezyka (czyli polskiego, tureckiego, wloskiego itp.) z jezykiem drugim (niemieckim).

                    str 15:

                    Die Erstsprache hat eine wichtige Sozialisationsfunktion für die betroffenen Kinder, weshalb sie auch in der Schule akzeptiert und positiv unterstützt werden sollte. Sie hat im Rahmen der zweisprachigen Erziehung einen eigenständigen Stellenwert und sollte nicht auf die Funktion einer ‘Hilfssprache’ für den Erwerb der Zweitsprache (Deutsch) reduziert werden.


                    str 34:

                    Wichtig ist die Berücksichtigung der Lebenswelt der Schüler nicht deutscher Herkunft im Unterricht, d.h.:
                    dass das in der Erstsprache erworbene sprachliche und metasprachliche Wissen (z.B. bezogen auf Begriffsbildung, Satzbau, mündliche und schriftliche Kommunikation) integriert wird.
                    • risando Hamburg 25.06.08, 18:04
                      Urzedowy dokument nt. imigracji, wydany przez Behörde für Soziales, Familie, Gesundheit und Verbraucherschutz der Freien und Hansestadt Hamburg pod tytulem Hamburger Handlungskonzept zur Integration von Zuwanderern



                      str 14:

                      Bilingualität stellt im Rahmen einer zusammenwachsenden Welt eine wichtige Ressource dar. Mehrsprachigkeit und weitere interkulturelle Kompetenzen werden in den Kindertageseinrichtungen und Vorschulen positiv anerkannt, unterstützt und im Rahmen der Möglichkeiten gefördert. Darüber hinaus ist das Vermitteln der Herkunftssprache jedoch vornehmlich Aufgabe der Eltern bzw. außer(vor-)schulischer Einrichtungen.
                    • tomsmom Re: Berlin 25.06.08, 18:18
                      Risando!
                      To sa TYLKO dokumenty.
                      Niestety w zyciu jest zupelnie inaczej...
                      Synek mojej kolezanki w zeszlym roku mial isc do podstawowki w
                      Berlinie (po paru latach w niemieckim przedszkolu, ojciec Niemiec
                      bez polskiego). No i po jakims tam tescie (ja to juz dokladnie nie
                      pamietam co to w ogole bylo, ale cos takiego podobno musza dzieci
                      zaliczyc, zeby zaczac normalnie szkole) okazalo sie, ze nie ma prawa
                      do takowej isc, tylko na rok zostal skierowany do klasy specjalnej
                      (takiej dla dzieci z uposledzeniami) ze wzgledu na to, ze mial malo
                      punktow w czesci zawierajacej slownictwo. Ten rok, mial go niby
                      przygotowac do szkoly. Kolezance rece opadly, bo dzieciak ogolnie
                      jest dosc biegly w niemieckim i cale wakacje siedziala i uczyla go
                      niemieckich slowek. Udalo sie, ale ja sie zastanawiam ilu dzieciom
                      sie nie udaje, i przez dwujezycznosc trafiaja do klas razem z
                      dziecmi niedorozwinietymi? Z calym szacunkiem dla tych dzieci
                      chorych, chyba nie tedy droga, nie?
                      • risando Re: Berlin 26.06.08, 08:43
                        > niemieckich slowek. Udalo sie, ale ja sie zastanawiam ilu dzieciom
                        > sie nie udaje, i przez dwujezycznosc trafiaja do klas razem z
                        > dziecmi niedorozwinietymi? Z calym szacunkiem dla tych dzieci
                        > chorych, chyba nie tedy droga, nie?

                        Wiem, ze to tylko dokumenty, chcialbym jednak pokazac, iz oficjalna polityka w niemieckich landach nie jest bezwzgledna germanizacjasmile

                        W czym byl dokladnie problem? Czy wynik tekstu byl wadliwy (czyli syn rzeczywiscie posiadal odpowiednia wiedze, jednak sie stresowal sytuacja i nie pokazal, co potrafi) czy rzeczywiscie nie mial takiej wiedzy?

                        O ile wiem, do grupy dzieci pochodzenia cudzoziemskiego (Kinder nichtdeutscher Herkunft) objetej programem Deutsch als Zweitsprache, zalicza sie tylko dzieci, ktore w przewazajacym stopniu w domu mowia w innym jezyku niz jezykiem niemieckim. Jesli ojciec jest Niemcem i sytuacja rodzinna "normalna", podzial jest 50/50.

                        A dlaczego kolezanka go uczyla niemieckich slowek, a nie maz? Czy ona i jej maz stosuja jakas inna metode niz OPOL?
                        • mamapodziomka Re: Berlin 26.06.08, 09:53
                          Berlin, dn 25.06.2008

                          Dostalismy z przedszkola kartke od Senatu o programie wspierania nauczania
                          jezyka niemieckiego dla dzieci. Wiosna 2008 obowiazkowy test, od wrzesnia 2008 3
                          godziny dziennie.

                          Wczoraj w przedszkolu:
                          - test "zapomnielismy zrobic"
                          - nauki nie bedzie, bo nie
                          - a poza tym przeciez Alisia chodzi 45 minut w tygodniu do logopedy, to po co
                          jej jeszcze 3 godziny dziennie nauki.
                        • tomsmom Re: Berlin 26.06.08, 17:52
                          Stosuja OPOL ale maz pracuje strasznie duzo i rzadko bywa w domu
                          (poza weekendami prawie nie widuje dzieci) wiec ciezar tego
                          obowiazku niestety spadl na nia - niezbyt dobrze mowiaca po
                          niemiecku.
                          Niestety, szczegolow tej sprawy nie znam, to juz bylo dawno jak ona
                          mi to opowiadala zreszta... Ale z tego co wiem, to nadal w szkole
                          czesto maly spotyka sie z dziwnymi reakcjami nauczycieli, gdy zdarzy
                          sie, ze np brakuje mu jakiegos slowa...
                    • matka.adama Re: Berlin 25.06.08, 19:24
                      Dzięki Risando za informacje.
                      Mam nadzieję, że w moim przypadku nauczyciele i psychologowie będą
                      podchodzić do mojego dziecka inaczej. Na szczęście mieszkam w małym
                      miasteczku, gdzie nie ma wielu dzieci obcokrajowców. To znaczy, nie
                      stanowią 70 proc. dzieci w szkole, a 20-30 procent.
                      Mam nadzieję...a jak nie, to nie pozostaje nic innego, jak pakować
                      manatki i wracać do kraju.
                      • alessia27 Re: Berlin 26.06.08, 23:07
                        Olej babe zmien logopede.
                        Moj syn tez sepleni i tez jest wdujezyczny
                        nasz logopeda go podziwia i mowi ze swietnie,
                        ze syn zna dwa jezyki w tak mlodym wieku.
                        w domku rozmawiamy pol po polsku pol po niemiecku smile
                        Ale my nie mamy zamiaru wracac do polski jestesmy tu zbyt dlugo

                        Serdecznie pozdrawiamy z Dortmund

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka