wojciech.2349
14.01.14, 18:39
Majdan pączkuje, władza histeryzuje
Po Nowym Roku i Świętach majdan miał stopnieć. Dlatego od końca grudnia władze postawiły na przeczekanie. Liczyły na to, że protesty zwyczajnie się wypalą, że ludzie się znudzą, a liderzy polityczni pokłócą. Zniechęceni brakiem pomysłów na podtrzymanie rewolucyjnych nastrojów, skaczący sobie do oczu, popychani wybujałymi ambicjami. Że w końcu Ukraińcy zobaczą, że Europa się od nich odwróciła. Po pierwszych tygodniach pielgrzymek europosłów i innych polityków z Zachodu zainteresowanie tym co się dzieje w Kijowie przecież opadło. Bruksela uznała, że po wolcie Wiktora Janukowycza w stronę Moskwy, nie da się już wiele zrobić.
Ale nie, ciągle uparcie stoją na tym swoim majdanie. W weekendy są ich dziesiątki, a nawet setki tysięcy, bo schodzą się mieszkańcy stolicy, w tygodniu zwykle jest ich mniej, zazwyczaj są to przyjezdni „rewolucjoniści” czuwający na barykadach. Przesiadają się do samochodów i jeżdżą blokować rezydencję prezydenta Janukowycza. Rozbestwili się, organizując akcje typu flash-mob i jeżdżą metrem bez spodni. Wyśmiewają stojących wokół nich milicjantów. I wreszcie – rozrastają się, pączkują. Bo majdany zaczęły rosnąć w innych miastach. Również, o zgrozo, na wschodniej Ukrainie.
...
Majdany zaczęły rosnąć nawet na wschodniej Ukrainie
opinie.newsweek.pl/ukraina-euromajdan-kijow-majdan-wolnosci-newsweek-pl,artykuly,278786,1.html