• madohora Re: Legendy 02.06.23, 22:27
      Zaroski Borcek zacôn suchać, co staro baba godo. A ta uosprowiała, wiela to pijyndzy do tego gora wrazili, a jake to bogate ludzie byli. Baba tysz pedziała, że na tyn kôncek lasa godajôm Hubertus. Na samym postrzodku tego Hubertusa była tako wiynkszo gôrka, a na gôrce rośnie starodowny wiely dômb. I to pod tym dymbym był zakopany skarb.
    • madohora Re: Legendy 03.06.23, 18:35
      Legendy o kwiecie paproci, zwanym też perunowym kwiatem, opowiadają o wielu ludziach, którzy błądzili po lasach i mokradłach, próbując odnaleźć magiczny, obdarzający bogactwem, siłą i mądrością, widzialny tylko przez okamgnienie kwiat paproci. W podaniach czeskich i niemieckich znalazca kwiatu paproci powinien szukać skarbów w ciemnym borze. We francuskich – na najwyższym w okolicy wzgórzu, do którego ma dobiec przyświecając sobie ognistym kwiatem jak pochodnią. W legendach rosyjskich, po zerwaniu gorejącego kwiatu, należy wyrzucić go jak najwyżej w powietrze i szukać skarbu tam, gdzie spadnie. Zdobycie rośliny nie było łatwe – strzegły jej widzialne i niewidzialne straszydła, czyniące straszliwy łoskot, gdy tylko ktoś próbował się do perunowego kwiatu zbliżyć
    • madohora Re: Legendy 03.06.23, 18:40
      Dodatkowo do powstania legendy o perunowym kwiecie (napięcie w przyrodzie podczas burz miało sprzyjać kwitnieniu tej rośliny) przyczynić się mogły gatunki paproci zwane potocznie „paprociami kwitnącymi”, jak np. gatunki podejźrzona, których drobne sporonośne liście zebrane w obfite grona na wydłużonych łodygach sprawiają wrażenie gron kwiatowych (tym bardziej, że rośliny te mają inne liście bez zarodni). Tym samym szukanie i znajdowanie „kwiatu paproci”, choć utrudnione podmokłym gruntem i nocą, wcale nie było skazane na niepowodzenie
    • madohora Re: Legendy 05.06.23, 00:16
      Kwiat paproci.
      Cudowna noc... noc czarów...
      z niebieskich obszarów
      gwiazd wianki,
      jak kochanek
      w oblicze kochanki
      patrzą w wodę srebrzystej rzeczułki...
      f\ księżyca blask złoty
      po przez wonnych traw sploty
      śpiących kwiatów całuje kielichy...
      Cyt!.. gwarzą drzewa...
      Głos ich cichy
      płynie obszarem pól, —
      szeroko się rozlewa
      w czarowny śpiew...
      Wietrzyka wiew
      wtórzy. .. - —
      I płynie w dal
      tęsknota boi —
      za szczęściem...
      P szczęścia kwiat —
      Paproci kwiat
      zakwita...
      w sercu, co kocha...
      hej! w sercu...
      Józef Batoruwiez
    • madohora Re: Legendy 05.06.23, 00:25
      PO WIANKACH
      Poco panu tyle książek?
      Wiochna dziewczę się spytało,
      fi czy tobie, wiochno mila,
      Kwiatków wonnych nie za mało?
      *
      :i: *
      Słowikowi czy wystarczą
      W maju śpiewy, cudne trele?
      Czyż mu gruchań będzie wtedy
      Podług ciebie tak już wiele?
      *
      # *
      Wiochna lilje, słowik arje,
      fi ja lubię pieśni, książki,
      Chabry ocząt, róże ustek
      I twych włosów płowe wstążki.
      Z. Domański,
    • madohora Re: Legendy 06.06.23, 00:22
      Ojciec Ruszel był człowiekiem niepospolitego miłosierdzia, rozumu, dobroci i pobożności. Braciszkowie twierdzili, że lampkę oliwną przed obrazem Matki Boskiej w jego celi zapalają aniołowie. Toteż gdy umarł, żal i płacz był tym większy, że ciało jego znikło bez wieści. Z czasem ludzie wytłumaczyli sobie, że pan Bóg razem z ciałem zabrał do nieba swego wiernego sługę i oddawali mu cześć jako świętemu. Bo gdzieżby się podział? Kto by go skraść pozwolił? Braciszkowie trzymali wartę u tych zwłok najdroższych i odprawiali modły przez dnie i noce. Więc nagłe zniknięcie ciała tylko nadprzyrodzonemu zrządzeniu przypisać można było. Pewno zdrzemnęli się znużeni wartownicy i przez ten moment stał się dziw.
    • madohora Re: Legendy 06.06.23, 00:26
      Murowany kościół i klasztor Dominikanów w podanym roku zostały ufundowane i powstawały etapami. Dominikanie znaleźli się w Lublinie ok. 1260 roku i pierwsza ich świątynia, najpewniej drewniana kaplica św. Krzyża, stanęła w miejscu obecnego kompleksu zabudowań. "Kronika Wołyńska" z 1288 roku, jak się uważa, przytacza szczegóły dotyczące właśnie ówczesnego klasztoru Dominikanów.
    • madohora Re: Legendy 06.06.23, 20:16
      Największa w świecie katolickim cząstka Drzewa Krzyża Świętego, przechowywana w kościele oo. Dominikanów lubelskich, spowodowała wiele silnych wydarzeń, łączących się złotymi ogniwami w drogocenny łańcuch. Przede wszystkim ważne jest dziwne zrządzenie losu towarzyszące jej przybyciu.
    • madohora Re: Legendy 06.06.23, 20:35
      Wreszcie zaczęły dziać się u dominikanów cuda, upamiętnione w malowidłach kościelnych. Ciężko chora Eufemia Walicka, po ofiarowaniu się w opiekę relikwii - wyzdrowiała nagle. Schorzały na nogi Jan Gryza, odprawiwszy modły w cudownej kaplicy, zostawił kule i zdrów do domu powrócił. W aktach notarialnych znajduje się cały szereg sprawdzonych uzdrowień i innych cudów.
    • madohora Re: Legendy 06.06.23, 23:29
      We wrześniu 1939 roku, podczas potwornego nalotu niemieckiego na Stare Miasto, wyległa również procesja wierzących z Drzewem Krzyża Św. i okrążywszy Trybunał skierowała się z powrotem do kościoła. Dowodzą fakty, że ta część Starego Miasta wyszła z nalotu obronną ręką.
    • madohora Re: Legendy 06.06.23, 23:32
      Dzisiaj fary pod wezwaniem św. Michała już nie ma, ale dokładnie wiemy, gdzie rosło drzewo, w cieniu którego śnił Leszek Czarny.
    • madohora Re: Legendy 06.06.23, 23:38
      Herb Lublina z koziołkiem

      Na przełomie XIII i XIV wieku lubelscy mieszczanie zabiegali o prawa miejskie. Jednak nijak nie mogli dostać się do panującego wówczas księcia Władysława Łokietka, zajętego tłumieniem buntu mieszczan krakowskich i sandomierskich. W końcu nadarzyła się okazja, bo książę szukał stronników i do Krakowa pojechała kilkuosobowa delegacja posłów.
    • madohora Re: Legendy 06.06.23, 23:42
      Tereska przeciągała się leniwie w puchowych piernatach i śmiała się perliście. Córeczka była oczkiem w głowie ojca, który głuchy był na gderanie rożnych jejmościanek przychodzących do jego pracowni. - Jak jeszcze raz zobaczę, że mój mąż się dziwnie zachowuje, jak przechodzimy koło waszego domu, to tej waszej pannicy kudły powyrywam - krzyczały na biednego złotnika. - Jak jeszcze raz zobaczę mojego syna wybiegającego nad ranem z waszej bramy, to tej pięknej Teresce kości porachuję! - dokładały inne.
