• madohora Re: Legendy 16.09.24, 12:19
      Ród Szafrańców herbu Starykoń wywodził się – jak utrzymywał heraldyk Bartosz Paprocki – od Żegoty z Toporczyków, który – wyzuty przez braci z rodziny i majątku – przyjął za swój herb konia białego, a za nazwisko Zaprzaniec, dochodząc do urzędu podkomorzego krakowskiego w 1100 r. W XIII w. nowe nazwisko przybrało formę Szafraniec i przetrwało tak aż do roku 1608, kiedy to bezpotomnie zmarł ostatni męski przedstawiciel rodu.
    • madohora Re: Legendy 16.09.24, 12:23
      Nazwa Maczuga Herkulesa pochodzi od kształtu skały. W przeszłości była różnie nazywana, a z każdą nazwą wiązała się legenda
    • madohora Re: Legendy 16.09.24, 12:27
      Wygląd miast europejskich czasów nowożytnych był katastrofalny z punktu widzenia czystości i higieny ogólnej, a Warszawa nie stanowiła tu wyjątku. Ulice tonęły w błocie, a wszelkie nieczystości i wszystko, co się dało, wylewano zwyczajnie do rynsztoków. Już w 1557 r. król Zygmunt August ustanowił osobnym przywilejem podatek brukowy (brukowe) dla poprawy dróg tak w samym mieście, jak i na przedmieściach. Władze miejskie w 1594 r. podjęły uchwałę, w której czytamy m. in.: „na Krzywym Kole aby mur do większego zepsowania nie przychodził, aby plugactw nie wymiotowali ani nie wylewali, a kloaki aby często wychędożali”. W XVII wieku nie było lepiej: prymitywne i niewystarczające kanały nie zapewniały dostatecznej ilości wody, więc dalej śmiecie i nieczystości wyrzucano wprost na ulicę. Służby miejskie nie nadążały ze sprzątaniem, zaś obywatele nie wywiązywali się z nałożonych nań obowiązków. Rosły więc góry odpadów, zmieniając przez lata ukształtowanie terenu. Najczęściej zrzucano odpadki ze skarpy nadwiślańskiej i pozostawiano je swemu losowi. W ten sposób powstała tzw. Góra Gnojna (Gnojowa) u wylotu ulicy Celnej, w pobliżu Zamku, która zatruwała wyziewami powietrze w sąsiednich posesjach. Stołeczny magistrat uchwałą z 1641 r. nałożył wprawdzie na woźniców obowiązek wywożenia z miasta śmieci i błota, ale efekty były znikome, skoro pół wieku później (1691) uchwała miejska stwierdzała wyraźnie, że Góra Gnojna jest tak zarzucona śmieciami i gnojem, że dostęp do niej jest niezwykle trudny. Stąd rosła coraz wyżej, stanowiąc źródło infekcji dla Starego Miasta i dla Zamku.
    • madohora Re: Legendy 16.09.24, 12:33
      Podobno jeden z nurków, przynosząc wyjątkowo piękną perłę, zmarł z wyczerpania na oczach Daisy, przedtem rzucając na nią straszliwą klątwę.
    • madohora Re: Legendy 22.09.24, 13:01
      Człowiek – niedźwiedź z puszcz litewskich
      W pierwszym tomie dzieła Bernarda O’Connora (ok. 1666 – 1698) pt. The History of Poland (London 1698), zawierającym opis geograficzny Wielkiego Księstwa Litewskiego, znalazła się miedziorytowa ilustracja przedstawiająca niedźwiedzicę w kniei karmiącą małe dziecko razem z dwoma własnymi młodymi. Ta angielska rycina nie była bynajmniej wytworem fantazji anonimowego sztycharza, lecz wiernym odbiciem rzeczywistości.
    • madohora Re: Legendy 22.09.24, 18:49
      KAŻDE MIASTO POSIADA SWOJĄ LEGENDĘ - Interia - 22.09.2024
    • madohora Re: Legendy 22.09.24, 20:28
      Pod zamek „na Grójcu” wyruszyły królewskie oddziały. I choć jego właściciel był doskonale przygotowany do oblężenia (miał zapasy jedzenia, picia oraz amunicji), a sekretne przejścia z Grójca w góry gwarantowały ucieczkę, to tym razem hersztowi powinęła się noga. Ktoś go zdradził. Wojska królewskie, znając wszystkie zamkowe tajemnice, rozpoczęły regularne oblężenie i po paru tygodniach zmuszono rozbójnika do poddania się. Nie mógł on liczyć na żadną łaskę, skoro wyrok śmierci wydał sam monarcha – od takiej decyzji nie było odwołania. Narzędziem kaźni stała się wielka dębowa beczka, nabijana wewnątrz ostro zakończonymi gwoździami. Skrzyńskiego – po odczytaniu wyroku – wsadzono do tej beczki i spuszczono z zamkowej góry. Odtąd Żywiec mógł wreszcie odetchnąć, podobnie jak kupcy i podróżnicy.
    • madohora Re: Legendy 22.09.24, 20:41
      Z kolei Adam Kwilecki z Krakowa, który w dzieciństwie bywał u rodziny w Kielcach, zapamiętał sobie inną historię. Otóż w północnym skrzydle, gdzie ongiś elewi w założonej przez Staszica Akademii uczyli się górnictwa i geologii, widywano „postać młodego człowieka ubranego w granatowy surdut ze złotymi guzikami i białe obcisłe spodnie [takie właśnie mundury nosili wtedy studenci]. Ten człowiek, nawet przy świetle lamp, przechadzał się po pokojach. Podobno ktoś wertujący zapiski, dotyczące Akademii Staszica, twierdził, że w tym właśnie miejscu wydarzył się niegdyś tragiczny wypadek: któryś ze studentów zbliżył się do płonącego kominka, zapaliło się na nim ubranie i na skutek poparzeń chłopiec zmarł...”.
    • madohora Re: Legendy 22.09.24, 23:01
      Historią chłopca zainteresował się także pewien uczony lekarz – Jakob Horst, profesor medycyny na Uniwersytecie w Helmstedt. W trakcie pobytu w sprawach spadkowych w Świdnicy w 1594 r. medyk miał okazję poznać osobiście cudowne dziecko. Rok później uczony wydał po łacinie obszerny traktat o złotym zębie, który zobaczył i przebadał. Rozprawę niebawem przetłumaczono na język niemiecki. Co interesujące, była ona szeroko dyskutowany przez innych uczonych... aż do końca XVIII w.
    • madohora Re: Legendy 22.09.24, 23:04
      Początkiem nieszczęścia, zdaniem Horsta, były najazd Turków oraz inne przykre wydarzenia. Okres smutku i nieszczęść miał natomiast zakończyć się ok. 1600 r., kiedy Tatar, Turek oraz inne tego typu plugastwo zostanie sprzątnięte i wytępione z powierzchni Ziemi. W kolejnych latach po rozgromieniu Turków miała natomiast nastąpić złota era, która z kolei – zgodnie ze starotestamentowym proroctwem Daniela – mogłaby poprzedzać koniec świata. Stąd też swoje rozważania Horst zakończył wezwaniem do czytelników: Czyńcie więc pokutę, aby złote królestwo, które zwiastuje złoty ząb, jak najszybciej nastało.
    • madohora Re: Legendy 22.09.24, 23:36
      Skąd wzięła się legenda „pięknego księcia Karolka”? A skąd w ogóle biorą się legendy? Czy wystarczył jego urok osobisty? Wielu ludzi posiada urok osobisty, ale nie trafiło i nigdy nie trafi do żadnej legendy. A może potrzebna była wielka i przegrana sprawa, której bohater bronił do samego końca? Mamy skądś wyobrażenie, że tylko my czcimy przegranych bohaterów. Inni mają zwycięskich bohaterów. Nieprawda. Inni także mają przegranych bohaterów. Amerykanie obrońców misji Alamo, Brytyjczycy uczestników wyprawy arktycznej Johna Franklina podczas której zginęli wszyscy, czy kapitana Roberta Scotta, który przegrał wyścig do Bieguna Południowego a w drodze powrotnej umarł ze swymi towarzyszami, kilkanaście kilometrów od bazy z zaopatrzeniem. Nawet zwycięstwo największego z największych, admirała Nelsona, miało posmak klęski. Wygrał decydującą bitwę pod Trafalgarem, ale sam poległ.
    • madohora Re: Legendy 23.09.24, 21:09
      Wspomniany w przekazie młyn wodny, nad rzeką Kamionką przy drodze do Głażewa, został przebudowany w 1900 r., ale wiadomo, że stał tu już od XV w. Zapewne w tym właśnie miejscu doszło do tragedii...
    • madohora Re: Legendy 23.09.24, 21:46
      https://media.tenor.com/GvD0gVw7rjMAAAAM/horse-carriage.gif
    • madohora Re: Legendy 28.10.24, 21:04
      Porwanie Różyckiej
    • madohora Re: Legendy 13.01.25, 13:12
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/4fGach4CnjmzCGAnX.jpg
    • madohora Re: Legendy 24.01.25, 23:49
      Problem ten rozwiązuje ludowa legenda, przytoczona przez prof. Krystynę Szcześniak za Marią Ziółkowską: "...kiedy Pan Bóg stworzył polską ziemię i popatrzył na nią kontrolującym okiem, zauważył tu i ówdzie żółtą nagość suchych piasków, wypalonych słońcem, a tak łaknących wilgoci i roślinności, że aż ulitował się nad nimi w swoim dobrym sercu. I wtedy specjalnie dla nich, dla tych naszych szczyrków i kujaw, stworzył sosnę. Sosnę i złotą dziewannę."[89] Rzeczywiście, obydwie rośliny łączone były i w ludowej poezji, mazowiecki lirnik Teofil Lenartowicz pisze bowiem w swoim wierszu: "Był pagórek piaszczysty, na nim każdej wiosny / złociły się dziewanny i szumiały sosny."[90] Wiersz Edwarda Stachury Ballada dla Potęgowej, również głosi: "Do wsi Zagubin, na Kujawy Białe, / Gdzie ziemia licha, piachy niebywałe, / Kozy, dziewanna, sosny i rozstaje…"[91] Nie jest to jedynie dzieło poetyckiej wyobraźni, gdyż obydwie rośliny rosną właśnie na identycznych, piaszczystych i przepuszczalnych, mało żyznych glebach, w rejonach suchych i wyżynnych, zajmując bardziej nasłonecznione i suche zbocza. Bór sosnowy jest jasny, świetlisty, a na polanach położonych na jego skraju natknąć się można często na dziewannę. Jak dziewanna złoci się swoim kwieciem, tak pyląca obficie na złoto sosna wytwarza zjawisko żółtego, "siarczystego deszczu", o którym wspominają ludowe pieśni i legendy.[92] I, co jeszcze bardziej istotne, jak dziewanny używano dla pochodni na oświetlenie, podobnie z żywicznych, sosnowych drzazg łuczywo, służące do rozświetlania chaty, ale i odpędzania wilków (nie mówiąc o szeregu innych zastosowań użytkowych). Na Pogórzu i na Łemkowszczyźnie świętojański stos na ognisko układano nawet wokół rosnącej, żywej sosny i to sosna gorejąca buchającym ku niebu płomieniem była głównym elementem obrzędu. Pieśń sobótkowa z Sanockiego głosi: "Horiła sosna, horiła, / Pid niej diwojka sidiła. / Na niej iskrojki padały, padały, / Pid nioj chlopczata płakały. / O ticho chłopci ne płaczte, / Zelenu sosnu zahatcze. / Zelenu sosnu ta zele, ta zele / Buszyte wodu na sebe."[93] Jak przypuszczają prof. M. Derwich i M. Cetwiński, obraz płonącej sosny moze pochodzić z dawnego mitu, w którym występowała identyfikacja sosny i kobiety.[94] U Rusinów palono na podobnej zasadzie w noc kupalną kukłę Moreny[95] lub innej postaci. Ukazuje to powtórzenie obrzędu spalania i topienia Marzanny (lub spalania Gaika na wiosnę) szczególnie, jeśli przywołamy obraz wianków z zapalonymi świecami puszczanych wówczas na wodę. Potwierdza to kolejny raz ognisty charakter drzewa bogini.
    • madohora Re: Legendy 13.02.25, 12:14
      Podania związane z okolicą Zumpów

      Istnieje podanie o tym, że pracujący w kopalni górnicy zostali zasypani i od tego czasu kopalnia nie jest eksploatowana
    • madohora Re: Legendy 19.02.25, 10:40
      Duch Gór to legendarny władca Karkonoszy, tajemniczy wędrowiec wspominany od wieków w legendach polskich (Duch Gór, Karkonosz, Liczyrzepa, Sowiduch), czeskich (Krakonoš, Pan Jan, Dominus Johannes) i niemieckich (Rübezahl, Berggeist). Różni badacze łączą jego postać z takimi bogami północnej Europy jak Cernunnos, Odyn i Świętowit. Warto pamiętać, że to na karkonoskim Duchu Gór przede wszystkim wzorował się J.R.R. Tolkien tworząc słynną postać czarodzieja Gandalfa (o czym więcej poniżej). Oczywiście sam archetyp tajemniczego przewodnika, często związanego z mitycznym jeleniem, a co paradoksalne zwodniczego lub niepewnego swojej drogi, jest typowy dla wielu mitologii, w tym indoeuropejskich. Zbieżną z Duchem Gór jest na przykład postać Veinemeinena z Kalevali - fińskiej mitologii narodowej.
