eva15
29.07.12, 01:33
Dziś w radio puszczono program o tym, że w Londynie nie wolno wnosić na stadiony własnych kanapek (słodyczy, chipsów etc) oraz napojów. Zywność (o ile można te śmieci tak nazwać) wolno kupować na stadionach tylko od McDonaldsa, napoje tylko od Coca-coli (cocę i/lub wodę - jest wybór, bo jest demokracja!) .
Kilka dni temu podawano, że w w tymże Londynie zabroniono wszystkim firmom i osobom prywatnym używania jakichkolwiek logo związanych z olimpiadą (np. 5 kółek, czy samego słowa olimpiada). Doszło do tak absurdalnych sytuacji, że kawiarniom, które od lat nazywają się "olimpijskimi" zakazano słowa "olimpijskie" a sklepom, które miały znaczek 5-ciu kółek używania tego oznakowania.
W kraju, który coraz bardziej chorobliwie prywatyzuje przestrzeń publiczną, gdzie w międzyczasie całe ulice, skwery, mosty i dawne budynki użyteczności publicznej są przekazywane w prywatne ręce, co nota bene bardzo ułatwia zakaz demonstracji (wiadomo - na terenie prywatnym demonstrować nie można) nikogo to już pewnie nie dziwi. Tak więc zdziwienie może się pojawić już tylko poza samą GB.
Mnie dziwi np., że GB przyznała sobie prawa do posiadania słowa "olimpiada", które jakby nie patrzał powstało w Grecji ca 2 tys. lat temu. Równie dziwi mnie to, że organizatorzy GB-olimpiady przyznali sobie prawo do decydowania o podstawowym prawie człowieka, jakim jest prawo do wyboru pożywnienia i napoju.
A jeszcze bardziej dziwi mnie to, że ta brytyjska olimpiada jest tłem do największych w Europie manewrów wojskowych, ze snajperami na dachach, z zasiekami i wojskiem na ulicach, okrętami u brzegów i samolotami nad niebem.
Gwałt na wszelkiej wolnośći jest niesamowity, a latami ogłupione ludy guzik z tego rozumieją i kupują drogie bilety na przedstawienie z nimi samymi w roli głównej.