    • madohora Re: Legendy 06.06.23, 23:47
      To były oczy jednej z akrobatek, kruczowłosej piękności o scenicznym pseudonimie Inez. I zakochał się młodzian z Lublina w cyrkowej artystce. Chadzali na spacery przy blasku księżyca. Józio gorąco zapewnił dziewczynę o swym dozgonnym uczuciu. I serce pięknej Inez odwzajemniło uczucia panicza z Lublina. Każdego świtu tuż po rozstaniu z ukochanym, dziewczyna z trwogą odliczała, jak niewiele dni zostało już do końca kontraktu. - Wyjadę i o mnie zapomni - zamartwiała się. W końcu podjęła decyzję. W wieczór przed ostatnim występem oznajmiła wybrankowi: - Zdecydowałam, możesz przedstawić mnie mamusi - zostaję.
    • madohora Re: Legendy 06.06.23, 23:50
      Skrzypią schody, trzaskają drzwi, otwierają się nagle okna, w ciemnych korytarzach słychać kroki... - Oho, wrócił Boczarski - kiwają głową najstarsi mieszkańcy Bernardyńskiej.
    • madohora Re: Legendy 06.06.23, 23:54
      Na to książę postanowił, że owo miejsce nad Bystrzycą będzie się nazywało tak, jak ryba wyłowiona z rzeki. Kazał zarzucić sieci. Rycerze stali na brzegu i patrzyli. Gdy wyciągnięto niewód, były w nim dwie ryby - szczupak i lin. I rzekł książę, ucinając spór, który natychmiast wybuchł na brzegu: szczupak jest wilkiem rzecznym, nie chcę, aby mieszkańcy tej osady tacy byli, lin zaś to ryba łagodna, więc wybierając z dwojga... zaraz, zaraz szczupak lub lin... niech ten wasz gród lub-linem się zwie. I zadowolony książę wyjechał z Lublina.
    • madohora Re: Legendy 06.06.23, 23:59
      Była bez zwątpienia piękną i intrygującą osobą. Nad tym grobem przez wiele lat zatrzymywali się nie tylko ci, którzy ją znali, ale wszyscy lublinianie poruszeni tajemniczą śmiercią. Z domysłów o morderstwie snutych nad grobem Tamary można byłoby złożyć wielką powieść obyczajową o ludziach tamtej epoki uwikłanych w politykę, namiętności, hazard, w sprawy finansowe i honorowe.
    • madohora Re: Legendy 07.06.23, 00:09
      Kłótnia z fatalnymi skutkami
      W Zagórzu niedaleko Sanoka stoją ruiny wspaniałego klasztoru karmelitów bosych. Mnisza społeczność miała się dobrze, dopóki gdzieś w połowie XIX w. nie doszło do kłótni między przeorem i spowiednikiem księży. Nie wiadomo dokładnie, o co poszło ani kto cisnął w złości oliwną lampą, ale znany jest skutek: klasztor spłonął i dziś stoi zrujnowany. Podobno w słotne jesienne wieczory słychać w jego murach zawodzenie – to sprawca podpalenia pokutuje, snując się jako duch wśród zmurszałych murów.
    • madohora Re: Legendy 07.06.23, 00:32
      Baszta nawiedzana przez partacza
      Przy skrzyżowaniu dróg z Przemyśla i Jarosławia w kierunku Kańczugi stoi zabytkowa kamienna baszta, pozostałość zamku w Pruchniku, który już w XIX w. uchodził za ruinę. Nie ma pewności, co stało się z zamkiem. Być może wybuchł pożar, a może – jak czasem twierdzą miejscowi – zamek sam zaczął się rozpadać, bo został nieprawidłowo skonstruowany.
      Być może wersja z fuszerką średniowiecznych murarzy jest bliska prawdy, bo nocami w baszcie słychać podobno odgłosy prac kamieniarskich. To uwija się duch murarza, który chce zadośćuczynić za spartaczenie zamku.
    • madohora Re: Legendy 07.06.23, 00:40
      Widmowa konserwa w starym forcie
      Fort nr XIII, należący do zewnętrznego pierścienia Twierdzy Przemyśl, znajduje się w Bolestraszycach i wiąże się z oryginalną opowieścią o duchu żołnierza. Żołnierz nie zginął heroicznie w czasie tej czy innej bitwy, lecz najwyraźniej zgubił się w forcie, a jego duch do dziś szuka wyjścia.
      Podobno nocami można usłyszeć charakterystyczny odgłos rwania blachy – to zjawa otwiera swoją widmowa puszkę konserwy, by mieć siły na dalsze poszukiwanie wyjścia z kazamatów.
    • madohora Re: Legendy 07.06.23, 00:48
      Duch, który przegnał z domu własną wdowę

      Badacze zjawisk paranormalnych najczęściej zgadzają się, że aktywność duchów wynika często z traumatycznych wydarzeń i tragedii, które nie pozwalają duszom przejść w spokoju na drugą stronę. Najczęściej nawiedzane są domy, w których doszło do rodzinnych tragedii, szpitale, więzienia – wszystkie miejsca, których mury w jakiś sposób nasiąkły ludzkim cierpieniem.
      Jedno z takich miejsc znajduje się w Jaśle. Dom miał być miejscem zbrodni: teść zabił zięcia. Teraz zięć nawiedza swoją dawną siedzibę, nie rozumiejąc, że powinien już opuścić ten padół łez albo też nie przyjmując do wiadomości, że rozstał się z życiem (podobno częsty przypadek u duchów).
      Nawiedzenie miało być tak silne, że wdowa po zamordowanym mężczyźnie musiała się wyprowadzić.
      Niestety nie wiadomo, o który dom w Jaśle chodzi. Dokładna lokalizacja nawiedzonych miejsc często utrzymywana jest w tajemnicy, by poszukiwacze mocnych wrażeń nie zaburzali spokoju okolicznym mieszkańcom, a może także po to, by nie natknęli się przypadkiem na ducha, który nie życzy sobie gości.
    • madohora Re: Legendy 03.07.23, 13:44
      Japończycy wierzyli w istnienie kamieni, z których bezustannie płynie woda. Według legend, zamieszkiwane one były przez smoka Ryūshōseki. Podobno w 1762 r. znaleziono taki kamień i ugotowano go, a ze znajdującego się w środku smoczego płodu przygotowano potrawkę. Zachowały się także zapiski o wykluciu się z kamienia małego smoka przypominającego wyglądem małą larwę, która początkowo przybrała formę podobną do jaszczurki, a następnie zamieniła się w skrzydlatego smoka
    • madohora Re: Legendy 03.07.23, 13:52
      W Japonii zachowały się zapiski o smoczych lampionach pojawiających się czasami nad morzem, lecących w stronę lądu, aby zawisnąć na wysokim drzewie w pobliżu buddyjskiej świątyni. Ukazanie się lampionów uważane było za dobry omen i kojarzono je z błękitnym smokiem przynoszącym szczęście
    • madohora Re: Legendy 03.07.23, 14:00
      Smok wawelski – legendarny smok, którego kryjówką miała być jaskinia zwana Smoczą Jamą u podnóża wzgórza wawelskiego w Krakowie
    • madohora Re: Legendy 03.07.23, 14:06
      U Kadłubka siedziba smoka została tylko ogólnie zlokalizowana, a nazwa Wawel nie pada. Pogromcami smoka byli synowie Grakcha-Kraka, a nie on sam – ich pomysłem był podstęp z wypchaniem skór bydlęcych siarką. Zabicie smoka nie wiązało się z założeniem Krakowa. Według Kadłubka miasto założono „na skale smoka” (in scopulo olophagi) i od imienia zmarłego wcześniej Grakcha nazwano „Krakowem” (a nomine Gracci dicta Craccouia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka