eva15
08.11.10, 22:55
Aby stworzyć w Azji przeciwwagę dla Chin USA stylizują Indie na siłę na wielkie mocarstwo, co po raz kolejny widać podczas obecnej wizyty Obamy w Indiach.
Tymczasem Indie i Chiny były jeszcze jakieś 30-35 lat temu na podobnym poziomie PKB, ale już w 1998 r. Chiny miały PKB ca 2,3 x większy niż Indie
en.wikipedia.org/wiki/List_of_countries_by_past_GDP_(nominal)
A w 2009 r. prawie 5 x większy i to nie licząc Hongkongu i Macao (że o Tajwanie nie wspomnę):
en.wikipedia.org/wiki/List_of_countries_by_GDP_(nominal)
I żeby nie wiem jak zaklinać rzeczywistość różnica ta dalej się powiększa i powiększać będzie. Przyczyn jest wiele, np. Indie są niestabilne politycznie, brak im przywództwa na miarę chińskiego, czyli z konkretną wizją/planem rozwoju kraju i zdecydowaniem i jednością w realizacji tych celów. Indie mają za to skłóconą, niespójną klasę polityczną, której znaczna część uległa syrenim śpiewom Zachodu i daje sobą powodować, ku radości tegoś Zachodu, który ma szeroki wstęp na salony hinduskiej polityki - zjawisko w Chinach niespotykane. Takie protekcjonalne poklepywanie po plecach, jakie uprawiał właśnie Obama w Indiach byłoby w Chinach niemożliwe. Indie mają też niespotykane we współczesnych Chinach zamachy i mordy polityczne, przewroty wojskowe - czyli typową glebę pod niestabilność państwa. Dodatkowo mają setki milionów analfabetów i zupełnie niesamowite, w znacznym stopniu dzięki archaicznej kastowości systemu niemożliwe do przezwyciężenia, nierówności społeczne, które nie maleją lecz rosną. Na dokładkę mają konflikty z sąsiadem i Kaszmir na karku. Itd. itd..
Niewątpliwie można zaobeserwować w Indiach w ostatnich latach szybki rozwój, ale jest to rozwój punktowy, w niektórych wybranych dziedzinach (w znacznym stopniu dzięki Zachodowi) bez spójnej koncepcji i długofalowego, przemyślanego programu i bez konsensu elit i społeczeństwa.
Indie to takie mocarstwo na miarę potrzeb USA. Chiny na miarę lęków USA.