lubat
17.12.15, 22:12
Przedłużenie antyrosyjskich sankcji miało być tylko formalnym odfajkowaniem tematu. Chociaż hamerykańcy dołożyli wszelkich starań i - tak na wszelki przypadek - przysłali namiestnika na EU, by dopilnował interesu.
Decyzja miała być pierwotnie podjęta na szczeblu ambasadorów unijnych, ale okoniem stanęli Włosi i chytrze argumentowali, że to zbyt poważna decyzja, by pozostawiać ją ambasadorom i muszą ją jeszcze przedyskutować szefowie rządów na rozpoczętym dzisiaj szczytowaniu w Brukseli. Aliści szefowie rządów nie zajmą się tak ważną sprawą "z braku czasu" - naprawdę takie podano uzasadnienie.
Jeśli się pamięta, jak głośno protestują przedstawiciele koncernów zachodnich przeciw tym sankcjom, jakie naciski wywierają wielkie pieniądze na Andzię Merkel i jej kumpli w innych stolicach, to się nie zdziwię, że to odkładanie decyzji może oznaczać poszukiwania kogoś, kto weźmie na swoją klatę decyzję zawetowania przedłużenia sankcji. Z jednej strony to dosyć prosta sprawa - wystarczy, że jeden odważny kraj powie "veto" i sankcje poszły się ebać. Vetowiec nie musi się w teorii z niczego tłumaczyć, ale zemsta Imperium Zła (dawniej Dobra) może go ugodzić dotkliwie. Stąd to odkładanie decyzji.