lokis1271 21.03.08, 11:03 Witam ! Życzę Wam wszystkim zdrowych, radosnych i spokojnych Świąt Wielkiej Nocy. Smacznego Jajka oraz mokrego Dyngusa ) Pozdrawiam L. Bodio Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
liberum_veto Re: Wesołych Świąt Wielkanocnych :)) 22.03.08, 07:01 Wesołych Świąt, Szanowny Panie Kolego Leszku! Odpowiedz Link
gallatea Re: Wesołych Świąt Wielkanocnych :)) 22.03.08, 07:48 Wiary i nadziei w lepsza wspólna przyszłość Polaków i Ukrainców na Kresach . Wszystkiego dobrego i obfitosci łask Bozych dla wszystkich Gallatea Odpowiedz Link
lokis1271 Obrzędy Wielkanocne na Przedsłuczu 24.03.08, 08:33 Witam ! Przedstawiam opis zwyczajów towarzyszących Świętu Wielkiej Nocy na Kresach na Przedsłuczu w latach czterdziestych, cyt.: „[…] W Niedzielę Wielkanocną wszyscy udali się raniutko na rezurekcję, która odbyta się bardzo uroczyście, a po powrocie do domów tradycyjnie zjedli święcone jajka i wielkanocne śniadanie. Związany z tym był stary zwyczaj „tłuczenia się" jajkami, kraszankami, które kraszono na jasnobrązowy kolor, gotując w wywarze z łupin cebuli w tzw. cybulniku. Otóż polegało to na tym, że niezależnie od obowiązkowego spożycia kawałka jajka święconego, każdy z uczestników wielkanocnego śniadania wybierał losowo lub nawet próbując „mocy" skorupy jajka poprzez ostukiwanie jego czubków o własne zęby i zaczynało się „tłuczenie". Jedna osoba trzymała jajko w garści, wysuwając najpierw „ostry" czubek do góry, a druga uderzała w nie ostrym czubkiem swego jajka. Któreś z nich tłukło się. Wtedy powtarzano operację uderzając „tępymi" czubkami, aż stłuczenia jajek z obu stron. Wygrywał ten, któremu udało się do końca zachować całe jajko. Odkładało się je, jako najmocniejsze do dalszych walk eliminacyjnych. Rozbite jajka zjadano z ćwikłą i chrzanem co też należało do tradycji. Po śniadaniu tym zaczynały się odwiedziny krewnych i sąsiadów oraz chodzenie dzieci po tzw. „włóczównym" oraz organizacja zawodów „tłuczenia" się jajkami. Każdy odwiedzający inny dom w tym dniu przy wejściu mówił: - „Chrystus Pan, zmartwychwstał!" - Gospodarze w domu odpowiadali na to: - „Sprawiedliwie, że wstał"! - To samo robiły dzieci przeważnie w wieku szkolnym, które gromadami zachodziły do domów zazwyczaj sobie znajomych i bliskich, gdzie również po formule powitalnej czekały na jajka i to te kraszanki z cybulnika. Dlatego też w każdym domu szykowano takich jaj co najmniej kopę na święta. Nie można bowiem było odprawić chodzących po „włóczównym" z niczym. Gdy się jednak przytrafiło, że już jaj nie starczyło trzeba było tym dzieciom dać kawałek jakiegoś ciasta (zazwyczaj babka lub strucla z makiem, czy też powidłami). Mając w ten sposób zebranych co najmniej kilka kraszanek chłopcy, a także niektóre bardziej odważne dziewczęta, wychodziły gdzieś na łąki (ogród) i tam dopiero zaczynało się grupowe „tłuczenie się" jajkami. W tym przypadku zwycięzca zabierał kolejno wszystkie rozbite przez niego kraszanki. W ten sposób w końcowej fazie ktoś zostawał „królem" całej zabawy. Potem wszystkie te jaja zjadano tam na „polu bitwy", robiąc też zawody, kto zje więcej tych jaj gotowanych na twardo. Ten zwyczaj nie należał niestety do godnych popularyzacji, gdyż często kończył się bólami żołądka, obstrukcją lub wymiotami. Ale tradycji musiało się stać zadość i tutaj też byli zwycięzcy, o których potem długo się wspominało. Na drugi dzień Świąt Wielkanocnych od samego rana cala wieś była tradycyjnie zajęta wzajemnym oblewaniem się wodą. Każdy musiał być jakoś oblany. Największe emocje przeżywały młode dziewczęta tzn. „panny na wydaniu". Nie oblanie panny przez żadnego kawalera uchodziło za brak zainteresowania się jej osobą, było źle kiedy mówiono, że nikt jej nawet nie oblał. Dlatego też chłopaki w wieku „kawalerskim" prześcigali się, aby swoje sympatie oblać jeszcze nieubrane albo śpiące w łóżku. Uciekano się przy tym do różnych forteli, aby wejść niepostrzeżenie do domów. W tym celu zakradano się przez strychy, dachy, piwnice, a nawet po cichu wyjmowano szyby z okien, aby tylko zaskoczyć upatrzone wcześniej „ofiary". Oblewano się na ulicy z butelek i przy studniach wiadrami, gdzie doprowadzano pojmanych często na siłę i nie pozostawiano na nich suchej nitki. Dzieci robiły to miedzy sobą podobnie. Wszystkie te igrzyska odbywały się z rana przed nabożeństwem w kościele […]”, źródło: Czesław Piotrowski, Krwawe żniwa, wyd. II, Toruń 2004, s. 148-150 Pozdrawiam L. Bodio Odpowiedz Link
liberum_veto Obyczaje Wielkanocne 24.03.08, 18:01 Niektóre jeszcze przetrwały do dziś serwisy.gazeta.pl/wielkanoc/1,63249,758317.html Na pograniczu Podlasia i Lubelszczyzny Dla każdego szanującego się gospodarza najważniejsza jest rezurekcja. W drodze powrotnej do domu w bardzo prosty sposób można wystarać się o dobre zbiory. Otóż, kto pierwszy po mszy dojedzie do wsi, temu zboże urodzi się jak malowanie. Dawniej gospodarze ścigali się konnymi wozami, dzisiaj - samochodami. Honor nie pozwala oszukiwać i wychodzić z mszy przed jej zakończeniem. Co do śniadania wielkanocnego, jest jedno danie, które pojawić się na nim musi: barszcz czerwony, nie żaden z torebki, tylko zrobiony na nastawionym odpowiednio wcześniej zakwasie. Barszczu jest gar i je się go potem przez całe święta. Jako danie wigilijne nie występuje. W moim domu przed śniadaniem wielkanocnym wyjmuje się ze święconki jajka i kłącza chrzanu. Jajka po podzieleniu na kawałki pieprzy się i soli. Kiedy już wszyscy złożą sobie życzenia, przed zjedzeniem jajka biorą po kawałeczku chrzanu i usiłują go przełknąć. W mojej rodzinie robi się tak od zawsze, choć nikt nie wie - czemu to ma służyć. Chyba umartwianiu. Na Białostocczyźnie Popularne jest wybijanie się świątecznymi jajkami. Dwie osoby stukają się czubkami jajek, tak aby stłuc jajo bliźniego, nie swoje! Wygrywający jako trofeum zabiera nadtłuczone jajko. Dziś ma to bardziej wymiar honorowo-humorystyczny niż materialny, ale wszyscy bardzo to lubią. Mój sześcioletni siostrzeniec prawie płakał za każdym razem, gdy ktoś stłukł jego pisankę. Dzieci opracowują więc specjalne metody stukania się jajkami - chowanie jajka w pięści, tak aby wystawał tylko czubek czyni je mocniejszym. Prowadzą całe badania związku między kształtem a twardością skorupy. Pomimo święta zdarzają się też oszuści - zamiast normalnego jajka do wybijania się używają drewnianego. Inwencja twórcza nie zna granic. Trzeba więc być czujnym. Zwyczajem zanikającym jest toczenie jajek z górki. Dzieci - tylko one mają taką fantazję - wdrapują się na górę i stamtąd staczają pisanki. Wygrywa ta, która potoczy się najdalej. Nie rozbijając się oczywiście po drodze. Okręcanie ze święconką U mnie w domu do kościoła ze święconką zawsze idą najmłodsi. Kiedy poświęcony koszyczek wraca, najstarsza osoba w rodzinie bierze święconkę, okręca ją dookoła siebie i wypowiada słowa: "Święconka do izby, a myszy z przyzby" albo "Okręcam cię koło pupy, pilnuj się mojej chałupy". Taki rytuał ma zapewnić spokój i bogactwo domostwu. Wielkanocny zajączek W zająca wierzyłem jeszcze w podstawówce, wydawał się spory. Któż inny oprócz sporego zająca mógł poroznosić po ogródku dziadka słodycze ukryte w tekturowych jajkach? Zając przychodził w nocy. W niedzielę, po rezurekcji, szukaliśmy tych jajek razem z siostrą. Chciałem ten smaczny zwyczaj przenieść na warszawski grunt - ale w Warszawie nie ma tekturowych jaj. O zwyczajach wielkanocnych opowiadali dziennikarze Gazety Stołecznej Beata Kęczkowska, Marzena Filipczak, Marta Kawczyńska, Aneta Prymaka, Wojciech Cieśla (kwiecień 2001) Odpowiedz Link