    • madohora Re: Legendy 24.04.25, 18:38
      Bolesław Chrobry, chcąc z tej strony zabezpieczyć granice państwa od
      napadów Rusi, w miejscu, gdzie San do Wisły domierza, wybudował
      obronny drewniany gród i kościół Panny Marii, dzisiaj będący katedrą
      fundował, a zwabiwszy w to miejsce rzemieślników z sąsiednich Czech
      i Niemiec, utworzył osadę od rzeki San domierzającej do rzeki Wisły –
      Sandomierzem potem zwaną.
      Wedle zaś ustnego podania, odkrywanymi w zmieni odwiecznymi
      fundamentami i piwnicami potwierdzonego, miasto nie w tym miejscu
      jak dzisiaj, lecz nieco dalej ku zachodowi, gdzie samotne kościoły św.
      Jakuba i św. Pawła, exystowało. Miało być przed napadami Tatarów piękne,
      bogate i rozległe. Gdy zaś Tatarzy spalili dawny gród sandomierski,
      mieszkańcy bliżej obronnego zamku budować się zaczęli i teraźniejsze
      sformowali miasto".
    • madohora Re: Legendy 26.04.25, 23:59
      Wieś Bawół pojawia się w legendzie przekazanej przez Jana Długosza, wedle której na bagnach w pobliżu Bawołu złodzieje mieli porzucić monstrancję z hostią, skradzioną z krakowskiego kościoła Wszystkich Świętych (po tym, gdy przekonali się, że jest tylko pozłacana). Jasność, którą wywoływała hostia, pozwoliła ją odnaleźć, a król Kazimierz Wielki miał uznać ten cud za znak szczególny i ufundować z tego powodu w tym miejscu kościół pod wezwaniem Bożego Ciała.
    • madohora Re: Legendy 14.05.25, 09:56
      Nazwa‎ ‎Kleparza. Nazwa‎ ‎Kleparza‎ ‎podług‎ ‎miejscowego‎ ‎podania,‎ ‎miała‎ ‎pocho dzić‎ ‎od‎ ‎zwyczaju‎ ‎tutejszych‎ ‎mieszkańców,‎ ‎którzy‎ ‎tak‎ ‎przy‎ ‎powi taniu‎ ‎jak‎ ‎przy‎ ‎kupnie,‎ ‎klepali‎ ‎się‎ ‎przyjaźnie‎ ‎po‎ ‎ramieniu.‎ ‎Anegdotyczne‎ ‎pochodzenie‎ ‎tej‎ ‎nazwy,‎ ‎jak‎ ‎również‎ ‎początek‎ ‎jej‎ ‎od‎ ‎kle pania‎ ‎boisk,‎ ‎na‎ ‎którem‎ ‎się‎ ‎zboże‎ ‎wymłaca,‎ ‎a‎ ‎które‎ ‎jako‎ ‎handlujący zbożem‎ ‎mieć‎ ‎musieli,‎ ‎ustąpić‎ ‎musi‎ ‎przed‎ ‎trzecią‎ ‎prawdopodobniej szą‎ ‎wersyą.‎ ‎Podanie‎ ‎to‎ ‎mówi,‎ ‎że‎ ‎na‎ ‎Kleparzu‎ ‎mieszkało‎ ‎dużo bednarzy,‎ ‎którzy‎ ‎klepki‎ ‎do‎ ‎beczek‎ ‎klepali‎ ‎i‎ ‎stąd‎ ‎nazwano‎ ‎miasto Kleparzem‎ ‎a‎ ‎ich‎ ‎Kleparzanami.‎ ‎Mieszczanie‎ ‎krakowscy‎ ‎nazywali ich‎ ‎żartem‎ ‎„kleparskiemi‎ ‎muchami‎u‎,‎ ‎młodzieńców‎ ‎stamtąd‎ ‎pocho dzących‎ ‎„bąkami‎ ‎kleparskimi‎u‎.
    • madohora Re: Legendy 14.05.25, 10:16
      Dyabeł‎ ‎i‎ ‎żak. Dawniej‎ ‎dyabeł‎ ‎miał‎ ‎władzę‎ ‎i‎ ‎moc‎ ‎zabierania‎ ‎pojedynczo‎ ‎za błąkanych,‎ ‎zwłaszcza‎ ‎w‎ ‎nocy‎ ‎i‎ ‎to‎ ‎pomiędzy‎ ‎12‎ ‎a‎ ‎1‎ ‎godziną.‎ ‎
      Wy darzyło‎ ‎się‎ ‎to‎ ‎także‎ ‎zabłąkanemu‎ ‎żakowi,‎ ‎którego‎ ‎dyabeł‎ ‎spotka- wszy,‎ ‎zagadywał,‎ ‎ażeby,‎ ‎gdy‎ ‎ten‎ ‎na‎ ‎jego‎ ‎pytanie‎ ‎nie‎ ‎odpowie, porwać‎ ‎go‎ ‎mógł‎ ‎do‎ ‎piekła.‎ ‎Żak‎ ‎poznawszy,‎ ‎że‎ ‎ma‎ ‎z‎ ‎dyabłem‎ ‎do czynienia,‎ ‎odpowiadał‎ ‎mu‎ ‎na‎ ‎zapytania‎ ‎powtarzając‎ ‎poprzednie,‎ ‎tak, że‎ ‎gdy‎ ‎dyabeł‎ ‎ostatnie‎ ‎pytanie‎ ‎zadał‎ ‎żakowi,‎ ‎stracił‎ ‎już‎ ‎swą‎ ‎moc, bo‎ ‎kur‎ ‎zapiał‎ ‎i‎ ‎godzina‎ ‎pierwsza‎ ‎wybiła.‎ ‎Oto‎ ‎pytania:
    • madohora Re: Legendy 14.05.25, 10:30
      święconą,‎ ‎za‎ ‎co‎ ‎po‎ ‎siedmiu‎ ‎latach‎ ‎przednie‎ ‎nogi‎ ‎zamieniły‎ ‎się w‎ ‎skrzydła. Skowronka‎ ‎nie‎ ‎powinno‎ ‎się‎ ‎zabijać,‎ ‎gdyż‎ ‎to‎ ‎jest‎ ‎ptak‎ ‎Naj świętszej‎ ‎Maryi‎ ‎Panny. Słowika‎ ‎toż‎ ‎samo‎ ‎nie‎ ‎powinno‎ ‎się‎ ‎zabijać.‎ ‎Ptak‎ ‎ten‎ ‎śpie wając‎ ‎tak‎ ‎się‎ ‎męczy,‎ ‎źe‎ ‎mu‎ ‎z‎ ‎pod‎ ‎skrzydeł‎ ‎i‎ ‎z‎ ‎dzióbka‎ ‎krew „idzie“. Jaskółki‎ ‎gniazdko‎ ‎broni‎ ‎od‎ ‎ognia‎ ‎i‎ ‎przynosi‎ ‎szczęście‎1‎). Śternol‎ ‎(trznadel)‎ ‎woła:‎ ‎„Nie‎ ‎bedzie,‎ ‎nie‎ ‎bedzie,‎ ‎kobyle‎ ‎niic‎u‎. Pająk‎ ‎gdy‎ ‎na‎ ‎kogo‎ ‎„wejdzie“,‎ ‎to‎ ‎ten‎ ‎dostanie‎ ‎robotę. Kruk‎ ‎„ma‎ ‎sie“‎ ‎(gnieździ‎ ‎się)‎ ‎na‎ ‎bardzo‎ ‎wysokiem‎ ‎drzewie lub‎ ‎w‎ ‎skale.‎ ‎Jeżeli‎ ‎„młodzięta“‎ ‎mu‎ ‎kto‎ ‎podusi,‎ ‎to‎ ‎kruk‎ ‎wnet‎ ‎znaj dzie‎ ‎taki‎ ‎kamyk,‎ ‎którym‎ ‎je‎ ‎ożywi,‎ ‎za‎ ‎włożeniem‎ ‎go‎ ‎pisklęciu‎ ‎do dzioba.‎ ‎Ten‎ ‎sam‎ ‎kamyk‎ ‎czyni‎ ‎niewidzialnym‎ ‎tego,‎ ‎kto‎ ‎go‎ ‎zdobę dzie.‎ ‎Chcąc‎ ‎kamień‎ ‎taki‎ ‎uzyskać,‎ ‎trzeba‎ ‎kruka‎ ‎przelatującego‎ ‎do gniazda‎ ‎przestraszyć,‎ ‎a‎ ‎kruk‎ ‎wtedy‎ ‎upuści‎ ‎kamyk. Gęsi‎ ‎dzikie‎ ‎odlatują‎ ‎do‎ ‎cieplic,‎ ‎a‎ ‎boćki‎ ‎—‎ ‎bociany‎ ‎do Włoch. Indyki.‎ ‎„Oj‎ ‎bićda,‎ ‎bićda,‎ ‎służyć‎ ‎u‎ ‎Zyda‎u‎. „A‎ ‎był,‎ ‎był,‎ ‎był!‎ ‎Ktoby‎ ‎tam‎ ‎służył?‎w Żaby‎ ‎naśladują‎ ‎głosem‎ ‎i‎ ‎słowami: „Siostro!“‎ ‎„Cóż?‎u‎ ‎„UmarłU‎ ‎„Któż?‎u „Pan‎ ‎bocianU‎ ‎„Już?‎u‎ ‎„Tyś‎ ‎rada?‎a‎ ‎„Rada“. „Wyście‎ ‎rąde?‎u‎ ‎„Rade,‎ ‎rade,‎ ‎rade‎u‎. Do‎ ‎ślimaka.‎ ‎Slimaczku,‎ ‎ślimaczku,‎ ‎wypuść‎ ‎rożki,‎ ‎dam‎ ‎ci centa‎ ‎na‎ ‎pirożki. Trawa‎ ‎żelazna‎ ‎ma‎ ‎rosnąć‎ ‎na‎ ‎polach‎ ‎i‎ ‎na‎ ‎łąkach‎ ‎w‎ ‎Mydl- nikach,‎ ‎ma‎ ‎zaś‎ ‎własność‎ ‎otwierania‎ ‎zamków‎ ‎żelaznych.‎ ‎Opowia dają,‎ ‎że‎ ‎jeden‎ ‎złodziej‎ ‎do‎ ‎rany‎ ‎w‎ ‎palcu‎ ‎włożył‎ ‎tę‎ ‎trawę,‎ ‎a‎ ‎gdy zarosła,‎ ‎mógł‎ ‎tym‎ ‎palcem‎ ‎wszystkie‎ ‎zamki‎ ‎otwierać. Pęta‎ ‎z‎ ‎kłódką‎ ‎u‎ ‎koni‎ ‎spadają,‎ ‎gdy‎ ‎koń‎ ‎przejdzie‎ ‎przez‎ ‎tę trawę. Utrzymują,‎ ‎że‎ ‎trawa‎ ‎ta‎ ‎rzucona‎ ‎na‎ ‎wodę‎ ‎bieżącą,‎ ‎płynie‎ ‎prze ciw‎ ‎prądowi. Kamyk‎ ‎z‎ ‎gniazdka‎ ‎„cyza“‎ ‎(czyżyka)‎ ‎wyjęty,‎ ‎ma‎ ‎mieć własność‎ ‎robienia‎ ‎człowieka‎ ‎niewidzialnym;‎ ‎ale‎ ‎takie‎ ‎gniazdo‎ ‎tru dno‎ ‎znaleźć,‎ ‎bo‎ ‎przez‎ ‎ten‎ ‎kamień‎ ‎jest‎ ‎też‎ ‎niewidzialne‎ ‎—‎ ‎jedynie odbija‎ ‎się‎ ‎ono‎ ‎w‎ ‎wodzie. Pieśń‎ ‎podczas‎ ‎deszczu. Świeć,‎ ‎świeć,‎ ‎słoneczko, Dam‎ ‎ci‎ ‎białe‎ ‎jajeczko,
      *)‎ ‎Jaskółka‎ ‎nigdy‎ ‎nie‎ ‎siada,‎ ‎a‎ ‎odlatuje‎ ‎na‎ ‎zimę‎ ‎do‎ ‎ciepłych‎ ‎krajów.
      • madohora Re: Legendy 14.05.25, 11:00
        Położę‎ ‎cie‎ ‎na‎ ‎dębie, Roztoczą‎ ‎cie‎ ‎gołębie. A‎ ‎ty‎ ‎panie‎ ‎Jury Rozganiaj‎ ‎ze‎ ‎chmury Za‎ ‎tatarskie‎ ‎góry. Gdzie‎ ‎aniołki‎ ‎bywają, Kamyki‎ ‎se‎ ‎zbirają, Na‎ ‎kościółek‎ ‎rzucają. A‎ ‎z‎ ‎kościółka‎ ‎na‎ ‎wode, Dejże‎ ‎Boże‎ ‎pogodę. Burze‎ ‎i‎ ‎grady. Podczas‎ ‎burzy‎ ‎wynoszono‎ ‎na‎ ‎podwórze‎ ‎stół,‎ ‎„jeżeli‎ ‎P.‎ ‎Jezus był‎ ‎na‎ ‎nim“,‎ ‎t.‎ ‎j.‎ ‎jeżeli‎ ‎kiedykolwiek‎ ‎przybyły‎ ‎do‎ ‎chorego‎ ‎ksiądz, postawił‎ ‎na‎ ‎nim‎ ‎wijatyk.‎ ‎Na‎ ‎tym‎ ‎stole‎ ‎stawiano‎ ‎święconą‎ ‎wodę. W‎ ‎izbie‎ ‎zapalano‎ ‎gromnicę,‎ ‎a‎ ‎w‎ ‎oknach‎ ‎stawiano‎ ‎święconą‎ ‎palmę, przy‎ ‎każdym‎ ‎błyśnięciu‎ ‎pioruna‎ ‎żegnano‎ ‎się,‎ ‎kobiety‎ ‎zaś‎ ‎klęcząc, modliły‎ ‎się‎ ‎zwrócone‎ ‎do‎ ‎nieba.‎


        ‎Podczas‎ ‎burzy‎ ‎połączonej‎ ‎z‎ ‎gradem, wystawiano‎ ‎stare‎ ‎stolnice‎ ‎i‎ ‎wałki‎ ‎od‎ ‎ciasta.‎ ‎Przestrzegano‎ ‎wtedy starannie,‎ ‎ażeby‎ ‎drzwi,‎ ‎piec‎ ‎i‎ ‎okna‎ ‎były‎ ‎pozamykane,‎ ‎a‎ ‎nikt‎ ‎klu czami‎ ‎nie‎ ‎dzwonił. Mówiono,‎ ‎że‎ ‎ogień‎ ‎powstały‎ ‎z‎ ‎uderzenia‎ ‎piorunu,‎ ‎można‎ ‎zga sić‎ ‎tylko‎ ‎mlekiem‎ ‎koziem.
        Jak‎ ‎mróz,‎ ‎to‎ ‎trzeba‎ ‎„łysoniów“‎ ‎(łysycb)‎ ‎rachować,‎ ‎a‎ ‎mróz folguje.
        Pieśni. Na‎ ‎Niemców. Przyszli‎ ‎Niemcy‎ ‎do‎ ‎kraju Według‎ ‎swego‎ ‎zwyczaju, Z‎ ‎cielęcemi‎ ‎torbami, A‎ ‎dzisiaj‎ ‎są‎ ‎panami. Drogi‎ ‎tytoń,‎ ‎tabaka, Każdy‎ ‎Niemiec‎ ‎sobaka Na‎ ‎Polaków‎ ‎szimpfuje, A‎ ‎kieszenie‎ ‎ładuje. Bóg‎ ‎nam‎ ‎głowy‎ ‎darował, Niemiec‎ ‎je‎ ‎otaksował, Drogi‎ ‎tytoń,‎ ‎tabaka, Każdy‎ ‎Niemiec‎ ‎sobaka.
    • madohora Re: Legendy 14.05.25, 11:07
      2‎. Góralu,‎ ‎góralu,‎ ‎matka‎ ‎ci‎ ‎umarła! Kiz‎ ‎i(e)j‎ ‎sie‎ ‎pieron‎ ‎stał,‎ ‎wcora‎ ‎kluski‎ ‎żarła. Nie‎ ‎tak‎ ‎mi‎ ‎żal‎ ‎matki,‎ ‎jak‎ ‎mi‎ ‎klusek‎ ‎luto, Nie‎ ‎zjdd‎ ‎byk‎ ‎ich‎ ‎dzisiaj,‎ ‎schowałbyk‎ ‎na‎ ‎jutro. Nie‎ ‎zjddbyk‎ ‎ich‎ ‎jutro,‎ ‎schowałbyk‎ ‎na‎ ‎wtorek, Pojechdłbyk‎ ‎do‎ ‎Krakowa,‎ ‎zebrał‎ ‎ich‎ ‎we‎ ‎worek. Złodziejska. A‎ ‎widzisz‎ ‎ty,‎ ‎Florku, Kiełbase‎ ‎na‎ ‎kołku I‎ ‎kury‎ ‎na‎ ‎grzędzie, Wszystko‎ ‎nasze‎ ‎będzie. Preclarz. Mój‎ ‎ojciec‎ ‎p-reclorz,‎ ‎preclorz‎ ‎i‎ ‎ja, Ojciec‎ ‎pik‎ ‎precle,‎ ‎pieke‎ ‎i‎ ‎ja. Wojackie. Dobry‎ ‎cesarz‎ ‎—‎ ‎dobry, Bo‎ ‎nam‎ ‎daje‎ ‎torby, A‎ ‎do‎ ‎torby‎ ‎chleba‎ ‎— Masirować‎ ‎trzeba. Cósarzu,‎ ‎cósarzu, Coś‎ ‎nas‎ ‎nawerbował? Małoś‎ ‎żytka‎ ‎nasidł, Czym‎ ‎nas‎ ‎bedziesz‎ ‎chował. Cósarzu,‎ ‎cósarzu, Nie‎ ‎werbuj‎ ‎nas‎ ‎więcy, Bo‎ ‎dziewczęta‎ ‎płaczą, Aże‎ ‎ziemia‎ ‎jęczy. Powinszowania. 1‎. Ile‎ ‎liści‎ ‎na‎ ‎kapuście, Ile‎ ‎ludzi‎ ‎na‎ ‎odpuście, Ile‎ ‎panien‎ ‎do‎ ‎zamęścia, Tyle‎ ‎ja‎ ‎ci‎ ‎życzę‎ ‎szczęścia.
    • madohora Re: Legendy 14.05.25, 11:26
      Przysed‎ ‎Jon,‎ ‎siod‎ ‎i‎ ‎on, Doł‎ ‎se‎ ‎wódki,‎ ‎pił‎ ‎i‎ ‎on. Jak‎ ‎se‎ ‎zaczeni‎ ‎do‎ ‎głów‎ ‎kukać, Ni‎ ‎z‎ ‎tego,‎ ‎ni‎ ‎z‎ ‎owego, Łups‎ ‎jeden‎ ‎za‎ ‎łeb‎ ‎drugiego. Jak‎ ‎się‎ ‎wzieni,‎ ‎tak‎ ‎się‎ ‎wzieni, Wyprowadzili‎ ‎się‎ ‎do‎ ‎sieni. On‎ ‎do‎ ‎mnie,‎ ‎ja‎ ‎do‎ ‎niego, On‎ ‎na‎ ‎mnie,‎ ‎ja‎ ‎pod‎ ‎niego, Gewałt!‎ ‎weźcie‎ ‎mnie‎ ‎z‎ ‎pod‎ ‎niego, Bo‎ ‎zabiję‎ ‎jego. Mojsie!‎ ‎trzymoj‎ ‎sie,‎ ‎żebyś‎ ‎nie‎ ‎upod. Kogo‎ ‎biją?‎ ‎Żyda‎ ‎biją!‎ ‎Niech‎ ‎zabiją‎ ‎te‎ ‎bestyą. Żydzie!‎ ‎Świnia‎ ‎za‎ ‎tobą‎ ‎idzie. Żydzie!‎ ‎kupisz‎ ‎skórkę‎ ‎z‎ ‎rabina? Żydzie! Hina‎ ‎(hyena)‎ ‎za‎ ‎tobą‎ ‎idzie, Rycy,‎ ‎kwicy, Żebyś‎ ‎dał‎ ‎cycy! Skądeś,‎ ‎Żydzie?‎ ‎—‎ ‎Z‎ ‎Bińczyc,‎ ‎panie. Czem‎ ‎się‎ ‎trudnisz?‎ ‎—‎ ‎Arfą,‎ ‎panie. Zagraj,‎ ‎Żydzie!‎ ‎—‎ ‎Szabas,‎ ‎panie. Kijem‎ ‎Żyda!‎ ‎—‎ ‎Zaraz,‎ ‎panie. Rachcium,‎ ‎ciachcium,‎ ‎bim,‎ ‎bam,‎ ‎bom, Jak‎ ‎pan‎ ‎kazoł,‎ ‎tak‎ ‎ja‎ ‎grom, I‎ ‎boćkiem,‎ ‎i‎ ‎skockiem, Przed‎ ‎wielmożnym‎ ‎Potockim. Jak‎ ‎bida,‎ ‎to‎ ‎do‎ ‎Żyda, Jak‎ ‎po‎ ‎bidzie,‎ ‎idź‎ ‎precz‎ ‎Żydzie. Żyd‎ ‎głupi,‎ ‎wszystko‎ ‎kupi. Trzęsie‎ ‎się,‎ ‎jak‎ ‎żydowski‎ ‎wujaszek‎ ‎bombela. Z‎ ‎Czecha. Dlaczego‎ ‎pies‎ ‎siada,‎ ‎jak‎ ‎Czecha‎ ‎zobaczy? Bo‎ ‎się‎ ‎boi,‎ ‎żeby‎ ‎mu‎ ‎się‎ ‎pod‎ ‎ogon‎ ‎nie‎ ‎wkręcił.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka