Dodaj do ulubionych

Kraków, dzielnice i okolice IX

    • madohora Re: Kraków, dzielnice i okolice IX 13.05.25, 19:41
      tych‎ ‎nie‎ ‎chcą‎ ‎płacić;‎ ‎przychodzi‎ ‎więc‎ ‎do‎ ‎długoletnich sporów,‎ ‎jak‎ ‎np.‎ ‎z‎ ‎miastem‎ ‎Wojniczem,‎ ‎Ropczycami,‎ ‎Ja rosławiem,‎ ‎zakończonych‎ ‎wygraną‎ ‎rzeźników‎ ‎krakow skich,‎ ‎do‎ ‎których‎ ‎przyłączyli‎ ‎się‎ ‎rzeźnicy‎ ‎kazimierscy i‎ ‎kleparscy.‎x‎) W‎ ‎1524‎ ‎r.‎ ‎rzeźnicy‎ ‎kleparscy‎ ‎otrzymują‎ ‎pewne zwolnienia‎ ‎celne‎ ‎(zapewne‎ ‎chodzi‎ ‎tu‎ ‎o‎ ‎cło‎ ‎królewskie), mianowicie‎ ‎zostają‎ ‎uwolnieni‎ ‎od‎ ‎opłaty‎ ‎połowy‎ ‎cła‎ ‎od ‎ ‎ ‎ ‎ ‎wołów,‎kupionych‎dla‎ich‎jatek.‎2‎)‎ ‎Nie‎ ‎może‎ ‎więc‎ ‎*‎ule gać‎ ‎wątpliwości,‎ ‎że‎ ‎rzeźnicy‎ ‎kleparscy‎ ‎udawali‎ ‎się‎ ‎po bydło‎ ‎na‎ ‎Ruś‎ ‎i‎ ‎o‎ ‎te‎ ‎wszystkie‎ ‎przywileje‎ ‎gorliwie‎ ‎się ubiegali. W‎ ‎samem‎ ‎mieście‎ ‎sprzedawano‎ ‎mięso‎ ‎w‎ ‎jatkach rzeźniczych,‎ ‎których‎ ‎liczba‎ ‎w‎ ‎1525‎ ‎r.‎ ‎powiększa‎ ‎się z‎ ‎8-miu‎ ‎na‎ ‎12-cie,‎3‎)‎ ‎a‎ ‎w‎ ‎1563‎ ‎i‎ ‎1569‎ ‎r.‎ ‎wynosi,‎ ‎jak‎ ‎już wiemy,‎ ‎30.‎4‎)‎ ‎Woły‎ ‎zabijano‎ ‎w‎ ‎t.‎ ‎zw.‎ ‎schlachtuszach,‎5‎) a‎ ‎trzymano‎ ‎je‎ ‎po‎ ‎4—6‎ ‎w‎ ‎stajniach.‎6‎) W‎ ‎połowie‎ ‎XV‎ ‎w.‎ ‎Kleparz‎ ‎dąży‎ ‎do‎ ‎tego,‎ ‎by‎ ‎mieć wolny‎ ‎targ‎ ‎na‎ ‎mięso‎ ‎(forum‎ ‎liberum‎ ‎carnium).‎ ‎Ryło‎ ‎to jednak‎ ‎od‎ ‎1406‎ ‎r.‎ ‎specjalnym‎ ‎przywilejem‎ ‎miasta‎ ‎Kazi mierza,‎ ‎za‎ ‎który‎ ‎płaciło‎ ‎do‎ ‎skarbu‎ ‎królewskiego‎ ‎70‎ ‎grzy wien‎ ‎rocznego‎ ‎czynszu,‎ ‎to‎ ‎też‎ ‎w‎ ‎1441‎ ‎r.‎ ‎dostali‎ ‎Klepa- rzanie‎ ‎królewski‎ ‎zakaz‎ ‎na‎ ‎wolne‎ ‎sprzedawanie‎ ‎mięsa. Równocześnie‎ ‎pod‎ ‎karą‎ ‎zabronił‎ ‎król‎ ‎pokątnym‎ ‎handla rzom‎ ‎sprzedawać‎ ‎w‎ ‎dzień‎ ‎wolnicy‎ ‎sobotniej,‎ ‎a‎ ‎mieszcza nom‎ ‎kupować‎ ‎mięsa‎ ‎na‎ ‎Kleparzu‎ ‎i‎ ‎w‎ ‎Krakowie.‎7‎) Na‎ ‎targ‎ ‎wolny‎ ‎w‎ ‎Kazimierzu‎ ‎musieli‎ ‎dostarczyć mięsa‎ ‎i‎ ‎sprzedawać‎ ‎je‎ ‎cechowi‎ ‎rzeźnicy‎ ‎kleparscy‎ ‎i‎ ‎kra kowscy‎ ‎(przez‎ ‎cały‎ ‎rok‎ ‎prócz‎ ‎okresu‎ ‎Wielkiego‎ ‎Postu). Rzeźnicy‎ ‎obu‎ ‎tych‎ ‎miast‎ ‎mieli‎ ‎tam‎ ‎wyznaczone‎ ‎miejsca
    • madohora Re: Kraków, dzielnice i okolice IX 13.05.25, 19:45
      bów,‎ ‎podobnie‎ ‎jak‎ ‎chlebów‎ ‎białych,‎ ‎pszenicznych,‎ ‎za strzeżona‎ ‎była‎ ‎wyłącznie‎ ‎dla‎ ‎piekarzy‎ ‎krakowskich,‎ ‎na wet‎ ‎w‎ ‎dnie‎ ‎targowe.‎1‎) Mieszkańcy‎ ‎Kleparza‎ ‎sprzedają‎ ‎również‎ ‎miód.‎ ‎Miodu tego‎ ‎musieli‎ ‎mieć‎ ‎podostatkiem,‎ ‎a‎ ‎tern‎ ‎samem‎ ‎i‎ ‎dość wosku,‎ ‎skoro‎ ‎znajdujemy‎ ‎na‎ ‎Kleparzu‎ ‎t.‎ ‎zw.‎ ‎«cericusso- rium‎ ‎alias‎ ‎voskoboynya»,‎ ‎t.‎ ‎j.‎ ‎jakiś‎ ‎budynek,‎ ‎w‎ ‎którym topiono‎ ‎i‎ ‎ugniatano‎ ‎wosk.‎ ‎Topnia‎ ‎wosku‎ ‎znajdowała się‎ ‎na‎ ‎ulicy‎ ‎Długiej,‎ ‎obok‎ ‎domu‎ ‎Jana‎ ‎Gybali,‎ ‎piekarza i‎ ‎obok‎ ‎ulicy‎ ‎św.‎ ‎Walentego.‎2‎)‎ ‎Była‎ ‎własnością‎ ‎Barbary Przybkowej,‎ ‎a‎ ‎więc‎ ‎w‎ ‎rękach‎ ‎prywatnych,‎ ‎odmiennie niż‎ ‎w‎ ‎innych‎ ‎miastach,‎ ‎gdzie‎ ‎powstawały‎ ‎specjalne‎ ‎na to‎ ‎budynki‎ ‎miejskie,‎ ‎z‎ ‎których‎ ‎niewątpliwie‎ ‎miało‎ ‎do chody‎ ‎miasto. Targi,‎ ‎które‎ ‎się‎ ‎co‎ ‎piątek‎ ‎na‎ ‎Kleparzu‎ ‎odbywały, miały‎ ‎na‎ ‎celu‎ ‎zaspokojenie‎ ‎potrzeb‎ ‎miejskiej‎ ‎przede- wszystkiem‎ ‎ludności,‎ ‎nabywającej‎ ‎na‎ ‎targu‎ ‎rzeczy‎ ‎spo żywcze‎ ‎(res‎ ‎comestibiles).‎ ‎Zaznacza‎ ‎to‎ ‎wyraźnie‎ ‎klepar- ski‎ ‎dokument‎ ‎lokacyjny‎ ‎z‎ ‎1366‎ ‎r.‎ ‎Na‎ ‎te‎ ‎targi‎ ‎przyby wała‎ ‎również‎ ‎ludność‎ ‎z‎ ‎okolicy‎ ‎ze‎ ‎zbożem,‎ ‎jarzynami, a‎ ‎przy‎ ‎sposobności‎ ‎zaspakajała‎ ‎swe‎ ‎potrzeby.‎3‎) Przywilej‎ ‎z‎ ‎1366‎ ‎r.‎ ‎ustanawiał‎ ‎na‎ ‎Kleparzu‎ ‎prócz targu‎ ‎na‎ ‎rzeczy‎ ‎spożywcze‎ ‎jeszcze‎ ‎targ‎ ‎na‎ ‎zboże.‎ ‎0‎ ‎tym targu‎ ‎w‎ ‎XV‎ ‎i‎ ‎pocz.‎ ‎XVI‎ ‎w.‎ ‎jakoś‎ ‎nic‎ ‎w‎ ‎źródłach‎ ‎nie słychać,‎ ‎chociaż‎ ‎można‎ ‎przypuszczać,‎ ‎że‎ ‎się‎ ‎już‎ ‎w‎ ‎tym czasie‎ ‎odbywał.‎ ‎Prawdopodobnie‎ ‎dopiero‎ ‎jednak‎ ‎później rozwinął‎ ‎się‎ ‎na‎ ‎wielką‎ ‎skalę.‎
    • madohora Re: Kraków, dzielnice i okolice IX 13.05.25, 19:49
      położenie‎ ‎między‎ ‎dwoma‎ ‎gościńcami‎ ‎handlowemi,‎ ‎ani własny‎ ‎plac‎ ‎targowy,‎ ‎t.‎ ‎j.‎ ‎rynek,‎ ‎stanowiący‎ ‎zwykle‎ ‎ośro dek‎ ‎życia‎ ‎handlowego.‎ ‎Kleparz‎ ‎to‎ ‎nie‎ ‎handlowe‎ ‎i‎ ‎prze mysłowe‎ ‎miasto,‎ ‎jak‎ ‎Kraków‎ ‎lub‎ ‎choćby‎ ‎Kazimierz,‎ ‎gdzie handel‎ ‎naprawdę‎ ‎był‎ ‎ożywiony,‎ ‎to‎ ‎miasto‎ ‎bardziej‎ ‎rol nicze.‎ ‎Zresztą‎ ‎wszelkie‎ ‎jego‎ ‎porywy‎ ‎tłumił‎ ‎zaraz‎ ‎Kra ków,‎ ‎który‎ ‎od‎ ‎końca‎ ‎XV‎ ‎w.,‎ ‎czując‎ ‎się‎ ‎zagrożony,‎ ‎pilnie zaczął‎ ‎baczyć,‎ ‎by‎ ‎to‎ ‎((pasożytnicze))‎ ‎miasto‎ ‎nie‎ ‎urosło mu‎ ‎pod‎ ‎bokiem‎ ‎na‎ ‎groźnego‎ ‎konkurenta.
    • madohora Re: Kraków, dzielnice i okolice IX 13.05.25, 20:01
      stałem‎ ‎również‎ ‎do‎ ‎tej‎ ‎monografii.‎ ‎Kleparzanie‎ ‎mieli‎ ‎nieraz‎ ‎przy krości‎ ‎ze‎ ‎strony‎ ‎miasta‎ ‎Krakowa,‎ ‎tak‎ ‎w‎ ‎1441‎ ‎r.‎x‎)‎ ‎dostali*‎ ‎kró lewski‎ ‎zakaz‎ ‎na‎ ‎wolne‎ ‎sprzedawanie‎ ‎mięsa,‎ ‎gdyż‎ ‎to‎ ‎przysługiwało tylko‎ ‎mieszczanom‎ ‎kazimierskim,‎ ‎mieli‎ ‎jednak‎ ‎jatki‎ ‎rzeźnicze. W‎ ‎1502‎ ‎r.‎2‎)‎ ‎nie‎ ‎wolno‎ ‎im‎ ‎posiadać‎ ‎głównej‎ ‎wagi,‎ ‎sprzedawania wina,‎ ‎piwa‎ ‎świdnickiego‎ ‎i‎ ‎innych,‎ ‎tudzież‎ ‎miejscowych‎ ‎napojów, wolno‎ ‎im‎ ‎jedynie‎ ‎mieć‎ ‎małe‎ ‎wagi‎ ‎domowe‎ ‎i‎ ‎sprzedawać‎ ‎piwo we‎ ‎własnych‎ ‎domach‎ ‎wywarzone,‎ ‎co‎ ‎znowu‎ ‎im‎ ‎przypominają w‎ ‎1583‎ ‎r.‎8‎). Murów‎ ‎obronnych‎ ‎miasto‎ ‎to,‎ ‎pomimo‎ ‎zapowiedzi‎ ‎Kazimierza Wielkiego,‎ ‎nie‎ ‎miało,‎ ‎dlatego‎ ‎też‎ ‎palono‎ ‎je,‎ ‎gdy‎ ‎się‎ ‎nieprzyjaciel zbliżał,‎ ‎ażeby‎ ‎mu‎ ‎utrudnić‎ ‎zdobywanie‎ ‎miasta‎ ‎Krakowa.‎ ‎Tak‎ ‎po stąpił‎ ‎Stefan‎ ‎Czarniecki‎ ‎w‎ ‎1655‎ ‎r.,‎ ‎poczem‎ ‎się‎ ‎już‎ ‎podnieść‎ ‎nie zdołało. W‎ ‎1655‎ ‎r.‎ ‎23/11‎ ‎Gubernator‎ ‎Krakowa‎ ‎wydał‎ ‎rozporządzenie „uważając‎ ‎ku‎ ‎lepszemu‎ ‎dobremu‎u‎ ‎żeby‎ ‎targi‎ ‎zwyczajne‎ ‎we‎ ‎wtorki i‎ ‎piątki‎ ‎nie‎ ‎w‎ ‎mieście‎ ‎Krakowie‎ ‎ale‎ ‎na‎ ‎Kleparzu‎ ‎przy‎ ‎kamienicy Janickowej‎ ‎były‎ ‎odprawiane.‎ ‎Rozporządzenie‎ ‎to‎ ‎dla‎ ‎Kleparza‎ ‎było bardzo‎ ‎ważne‎ ‎i‎ ‎dogodne,‎ ‎gdyż‎ ‎stawali‎ ‎się‎ ‎przez‎ ‎to‎ ‎bogatszymi. Nad‎ ‎wysokością‎ ‎cen‎ ‎rzeczy‎ ‎rzemieślniczych‎ ‎i‎ ‎potrzeb‎ ‎do „żywności‎ ‎należących^,‎ ‎czuwał‎ ‎wojewoda*‎ ‎krakowski.
      Położenie‎ ‎i‎ ‎rozkład. Miasto‎ ‎Kleparz‎ ‎na‎ ‎wzgórkach‎4‎)‎ ‎zbudowane,‎ ‎przeważnie‎ ‎zaś na‎ ‎ogrodach‎ ‎królewskich,‎ ‎między‎ ‎gruntami‎ ‎biskupiemi‎ ‎a‎ ‎opactwa tynieckiego,‎ ‎rozpoczynało‎ ‎się‎ ‎niedaleko‎ ‎wałów‎ ‎i‎ ‎rowów‎ ‎otaczają cych‎ ‎później‎ ‎Kraków,‎ ‎to‎ ‎jest‎ ‎blizko‎ ‎bramy‎ ‎sławkowskiej‎ ‎5‎)‎ ‎cechu krawieckiego‎ ‎z‎ ‎rondlem‎ ‎wielkim‎ ‎murowanym‎ ‎i‎ ‎bramy‎ ‎floryańskiej cechu‎ ‎kuśnierzy‎ ‎oraz‎ ‎rondla‎ ‎tej‎ ‎bramy,‎ ‎zbudowanego‎ ‎dopiero w‎ ‎1505‎ ‎r.‎ ‎Pod‎ ‎murami,‎ ‎od‎ ‎ulicy‎ ‎Szpitalnej‎ ‎do‎ ‎Sławkowskiej,‎ ‎stały w‎ ‎XVIII‎ ‎w.‎ ‎przyczepione‎ ‎do‎ ‎muru‎ ‎małe‎ ‎domki,‎ ‎różnego‎ ‎kształtu i‎ ‎wielkości,‎ ‎gdy‎ ‎dopiero‎ ‎w‎ ‎1803‎ ‎r.‎ ‎zaczęto‎ ‎burzyć‎ ‎mury‎ ‎i‎ ‎kletki przedmieścia‎ ‎znikły.‎ ‎Przedmieście‎ ‎to‎ ‎leżało‎ ‎pierwotnie‎ ‎nad‎ ‎krętym korytem‎ ‎Starego‎ ‎Prądnika‎6‎),‎ ‎a‎ ‎miejscami‎ ‎dochodziło‎ ‎do‎ ‎Rudawy, której‎ ‎jedno‎ ‎koryto‎ ‎sztucznie‎ ‎przeprowadzone‎ ‎około‎ ‎r.‎ ‎1325‎ ‎przez
    • madohora Re: Kraków, dzielnice i okolice IX 13.05.25, 20:08
      ***
      • madohora Re: Kraków, dzielnice i okolice IX 13.05.25, 20:37
        się‎ ‎droga‎ ‎ku‎ ‎Biskupiemu,‎ ‎osobnej‎ ‎jurydyki,‎ ‎a‎ ‎dalej‎ ‎jedno‎ ‎jej‎ ‎roz- czepienie‎ ‎nazywano‎ ‎drogą‎ ‎do‎ ‎solnych‎ ‎składów,‎ ‎gdy‎ ‎drugie‎ ‎nie miało‎ ‎nazwy‎ ‎a‎ ‎prowadziło‎ ‎na‎ ‎Krowodrzę. Uli‎ ‎ca‎ ‎od‎ ‎rogu‎ ‎Pędzichowa‎ ‎do‎ ‎dzisiejszej‎ ‎Krowoderskiej,‎ ‎nie miała‎ ‎również‎ ‎nazwy,‎ ‎a‎ ‎w‎ ‎1500‎ ‎r.‎ ‎określono‎ ‎ją‎ ‎tylko,‎ ‎że‎ ‎idzie „jak‎ ‎wały‎ ‎czyli‎ ‎droga‎ ‎prowadząca‎ ‎do‎ ‎kościoła‎ ‎św.‎ ‎Krzyża‎ ‎i‎ ‎św. Walentego“.‎ ‎Kościół‎ ‎św.‎ ‎Krzyża‎ ‎został‎ ‎zburzony‎ ‎1822‎ ‎r..‎ ‎na jego‎ ‎miejscu‎ ‎powstał‎ ‎plac‎ ‎zwany‎ ‎Słowiańskim‎ ‎i‎ ‎stanął‎ ‎domek‎ ‎od strony‎ ‎tego‎ ‎placu,‎ ‎który‎ ‎ma‎ ‎wysoko‎ ‎umieszczoną‎ ‎tablicę‎ ‎z‎ ‎czar nego‎ ‎marmuru‎ ‎z‎ ‎napisem.‎ ‎Tablica‎1‎)‎ ‎ta‎ ‎sprawiona‎ ‎staraniem‎ ‎śp.‎ ‎Jó zefa‎ ‎Łepkowskiego,‎ ‎konserwatora‎ ‎zabytków,‎ ‎poświadcza‎ ‎że‎ ‎na‎ ‎tem miejscu‎ ‎stał‎ ‎kościół‎ ‎w‎ ‎samej‎ ‎granicy‎ ‎Kleparza‎ ‎a‎ ‎za‎ ‎nim‎ ‎rozpoczy nały‎ ‎się‎ ‎Błonia‎ ‎kleparskie.‎ ‎Między‎ ‎tym‎ ‎kościołem‎ ‎a‎ ‎kościołem‎ ‎św. Walentego‎ ‎stała‎ ‎latarnia‎ ‎zmarłych,‎ ‎w‎ ‎kształcie‎ ‎kaplicy,‎ ‎którą‎ ‎prze niesiono‎ ‎w‎ ‎XIX‎ ‎w.‎ ‎na‎ ‎cmentarz‎ ‎kościoła‎ ‎św.‎ ‎Mikołaja‎ ‎w‎ ‎Krako wie,‎ ‎gdzie‎ ‎uszkodzona‎ ‎i‎ ‎zmieniona‎ ‎dotąd‎ ‎stoi.‎ ‎Pochodzi‎ ‎ona‎ ‎z‎ ‎epoki gotyckiej,‎ ‎a‎ ‎sądząc‎ ‎z‎ ‎opisów‎ ‎stała‎ ‎bliżej‎ ‎murowanego‎ ‎z‎ ‎kamienia kościoła‎ ‎św.‎ ‎Krzyża‎ ‎i‎ ‎mogła‎ ‎być‎ ‎jego‎ ‎latarnią,‎ ‎niżeli‎ ‎drewnianej kapliczki‎ ‎św.‎ ‎Walentego,‎ ‎który‎ ‎wcinał‎ ‎się‎ ‎w‎ ‎Długą‎ ‎ulicę. Pamiętam‎ ‎część‎ ‎ulicy‎ ‎Długiej‎ ‎za‎ ‎kościołem‎ ‎św.‎ ‎Krzyża,‎ ‎która nie‎ ‎miała‎ ‎nazwy,‎ ‎określono‎ ‎ją‎ ‎tylko‎ ‎jako‎ ‎drogę‎ ‎prowadzącą‎ ‎do bławkowa,‎ ‎oparkanioną‎ ‎miejscami,‎ ‎z‎ ‎małymi‎ ‎drewnianymi‎ ‎dom- kami,‎ ‎z‎ ‎lichymi‎ ‎brukami‎ ‎i‎ ‎gdzieniegdzie‎ ‎ogrodami.‎ ‎Na‎ ‎rogu‎ ‎ulicy Długiej‎ ‎idąc‎ ‎od‎ ‎bramy‎ ‎Sławkowskiej,‎ ‎pó‎ ‎prawej‎ ‎stronie‎ ‎tylko‎ ‎do jednej‎ ‎części‎ ‎dzisiejszego‎ ‎narożnika‎ ‎dochodził‎ ‎róg‎ ‎ulicy‎ ‎Długiej, a‎ ‎na‎ ‎domu‎ ‎narożnym‎ ‎było‎ ‎godło‎ ‎koguta,‎ ‎ponad‎ ‎wyszynkiem.‎ ‎Szyld ten‎ ‎miał‎ ‎wymalować‎ ‎Michał‎ ‎Stachowicz.‎ ‎Na‎ ‎Kleparzu‎ ‎długo‎ ‎śpie wano‎ ‎sobie‎ ‎piosenkę:
        „Szed‎ ‎piekorz
        Przez‎ ‎Kleporz
        Nazywał‎ ‎się‎ ‎Puta‎ ‎(Puciński)
        Wziął‎ ‎sobie‎ ‎za ‎żone,‎
        ‎pannę‎ ‎z‎ ‎pod‎ ‎Koguta

        ‎. Dom‎ ‎prawie‎ ‎jedyny‎ ‎o‎ ‎charakterze‎ ‎dworku‎ ‎stał‎ ‎na‎ ‎rogu‎ ‎ulicy Krowiej‎ ‎(Fig.‎ ‎5),‎ ‎dzisiejszej‎ ‎św.‎ ‎Filipa‎ ‎i‎ ‎Długiej‎ ‎a‎ ‎nazywał‎ ‎się na‎ ‎Kwiecińskiem,‎ ‎później‎ ‎Rożena‎ ‎inżyniera.‎ ‎Był‎ ‎to‎ ‎dom‎ ‎muro wany‎ ‎parterowy,‎ ‎z‎ ‎jednym‎ ‎pokoikiem‎ ‎o‎ ‎dwóch‎ ‎oknach‎ ‎na‎ ‎piąterku pod‎ ‎dachem‎ ‎mansardowym,‎ ‎a‎ ‎zburzony‎ ‎został‎ ‎w‎ ‎1910‎ ‎r. Dom‎ ‎pod‎ ‎Nr.‎ ‎25‎ ‎przy‎ ‎tejże‎ ‎ulicy‎ ‎nazywano‎ ‎„kominiarzowe“ albo‎ ‎pod‎ ‎Turkiem,‎ ‎gdyż‎ ‎na‎ ‎szyldzie‎ ‎u‎ ‎drzwi‎ ‎pionowo‎ ‎ustawionym, stał‎ ‎wymalowany‎ ‎Turek.‎ ‎Dom‎ ‎ten‎ ‎w‎ ‎1859‎ ‎r.‎ ‎należał‎ ‎do‎ ‎Mojzego Hurleja.‎ ‎Dom‎ ‎pod‎ ‎Nr.‎ ‎29‎ ‎nazywano‎ ‎„krawcowe‎u‎,‎ ‎w‎ ‎domu‎ ‎zaś‎ ‎pod‎ ‎go łąbkiem‎ ‎pod‎ ‎1.‎ ‎30‎ ‎był‎ ‎browar,‎ ‎z‎ ‎którego‎ ‎długo‎ ‎zachowały‎ ‎się‎ ‎piwnice. Po‎ ‎drugiej‎ ‎stronie‎ ‎ulica‎ ‎Długa‎ ‎biegła‎ ‎aż‎ ‎do‎ ‎narożnika‎
    • madohora Re: Kraków, dzielnice i okolice IX 13.05.25, 23:38
      czajnie‎ ‎dzwonek‎ ‎mosiężny,‎ ‎„naczynia‎ ‎do‎ ‎ognia“‎ ‎jak‎ ‎drabina,‎ ‎osęki żelazne‎ ‎i‎ ‎wiaderka‎ ‎parciane,‎ ‎farbą‎ ‎powleczone.‎ ‎„W‎ ‎tej‎ ‎sieni‎ ‎po prawej‎ ‎ręce‎ ‎są‎ ‎drzwi‎ ‎w‎ ‎okuciu‎ ‎właściwem‎u‎,‎ ‎które‎ ‎prowadzą‎ ‎do izby.‎ ‎„Wszedłszy‎ ‎do‎ ‎stancyi‎ ‎pierwszej,‎ ‎okno‎ ‎pojedyncze‎ ‎wpół otwierane,‎ ‎w‎ ‎okuciu‎ ‎ordynarnem,‎ ‎z‎ ‎szyb‎ ‎(8)‎ ‎małych‎ ‎złożone,‎ ‎na podwórze‎ ‎światło‎ ‎mające.‎ ‎Powała‎ ‎z‎ ‎tarcic‎ ‎na‎ ‎stragarzach;‎ ‎ze‎ ‎stan cyi‎ ‎tej‎ ‎w‎ ‎przepierzeniu‎ ‎są‎ ‎drzwi‎ ‎ordynaryjne‎ ‎do‎ ‎stancyi‎ ‎drugiej. Okno‎ ‎(w‎ ‎niej)‎ ‎w‎ ‎każdej‎ ‎połowie‎ ‎po‎ ‎tafli‎ ‎trzy,‎ ‎w‎ ‎drzewo‎ ‎i‎ ‎kit‎ ‎osa dzone.‎ ‎Podłoga‎ ‎z‎ ‎desek,‎ ‎piec‎ ‎ceglany,‎ ‎w‎ ‎sposób‎ ‎angielski‎ ‎stawiany, obiedwie‎ ‎stancye‎ ‎ogrzewający".‎ ‎Nieraz‎ ‎przepierzanka‎ ‎była‎ ‎krami- kiem,‎ ‎wychodzącym‎ ‎na‎ ‎ulicę,‎ ‎z‎ ‎trzema‎ ‎deskami‎ ‎ze‎ ‎sobą‎ ‎zbitemi tak‎ ‎zwaną‎ ‎„srogą‎u‎,‎ ‎na‎ ‎której,‎ ‎podpartej‎ ‎od‎ ‎ulicy‎ ‎kołkami,‎ ‎jakby‎ ‎na stole,‎ ‎układano‎ ‎najczęściej‎ ‎pieczywo‎ ‎albo‎ ‎inne‎ ‎towary.‎ ‎Na‎ ‎noc‎ ‎zdej mowano‎ ‎towary‎ ‎i‎ ‎srogę‎ ‎zamykano,‎ ‎okno‎ ‎do‎ ‎sklepiku‎ ‎było‎ ‎wtedy zawarte‎ ‎na‎ ‎klucze‎ ‎żelazne,‎ ‎od‎ ‎wewnątrz‎ ‎„muterką‎u‎ ‎przykręcone. Bywały‎ ‎też‎ ‎alkierze,‎ ‎bez‎ ‎okien‎ ‎i‎ ‎lamusy‎ ‎z‎ ‎oknem‎ ‎owalnem.‎ ‎Obok domu‎ ‎bywał‎ ‎skład‎ ‎drwalny,‎ ‎loka‎ ‎nawet‎ ‎sekretne‎ ‎o‎ ‎dwóch‎ ‎stolcach, jakoteż‎ ‎i‎ ‎parkan‎ ‎nieraz‎ ‎i‎ ‎z‎ ‎9‎ ‎przęseł‎ ‎złożony.‎ ‎Stała‎ ‎też‎ ‎w‎ ‎wielu miejscach‎ ‎studnia‎ ‎„ocendrowana“‎ ‎forsztami‎ ‎sosnowemi‎ ‎z‎ ‎daszkiem na‎ ‎dwóch‎ ‎słupach‎ ‎dębowych,‎ ‎z‎ ‎wałem,‎ ‎liną,‎ ‎kawałkiem‎ ‎łańcucha i‎ ‎wiadrem‎ ‎dębowem“.‎ ‎Ód‎ ‎frontu‎ ‎zatem‎ ‎oprócz‎ ‎wrot‎ ‎wjezdnych było‎ ‎widać‎ ‎albo‎ ‎kramik‎ ‎albo‎ ‎drzwi‎ ‎do‎ ‎izby‎ ‎i‎ ‎okno‎ ‎jedno‎ ‎lub‎ ‎dwa od‎ ‎ulicy.‎ ‎Domy‎ ‎inne‎ ‎drewniane‎ ‎dłuższym‎ ‎bokiem‎ ‎ustawione‎ ‎do ulicy,‎ ‎miewały‎ ‎bramę‎ ‎wjazdową‎ ‎albo‎ ‎z‎ ‎boku‎ ‎albo‎ ‎w‎ ‎środku,‎ ‎sto sownie‎ ‎do‎ ‎rozkładu‎ ‎domu.‎ ‎Domki‎ ‎murowane,‎ ‎miewały‎ ‎w‎ ‎środku obramowane‎ ‎wrota,‎ ‎a‎ ‎często‎ ‎ponad‎ ‎niemi‎ ‎podobne‎ ‎do‎ ‎dymników półpiętrze,‎ ‎o‎ ‎małych‎ ‎dwóch‎ ‎okienkach.‎ ‎Pięterko‎ ‎to‎ ‎nakryte‎ ‎było daszkiem‎ ‎spadzistym.‎ ‎Domy‎ ‎wszystkie‎ ‎prawie‎ ‎miały‎ ‎dachy‎ ‎półman- sardowe,‎ ‎gdyż‎ ‎tylko‎ ‎od‎ ‎strony‎ ‎dłuższej‎ ‎miały‎ ‎dachy‎ ‎o‎ ‎dwóch‎ ‎róż nych‎ ‎od‎ ‎siebie‎ ‎pochyleniach,‎ ‎gdy‎ ‎z‎ ‎krótszych‎ ‎jak‎ ‎wspomnieliśmy, na‎ ‎sposób‎ ‎chłopów‎ ‎okolic‎ ‎Krakowa‎ ‎miały‎ ‎wykonane‎ ‎(Fig.‎ ‎6).‎ ‎Roz maitość‎ ‎pewną‎ ‎wprowadzały‎ ‎szyldy‎ ‎ślusarskiej‎ ‎roboty,‎ ‎złożone‎ ‎ze skrętów‎ ‎żelaznych,‎ ‎na‎ ‎których‎ ‎wisiały‎ ‎godła,‎ ‎jak‎ ‎ślusarza‎ ‎klucz, miodosytnika‎ ‎krzyż‎ ‎drewniany,‎ ‎cyrulika‎ ‎miseczki‎ ‎i‎ ‎t.‎ ‎d.‎ ‎Było‎ ‎też znane‎ ‎przysłowie‎ ‎a‎ ‎raczej‎ ‎pytanie:‎ ‎„dlaczego‎ ‎krzyż‎ ‎na‎ ‎miodzie?‎u‎, odpowiedź‎ ‎na‎ ‎nie‎ ‎„bo‎ ‎z‎ ‎nim‎ ‎wiara‎ ‎w‎ ‎narodzie‎u‎. Przy‎ ‎budowie‎ ‎domu‎ ‎był‎ ‎zwyczaj,‎ ‎że‎ ‎gdy‎ ‎właściciel‎ ‎lub‎ ‎kto kolwiek‎ ‎nie‎ ‎należący‎ ‎do‎ ‎budowy‎ ‎przychodził‎ ‎do‎ ‎budującego‎ ‎się domu,‎ ‎zostawał‎ ‎przez‎ ‎dwóch‎ ‎murarzy‎ ‎zarzucony‎ ‎pionami.‎ ‎Zarzuca jący‎ ‎pion‎ ‎mówili:‎ ‎„Jak‎ ‎dawniej‎ ‎przodkowie‎ ‎nasi‎ ‎fundamenta‎ ‎za kładali,‎ ‎to‎ ‎wszystkich‎ ‎pionowali‎ ‎i‎ ‎my‎ ‎tyż‎w‎.‎ ‎Z‎ ‎pęt‎ ‎tych‎ ‎nie‎ ‎uwol nili‎ ‎przychodzącego,‎ ‎dopóki‎ ‎nie‎ ‎dostali‎ ‎od‎ ‎niego‎ ‎na‎ ‎piwo. Gdy‎ ‎murarze‎ ‎skończą‎ ‎fundamenta,‎ ‎pierwsze,‎ ‎potem‎ ‎drugie piętro,‎ ‎dostają‎ ‎za‎ ‎każde‎ ‎po‎ ‎ukończeniu‎ ‎beczkę‎ ‎piwa.‎ ‎Toż‎ ‎samo otrzymują‎ ‎gdy‎ ‎wiechę‎ ‎założą,‎ ‎co‎ ‎oznacza‎ ‎skończenie‎ ‎budowy.‎
    • madohora Re: Kraków, dzielnice i okolice IX 13.05.25, 23:42
      mniej‎ ‎produkować‎ ‎je‎ ‎i‎ ‎rozwozić.‎ ‎Cła‎ ‎tylko‎ ‎takie‎ ‎płacić‎ ‎będą,‎ ‎jakie od‎ ‎dawna‎ ‎płacą‎ ‎mieszczanie‎ ‎krakowscy.‎ ‎Co‎ ‎piątek‎ ‎ma‎ ‎się‎ ‎odbywać targ‎ ‎na‎ ‎zboże‎ ‎i‎ ‎przedmioty‎ ‎żywności.‎ ‎Czynsz‎ ‎z‎ ‎jatek‎ ‎będzie‎ ‎wła snością‎ ‎królewską.‎ ‎Sądownictwo‎ ‎wedle‎ ‎prawa‎ ‎niemieckiego‎ ‎przed wójtem,‎ ‎który‎ ‎tylko‎ ‎na‎ ‎wezwanie‎ ‎królewskie‎ ‎z‎ ‎pieczęcią,‎ ‎stawiać się‎ ‎ma.‎ ‎Przywilej‎ ‎kończy‎ ‎się‎ ‎przyznaniem‎ ‎Kleparzanom‎ ‎tychże praw‎ ‎i‎ ‎wolności,‎ ‎których‎ ‎mieszczanie‎ ‎krakowscy‎ ‎używają‎1‎). Nowa‎ ‎lokacya‎ ‎Kleparza,‎ ‎jak‎ ‎pisze‎ ‎Szujski‎2‎),‎ ‎nie‎ ‎była‎ ‎Kra kowianom‎ ‎miła.‎ ‎W‎ ‎memoryale‎ ‎r.‎ ‎1369‎ ‎królowi‎ ‎podanym,‎ ‎miasto tłomaczy‎ ‎się,‎ ‎że‎ ‎murów,‎ ‎wież‎ ‎i‎ ‎mostów‎ ‎naprawiać‎ ‎za‎ ‎co‎ ‎nie‎ ‎ma, skoro‎ ‎dochody‎ ‎z‎ ‎wywozu‎ ‎napojów‎ ‎i‎ ‎wagi,‎ ‎przez‎ ‎ustanowienie‎ ‎wy wozu‎ ‎i‎ ‎wagi‎ ‎na‎ ‎dochód‎ ‎królewski‎ ‎w‎ ‎mieście‎ ‎Florencyi,‎ ‎uszczu plone‎ ‎zostały.‎ ‎Z‎ ‎tą‎ ‎skargą‎ ‎wiążą‎ ‎się‎ ‎inne,‎ ‎w‎ ‎niezwykle‎ ‎gorzkim tonie.‎ ‎Dalej‎ ‎skarżą‎ ‎się,‎ ‎że‎ ‎część‎ ‎pastwisk‎ ‎miejskich‎ ‎zajęta‎ ‎została za‎ ‎bramą‎ ‎szewską‎ ‎pod‎ ‎ogrody‎ ‎królewskie,‎ ‎część‎ ‎na‎ ‎drodze‎ ‎ku‎ ‎Mo gile‎ ‎zabrali‎ ‎świeżo‎ ‎lokowani‎ ‎Kleparzanie. Na‎ ‎Kleparzu‎ ‎potworzyły‎ ‎się‎ ‎w‎ ‎różnych‎ ‎czasach‎ ‎cechy‎ ‎jak n.‎ ‎p.‎ ‎szewców,‎ ‎rymarzy,‎ ‎łaziebników,‎ ‎rzeźników,‎ ‎kołodziei,‎ ‎stelma chów,‎ ‎stolarzy,‎ ‎bednarzy,‎ ‎brukarzy,‎ ‎garncarzy,‎ ‎murarzy‎ ‎i‎ ‎kamie niarzy‎ ‎wspólny‎ ‎z‎ ‎krakowskim‎ ‎i‎ ‎kazimierskim,‎ ‎powroźników,‎ ‎pie karzy,‎ ‎krupiarzy,‎ ‎kotlarzy,‎ ‎kowali,‎ ‎ślusarzy,‎ ‎tokarzy,‎ ‎młynarzy, cieśli,‎ ‎farbiarzy,‎ ‎barchanników,‎ ‎sukienników,‎ ‎siodlarzy‎ ‎i‎ ‎t.‎ ‎d. Wielu‎ ‎z‎ ‎nich‎ ‎dorabiało‎ ‎się,‎ ‎jak‎ ‎n.‎ ‎p.‎ ‎Lubowiecki‎3‎)‎ ‎został‎ ‎wła ścicielem‎ ‎wsi‎ ‎Skotniki‎ ‎i‎ ‎Olszy‎ ‎pod‎ ‎Krakowem.‎ ‎Pozatem‎ ‎były‎ ‎za jazdy,‎ ‎traktyernie‎ ‎i‎ ‎składy‎ ‎zboża‎ ‎i‎ ‎siana,‎ ‎oraz‎ ‎przekupnie‎ ‎i‎ ‎prze kupki. Podług‎ ‎inwentarza‎ ‎z‎ ‎1733‎ ‎r.‎ ‎nie‎ ‎było‎ ‎ani‎ ‎jednego‎ ‎szewca i‎ ‎tylko‎ ‎rzeźnicy‎ ‎płacili‎ ‎na‎ ‎św.‎ ‎Marcin‎ ‎246‎ ‎zł.‎ ‎24‎ ‎gr. Sól‎ ‎sprzedawali‎ ‎na‎ ‎Kleparzu‎ ‎kupcy‎ ‎soli,‎ ‎mający‎ ‎cech‎ ‎w‎ ‎Kra kowie,‎ ‎skoro‎ ‎nadużycia‎ ‎poczęły‎ ‎się‎ ‎wkradać,‎ ‎król‎ ‎Zygmunt‎ ‎III zabronił‎ ‎tego‎ ‎w‎ ‎1627‎ ‎20/11‎ ‎w‎ ‎Warszawie‎ ‎(972‎ ‎str.),‎ ‎wyrażając‎ ‎się „że‎ ‎ludzie‎ ‎bez‎ ‎pozwolenia‎ ‎ani‎ ‎prawa‎ ‎ważą‎ ‎się‎ ‎sól‎ ‎bałwanistą‎ ‎jako i‎ ‎okruszkową‎ ‎workami‎ ‎i‎ ‎sztukami‎ ‎sprzedawać‎a‎. Władysław‎ ‎IV‎ ‎nakazał‎ ‎w‎ ‎1637‎ ‎r.‎ ‎ażeby‎ ‎w‎ ‎rynku‎ ‎nie‎ ‎sprze dawali‎ ‎innej‎ ‎soli‎ ‎tylko‎ ‎w‎ ‎bałwanach‎ ‎(1026‎ ‎str.). Pieczywo. Pieczywo‎ ‎wyrabiali‎ ‎piekarze‎ ‎kleparscy‎ ‎i‎ ‎pędzichowscy‎ ‎pod różnymi‎ ‎kształtami‎ ‎i‎ ‎nazwami,‎ ‎tak‎ ‎n.‎ ‎p.‎ ‎kołacz‎ ‎upieczony‎ ‎z‎ ‎do brego,‎ ‎białego,‎ ‎pszennego‎ ‎ciasta‎ ‎ze‎ ‎serem‎ ‎zajmował‎ ‎wśród‎ ‎pieczywa
      • madohora Re: Kraków, dzielnice i okolice IX 03.06.25, 23:45
        • madohora Re: Kraków, dzielnice i okolice IX 03.06.25, 23:47
          HARD ROCK CAFE
    • madohora Re: Kraków, dzielnice i okolice IX 13.05.25, 23:52
      •••
      • madohora Re: Kraków, dzielnice i okolice IX 13.05.25, 23:54
        sukmanie‎ ‎piekarz‎ ‎o‎ ‎długich‎ ‎włosach.‎ ‎U‎ ‎sukmany‎ ‎wypustki‎ ‎na‎ ‎rę kawach,‎ ‎kołnierz‎ ‎i‎ ‎przez‎ ‎całą‎ ‎długość‎ ‎jej‎ ‎po‎ ‎obu‎ ‎stronach‎ ‎podszy cie‎ ‎czerwone.‎ ‎Kamizela‎ ‎krótsza‎ ‎granatowa,‎ ‎zapinana‎ ‎na‎ ‎guziki, ozdobione‎ ‎naszyciami‎ ‎czerwonemi.‎ ‎Spodnie‎ ‎płócienne‎ ‎białe‎ ‎dreli chowe,‎ ‎w‎ ‎paski‎ ‎czerwone,‎ ‎pas‎ ‎na‎ ‎kamizeli‎ ‎do‎ ‎połowy‎ ‎szerokości jakiej‎ ‎Kleparzanie‎ ‎używali.‎ ‎Kapelusz‎ ‎filcowy‎ ‎z‎ ‎dużem‎ ‎rondem,‎ ‎a‎ ‎na nim‎ ‎taśmy. Obyczajność. W‎ ‎niedzielę‎ ‎rano‎ ‎Kleparzanie‎ ‎szli‎ ‎z‎ ‎całą‎ ‎rodziną‎ ‎na‎ ‎summę‎ ‎do kościoła,‎ ‎dzieci‎ ‎ich‎ ‎jasno‎ ‎i‎ ‎jaskrawo‎ ‎ubrane‎ ‎szły‎ ‎naprzód‎ ‎ze‎ ‎star- szemi‎ ‎siostrami‎ ‎lub‎ ‎braćmi,‎ ‎z‎ ‎tyłu‎ ‎zaś‎ ‎często‎ ‎dobrej‎ ‎tuszy‎ ‎Klepa- rzanka,‎ ‎obok‎ ‎osobno‎ ‎idącego‎ ‎męża.‎ ‎Korale‎ ‎olbrzymie‎ ‎na‎ ‎piersiach a‎ ‎mniejsze‎ ‎ku‎ ‎szyi,‎ ‎można‎ ‎było‎ ‎podziwiać‎ ‎nieraz‎ ‎na‎ ‎pulchnych kształtach‎ ‎przekwitłych‎ ‎kobiet,‎ ‎trzymających‎ ‎w‎ ‎jednej‎ ‎ręce‎ ‎chu steczkę‎ ‎ozdobną‎ ‎białą,‎ ‎w‎ ‎drugiej‎ ‎często‎ ‎grubą,‎ ‎choćby‎ ‎dla‎ ‎parady, książkę‎ ‎do‎ ‎nabożeństwa‎ ‎w‎ ‎ładnej‎ ‎oprawie.‎ ‎Najczęściej‎ ‎nawiedzali Kleparzanie‎ ‎swój‎ ‎kościół‎ ‎parafialny‎ ‎św.‎ ‎Floryana,‎ ‎ale‎ ‎bywali‎ ‎też w‎ ‎kościołach‎ ‎krakowskich,‎ ‎zwłaszcza‎ ‎gdy‎ ‎szła‎ ‎jaka‎ ‎procesy‎ ‎a,‎ ‎by się‎ ‎połączyć‎ ‎z‎ ‎innemi‎ ‎w‎ ‎Krakowie.‎ ‎Po‎ ‎obiedzie‎ ‎odwiedzali‎ ‎się‎ ‎Kle parzanie‎ ‎i‎ ‎na‎ ‎kawę‎ ‎się‎ ‎zapraszali.‎ ‎Przy‎ ‎kawie‎ ‎białej‎ ‎nieodzowna była‎ ‎babka‎ ‎pieczona.‎ ‎W‎ ‎niedzielę‎ ‎popici‎ ‎bili‎ ‎się‎ ‎zapamiętale‎ ‎mię dzy‎ ‎sobą,‎ ‎aż‎ ‎nieraz‎ ‎konnica‎ ‎wezwana‎ ‎z‎ ‎Krakowa‎ ‎musiała‎ ‎rozbra jać‎ ‎walczących.‎ ‎Znani‎ ‎też‎ ‎byli‎ ‎jako‎ ‎„bitniki“‎ ‎w‎ ‎całym‎ ‎Krakowie. To‎ ‎też‎ ‎nie‎ ‎cieszyli‎ ‎się‎ ‎dobrą‎ ‎opinią‎ ‎Kleparzanie,‎ ‎zwłaszcza‎ ‎około 1850‎ ‎r.‎ ‎Opowiadał‎ ‎mi‎ ‎też‎ ‎mój‎ ‎ojciec‎ ‎anegdotkę,‎ ‎którą‎ ‎także‎ ‎Am broży‎ ‎Grabowski‎ ‎zapisał‎ ‎o‎ ‎kazaniu‎ ‎ks.‎ ‎Łętowskiego‎ ‎*);‎ ‎jest‎ ‎ona‎ ‎tak charakteryzująca‎ ‎stosunki‎ ‎na‎ ‎Kleparzu‎ ‎ówczesnym,‎ ‎że‎ ‎ją‎ ‎powtórzę za‎ ‎Grabowskim.‎ ‎Przedtem‎ ‎jednak‎ ‎dodam,‎ ‎co‎ ‎słyszałem‎ ‎od‎ ‎ojca,‎ ‎że ks.‎ ‎Łętowski‎ ‎późniejszy‎ ‎biskup,‎ ‎jako‎ ‎oficer‎ ‎wojsk‎ ‎polskich‎ ‎stanął raz‎ ‎obozem‎ ‎na‎ ‎Kleparzu‎ ‎i‎ ‎tam‎ ‎mu‎ ‎konia‎ ‎skradli;‎ ‎posądzając o‎ ‎to‎ ‎Kleparzan,‎ ‎nie‎ ‎mógł‎ ‎im‎ ‎tego‎ ‎zapomnieć,‎ ‎skorzystał‎ ‎też‎ ‎z‎ ‎póź nej‎ ‎sposobności^‎ ‎na‎ ‎kazaniu‎ ‎nie‎ ‎tylko‎ ‎to,‎ ‎ale‎ ‎i‎ ‎inne‎ ‎przywary‎ ‎im wymawiając.‎ ‎„Śmieszny‎ ‎to‎ ‎wypadek‎ ‎zdarzył‎ ‎się‎ ‎z‎ ‎tej‎ ‎okazyi.‎ ‎Kiedy w‎ ‎r.‎ ‎1850,‎ ‎już‎ ‎po‎ ‎ogniu‎ ‎wewnątrz‎ ‎miasta‎ ‎Krakowa,‎ ‎zgorzały‎ ‎na Kleparzu‎ ‎4‎ ‎domy,‎ ‎mieszczanie‎ ‎z‎ ‎dobrowolnych‎ ‎składek‎ ‎postanowili na‎ ‎cześć‎ ‎św.‎ ‎Floryana‎ ‎odprawić‎ ‎dziękczynne‎ ‎nabożeństwo‎ ‎za‎ ‎oca lenie‎ ‎od‎ ‎większej‎ ‎szkody.‎ ‎Aby‎ ‎uroczystość‎ ‎była‎ ‎wspanialszą,‎ ‎dele- gacya‎ ‎mieszczan‎ ‎kleparskich‎ ‎udała‎ ‎się‎ ‎do‎ ‎księdza‎ ‎Łętowskiego (wówczas‎ ‎jeszcze‎ ‎kanonika),‎ ‎zapraszając‎ ‎go‎ ‎na‎ ‎ambonę‎ ‎kościoła św.‎ ‎Floryana,‎ ‎aby‎ ‎stosowne‎ ‎powiedział‎ ‎kazanie.‎ ‎Przyjął‎ ‎zaproszenie ks.‎ ‎Łętowski‎ ‎i‎ ‎po‎ ‎stosownym‎ ‎wstępie‎ ‎do‎ ‎kazania,‎ ‎powiedział‎ ‎słu
    • madohora Re: Kraków, dzielnice i okolice IX 14.05.25, 00:01
      z‎ ‎drużbów‎ ‎do‎ ‎pomocy‎ ‎i‎ ‎z‎ ‎nim‎ ‎nalewał‎ ‎wino‎ ‎do‎ ‎lampek‎ ‎i‎ ‎usługi wał‎ ‎w‎ ‎podawaniu‎ ‎potraw. Ilość‎ ‎i‎ ‎jakość‎ ‎potraw‎ ‎bywała‎ ‎ogromna;‎ ‎pieczenie‎ ‎wołowe,‎ ‎cie lęce,‎ ‎wieprzowe,‎ ‎obok‎ ‎różnych‎ ‎i‎ ‎gęsi,‎ ‎głównego‎ ‎smakołyku,‎ ‎skła dały‎ ‎się‎ ‎na‎ ‎to‎ ‎przyjęcie.‎ ‎Drużba‎ ‎dolewając‎ ‎i‎ ‎nalewając‎ ‎wypróż nione‎ ‎kieliszki,‎ ‎zachęcając‎ ‎do‎ ‎nowych,‎ ‎obchodził‎ ‎wszystkich‎ ‎gości i‎ ‎wnosił‎ ‎toasty‎ ‎„po‎ ‎nazwisku^‎ ‎naprzemiany‎ ‎z‎ ‎gospodarzem,‎ ‎nie‎ ‎wy kluczone‎ ‎też‎ ‎były‎ ‎toasty‎ ‎gości‎ ‎weselnych.‎ ‎Pod‎ ‎koniec‎ ‎starszy drużba‎ ‎nalewał‎ ‎na‎ ‎talerz‎ ‎wodę‎ ‎i‎ ‎z‎ ‎nim‎ ‎obchodził‎ ‎gości‎ ‎weselnych, drugi‎ ‎zaś‎ ‎na‎ ‎lasce‎ ‎zawieszał‎ ‎chusteczkę‎ ‎w‎ ‎kształcie‎ ‎woreczka‎ ‎zwi niętą,‎ ‎do‎ ‎której‎ ‎wrzucano‎ ‎pieniądze,‎ ‎które‎ ‎szły‎ ‎na‎ ‎korzyść‎ ‎tych dwóch‎ ‎drużbów.‎ ‎Obchodząc‎ ‎gości‎ ‎śpiewali‎ ‎oni: „Pojedliście,‎ ‎popiliście‎ ‎moi‎ ‎mili‎ ‎goście, Po‎ ‎dwa‎ ‎grosze,‎ ‎po‎ ‎trzy‎ ‎grosze‎ ‎na‎ ‎drużbów‎ ‎się‎ ‎złóżcie“. Czasem‎ ‎robili‎ ‎goście‎ ‎takiego‎ ‎figla,‎ ‎że‎ ‎do‎ ‎wody‎ ‎wrzucali‎ ‎pieniądze a‎ ‎chusteczką‎ ‎zmaczaną‎ ‎uderzali‎ ‎lekko‎ ‎w‎ ‎oczy‎ ‎drużbę. Po‎ ‎skończonej‎ ‎uczcie‎ ‎wynoszono‎ ‎stoły‎ ‎a‎ ‎stołki‎ ‎i‎ ‎ławy‎ ‎przy ścianie‎ ‎umieszczano.‎ ‎Muszę‎ ‎tu‎ ‎dodać,‎ ‎że‎ ‎muzyka‎ ‎przygrywała w‎ ‎czasie‎ ‎uczty‎ ‎od‎ ‎czasu‎ ‎do‎ ‎czasu. Na‎ ‎dany‎ ‎znak‎ ‎przez‎ ‎starszego‎ ‎drużbę,‎ ‎muzyka‎ ‎rozpoczynała grać‎ ‎a‎ ‎starosta‎ ‎z‎ ‎panną‎ ‎młodą‎ ‎szedł‎ ‎w‎ ‎tany,‎ ‎za‎ ‎nim‎ ‎w‎ ‎kółko‎ ‎inni postępowali.‎ ‎Tańczono‎ ‎zwyczajnie‎ ‎wirowe‎ ‎tańce,‎ ‎a‎ ‎każdy‎ ‎chcący tańczyć,‎ ‎stanąwszy‎ ‎przed‎ ‎muzyką,‎ ‎wrzucał‎ ‎do‎ ‎basów‎ ‎po‎ ‎kilka‎ ‎gro szy.‎ ‎Muzyka‎ ‎grała‎ ‎dwie‎ ‎do‎ ‎trzech‎ ‎minut‎ ‎i‎ ‎urywała.‎ ‎Nowa‎ ‎para‎ ‎zaś, stanąwszy‎ ‎przed‎ ‎muzyką‎ ‎i‎ ‎wrzuciwszy‎ ‎grosze‎ ‎do‎ ‎basów,‎ ‎puszczała się‎ ‎w‎ ‎taniec.‎ ‎Drużbowie‎ ‎otrzymywali‎ ‎od‎ ‎muzykantów‎ ‎datek‎ ‎pie niężny,‎ ‎za‎ ‎co‎ ‎drużbowie‎ ‎starali‎ ‎się,‎ ‎ażeby‎ ‎im‎ ‎na‎ ‎niczem‎ ‎nie‎ ‎zby wało.‎ ‎Gdy‎ ‎ochoty‎ ‎brakowało‎ ‎do‎ ‎tańca,‎ ‎stawali‎ ‎drużbowie‎ ‎przed muzyką‎ ‎i‎ ‎chojnie‎ ‎wrzucali‎ ‎do‎ ‎basów,‎ ‎tak‎ ‎że‎ ‎nie‎ ‎tylko‎ ‎pieniądze im‎ ‎dane‎ ‎przez‎ ‎nią‎ ‎zwrócili,‎ ‎ale‎ ‎gruby‎ ‎naddatek‎ ‎składali,‎ ‎a‎ ‎zachę cali‎ ‎ciągle‎ ‎do‎ ‎tańca‎ ‎gości‎ ‎weselnych,‎ ‎pokrzykując‎ ‎na‎ ‎muzykę, ażeby‎ ‎ostrzej‎ ‎grała.‎ ‎Krakowiaka‎ ‎tańczono‎ ‎tak,‎ ‎że‎ ‎przed‎ ‎muzyką, gdy‎ ‎stanęła‎ ‎para,‎ ‎mężczyzna‎ ‎wrzucając‎ ‎sztukę‎ ‎monety‎ ‎do‎ ‎basów, zaśpiewał‎ ‎krakowiaka‎ ‎i‎ ‎dopiero‎ ‎puszczał‎ ‎się‎ ‎w‎ ‎taniec.‎ ‎Gdy‎ ‎kto chciał‎ ‎z‎ ‎panną‎ ‎tańczyć,‎ ‎przychodził‎ ‎najpierw‎ ‎do‎ ‎matki‎ ‎panny‎ ‎a‎ ‎po całowawszy‎ ‎ją‎ ‎w‎ ‎rękę,‎ ‎prosił,‎ ‎ażeby‎ ‎pozwoliła‎ ‎córce‎ ‎z‎ ‎nim‎ ‎zatań- czyć,‎ ‎a‎ ‎gdy‎ ‎uzyskał‎ ‎pozwolenie,‎ ‎prosił‎ ‎pannę‎ ‎dopiero,‎ ‎całująe‎ ‎ją w‎ ‎rękę. W‎ ‎czasie‎ ‎zabawy‎ ‎śpiewano: I. Ci‎ ‎nasi‎ ‎panowie Taką‎ ‎mają‎ ‎mierze,
    • madohora Re: Kraków, dzielnice i okolice IX 14.05.25, 00:07
      °•°•°
    • madohora Re: Kraków, dzielnice i okolice IX 14.05.25, 00:10
      i‎ ‎dwóch‎ ‎mszy,‎ ‎wzniesione‎ ‎na‎ ‎katafalku.‎ ‎Około‎ ‎południa‎ ‎wynoszono ciało‎ ‎a‎ ‎odprowadzający‎ ‎na‎ ‎cmentarz‎ ‎otrzymywali‎ ‎długie‎ ‎świece stearynowe,‎ ‎które‎ ‎zapalone‎ ‎nieśli‎ ‎na‎ ‎sam‎ ‎cmentarz,‎ ‎gdzie‎ ‎kościelny odbierał‎ ‎je,‎ ‎jako‎ ‎ofiarę‎ ‎na‎ ‎kościół.‎ ‎Wielu‎ ‎jednak‎ ‎świec‎ ‎nie‎ ‎odda wało,‎ ‎ukrywając‎ ‎pod‎ ‎wierzchniem‎ ‎ubraniem. Zwyczaje‎ ‎świąteczne. Nowy‎ ‎Rok.‎ ‎Dzień‎ ‎ten‎ ‎rozpoczynał‎ ‎szereg‎ ‎różnych‎ ‎przyjemno ści,‎ ‎jako‎ ‎to‎ ‎„Jasełka“,‎ ‎„Szopka",‎ ‎„Turoń"‎ ‎i‎ ‎„Gwiazda‎u‎. a‎ ‎muzykanty‎ ‎przed‎ ‎każdym‎ ‎z‎ ‎domów‎ ‎po‎ ‎kolei,‎ ‎wygrywali‎ ‎wiwaty, które‎ ‎na‎ ‎wszelkie‎ ‎imieniny‎ ‎i‎ ‎uroczystości‎ ‎służyły.‎ ‎O‎ ‎poprzednich zabawach‎ ‎podaję‎ ‎niżej. W‎ ‎dniu‎ ‎tym‎ ‎życzono‎ ‎sobie,‎ ‎a‎ ‎młódź‎ ‎męska,‎ ‎żartując,‎ ‎mówiła witając‎ ‎się‎ ‎„Przy‎ ‎tym‎ ‎Nowym‎ ‎Roku,‎ ‎życzę‎ ‎ci‎ ‎pomięszania‎ ‎w‎ ‎kro ku".‎ ‎—‎ ‎Dzień‎ ‎ten‎ ‎jeżeli‎ ‎był‎ ‎pogodny,‎ ‎wróżył‎ ‎dobrze‎ ‎o‎ ‎całym‎ ‎roku i‎ ‎przeciwnie.‎ ‎Kolędnicy‎ ‎chodzili‎ ‎aż‎ ‎do‎ ‎Matki‎ ‎Boskiej‎ ‎Gromnicznej. Trzech‎ ‎Króli.‎ ‎Powracający‎ ‎w‎ ‎dniu‎ ‎tym‎ ‎z‎ ‎kościoła‎ ‎przynosili kadzidło,‎ ‎sprzedawane‎ ‎przez‎ ‎kramarzy‎ ‎przy‎ ‎wszystkich‎ ‎kościołach,, zwyczajnie‎ ‎w‎ ‎pudełkach‎ ‎drewnianych,‎ ‎owalnych,‎ ‎malowanych‎ ‎na różowo,‎ ‎z‎ ‎ozdobą‎ ‎na‎ ‎wierzchu.‎ ‎Kadzidło‎ ‎zawierało‎ ‎także‎ ‎żywicę, złoto‎ ‎sztuczne‎ ‎i‎ ‎kredę. Gospodyni‎ ‎zaraz‎ ‎po‎ ‎przyniesieniu‎ ‎kadzidła,‎ ‎sypała‎ ‎na‎ ‎rozża rzone‎ ‎węgle‎ ‎na‎ ‎łopatce‎ ‎kilka‎ ‎szczypt‎ ‎tego‎ ‎kadzidła‎ ‎i‎ ‎wykadzała całe‎ ‎mieszkanie,‎ ‎znacząc‎ ‎łopatką‎ ‎w‎ ‎powietrzu‎ ‎krzyże,‎ ‎szczególniej w‎ ‎rogach‎ ‎pokoju. Zaraz‎ ‎po‎ ‎wykadzeniu‎ ‎izby,‎ ‎znaczyła‎ ‎kredą‎ ‎święconą‎ ‎na‎ ‎drzwiach wchodowych‎ ‎mieszkania,‎ ‎litery‎ ‎K‎ ‎albo‎ ‎C.‎ ‎M.‎ ‎B.‎ ‎i‎ ‎datę,‎ ‎jeżeli‎ ‎zaś pisać‎ ‎nie‎ ‎umiała,‎ ‎trzy‎ ‎krzyżyki‎ ‎obok‎ ‎siebie.‎ ‎Kadzenie‎ ‎miało‎ ‎słu żyć‎ ‎także‎ ‎do‎ ‎odpędzenia‎ ‎złych‎ ‎duchów. Kto‎ ‎chciał‎ ‎się‎ ‎uwolnić‎ ‎od‎ ‎złych‎ ‎duchów,‎ ‎kreślił‎ ‎kredą‎ ‎„trzech królewską‎u‎ ‎koło‎ ‎na‎ ‎ziemi‎ ‎i‎ ‎w‎ ‎niem‎ ‎stawał. Od‎ ‎dnia‎ ‎tego‎ ‎rozpoczynali‎ ‎chłopcy‎ ‎chodzić‎ ‎z‎ ‎gwiazdą,‎ ‎przy- czem‎ ‎śpiewali,‎ ‎najczęściej‎ ‎pieśń‎ ‎„Gwiazda‎ ‎gore". Szopki‎ ‎pokazywano‎ ‎po‎ ‎domach‎ ‎dla‎ ‎uciechy‎ ‎dzieci.‎ ‎Lalki starali‎ ‎się‎ ‎wykonywać‎ ‎jak‎ ‎najsztuczniej,‎ ‎a‎ ‎niektóre‎ ‎z‎ ‎nich‎ ‎jak‎ ‎naj śmieszniej.‎ ‎Najwięcej‎ ‎sztuki‎ ‎wymagał‎ ‎król‎ ‎Herod,‎ ‎gdyż‎ ‎krew‎ ‎mu siała‎ ‎mu‎ ‎tryskać,‎ ‎kiedy‎ ‎śmierć‎ ‎kosą‎ ‎głowę‎ ‎mu‎ ‎ścinała.‎ ‎Wtedy‎ ‎to Kostusia‎ ‎mówiła‎ ‎do‎ ‎niego:‎ ‎„Królu‎ ‎Herodzie‎ ‎za‎ ‎twe‎ ‎zbytki,‎ ‎chodź do‎ ‎piekła,‎ ‎boś‎ ‎ty‎ ‎brzydki". Ostatnią‎ ‎z‎ ‎pokazywanych‎ ‎lalek,‎ ‎był‎ ‎zawsze‎ ‎dziaduś‎ ‎z‎ ‎siwą brodą‎ ‎i‎ ‎nieodzownym‎ ‎woreczkiem‎ ‎na‎ ‎pieniądze,‎ ‎do‎ ‎którego‎ ‎przy czepiony‎ ‎dzwoneczek‎ ‎odzywał‎ ‎się‎ ‎za‎ ‎każdem‎ ‎poruszeniem‎ ‎się dziadka.
    • madohora Re: Kraków, dzielnice i okolice IX 14.05.25, 00:14
      ze‎ ‎śledzia,‎ ‎chleba,‎ ‎wody‎ ‎i‎ ‎wódki,‎ ‎którą‎ ‎jako‎ ‎„pędzoną‎w‎ ‎można‎ ‎było używać. W‎ ‎izbach‎ ‎zasłaniano‎ ‎lustra‎ ‎lub‎ ‎odwracano‎ ‎je‎ ‎do‎ ‎ściany. O‎ ‎godzinie‎ ‎trzeciej‎ ‎po‎ ‎południu‎ ‎wszyscy‎ ‎w‎ ‎domu‎ ‎klękali‎ ‎na‎ ‎mo dlitwę,‎ ‎wezwani‎ ‎przezuj‎ ‎gospodarza.‎ ‎Po‎ ‎godzinie‎ ‎trzeciej,‎ ‎ci‎ ‎co‎ ‎nie byli‎ ‎zajęci‎ ‎przygotowaniem‎ ‎do‎ ‎święconego,‎ ‎wychodzili‎ ‎„na‎ ‎groby“ do‎ ‎kościołów.
      Gospodyni‎ ‎piekła‎ ‎placki,‎ ‎mazurki,‎ ‎placki‎ ‎serowe‎ ‎i‎ ‎t.‎ ‎d. Po‎ ‎południu‎ ‎zbierali‎ ‎się‎ ‎przed‎ ‎kościołem‎ ‎chłopcy‎ ‎i‎ ‎otrzymy wali‎ ‎od‎ ‎kościelnego‎ ‎„karapaty,‎ ‎kłapace“‎ ‎i‎ ‎taczki‎ ‎o‎ ‎jednem‎ ‎kole, na‎ ‎osi‎ ‎którego‎ ‎były‎ ‎karby,‎ ‎a‎ ‎u‎ ‎taczek‎ ‎kilka‎ ‎patyków‎ ‎czyli‎ ‎piór przymocowanych.‎ ‎Za‎ ‎poruszeniem‎ ‎robiło‎ ‎to‎ ‎hałas‎. Z‎ ‎karapatami,‎ ‎kłapaczami‎ ‎i‎ ‎wózkiem,‎ ‎który‎ ‎w‎ ‎razie‎ ‎błota‎ ‎nie siono‎ ‎na‎ ‎rękach,‎ ‎obchodzili‎ ‎chłopcy‎ ‎kolejno‎ ‎każdy‎ ‎dom‎ ‎i‎ ‎klekocąc tymi‎ ‎narzędziami,‎ ‎mówili,‎ ‎że‎ ‎przyszli‎ ‎wyganiać‎ ‎post,‎ ‎lub‎ ‎Judasza. Toczący‎ ‎wózek‎ ‎niósł‎ ‎puszkę,‎ ‎do‎ ‎której‎ ‎zbierał‎ ‎ofiarowane‎ ‎pieniądze
    • madohora Re: Kraków, dzielnice i okolice IX 14.05.25, 00:19
      „Był‎ ‎tu‎ ‎dyabeł,‎ ‎był!‎ ‎był‎ ‎tu‎ ‎dyabeł,‎ ‎był! Już‎ ‎minęło‎ ‎dwie‎ ‎niedzieli, Jak‎ ‎my‎ ‎dyabła‎ ‎nie‎ ‎widzieli. Był‎ ‎tu‎ ‎dyabeł,‎ ‎był!‎ ‎był‎ ‎tu‎ ‎dyabeł,‎ ‎był!“ Za‎ ‎kardynała‎ ‎Albina‎ ‎Dunajewskiego‎ ‎został‎ ‎zniesiony‎ ‎zwyczaj noszenia‎ ‎bębnów‎ ‎na‎ ‎plecach. Wianki.‎ ‎W‎ ‎przed‎ ‎dzień‎ ‎wilii‎ ‎św.‎ ‎Jana,‎ ‎t.‎ ‎j.‎ ‎22‎ ‎czerwca, dziewczęta‎ ‎plotły‎ ‎wianki,‎ ‎„korony‎u‎ ‎z‎ ‎„belicy‎w‎,‎ ‎z‎ ‎rozchodnika‎ ‎lub rozmarynu‎ ‎i‎ ‎na‎ ‎noc‎ ‎zostawiały‎ ‎je‎ ‎w‎ ‎ogrodzie,‎ ‎aby‎ ‎zobaczyć,‎ ‎co‎ ‎do nich‎ ‎„wnijdzie“.‎ ‎Na‎ ‎drugi‎ ‎dzień,‎ ‎t.‎ ‎j.‎ ‎23‎ ‎czerwca,‎ ‎rano‎ ‎wstawszy, „pozaglendywały‎u‎ ‎do‎ ‎wianków,‎ ‎a‎ ‎każde‎ ‎żyjątko,‎ ‎jakie‎ ‎mogło‎ ‎tam wejść,‎ ‎miało‎ ‎swoje‎ ‎znaczenie‎ ‎i‎ ‎tak:‎ ‎robaczek‎ ‎jeden‎ ‎oznaczał‎ ‎ka walera,‎ ‎dwa‎ ‎robaczki‎ ‎dwóch‎ ‎kawalerów,‎ ‎którzy‎ ‎będą‎ ‎się‎ ‎starać o‎ ‎pannę;‎ ‎robak‎ ‎z‎ ‎wielkimi‎ ‎wąsami‎ ‎oznaczał‎ ‎wdowca,‎ ‎glista‎ ‎żołnie rza,‎ ‎a‎ ‎żaba‎ ‎starą‎ ‎pannę.‎ ‎Wianki‎ ‎te‎ ‎zwyczajnie‎ ‎wyrzucały. Wieczorem‎ ‎wiły‎ ‎nowe‎ ‎wianki‎ ‎„osobiste‎w‎,‎ ‎różane,‎ ‎przymoco wane‎ ‎do‎ ‎deszczułek,‎ ‎na‎ ‎których‎ ‎przymocowana‎ ‎była‎ ‎świeczka. O‎ ‎zmroku‎ ‎zapalały‎ ‎zgromadzone‎ ‎dziewczęta‎ ‎ponad‎ ‎Rudawą‎ ‎świe czki‎ ‎w‎ ‎wiankach‎ ‎i‎ ‎puszczały‎ ‎je‎ ‎razem,‎ ‎bacząc‎ ‎na‎ ‎ruch‎ ‎pojedyn czych‎ ‎wianków.‎ ‎Wianek,‎ ‎który‎ ‎się‎ ‎najpierwszy‎ ‎wysunął‎ ‎naprzód, wróżył‎ ‎dziewczynie‎ ‎rzucającej‎ ‎go,‎ ‎najwcześniejsze‎ ‎wyjśćcie‎ ‎za‎ ‎mąż. Jeżeli‎ ‎się‎ ‎wianek‎ ‎kręcił,‎ ‎to‎ ‎mówiły,‎ ‎że‎ ‎ktoś‎ ‎będzie‎ ‎ją‎ ‎bałamucił. Zatonięcie‎ ‎wianka‎ ‎oznaczało‎ ‎śmierć. Bartek.‎ ‎W‎ ‎dzień‎ ‎św.‎ ‎Bartłomieja,‎ ‎t.‎ ‎j.‎ ‎24‎ ‎sierpnia‎ ‎właścicielki domów‎ ‎spraszały‎ ‎lokatorów‎ ‎na‎ ‎poczęstne.‎ ‎Najczęściej‎ ‎przychodziły lokatorki‎ ‎odświętnie‎ ‎ubrane‎ ‎bez‎ ‎mężów,‎ ‎one‎ ‎tu‎ ‎były‎ ‎bowiem‎ ‎po trzebne,‎ ‎gdyż‎ ‎od‎ ‎ich‎ ‎zachowania‎ ‎poprzedniego‎ ‎zależało‎ ‎przyjęcie. Częste‎ ‎swary‎ ‎między‎ ‎gospodynią‎ ‎domu‎ ‎a‎ ‎lokatorką,‎ ‎miały‎ ‎ustać w‎ ‎tym‎ ‎dniu‎ ‎lub‎ ‎trwać‎ ‎dalej.‎ ‎Przy‎ ‎swarach‎ ‎wymyślały‎ ‎sobie‎ ‎naj częściej,‎ ‎wołając‎ ‎„ty‎ ‎ścirwo!‎ ‎psia‎ ‎para!“‎ ‎i‎ ‎t.‎ ‎d. Lokatorka‎ ‎wchodząc‎ ‎do‎ ‎izby‎ ‎gospodarzy‎ ‎mówiła‎ ‎„Boskie stowo‎w‎,‎ ‎t.‎ ‎j.‎ ‎„Niech‎ ‎będzie‎ ‎pochwalony‎ ‎Jezus‎ ‎Chrystus!‎44‎ ‎na‎ ‎co‎ ‎od powiadała‎ ‎gospodyni,‎ ‎poczem‎ ‎zapraszała‎ ‎przybyłą‎ ‎do‎ ‎zastawionego różnymi‎ ‎ciastami‎ ‎stołu.‎ ‎Gdy‎ ‎się‎ ‎wszystkie‎ ‎lokatorki‎ ‎już‎ ‎zebrały, gospodyni‎ ‎nalewata‎ ‎z‎ ‎flaszki‎ ‎wódkę‎ ‎do‎ ‎swego‎ ‎kieliszka‎ ‎i‎ ‎przypisano
    • madohora Re: Kraków, dzielnice i okolice IX 14.05.25, 09:54
      sprzedania,‎ ‎tymczasem‎ ‎z‎ ‎tyłu‎ ‎przybijano‎ ‎mu‎ ‎chałat‎ ‎do‎ ‎warsztatu. Naraz‎ ‎krzyknął‎ ‎jeden‎ ‎„majster‎ ‎idzie“,‎ ‎wszyscy‎ ‎rzucali‎ ‎się‎ ‎do‎ ‎żyda i‎ ‎wyrzucali‎ ‎go‎ ‎z‎ ‎obszarpaną‎ ‎już‎ ‎„jupicą^". Gdy‎ ‎chłopak‎ ‎do‎ ‎pracy‎ ‎późno‎ ‎przyszedł,‎ ‎pytali‎ ‎się‎ ‎go:‎ ‎„có- żeś‎ ‎ty‎ ‎ryby‎ ‎jod?“‎ ‎lub‎ ‎„kury‎ ‎do‎ ‎wody‎ ‎gnał.‎ ‎dziad‎ ‎z‎ ‎trzeci‎ ‎wsi, a‎ ‎ty‎ ‎do‎ ‎roboty‎?‎u‎ ‎Próżnującego‎ ‎pytali:‎ ‎„cóż‎ ‎ty‎ ‎mydło‎ ‎suszysz?‎u Jeżeli‎ ‎chłopak‎ ‎szuka‎ ‎czego‎ ‎od‎ ‎niechcenia,‎ ‎pytają‎ ‎się‎ ‎go‎ ‎„cóż: ty‎ ‎szukasz?‎ ‎śniadania,‎ ‎obiadu,‎ ‎wczorajszego‎ ‎dnia?‎u Jak‎ ‎u‎ ‎ślusarza‎ ‎młotek‎ ‎spadł‎ ‎na‎ ‎„breit‎a‎,‎ ‎wróży‎ ‎odejście‎ ‎tego któremu‎ ‎upadł‎ ‎z‎ ‎warsztatu.‎ ‎„Jak‎ ‎na‎ ‎breit,‎ ‎będzie‎ ‎freund“. Jak‎ ‎na‎ ‎ostrze‎ ‎„śmól“‎ ‎lub‎ ‎„fine‎u‎,‎ ‎to‎ ‎przyjdzie‎ ‎nowy‎ ‎robotnik. Przy‎ ‎pracy‎ ‎nie‎ ‎lubią,‎ ‎jak‎ ‎ktoś‎ ‎przez‎ ‎okno‎ ‎„zaziero“,‎ ‎bo‎ ‎robota‎ ‎mu się‎ ‎nie‎ ‎wiedzie,‎ ‎toż‎ ‎samo‎ ‎jak‎ ‎kto‎ ‎„zaziora‎u‎ ‎lub‎ ‎„obzioro‎u‎. Ogień‎ ‎rozniecając,‎ ‎żegnają‎ ‎go,‎ ‎tak‎ ‎samo‎ ‎żegnają‎ ‎kowadło. Gdy‎ ‎się‎ ‎ubierają,‎ ‎a‎ ‎but‎ ‎włożą‎ ‎na‎ ‎inną‎ ‎nogę‎ ‎lub‎ ‎kamizelkę naodwrót,‎ ‎to‎ ‎wróży‎ ‎nieszczęście. Legendy,‎ ‎podania,‎ ‎baśni,‎ ‎fraszki.
      Nazwa‎ ‎Kleparza. Nazwa‎ ‎Kleparza‎ ‎podług‎ ‎miejscowego‎ ‎podania,‎ ‎miała‎ ‎pocho dzić‎ ‎od‎ ‎zwyczaju‎ ‎tutejszych‎ ‎mieszkańców,‎ ‎którzy‎ ‎tak‎ ‎przy‎ ‎powi taniu‎ ‎jak‎ ‎przy‎ ‎kupnie,‎ ‎klepali‎ ‎się‎ ‎przyjaźnie‎ ‎po‎ ‎ramieniu.‎ ‎Anegdotyczne‎ ‎pochodzenie‎ ‎tej‎ ‎nazwy,‎ ‎jak‎ ‎również‎ ‎początek‎ ‎jej‎ ‎od‎ ‎kle pania‎ ‎boisk,‎ ‎na‎ ‎którem‎ ‎się‎ ‎zboże‎ ‎wymłaca,‎ ‎a‎ ‎które‎ ‎jako‎ ‎handlujący zbożem‎ ‎mieć‎ ‎musieli,‎ ‎ustąpić‎ ‎musi‎ ‎przed‎ ‎trzecią‎ ‎prawdopodobniej szą‎ ‎wersyą.‎ ‎Podanie‎ ‎to‎ ‎mówi,‎ ‎że‎ ‎na‎ ‎Kleparzu‎ ‎mieszkało‎ ‎dużo bednarzy,‎ ‎którzy‎ ‎klepki‎ ‎do‎ ‎beczek‎ ‎klepali‎ ‎i‎ ‎stąd‎ ‎nazwano‎ ‎miasto Kleparzem‎ ‎a‎ ‎ich‎ ‎Kleparzanami.‎ ‎Mieszczanie‎ ‎krakowscy‎ ‎nazywali ich‎ ‎żartem‎ ‎„kleparskiemi‎ ‎muchami‎u‎,‎ ‎młodzieńców‎ ‎stamtąd‎ ‎pocho dzących‎ ‎„bąkami‎ ‎kleparskimi‎u‎.
      Św.‎ ‎Floryan. Gdy‎ ‎poselstwo‎ ‎polskie‎ ‎przybyło‎ ‎do‎ ‎Rzymu,‎ ‎ażeby‎ ‎uprosić Ojca‎ ‎św.‎ ‎o‎ ‎jakie‎ ‎relikwie‎ ‎cenne.‎ ‎św.‎ ‎Floryan‎ ‎wystawił‎ ‎rękę‎ ‎z‎ ‎tru mny‎ ‎z‎ ‎napisem:‎ ‎„chcę‎ ‎iść‎ ‎do‎ ‎Polski‎u‎.‎ ‎Jego‎ ‎też‎ ‎Ojciec‎ ‎św.‎ ‎prze znaczył‎ ‎do‎ ‎Polski. Gdy‎ ‎wieziono‎ ‎te‎ ‎relikwie‎ ‎na‎ ‎wozie‎ ‎zaprzągniętym‎ ‎w‎ ‎cztery konie,‎ ‎na‎ ‎tym‎ ‎miejscu‎ ‎gdzie‎ ‎kościół‎ ‎św.‎ ‎Floryana‎ ‎stoi,‎ ‎stanęły‎ ‎i‎ ‎nie chciały‎ ‎się‎ ‎ruszyć‎ ‎z‎ ‎miejsca. Historya‎ ‎przywiezienia‎ ‎relikwi‎ ‎św.‎ ‎Floryana‎ ‎znajduje‎ ‎się w‎ ‎kościele‎ ‎tegoż‎ ‎św.‎ ‎w‎ ‎obrazach‎ ‎odmalowana‎ ‎z‎ ‎napisami.
    • madohora Re: Kraków, dzielnice i okolice IX 14.05.25, 10:19
      Wierzenia. Gdy‎ ‎kogo‎ ‎dreszcz‎ ‎przechodzi,‎ ‎to‎ ‎go‎ ‎śmierć‎ ‎przeskoczyła. Jak‎ ‎się‎ ‎komu‎ ‎„chepie“,‎ ‎odbija,‎ ‎to‎ ‎go‎ ‎wspominają. Przypadkowe‎ ‎uderzenie‎ ‎się‎ ‎w‎ ‎łokieć,‎ ‎znaczy,‎ ‎wspomnienie przez‎ ‎szwagra. Jak‎ ‎komu‎ ‎w‎ ‎uchu‎ ‎„ciurczy‎a‎ ‎(dzwoni),‎ ‎to‎ ‎go‎ ‎wspominają. Gdy‎ ‎komu‎ ‎utworzy‎ ‎się‎ ‎chrosta‎ ‎na‎ ‎języku,‎ ‎mówi,‎ ‎że‎ ‎na‎ ‎niego ktos‎ ‎klnie;‎ ‎lekarstwem‎ ‎na‎ ‎to,‎ ‎zawiązanie‎ ‎lewą‎ ‎ręką‎ ‎węzełka‎ ‎pod stołem. Spotkanie‎ ‎w‎ ‎drodze‎ ‎pierwszego‎ ‎księdza,‎ ‎źle‎ ‎wróży,‎ ‎przeciwnie spotkanie‎ ‎żyda,‎ ‎przynosi‎ ‎szczęście.‎ ‎Spotkanie‎ ‎baby‎ ‎wyjątkowo‎ ‎w‎ ‎wi gilię‎ ‎dobrze‎ ‎wróży. Gdy‎ ‎kto‎ ‎„wykrzywi‎ ‎pyskiem‎w‎,‎ ‎patrząc‎ ‎na‎ ‎wypalanie‎ ‎garn ków,‎ ‎garnki‎ ‎się‎ ‎pokrzywią‎ ‎garncarzowi. Gdy‎ ‎kto‎ ‎psie‎ ‎łajno‎ ‎wrzucił‎ ‎mydlarzowi‎ ‎warzącemu‎ ‎mydło, mydło‎ ‎się‎ ‎nie‎ ‎zsiadło. Powróz‎ ‎z‎ ‎wisielca‎ ‎albo‎ ‎część‎ ‎ubrania‎ ‎tegoż,‎ ‎przynosi‎ ‎szczę ście.‎ ‎Śmiali‎ ‎się‎ ‎z‎ ‎szynkarzy,‎ ‎że‎ ‎ci‎ ‎do‎ ‎wódki‎ ‎powróz‎ ‎taki‎ ‎wkładali, żeby‎ ‎prędzej‎ ‎wódkę‎ ‎wyprzedać. Wrozby‎ ‎z‎ ‎gry‎ ‎dzieci.‎ ‎Różnie‎ ‎wróżą‎ ‎sobie‎ ‎z‎ ‎gry‎ ‎małych‎ ‎dzieci, które‎ ‎opiece‎ ‎jedynie‎ ‎boskiej‎ ‎zawdzięczają‎ ‎swe‎ ‎życie,‎ ‎bo‎ ‎rodzice mało‎ ‎o‎ ‎nie‎ ‎dbają.‎ ‎Rozmaite‎ ‎też‎ ‎zabawy‎ ‎wymyślają‎ ‎sobie‎ ‎dzieci, a‎ ‎niektóre‎ ‎z‎ ‎nich‎ ‎mają‎ ‎mieć‎ ‎znaczenie‎ ‎i‎ ‎tak,‎ ‎gdy‎ ‎się‎ ‎bawią‎ ‎„kro wami^‎ ‎t.‎ ‎j.‎ ‎uchami‎ ‎garnków‎ ‎rozbitych,‎ ‎to‎ ‎rok‎ ‎będzie‎ ‎zły,‎ ‎jeżeli robią‎ ‎bochenki‎ ‎chleba‎ ‎z‎ ‎gliny‎ ‎lub‎ ‎piasku,‎ ‎to‎ ‎rok‎ ‎będzie‎ ‎urodzajny, gdy‎ ‎urządzają‎ ‎procesyę,‎ ‎t.‎ ‎j.‎ ‎rozpiętą‎ ‎chustkę‎ ‎na‎ ‎kiju‎ ‎noszą‎ ‎i‎ ‎śpie- wają,‎ ‎to‎ ‎zapowiadają‎ ‎albo‎ ‎wojnę,‎ ‎albo‎ ‎też‎ ‎kogoś‎ ‎wyprowadzą‎ ‎na tamten‎ ‎świat. Dziecko‎ ‎odsądzone‎ ‎od‎ ‎piersi‎ ‎i‎ ‎okadzone‎ ‎i‎ ‎znowu‎ ‎przysądzone powtórnie,‎ ‎ma‎ ‎moc‎ ‎urzekania. Jak‎ ‎wojna,‎ ‎to‎ ‎niebo‎ ‎otwarte‎ ‎i‎ ‎dusza‎ ‎każdego‎ ‎poległego‎ ‎może się‎ ‎tam‎ ‎dostać. Kto‎ ‎umrze‎ ‎w‎ ‎dzień‎ ‎Wniebowstąpienia‎ ‎Pańskiego,‎ ‎idzie‎ ‎prosto do‎ ‎nieba,‎ ‎które‎ ‎w‎ ‎tym‎ ‎dniu‎ ‎stoi‎ ‎otworem. Dyabeł‎ ‎na‎ ‎pokucie.‎ ‎Gdy‎ ‎się‎ ‎dyabłu‎ ‎jaka‎ ‎sprawa‎ ‎nie‎ ‎uda, Lucyper‎ ‎skazuje‎ ‎go‎ ‎na‎ ‎pokutę.‎ ‎Najczęściej‎ ‎musi‎ ‎on‎ ‎pracowitemu
    • madohora Re: Kraków, dzielnice i okolice IX 14.05.25, 11:00
      Po‎ ‎roku‎ ‎1848. Jedzie‎ ‎krakowiaczek Po‎ ‎krakowskiem‎ ‎błoniu, W‎ ‎czerwony‎ ‎czapeczce, Na‎ ‎cisawym‎ ‎koniu. Czerwona‎ ‎wstążeczka U‎ ‎boku‎ ‎powiewa, Jedzie‎ ‎krakowiaczek I‎ ‎tak‎ ‎sobie‎ ‎śpiewa: „Powiadają‎ ‎Niemcy, Aieśmy‎ ‎cesarskimi, A‎ ‎my‎ ‎polskie‎ ‎dzieci Na‎ ‎swy‎ ‎własny‎ ‎ziemi“. O‎ ‎pannach. 1‎. Tu‎ ‎w‎ ‎Krakowie‎ ‎panny‎ ‎stare, Wymroził‎ ‎je‎ ‎mróz, I‎ ‎przyjechał‎ ‎żyd‎ ‎smarkaty, Nabrał‎ ‎tego‎ ‎wóz‎ ‎czubaty, Do‎ ‎Warszawy‎ ‎wióz. Zawióz‎ ‎ci‎ ‎ich‎ ‎do‎ ‎Warszawy, Tam‎ ‎mu‎ ‎wszystkie‎ ‎sparszywiały. Do‎ ‎Modlina‎ ‎wióz. Zawióz‎ ‎ci‎ ‎ich‎ ‎do‎ ‎Modlina, Tańsza‎ ‎panna‎ ‎niźli‎ ‎Świnia. Do‎ ‎Torunia‎ ‎wióz. Zawióz‎ ‎ci‎ ‎ich‎ ‎do‎ ‎Torunia, Wysypał‎ ‎ich‎ ‎do‎ ‎pieruna I‎ ‎wypłukał‎ ‎wóz. 2‎. Kto‎ ‎chce‎ ‎ładną‎ ‎żonkę‎ ‎mieć, Do‎ ‎Warszawy‎ ‎po‎ ‎nią‎ ‎jedź. Tam‎ ‎to‎ ‎żonkę‎ ‎dostanie, Co‎ ‎ma‎ ‎nogi‎ ‎jak‎ ‎sanie, A‎ ‎nosek‎ ‎ma‎ ‎węgierski, Jak‎ ‎ogórek‎ ‎za‎ ‎czeski,
    • madohora Re: Kraków, dzielnice i okolice IX 14.05.25, 11:06
      2‎. Góralu,‎ ‎góralu,‎ ‎matka‎ ‎ci‎ ‎umarła! Kiz‎ ‎i(e)j‎ ‎sie‎ ‎pieron‎ ‎stał,‎ ‎wcora‎ ‎kluski‎ ‎żarła. Nie‎ ‎tak‎ ‎mi‎ ‎żal‎ ‎matki,‎ ‎jak‎ ‎mi‎ ‎klusek‎ ‎luto, Nie‎ ‎zjdd‎ ‎byk‎ ‎ich‎ ‎dzisiaj,‎ ‎schowałbyk‎ ‎na‎ ‎jutro. Nie‎ ‎zjddbyk‎ ‎ich‎ ‎jutro,‎ ‎schowałbyk‎ ‎na‎ ‎wtorek, Pojechdłbyk‎ ‎do‎ ‎Krakowa,‎ ‎zebrał‎ ‎ich‎ ‎we‎ ‎worek. Złodziejska. A‎ ‎widzisz‎ ‎ty,‎ ‎Florku, Kiełbase‎ ‎na‎ ‎kołku I‎ ‎kury‎ ‎na‎ ‎grzędzie, Wszystko‎ ‎nasze‎ ‎będzie. Preclarz. Mój‎ ‎ojciec‎ ‎p-reclorz,‎ ‎preclorz‎ ‎i‎ ‎ja, Ojciec‎ ‎pik‎ ‎precle,‎ ‎pieke‎ ‎i‎ ‎ja. Wojackie. Dobry‎ ‎cesarz‎ ‎—‎ ‎dobry, Bo‎ ‎nam‎ ‎daje‎ ‎torby, A‎ ‎do‎ ‎torby‎ ‎chleba‎ ‎— Masirować‎ ‎trzeba. Cósarzu,‎ ‎cósarzu, Coś‎ ‎nas‎ ‎nawerbował? Małoś‎ ‎żytka‎ ‎nasidł, Czym‎ ‎nas‎ ‎bedziesz‎ ‎chował. Cósarzu,‎ ‎cósarzu, Nie‎ ‎werbuj‎ ‎nas‎ ‎więcy, Bo‎ ‎dziewczęta‎ ‎płaczą, Aże‎ ‎ziemia‎ ‎jęczy. Powinszowania. 1‎. Ile‎ ‎liści‎ ‎na‎ ‎kapuście, Ile‎ ‎ludzi‎ ‎na‎ ‎odpuście, Ile‎ ‎panien‎ ‎do‎ ‎zamęścia, Tyle‎ ‎ja‎ ‎ci‎ ‎życzę‎ ‎szczęścia.
    • madohora Re: Kraków, dzielnice i okolice IX 14.05.25, 11:24
      Z‎ ‎szewca. Święto‎ ‎szewskie‎ ‎=‎ ‎blaumontag.‎ ‎Jeden‎ ‎ksiądz‎ ‎miał syna,‎ ‎dał‎ ‎go‎ ‎do‎ ‎nauki‎ ‎do‎ ‎szewca,‎ ‎a‎ ‎u‎ ‎tego‎ ‎szewca‎ ‎był‎ ‎pies‎ ‎bar dzo‎ ‎zły;‎ ‎gdy‎ ‎chłopakowi‎ ‎raz‎ ‎dokuczył,‎ ‎zabił‎ ‎go.‎ ‎—‎ ‎Szewcy‎ ‎nie chcieli‎ ‎już‎ ‎mieć‎ ‎tego‎ ‎chłopaka,‎ ‎że‎ ‎im‎ ‎taką‎ ‎„zgarde‎u‎ ‎zrobił‎ ‎i‎ ‎wy pędzili‎ ‎go.‎ ‎Ksiądz‎ ‎sprosił‎ ‎szewców‎ ‎w‎ ‎niedzielę‎ ‎na‎ ‎obiad,‎ ‎na‎ ‎którym psa‎ ‎tego‎ ‎podano;‎ ‎szewcom‎ ‎potrawa‎ ‎ta‎ ‎bardzo‎ ‎smakowała.‎ ‎Gdy‎ ‎już. psa‎ ‎zjedli,‎ ‎pyta‎ ‎się‎ ‎ich‎ ‎ksiądz:‎ ‎„No!‎ ‎przyjmiecie‎ ‎teraz‎ ‎syna‎ ‎na- zad?‎u‎ ‎Szewcy‎ ‎wzbraniali‎ ‎się‎ ‎długo,‎ ‎ksiądz‎ ‎wtedy‎ ‎powiedział‎ ‎im, że‎ ‎kiedy‎ ‎psa‎ ‎zjedli‎ ‎i‎ ‎smakował‎ ‎im,‎ ‎to‎ ‎już‎ ‎mogą‎ ‎chłopca‎ ‎przyjąć napowrót.‎ ‎Szewcy,‎ ‎chociaż‎ ‎im‎ ‎smakował‎ ‎pies,‎ ‎zaraz‎ ‎zaczęli‎ ‎splu wać,‎ ‎a‎ ‎każdy‎ ‎z‎ ‎nich‎ ‎cały‎ ‎jeszcze‎ ‎poniedziałek‎ ‎usta‎ ‎płukał:‎ ‎stąd śmieją‎ ‎się‎ ‎z‎ ‎szewców,‎ ‎źe‎ ‎nie‎ ‎pracują‎ ‎w‎ ‎poniedziałek,‎ ‎bo‎ ‎muszą usta‎ ‎płukać‎ ‎po‎ ‎psie. Wyzwalanie‎ ‎szewców.‎ ‎Przy‎ ‎wyzwalaniu‎ ‎chłopaka‎ ‎na czeladnika,‎ ‎puszczano‎ ‎na‎ ‎twarz‎ ‎wyzwalającego‎ ‎się‎ ‎wesz‎ ‎na‎ ‎łańcu chy‎ ‎dopiero‎ ‎kiedy‎ ‎mu‎ ‎na‎ ‎brodę‎ ‎weszła,‎ ‎przystępowano‎ ‎do‎ ‎wyzwo- lin.‎ ‎Poprzednio‎ ‎wesz‎ ‎była‎ ‎uwiązana‎ ‎na‎ ‎złotym‎ ‎łańcuchu,‎ ‎ale‎ ‎pod czas‎ ‎powstania‎ ‎Moskale‎ ‎zabrali‎ ‎ją‎ ‎na‎ ‎„Szyberye“. Z‎ ‎chłopa. (Z‎ ‎szopki). „A‎ ‎skądeś‎ ‎ty,‎ ‎chłopie,‎ ‎chamie?‎u „Od‎ ‎Krakowa,‎ ‎mości‎ ‎panie‎w‎. „A‎ ‎eóz‎ ‎w‎ ‎tobie‎ ‎harda‎ ‎dusa, Nie‎ ‎uchylis‎ ‎kapelusa?‎u (Chłop‎ ‎na‎ ‎spowiedzi). „W‎ ‎imie‎ ‎Ojca‎ ‎i‎ ‎Ducha‎ ‎świętego“. „A‎ ‎gdzieżeś‎ ‎podział‎ ‎Syna?“ n‎A‎ ‎za‎ ‎kościołem,‎ ‎z‎ ‎wołem“. „A‎ ‎cóż‎ ‎ty‎ ‎pleciesz‎?‎u „Koszałki,‎ ‎opałki,‎ ‎mój‎ ‎dobrodzieju‎u‎. G...‎ ‎chłopu,‎ ‎nie‎ ‎zegarek,‎ ‎jak‎ ‎go‎ ‎nakręcić‎ ‎nie‎ ‎u‎ ‎mi. Z‎ ‎górala. Góral‎ ‎ma‎ ‎czarne‎ ‎podniebienie. Z‎ ‎żyda. Przysed‎ ‎Wojtek,‎ ‎siod‎ ‎sobie, Dał‎ ‎se‎ ‎wódki,‎ ‎pił‎ ‎sobie.
    • madohora Re: Kraków, dzielnice i okolice IX 14.05.25, 11:38
      V.‎ ‎klasa,‎ ‎rzucić,‎ ‎złapać‎ ‎w‎ ‎jedną‎ ‎rękę. "VI.‎ ‎klasa,‎ ‎j&k‎ ‎II,‎ ‎ale‎ ‎„‎ ‎„‎ ‎„ VII.‎ ‎klasa,‎ ‎j&k‎ ‎III,‎ ‎„‎ ‎„‎ ‎„‎ ‎^ VIII.‎ ‎klasa,‎ ‎jak‎ ‎IV,‎ ‎„‎ ‎„‎ ‎„‎ ‎„ IX.‎ ‎klasa,‎ ‎rzucić‎ ‎piłkę‎ ‎po‎ ‎pod‎ ‎udo‎ ‎i‎ ‎złapać‎ ‎w‎ ‎dwie‎ ‎ręce (dziewczęta‎ ‎pod‎ ‎ramię). X.‎ ‎klasa,‎ ‎jak‎ ‎II,‎ ‎pod‎ ‎udo,‎ ‎w‎ ‎dwie‎ ‎ręce. XI.‎ ‎klasa,‎ ‎jak‎ ‎III,‎ ‎„‎ ‎„‎ ‎„‎ ‎„‎ ‎„ XII.‎ ‎klasa,‎ ‎jak‎ ‎IV,‎ ‎„‎ ‎„‎ ‎„‎ ‎„‎ ‎„ XIII.‎ ‎klasa,‎ ‎jak‎ ‎V,‎ ‎„‎ ‎„‎ ‎„‎ ‎„‎ ‎„ XIV.‎ ‎klasa,‎ ‎jak‎ ‎VI,‎ ‎„‎ ‎„‎ ‎„‎ ‎„‎ ‎„ XV.‎ ‎klasa,‎ ‎jak‎ ‎pod‎ ‎VII,‎ ‎pod‎ ‎udo. XVI.‎ ‎klasa‎ ‎jak‎ ‎pod‎ ‎VIII,‎ ‎pod‎ ‎udo. XVII.‎ ‎klasa‎ ‎tyłem‎ ‎odwrócony‎ ‎do‎ ‎ściany‎ ‎jak‎ ‎pierwsza,‎ ‎dalej aż‎ ‎do‎ ‎34.‎ ‎tylko‎ ‎rzucać‎ ‎tyłem‎ ‎do‎ ‎ściany. W‎ ‎tęczę. Gdy‎ ‎dzieci‎ ‎zobaczą‎ ‎tęczę,‎ ‎mówią,‎ ‎że‎ ‎ją‎ ‎będą‎ ‎przecinać.‎ ‎Jeden rozpoczyna,‎ ‎kładzie‎ ‎na‎ ‎dłoni‎ ‎swej‎ ‎dwie‎ ‎słomki,‎ ‎na‎ ‎krzyż‎ ‎je‎ ‎składa, następnie‎ ‎w‎ ‎sam‎ ‎środek‎ ‎napluje.‎ ‎Potem‎ ‎podaje‎ ‎rękę‎ ‎towarzyszom do‎ ‎plucia,‎ ‎a‎ ‎gdy‎ ‎się‎ ‎znajdzie‎ ‎nieznający‎ ‎gry‎ ‎i‎ ‎nachyli‎ ‎się,‎ ‎pod bija‎ ‎mu‎ ‎rękę‎ ‎pod‎ ‎nos‎ ‎wraz‎ ‎z‎ ‎plwocinami. Fujara. W‎ ‎zabawie‎ ‎biorą‎ ‎udział‎ ‎tak‎ ‎chłopcy,‎ ‎jak‎ ‎dziewczęta.‎ ‎Prze wodnik‎ ‎zabawy‎ ‎wyznacza‎ ‎miejsce,‎ ‎zwane‎ ‎„szlak‎u‎,‎ ‎schronisko‎ ‎dla zmęczonego‎ ‎zabawą.‎ ‎Przed‎ ‎rozpoczęciem‎ ‎gry‎ ‎przewodnik‎ ‎mętuje „ent,‎ ‎ent“‎ ‎i‎ ‎t.‎ ‎d.,‎ ‎ustawiwszy‎ ‎poprzednio‎ ‎wszystkich‎ ‎w‎ ‎kółko,‎ ‎wy mawia‎ ‎każdy‎ ‎wyraz‎ ‎wskazując‎ ‎palcem‎ ‎na‎ ‎grających,‎ ‎a‎ ‎na‎ ‎którego padnie‎ ‎„benc‎u‎,‎ ‎ten‎ ‎zostaje‎ ‎„fujarą^.‎ ‎Rozpierzchają‎ ‎się‎ ‎wtedy‎ ‎gra jący,‎ ‎a‎ ‎fujara‎ ‎ich‎ ‎goni‎ ‎dopóty,‎ ‎dopóki‎ ‎jednego‎ ‎z‎ ‎nich‎ ‎nie‎ ‎uchwyci i‎ ‎w‎ ‎ramię‎ ‎nie‎ ‎uderzy.‎ ‎Uderzony‎ ‎w‎ ‎ramię‎ ‎zostaje‎ ‎„fuj‎ ‎arą‎u‎. W‎ ‎kuczki. Podobnie‎ ‎do‎ ‎„fujary‎u‎ ‎bawią‎ ‎się‎ ‎cbłopcy‎ ‎i‎ ‎dziewczęta,‎ ‎z‎ ‎tą różnicą,‎ ‎że‎ ‎nie‎ ‎biegną‎ ‎do‎ ‎szlaku,‎ ‎gdy‎ ‎są‎ ‎zmęczonemi,‎ ‎ale‎ ‎przy- kucają‎ ‎na‎ ‎miejscu. „Wyszła‎ ‎róża‎ ‎do‎ ‎ogrodu‎1‎*. Zebrane‎ ‎dzieci‎ ‎biorą‎ ‎się‎ ‎za‎ ‎ręce,‎ ‎tworząc‎ ‎koło,‎ ‎w‎ ‎środku‎ ‎je dno‎ ‎z‎ ‎nich‎ ‎wybrane‎ ‎staje,‎ ‎a‎ ‎koło‎ ‎tańczy‎ ‎wokół‎ ‎niego,‎ ‎śpiewając:
    • madohora Re: Kraków, dzielnice i okolice IX 14.05.25, 11:51
      Zabawianie‎ ‎małych‎ ‎dzieci. 1‎. A-a-‎ ‎kotki‎ ‎dwa, Szare,‎ ‎bure‎ ‎obydwa, Nic‎ ‎nie‎ ‎będą‎ ‎robiły, Tylko‎ ‎Manie‎ ‎bawiły. 2‎. Kyziu-myziu,‎ ‎gdzieś‎ ‎ty‎ ‎była? U‎ ‎sąsiadki‎ ‎mliczko‎ ‎piła. A‎ ‎przykryła?‎ ‎nie‎ ‎przykryła. A‎ ‎idźże,‎ ‎a‎ ‎idźże‎ ‎przykryj. 3‎. Podrzucając‎ ‎dziecko‎ ‎na‎ ‎kolanach. Jedzie,‎ ‎jedzie,‎ ‎pan,‎ ‎pan,‎ ‎pan, Na‎ ‎koniku,‎ ‎sam,‎ ‎sam,‎ ‎sam, W‎ ‎czerwonej‎ ‎czapinie, Na‎ ‎siwej‎ ‎szkapinie, Dyr-dyr-dyr-dyr. Tak‎ ‎pan‎ ‎jedzie‎ ‎po‎ ‎obiedzie, A‎ ‎tak‎ ‎Żyd,‎ ‎a‎ ‎tak‎ ‎Żyd, A‎ ‎tak‎ ‎nikt,‎ ‎a‎ ‎tak‎ ‎nikt. Jedzie,‎ ‎jedzie,‎ ‎pan. A‎ ‎za‎ ‎panem‎ ‎chłop, A‎ ‎za‎ ‎chłopem‎ ‎Żyd. A‎ ‎za‎ ‎Żydem‎ ‎nikt. 4‎. Klaskając‎ ‎w‎ ‎rączki‎ ‎dziecka. Kosi,‎ ‎kosi,‎ ‎kosiany, Pojedziemy‎ ‎do‎ ‎mamy, A‎ ‎od‎ ‎mamy‎ ‎do‎ ‎taty, Jest‎ ‎tam‎ ‎piesek‎ ‎kudłaty. A‎ ‎od‎ ‎taty‎ ‎do‎ ‎dziadka, Po‎ ‎koszyczek‎ ‎na‎ ‎jabka. 5‎. Kośmiele,‎ ‎kośmiele, Kto‎ ‎się‎ ‎pierwej‎ ‎rozśmieje.
    • madohora Re: Kraków, dzielnice i okolice IX 14.05.25, 12:59
      Jednem‎ ‎uchem‎ ‎wpuści, To‎ ‎drugiem‎ ‎wypuści. Ja‎ ‎nie‎ ‎organista,‎ ‎nie‎ ‎przebieram. Kaszą‎ ‎dzieci‎ ‎straszą. Kawaler‎ ‎słomiany,‎ ‎złotą‎ ‎pannę‎ ‎dostanie. Każdą‎ ‎szelmę‎ ‎Pan‎ ‎Bóg‎ ‎naznaczy. Każdy‎ ‎skrzeczy‎ ‎o‎ ‎swoje‎ ‎rzeczy. Kiedy‎ ‎baba‎ ‎piecze,‎ ‎ledwie‎ ‎sie‎ ‎nie‎ ‎wściecze. Kijem‎ ‎tego,‎ ‎co‎ ‎nie‎ ‎patrzy‎ ‎swego. Kocha‎ ‎go,‎ ‎jak‎ ‎psi‎ ‎dziada‎ ‎w‎ ‎ciasnej‎ ‎ulicy. Kogo‎ ‎boli,‎ ‎ten‎ ‎stęka. Kopa‎ ‎adwokatów,‎ ‎kopa‎ ‎zegarków,‎ ‎kopa‎ ‎kalendarzy, kopy‎ ‎łgarzy. Królowa‎ ‎Bona‎ ‎umarła. Księdzu,‎ ‎choćby‎ ‎siedział‎ ‎w‎ ‎lesie,‎ ‎każdy‎ ‎poniesie. Kto‎ ‎kudłaty,‎ ‎to‎ ‎będzie‎ ‎bogaty. Kto‎ ‎nie‎ ‎ma‎ ‎chęci,‎ ‎ten‎ ‎kręci. Kto‎ ‎nie‎ ‎ma‎ ‎w‎ ‎głowie,‎ ‎ten‎ ‎ma‎ ‎w‎ ‎nogach. Kto‎ ‎płucze‎ ‎flaki,‎ ‎myśli,‎ ‎że‎ ‎każdy‎ ‎taki. Kiedy‎ ‎w‎ ‎Zygmunta‎ ‎biją. Kto‎ ‎w‎ ‎piątek‎ ‎skacze,‎ ‎w‎ ‎niedzielę‎ ‎płacze. Kto‎ ‎sie‎ ‎czego‎ ‎nauczy,‎ ‎to‎ ‎śpi‎ ‎i‎ ‎mruczy. Kto‎ ‎zjada‎ ‎ostatki. Bywa‎ ‎piękny‎ ‎i‎ ‎gładki. Koci‎ ‎ogon‎ ‎w‎ ‎gembe. Krzyczy,‎ ‎jak‎ ‎opętany. Kupa,‎ ‎jak‎ ‎chałupa. Kłamie,‎ ‎jak‎ ‎orzech‎ ‎zgryz. Kłóci‎ ‎się,‎ ‎jak‎ ‎przekupka‎ ‎z‎ ‎Małego‎ ‎Rynku. Kłóci‎ ‎się,‎ ‎jak‎ ‎przekupka‎ ‎ze‎ ‎Szczepańskiego‎ ‎placu. Leź,‎ ‎leź, Przyniesie‎ ‎ci‎ ‎śniadanie‎ ‎pies. Łyz,‎ ‎zyz,‎ ‎kuternoga,‎ ‎jeśli‎ ‎się‎ ‎uda,‎ ‎łaska‎ ‎Pana‎ ‎Boga. Łże,‎ ‎jak‎ ‎pies. Mądremu‎ ‎dość‎ ‎pałką‎ ‎w‎ ‎łeb. Mądry,‎ ‎jak‎ ‎Salomonowe‎ ‎portki‎ ‎(buty). Mądry‎ ‎obiecuje,‎ ‎głupi‎ ‎się‎ ‎raduje. Modli‎ ‎się,‎ ‎jak‎ ‎cygan. Na‎ ‎święty‎ ‎Jury, Kiedy‎ ‎będą‎ ‎w‎ ‎niebie‎ ‎dziury.
    • madohora Re: Kraków, dzielnice i okolice IX 15.05.25, 13:42
      Przysłowia‎ ‎doroczne. Na‎ ‎Trzech‎ ‎królów‎ ‎święto:‎ ‎„Trzy‎ ‎króle‎ ‎pod‎ ‎szopę,‎ ‎przybyło dnia‎ ‎na‎ ‎kurzą‎ ‎stopę“. Na‎ ‎Trzech‎ ‎króli‎ ‎przybywa‎ ‎dnia‎ ‎godzinę. Sw.‎ ‎Agnyszka‎ ‎wypuści‎ ‎skowronka‎ ‎z‎ ‎mieszka,‎ ‎a‎ ‎św.‎ ‎Agata do‎ ‎świata. Kwiecień‎ ‎plecień,‎ ‎bo‎ ‎przeplata,‎ ‎troche‎ ‎zimy,‎ ‎troche‎ ‎lata. Na‎ ‎św.‎ ‎Marek,‎ ‎jak‎ ‎deszcz,‎ ‎to‎ ‎ziemia‎ ‎jak‎ ‎skwarek‎ ‎(sucha). Na‎ ‎św.‎ ‎Marka‎ ‎(kto‎ ‎sadzi‎ ‎ziemniaki),‎ ‎to‎ ‎będzie‎ ‎pod‎ ‎krzakiem miarka. Na‎ ‎M.‎ ‎B.‎ ‎Gromniczną‎ ‎przybywa‎ ‎dnia‎ ‎2‎ ‎godziny. Jak‎ ‎św.‎ ‎Józef‎ ‎kiwnie‎ ‎brodą,‎ ‎pójdą‎ ‎lody‎ ‎na‎ ‎dół‎ ‎z‎ ‎wodą. Język. Wyrażenia‎ ‎się. Bieda‎ ‎z‎ ‎bryndzą‎ ‎—‎ ‎wielka‎ ‎bieda. Boi‎ ‎się,‎ ‎żeby‎ ‎wszy‎ ‎nie‎ ‎dostały‎ ‎kataru,‎ ‎mówią‎ ‎o‎ ‎takim,‎ ‎kto się‎ ‎nie‎ ‎ukłoni‎ ‎(nie‎ ‎zdejmie‎ ‎czapki). Ciąg‎ ‎za‎ ‎żyłę‎ ‎=‎ ‎wyciągaj‎ ‎(cokolwiekbądź). Dama‎ ‎z‎ ‎pazurami‎ ‎=‎ ‎złośnica. Dobranoc,‎ ‎wszystkie‎ ‎wszy‎ ‎na‎ ‎pomoc‎ ‎(żartem). Flak‎ ‎z‎ ‎procesyą‎ ‎chodzi,‎ ‎mówią,‎ ‎gdy‎ ‎kto‎ ‎głodny. Gęba‎ ‎od‎ ‎ucha‎ ‎do‎ ‎ucha. Gagatek‎ ‎z‎ ‎morskiej‎ ‎pianki‎ ‎—‎ ‎delikatny. Iść‎ ‎na‎ ‎blachę‎ ‎=‎ ‎iść‎ ‎na‎ ‎wódkę. Iść‎ ‎na‎ ‎werdebę‎ ‎=‎ ‎na‎ ‎hulankę. Jak‎ ‎kupował,‎ ‎to‎ ‎błoto‎ ‎bryzgało‎ ‎za‎ ‎nim‎ ‎=‎ ‎uciekał‎ ‎(o‎ ‎złodzieju). Koziego‎ ‎sera‎ ‎dać‎ ‎=‎ ‎uderzyć‎ ‎kolanem‎ ‎w‎ ‎tyłek. Maciek‎ ‎=‎ ‎obżartuch. Marcowy‎ ‎kawaler‎ ‎=‎ ‎stary. Mydło‎ ‎suszyć‎ ‎=‎ ‎stać‎ ‎długo‎ ‎w‎ ‎miejscu. Nie‎ ‎chyci‎ ‎=‎ ‎nie‎ ‎uda‎ ‎się. Niestety,‎ ‎zjadł‎ ‎pies‎ ‎kotlety‎ ‎—‎ ‎mówią‎ ‎do‎ ‎tego,‎ ‎kto‎ ‎często‎ ‎po wtarza‎ ‎wyraz‎ ‎„niestety‎ ‎u‎. Pański‎ ‎dziadek‎ ‎=‎ ‎pieczeniarz. Pocałował‎ ‎żyda‎ ‎w‎ ‎brodę‎ ‎==‎ ‎pożyczył‎ ‎pieniędzy. Pojechał‎ ‎do‎ ‎Paryża,‎ ‎okuł‎ ‎sobie‎ ‎dyszel,‎ ‎mówią‎ ‎o‎ ‎tym,‎ ‎kto‎ ‎się przechwala‎ ‎ze‎ ‎swoich‎ ‎podróży. Pan‎ ‎Bóg‎ ‎zgubił‎ ‎miarę‎ ‎od‎ ‎niego,‎ ‎mówią‎ ‎o‎ ‎wysokim. Śledzia‎ ‎zjadł‎ ‎=‎ ‎przepadł. Sucha‎ ‎jędza,‎ ‎Jewa‎ ‎=‎ ‎złośnica. Usadził‎ ‎żyda‎ ‎—‎ ‎zrobił‎ ‎plamę.
    • madohora Re: Kraków, dzielnice i okolice IX 15.05.25, 14:57
      Ulica ta w dokumentach wymieniana była już przed 1690, a ukształtowała się w średniowieczu. Jest ona częścią średniowiecznego traktu sławkowskiego, a jej historycznym przedłużeniem jest ulica Śląska. Początkowo szlak ten sięgał tylko do ul. Pędzichów, a dalej przebiegał wśród błoń, obok miejskich szubienic. Okolica, gdzie dziś kończy się ul. Długa, na XVIII-wiecznych mapach oznaczona jest jako Świnia Krzywda. W XIX wieku ulica była zabudowana parterowymi domkami. Obecna zabudowa pochodzi sprzed I wojny światowej.
    • madohora Re: Kraków, dzielnice i okolice IX 15.05.25, 15:18
      Dom Pod Głowami (także Kamienica Trembeckich) – zabytkowa kamienica, znajdująca się w Krakowie, w dzielnicy I przy ulicy Długiej 5, na Kleparzu.
    • madohora Re: Kraków, dzielnice i okolice IX 15.05.25, 15:21
      ul. Długa 42 – siedziba Stowarzyszenia Siemacha. Już w 1886 r. ks. Kazimierz Siemaszko otworzył tutaj „dom schronienia i dobrowolnej pracy dla biednych opuszczonych chłopców”, przemianowany po jego śmierci w 1904 r. na Zakład Wychowawczy im. ks. Siemaszki.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka